Ciemno wszędzie, głucho wszędzie
Czasy nastały tak nikczemne, że nawet najpoważniejsi przewodnicy duchowi wydają się bezradni. Świadczy o tym wywiad Jarosława Marka Rymkiewicza dla "Gazety Polskiej". Rymkiewicz nie jest w stanie zdiagnozować teraźniejszości, a co za tym idzie - dać odpowiedzi na pytania o przyszłość. Niby pewne oczywistości są dla niego oczywiste: "Polską rządzą teraz, nadal rządzą ci sami ludzie, którzy rządzili nią w epoce PRL-u". Jest jasne, że "to nie jest polska formacja polityczna i polska formacja duchowa".
Ale kto konkretnie rządzi? Co to za formacja rządzi? Tu Rymkiewicz ma już poważny kłopot. "Jakieś obce smoki" - powiada po namyśle. "To są namiestnicy czegoś, przysłani tu przez coś po to, żeby czymś tu zarządzać - żeby nas powolutku, powolutku, zlikwidować; żebyśmy, powolutku, powolutku, zniknęli w smoczej paszczy. Smocza paszcza otwiera się, zaglądamy tam i co widzimy? Otóż to".
Otóż to: nic nie widać, bo w paszczy ciemno. I dlatego "nie wiemy, skąd się oni, ci obcy, tutaj wzięli, kto ich tu przysłał, kto ich kontroluje, oraz, nade wszystko, nie wiemy, czym oni tutaj zarządzają". Możemy się tylko domyślać - domyśla się Rymkiewicz celu owego złowieszczego zarządzania: "mamy zostać zlikwidowani, mamy zniknąć. [...] Ktoś niewątpliwie chce, żeby Polski nie było. To, co stało się 10 kwietnia pod Smoleńskiem, jasno tego dowodzi. Ale kto tego chce i dlaczego? I do jakiego stopnia ma jej nie być? Czy całkowicie? Nie wiadomo. Nie wiemy zatem niemal niczego".
Zadanie jest trudne. "Polską rządzą teraz ciemne idee postnarodowych nihilistów, którzy chcą Polskę i Polaków zlikwidować. Trzeba te idee rozpoznać - żeby je zniszczyć. Trzeba się zatem wprzód dowiedzieć, kto i gdzie je produkuje i kto je tutaj, i na czyje polecenie, i za czyje pieniądze, rozpowszechnia".
Ba! Łatwo powiedzieć. Jak to wytropić, skoro już "nie rozpoznajemy samych siebie ani naszego losu - ta bezradność wobec losu, bezradność językowa prowadzi też do tego, że nie wiemy, co nas czeka".
Nawet Jarosław Kaczyński był w błędzie, twierdząc, że Polska to kondominium. Żadne tam kondominium, poucza prezesa Rymkiewicz. "Tu się coś innego dzieje, coś groźniejszego. Nasi wrogowie - tutejsi, miejscowi wrogowie Polski i Polaków - ja ich nazywam naszymi wewnętrznymi Moskalami - to nie jest formacja postkolonialna [...]. To jest coś [...], co się zalęgło [...] w głębi polskiej duszy". Konkretniej mówiąc, idzie o mongolską ideę: "bezpieczniej, czyli lepiej jest być carskim niewolnikiem niż wolnym Polakiem". I teraz mamy kompletne dno. Siedzimy po ciemku i nie możemy się połapać, "kto jeszcze jest Polakiem, a kto nim już nie jest". Jakby było mało, "nie wiemy też, w tej ciemności, co to znaczy być Polakiem i do czego to zobowiązuje".
Powiedzieć, że mamy kiszkę z wodą, to nic nie powiedzieć. Czy światło w tunelu zgasło na zawsze? Tu ze strony "GP" pada podchwytliwe pytanie. Ponieważ Rymkiewicz szeroko się wypowiada o wszystkich zwycięskich polskich powstaniach, które kształtowały duchowo następne pokolenia, "GP" docieka z zapałem, czy "Polacy będą musieli stanąć przed perspektywą walki zbrojnej? Czy uważa Pan, że będziemy musieli wieszać naszych zdrajców, wewnętrznych Moskali?".
Rymkiewicz, jako wytrawny strateg, nie odpowiada wprost. Nie odpowiada, ale zaznacza, że "Solidarność" przegrała, ponieważ "krew nie została przelana albo przelano jej za mało". A ryzykować trzeba, bo na powstaniach, "na naszym ryzykanctwie nieźle żeśmy wychodzili". I dlatego, nawet jeśli się okaże, że "wewnętrznych Moskali jest tutaj więcej niż nas, to może [...] będziemy musieli trochę zaryzykować".
Tylko trochę? Tu nie ma co dłużej ściemniać. Wodzu, prowadź!