Oblicza destalinizacji
Z okresu stalinizmu Łódź wychodziła jako miasto zaniedbane, mocno zdekapitalizowane i nie okazując wyraźniejszych oznak rozwoju. Jego mieszkańcy pracowali bardzo intensywnie w fabrykach z wyeksploatowanymi maszynami, mieszkali w XIX-wiecznych kamienicach, zarabiali mało i w związku z tym na niewiele było ich stać. Kultura łódzka z trudem wyzwalała się z ograniczeń socrealizmu. Nie lepiej było w środowisku akademickim, które tkwiło w marazmie. Wśród mieszkańców świeża też była pamięć o represjach, wszechwładzy "bezpieki", permanentnej inwigilacji.
Uruchomione po śmierci Józefa Stalina w marcu 1953 r. procesy destalinizacji stopniowo przynosiły jednak pożądane zmiany. Z pewnością zelżał terror, zaczęto wypuszczać z więzień osoby niesłusznie skazane, zaniechano niektórych rozpracowań, np. sprawy o kryptonimie "Miotła", wymierzonej w byłych żołnierzy Armii Krajowej. Zlikwidowano otoczony ponurą sławą Wojskowy Sąd Rejonowy, podobnie Urząd Bezpieczeństwa zamykał niektóre swoje komórki i oddawał miastu zajmowane obiekty - w jednym z nich, przy ul. Gdańskiej 13, za kilka lat powstanie muzeum, w innym, przy ul. Buczka 27 (obecnie ul. Kamińskiego), zadomowi się Instytut Historii UŁ. Za tym wszystkim szła coraz bardziej otwarta krytyka władzy, którą uosabiał KŁ PZPR (od grudnia 1952 r. wspólnie z KW zajmował nowoczesny gmach w al. Kościuszki nr 107-109)1.
Wymienione okoliczności stanowiły poważny powód do zaniepokojenia dla lokatorów łódzkiego "białego domu". Dodatkowym impulsem, który elektryzował aparat partyjny, ale i mieszkańców, były informacje o przebiegu XX Zjazdu KPZR, a zwłaszcza o tajnym referacie Nikity Chruszczowa O kulcie jednostki i jego następstwach. Źródłem informacji na ten temat były zachodnie rozgłośnie radiowe i ulotki, przesyłane wczesną wiosną 1956 r. do kraju balonami. To powodowało, że partia nie mogła milczeć. Dlatego 10 marca zostało zorganizowane wspólne plenarne posiedzenie KW PZPR w Łodzi i KŁ PZPR pod przewodnictwem szefów obu instancji - Jerzego Prymy i Michaliny Tatarkówny-Majkowskiej, które miało dać oficjalną wykładnię wystąpienia Chruszczowa. Było jednak o to trudno, bo uczestnikom narady przyszło dyskutować o dokumencie, którego nie znali. Był on bowiem tajny, odwoływano się tylko do jego omówienia. Mimo nieznajomości pełnej treści referatu, aparat partyjny miał powody do obaw, choćby z uwagi na deklarowaną przez centralne kierownictwo potrzebę demokratyzacji życia, wezwania do swobody dyskusji czy wdrożenia kolegialnej formy rządów2. W tej sytuacji nieuchronne stawało się zadawanie pytań o konkretną, osobową, odpowiedzialność dotychczasowych sterników w poszczególnych dziedzinach życia. Na to wszystko nałożyły się niepokojące informacje o śmierci w Moskwie po XX Zjeździe I sekretarza KC PZPR, Bolesława Bieruta. O ile dla ludzi partii było to kolejne źródło obaw o najbliższą przyszłość, to dla postronnych obserwatorów ten zgon oznaczał otwarcie drogi do autentycznych zmian, które pod rządami Bieruta nie były możliwe.
Niektórzy łodzianie traktowali nagłe odejście dotychczasowego przywódcy politycznego jako element rozgrywek będących konsekwencją śmierci Stalina - "wszyscy uczniowie Stalina w taki sposób umierają i to przeważnie w Moskwie". Inni jednak twierdzili, że Bierut został uwięziony w Związku Sowieckim, a do kraju przysłano jego gipsowy odlew. Poza tym podejrzewano, że został skrytobójczo zamordowany: "bebechy wypruli mu, żeby nie można było zmiarkować czym go otruli"3. W związku z tym w KŁ podejrzewano, że duże zainteresowanie łódzkich załóg fabrycznych wzięciem udziału w pogrzebie wynikało właśnie z niewiary w oficjalny powód śmierci Bieruta.
Wiosną 1956 r. w Łodzi przemiany nabierały tempa. Po 21 marca podczas otwartych zebrań partyjnych zaczęto w końcu czytać referat Chruszczowa, a nie tylko dyskutować o nim na podstawie artykułów z "Trybuny Ludu". Do końca miesiąca dziesięć tysięcy łodzian mogło zapoznać się w tej formie z jego treścią. A to oznaczało dalsze ożywienie debaty i stawianie trudnych dla władzy pytań o najbliższą przyszłość.
Bardzo żywo na zaistniałą sytuację reagowało młode pokolenie, zwłaszcza łódzcy studenci. Potwierdzeniem tej atmosfery była sytuacja zaobserwowana w Studium Przygotowawczym PŁ, gdzie "pewna część młodzieży nie mogła, a częściowo i nie chciała kontynuować systematycznie nauki, przygotowywać prac domowych, ale chciała dyskutować bez końca". Młodzież bardzo eksponowała kwestię suwerenności ojczyzny. "Wreszcie ten zły wiatr ze wschodu przestał wiać nad Polską" - z nadzieją na uniezależnienie się od wschodniego sąsiada powiedział uczestnik zebrania poświęconego referatowi Chruszczowa, które odbywało się w łódzkiej szkole teatralnej. Podobny wydźwięk miało pytanie postawione na zebraniu w PŁ: "Czy nie lepiej zostawić naszych przyjaciół ze Wschodu i iść o własnych siłach?"4 Natomiast za sprawą młodzieży ze szkoły filmowej zupełnie inaczej niż w latach poprzednich wyglądał w 1956 r. chociażby pochód z okazji 1 Maja, który tradycyjnie przemaszerował ul. Piotrkowską. Gdy załogi fabryczne defilowały jeszcze generalnie z hasłami z minionej epoki, to studenci z "filmówki" nieśli transparenty z hasłami odnoszącymi się do aktualnych wydarzeń: "Hańba dzierżymordom", "Hańba kacykom", "Żądamy utworzenia Komunistycznego Związku Młodzieży", "Żądamy prawdziwie socjalistycznej organizacji młodzieżowej". Podczas tego samego pochodu studenci PŁ, z koła naukowego samochodziarzy, ciągnęli "mikrusa", polski samochód osobowy, który był symbolem "odwilży" w dziedzinie produkcji dóbr konsumpcyjnych. Na aucie tym umieszczono przewrotne hasło: "Pociągniemy naprzód polską motoryzację"5. Wyrazem radykalizacji środowiska akademickiego, które odrzucało dotychczasowych przywódców partyjnych i państwowych oraz narzucone ramy życia organizacyjnego, były też przekształcenia w kulturze studenckiej. "Odwilżowy" teatrzyk "Cytryna" w jednym ze swoich przedstawień w czerwcu 1956 r. zawarł scenę zatytułowaną Układ słoneczny, ukazującą, jak wokół mężczyzny w tzw. waciaku i walonkach obracało się siedem kobiet, oznaczonych emblematami europejskich krajów socjalistycznych. Ponieważ było to wyraźne nawiązanie do podległości tych państw wobec Moskwy, interweniowała cenzura i teatr musiał zrezygnować z tej aluzji6.
Wyrazem wolnościowych aspiracji łódzkich studentów była ostra krytyka oficjalnej organizacji młodzieżowej, czyli Związku Młodzieży Polskiej. Był on postrzegany jako "zdegenerowana organizacja", którą kierował "przeżarty obłudą aparat". W efekcie następował zanik jej działalności i struktur. W szkole filmowej z 91 członków pozostało w nim tylko pięć osób, które pogardliwie nazywano "sierotami po Berii" [chodzi o Ławrientija Berię - polityka sowieckiego, który pełnił m.in. funkcje ludowego komisarza spraw wewnętrznych - przyp. K. L.]7. Na tym tle z czasem zrodziły się inicjatywy, aby w miejsce ZMP utworzyć nową organizację młodzieżową, odwołującą się do doktryny marksistowskiej, ale pozbawionej stalinowskich wynaturzeń. Najszybciej tzw. grupy rewolucyjne, które miały być podstawą nowego związku, powstały na PŁ, trochę później na UŁ i AM. Miały one niewielu członków, ale mocno radykalne oblicze.
W atmosferze odwilżowej rodziły się też projekty dotyczące zmian na uczelniach. W pierwszej połowie 1956 r. rektor UŁ - prof. Jan Szczepański - zapowiedział podjęcie działań na rzecz rozwoju uczelni, wzniesienie nowych gmachów dla biblioteki uniwersyteckiej, Wydziału Biologii oraz Wydziału Matematyczno-Fizyczno-Chemicznego. Zapowiadano reaktywowanie zlikwidowanych w dobie stalinizmu kierunków studiów, takich jak archeologia, etnografia, niektóre filologie. W decydującą fazę wchodziły też przygotowania do przyłączenia Wyższej Szkoły Pedagogicznej (kształciła nauczycieli) do UŁ. W ducha dokonujących się w kraju zmian wpisywało się również zniesienie w połowie 1956 r. zastrzeżonego zbioru książek, tzw. prohibitów, istniejącego wcześniej w BUŁ (mimo to część tytułów miała trafić do nowego działu o ograniczonym dostępie, tzw. rezerwy)8.
Równie istotna, jak aktywizacja studentów i projekty uwolnienia uczelni z gorsetu stalinowskich ograniczeń, była coraz większa wola dziennikarzy i ludzi kultury wyzwolenia się spod presji cenzury. W gazetach - "Łódzkim Expressie Ilustrowanym", a nawet "Głosie Robotniczym" (organ KŁ), nie mówiąc już o niszowym dwutygodniku "Kronika"9, pojawiać się zaczęły teksty o sprawach autentycznie ważnych dla mieszkańców miasta, nieśmiało zaczęto krytykować władzę - na początek aparat rad narodowych, a z czasem poddano surowej ocenie prowadzoną dotąd przez PZPR politykę personalną. W roku 1956 wezwanie do postawienia "właściwych ludzi na właściwym miejscu" nabierało specjalnej wymowy, dodatkowo podgrzewając atmosferę. Jeśli chodzi o świat artystyczny, to wyrazem woli wyjścia z ram socrealizmu oraz podjęcia form i treści dotąd zakazanych była wystawa grupy łódzkich plastyków w Ośrodku Propagandy Sztuki w parku Sienkiewicza. Pokazano tam obrazy abstrakcyjne, dawno w Łodzi nie widziane. Te działania nie byłyby wystarczająco przekonujące, gdyby nie podjęto, przełamując różne opory, przygotowań do wystawy dzieł największych łódzkich awangardowych artystów, czyli Władysława Strzemińskiego i Katarzyny Kobro. Jej otwarcie w końcu wspomnianego roku odbiło się dużym echem w całym kraju. Z tymi zjawiskami korespondowały zmiany w innych sferach. Przykładowo w muzyce wielu zwolenników zyskiwał jazz, ale i osoby gustujące w bardziej popularnym repertuarze mogły znaleźć coś dla siebie. W Łodzi miały się też pojawić gwiazdy, takie jak np. Yves Montand. Natomiast nowy kurs w sferze życia teatralnego wyznaczał w pierwszym rzędzie ten, który zapoczątkował socrealizm w Łodzi, czyli Kazimierz Dejmek i jego Teatr Nowy. Już Łaźnia Włodzimierza Majakowskiego (zakazana w ZSRR od 1930 do 1953 r.10) wystawiona w końcu 1954 r. wyrażała mocno krytyczny stosunek do otaczającego świata. Nazywana "maszyną do prania biurokratów", w domyśle stalinowskich, początkowo budziła konsternację wśród recenzentów. Dejmek poszedł jednak dalej tym rozliczeniowym nurtem i w drugiej połowie sezonu 1955/1956 wystawił klasyczny dramat Wyspiańskiego Noc listopadowa. W ten sposób pierwszy raz po wojnie na deskach łódzkiego teatru pojawiła się ta sztuka, traktująca nie o bohaterach pracy socjalistycznej, lecz o polskim patriotyzmie, bohaterskiej śmierci podchorążych podczas nocy z 29 na 30 listopada 1830 r. W efekcie złamano dotychczasową konwencję teatralną, klasyka znów zyskiwała należne jej miejsce, dotąd zajmowane przez polskie i radzieckie przedstawienia realizowane w duchu socrealizmu. W drugiej połowie 1956 r. ten sam reżyser wystawił kolejną rzecz, mocno korespondującą z nabrzmiewającymi w Polsce problemami politycznymi. Atakując władzę za obłudę i brak zasad moralnych, w Święcie Winkelrieda Teatr Nowy przedstawiał publiczności ofertę programową, która współbrzmiała z odczuciami widzów11. Z czasem inne teatry łódzkie też reorientowały swój repertuar. Pojawiały się również zupełnie nowe zjawiska, jak satyryczne teatry studenckie: "Pstrąg" (1954 r.) i "Cytryna" (1955 r.)12, które żywo reagowały na to, co działo się w kraju i w mieście.
Fot. 3. Michalina Tatarkówna-Majkowska i Edward Ochab (zbiory K. Lesiakowskiego)
W połowie 1956 r. sytuacja w Łodzi rozwijała się bardzo dynamicznie, rósł poziom odwagi wśród łodzian, który był odwrotnością siły i sprawności władzy. "Bezpieka" ograniczała się bardziej do obserwowania poczynań mieszkańców niż podejmowania działań ofensywnych, wewnętrzne problemy osłabiały też KŁ (podział na zwalczające się frakcje twardogłowych, tzw. natolińczyków i zwolenników ograniczonej liberalizacji, czyli tzw. puławian).
Na tym tle doszło w Łodzi do poważnego incydentu. W kwietniu 1956 r. gen. Kazimierz Witaszewski, wiceminister obrony narodowej i szef Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, podczas spotkania z załogą Zakładów im. Stalina w Łodzi zaatakował z pozycji ortodoksyjnych ("natolińskich") ludzi, którzy dążyli do pogłębienia przemian w Polsce. Upatrując w tym zagrożenie dla ustroju, zagroził użyciem - jak to nazwał - gazrurki. Słowa owe, w pierwszym rzędzie wymierzone w pisarza Antoniego Słonimskiego, oburzyły polskie środowisko literackie. Na tę sprawę zwrócił uwagę na sesji Sejmu poseł Zygmunt Krzywański, temat podjęła również prasa. W efekcie władze centralne PZPR zażądały od KŁ wyjaśnień. W związku z tym powstała specjalna notatka, która została przesłana do KC. Na jej treść znów zareagował gen. Witaszewski, który wziął udział w posiedzeniu Egzekutywy KŁ PZPR w dniu 2 czerwca 1956 r. Wtedy okazało się, że w kierownictwie łódzkiej organizacji partyjnej koncepcje "natolińczyków", w które wpisywała się wypowiedź gen. Witaszewskiego, miały swoich zwolenników. Stąd też I sekretarz KŁ Tatarkówna-Majkowska, zajmując krytyczne stanowisko wobec wspomnianego zdarzenia (można ją łączyć z grupą "puławian"), zmuszona była przypomnieć wszystkim zgromadzonym o dyscyplinie partyjnej i potrzebie zachowania spokoju, zwłaszcza w trudnych momentach napięć politycznych13.
W owych realiach doszło do dramatycznych wydarzeń, które mocno poruszyły wszystkich Polaków - rewolty robotniczej w Poznaniu, zainicjowanej 28 czerwca 1956 r. Krwawe walki, ofiary śmiertelne, kompromitująca wypowiedź premiera Józefa Cyrankiewicza o obcinaniu rąk podniesionych na władzę ludową, odbiły się mocnym echem także w Łodzi. Miejscowe władze zareagowały zebraniem się egzekutywy i decyzjami o postawieniu w stan gotowości sił szeroko rozumianego aparatu bezpieczeństwa, wojska oraz aktywu partyjnego "celem zapobieżenia na gruncie łódzkim wszelkim aktom wymierzonym w ustrój PRL". Odpowiednio przygotowana informacja o tym, co się wydarzyło w Poznaniu, miała też trafić do niższych komórek partyjnych. Chodziło o wypracowanie spójnego stanowiska, z którym można byłoby "pójść do fabryk". Narada w dniu następnym pokazała, że mimo obaw sytuacja w Łodzi była spokojna. Zanotowano jednak wywołujące niepokój wypowiedzi pracowników w niektórych zakładach. W tym duchu Tatarkówna-Majkowska referowała rozwój wydarzeń w Łodzi podczas narady w Warszawie na początku lipca. Jak inni sekretarze wojewódzcy, wyraziła przekonanie, że protesty takie jak w Poznaniu mogły wybuchnąć na terenie całego kraju. Stwierdziła wprost, że bez poprawy warunków materialnych, mieszkaniowych i socjalnych robotników, mieszkańcy Łodzi mogliby pójść w ślady poznaniaków. Przestrzegała, że "jak się za nią [sprawy bytowe ludzi pracy - K. L.] nie zabierzemy, to będą wy[padki] - nie daj Boże - w Warszawie, Łodzi i Stalinogrodzie [Katowicach - przyp. K. L.]". Dodać można, że swoje wystąpienie, w którym wspomniała o kilkutysięcznym bezrobociu w mieście, zabraniu tramwajarzom kasy emerytalnej, fatalnej sytuacji mieszkaniowej, niskich zarobkach pracujących kobiet, brakach surowców dla rzemiosła, chuligaństwie wśród młodzieży, także zakończyła mocnym, fideistycznym akcentem: "przecież to wszystko woła o pomstę do [B]oga"14.
Fakt, że w połowie 1956 r. w Łodzi nie doszło do większego konfliktu nie oznaczał, że tendencje odwilżowe osłabły. Przeciwnie - one się nasilały i nikt nie był w stanie przewidzieć dalszego rozwoju wypadków.
1 Budynek ten został zaprojektowany przez łódzkiego architekta Ignacego (Izaaka) Gutmana. Zob. K. Stefański, Ludzie, którzy zbudowali Łódź, Łódź 2009, s. 67-68.
2 P. Ossowski, Czerwona Michalina. Michalina Tatarkówna-Majkowska. Prządka - działaczka - łodzianka, Łódź 2017, s. 106-107.
3 J. Wróbel, "Odwilż" w Łodzi, [w:] Łódź w latach 1956-1957, red. L. Próchniak, J. Wróbel, Warszawa 2006, s. 32.
4 Ibidem, s. 31; P. Machcewicz, Polski rok 1956, Warszawa 1993, s. 27.
5 Fabryka inżynierów onegdaj czyli pierwsze lata Politechniki Łódzkiej w anegdocie i wspomnieniach absolwentów, oprac. W. Szymański, Łódź 2012, s. 176-177; J. Preizner, PRL w obiektywie studentów łódzkiej filmówki w latach 1949-1960, Kraków 2007, s. 326.
6 J. Wróbel, "Odwilż" w Łodzi..., s. 31, 34, 47, 54.
7 P. Machcewicz, Polski rok 1956..., s. 63-64; L. Próchniak, Związek Młodych Demokratów w Łodzi, [w:] Łódź w latach..., s. 184.
8 J. Wróbel, "Odwilż" w Łodzi..., s. 51-53.
9 Ukazywała się od 1 maja 1956 r. do 1 listopada 1957 r. Redaktorem naczelnym został Jan Koprowski. Pismo było kontynuatorem "Łodzi Literackiej". Wydawcą "Kroniki" był Łódzki Oddział Związku Literatów Polskich.
10 S. Kaszyński, Teatr łódzki w latach 1945-1962, Łódź 1970, s. 203.
11 J. Wróbel, "Odwilż w Łodzi..., s. 45; G. Kompel, W orbicie Kazimierza Dejmka, "Kronika Miasta Łodzi" 2007, nr 1, s. 8-9.
12 W tym roku odbyło się premierowe przedstawienie pt. Narodziny witaminy. Według niektórych danych teatr miał powstać w końcu 1953 r. Zob. Z. Kłapciński, Cytryna. Studencki Teatr Satyry Akademii Medycznej w Łodzi, Łódź 2001, s. 13, 93.
13 P. Ossowski, Czerwona Michalina..., s. 112.
14 Z. Rykowski, W. Władyka, Polska próba. Październik '56, Kraków 1989, s. 62, 189.