Rozdział 1
Normalny początek... z pozoru (Evangelina)
Słońce zachodziło, a niebo płonęło kolorami, co oznaczało, że ten dzień chylił się powoli ku końcowi.
Ja, jak zwykle o tej porze, siedziałam w swoim pokoju w mieszkaniu mojej mamy.
Moi rodzice rozstali się, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem, od tego czasu mieszkałam z mamą, ale tatę odwiedzałam tak często, jak chciałam. ponieważ moi rodzice nawet pomimo rozstania pozostali w dobrych relacjach. Dlatego ja z mamą mieszkałam zaledwie kilka domów dalej niż tata, na tej samej ulicy.
Jutro właśnie miał być dzień, w którym miałam odwiedzić tatę. Bardzo się z tego powodu cieszyłam.
Mój tata był z zawodu businessmanem, z zamiłowania czasami pisywał wiersze.
Wieczorem z tych emocji aż nie mogłam zasnąć. Całą noc wierciłam się z boku na bok, nie mogąc znaleźć sobie miejsca na łóżku. W końcu jednak zasnęłam.
Nazajutrz, pomimo wczorajszych problemów z zaśnięciem, obudziłam się bardzo wypoczęta.
Ubrałam się w ubrania, które często nosiłam. Czyste, rozsądne, w większości kolorowe i dobrze dopasowane.
Po zjedzeniu szybkiego śniadania poinformowałam mamę, że będę się już zbierać do taty. Nie miała nic przeciwko więc wyszłam prędko z domu.
Skierowałam się w odpowiednią stronę i szłam kilka minut. W końcu udało mi się dotrzeć pod dom taty. Był to dwupiętrowy, aczkolwiek nieduży, jednorodzinny dom. Mój tata miał stabilną, bardzo dobrą sytuację finansową, więc mógł sobie pozwolić na o wiele większy i bardziej okazały dom, jednak był człowiekiem z natury skromnym i lubiącym prostotę.
Po rozstaniu z moją mamą mój tata miał jeszcze dwie partnerki. Z każdą z nich udało mi się stworzyć fajne relacje. Jednak te związki w pewnym momencie z różnych przyczyn rozpadały się. Mój tata jednak ze wszystkimi swoimi poprzednimi partnerkami utrzymywał poprawne relacje.
Od dobrych kilku lat ponownie był w związku, który dobrze rokował. Choć to, że dobrze rokował nie oznaczało tego, że tym razem to już będzie "ta jedyna". Spodziewałam się, że ten związek może też kiedyś się rozpaść.
Tymczasem wyrwałam się ze swojego potoku myśli i zapukałam do drzwi. Stojąc przed nimi odczuwałam zawsze jakiś dziwny spokój, melancholię... Miałam po prostu poczucie bezpieczeństwa.
Czekałam chwilę, mój oddech mimowolnie zwolnił. Po chwili usłyszałam kroki kierujące się ku drzwiom. Po chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich mój tata.
Mężczyzna miał metr siedemdziesiąt siedem wzrostu. Jego cera była jasna. Miał krótkie, proste, czarne włosy i brązowe oczy. Ubierał się przeważnie bardzo elegancko, ale jednocześnie bardzo skromnie. Większość jego ubrań była w ciemnej kolorystyce. Na szyi zawsze miał zawieszony nieduży, srebrny medalik z Matką Boską.
Miał też jedną cechę charakterystyczną. Była nią dość długa szrama na klatce piersiowej. Nawet ja nie miałam pojęcia, skąd ona się tak na dobrą sprawę wzięła.
Tymczasem z rozmyślań wyrwał mnie głos taty.
- Eva, kochanie moje!
- Hej, Tato. Co słychać? - zapytałam wchodząc do domu i z miejsca przytulając tatę, on odwzajemnił gest.
- No wiesz, ogólnie u mnie wszystko okej.
Powiedział to jednak tak niepewnym tonem, że stwierdziłam, iż podrążę jeszcze temat.
- Ale? - zapytałam siadając przy dużym, drewnianym, ciemnym stole w kuchni. Było to pomieszczenie niewielkie, acz bardzo przytulne z oknem wychodzącym na podwórze. Kolor ścian był jasny, kremowy co optycznie wydłużało pomieszczenie. Podłoga, na którą składały się panele, była ciemna, kontrastowała z jasnymi ścianami. Meble w kuchni również były ciemne, drewniane. Na ścianie, przy której stał stół wisiał również prosty, drewniany krzyż.
- Rozstałem się z Nicolette.- powiedział sięgając kubek z szafki i pytając mnie.- Herbaty, córuś?
- Pewnie.- odpowiedziałam zdezorientowana- Wracając do tematu, dlaczego się rozstaliście? - dodałam śledząc go wzrokiem. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że musiał coś przede mną ukrywać.
- Co mam Ci powiedzieć kochanie, nie wyszło nam coś i tyle Zdarza się.- powiedział stawiając przede mną kubek z aromatycznym napojem.
Postanowiłam nie drążyć tego tematu. Coś czułam, że i tak nic więcej z niego nie wyciągnę. Po chwili mężczyzna napomknął jakby przypadkiem.
- A ty jakoś niedługo nie masz balu w szkole?
- No, tak. W sumie za trzy tygodnie.- odpowiedziałam patrząc na niego zdezorientowana tą nagłą zmianą tematu.
- A masz już sukienkę jakąś wybraną na ten bal?
- Nie, tato. Wiesz, jeszcze w sumie inspiracji szukam, bo nie wiem, jak dokładnie chciałabym, żeby wyglądała moja sukienka.
- W tej sytuacji chodź ze mną.- powiedział kierując się w stronę salonu. Salon był dużym, przestronnym pomieszczeniem z błękitnymi ścianami, jasną podłogą, drewnianymi meblami, jasną kanapą i telewizorem. Tuż nad tym ostatnim wisiał obraz przedstawiający świętego Józefa. Zabrałam kubek i ruszyłam za nim. Usiadłam na kanapie, kiedy on przeszukiwał jedną z szuflad komody.
- Znalazłem! - oznajmił dumny, trzymając stary album ze zdjęciami.
- Stary album? - powiedziałam biorąc łyk herbaty. Na ten widok oczy prawie wyszły mi z orbit, tak byłam zdziwiona- Stary album ma mi pomóc z wyborem sukienki?
- Nie byle jaki album, kochana! To jest album z mojego liceum. Nawet nie wiesz, jakie cudne suknie dziewczyny nosiły na nasze bale.
- No...Dobra. Skoro mówisz, że tu znajdę jakąś ciekawą inspirację.- powiedziałam do ojca niepewnie.
On po chwili przysiadł się do mnie i otworzył album. Rzeczywiście panie na omawianych zdjęciach na balach szkolnych w czasach taty były ubrane całkiem nie najgorzej, ale mój wzrok niemal natychmiast przyciągnęło coś innego niż ich balowe kreacje.
Było to zdjęcie, prawdopodobnie też z któregoś z tychże balów, na którym ukazanych było czterech, bardzo młodych jeszcze, chłopaczków.
Jednym z nich bez dwóch zdań był mój tata. Za nic jednak nie mogłam skojarzyć pozostałej trójki.
Jeden z nich miał, tak na oko, metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. Miał jasną cerę, krótkie, proste, jasnobrązowe włosy i ciemnozielone oczy. Był ubrany, zresztą tak jak cała reszta chłopaczków, w garnitur.
Drugi młody mężczyzna z fotografii miał na oko metr osiemdziesiąt. Albo więc był nieco starszy od reszty albo po prostu z natury był nieco wyższy niż przeciętnie chłopcy w jego wieku. Jego skóra była dość blada, miał krótkie, kręcone, brązowe włosy i niebieskie oczy. Oczywiście również był ubrany w garnitur.
Trzeci z nich też musiał być starszy albo wyższy niż rówieśnicy, bo tak na oko mógł mieć metr siedemdziesiąt osiem. Miał on jasną cerę, krótkie, falowane blond włosy i niebieskie oczy. Oczywiście ubrany był w garnitur.
- Tato, co to za chłopacy na tym zdjęciu? Znasz ich? Bo chyba nigdy nie widziałam, żebyś się z nimi spotkał.- Zagaiłam rozmowę, zwracając uwagę ojca na to konkretne zdjęcie. On spojrzał na nie przez krótką chwilę, jego źrenice momentalnie skurczyły się, po czym wzdrygnął ramionami, a raczej ledwo zauważalnie zatrząsł całym ciałem i powiedział.
- A, oni... Tacy tam starzy znajomi, w sumie w czasach liceum ledwo co parę razy gadaliśmy a potem kontakt nam się urwał...
Jednak ja w tej jego wypowiedzi wyczułam jakby...nieszczerość. Moment, kiedy spojrzał na to zdjęcie był bardzo krótki, dokładnie tak, jakby on wcale nie chciał na nie patrzeć. Zmartwiło mnie to bardzo, więc po chwili spojrzałam na niego i zapytałam z troską.
- Tato, wszystko z tobą dobrze? Wyglądasz na zmartwionego. Coś cię trapi?
- Co? A...Nie, nie rybko. Wszystko ze mną w porządku, jestem tylko trochę zmęczony, bo poprzedniej nocy coś słabo spałem. To wszystko.- powiedział do mnie.
Rozdział 2
Wielka tajemnica? (Evangelina)
Po chwili ciszy mężczyzna dodał.
- Wiesz co, Eva? Ja chyba pójdę na chwilę do ogrodu się przewietrzyć. Za parę minut do Ciebie wracam.
Przytaknęłam tylko. Rzeczywiście po tym, jak bliżej mu się przyjrzałam to zauważyłam, że nieco zbladł i w ogóle wyglądał jakby rzeczywiście nagle zrobiło mu się niedobrze.
Nie bardzo jednak rozumiałam, czemu akurat teraz tata potrzebował iść się przewietrzyć. Miałam tylko wrażenie, że to może mieć związek z tym zdjęciem, które mu przed chwilą pokazałam.
Wydawało mi się, że on bał się czegoś na tym zdjęciu. Czegoś albo kogoś.
Po chwili jednak przestałam o tym myśleć, bo usłyszałam dźwięk wiadomości SMS.
Jednak nie był to dźwięk mojego telefonu, więc musiał to być telefon taty. Widocznie musiał go zostawić, kiedy wychodził.
Zastanawiałam się, czy spojrzeć kto to taki do niego napisał.
Jeśli mój tata i Nicolette rozstali się już jakiś dłuższy czas temu to może miał on już nową dziewczynę?
Jednak wtedy chyba powiedziałby mi o tym...
Z drugiej strony patrzenie w czyiś telefon bez pytania albo w ogóle branie takowego urządzenia bez pytania byłoby bardzo niegrzeczne.
Ja jednak nie mogłam się powstrzymać, wzięłam więc telefon do ręki.
Odblokowałam go i moim oczom ukazała się tapeta w telefonie, jednak była ona zmieniona...
Na tej tapecie widniało zdjęcie mojego taty, ale nie był na nim sam.
Na tym zdjęciu był z drugim mężczyzną. Oczywiście kojarzyłam go. Tata poznał go kiedyś przy jakimś wyjeździe z pracy.
Nazywał się Christophe.
Miał metr osiemdziesiąt trzy wzrostu, jasną cerę, krótkie, lekko kręcone, ciemnobrązowe włosy, zarost na całej brodzie oraz niebieskie oczy.
Miał też parę cech charakterystycznych jak przekłuta prawa brew, liczne tatuaże na szyi, prawym ramieniu, brzuchu, plecach i nadgarstku.
Przeważnie nosił ekskluzywne i z lekka ekstrawaganckie ubrania, w większości czarne.
Dużo bardziej zastanawiająca była dla mnie poza, w której obaj Panowie zapozowali do tego zdjęcia.
Mianowicie oboje na tym zdjęciu trzymali się za ręce.
Nie ukrywam, że było to dla mnie bardzo zadziwiające, a sytuacja wyglądała bardzo dwuznaczna i wzbudziła we mnie wiele wątpliwości.
Po chwili jednak przypomniałam sobie, że moją uwagę w zasadzie przykuł dźwięk przychodzącego SMS z komórki taty.
I rzeczywiście, poza tapetą na ekranie startowym było powiadomienie.
Wiadomość, co interesujące, napisał właśnie Christophe.
Przeczytałam ją, nie wchodząc w nią jednak aby nie widniała jako odczytana, bo tata szybko zorientowałby się, że szperałam mu w telefonie.
Treść tej wiadomości zaskoczyła mnie chyba jeszcze bardziej niż zobaczone przed chwilą zdjęcie, bowiem brzmiała ona:
"Twój głos to mój ulubiony dźwięk".
Niby taki niewinny SMS, jednak mnie coś tu nie pasowało.
Po krótkiej chwili zaczęłam się domyślać, jaka prawda kryła się za tym zdjęciem.
Ta informacja sprawiła, że byłam nawet nie tyle zdenerwowana ile wściekła. Zaczęłam ciężej oddychać, czułam jak moje serce kołatało w mojej piersi...Czułam trzęsienie rąk, w których ledwo trzymałam komórkę ojca...czułam też nagłe uderzenia gorąca.
To by oznaczało, że większość mojego życia to było kłamstwo...Jedno wielkie kłamstwo.
Odeszłam czym prędzej od tego telefonu, bo już nie chciałam widzieć tego wszystkiego.
Po chwili mój ojciec wrócił z ogrodu. Nagle spojrzał na mnie, dokładnie tak jakby sobie o czymś przypomniał, po czym zapytał.
- No i co, przemyślałaś już jak chcesz, aby wyglądała twoja sukienka?
- Sukienka?! Ty mnie teraz o sukienkę pytasz?! A nie uważasz, że powinieneś porozmawiać ze mną o czymś innym, dużo ważniejszym?! Jak mogłeś ukrywać przede mną coś tak ważnego przez dwadzieścia lat?! - Wybuchnęłam nagle, patrząc mu prosto w oczy. - Ale... O...O czym właściwie mówisz, kochanie? Nie mam pojęcia, o co Ci teraz chodzi.- powiedział mężczyzna, patrząc prosto na mnie. Ja jednak nie uwierzyłam w ani jedno jego słowo i wykrzyczałam.
- Już ty dobrze wiesz, o co mi chodzi! Jak można było przed własnym dzieckiem ukrywać coś takiego, i to jeszcze przez prawie całe moje życie?! Powinieneś się wstydzić!
Krzyczałam tak jeszcze dłuższą chwilę. On w tym czasie zamilkł i stał nieruchomo, spuściwszy wzrok w dół na podłogę.
Aż do końca mojego krzyku nie odezwał się ani słowem.
Ja zaś, kiedy już się wykrzyczałam to stwierdziłam, że nie mam ochoty teraz widzieć ojca, więc wyszłam z jego domu, na odchodne trzaskając drzwiami.