Głosy spoza chóru - Agnieszka Zakrzewicz

-
Proszę czekać

Anonim Wspomnienia z seminarium w Polsce i we Włoszech

Ano­nim - mło­dy męż­czy­zna o orien­ta­cji ho­mo­sek­su­al­nej, któ­ry stu­dio­wał w se­mi­na­rium naj­pierw w du­żym mie­ście w Pol­sce, a póź­niej we Wło­szech. Zre­zy­gno­wał z ka­płań­stwa. Dziś miesz­ka w War­sza­wie i pra­cu­je w zna­nej fir­mie ubez­pie­cze­nio­wej. Jest zde­kla­ro­wa­nym zwo­len­ni­kiem PiS-u i Ja­ro­sła­wa Ka­czyń­skie­go.

Jak na­ro­dzi­ło się Pana po­wo­ła­nie?

Od sa­me­go po­cząt­ku, kie­dy by­łem jesz­cze ma­łym chłop­cem, znaj­do­wa­łem się za­wsze bli­sko Ko­ścio­ła. By­łem dziec­kiem pa­ra­fii, któ­re cho­dzi­ło nie­mal co­dzien­nie na msze, za­glą­da­ło do za­kry­stii, przy­jaź­ni­ło się z księż­mi. Od­kąd pa­mię­tam, za­wsze była we mnie ta myśl, że gdy skoń­czę li­ceum, pój­dę do se­mi­na­rium i zo­sta­nę du­chow­nym.

Nie spo­tka­łem księ­dza, któ­ry stał się dla mnie wzo­rem, bar­dziej fa­scy­no­wa­ła mnie cała otocz­ka - fakt, że ka­płan jest w cen­trum uwa­gi, bu­dzi sza­cu­nek, że jest waż­ny. Te­raz, my­śląc o tym po la­tach, są­dzę, że to wła­śnie było szcze­gól­nie atrak­cyj­ne - oł­tarz i to, co się za nim dzie­je, oraz rola księ­dza i Ko­ścio­ła w prze­strze­ni pu­blicz­nej.

Za­raz po ma­tu­rze pierw­sze kro­ki skie­ro­wa­łem do se­mi­na­rium w du­żym pol­skim mie­ście. To była re­ali­za­cja mo­ich ma­rzeń, na któ­rą cze­ka­łem wie­le lat. Wstę­po­wa­łem do se­mi­na­rium z czy­sty­mi in­ten­cja­mi - nie my­śla­łem, że bę­dąc księ­dzem, mogę zro­bić ka­rie­rę, wzbo­ga­cić się czy też po­znać in­nych męż­czyzn w ce­lach sek­su­al­nych.

Wszyst­kie ma­rze­nia zwią­za­ne z ka­płań­stwem speł­ni­ły się?

Za­raz po wstą­pie­niu do se­mi­na­rium moje ma­rze­nia zde­rzy­ły się z rze­czy­wi­sto­ścią, jaka tam pa­no­wa­ła. Jak w ży­ciu - wszyst­ko ma swo­je do­bre i złe stro­ny. Pierw­szy rok spę­dzi­łem na roz­wa­ża­niu, czy to miej­sce jest na­praw­dę dla mnie, i mia­łem już wąt­pli­wo­ści. Za­czy­na­łem ro­zu­mieć, że jest ze mną coś nie tak, je­śli cho­dzi o moje re­la­cje z in­ny­mi męż­czy­zna­mi, ale nie zda­wa­łem so­bie spra­wy, ja­kie są tego po­wo­dy. Nie czu­łem jesz­cze fi­zycz­ne­go po­cią­gu do in­nych męż­czyzn i nie wie­dzia­łem, że coś ta­kie­go jest moż­li­we. Owszem, wie­dzia­łem, że ist­nie­ją ho­mo­sek­su­ali­ści, ale oso­bi­ście nie zna­łem żad­ne­go geja ani les­bij­ki.

Męż­czyź­ni mi się po­do­ba­li - było to jak drza­zga, któ­ra mnie kłu­ła. Roz­ma­wia­łem o tym pod­czas spo­wie­dzi z pew­nym du­chow­nym, ale wy­da­wa­ło mi się, że cał­ko­wi­cie pa­nu­ję nad swo­imi emo­cja­mi. Są księ­ża he­te­ro­sek­su­al­ni, któ­rym po­do­ba­ją się ko­bie­ty i któ­rzy mu­szą prze­cież ja­koś upo­rząd­ko­wać w so­bie te cią­go­ty. My­śla­łem więc, że moja sek­su­al­ność to coś, nad czym wy­star­czy pra­co­wać.

Po la­tach spo­tka­łem się z ko­le­gą, któ­ry jest księ­dzem ge­jem, i prze­pro­wa­dzi­li­śmy szcze­rą roz­mo­wę. Oka­za­ło się, że wte­dy w se­mi­na­rium każ­de­mu z nas wy­da­wa­ło się, że je­ste­śmy je­dy­ny­mi oso­ba­mi o ten­den­cjach ho­mo­sek­su­al­nych, tym­cza­sem było nas wie­lu.

Jak za­czę­ły się Pana pierw­sze do­świad­cze­nia sek­su­al­ne?

Pod­czas roz­mów z ko­le­ga­mi z se­mi­na­rium w cza­sie wol­nym rzu­ci­łem ja­kiś nie­win­ny tekst i nie zda­wa­łem so­bie w ogó­le spra­wy z tego, że może on spro­wo­ko­wać ko­go­kol­wiek do my­śle­nia na mój te­mat. Od tego cza­su pe­wien se­mi­na­rzy­sta za­czął mi oka­zy­wać wiel­ką uwa­gę. Czu­łem ci­śnie­nie z jego stro­ny, ale zu­peł­nie nie wie­dzia­łem, o co cho­dzi.

Ja chcia­łem być czy­sty, nie in­te­re­so­wa­ły mnie więc inne oso­by ani fi­zycz­nie, ani uczu­cio­wo. Ten se­mi­na­rzy­sta jed­nak bar­dzo się mną in­te­re­so­wał. W koń­cu do­szło mię­dzy nami do fi­zycz­ne­go zbli­że­nia. Ja się fa­tal­nie póź­niej z tym czu­łem. Ze­rwa­łem na­tych­miast wszyst­kie sto­sun­ki z tym ko­le­gą. Z jego stro­ny nie było to ta­kie pro­ste, miał wy­rzu­ty su­mie­nia, ale chciał kon­ty­nu­ować. Ja jed­nak mia­łem za­miar być księ­dzem, któ­ry sza­nu­je ślu­by czy­sto­ści.

Jak dłu­go to się Panu uda­ło?

Krót­ko. Pod­czas wa­ka­cji wy­je­cha­łem za gra­ni­cę i tam po­zna­łem pew­ne­go księ­dza, któ­ry bar­dzo mi się po­do­bał. On też był Po­la­kiem. By­li­śmy ra­zem na ro­man­tycz­nej ko­la­cji, był al­ko­hol i póź­niej do­szło do jed­no­znacz­nej sy­tu­acji. Ja mia­łem wte­dy dzie­więt­na­ście lat, on trzy­dzie­ści pięć. Róż­ni­ca wie­ku była więc dość duża.

Był to dla mnie dru­gi ja­sny sy­gnał co do mo­ich ten­den­cji sek­su­al­nych. Nie mia­łem jed­nak po tym ja­kichś spe­cjal­nych wy­rzu­tów su­mie­nia, jak za pierw­szym ra­zem. To była dziw­na hi­sto­ria. Ta oso­ba bar­dzo mi się po­do­ba­ła nie tyl­ko fi­zycz­nie. Spę­dza­li­śmy ze sobą wie­le cza­su pod­czas tego wy­jaz­du. Wszyst­ko było cał­kiem nie­win­ne. Do­pie­ro na sam ko­niec prze­ro­dzi­ło się w seks.

Co się sta­ło da­lej?

Po wa­ka­cjach po­wró­ci­łem do se­mi­na­rium i kon­ty­nu­owa­łem swo­je nor­mal­ne ży­cie. Nig­dy sam nie szu­ka­łem przy­gód - nie cho­dzi­łem po klu­bach ge­jow­skich czy na miej­sca scha­dzek, tak jak to robi wie­lu du­chow­nych. Nie szpe­ra­łem po In­ter­ne­cie. Owszem, do­my­śla­łem się, że ten "ukry­ty świat" ist­nie­je, ale nie in­te­re­so­wa­ło mnie to.

Po osiem­na­stu mie­sią­cach od­sze­dłem z pol­skie­go se­mi­na­rium w swo­im ro­dzin­nym mie­ście i w 2000 roku wy­je­cha­łem do Włoch, z bar­dzo moc­nym po­sta­no­wie­niem, iż koń­czę raz na za­wsze z ja­ki­mi­kol­wiek re­la­cja­mi, bo prze­cież jadę do Świę­te­go Mia­sta, do se­mi­na­rium pa­pie­skie­go. Czu­łem się brud­ny. Czu­łem w so­bie hi­po­kry­zję po­mię­dzy tym, co my­śla­łem i czu­łem, a tym, co zro­bi­łem. Nie było to uczci­we - prze­by­wa­nie w in­sty­tu­cji, któ­ra wy­ma­ga­ła czy­sto­ści, cho­dze­nie na mo­dli­twy, uda­wa­nie nie­po­ka­la­ne­go i grze­sze­nie na boku.

Carmelo Abbate Seks i Watykan

Car­me­lo Ab­ba­te - pi­sarz i dzien­ni­karz wło­skie­go ty­go­dni­ka "Pa­no­ra­ma". Stał się zna­ny rów­nież w Pol­sce dzię­ki re­por­ta­żo­wi Io, schia­vo in Ita­lia (Ja, nie­wol­nik we Wło­szech), któ­ry opo­wia­dał o obo­zach pra­cy dla imi­gran­tów na plan­ta­cjach po­mi­do­rów w Apu­lii, gdzie byli tak­że Po­la­cy. Jest au­to­rem pię­ciu ksią­żek - wśród nich Sex and the Va­ti­can (Seks i Wa­ty­kan), Ba­bi­lo­nia i Gol­go­ta. Pro­wa­dzi blog www.car­me­lo­ab­ba­te.it

Wy­wo­łał Pan świa­to­wy skan­dal re­por­ta­żem Le not­ti bra­ve dei pre­ti gay (Sza­lo­ne noce księ­ży ge­jów)1, któ­ry uka­zał się we wło­skim ty­go­dni­ku "Pa­no­ra­ma" w lip­cu 2010 roku. Jak Pan prze­nik­nął do tego ukry­te­go świa­ta?

Mój re­por­taż w "Pa­no­ra­mie" opo­wia­dał o im­pre­zach ge­jow­skich w Rzy­mie, w któ­rych bra­li udział tak­że du­chow­ni. Przez dwa mie­sią­ce uda­wa­łem geja, zwią­za­ne­go z bar­dzo przy­stoj­nym na­rze­czo­nym. Wraz ze swo­im "przy­ja­cie­lem" (za­wo­do­wym escor­tem - przyp. aut.) krą­ży­łem po rzym­skich lo­ka­lach, do któ­rych uczęsz­cza­ją sami męż­czyź­ni. Tra­fi­li­śmy w koń­cu do pew­ne­go lo­ka­lu na Te­stac­cio, gdzie od­by­wa­ła się ge­jow­ska im­pre­za z udzia­łem wie­lu księ­ży w cy­wil­nych ubra­niach. Były tam rów­nież dwie mę­skie pro­sty­tut­ki - tań­czy­ły pół­na­go, wcią­ga­jąc go­ści do ero­tycz­nej za­ba­wy, i w ciem­nych za­ka­mar­kach sali upra­wia­ły z nimi seks.

W tym lo­ka­lu spo­tka­li­ście księ­ży, któ­rzy sta­li się bo­ha­te­ra­mi re­por­ta­żu?

Tak. Po im­pre­zie fran­cu­ski du­chow­ny za­pro­sił nas do domu. Tam od­był sto­su­nek sek­su­al­ny z moim "przy­ja­cie­lem", któ­ry po­pro­sił - mó­wiąc, że to go pod­nie­ca - by wło­żył strój li­tur­gicz­ny oraz ko­lo­rat­kę, na co ten przy­stał. Wi­dać to na fil­mie wi­deo, któ­ry na­krę­ci­li­śmy ukry­tą ka­me­rą. Na­za­jutrz po upoj­nej nocy fran­cu­ski ksiądz od­pra­wił dla nas mszę.

Inny, wło­ski du­chow­ny opi­sa­ny w re­por­ta­żu za­pro­sił mo­je­go "przy­ja­cie­la" do miesz­ka­nia w re­zy­den­cji ko­ściel­nej przy Pan­te­onie, gdzie upra­wiał z nim seks sado-maso. W zna­nym mia­stecz­ku ge­jow­skim Gay Vil­la­ge spo­tka­li­śmy tak­że in­nych du­chow­nych - uczest­ni­czy­li na­wet w rzym­skiej Gay Pri­de. Po­zna­łem też wie­lu księ­ży przez por­ta­le in­ter­ne­to­we dla męż­czyzn. Nie­któ­rzy skła­da­li mi pro­po­zy­cje tak per­wer­syj­ne i ob­sce­nicz­ne, że nig­dy nie zde­cy­do­wa­łem się tego opi­sać.

Jak Wa­ty­kan za­re­ago­wał na ten re­por­taż?

Na po­cząt­ku oczy­wi­ście pró­bo­wa­no wszyst­ko ne­go­wać i zdys­kre­dy­to­wać mój re­por­taż jako fał­szy­wy. Kie­dy jed­nak dy­rek­tor ty­go­dni­ka "Pa­no­ra­ma" Gior­gio Mulé na­pi­sał, że wszyst­ko jest udo­ku­men­to­wa­ne i że mamy do­wo­dy w po­sta­ci fil­mów i zdjęć, któ­re po­ka­za­li­śmy - tak­ty­ka Wa­ty­ka­nu się zmie­ni­ła. Za­czę­to ba­ga­te­li­zo­wać spra­wę, twier­dząc, że to tyl­ko "zgni­łe jabł­ka", mar­gi­nes, a resz­ta Ko­ścio­ła jest "zdro­wa". Afe­ra trwa­ła kil­ka ty­go­dni, po­tem sta­ra­no się wszyst­ko wy­ci­szyć.

Póź­niej po­wsta­ła książ­ka Sex and the Va­ti­can2, któ­ra uka­za­ła się w 2011 roku i od razu zo­sta­ła świa­to­wym be­st­sel­le­rem. To opo­wieść o ży­ciu sek­su­al­nym księ­ży - he­te­ro- i ho­mo­sek­su­ali­stów. Rze­czy, któ­re Pan opi­su­je, a któ­re dzie­ją się w śro­do­wi­sku osób du­chow­nych, są szo­ku­ją­ce na­wet dla czy­tel­ni­ków przy­zwy­cza­jo­nych do lek­tur dla do­ro­słych.

Kie­dy oka­za­ło się, że Wa­ty­kan robi wszyst­ko, żeby za­tu­szo­wać skan­dal, po­sta­no­wi­łem pójść tym tro­pem i ujaw­nić praw­dę o "cie­le ko­ściel­nym". Książ­ka nie do­ty­czy tyl­ko księ­ży ho­mo­sek­su­ali­stów, ale opo­wia­da sze­ro­ko o ży­ciu sek­su­al­nym osób du­chow­nych3, za­rów­no księ­ży oraz za­kon­ni­ków, jak i sióstr za­kon­nych4. Nie po­ru­sza­łem w niej tyl­ko te­ma­tu pe­do­fi­lii - temu po­świę­ci­łem od­dziel­ną książ­kę Gol­go­ta5.

W Sex and the Va­ti­can po­ka­za­łem, że wła­dze Ko­ścio­ła wie­dzą o naj­róż­niej­szych prak­ty­kach sek­su­al­nych osób du­chow­nych i przy­my­ka­ją na to oczy. Wszyst­ko jest do­zwo­lo­ne, pod wa­run­kiem że nie wy­wo­ła się skan­da­lu. Du­chow­ni mogą grze­szyć, ale po ci­chu.

Dla­cze­go zde­cy­do­wał się Pan na­pi­sać tę książ­kę?

Od­po­wiedź jest pro­sta: aby ob­na­żyć po­dwój­ną mo­ral­ność, któ­ra pa­nu­je w Ko­ście­le ka­to­lic­kim. Z jed­nej stro­ny Ko­ściół nie po­zwa­la roz­wod­ni­kom przy­stę­po­wać do ko­mu­nii, pięt­nu­je ho­mo­sek­su­ali­stów, za­bra­nia uży­wa­nia pre­zer­wa­tyw, za­ka­zu­je abor­cji, po­tę­pia związ­ki part­ner­skie. Z dru­giej stro­ny ten sam Ko­ściół ukry­wa i prze­mil­cza wszyst­ko, co dzie­je się w jego wnę­trzu: księ­ży pro­wa­dzą­cych po­dwój­ne ży­cie, ma­ją­cych ko­chan­ki i kon­ku­bent­ki oraz dzie­ci z po­ta­jem­nych związ­ków; sio­stry gwał­co­ne w za­ko­nach przez swo­ich zwierzch­ni­ków; ko­bie­ty zmu­sza­ne do abor­cji za pie­nią­dze lub do wy­cho­wy­wa­nia w se­kre­cie dzie­ci ka­pła­nów. Wresz­cie du­chow­nych zdej­mu­ją­cych ko­lo­rat­ki i idą­cych do klu­bów noc­nych za­ba­wiać się z he­te­ro- lub ho­mo­sek­su­al­ny­mi pro­sty­tut­ka­mi, a po upoj­nej nocy ce­le­bru­ją­cych po­ran­ną mszę.

We wszyst­ko to, co Pan opi­sał, aż nie chce się wie­rzyć. Ta­kie rze­czy dzie­ją się w Rzy­mie, pod okiem Wa­ty­ka­nu?

Tak, ta­kie rze­czy dzie­ją się w Rzy­mie na oczach wszyst­kich. Księ­ża z mniej­szych miast lub z in­nych kra­jów, któ­rzy przy­jeż­dża­ją tu pra­co­wać, wpa­da­ją w ko­cioł pie­kiel­ny na­ło­gów i ko­rup­cji mo­ral­nej.

Mogę je­dy­nie po­wie­dzieć, że to, co opi­sa­łem w ty­go­dni­ku i w książ­ce, jest tyl­ko skrom­ną czę­ścią tego, co wi­dzia­łem i prze­ży­łem oso­bi­ście. Wszyst­ko to, cze­go nie uda­ło mi się udo­ku­men­to­wać, nie zo­sta­ło opi­sa­ne.

Jak twier­dzi Ri­chard Sipe, chęt­nie przez Pana cy­to­wa­ny ame­ry­kań­ski eks­pert od sek­su­al­no­ści osób du­chow­nych, 20-25 pro­cent księ­ży ma po­ta­jem­ne związ­ki z ko­bie­ta­mi, 15 pro­cent utrzy­mu­je związ­ki ho­mo­sek­su­al­ne, a 6 pro­cent du­chow­nych wy­ko­rzy­stu­je oso­by nie­let­nie6. Ka­pła­ni i sio­stry za­kon­ne pro­wa­dzą re­gu­lar­ne ży­cie sek­su­al­ne po­mi­mo ślu­bów czy­sto­ści, ja­kie skła­da­li?

Je­stem prze­ko­na­ny, że co naj­mniej 75 pro­cent osób du­chow­nych pro­wa­dzi re­gu­lar­ne ży­cie sek­su­al­ne i wca­le tego nie ukry­wa. Prze­ko­na­łem się o tym, zbie­ra­jąc ma­te­ria­ły do książ­ki i wcho­dząc w śro­do­wi­sko kle­ry­kal­ne jako oso­ba skłon­na do na­wią­zy­wa­nia otwar­tych kon­tak­tów. Sam otrzy­ma­łem bar­dzo wie­le pro­po­zy­cji i opi­sa­łem to w Sex and the Va­ti­can.

Co po tych wszyst­kich do­świad­cze­niach my­śli Pan o ce­li­ba­cie w Ko­ście­le ka­to­lic­kim?

Ce­li­bat to czy­ste sza­leń­stwo. Cała na­uka Ko­ścio­ła do­ty­czą­ca sek­su­al­no­ści jest owo­cem sza­leń­stwa. To śmiesz­ne my­śleć, że je­dy­nym bez­grzesz­nym ak­tem sek­su­al­nym jest sto­su­nek płcio­wy po­mię­dzy męż­czy­zną i ko­bie­tą wy­łącz­nie w celu pro­kre­acji. Ma­stur­ba­cja? We­dług Ko­ścio­ła to grzech śmier­tel­ny. An­ty­kon­cep­cja? To naj­gor­sze zło, jak ho­mo­sek­su­alizm. Czy moż­na dziś wie­rzyć jesz­cze w ta­kie głu­po­ty? Pro­ble­my na­tu­ry sek­su­al­nej i hi­po­kry­zja znisz­czą wia­ry­god­ność Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go.

Pana re­por­taż Le not­ti bra­ve dei pre­ti gay wzbu­dził jed­nak wie­le uwag kry­tycz­nych ze stro­ny li­de­rów śro­do­wisk ho­mo­sek­su­al­nych, któ­rzy uzna­li go za szko­dli­wy dla spra­wy LGBT, gdyż do­pro­wa­dził do więk­sze­go na­pięt­no­wa­nia księ­ży ho­mo­sek­su­ali­stów7. Co Pan na to?

Kry­ty­ka śro­do­wi­ska ho­mo­sek­su­al­ne­go? Od dwóch lat otrzy­mu­ję ma­ile od ho­mo­sek­su­ali­stów, w tym księ­ży, z ca­łe­go świa­ta, któ­rzy mi dzię­ku­ją za to, co zro­bi­łem, bo moje pu­bli­ka­cje wy­wo­ła­ły świa­to­wy skan­dal i praw­dzi­wą dys­ku­sję na te te­ma­ty. Za każ­dym ra­zem, gdy czy­tam te ma­ile, wzru­szam się i mó­wię so­bie, że po­mi­mo wszyst­ko było war­to!

Kry­ty­ka ze stro­ny li­de­rów śro­do­wisk ho­mo­sek­su­al­nych, któ­rzy do tej pory zro­bi­li sto­sun­ko­wo nie­wie­le, nie in­te­re­su­je mnie.

Wi­ka­riusz Rzy­mu, kar­dy­nał Ago­sti­no Val­li­ni8, po­wie­dział, że "księ­ża, któ­rzy w dzień ce­le­bru­ją msze i udzie­la­ją sa­kra­men­tów, a w nocy bio­rą udział w im­pre­zach ge­jow­skich, po­win­ni wie­dzieć, że nikt ich nie zmu­sza do po­zo­sta­nia księż­mi". Za­żą­dał, by się ujaw­ni­li. Co się sta­ło z bo­ha­te­ra­mi pań­skie­go re­por­ta­żu?

Roz­po­czę­to do­cho­dze­nie, żeby ich zi­den­ty­fi­ko­wać. Póź­niej spra­wa cał­ko­wi­cie uci­chła. Ja­kiś czas temu je­den z wło­skich dzien­ni­ków pod­jął te­mat i pró­bo­wał się do­wie­dzieć, co się z nimi sta­ło. Wa­ty­kan od­po­wie­dział, że wy­cią­gnię­to od­po­wied­nie kon­se­kwen­cje - ozna­cza to, że zo­sta­li naj­praw­do­po­dob­niej od­kry­ci i gdzieś prze­nie­sie­ni. Wa­ty­kan to ukry­wa.

Czy po tym wiel­kim skan­da­lu coś się zmie­ni­ło? Księ­ża ży­ją­cy i pra­cu­ją­cy w Wiecz­nym Mie­ście sta­li się bar­dziej wstrze­mięź­li­wi sek­su­al­nie?

Moim zda­niem nie zmie­ni­ło się nic. Du­chow­ni sta­li się tyl­ko ostroż­niej­si, bo wie­dzą, że wśród wie­lu osób po­zna­wa­nych przy­god­nie lub przez In­ter­net mogą kryć się dzien­ni­ka­rze lub po­ten­cjal­ni szan­ta­ży­ści. Nic się nie zmie­ni, bo Ko­ściół się nie zmie­nia.

Ze smut­kiem my­ślę o tych lu­dziach, któ­rzy są zmu­sza­ni do ukry­wa­nia wła­snej sek­su­al­no­ści i uczuć oraz o ich wiel­kiej sa­mot­no­ści. Ja nie osą­dzam du­chow­nych, któ­rzy pro­wa­dzą po­dwój­ne ży­cie i są zmu­sze­ni do ukry­wa­nia swo­ich po­trzeb oraz re­la­cji sek­su­al­nych. Razi mnie jed­nak cała ta hi­po­kry­zja Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go.

Wstęp

"To nie jest książ­ka prze­ciw­ko Ko­ścio­ło­wi" - to zda­nie sta­ło się wręcz obo­wiąz­ko­we, gdy ja­kiś dzien­ni­karz de­cy­du­je się pod­jąć te­ma­ty, na któ­re się tu­taj roz­ma­wia. Nie są­dzę, aby za spra­wą Gło­sów spo­za chó­ru kto­kol­wiek od­wró­cił się od Boga, gdyż praw­dzi­wej wia­ry nie za­chwie­ją żad­ne sło­wa - te mogą naj­wy­żej skło­nić do re­flek­sji. To książ­ka ma­ją­ca na celu po­szu­ki­wa­nie praw­dy, po­świę­co­na ofia­rom mil­cze­nia.

Na każ­dy z po­ru­sza­nych w niej te­ma­tów dys­ku­tu­je się za gra­ni­cą. W Pol­sce są one nadal dys­kret­nie po­mi­ja­ne lub wy­mi­ja­ne. Pol­ski czy­tel­nik naj­praw­do­po­dob­niej nig­dy nie bę­dzie miał oka­zji prze­czy­tać wszyst­kich tych ksią­żek, któ­re sta­ły się świa­to­wy­mi be­st­sel­le­ra­mi, ani waż­nych ar­ty­ku­łów, któ­re po­ru­szy­ły świa­to­wą opi­nię pu­blicz­ną - a o któ­rych się tu roz­ma­wia. Stąd wła­śnie idea, aby dać głos ich au­to­rom i ze­brać wy­po­wie­dzi w dwóch to­mach.

Zda­niem nie­któ­rych ich pu­bli­ka­cja wy­wo­ła wiel­ki skan­dal w Pol­sce, a ja zo­sta­nę spa­lo­na na sto­sie. We­dług mnie jest ona je­dy­nie mier­ni­kiem tego, czy pol­ska opi­nia pu­blicz­na może otwar­cie i ra­cjo­nal­nie dys­ku­to­wać o wszyst­kim i czy ma pra­wo być o wszyst­kim in­for­mo­wa­na. My­ślę, że tak...

Kie­dy spo­tka­li­śmy się z Paw­łem Książ­kie­wi­czem, pre­ze­sem wy­daw­nic­twa Czar­na Owca, obo­je zro­zu­mie­li­śmy od razu, że jest to oka­zja, by wspól­nie zro­bić coś waż­ne­go. Naj­pierw roz­ma­wia­li­śmy o książ­ce opar­tej na mo­ich ar­ty­ku­łach na­pi­sa­nych w la­tach 2010-2012 i za­miesz­czo­nych w blo­gu "W cie­niu San Pie­tro". By­ła­by to jed­no­cze­śnie kon­ty­nu­acja mo­jej pierw­szej mo­no­gra­fii Pa­pież i ko­bie­ta, wy­da­nej przez Ra­cjo­na­li­stę w 2010 roku. Szyb­ko jed­nak do­szli­śmy do wnio­sku, że po­ru­sza­jąc pew­ne te­ma­ty, zwłasz­cza w Pol­sce, war­to po­su­nąć się tro­chę da­lej - wyjść poza pre­zen­ta­cję opi­nii tyl­ko jed­ne­go au­to­ra i za­pro­sić do chó­ral­nej dys­ku­sji wie­lu zna­nych i ce­nio­nych dzien­ni­ka­rzy, wa­ty­ka­ni­stów, pi­sa­rzy, ad­wo­ka­tów, par­la­men­ta­rzy­stów, by­łych sę­dziów, pre­ze­sów i rzecz­ni­ków sto­wa­rzy­szeń, a przede wszyst­kim ofia­ry lub ich naj­bliż­szych.

Gło­sy spo­za chó­ru to bez wąt­pie­nia ty­tuł ide­al­ny dla Czar­nej Owcy, ale tak­że klucz do wie­lu umy­słów i serc. Gło­sy, któ­re po­sta­no­wi­łam za­pro­sić do tej dys­ku­sji o naj­now­szej hi­sto­rii Ko­ścio­ła i pew­nych jej aspek­tach (jak to traf­nie okre­ślił je­den z mo­ich roz­mów­ców), to w więk­szo­ści gło­sy zna­ne, ce­nio­ne, do­no­śne i na­ce­cho­wa­ne du­żym au­to­ry­te­tem. Czy to kry­tycz­ny chór zbun­to­wa­nych anio­łów, któ­re opu­ści­ły pierw­szy krąg se­ra­fi­nów, che­ru­bi­nów i tro­nów? Nie, to tyl­ko gło­sy ro­zu­mu, in­te­li­gen­cji, su­mie­nia, obu­rze­nia, lecz tak­że i bólu.

Mu­szę przy­znać, że choć przez rok cięż­ko pra­co­wa­łam - re­ali­zu­jąc po­nad czter­dzie­ści wy­wia­dów z roz­mów­ca­mi dzie­się­ciu róż­nych na­ro­do­wo­ści, prze­by­wa­ją­cy­mi we Wło­szech (w Rzy­mie, Me­dio­la­nie, Sa­vo­nie, We­ro­nie), Sta­nach Zjed­no­czo­nych, Ka­na­dzie, Wiel­kiej Bry­ta­nii, Pol­sce, Ko­sta­ry­ce i Ar­gen­ty­nie - książ­ka ro­dzi­ła się nie­mal sama. Oso­by, któ­re po­pro­si­łam o udzie­le­nie od­po­wie­dzi na moje py­ta­nia, do­ce­ni­ły war­tość tego pro­jek­tu i po­świę­ci­ły swój czas, by z za­an­ga­żo­wa­niem i wy­czer­pu­ją­co zre­la­cjo­no­wać wy­da­rze­nia, fak­ty, hi­po­te­zy, udzie­lić wy­ja­śnień oraz wy­ra­zić wła­sne opi­nie. Nie­któ­rzy - ze wzglę­du na po­wa­gę spraw, któ­rych do­ty­czy­ła roz­mo­wa - zde­cy­do­wa­li się od­po­wie­dzieć pi­sem­nie.

Gło­sy spo­za chó­ru to dys­ku­sje o pa­pie­żach, Ko­ście­le, ho­mo­sek­su­ali­zmie, pe­do­fi­lii i skan­da­lach oraz o ta­jem­ni­cach okry­tych mil­cze­niem.

W książ­ce tej zo­sta­ły wy­ra­żo­ne róż­ne opi­nie: moc­ne, cza­sem wza­jem­nie sprzecz­ne, czę­sto kon­tro­wer­syj­ne. Moż­na się z nimi nie zga­dzać i po­le­mi­zo­wać, nie moż­na jed­nak ich zi­gno­ro­wać.

Prolog

Ta książ­ka po­wsta­wa­ła w jed­nym z naj­trud­niej­szych mo­men­tów współ­cze­snej hi­sto­rii Ko­ścio­ła - od afe­ry Va­ti­le­aks po ab­dy­ka­cję pa­pie­ża Be­ne­dyk­ta XVI. Prze­pro­wa­dza­jąc wy­wia­dy, nie zda­wa­łam so­bie oczy­wi­ście spra­wy, że ro­bię to w tak prze­ło­mo­wym mo­men­cie i że moja książ­ka jest jego ży­wym świa­dec­twem. Czy­ta­jąc ze­bra­ne tu roz­mo­wy, moż­na prze­śle­dzić przy­czy­ny i na­ra­sta­nie kry­zy­su, któ­re­go efek­tem był po­ru­sza­ją­cy i za­dzi­wia­ją­cy cały świat gest pa­pie­ża. "Uzna­ję przed Bo­giem i w zgo­dzie z wła­snym su­mie­niem swo­ją nie­zdol­ność do kie­ro­wa­nia Ko­ścio­łem. Ustę­pu­ję dla do­bra Ko­ścio­ła. Nie czu­ję się już na si­łach kon­ty­nu­ować po­słu­gi" - po­wie­dział Be­ne­dykt XVI je­de­ne­ste­go stycz­nia 2013 roku pod­czas kon­sy­sto­rza w spra­wie ka­no­ni­za­cji mę­czen­ni­ków z Otran­to. Po­in­for­mo­wał, że za­koń­czy pon­ty­fi­kat dwu­dzie­ste­go ósme­go lu­te­go 2013 roku o dwu­dzie­stej.

Bę­dzie mu­sia­ło upły­nąć dużo cza­su, znim wła­ści­wie poj­mie­my kon­se­kwen­cje de­cy­zji Be­ne­dyk­ta XVI i jej wpływ na klu­czo­we kwe­stie w Ko­ście­le. Dla­te­go nie zde­cy­do­wa­łam się pro­wa­dzić ze swo­imi roz­mów­ca­mi spe­ku­la­cji na te­mat ko­lej­ne­go pon­ty­fi­ka­tu. Ten tom za­my­ka się wraz z od­lo­tem Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra he­li­kop­te­rem do Ca­stel Gan­dol­fo.

Skan­dal pe­do­fi­lii czy efe­bo­fi­lii?

Gdy w stycz­niu 2013 roku za­sta­na­wia­łam się, jak wy­tłu­ma­czyć swo­im czy­tel­ni­kom, dla­cze­go ta książ­ka za­czy­na się od roz­mów o ho­mo­sek­su­ali­zmie w Ko­ście­le ka­to­lic­kim, nie przy­pusz­cza­łam, że bez­pre­ce­den­so­we wy­da­rze­nia ma­ją­ce miej­sce kil­ka ty­go­dni póź­niej do­pro­wa­dzą do oba­le­nia tego wiel­kie­go tabu.

Ho­mo­sek­su­alizm był te­ma­tem bar­dzo ży­wym za pon­ty­fi­ka­tu Be­ne­dyk­ta XVI, po­dob­nie jak w okre­sie dłu­gich rzą­dów Jana Paw­ła II rola ko­biet w Ko­ście­le i ich ewen­tu­al­ne ka­płań­stwo. Już w kil­ka mie­się­cy po wstą­pie­niu Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra na tron Pio­tro­wy zo­sta­ła przy­ję­ta nowa in­struk­cja na te­mat "kry­te­riów ro­ze­zna­wa­nia po­wo­ła­nia u osób z ten­den­cja­mi ho­mo­sek­su­al­ny­mi ubie­ga­ją­cych się o przy­ję­cie do se­mi­na­rium i do­pusz­cze­nia do świę­ceń". Ów do­ku­ment - choć oświad­cza, że Ko­ściół sza­nu­je "oso­by, któ­rych do­ty­czy ten pro­blem" - w grun­cie rze­czy za­my­ka dro­gę do ka­płań­stwa tym, któ­rzy "prak­ty­ku­ją ho­mo­sek­su­alizm, wy­ka­zu­ją głę­bo­ko za­ko­rze­nio­ne ten­den­cje ho­mo­sek­su­al­ne lub wspie­ra­ją tak zwa­ną kul­tu­rę ge­jow­ską".

Mał­żeń­stwa ho­mo­sek­su­al­ne - któ­re zo­sta­ły wpro­wa­dzo­ne już w kil­ku kra­jach, jak na przy­kład w ka­to­lic­kiej Hisz­pa­nii, i o któ­rych le­ga­li­za­cji my­ślą rów­nież inne pań­stwa - we­dług by­łe­go pa­pie­ża Be­ne­dyk­ta XVI nie tyl­ko sta­no­wią za­gro­że­nie dla tra­dy­cyj­nej ro­dzi­ny zbu­do­wa­nej na war­to­ściach ka­to­lic­kich i de­sta­bi­li­zu­ją spo­łe­czeń­stwa, lecz tak­że "w po­waż­ny spo­sób ra­nią spra­wie­dli­wość i po­kój".

Wo­bec słów tak brze­mien­nych trud­no nie za­dać so­bie py­ta­nia, dla­cze­go Ko­ściół tak otwar­cie prze­ciw­sta­wia się ho­mo­sek­su­ali­zmo­wi lub na­wet z nim wal­czy. I czy ho­mo­sek­su­alizm na­praw­dę jest tak nie­bez­piecz­ny?

Jest. Gdyż przede wszyst­kim sta­no­wi za­gro­że­nie i po­waż­ny pro­blem dla sa­me­go Ko­ścio­ła. Po raz pierw­szy sta­ło się to ja­sne, gdy w 2010 roku we Wło­szech wy­buchł skan­dal spo­wo­do­wa­ny pu­bli­ka­cją przez ty­go­dnik "Pa­no­ra­ma" re­por­ta­żu Car­me­la Ab­ba­te Le not­ti bra­ve dei pre­ti gay (Sza­lo­ne noce księ­ży ge­jów), de­ma­sku­ją­ce­go księ­ży ho­mo­sek­su­ali­stów i ich nie­mo­ral­ny tryb ży­cia. Rów­nież w Pol­sce ty­go­dnik "New­swe­ek" prze­pro­wa­dził w 2012 roku po­dob­ne do­cho­dze­nie dzien­ni­kar­skie, za­ty­tu­ło­wa­ne Seks po bo­że­mu, ujaw­nia­jąc, iż ge­jów w ko­lo­rat­kach jest bar­dzo wie­lu i nie za­wsze pro­wa­dzą oni cno­tli­we ży­cie, zgod­ne z przy­ka­za­nia­mi Ko­ścio­ła. Pol­ski "New­swe­ek" przy tej oka­zji opu­bli­ko­wał rów­nież część wy­wia­du prze­pro­wa­dzo­ne­go na po­trze­by tej książ­ki z wło­skim dzien­ni­ka­rzem, au­to­rem świa­to­we­go be­st­sel­le­ra Sex and the Va­ti­can (Seks i Wa­ty­kan). Dla­te­go też jemu jako pierw­sze­mu od­da­łam głos.

Choć Wa­ty­kan twier­dzi, że roz­pust­ni księ­ża geje to tyl­ko "zgni­łe jabł­ka", mar­gi­nes, a resz­ta Ko­ścio­ła jest zdro­wa - tezę o tym, że Ko­ścio­łem rzą­dzi lob­by ho­mo­sek­su­al­ne, wy­su­nę­li nie la­ic­cy pu­bli­cy­ści czy wo­ju­ją­cy ate­iści, lecz pol­ski ksiądz Ta­de­usz Isa­ko­wicz-Za­le­ski w swo­jej książ­ce Cho­dzi mi tyl­ko o praw­dę.

"Ho­mo­sek­su­alizm jest w Ko­ście­le te­ma­tem tabu. To re­zul­tat sy­tu­acji, w ja­kiej zna­la­zło się śro­do­wi­sko księ­ży rzym­sko­ka­to­lic­kich. Ko­ściół po­wi­nien otwo­rzyć się na świę­ce­nie viri pro­ba­ti, czy­li spraw­dzo­nych żo­na­tych męż­czyzn, jak to mia­ło miej­sce w pierw­szych wie­kach. Ce­li­bat spra­wia, że ho­mo­sek­su­ali­ści mają więk­sze wpły­wy wśród du­chow­nych rzym­sko­ka­to­lic­kich. W Ko­ście­le jest lob­by ho­mo­sek­su­al­ne, któ­re cza­sa­mi de­cy­du­je o no­mi­na­cjach. To lob­by wpły­wa na de­cy­zje, kto zo­sta­nie waż­nym urzęd­ni­kiem w Ko­ście­le i kto awan­su­je. Bez wspar­cia lob­by ho­mo­sek­su­al­ne­go awan­se w nie­któ­rych struk­tu­rach ko­ściel­nych są bar­dzo trud­ne. Ko­ściół po­trze­bu­je de­ba­ty i re­form" - mó­wił Ta­de­usz Isa­ko­wicz-Za­le­ski w wy­wia­dzie dla One­tu w czerw­cu 2012 roku.

Wie­lu ka­to­li­ków pięt­nu­je ho­mo­sek­su­alizm, a na­wet uwa­ża go jesz­cze za cho­ro­bę. I dla­te­go tuż przed ab­dy­ka­cją Be­ne­dyk­ta XVI wstrzą­sem dla wszyst­kich była pu­bli­ka­cja wło­skie­go ty­go­dni­ka "Pa­no­ra­ma", wska­zu­ją­ca, że na pod­ję­cie tej de­cy­zji naj­praw­do­po­dob­niej miał wpływ se­kret­ny ra­port ko­mi­sji kar­dy­nal­skiej (w skła­dzie: Ju­li­án Her­ranz Ca­sa­do, Jo­zef Tom­ko i Sa­lva­to­re De Gior­gi), prze­ka­za­ny pa­pie­żo­wi pod ko­niec grud­nia 2012 roku. "Może pa­pie­ża zszo­ko­wa­ła ta część ra­por­tu, któ­ra mówi o ist­nie­niu w Ku­rii Rzym­skiej sie­ci przy­jaź­ni i szan­ta­ży na tle ho­mo­sek­su­al­nym" - pi­sał w swo­im ar­ty­ku­le Il do­ssier se­gre­to con­di­zio­ne­ra conc­la­ve (Se­kret­ny ra­port wpły­nie na kon­kla­we) wa­ty­ka­ni­sta Igna­zio In­grao.

O to, czy "lob­by ho­mo­sek­su­al­ne" ist­nie­je i rzą­dzi Ko­ścio­łem, dla­cze­go Ko­ściół wal­czy z ho­mo­sek­su­ali­zmem i jak to moż­li­we, że w tak ka­to­lic­kim kra­ju jak Hisz­pa­nia ze­zwa­la się na ślu­by pa­rom jed­no­pł­cio­wym - za­py­ta­łam Ros­sen­da Do­m?ne­cha, ko­re­spon­den­ta hisz­pań­skie­go dzien­ni­ka "El Pe­rió­di­co" i por­tu­gal­skie­go ty­go­dni­ka "Espres­so", dzien­ni­ka­rza od lat zaj­mu­ją­ce­go się pro­ble­ma­ty­ką ko­ściel­ną.

Wo­kół ho­mo­sek­su­ali­zmu i ce­li­ba­tu to­czy się rów­nież moja roz­mo­wa z pro­fe­so­rem Ri­char­dem Sipe'em, świa­to­wym spe­cja­li­stą od spraw sek­su­al­no­ści i zdro­wia psy­chicz­ne­go du­chow­nych rzym­sko­ka­to­lic­kich, au­to­rem dzie­ła Sex, Prie­sts, and Po­wer: Ana­to­my of a Cri­sis (Seks, księ­ża i wła­dza: ana­to­mia kry­zy­su). Ten były du­chow­ny spę­dził osiem­na­ście lat w służ­bie Ko­ścio­ła, zaj­mu­jąc się roz­wią­zy­wa­niem wie­lu nie­wy­god­nych spraw ka­pła­nów, któ­rzy nie po­tra­fi­li okieł­znać wła­sne­go li­bi­do. Są­dzi, że 25-30 pro­cent księ­ży oraz bi­sku­pów an­ga­żu­je się w re­la­cje sek­su­al­ne z ko­bie­ta­mi, przy­najm­niej 40-50 pro­cent du­chow­nych jest orien­ta­cji ho­mo­sek­su­al­nej i co naj­mniej po­ło­wa z nich jest sek­su­al­nie ak­tyw­na. Zda­niem Sipe'a nie tyle sam ce­li­bat - któ­ry sta­no­wi dar od Boga - ile ce­li­bat obo­wiąz­ko­wy księ­ży rzym­sko­ka­to­lic­kich to po­wód wie­lu pro­ble­mów w ło­nie Ko­ścio­ła, w tym rów­nież sek­su­al­ne­go wy­ko­rzy­sty­wa­nia nie­let­nich. Uwa­ża on tak­że, że sta­no­wi­sko Ko­ścio­ła wo­bec ho­mo­sek­su­ali­zmu to hi­po­kry­zja, bo wie­lu świę­tych było orien­ta­cji ho­mo­sek­su­al­nej, a wie­lu do­brych księ­ży to geje ży­ją­cy w ce­li­ba­cie.

Sza­cun­ki pro­fe­so­ra Sipe'a co do licz­by ho­mo­sek­su­ali­stów w se­mi­na­riach po­twier­dza opi­nia Ano­ni­ma - mło­de­go męż­czy­zny orien­ta­cji ho­mo­sek­su­al­nej, któ­ry stu­dio­wał w se­mi­na­rium naj­pierw w du­żym mie­ście w Pol­sce, a póź­niej we Wło­szech, ale zre­zy­gno­wał z dro­gi ka­płań­skiej. Dziś miesz­ka w War­sza­wie i pra­cu­je w zna­nej fir­mie ubez­pie­cze­nio­wej - dla­te­go to je­dy­ny wy­wiad, w któ­rym na­zwi­sko roz­mów­cy nie zo­sta­je ujaw­nio­ne. Ano­nim jest zde­kla­ro­wa­nym zwo­len­ni­kiem PiS-u i Ja­ro­sła­wa Ka­czyń­skie­go, prze­ciw­nym le­ga­li­za­cji związ­ków part­ner­skich i mał­żeństw ho­mo­sek­su­al­nych, bo uwa­ża to za sztucz­ny pro­blem. Nie­do­szły ksiądz ujaw­nia jed­nak wie­le cie­ka­wych szcze­gó­łów z ży­cia se­mi­na­rzy­sty oraz po­rów­nu­je ka­to­li­cyzm pol­ski i ka­to­li­cyzm wło­ski - prze­siąk­nię­ty nadal du­chem po­so­bo­ro­wym.

Dla­cze­go jed­nak w tej książ­ce roz­ma­wia się o ho­mo­sek­su­ali­zmie? W Rzy­mie cza­sów In­kwi­zy­cji pa­lo­no ge­jów na sto­sach tak jak he­re­ty­ków i cza­row­ni­ce. Ho­mo­fo­bia ce­cho­wa­ła wszyst­kie re­żi­my to­ta­li­tar­ne - hi­tle­row­cy wy­sy­ła­li ho­mo­sek­su­ali­stów wraz z Cy­ga­na­mi i oso­ba­mi po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, zmu­sza­jąc ich do no­sze­nia ró­żo­wych trój­ką­tów, ale ho­mo­kaust to jed­nak nadal te­mat tabu. W ko­mu­ni­stycz­nym ZSRR kie­ro­wa­no ge­jów do szpi­ta­li psy­chia­trycz­nych, a na Ku­bie - do obo­zów re­edu­ka­cji.

Z po­wo­dów edy­tor­skich za­bra­kło, nie­ste­ty, w tej książ­ce miej­sca dla dwóch jesz­cze gło­sów spo­za chó­ru - Vla­di­mi­ra Lu­xu­rii, pierw­szej eu­ro­pej­skiej par­la­men­ta­rzyst­ki trans­sek­su­al­nej, i He­le­ny Ve­le­ny, zna­nej pi­sar­ki trans­gen­der - któ­re opo­wia­da­ły o prze­śla­do­wa­niach, ja­kich na prze­strze­ni wie­ków za­zna­ła wspól­no­ta LGB­TQ.

Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że oso­ba ho­mo­sek­su­al­na to ide­al­ny ko­zioł ofiar­ny, któ­re­go jesz­cze dziś moż­na po­świę­cić za mil­czą­cym przy­zwo­le­niem. Za­zwy­czaj ko­zło­wi ofiar­ne­mu przy­pi­su­je się ce­chy, któ­re się wy­pie­ra i któ­rych nie ak­cep­tu­je się w so­bie sa­mym, lub wręcz wła­sne winy, z któ­ry­mi nie moż­na się po­go­dzić. Im więk­szą zbrod­nię po­peł­nia się wo­bec ko­zła ofiar­ne­go, tym więk­szą zbrod­nię, dla uspra­wie­dli­wie­nia, ko­zło­wi się za­rzu­ca.

Wa­ty­kań­ski se­kre­tarz sta­nu Tar­ci­sio Ber­to­ne pod­czas swo­jej po­dró­ży do Chi­le w 2010 roku po­wie­dział, że "wie­lu psy­cho­lo­gów i psy­chia­trów udo­wod­ni­ło, że nie ma związ­ku mię­dzy ce­li­ba­tem a pe­do­fi­lią, na­to­miast wie­lu in­nych wy­ka­za­ło, że ist­nie­je zwią­zek po­mię­dzy ho­mo­sek­su­ali­zmem a pe­do­fi­lią". Jego sło­wa wy­wo­ła­ły obu­rze­nie i kry­ty­kę śro­do­wisk ho­mo­sek­su­al­nych, po­dob­nie jak sło­wa Be­ne­dyk­ta XVI do­ty­czą­ce ślu­bów jed­no­pł­cio­wych, któ­re "ra­nią spra­wie­dli­wość i po­kój".

Tak­że były wa­ty­kań­ski pro­mo­tor spra­wie­dli­wo­ści Char­les Scic­lu­na w opu­bli­ko­wa­nym przez por­tal Sto­li­cy Apo­stol­skiej wy­wia­dzie z wło­skim dzien­ni­ka­rzem Gian­nim Car­di­na­le mó­wił, że dzien­ni­ka­rze nie­słusz­nie na­zy­wa­ją pro­blem nad­użyć sek­su­al­nych w Ko­ście­le "skan­da­lem pe­do­fi­lii", bo na trzy ty­sią­ce przy­pad­ków zgło­szo­nych w la­tach 2001-2010 do Kon­gre­ga­cji Na­uki Wia­ry tyl­ko mniej­szość, czy­li 10 pro­cent, to akty "praw­dzi­wej pe­do­fi­lii, któ­ra jest okre­ślo­na przez po­ciąg sek­su­al­ny do dzie­ci przed okre­sem doj­rze­wa­nia". 30 pro­cent przy­pad­ków do­ty­czy­ło he­te­ro­sek­su­al­ne­go współ­ży­cia z nie­let­ni­mi dziew­czy­na­mi. Na­to­miast aż 60 pro­cent przy­pad­ków nad­użyć sek­su­al­nych z ostat­nich pięć­dzie­się­ciu lat to efe­bo­fi­lia, któ­ra jest wy­ni­kiem po­cią­gu sek­su­al­ne­go do mło­dzie­ży tej sa­mej płci.

W czerw­cu 2012 roku uka­zał się na ła­mach "Fron­dy" cie­ka­wy ar­ty­kuł, w któ­rym inny pol­ski ksiądz, Da­riusz Oko, pi­sał: "Trze­ba tu naj­pierw zde­ma­sko­wać po­wszech­ne kłam­stwo me­dial­ne. Me­dia mó­wią cią­gle o pe­do­fi­lii du­chow­nych, tym­cza­sem naj­czę­ściej cho­dzi tu efe­bo­fi­lię, czy­li o wy­na­tu­rze­nie po­le­ga­ją­ce na po­cią­gu doj­rza­łych ho­mo­sek­su­al­nych męż­czyzn nie do dzie­ci, ale do po­kwi­ta­ją­cych i do­ra­sta­ją­cych chłop­ców. Jest to ty­po­we zbo­cze­nie łą­czą­ce się z ho­mo­sek­su­ali­zmem. Do pod­sta­wo­wej wie­dzy na ten te­mat na­le­ży praw­da, że aż po­nad 80 pro­cent przy­pad­ków prze­mo­cy sek­su­al­nej du­chow­nych, ujaw­nio­nych w USA, była to efe­bo­fi­lia, a nie pe­do­fi­lia! Ten fakt jest skrzęt­nie ukry­wa­ny, prze­mil­cza­ny, bo szcze­gól­nie do­brze ujaw­nia za­kła­ma­nie za­rów­no świa­to­we­go, jak i ko­ściel­ne­go ho­mo­lob­by. Tym bar­dziej trze­ba go na­gła­śniać".

Ar­ty­kuł Da­riu­sza Oko Z pa­pie­żem prze­ciw­ko ho­mo­he­re­zji od­bił się dys­kret­nym echem poza gra­ni­ca­mi Pol­ski. Gdy­by prze­czy­ta­ło go wię­cej osób na Za­cho­dzie, spo­tkał­by się z ostrą kry­ty­ką. Ksiądz Oko pi­sze otwar­cie: "...trze­ba za­tem pa­mię­tać, że skan­da­le prze­mo­cy sek­su­al­nej, któ­re wstrzą­snę­ły Ko­ścio­łem świa­to­wym, w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści były dzie­łem du­chow­nych ho­mo­sek­su­al­nych". I jego opi­nia nie jest w Ko­ście­le od­osob­nio­na, bo od­pie­ra­niem ho­mo­ide­olo­gii oraz ho­mo­pro­pa­gan­dy zaj­mu­je się on od lat "na po­le­ce­nie oraz za za­chę­tą sze­re­gu kar­dy­na­łów i bi­sku­pów".

Zda­nia co do zna­cze­nia ter­mi­nu "efe­bo­fi­lia" są po­dzie­lo­ne. We­dług pro­fe­so­ra Ri­char­da Sipe'a efe­bo­fi­lia to ak­tyw­ność sek­su­al­na oso­by do­ro­słej z na­sto­let­nim chłop­cem bądź na­sto­let­nią dziew­czyn­ką - nie jest to więc "zbo­cze­nie ty­po­wo ho­mo­sek­su­al­ne". Może ra­czej bar­dziej ade­kwat­ny był­by ter­min "pe­de­ra­stia" (z grec­kie­go do­słow­nie: mi­łość do chłop­ców), ozna­cza­ją­cy spe­cy­ficz­ną for­mę ho­mo­sek­su­ali­zmu mę­skie­go, po­le­ga­ją­cą na związ­kach ero­tycz­nych lub kon­tak­tach sek­su­al­nych męż­czyzn lub mło­dzień­ców (era­ste­sów, mi­ło­śni­ków) z mło­dzień­ca­mi lub chłop­ca­mi (ero­me­no­sa­mi, lu­by­mi, ob­lu­bień­ca­mi), za­zwy­czaj opar­tych na róż­ni­cy wie­ku. Mniej­sza zresz­tą o na­zwę... Spo­ry na te­mat ter­mi­no­lo­gii po­zo­staw­my spe­cja­li­stom.

Nie wiem, czy Ko­ścio­ło­wi uda się w koń­cu prze­ko­nać świa­to­wą opi­nię pu­blicz­ną do tego, że na prze­ło­mie XX i XXI wie­ku wy­buchł skan­dal nie pe­do­fi­lii, lecz efe­bo­fi­lii kle­ry­kal­nej (lub pe­de­ra­stii), i że całą od­po­wie­dzial­ność za to po­no­si lob­by ho­mo­sek­su­al­ne, któ­re kry­ło się na­wza­jem. My­ślę jed­nak, tak jak Ros­send Do­m?nech, że "je­że­li ktoś pró­bu­je umniej­szać cię­żar skan­da­lu pe­do­fi­lii w Ko­ście­le ka­to­lic­kim i od­po­wie­dzial­ność za nie­go, mó­wiąc, że tak na­praw­dę to nie były przy­pad­ki pe­do­fi­lii, lecz efe­bo­fi­lii, po­peł­nia duży błąd".

Czy ho­mo­sek­su­ali­ści mogą być przyj­mo­wa­ni do se­mi­na­rium oraz wy­świę­ca­ni na ka­pła­nów - to wy­łącz­nie we­wnętrz­na spra­wa Ko­ścio­ła. Wa­ty­kan ma pra­wo mieć swo­je pre­ro­ga­ty­wy i wpro­wa­dzać ogra­ni­cze­nia, je­że­li cho­dzi o wła­snych księ­ży. Zda­niem hisz­pań­skie­go dzien­ni­ka­rza in­struk­cję usta­la­ją­cą kry­te­ria przyj­mo­wa­nia do se­mi­na­riów osób o ten­den­cjach ho­mo­sek­su­al­nych i ich wy­świę­ca­nia wy­da­no dla­te­go, że Be­ne­dykt XVI chciał przej­rzy­sto­ści.

"Przej­rzy­stość" - to sło­wo pada wie­lo­krot­nie w Gło­sach spo­za chó­ru, za­rów­no w przy­pad­ku skan­da­lu pe­do­fi­lii, jak i afer fi­nan­so­wych ban­ku wa­ty­kań­skie­go IOR, i jest em­ble­ma­tycz­ne dla pon­ty­fi­ka­tu Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra. W ostat­nich la­tach wy­bor­cy, wier­ni i opi­nia pu­blicz­na do­ma­ga­ją się od in­sty­tu­cji więk­szej przej­rzy­sto­ści. Nic więc dziw­ne­go, że wzra­sta jej zna­cze­nie nie tyl­ko w po­li­ty­ce i re­la­cjach mię­dzy­ludz­kich, lecz tak­że w Ko­ście­le.

Jed­nym z głów­nych te­ma­tów po­ru­sza­nych w Gło­sach spo­za chó­ru jest wła­śnie skan­dal pe­do­fi­lii kle­ry­kal­nej, gdyż to istot­ny frag­ment współ­cze­snej hi­sto­rii Ko­ścio­ła. Był on dla wszyst­kich ta­kim wstrzą­sem, że nie­mal każ­dy z mo­ich roz­mów­ców czuł po­trze­bę wy­po­wie­dze­nia się w tej spra­wie. Było więc nie­unik­nio­ne, że jed­nym z wąt­ków tej chó­ral­nej dys­ku­sji sta­ła się in­struk­cja Cri­men sol­li­ci­ta­tio­nis, wy­da­na nie w 1962 roku, lecz - jak spro­sto­wał to ksiądz Scic­lu­na - już w 1922, za pon­ty­fi­ka­tu Piu­sa XI. Z po­wo­du ma­łej ilo­ści ko­pii do­ko­na­no za pon­ty­fi­ka­tu Jana XXIII, z my­ślą o So­bo­rze Wa­ty­kań­skim II, no­wej edy­cji tego do­ku­men­tu w na­kła­dzie dwóch ty­się­cy eg­zem­pla­rzy i dla­te­go myl­nie mu się przy­pi­su­je póź­niej­szą datę. Opi­nie mo­ich roz­mów­ców co do Cri­men sol­li­ci­ta­tio­nis są po­dzie­lo­ne. Jed­ni zga­dza­ją się z tezą au­to­ra zna­ne­go fil­mu do­ku­men­tal­ne­go Sex Cri­mes and the Va­ti­can (Prze­stęp­stwa sek­su­al­ne i Wa­ty­kan), Col­ma O'Gor­ma­na, że in­struk­cja wy­da­na przez Świę­te Ofi­cjum (obec­na Kon­gre­ga­cja Na­uki Wia­ry) pod karą au­to­ma­tycz­nej eks­ko­mu­ni­ki na­ka­zu­je ukry­wa­nie i tu­szo­wa­nie prze­stępstw pe­do­fi­lii po­peł­nio­nych przez du­chow­nych. Inni, jak dwaj zna­ni wa­ty­ka­ni­ści - San­dro Ma­gi­ster, pra­cu­ją­cy przez lata dla wło­skie­go ty­go­dni­ka "L'Espres­so", oraz ame­ry­kań­ski dzien­ni­karz John L. Al­len Jr., ko­re­spon­dent "Na­tio­nal Ca­tho­lic Re­por­ter" - są zda­nia, że za­rów­no w Cri­men sol­li­ci­ta­tio­nis, jak i w li­ście apo­stol­skim Sa­cra­men­to­rum sanc­ti­ta­tis tu­te­la, wy­da­nym jako motu pro­prio przez Jana Paw­ła II, a tak­że w De de­lic­tis gra­vio­ri­bus, słyn­nym li­ście pre­fek­ta tej­że kon­gre­ga­cji, kar­dy­na­ła Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra, nie zna­leź­li nic, co by wska­zy­wa­ło, że Wa­ty­kan pro­wa­dził świa­do­mą po­li­ty­kę tu­szo­wa­nia prze­stępstw pe­do­fi­lii. Ich zda­niem do­ku­men­ty te były pierw­szy­mi ak­ta­mi świad­czą­cy­mi o tym, że Ko­ściół jest świa­do­my, iż pro­blem ist­nie­je, i że wy­dał mu wal­kę.

Jak wy­ja­śniał to w 2010 roku były pro­mo­tor spra­wie­dli­wo­ści Kon­gre­ga­cji Na­uki Wia­ry, ksiądz Char­les J. Scic­lu­na - któ­re­go za­da­niem z woli pa­pie­ża Be­ne­dyk­ta XVI było pro­wa­dze­nie do­cho­dzeń w za­kre­sie tak zwa­nych de­lic­ta gra­vio­ra i zaj­mo­wa­nie się nad­uży­cia­mi sek­su­al­ny­mi po­peł­nio­ny­mi przez księ­ży - daw­ny pre­fekt tej­że kon­gre­ga­cji, kar­dy­nał Rat­zin­ger, ro­ze­słał list De de­lic­tis gra­vio­ri­bus, na­ka­zu­ją­cy obo­wiąz­ko­we in­for­mo­wa­nie jego urzę­du o wszyst­kich tego typu prze­stęp­stwach, gdyż do­pie­ro w 2001 roku uzy­skał peł­ne kom­pe­ten­cje, aby zaj­mo­wać się tymi spra­wa­mi. Tłu­ma­cze­nia te jed­nak nie wszyst­kich prze­ko­nu­ją. Fi­lo­zof Pa­olo Flo­res d'Ar­ca­is, re­dak­tor wło­skie­go ma­ga­zy­nu "Mi­cro­Me­ga", twier­dzi, że Wa­ty­kan "przy­jął nową tak­ty­kę, pró­bu­jąc od­wró­cić rze­czy­wi­stość i wmó­wić opi­nii pu­blicz­nej, że to Rat­zin­ger z wła­snej ini­cja­ty­wy wy­dał dys­po­zy­cje, aby oczy­ścić Ko­ściół. Pró­bu­je się na­wet wszyst­kich te­raz prze­ko­nać, że ta ini­cja­ty­wa za­czę­ła się wła­śnie w 2001 roku od li­stu De de­lic­tis gra­vio­ri­bus. Nic bar­dziej myl­ne­go - pod­kre­ślam raz jesz­cze. Do­ku­ment ten był ak­tem koń­co­wym pro­ce­su ukry­wa­nia in­for­ma­cji o skan­da­lu pe­do­fi­lii i ogra­ni­cza­nia do nich do­stę­pu, z wy­łącz­no­ścią dwóch osób - pa­pie­ża i pre­fek­ta by­łe­go Sant'Uf­fi­zio".

Po­ru­sza­jąc te­mat pe­do­fi­lii kle­ry­kal­nej w książ­ce de­dy­ko­wa­nej ofia­rom mil­cze­nia, na­le­ży przede wszyst­kim od­dać głos tym, któ­rzy na­praw­dę byli wy­ko­rzy­sty­wa­ni sek­su­al­nie. Ber­nie McDa­id - współ­za­ło­ży­ciel sto­wa­rzy­sze­nia Su­rvi­vor's Vo­ice (Głos Oca­lo­nych), po­ma­ga­ją­ce­go ofia­rom pe­do­fi­lii na ca­łym świe­cie i or­ga­ni­za­tor ma­ni­fe­sta­cji Dzień Re­for­mo­wa­nia, któ­ra od­by­ła się w Rzy­mie, w po­bli­żu Wa­ty­ka­nu, trzy­dzie­ste­go pierw­sze­go paź­dzier­ni­ka 2010 roku - opo­wia­da o ge­hen­nie, jaką jemu i dzie­siąt­kom in­nych dzie­ci zgo­to­wał w Bo­sto­nie ksiądz Jo­seph Bir­ming­ham. McDa­id mówi rów­nież o tym, jak pró­bo­wał in­for­mo­wać Jana Paw­ła II o lo­sie ofiar z die­ce­zji bo­stoń­skiej, oraz re­la­cjo­nu­je swo­je spo­tka­nie z Be­ne­dyk­tem XVI, któ­re od­by­ło się sie­dem­na­ste­go kwiet­nia 2008 roku w ka­pli­cy Nun­cja­tu­ry Apo­stol­skiej w Wa­szyng­to­nie i na któ­re - jako jed­na z pierw­szych ofiar - zo­stał wy­bra­ny wła­śnie on. Sue Cox - współ­za­ło­ży­ciel­ka Su­rvi­vor's Vo­ice Eu­ro­pe (Głos Oca­lo­nych Eu­ro­py), któ­ra wraz z Ri­char­dem Daw­kin­sem i in­ny­mi oso­ba­mi bra­ła udział w pro­te­ście prze­ciw­ko wi­zy­cie pa­pie­ża Be­ne­dyk­ta XVI w Wiel­kiej Bry­ta­nii w 2010 roku - opo­wia­da, jak w wie­ku dzie­się­ciu lat zo­sta­ła w noc przed bierz­mo­wa­niem zgwał­co­na przez księ­dza, któ­ry póź­niej wy­ko­rzy­sty­wał ją wie­lo­krot­nie w jej domu, co za­ak­cep­to­wa­ła bar­dzo re­li­gij­na ma­co­cha. Fran­ce­sco Za­nar­di, za­ło­ży­ciel Rete Abu­so (Sieć Nad­uży­cie), któ­ry od­był pie­szą piel­grzym­kę z Sa­vo­ny do Rzy­mu, aby zwró­cić uwa­gę Ojca Świę­te­go i świa­ta na tu­szo­wa­nie prze­stępstw sek­su­al­nych w sa­voń­skiej die­ce­zji, mówi o swo­jej wal­ce prze­ciw­ko księ­dzu, któ­ry wy­ko­rzy­stał go sek­su­al­nie i któ­re­go ku­ria - wie­dząc o jego skłon­no­ściach pe­do­fil­skich - od­de­le­go­wa­ła do pra­cy z dzieć­mi trud­ny­mi. O głu­cho­nie­mych z We­ro­ny, któ­rych księ­ża mo­le­sto­wa­li na­wet pod oł­ta­rzem w ko­ście­le, opo­wia­da w imie­niu Sto­wa­rzy­sze­nia Nie­sły­szą­cych "An­to­nio Pro­vo­lo" jego rzecz­nik, Mar­co Lodi Riz­zi­ni. Od­ra­ża­ją­ce fak­ty mia­ły miej­sce po­nad trzy­dzie­ści lat wcze­śniej, głu­cho­nie­mi jed­nak po­sta­no­wi­li je ujaw­nić, gdy do­wie­dzie­li się, że w tym sa­mym in­sty­tu­cie ko­ściel­nym, w któ­rym nadal żyją ich opraw­cy, ma po­wstać dom dziec­ka.

O dzia­łal­no­ści naj­więk­sze­go wło­skie­go sto­wa­rzy­sze­nia wal­czą­ce­go z pe­do­fi­lią, La Ca­ra­mel­la Bu­ona (Do­bry Cu­kie­rek), mówi jego pre­zes Ro­ber­to Mi­ra­bi­le. Kil­ka lat temu sto­wa­rzy­sze­nie to zor­ga­ni­zo­wa­ło kon­fe­ren­cję w Wa­ty­ka­nie, po któ­rej zgło­sił się do nich pe­wien ksiądz i ujaw­nił, że jego były prze­ło­żo­ny Rug­ge­ro Con­ti, do­rad­ca pre­zy­den­ta Rzy­mu do spraw ro­dzi­ny, wy­ko­rzy­sty­wał sek­su­al­nie nie­let­nich. Od­kąd Do­bry Cu­kie­rek do­pro­wa­dził do ska­za­nia księ­dza pe­do­fi­la na po­nad pięt­na­ście lat wię­zie­nia, dzia­ła­czom or­ga­ni­za­cji przy­pi­na się ety­kiet­kę "an­ty­kle­ry­kal­nych".

Zbie­ra­nie na po­trze­by tej książ­ki świa­dectw ofiar pe­do­fi­lii (oso­by te wolą, gdy na­zy­wa się je Oca­lo­ny­mi) to jed­no z naj­cięż­szych za­dań dzien­ni­kar­skich, ja­kie wy­ko­ny­wa­łam. Prze­ła­ma­nie nie­uf­no­ści i wy­słu­cha­nie ich hi­sto­rii było na­praw­dę trud­ne. Kie­dy Sto­wa­rzy­sze­nie Nie­sły­szą­cych "An­to­nio Pro­vo­lo" za­pro­si­ło mnie do We­ro­ny na ob­cho­dy Dnia Pa­mię­ci Ofiar Prze­stępstw Pe­do­fi­lii Po­peł­nio­nych przez Du­chow­nych i kie­dy star­si, upo­śle­dze­ni lu­dzie tłu­ma­czy­li mi na migi, co spo­tka­ło ich w dzie­ciń­stwie, py­ta­łam się w du­chu, jak to moż­li­we, że zo­sta­ło wy­rzą­dzo­ne tyle zła...

Gło­sy spo­za chó­ru po­ru­sza­ją rów­nież nie­któ­re aspek­ty praw­ne zwią­za­ne ze skan­da­lem pe­do­fi­lii kle­ry­kal­nej. O oskar­że­niu kar­dy­na­ła Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra w pro­ce­sie cy­wil­nym przed Try­bu­na­łem Hrab­stwa Har­ris (Tek­sas) o "ob­struk­cję wy­mia­ru spra­wie­dli­wo­ści" oraz o skar­dze zło­żo­nej w Mię­dzy­na­ro­do­wym Try­bu­na­le Kar­nym w Ha­dze przez Ame­ry­kań­ską or­ga­ni­za­cję SNAP (Su­rvi­vors Ne­twork of Tho­se Abu­sed by Prie­sts - Sieć Oca­lo­nych Ofiar Nad­użyć Księ­ży) i Cen­ter for Con­sti­tu­tio­nal Ri­ghts (Cen­trum Obro­ny Praw Kon­sty­tu­cyj­nych), skie­ro­wa­nej prze­ciw­ko pa­pie­żo­wi Be­ne­dyk­to­wi XVI, roz­ma­wiam z wło­skim ad­wo­ka­tem Ni­nem Ma­raz­zi­tą. Te fak­ty są też przy­wo­ły­wa­ne w roz­mo­wie z San­drem Ma­gi­strem i Joh­nem L. Al­le­nem Jr., któ­rzy przy­po­mi­na­ją, że w koń­cu li­czy się tyl­ko wy­rok pro­ce­su w Ore­go­nie, wy­da­ny w sierp­niu 2012 roku - w spra­wie zna­nej jako "John V. Doe prze­ciw Holy See", wy­to­czo­nej wie­leb­ne­mu An­drew Ro­na­no­wi - w któ­rym sę­dzia ame­ry­kań­ski orzekł, że księ­ża nie są pra­cow­ni­ka­mi Wa­ty­ka­nu, i w ten spo­sób uwol­nił Sto­li­cę Apo­stol­ską oraz pa­pie­ża od od­po­wie­dzial­no­ści za czy­ny po­je­dyn­czych du­chow­nych. Inne po­ru­sza­ne pro­ble­my to zbyt szyb­kie przedaw­nie­nie prze­stępstw pe­do­fi­lii, kwe­stia od­szko­do­wań dla ofiar oraz fakt, że zgła­sza­nie cy­wil­nym or­ga­nom ści­ga­nia nad­użyć sek­su­al­nych na nie­let­nich nie jest obo­wiąz­ko­we we wszyst­kich kra­jach i tym sa­mym nie obo­wią­zu­je wszyst­kich bi­sku­pów.

Z ad­wo­ka­tem Ni­nem Ma­raz­zi­tą (ho­no­ro­wym pre­ze­sem sto­wa­rzy­sze­nia Do­bry Cu­kie­rek) - któ­ry w prze­szło­ści wy­stę­po­wał z po­wódz­twa cy­wil­ne­go w pro­ce­sie o za­bój­stwo re­ży­se­ra i pi­sa­rza Pie­ra Pa­ola Pa­so­li­nie­go, re­pre­zen­to­wał Ele­ono­rę Moro w pro­ce­sie o za­bój­stwo po­li­ty­ka Alda Moro oraz bro­nił se­ryj­ne­go mor­der­cy Pie­tra Pac­cia­nie­go, na któ­rym Tho­mas Har­ris wzo­ro­wał po­stać Han­ni­ba­la Lec­te­ra - spo­tka­li­śmy się po raz pierw­szy w 2009 roku, w Sto­wa­rzy­sze­niu Dzien­ni­ka­rzy Za­gra­nicz­nych w Rzy­mie, po opu­bli­ko­wa­niu Ra­por­tu Mur­phy w Ir­lan­dii. Już wte­dy dzien­ni­ka­rze za­gra­nicz­ni za­da­wa­li so­bie py­ta­nia, jak to moż­li­we, że pod­czas tak dłu­gie­go pon­ty­fi­ka­tu Jana Paw­ła II nie wy­szły na jaw nad­uży­cia sek­su­al­ne trwa­ją­ce prze­cież od dzie­się­cio­le­ci, i dla­cze­go skan­dal pe­do­fi­lii kle­ry­kal­nej wy­buchł z taką siłą do­pie­ro za pon­ty­fi­ka­tu Be­ne­dyk­ta XVI. Kto po­no­sił za to więk­szą od­po­wie­dzial­ność - Ka­rol Woj­ty­ła jako gło­wa Ko­ścio­ła czy Jo­seph Rat­zin­ger jako szef by­łe­go Świę­te­go Ofi­cjum, do któ­re­go wpły­wa­ły wszyst­kie skar­gi? Na te py­ta­nia uważ­ny czy­tel­nik znaj­dzie w tej książ­ce róż­ne od­po­wie­dzi, bę­dzie jed­nak mu­siał sam je zin­ter­pre­to­wać.

Dziś już wie­my, że skan­dal nad­użyć sek­su­al­nych w Ko­ście­le ir­landz­kim wy­buchł w od­le­głym 1992 roku, a do­pie­ro w la­tach 2011-2012 od­by­ła się w Ir­lan­dii wi­zy­ta­cja pa­pie­ska. O wszyst­kim tym, co dzia­ło się w naj­bar­dziej ka­to­lic­kim kra­ju Eu­ro­py przez ostat­nie dwa­dzie­ścia lat, opo­wia­da Pad­dy Agnew - ko­re­spon­dent za­gra­nicz­ny dzien­ni­ka "Irish Ti­mes". To wła­śnie ta ga­ze­ta roz­pę­ta­ła bu­rzę, pi­sząc, że bi­skup Eamon Ca­sey przez lata pła­cił by­łej ko­chan­ce i mat­ce swo­je­go dziec­ka, zmu­sza­jąc ją do mil­cze­nia. Agnew, przy­ja­ciel wie­lu ir­landz­kich bi­sku­pów, któ­ry skan­da­lem pe­do­fi­lii zaj­mo­wał się od sa­me­go po­cząt­ku, twier­dzi: "Trze­ba po­wie­dzieć, że pa­pież Woj­ty­ła nie zro­zu­miał ogro­mu pro­ble­mu ani w Ir­lan­dii, ani w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Rat­zin­ger na­to­miast, choć z du­żym opóź­nie­niem, ale zro­zu­miał".

O grze­chach Mar­cia­la Ma­cie­la De­gol­la­do - o któ­rych wszy­scy wie­dzie­li od daw­na - mówi wa­ty­ka­ni­sta San­dro Ma­gi­ster. To on jako pierw­szy we Wło­szech spo­tkał się z ofia­ra­mi mek­sy­kań­skie­go księ­dza z Le­gio­nu Chry­stu­sa, wy­słu­chał ich i opi­sał całą hi­sto­rię w 1999 roku w ty­go­dni­ku "L'Espres­so". Jego ar­ty­kuł po­wstał nie­za­leż­nie od pu­bli­ka­cji Ja­so­na Ber­ry'ego i Ge­ral­da Ren­ne­ra, któ­ra uka­za­ła się dwa lata wcze­śniej w ame­ry­kań­skim dzien­ni­ku "The Hart­ford Co­urant" i dała im­puls do po­wsta­nia ich zna­ko­mi­tej książ­ki Ślu­by mil­cze­nia. Nad­uży­wa­nie wła­dzy za pon­ty­fi­ka­tu Jana Paw­ła II, wy­da­nej w Pol­sce rów­nież przez Czar­ną Owcę.

Pod­su­mo­wa­nie czę­ści do­ty­czą­cej skan­da­lu nad­użyć sek­su­al­nych w Ko­ście­le po­zo­sta­wi­łam Joh­no­wi L. Al­le­no­wi Jr., któ­ry po­wie­dział mi: "Je­że­li cho­dzi o prze­ciw­dzia­ła­nie pe­do­fi­lii, trud­no oprzeć się wra­że­niu, że Wa­ty­kan jest jesz­cze w trak­cie "na­uki jaz­dy". Uczy się wciąż na błę­dach. (...) skan­dal pe­do­fi­lii od­bił się na au­to­ry­te­cie Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go wśród wier­nych, wzbu­dził kry­ty­kę opi­nii pu­blicz­nej i me­diów. Za Spi­żo­wą Bra­mą nie było to jed­nak tak od­czu­wal­ne, gdyż w Wa­ty­ka­nie uwa­ża się, że pro­blem pe­do­fi­lii w du­żym stop­niu zo­stał już roz­wią­za­ny. Na ze­wnątrz jest to jed­nak w dal­szym cią­gu skan­dal gi­gan­tycz­ny".

Mó­wiąc o ka­rach wy­mie­rzo­nych księ­żom, któ­rzy do­pu­ści­li się prze­stępstw sek­su­al­nych, były pro­mo­tor spra­wie­dli­wo­ści, ksiądz Char­les Sic­lu­na, ujaw­nił w 2010 roku na­stę­pu­ją­ce dane: "(...) peł­ny pro­ces, kar­ny lub ad­mi­ni­stra­cyj­ny, miał miej­sce w 20 pro­cen­tach przy­pad­ków i zwy­kle od­by­wał się w die­ce­zji po­cho­dze­nia - za­wsze pod na­szym nad­zo­rem - a tyl­ko bar­dzo rzad­ko tu, w Rzy­mie. Ro­bi­my tak rów­nież po to, aby przy­spie­szyć pro­ce­sy. W 60 pro­cen­tach przy­pad­ków, w szcze­gól­no­ści ze wzglę­du na po­de­szły wiek oskar­żo­ne­go, nie było pro­ce­sów, ale zo­sta­ły wy­da­ne ad­mi­ni­stra­cyj­ne i dys­cy­pli­nar­ne po­sta­no­wie­nia, ta­kie jak za­kaz od­pra­wia­nia mszy, prze­pro­wa­dza­nia spo­wie­dzi, na­kaz spę­dza­nia ży­cia na mo­dli­twie i po­ku­cie. Trze­ba pod­kre­ślić, że w tych przy­pad­kach, wśród któ­rych są tak­że te szcze­gól­nie ra­żą­ce, ja­ki­mi zaj­mu­ją się me­dia - nie było unie­win­nie­nia. Z pew­no­ścią nie było to for­mal­ne po­tę­pie­nie, ale je­śli jest się zmu­szo­nym do mil­cze­nia i mo­dli­twy, to z ja­kie­goś po­wo­du...". Sic­lu­na kon­ty­nu­ował: "Po­wiedz­my, że w 10 pro­cen­tach przy­pad­ków, w szcze­gól­no­ści tych bar­dzo cięż­kich, gdzie do­wo­dy były przy­tła­cza­ją­ce, Oj­ciec Świę­ty przy­jął na sie­bie bo­le­sną od­po­wie­dzial­ność, by upo­waż­nić do wy­da­nia de­kre­tu o dy­mi­sji ze sta­nu du­chow­ne­go. Bar­dzo po­waż­na de­cy­zja, pod­ję­ta dro­gą ad­mi­ni­stra­cyj­ną, ale nie­unik­nio­na. W dru­gich 10 pro­cen­tach przy­pad­ków oskar­że­ni księ­ża sami wnio­sko­wa­li o dys­pen­sy od obo­wiąz­ków wy­ni­ka­ją­cych z ka­płań­stwa. Wnio­ski zo­sta­ły na­tych­miast przy­ję­te. W więk­szo­ści to ka­pła­ni, u któ­rych stwier­dzo­no po­sia­da­nie por­no­gra­fii dzie­cię­cej i któ­rzy z tego wła­śnie po­wo­du zo­sta­li ska­za­ni przez wła­dze cy­wil­ne".

Czy­ta­jąc te sło­wa, trud­no się dzi­wić roz­go­ry­cze­niu, ża­lo­wi i po­czu­ciu nie­spra­wie­dli­wo­ści do­mi­nu­ją­ce­mu w roz­mo­wach z ofia­ra­mi pe­do­fi­lii, któ­re czu­ją, że o nich w Ko­ście­le nikt nig­dy nie po­my­ślał. Jak mówi ksiądz Sic­lu­na, bi­skup zo­bo­wią­za­ny do za­de­nun­cjo­wa­nia księ­dza pe­do­fi­la jest zmu­szo­ny wy­ko­nać gest po­rów­ny­wal­ny ze zło­że­niem przez ojca do­no­su na syna. Ta­kim sa­mym bó­lem dla Ko­ścio­ła jest su­spen­dio­wa­nie swo­ich ka­pła­nów, co moż­na zro­zu­mieć, zwłasz­cza w przy­pad­ku du­chow­nych sta­rych i cho­rych, któ­rzy nie ma­jąc do­kąd pójść i z cze­go żyć, skoń­czy­li­by naj­praw­do­po­dob­niej na uli­cy.

Kto jed­nak po­my­śli o praw­dzi­wych dzie­ciach? Kto po­mo­że ofia­rom? W wy­ni­ku ze­spo­łu stre­su po­ura­zo­we­go czę­sto przez lata nie mogą one uło­żyć so­bie ży­cia, po­pa­da­jąc w al­ko­ho­lizm, uza­leż­nie­nie od nar­ko­ty­ków, bu­li­mię, ano­rek­sję czy sek­so­fo­bię, i mu­szą się le­czyć w za­kła­dach od­wy­ko­wych oraz u psy­cho­lo­gów. O tych aspek­tach ca­łej smut­nej hi­sto­rii wciąż się za­po­mi­na.

Jak pod­kre­śla wie­lu mo­ich roz­mów­ców, Ko­ściół rzym­sko­ka­to­lic­ki nie jest je­dy­nym miej­scem, w któ­rym wy­da­rzy­ły się złe rze­czy. Aż 60-70 pro­cent przy­pad­ków pe­do­fi­lii ma miej­sce w ro­dzi­nach, a do licz­nych ak­tów prze­mo­cy sek­su­al­nej do­cho­dzi też w in­ter­na­tach, do­mach dziec­ka, wię­zie­niach dla nie­let­nich. Jest rów­nież praw­dą, że mniej księ­ży niż oj­ców do­pusz­cza się prze­stępstw pe­do­fi­lii. Wie­lu uczci­wych du­chow­nych prze­strze­ga­ją­cych ce­li­ba­tu po­ma­ga dzie­ciom, a nie­któ­rzy księ­ża zo­sta­li oskar­że­ni fał­szy­wie i bez­pod­staw­nie.

"Jed­nak fakt, że tak­że w in­sty­tu­cjach Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go po­peł­nia­ne są prze­stęp­stwa sek­su­al­ne, wy­ma­ga szcze­gól­ne­go na­pięt­no­wa­nia, gdyż Ko­ściół ka­to­lic­ki gło­si sys­te­ma­tycz­nie czy­stość, na­ka­zu­je swo­im ka­pła­nom żyć w ce­li­ba­cie i za­wsze pro­po­nu­je sie­bie jako gwa­ran­ta mo­ral­no­ści" - twier­dzi Mar­co Po­li­ti.

Gdy­by na­wet udo­wod­nio­no, że wszy­scy ci ka­pła­ni i za­kon­ni­cy, któ­rzy do­pu­ści­li się mo­le­sto­wa­nia lub gwał­tów na nie­let­nich, byli ho­mo­sek­su­ali­sta­mi - to jed­nak na­le­ża­ło­by pa­mię­tać, że w chwi­li do­ko­ny­wa­nia czy­nów lu­bież­nych lub ka­ral­nych byli przede wszyst­kim du­chow­ny­mi, cie­szą­cy­mi się au­to­ry­te­tem oraz za­ufa­niem prze­ło­żo­nych i wier­nych, w tym ro­dzi­ców, któ­rzy po­wie­rzy­li im swo­je dzie­ci. Żad­ni przed­sta­wi­cie­le Ko­ścio­ła nie po­win­ni więc zrzu­cać od­po­wie­dzial­no­ści za wy­rzą­dzo­ne krzyw­dy i zło na ko­nia tro­jań­skie­go, ja­kim jest "ho­mo­sek­su­al­ne lob­by".

Czy skan­dal pe­do­fi­lii w Ko­ście­le ka­to­lic­kim moż­na już uznać za za­mknię­ty? Wszy­scy moi roz­mów­cy uwa­ża­ją, że nie. Może tyl­ko po­wo­ła­nie nie­za­leż­nej ko­mi­sji mię­dzy­na­ro­do­wej, któ­ra zba­da­ła­by ra­por­ty i do­ku­men­ty na­pły­wa­ją­ce ze wszyst­kich kra­jów i wy­da­ła swój wer­dykt, mo­gło­by za­koń­czyć spra­wę. Być może na­stęp­ca Be­ne­dyk­ta XVI zdo­bę­dzie się na wiel­ki, od­waż­ny gest, za­bliź­nia­jąc w ten spo­sób ową bo­le­sną ranę. Jed­nak dro­ga do celu jest jesz­cze bar­dzo da­le­ka. Jak słusz­nie za­uwa­żył San­dro Ma­gi­ster: "Świa­do­mość ogro­mu tego typu nad­użyć sek­su­al­nych, któ­re przez lata i przez wie­ki trak­to­wa­no jako te­mat tabu, w od­bio­rze świa­to­wej opi­nii pu­blicz­nej oraz w od­bio­rze spo­łecz­nym więk­szo­ści kra­jów była i jest nadal bar­dzo ni­ska. To pro­blem, o któ­rym nig­dy się nie mó­wi­ło".

Ko­ściół po­stwoj­ty­ło­wy pod rzą­da­mi Rat­zin­ge­ra

Pa­pież Jan Pa­weł II od­szedł dru­gie­go kwiet­nia 2005 roku. Na pla­cu Świę­te­go Pio­tra że­gna­ły go tłu­my, wzno­sząc okrzyk: San­to sub­i­to! Po sie­dem­na­stu dniach, dzie­więt­na­ste­go kwiet­nia, zo­stał wy­bra­ny nowy na­stęp­ca tro­nu Pio­tro­we­go - Jo­seph Rat­zin­ger. Ko­ściół wszedł w epo­kę po­stwoj­ty­ło­wą.

Zda­niem Mar­co Po­li­tie­go: "Część elek­to­rów my­śla­ła, że bę­dzie to pon­ty­fi­kat przej­ścio­wy. I że Jo­seph Rat­zin­ger jako wiel­ki kon­ser­wa­ty­sta zdo­ła prze­pro­wa­dzić w Ko­ście­le kil­ka pod­sta­wo­wych re­form". Nowy pa­pież zna­lazł się jed­nak w trud­nej sy­tu­acji, bo - jak utrzy­mu­je inny zna­ny wło­ski wa­ty­ka­ni­sta, Gia­co­mo Ga­le­az­zi - "Jan Pa­weł II nie miał cza­su za­rzą­dzać Ku­rią Rzym­ską. Dwa­dzie­ścia sie­dem lat tego nie­rzą­du przy­nio­sło opła­ka­ne re­zul­ta­ty. Każ­dy ro­bił, co chciał. Za Spi­żo­wą Bra­mą po­wsta­ły kar­dy­nal­skie par­tie i kla­ny. Te­raz Ko­ściół pła­ci za to wy­so­ką cenę. Jest jak roz­bi­ty dzban, któ­re­go sko­ru­py Be­ne­dykt XVI mu­siał skle­jać".

Dwu­dzie­ste­go ósme­go czerw­ca 2005 roku roz­po­czął się pro­ces be­aty­fi­ka­cyj­ny Ka­ro­la Woj­ty­ły. Czter­na­ste­go stycz­nia 2011 pa­pież Be­ne­dykt XVI pod­pi­sał de­kret o cu­dzie i wy­zna­czył na pierw­szy maja te­goż roku be­aty­fi­ka­cję pa­pie­ża Jana Paw­ła II, któ­rej do­ko­nał oso­bi­ście w Wa­ty­ka­nie, na pla­cu Świę­te­go Pio­tra.

Tuż przed be­aty­fi­ka­cją pol­skie­go pa­pie­ża uka­za­ła się se­ria kry­tycz­nych ar­ty­ku­łów i pu­bli­ka­cji, po­da­ją­cych w wąt­pli­wość tak szyb­kie wy­nie­sie­nie na oł­ta­rze. Ame­ry­kań­ski ko­re­spon­dent "Na­tio­nal Ca­tho­lic Re­por­ter", John L. Al­len Jr., opu­bli­ko­wał w "New­swe­eku" ar­ty­kuł pod ty­tu­łem Fast-Trak Sa­int (Przy­spie­szo­ny świę­ty), w któ­rym przy­po­mi­nał spra­wę Mar­cia­la Ma­cie­la De­gol­la­do. Wło­ska agen­cja in­for­ma­cji ka­to­lic­kiej Adi­sta, kie­ro­wa­na przez Gio­van­nie­go Ave­nę, wy­da­ła bro­szu­rę o wy­mow­nym ty­tu­le San­to? Du­bi­to... (Świę­ty? Wąt­pię...). Uka­zał się rów­nież Ka­rol Woj­ty­la - il gran­de oscu­ran­ti­sta (Ka­rol Woj­ty­ła - wiel­ki ob­sku­ran­ty­sta), nu­mer spe­cjal­ny ma­ga­zy­nu "Mi­cro­Me­ga", któ­re­go re­dak­to­rem na­czel­nym jest zna­ny fi­lo­zof Pa­olo Flo­res d'Ar­ca­is. Dwóch wło­skich dzien­ni­ka­rzy, Gia­co­mo Ga­le­az­zi i Fer­ruc­cio Pi­not­ti, wy­da­ło książ­kę Woj­ty­la se­gre­to (Ta­jem­ni­czy Woj­ty­ła), peł­ną nie­ujaw­nio­nych wcze­śniej fak­tów do­ty­czą­cych Jana Paw­ła II. Po jej pre­mie­rze, któ­ra od­bi­ła się świa­to­wym echem, w Pol­sce nie­któ­rzy za­sta­na­wia­li się na­wet, czy te re­we­la­cje mogą spo­wol­nić be­aty­fi­ka­cję pa­pie­ża albo sta­nąć jej na prze­szko­dzie.

Jed­nym z de­li­kat­nych punk­tów do­cho­dze­nia dzien­ni­kar­skie­go Ga­le­az­zie­go i Pi­not­tie­go było fi­nan­so­wa­nie przez Wa­ty­kan pol­skich związ­ków za­wo­do­wych. W roz­dzia­le Sol­di spo­rchi a So­li­dar­ność (Brud­ne pie­nią­dze dla So­li­dar­no­ści) au­to­rzy przy­ta­cza­li roz­mo­wę prze­pro­wa­dzo­ną z Le­chem Wa­łę­są w Gdań­sku, pu­bli­ko­wa­li treść roz­mów do­ty­czą­cych in­we­sty­cji pie­nię­dzy ma­fij­nych z pro­ku­ra­to­rem Lucą Te­sca­ro­lim, któ­ry był oskar­ży­cie­lem w pro­ce­sie o za­bój­stwo Ro­ber­ta Ca­lvie­go (i prze­słu­chi­wał, wśród wie­lu świad­ków, tak­że Wa­łę­sę), oraz ze świad­kiem ko­ron­nym Vin­cen­zem Cal­ca­rą, któ­ry pierw­szy opo­wie­dział o po­wią­za­niach bos­sów cosa no­stry z ludź­mi bli­ski­mi Wa­ty­ka­no­wi i o prze­ka­zy­wa­niu brud­nych pie­nię­dzy do­stoj­ni­kom Ko­ścio­ła. Ga­le­az­zi i Pi­not­ti pi­sa­li tak­że o pie­nią­dzach loży ma­soń­skiej Pro­pa­gan­da 2, prze­zna­czo­nych na wal­kę z ko­mu­ni­zmem za­rów­no w Eu­ro­pie Wschod­niej, jak i w Ame­ry­ce Ła­ciń­skiej. Wśród do­ku­men­tów pod­pie­ra­ją­cych ich tezy, oprócz li­stu Ca­lvie­go do Jana Paw­ła II, zo­stał opu­bli­ko­wa­ny frag­ment uza­sad­nie­nia wy­ro­ku w spra­wie za­bój­stwa Ca­lvie­go, któ­ry za­padł siód­me­go maja 2010 roku: "Cosa no­stra, w róż­nych for­mach, wy­ko­rzy­sty­wa­ła Ban­co Am­bro­sia­no i IOR jako śro­dek ma­so­wych ope­ra­cji pra­nia pie­nię­dzy".

Po­mi­mo tych re­we­la­cji wy­nie­sie­nie na oł­ta­rze Jana Paw­ła II po­to­czy­ło się usta­lo­nym to­rem i nic nie spo­wo­do­wa­ło jego opóź­nie­nia, a już na pew­no nie opi­nie dzien­ni­ka­rzy. Nic też pew­nie nie za­kłó­ci ka­no­ni­za­cji bło­go­sła­wio­ne­go, któ­ra na­stą­pi naj­praw­do­po­dob­niej już wkrót­ce, bo jak mówi John L. Al­len Jr.: "Gdy­by prze­pro­wa­dzić wy­bo­ry na świę­te­go, Ka­rol Woj­ty­ła by je wy­grał, wy­prze­dza­jąc wszyst­kich swo­ich po­przed­ni­ków".

W Gło­sach spo­za chó­ru po­sta­no­wi­łam za­py­tać au­to­rów wy­żej wy­mie­nio­nych pu­bli­ka­cji, dla­cze­go wy­bu­chły te po­le­mi­ki i co za­rzu­ca się bło­go­sła­wio­ne­mu. John L. Al­len Jr. od­po­wie­dział mi: "Kie­dy bło­go­sła­wio­nym ma zo­stać ja­kiś pa­pież, za­wsze ro­dzi się py­ta­nie, czy be­aty­fi­ku­je się jego, czy ra­czej jego pon­ty­fi­kat. To są dwie róż­ne rze­czy. Na pon­ty­fi­kat skła­da­ją się tak­że po­mył­ki, pro­ble­my, kon­tro­wer­sje. Jan Pa­weł II, któ­ry rzą­dził Ko­ścio­łem przez dwa­dzie­ścia sie­dem lat, ma na swo­im kon­cie wiel­kie suk­ce­sy, ale tak­że wiel­kie po­raż­ki. Moim zda­niem po­le­mi­ka wo­kół tej be­aty­fi­ka­cji wy­bu­chła dla­te­go, że nie wia­do­mo, czy to po­czą­tek dro­gi do uświę­ce­nia Ka­ro­la Woj­ty­ły, czy do uświę­ce­nia jego dłu­gich rzą­dów". Gia­co­mo Ga­le­az­zi twier­dzi, iż "po­le­mi­ki wy­bu­chły dla­te­go, że tuż przed samą be­aty­fi­ka­cją i za­raz po niej uj­rza­ły świa­tło dzien­ne wszyst­kie te cie­nie pon­ty­fi­ka­tu, któ­re być może po­win­ny zo­stać ujaw­nio­ne i prze­ana­li­zo­wa­ne wcze­śniej". Dla "nie­po­słusz­nych" ka­to­li­ków, ta­kich jak Gio­van­ni Ave­na - dy­rek­tor agen­cji Adi­sta, funk­cjo­nu­ją­cej na mar­gi­ne­sie Ko­ścio­ła ofi­cjal­ne­go - pa­pież, któ­ry zro­bił ta­kie rze­czy jak Woj­ty­ła, nie może być mo­de­lem świę­to­ści. "Był czło­wie­kiem, któ­ry po­peł­nił błę­dy i grze­chy - tak jak każ­dy z nas". Ma­ga­zyn "Mi­cro­Me­ga" za­wsze pod­kre­ślał, że pon­ty­fi­kat Woj­ty­ły był epo­ką ob­sku­ran­ty­zmu. Dla Pa­ola Flo­re­sa d'Ar­ca­is jed­nym z naj­po­waż­niej­szych za­rzu­tów, któ­re na­le­ży po­sta­wić Ja­no­wi Paw­ło­wi II, jest to, że "za jego rzą­dów nie tyl­ko skoń­czy­ło się po­so­bo­ro­we otwar­cie Ko­ścio­ła - na­stą­pi­ło wręcz jego cał­ko­wi­te od­rzu­ce­nie" i duch So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II zo­stał zu­peł­nie za­gu­bio­ny. "Ta ope­ra­cja de­struk­cji, za­koń­czo­na przez Rat­zin­ge­ra, roz­po­czę­ła się za pon­ty­fi­ka­tu Woj­ty­ły, i to już na sa­mym jego po­cząt­ku".

Za­rów­no Ga­le­az­zi w swo­jej książ­ce, jak Adi­sta i "Mi­cro­Me­ga" od­wo­ły­wa­li się do do­ku­men­tu La be­ati­fi­ca­zio­ne di Gio­van­ni Pa­olo II: ap­pel­lo alla chia­rez­za (Apel o ja­sność w spra­wie be­aty­fi­ka­cji Jana Paw­ła II), wy­sto­so­wa­ne­go już w 2005 roku przez kil­ku ka­to­lic­kich teo­lo­gów, pi­sa­rzy i dzia­ła­czy re­li­gij­nych, na któ­rych cze­le stał oj­ciec so­bo­ro­wy Gio­van­ni Fran­zo­ni. Były opat ba­zy­li­ki pa­pie­skiej Świę­te­go Paw­ła za Mu­ra­mi i je­den z dwóch jesz­cze ży­ją­cych uczest­ni­ków So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II, w któ­re­go pra­cach brał też udział ar­cy­bi­skup Ka­rol Woj­ty­ła, ze­zna­wał jako świa­dek w pro­ce­sie be­aty­fi­ka­cyj­nym pa­pie­ża Po­la­ka, przed­sta­wia­jąc swo­je za­rzu­ty prze­ciw nie­mu. Z tego wła­śnie po­wo­du w Gło­sach spo­za chó­ru po­pro­si­łam go o wy­ja­śnie­nia. Były du­chow­ny po­wie­dział mi: "Daw­niej w pro­ce­sach be­aty­fi­ka­cyj­nych czy ka­no­ni­za­cyj­nych uczest­ni­czył ad­wo­kat dia­bła. Urząd ten zo­stał znie­sio­ny. Po­zo­sta­wio­no jed­nak moż­li­wość skła­da­nia ze­znań na ko­rzyść lub prze­ciw­ko be­aty­fi­ka­cji czy ka­no­ni­za­cji. W pro­ce­sie be­aty­fi­ka­cyj­nym Jana Paw­ła II nikt nie chciał ze­zna­wać prze­ciw - zro­bi­łem to ja. Z punk­tu wi­dze­nia ludz­kie­go Jan Pa­weł II był oso­bą za­słu­gu­ją­cą na sza­cu­nek, był praw­dzi­wym pol­skim pa­trio­tą, był wiel­kim pa­pie­żem, ale nie był świę­tym z kil­ku po­wo­dów".

Li­sta za­rzu­tów spo­rzą­dzo­na przez Fran­zo­nie­go i przed­sta­wio­na przed try­bu­na­łem die­ce­zjal­nym w Rzy­mie - jak on sam mi to opo­wie­dział - skła­da­ła się z kil­ku punk­tów: pa­pież Po­lak uci­szył wszyst­kich po­stę­po­wych teo­lo­gów i zdła­wił teo­lo­gię wy­zwo­le­nia, był uwi­kła­ny w skan­dal Ban­co Am­bro­sia­no i chro­nił przed pro­ku­ra­tu­rą ame­ry­kań­skie­go ar­cy­bi­sku­pa Pau­la Mar­cin­ku­sa, przy­czy­nił się do za­bój­stwa ar­cy­bi­sku­pa Osca­ra Ro­me­ro, ka­te­go­rycz­nie za­mknął ko­bie­tom dro­gę do ka­płań­stwa, ukry­wał księ­ży pe­do­fi­lów. Oskar­że­nia cięż­kie i brze­mien­ne, któ­re oj­ciec so­bo­ro­wy ob­szer­nie uza­sad­nił przed try­bu­na­łem ko­ściel­nym i po­wtó­rzył w roz­mo­wie ze mną.

W maju 2012 roku w Pol­sce uka­za­ła się książ­ka Pio­tra Szum­le­wi­cza Oj­ciec nie­świę­ty. Kry­tycz­ne gło­sy o Ja­nie Paw­le II, wy­da­na przez Czar­ną Owcę i za­wie­ra­ją­ca tak­że wy­wiad ze mną. Jej au­tor po­ru­szał te same pro­ble­my, za­sta­na­wia­jąc się: "Czy to moż­li­we, aby w du­żym de­mo­kra­tycz­nym kra­ju na­le­żą­cym do Unii Eu­ro­pej­skiej naj­więk­szym au­to­ry­te­tem, cie­szą­cym się po­wszech­nym sza­cun­kiem, była oso­ba, któ­ra tu­szo­wa­ła skan­da­le pe­do­fil­skie, chro­ni­ła oszu­stów, współ­pra­co­wa­ła z krwa­wy­mi re­żi­ma­mi, kwe­stio­no­wa­ła pra­wa mniej­szo­ści i wspie­ra­ła dys­kry­mi­na­cję ko­biet?". Jed­nym z za­rzu­tów po­sta­wio­nych książ­ce Szum­le­wi­cza było to, że py­tał o zda­nie "wo­ju­ją­cych" ate­istów, zna­nych ze swo­ich uprze­dzeń ide­olo­gicz­nych do re­li­gii, Ko­ścio­ła i pa­pie­ża. W Gło­sach spo­za chó­ru swo­je wąt­pli­wo­ści wy­ra­ża­ją w więk­szo­ści oso­by wie­rzą­ce, któ­re czu­ją się czę­ścią Ko­ścio­ła. Ży­jąc w Rzy­mie, w cie­niu San Pie­tro, już od dwu­dzie­stu lat, mu­szę wy­znać, że naj­po­waż­niej­szą kry­ty­ką do­ty­czą­cą funk­cjo­no­wa­nia in­sty­tu­cji ko­ściel­nej czy po­szcze­gól­nych pon­ty­fi­ka­tów sły­sza­łam za­wsze od ka­to­li­ków, czę­sto gor­li­wie prak­ty­ku­ją­cych. Le­fe­bry­ści, wy­po­wia­da­jąc się o be­aty­fi­ka­cji Jana Paw­ła II, okre­śli­li ją jako "ka­ta­stro­fę i du­cho­we tsu­na­mi".

Je­de­na­ste­go paź­dzier­ni­ka 1962 roku pa­pież Jan XXIII otwo­rzył ofi­cjal­nie So­bór Wa­ty­kań­ski II, któ­re­go ob­ra­dy zo­sta­ły za­koń­czo­ne po trzech la­tach - ósme­go grud­nia 1965 roku - przez pa­pie­ża Paw­ła VI. Pięć­dzie­sią­ta rocz­ni­ca ostat­nie­go so­bo­ru wy­da­ła mi się waż­nym pre­tek­stem do za­pi­sa­nia wspo­mnień Gio­van­nie­go Fran­zo­nie­go o kli­ma­cie, jaki wte­dy pa­no­wał w Ko­ście­le, o du­chu otwar­cia i o zmia­nach, ja­kie wpro­wa­dził Va­ti­ca­no II. Za­miesz­czo­ny w tej książ­ce wy­wiad z by­łym du­chow­nym, któ­ry dziś li­czy so­bie osiem­dzie­siąt pięć lat, ma dużą war­tość ze wzglę­du na swo­ją ob­szer­ność i wąt­ki bio­gra­ficz­ne. Fran­zo­ni, na­zy­wa­ny ostat­nim an­ty­pa­pie­żem, w 1973 roku zo­stał zmu­szo­ny do zło­że­nia dy­mi­sji z funk­cji opa­ta ba­zy­li­ki pa­pie­skiej, gdyż je­den z jego wier­nych skry­ty­ko­wał pod­czas mszy nie­le­gal­ne ope­ra­cje fi­nan­so­we pro­wa­dzo­ne przez bank wa­ty­kań­ski IOR. Już wte­dy na jego cze­le stał ame­ry­kań­ski du­chow­ny Paul Mar­cin­kus, któ­re­go Jan Pa­weł II "odzie­dzi­czył" po Paw­le VI i Ja­nie Paw­le I, zmar­łym po trzy­dzie­stu trzech dniach pon­ty­fi­ka­tu. Już wte­dy była mowa o spe­ku­la­cjach fi­nan­so­wych In­sty­tu­tu Dzieł Re­li­gij­nych, któ­ry ro­bił brud­ne in­te­re­sy. Opat Fran­zo­ni za swo­je prze­ko­na­nia po­li­tycz­ne zo­stał za­wie­szo­ny a di­vi­nis i zre­du­ko­wa­ny do sta­nu la­ic­kie­go. Na jego msze przy­cho­dzi­ły ty­sią­ce osób. Dziś nadal sku­pia się wo­kół nie­go wspól­no­ta pod­sta­wo­wa świę­te­go Paw­ła, dzia­ła­ją­ca w Rzy­mie.

O So­bo­rze Wa­ty­kań­skim II, jego do­nio­sło­ści w hi­sto­rii Ko­ścio­ła i o spad­ku, jaki po­zo­sta­wił w ser­cach wie­lu ka­to­li­ków, opo­wia­da tak­że Vit­to­rio Bel­la­vi­te - czło­nek rady Mię­dzy­na­ro­do­we­go Ru­chu "We Are Church", któ­ry po­wstał w Au­strii w 1995 roku, aby zbie­rać pod­pi­sy pod ape­lem ludu Bo­że­go o re­for­mę Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. "Wzo­ru­je­my się na tym nur­cie fi­lo­zo­ficz­nym, któ­ry uwi­docz­nił się na po­cząt­ku XX wie­ku jako mo­der­nizm ka­to­lic­ki, zo­stał po­tę­pio­ny przez Piu­sa X, ale od­żył po­przez So­bór Wa­ty­kań­ski II. Ko­ściół nie stoi w miej­scu i ma nie tyl­ko jed­no ob­li­cze. Ko­ściół jest żywy i się zmie­nia" - po­wie­dział mi Bel­la­vi­te, któ­ry do­ce­nia Woj­ty­łę za to, za co kry­ty­ku­ją go le­fe­bry­ści.

Wal­ka z ko­mu­ni­zmem, któ­rej efek­tem ubocz­nym było po­tę­pie­nie teo­lo­gii wy­zwo­le­nia i księ­ży re­wo­lu­cjo­ni­stów oraz "nor­ma­li­za­cja" Ame­ry­ki Ła­ciń­skiej, od­by­wa­ją­ca się po­przez po­par­cie tam­tej­szych dyk­ta­tur Pi­no­che­ta, Vi­de­li, Stro­es­sne­ra, Ban­ze­ra, to je­den z cie­ni pon­ty­fi­ka­tu Jana Paw­ła II. O to, dla­cze­go uwa­ża, że związ­ki Woj­ty­ły z tym naj­bar­dziej ka­to­lic­kim kon­ty­nen­tem były kon­tro­wer­syj­ne, za­py­ta­łam Mau­ri­zia Cam­pi­sie­go - wło­skie­go dzien­ni­ka­rza, od 1993 roku miesz­ka­ją­ce­go w Ko­sta­ry­ce. Pod­su­mo­wu­jąc swój wy­wód na te­mat po­li­ty­ki pa­pie­ża Po­la­ka wo­bec Ame­ry­ki Ła­ciń­skiej, Cam­pi­si po­wie­dział: "Po­stać Jana Paw­ła II jest oce­nia­na za­zwy­czaj w szcze­gól­nym kon­tek­ście per­spek­ty­wy eu­ro­cen­trycz­nej - czy­li wal­ki z ko­mu­ni­zmem i bu­do­wy zjed­no­czo­nej Eu­ro­py oraz jej tra­dy­cyj­nych war­to­ści, któ­rych jed­nym z fi­la­rów jest re­li­gia ka­to­lic­ka. W tej opty­ce mamy do czy­nie­nia z wiel­kim mę­żem sta­nu, czło­wie­kiem, któ­ry osią­gnął po­sta­wio­ne so­bie cele i speł­nił ocze­ki­wa­nia hi­sto­rii. Za­po­mi­na­my jed­nak, że per­spek­ty­wa Ame­ry­ki Ła­ciń­skiej jest inna - tu ra­dy­ka­lizm Jana Paw­ła II przy­czy­nił się do stwo­rze­nia prze­pa­ści mię­dzy wier­ny­mi a przed­sta­wi­cie­la­mi Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. Wier­ni szu­ka­ją dziś gdzie in­dziej - w sek­tach i w Ko­ście­le ewan­ge­lic­kim - od­po­wie­dzi na pust­kę i roz­cza­ro­wa­nia, ja­kie przy­niósł ten kon­ser­wa­tyw­ny ka­to­li­cyzm, któ­ry od­rzu­cił na­dzie­ję na wy­zwo­le­nie ubo­gich i ra­tu­nek nie­win­nych".

Tak­że tra­gicz­na śmierć ar­cy­bi­sku­pa Osca­ra Ro­me­ro to sym­bol nie­zro­zu­mie­nia teo­lo­gii wy­zwo­le­nia, ma­ją­cej ogrom­ne zna­cze­nie dla mi­lio­nów lu­dzi pra­gną­cych uwol­nić się spod jarz­ma krwa­wych pra­wi­co­wych dyk­ta­tur. Tę spra­wę po­ru­sza kil­ku mo­ich roz­mów­ców, opo­wia­da­jąc całą hi­sto­rię i wy­ra­ża­jąc swo­je opi­nie na te­mat tego, jak Woj­ty­ła po­trak­to­wał pod­wład­ne­go, któ­ry szu­kał u nie­go wspar­cia i po­mo­cy.

W 2005 roku po raz dru­gi od­wie­dzi­łam Ar­gen­ty­nę, z któ­rą łą­czą mnie dość szcze­gól­ne wię­zi. Wte­dy ko­re­spon­dent­ka wło­skiej agen­cji ANSA, Ma­ría Jo­se­fi­na Ce­rut­ti, za­bra­ła mnie na uro­czy­stość przed Szko­łą Me­cha­nicz­ną Ma­ry­nar­ki Wo­jen­nej, któ­ra za­le­d­wie kil­ka mie­się­cy wcze­śniej, de­kre­tem pre­zy­den­ta Ne­sto­ra Kirch­ne­ra, zo­sta­ła prze­mie­nio­na w Mu­zeum Pa­mię­ci. Gdy jed­na z Ma­tek z Pla­cu Ma­jo­we­go do­wie­dzia­ła się, że je­stem pol­ską dzien­ni­kar­ką, wy­krzy­cza­ła mi pro­sto w twarz: "Wasz pa­pież współ­od­po­wia­da za śmierć na­szych dzie­ci!". Pod­czas po­by­tu w Ar­gen­ty­nie prze­pro­wa­dzi­łam rów­nież wy­wiad z Hebe de Bo­na­fi­ni, au­tor­ką wstrzą­sa­ją­ce­go, prze­peł­nio­ne­go go­ry­czą, roz­pa­czą i bó­lem li­stu, któ­ry ar­gen­tyń­skie mat­ki de­sa­pa­re­ci­dos wy­sto­so­wa­ły do Jana Paw­ła II, gdy do­wie­dzia­ły się, że Wa­ty­kan pod­jął kro­ki dy­plo­ma­tycz­ne, by pro­sić o wzglę­dy dla Pi­no­che­ta.

O wy­ja­śnie­nie roli Ko­ścio­ła w dra­ma­cie, któ­ry prze­ży­ła Ar­gen­ty­na, po­pro­si­łam zna­ne­go ar­gen­tyń­skie­go dzien­ni­ka­rza ga­ze­ty "Cla­rín" - Ju­lia Al­ga­?a­ra­za, któ­ry rów­nież ma za­gi­nio­nych w ro­dzi­nie. W swo­jej wy­po­wie­dzi dla Gło­sów spo­za chó­ru Al­ga­?a­raz ana­li­zu­je i wy­ja­śnia bar­dzo szcze­gó­ło­wo to, co wy­da­rzy­ło się w jego kra­ju w la­tach 1976-1982. Wspo­mi­na rów­nież o no­wych ar­ty­ku­łach Ho­ra­cia Ver­bit­sky'ego i Ce­ra­fi­na Re­ato (au­to­ra książ­ki Di­spo­si­ción fi­nal [Osta­tecz­na eli­mi­na­cja], za­wie­ra­ją­cej wy­zna­nia dyk­ta­to­ra Jor­ge Vi­de­li), któ­re w 2012 roku wstrzą­snę­ły Ar­gen­ty­ną. Choć dzien­ni­karz "Cla­rín" nie trak­tu­je po­błaż­li­wie ni­ko­go i ni­cze­go, ma ja­sne zda­nie: "Dziś o mil­cze­nie w spra­wie ła­ma­nia praw czło­wie­ka w Ame­ry­ce Ła­ciń­skiej oskar­ża się głów­nie Jana Paw­ła II, za­po­mi­na­jąc, że więk­szość za­ma­chów woj­sko­wych mia­ła miej­sce za pon­ty­fi­ka­tu Paw­ła VI, któ­ry też nig­dy nie po­wie­dział ani sło­wa. (...) Za­mach w Chi­le miał miej­sce w 1973, w Ar­gen­ty­nie w 1976 roku. Pon­ty­fi­kat Ka­ro­la Woj­ty­ły roz­po­czął się w 1978. Pi­no­chet dzia­łał spo­koj­nie przez pięć lat rzą­dów Paw­ła VI. Gdy­by Pa­weł VI i oczy­wi­ście póź­niej Jan Pa­weł II opo­wie­dzie­li się prze­ciw­ko prze­wro­tom woj­sko­wym w Ame­ry­ce Ła­ciń­skiej, ura­to­wa­li­by ży­cie se­tek ty­się­cy ofiar".

O tor­tu­rach i me­to­dach dzia­ła­nia pra­wi­co­we­go re­żi­mu ar­gen­tyń­skie­go (któ­ry otrzy­my­wał po­moc tak­że od loży ma­soń­skiej P2) opo­wia­da pi­sar­ka i dzien­ni­kar­ka ży­ją­ca w Bu­enos Aires - Ma­ría Jo­se­fi­na Ce­rut­ti, któ­rej dzia­dek był jed­ną z ofiar "lo­tów śmier­ci". O lo­sie jej ro­dzi­ny pi­sał tak­że Ho­ra­tio Ver­bit­sky w książ­ce El si­len­cio (Ci­sza).

Ży­jąc tyle lat w Rzy­mie i ob­ra­ca­jąc się w mię­dzy­na­ro­do­wym śro­do­wi­sku dzien­ni­kar­skim, na­uczy­łam się pa­trzeć na pa­pie­ży in­a­czej, niż robi się to w Pol­sce, gdzie Oj­ciec Świę­ty jest przed­mio­tem kul­tu jed­nost­ki. Uwa­żam, tak jak Gia­co­mo Ga­le­az­zi, że kry­tycz­ne spoj­rze­nie na wie­le aspek­tów pon­ty­fi­ka­tu Jana Paw­ła II (jak też jego po­przed­ni­ków i na­stęp­ców) to wręcz świę­ty obo­wią­zek. "Woj­ty­ła był wiel­kim czło­wie­kiem, któ­ry wpły­nął na bieg hi­sto­rii. To, że był pa­pie­żem, jest bło­go­sła­wio­nym i naj­praw­do­po­dob­niej zo­sta­nie świę­tym, nie ozna­cza, że jego pon­ty­fi­kat po­wi­nien zo­stać zwol­nio­ny z oce­ny hi­sto­rycz­no-po­li­tycz­nej. Świę­ty już z de­fi­ni­cji jest mo­stem po­mię­dzy zie­mią i nie­bem. Uznać je­dy­nie świę­tość Woj­ty­ły i wie­rzyć w nią bez­kry­tycz­nie ozna­cza od­re­al­nić go jako czło­wie­ka, któ­ry był pa­pie­żem. Gło­wa Ko­ścio­ła w cią­gu tak dłu­gie­go pon­ty­fi­ka­tu po­dej­mu­je set­ki ty­się­cy de­cy­zji - nie­któ­re z nich mogą być błęd­ne. Zresz­tą rów­nież świę­ci mogą się my­lić".

Rok 2012 był ro­kiem szcze­gól­nie trud­nym dla Wa­ty­ka­nu. Już w jego pierw­szych mie­sią­cach do­szło do sys­te­ma­tycz­ne­go wy­cie­ku po­uf­nych do­ku­men­tów, któ­re uwi­docz­ni­ły we­wnętrz­ną wal­kę o wła­dzę, nie­pra­wi­dło­wo­ści w za­rzą­dza­niu fi­nan­sa­mi wa­ty­kań­skie­go pań­stwa-mia­sta oraz pro­ble­my wo­kół norm prze­ciw­dzia­ła­nia pra­niu pie­nię­dzy. Do pra­sy prze­ciekł też do­ku­ment mó­wią­cy o spi­sku na ży­cie Be­ne­dyk­ta XVI i jego śmier­ci, któ­ra mia­ła na­stą­pić w cią­gu dwu­na­stu mie­się­cy. Wszyst­ko to na­zwa­no afe­rą Va­ti­le­aks.

W maju na­to­miast jak bom­ba wy­bu­chła książ­ka Gian­lu­igie­go Nuz­zie­go Sua San­ti­ta. Le car­te se­gre­te di Be­ne­det­to XVI (Jego Świą­to­bli­wość. Taj­ne do­ku­men­ty Be­ne­dyk­ta XVI). W Gło­sach spo­za chó­ru Nuz­zi opo­wia­da o ku­li­sach po­wsta­nia tej książ­ki, o pu­bli­ko­wa­nych w niej do­ku­men­tach, któ­re uwa­ża za naj­waż­niej­sze - tak­że tych do­ty­czą­cych Pol­ski. Na­sza roz­mo­wa za­ta­cza jed­nak szer­szy krąg, za­ha­cza­jąc tak­że o jego pierw­szy be­st­sel­ler Va­ti­ca­no s.p.a (Wa­ty­kan, sp. z o.o.), ujaw­nia­ją­cy me­cha­ni­zmy pra­nia pie­nię­dzy w ban­ku wa­ty­kań­skim IOR za po­mo­cą kont szy­fro­wa­nych, przez któ­re prze­szła ła­pów­ka Eni­mon­tu. Roz­ma­wia­my tak­że o sta­ra­niach o przej­rzy­stość fi­nan­so­wą, pod­ję­tych przez Wa­ty­kan, któ­ry za pon­ty­fi­ka­tu Be­ne­dyk­ta XVI prze­stał być ra­jem po­dat­ko­wym. Nuz­zi wy­po­wia­da sło­wa brze­mien­ne: "W prze­szło­ści w ban­ku IOR na pew­no były pra­ne pie­nią­dze cosa no­stry. Są na to do­wo­dy. Mó­wię to z cał­ko­wi­tym spo­ko­jem i pew­no­ścią na pod­sta­wie wy­ro­ku sądu rzym­skie­go w spra­wie za­bój­stwa Ro­ber­ta Ca­lvie­go. Co praw­da wszy­scy oskar­że­ni o mor­der­stwo zo­sta­li unie­win­nie­ni, ale sąd orzekł, że "cosa no­stra, w róż­nych for­mach, wy­ko­rzy­sty­wa­ła Ban­co Am­bro­sia­no i IOR jako śro­dek ma­so­wych ope­ra­cji pra­nia pie­nię­dzy". Od­no­si się to oczy­wi­ście do lat mi­nio­nych".

O wy­ja­śnie­nie tego, o co cho­dzi­ło w afe­rze Va­ti­le­aks, po­pro­si­łam zna­ne­go i ce­nio­ne­go wa­ty­ka­ni­stę Mar­co Po­li­tie­go, któ­ry po­twier­dził, że w Wa­ty­ka­nie "na naj­wyż­szych szcze­blach Ku­rii Rzym­skiej - czy­li cen­tral­ne­go "rzą­du" Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go - miał miej­sce kry­zys, któ­ry przy­jął for­mę otwar­tej woj­ny i w któ­rym wszyst­kie chwy­ty sta­ły się do­zwo­lo­ne". Po­li­ti do­dał, że "na­wet w okre­sie zim­nej woj­ny KGB i CIA, któ­re pró­bo­wa­ły na wszyst­kie spo­so­by i mia­ły do tego nie­ogra­ni­czo­ne środ­ki, nie do­tar­ły tak bli­sko pa­pie­ża".

O sa­mym pro­ce­sie ka­mer­dy­ne­ra pa­pie­skie­go Pa­ola Ga­brie­le opo­wia­da na­to­miast dru­gi ne­stor wa­ty­ka­ni­stów wło­skich - San­dro Ma­gi­ster. Jego zda­niem po afe­rze Va­ti­le­aks "praw­dzi­wym pro­ble­mem dla Wa­ty­ka­nu oka­za­ło się ze­rwa­nie pak­tu lo­jal­no­ści. To pra­wie śmier­tel­ny cios dla Ku­rii Rzym­skiej. Kie­dy do zdra­dy do­cho­dzi na tak wy­so­kim szcze­blu, nikt nie ma już do ni­ko­go za­ufa­nia". Były to pro­ro­cze sło­wa...

To, co uwi­docz­ni­ło się po­przez afe­rę Va­ti­le­aks, za­po­wia­da­ła już ostat­nia książ­ka Po­li­tie­go, wy­da­na w 2011 roku, za­ty­tu­ło­wa­na Jo­seph Rat­zin­ger. Cri­si di un pa­pa­to (Jo­seph Rat­zin­ger. Kry­zys pa­pie­stwa), któ­ra mó­wi­ła o trud­no­ściach tego pon­ty­fi­ka­tu, tak­że w za­rzą­dza­niu Ku­rią Rzym­ską. Były wa­ty­ka­ni­sta dzien­ni­ka "La Re­pub­bli­ca" po­wie­dział mi wte­dy: "My, dzien­ni­ka­rze, mu­si­my być jak sej­smo­gra­fy, któ­re ostrze­ga­ją, gdy zie­mia ma się za­trząść. Dla­te­go też kie­dy ja­kiś rząd, za­rząd spół­ki czy na­wet przy­wód­ca re­li­gij­ny wcho­dzi na dro­gę sta­gna­cji oraz nie­moż­no­ści za­rzą­dza­nia, po­win­ni­śmy o tym ostrze­gać, gdyż to pro­wa­dzi do kry­zy­su".

Po­li­ti jako pierw­szy w wy­wia­dzie z kar­dy­na­łem Jo­se­phem Rat­zin­ge­rem, prze­pro­wa­dzo­nym w 2004 roku, prze­wi­dy­wał jego wy­bór i rów­nież jako pierw­szy zro­zu­miał, że ma on za­miar ab­dy­ko­wać. Już w roz­mo­wie, któ­rą prze­pro­wa­dzi­li­śmy dwa lata temu i któ­ra zo­sta­ła opu­bli­ko­wa­na przez ty­go­dnik "Po­li­ty­ka", wło­ski wa­ty­ka­ni­sta po­wie­dział: "Be­ne­dykt XVI jest pierw­szym pa­pie­żem, któ­ry mówi otwar­cie - w książ­ce-wy­wia­dzie Świa­tłość świa­ta - że je­że­li pa­pież nie czu­je się już na si­łach być pa­pie­żem pod wzglę­dem fi­zycz­nym, psy­chicz­nym czy psy­cho­lo­gicz­nym, ma pra­wo, a na­wet obo­wią­zek zło­żyć dy­mi­sję. Mamy więc do czy­nie­nia z oso­bą, któ­ra nie chce być pa­pie­żem za wszel­ką cenę i nie wy­obra­ża so­bie rzą­dze­nia Ko­ścio­łem w sta­nie, w ja­kim ro­bił to cięż­ko cho­ry Woj­ty­ła. Dla­te­go Be­ne­dykt XVI może zde­cy­do­wać się w przy­szło­ści zło­żyć dy­mi­sję i to bę­dzie jego wiel­ka, ra­dy­kal­na re­for­ma Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go".

Zda­niem Po­li­tie­go za pon­ty­fi­ka­tu Rat­zin­ge­ra mia­ły miej­sce tyl­ko trzy re­for­my, a do wpro­wa­dze­nia dwóch z nich pa­pież zo­stał zmu­szo­ny. Pierw­sza, do­ty­czą­ca fi­nan­sów wa­ty­kań­skich i In­sty­tu­tu Dzieł Re­li­gij­nych, któ­ry mu­siał wresz­cie za­ak­cep­to­wać nor­my mię­dzy­na­ro­do­we prze­ciw­ko pra­niu pie­nię­dzy, zo­sta­ła na­rzu­co­na pod pre­sją świa­ta fi­nan­sów, IOR bo­wiem nie mógł funk­cjo­no­wać jako raj po­dat­ko­wy. Dru­ga re­for­ma, któ­ra nie ma jesz­cze osta­tecz­ne­go kształ­tu, to su­row­sze kary dla księ­ży do­pusz­cza­ją­cych się prze­stępstw sek­su­al­nych na nie­let­nich - ta jed­nak jest kon­se­kwen­cją wy­bu­chu skan­da­lu pe­do­fi­lii w Ko­ście­le ka­to­lic­kim. Re­for­ma, jaką Be­ne­dykt XVI wpro­wa­dził z wła­snej woli, to zrów­na­nie mszy przed­so­bo­ro­wej z mszą Paw­ła VI - czy­li po­now­ne od­wró­ce­nie księ­ży od wier­nych... To po­dzie­li­ło Ko­ściół i świat ka­to­lic­ki. "To wiel­ka me­ta­fo­ra tego pon­ty­fi­ka­tu" - pod­su­mo­wu­je Mar­co Po­li­ti.

Na­to­miast zda­niem by­łe­go wa­ty­ka­ni­sty "L'Espres­so", San­dro Ma­gi­ste­ra: "Może się wy­da­wać, że Be­ne­dykt XVI nie rzą­dził Wa­ty­ka­nem lub nie ra­dził so­bie z rzą­da­mi. Jest jed­nak od­wrot­nie - to pa­pież, któ­ry wpro­wa­dzał re­for­my w Ku­rii Rzym­skiej, i na­ma­cal­nym tego do­wo­dem jest wła­śnie Va­ti­le­aks".

Pa­olo Flo­res d'Ar­ca­is, wło­ski fi­lo­zof i pu­bli­cy­sta, re­dak­tor na­czel­ny ma­ga­zy­nu "Mi­cro­Me­ga", dwu­dzie­ste­go pierw­sze­go wrze­śnia 2000 roku w rzym­skim te­atrze Qu­iri­no od­był słyn­ną de­ba­tę z kar­dy­na­łem Jo­se­phem Rat­zin­ge­rem, za­ty­tu­ło­wa­ną Con­tro­ver­sia su Dio (Spór o Boga). Dzie­sięć lat póź­niej Flo­res d'Ar­ca­is wy­dał książ­kę La sfi­da oscu­ran­ti­sta di Jo­seph Rat­zin­ger (Ob­sku­ranc­kie wy­zwa­nie Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra), któ­ra jest otwar­tą kry­ty­ką pa­pie­ża Be­ne­dyk­ta XVI. Gdy za­py­ta­łam wło­skie­go fi­lo­zo­fa, dla­cze­go tak czę­sto uży­wa okre­śle­nia "ob­sku­ran­tyzm" w sto­sun­ku do naj­wyż­szych przed­sta­wi­cie­li Ko­ścio­ła, od­po­wie­dział mi: "Wy­da­je mi się, że wszyst­kie dzia­ła­nia pa­pie­ży - naj­pierw Ka­ro­la Woj­ty­ły, a po­tem Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra - są przy­kła­dem ob­sku­ranc­kiej wal­ki ze spad­kiem fi­lo­zo­ficz­nym, jaki po­zo­sta­wi­ła po so­bie epo­ka ro­zu­mu i mo­der­nizm ka­to­lic­ki. Oczy­wi­ście ma to wy­dźwięk po­le­micz­ny, ale je­stem przy­wią­za­ny do tego sło­wa ze wzglę­du na jego fi­lo­lo­gicz­ne zna­cze­nie. Od­da­je ono ide­al­nie cha­rak­ter tych dwóch pon­ty­fi­ka­tów". Flo­res d'Ar­ca­is jest bar­dzo kry­tycz­ny wo­bec Ko­ścio­ła i twier­dzi, że chce on na­rzu­cić swój sza­riat, na­zy­wa­ny pra­wem na­tu­ral­nym, wszyst­kim spo­łe­czeń­stwom, w któ­rych za re­li­gię więk­szo­ścio­wą uzna­wa­ny jest ka­to­li­cyzm.

Rat­zin­ger nie chciał po­zo­stać pa­pie­żem - przy­po­mi­nał w tym po­stać z fil­mu Nan­nie­go Mo­ret­tie­go Ha­be­mus Pa­pam - Mamy pa­pie­ża. Nie miał wiel­kich am­bi­cji przy­wód­czych. Był szcze­ry w swo­jej skrom­no­ści. Za pon­ty­fi­ka­tu Jana Paw­ła II trzy­krot­nie pra­gnął po­dać się do dy­mi­sji. A za­raz po wy­bo­rze na pa­pie­ża ogar­nął go strach. W swo­ich roz­mo­wach z nie­miec­kim dzien­ni­ka­rzem Pe­te­rem Se­ewal­dem mó­wił: "Dla mnie wy­bór na pa­pie­ża to było zbli­ża­nie się do gi­lo­ty­ny. Pro­si­łem Boga: Ty mnie po­sta­wi­łeś w tej sy­tu­acji, te­raz mu­sisz mi po­móc".

Już rok przed dy­mi­sją Be­ne­dyk­ta XVI pra­łat Lu­igi Bet­taz­zi w pro­gra­mie ra­dio­wym po­sta­wił hi­po­te­zę, że pa­pież mógł­by zre­zy­gno­wać. "Be­ne­dykt XVI pod­jął de­cy­zję o re­zy­gna­cji ze sta­no­wi­ska, aby nie po­zo­sta­wić przy­wódz­twa Ko­ścio­ła w rę­kach współ­pra­cow­ni­ków, jak to się sta­ło z Woj­ty­łą. Pa­pież Jan Pa­weł II chciał przejść na eme­ry­tu­rę, ale mu nie po­zwo­lo­no" - mó­wił Bet­taz­zi trzy­na­ste­go lu­te­go 2012 roku. W tym sa­mym cza­sie wło­ski dzien­nik "Il Fat­to Qu­oti­dia­no" pi­sał o rze­ko­mym za­ma­chu na Jo­se­pha Rat­zin­ge­ra. To bar­dzo ta­jem­ni­cza hi­sto­ria - nie wia­do­mo, czy rze­czy­wi­ście był pla­no­wa­ny ja­kiś spi­sek na ży­cie pa­pie­ża, czy też ta in­for­ma­cja mia­ła być jed­nym z uspra­wie­dli­wień pla­no­wa­nej ab­dy­ka­cji.

Choć ofi­cjal­nym jej po­wo­dem był po­gar­sza­ją­cy się stan zdro­wia osiem­dzie­się­cio­pię­cio­let­nie­go pa­pie­ża, spe­ku­la­cje me­dial­ne tuż przed dy­mi­sją nie usta­wa­ły. W wy­da­nym ko­mu­ni­ka­cie Se­kre­ta­riat Sta­nu Sto­li­cy Apo­stol­skiej od­niósł się bar­dzo kry­tycz­nie do se­rii ar­ty­ku­łów w pra­sie, su­ge­ru­ją­cych, że to we­wnętrz­ne kon­flik­ty i in­try­gi wśród hie­rar­chii ko­ściel­nej są praw­dzi­wym po­wo­dem de­cy­zji Be­ne­dyk­ta XVI. Uznał, że me­dia roz­po­wszech­nia­ją nie­po­twier­dzo­ne czy wręcz fał­szy­we in­for­ma­cje na te­mat tego, co się rze­ko­mo dzie­je za Spi­żo­wą Bra­mą, i że pró­bu­ją w ten spo­sób wpły­nąć na kar­dy­na­łów elek­to­rów przed kon­kla­we.

Z tego też po­wo­du do jed­nej z roz­mów za­my­ka­ją­cych Gło­sy spo­za chó­ru za­pro­si­łam wa­ty­ka­ni­stę "Pa­no­ra­my", Igna­zia In­grao, któ­re­go ar­ty­kuł Il do­ssier se­gre­to con­di­zio­ne­ra conc­la­ve wy­wo­łał tak sil­ną re­ak­cję hie­rar­chii wa­ty­kań­skiej.

Tom za­my­ka roz­mo­wa z Clau­diem Ren­di­ną - pi­sa­rzem i hi­sto­ry­kiem, au­to­rem licz­nych ksią­żek, któ­re przy­nio­sły mu ol­brzy­mią po­pu­lar­ność we Wło­szech i za gra­ni­cą. Zna­ne­go hi­sto­rio­gra­fa nie mo­głam nie za­py­tać o pro­roc­two Ma­la­chia­sza, któ­re­go cień to­wa­rzy­szył ab­dy­ka­cji Be­ne­dyk­ta XVI. "To pro­roc­two wska­zu­je dwie­ście sześć­dzie­sią­te­go szó­ste­go pa­pie­ża, czy­li tego ostat­nie­go, jako Pio­tra. Może być to jed­nak tyl­ko sym­bo­licz­ne imię, inne niż rze­czy­wi­ście przy­ję­te, bo każ­dy pa­pież jest prze­cież na­stęp­cą świę­te­go Pio­tra. Prze­po­wia­da się rów­nież prze­śla­do­wa­nia Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go i znisz­cze­nie Rzy­mu oraz Pa­ru­zję - czy­li po­wtór­ne przyj­ście Je­zu­sa Chry­stu­sa jako sę­dzie­go świa­ta. Po­win­no to na­stą­pić czte­ry­sta czter­dzie­ści dwa lata od "środ­ka zna­ku" przy­pa­da­ją­ce­go na 1585 rok. Do­ko­nu­jąc pro­ste­go ra­chun­ku (442 + 1584), mo­że­my ob­li­czyć, że pro­roc­two Ma­la­chia­sza po­win­no się speł­nić w 2026 roku, czy­li za trzy­na­ście lat".

Clau­dio Ren­di­na twier­dzi, że przy­szłość Ko­ścio­ła nie wró­ży ni­cze­go do­bre­go, gdyż re­for­my, któ­re na­le­ża­ło prze­pro­wa­dzić już wie­le lat temu, aby uczy­nić go bar­dziej no­wo­cze­snym i otwar­tym, pod­czas ostat­nich dwóch pon­ty­fi­ka­tów zo­sta­ły cał­ko­wi­cie za­ha­mo­wa­ne: "Mo­że­my tyl­ko mieć na­dzie­ję, że na­stęp­ca Rat­zin­ge­ra bę­dzie miał wię­cej od­wa­gi, aby do­ko­nać ko­niecz­nych re­form. Chy­ba że jest on wła­śnie tym Pio­trem Rzy­mia­ni­nem z pro­roc­twa Ma­la­chia­sza, a wte­dy Je­zus Chry­stus bę­dzie mu­siał na­praw­dę po­wró­cić na zie­mię i sa­me­mu wie­le na­pra­wić w swo­im Ko­ście­le".

W Gło­sach spo­za chó­ru roz­ma­wia się o wy­da­rze­niach i fak­tach z naj­now­szej hi­sto­rii Ko­ścio­ła. To Ko­ściół po­stwoj­ty­ło­wy pod rzą­da­mi Rat­zin­ge­ra czy Ko­ściół Rat­zin­ge­ra w epo­ce po­stwoj­ty­ło­wej? "Na to py­ta­nie jest jesz­cze za wcze­śnie - stwier­dza Pa­olo Flo­res d'Ar­ca­is. - Do­pie­ro w trak­cie no­we­go pon­ty­fi­ka­tu bę­dzie­my mo­gli oce­nić, czy Rat­zin­ger miał wpływ - i jaki - na Ko­ściół ka­to­lic­ki. Czy jego rzą­dy przy­nio­sły ja­kieś kon­kret­ne i trwa­łe zmia­ny, któ­re za­owo­cu­ją w przy­szło­ści".

Ko­ściół to wiel­ka i waż­na in­sty­tu­cja, któ­ra ma róż­ne ob­li­cza oraz wie­le dusz. Miej­my na­dzie­ję, że wszyst­kie sta­ra­nia Be­ne­dyk­ta XVI o jego "przej­rzy­stość" przy­nio­są re­zul­ta­ty.

Wy­wiad z Ju­liem Al­ga­?a­ra­zem, ko­re­spon­den­tem za­gra­nicz­nym ar­gen­tyń­skie­go dzien­ni­ka "Cla­rín", prze­pro­wa­dzi­łam w li­sto­pa­dzie 2012 roku, za­nim kar­dy­nał Jor­ge Ma­rio Ber­go­glio zo­stał Fran­cisz­kiem. Od daw­na mó­wi­ło się, że był on "pa­pie­żem re­zer­wo­wym", gdyż - we­dług re­kon­struk­cji wa­ty­ka­ni­sty Lu­cia Bru­nel­le­go, opar­tej na dzien­ni­ku jed­ne­go z kar­dy­na­łów i opu­bli­ko­wa­nej w ma­ga­zy­nie "Li­mes" - na kon­kla­we w 2005 roku zdo­był naj­wię­cej gło­sów po Jo­se­phie Rat­zin­ge­rze.

Ar­ty­kuł Ho­ra­cia Ver­bit­sky'ego Men­ti­ras y ca­lum­nias (Kłam­stwa i oszczer­stwa), któ­ry uka­zał się za­rów­no w ar­gen­tyń­skim dzien­ni­ku "Pági­na/12", jak i w hisz­pań­skim "El País" w 2010 roku, od­bił się sze­ro­kim echem i wie­le osób za­sta­na­wia­ło się, jak to moż­li­we, że kar­dy­nał Ber­go­glio jest ty­po­wa­ny jako pa­pa­bi­li.

Po jego wy­bo­rze na tron Pio­tro­wy Wa­ty­kan usta­mi rzecz­ni­ka pra­so­we­go, ojca Fe­de­ri­ca Lom­bar­die­go, za­prze­czył, ja­ko­by "oj­ciec Fran­ci­szek miał ja­kie­kol­wiek związ­ki z dyk­ta­tu­rą woj­sko­wą", i do­dał, że są to "oskar­że­nia le­wi­cy an­ty­kle­ry­kal­nej". Lom­bar­di oświad­czył rów­nież, że je­zu­ita Fran­ci­sco Ja­lics - je­den z księ­ży, któ­rzy wraz z Or­lan­dem Yorio (zmar­łym w 2000 roku) byli za­trzy­ma­ni, wię­zie­ni i tor­tu­ro­wa­ni w cza­sach dyk­ta­tu­ry - zło­żył de­kla­ra­cję, że "po wszyst­kim wraz z Yoriem spo­tka­li się z kar­dy­na­łem Ber­go­glio, ów­cze­snym bi­sku­pem Bu­enos Aires, i wspól­nie od­pra­wi­li mszę w har­mo­nii i po­ko­ju".

Oj­ciec Lom­bar­di do­dał rów­nież, że no­bli­sta Pérez Esqu­ivel, któ­ry "nie jest przy­chyl­ny Ko­ścio­ło­wi", sta­nął swe­go cza­su w obro­nie przy­szłe­go pa­pie­ża, mó­wiąc: "Byli bi­sku­pi, któ­rzy współ­pra­co­wa­li z dyk­ta­tu­rą, ale Ber­go­glio - nie". Rzecz­nik pra­so­wy Wa­ty­ka­nu za­de­kla­ro­wał też, że "nie było kon­kret­nych oskar­żeń w sto­sun­ku do kar­dy­na­ła Ber­go­glio i że ar­gen­tyń­ski wy­miar spra­wie­dli­wo­ści tyl­ko raz prze­słu­chi­wał go jako świad­ka". Wspo­mniał, że sto­wa­rzy­sze­nie 24 de Ma­rzo (24 Mar­ca), któ­re wie­lo­krot­nie było w pro­ce­sach stro­ną cy­wil­ną, nie ma w sto­sun­ku do Ber­go­glia żad­nych wąt­pli­wo­ści. Ist­nie­je na­to­miast wie­le świa­dectw po­twier­dza­ją­cych, że kar­dy­nał chro­nił licz­ne oso­by przed re­pre­sja­mi dyk­ta­tu­ry. Był rów­nież pro­mo­to­rem mea cul­pa Ko­ścio­ła ar­gen­tyń­skie­go.

Po de­cy­zji kon­kla­we po­sta­no­wi­łam do­dać tę notę przed­sta­wia­ją­cą sta­no­wi­sko Wa­ty­ka­nu, gdyż Gło­sy spo­za chó­ru nie ata­ku­ją no­we­go pa­pie­ża, lecz na pod­sta­wie do­głęb­nych ana­liz i zna­jo­mo­ści fak­tów je­dy­nie "prze­po­wia­da­ją" jego wy­bór.

Jak pi­sał Giu­sep­pe To­ma­si di Lam­pe­du­sa w po­wie­ści Lam­part: "Je­śli chce­my, by wszyst­ko po­zo­sta­ło tak, jak jest, wszyst­ko się musi zmie­nić".

Agniesz­ka Za­krze­wicz

Rzym, 31 mar­ca 2013 roku