Rozdział 3
Al grzebał w kredensie, w którym trzymał ich stare albumy na zdjęcia, a Beck czytał:
- Przez wiele lat pracowałam z Twoimi rodzicami i wujkiem w Afryce.
Beck przerwał i zerknął na wujka, który wciąż tkwił z głową w kredensie.
- To prawda? - zapytał.
- Prawda. - Głos Ala był nieco przytłumiony. - Dawaj dalej.
- Hmm - mruknął Beck. Ostatnim razem, gdy poznał kogoś, kto pracował z jego rodzicami, ten ktoś próbował go zabić; był amatorem, nie profesjonalistą, ale wychodziło na jedno. To, że jakaś osoba jest starym przyjacielem jego rodziców, samo w sobie niekoniecznie miało dla niego jakiekolwiek znaczenie. Ale kiedyś w końcu chyba wypadałoby zaufać gustowi rodziców w doborze przyjaciół. Nie wszyscy z nich muszą być źli.
- Czytałam wiele o Twoich przygodach. Widać, że wdałeś się w rodziców! Byliby z ciebie bardzo dumni...
- Mam! - Al rzucił ciężki album na stół i otworzył go mniej więcej w połowie.
Pierwszym, co Beck zauważył, był zajmujący większą część fotografii nosorożec. Miał rozmiar małego auta i pokrywały go płyty z fałdami grubej, ciemnej i szorstkiej skóry. Chłopiec przypuszczał, że zwierzę zostało odurzone środkami uspokajającymi, bo leżało z głową między przednimi nogami, przypominając przerośniętego psa, wygrzewającego się przy ognisku.
Z jednej strony zdjęcia widział swoją mamę, akurat wchodzącą w kadr. Przy głowie zwierzęcia przykucnęła inna kobieta, najwyraźniej badając jego oczy. Nosiła szorty, koszulę w kratę i kapelusz przeciwsłoneczny. Spod ronda wylewały się ciemne kręcone włosy. Twarz miała nachyloną do obiektywu, jakby dopiero zauważyła, że ktoś robi jej zdjęcie.
Al postukał w jej twarz palcem i Beck zrozumiał, że to Athena. Czytał dalej:
- Niedługo wracam do RPA, żeby kontynuować pracę z nosorożcami w Parku Narodowym Krugera. Pewnie o nim słyszałeś...
Słyszał. Wiedział, że to wielki rezerwat zwierzyny w Republice Południowej Afryki - wielki w znaczeniu: rozmiaru niewielkiego państwa.
- Zastanawiałam się, czy nie zechciałbyś do mnie dołączyć. Jestem pewna, że ta nowa sława okropnie cię nudzi...
Beck uśmiechnął się gorzko. Tu miała zupełną rację. Do czasu jego perypetii w Australii nie mógł specjalnie narzekać. Wtedy media podchwyciły jednak temat chłopca, który przeżył i wygrał starcie z firmą, jak przedstawiał go jeden z nagłówków. Od tego momentu Beck udzielił wielu wywiadów prasie, telewizji i portalom internetowym. Starał się rozważnie korzystać ze sławy - promować inicjatywy Jednostki Zielonej i mówić o rzeczach, na które warto było zwrócić uwagę. Ale tak, po jakimś czasie w to wszystko wkradła się nuda. Ciągle te same tematy, ciągle te same oklepane formułki. Ciągle to samo pytanie na koniec: "Więc co teraz planujesz, Beck?". I ciągle ta sama szczera odpowiedź: "Pozostać przy życiu".
Czytał dalej:
- ...ale zawsze powtarzam, że trzeba kuć żelazo, póki gorące. Twoja twarz idealnie nadałaby się do klipu Jednostki Zielonej, eksponującego kwestię kłusownictwa nosorożców. Te wspaniałe zwierzęta są na skraju wymarcia. Zostało jedynie kilka tysięcy nosorożców białych, a populacja czarnych spadła do kilkuset. Jeśli teraz tego nie zmienimy, to nie zmienimy tego nigdy.
Beck przebiegł wzrokiem resztę listu.
- Dalej jest trochę statystyk dotyczących kłusownictwa... - Aż gwizdnął. - Według oficjalnych danych, w pierwszej połowie 2013 roku zabito czterysta dwadzieścia osiem nosorożców. To... hmm...
- Ponad siedemdziesiąt miesięcznie - stwierdził Al ponurym głosem. - Czyli więcej niż dwa dziennie.
- Tak czy owak, na koniec pisze tak: Mam nadzieję, że to Cię zainteresuje. Odpisz mi na adres e-mailowy... - Beck podniósł oczy na wujka, który wydawał się zamyślony. - No i co ty na to?
- A ty?
Beck naprawdę wolałby, żeby nikt nie nastawał znów na jego życie. Ale kłusownicy każdego dnia zabijali dwa nosorożce... Skoro zostało ich tylko kilka tysięcy, w tym tempie nie minie wiele czasu, zanim znikną zupełnie. Nie lubił być na świeczniku, ale jak napisała Athena, "trzeba kuć żelazo, póki gorące". Jeśli jego sława mogła w czymś pomóc...
- Chcę pojechać.
- Tego się spodziewałem. A czy w ogóle nie przyszło ci do głowy, że samotny wyjazd za granicę z Lumosem na ogonie byłby najgłupszą rzeczą, jaką możesz w tej chwili zrobić?
- A skąd Lumos miałby się o tym dowiedzieć? - skontrował Beck. - Nie musimy nikomu mówić. Nie zamierzam ogłaszać swoich wakacyjnych planów na PlaceSpace. Mogę zwyczajnie tam pojechać, nagrać materiał i wrócić, zanim Lumos zdąży się zorientować, że wyjechałem.
Oczy Ala zwęziły się w zamyśleniu.
- Wiesz co? To nie jest najgorszy pomysł. Dobra. Odpowiedz jej, że przyjeżdżasz. - Sprzedał Beckowi kuksańca. - Ale nie pisz, że przyjeżdżam z tobą. Zróbmy jej niespodziankę.
- Też chcesz jechać?
- Pewnie. I tym razem będę miał cię na oku przez cały czas. Kiedy zostajesz sam, robi się gorąco.