Głodni zmiany - James Colquhoun

-
Proszę czekać

Wstęp Nasza historia

Laurentine Ten Bosch i James Colquhoun

Początek naszej historii ma związek z naszą rodziną. W 2003 roku u mojego ojca Roya zdiagnozowano zespół przewlekłego zmęczenia. W nazwie tej choroby znajduje się słowo "zespół", ponieważ jej przyczyny są nieznane i nie mamy na nią dobrego lekarstwa. Wówczas nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo wpłynie ona na nasze życie. Sądziliśmy, że możemy zlecić jej leczenie profesjonalistom i żyć jak dawniej. Bardzo się myliliśmy.

Przez następne pięć lat Roy dnie spędzał w łóżku, a jego noce często były przerywane atakami paniki, co było spodziewanym skutkiem ubocznym zażywanych leków. Powstało błędne koło - Roy zażywał dwa lub trzy leki na swoją chorobę i tyle samo, żeby zwalczyć skutki uboczne. Przybrał na wadze 25 kilogramów i stale był ospały.

Obserwowanie pogarszającego się stanu zdrowia Roya było dla nas bolesnym doświadczeniem. Przestał być energicznym, zaangażowanym, aktywnym mężczyzną, którego znaliśmy wcześniej. Zanim zdiagnozowano u niego zespół chronicznego zmęczenia, Roy był księgowym, doradcą podatkowym i właścicielem firmy. Jego zajęcie, czyli doradzanie firmom i zamożnym osobom, wiązało się z dużą finansową odpowiedzialnością. Całe dnie wypełniała mu intensywna, długa praca. Jadł w biegu, spożywał duże ilości cukru i kawy, a po ciężkim dniu w biurze wypijał mnóstwo piw z kolegami w prawdziwie australijskim stylu.

Żeby poradzić sobie ze stresującym, szybkim tempem życia, Roy, podobnie jak wielu z nas, sięgał po produkty z obniżoną zawartością tłuszczu i dietetyczne napoje gazowane - wszystko, co wydawało się choć trochę zdrowe. Miał świadomość, że praca obciąża jego zdrowie, i szukał czegoś, co stanowiłoby przeciwwagę dla niepożądanych efektów. Jeżeli tylko coś oznakowane było jako "zdrowy" produkt lub było polecane przez lekarza, lądowało na naszym stole.

Kiedy fizyczne i psychiczne trudy pracy w końcu złamały Roya, szukał pomocy u lekarzy, tak jak i my byśmy zrobili na jego miejscu. Roy przybierał na wadze, nie potrafił rano wstać z łóżka i miał problemy ze snem. Cały dzień czuł się zmęczony. Odwiedził wielu lekarzy, w tym naszego długoletniego lekarza rodzinnego. Od razu zaordynowali mu różne kuracje. Nikt nie zasugerował zmiany diety lub zwyczajów żywieniowych ani nie zarekomendował nowych sposobów na radzenie sobie ze stresem. Ich rada była prosta - weź tabletki i zobaczymy, jak będziesz się czuł.

Trudno się dziwić, że stan zdrowia Roya ciągle się pogarszał. Ojciec nie przestawał chodzić do lekarzy, a ci przepisywali mu coraz to nowe leki. Byli zdeterminowani, żeby wypróbowywać najróżniejsze "koktajle" i przekonać się, która magiczna mieszanka zadziała. Roy miał nadzieję, że lekarze znajdą chemiczne rozwiązanie. Nie miał powodów, by sądzić inaczej.

W końcu jednak Roy musiał sprzedać swój biznes. Był to smutny dzień - dla niego i dla nas. Firma była celem i misją jego życia i gdy przekazywał ją w inne ręce, czuł, że oddaje kawałek siebie, cząstkę swojej tożsamości. W tym samym czasie jego stan stawał się coraz to gorszy, a emocjonalne skutki utraty biznesu doprowadziły go do przewlekłej depresji i zaczęły się u niego pojawiać silne stany lękowe. Im więcej brał leków, tym gorzej się czuł.

Ja i moja żona Laurentine wiedzieliśmy, że musimy interweniować. Zawsze interesowaliśmy się zdrowym odżywianiem się i podzieliliśmy się naszymi niewielkimi wtedy wiadomościami z Royem. Jednak każda nasza próba pomocy spotykała się z ostrym oporem. "Lekarze uczyli się całe życie, żeby pomóc takim osobom jak ja. Co daje wam prawo sądzić, że lepiej się znacie na ich robocie?"

Ponieważ stan zdrowia i ducha Roya ciągle się pogarszał, wraz z Laurentine nie ustawałem w poszukiwaniu sposobów, żeby mu pomóc. Na początku 2003 roku zapisaliśmy się na seminarium Tony'ego Robbinsa. Tony jest znanym na całym świecie mówcą motywacyjnym, ekspertem w swojej dziedzinie. Jego wystąpienie otworzyło nam oczy. Mówiąc, jak ważne jest odżywianie się, Tony wspomniał o warzywach zielonych, zwiększaniu zasadowości, oczyszczaniu organizmu i niebezpieczeństwach związanych z przetworzonym jedzeniem, warzywach i owocach pełnych pestycydów, mięsie i nabiale produkowanych przemysłowo. Nie wiedzieliśmy zbyt wiele na temat zdrowia i właściwego odżywiania się, ale wystąpienie Tony'ego rozbudziło w nas chęć odkrycia prawdy na temat zdrowia i ogólnego dobrostanu. Sięgnęliśmy po każdą książkę, która wpadła w nasze ręce, i zaczęliśmy własne badania.

Wkrótce dowiedzieliśmy się, że jedzenie może być wykorzystywane do leczenia. Przekonaliśmy się również, że system opieki zdrowotnej, rolnictwo i przemysł spożywczy nie są szczególnie zainteresowane naszym zdrowiem. Ich celem przede wszystkim jest zysk. Dowiedzieliśmy się na przykład, że przetwórstwo wielu podstawowych pokarmów nie wiąże się z żadnymi korzyściami zdrowotnymi i odżywczymi. Jego celem jest zwiększenie długości przydatności do spożycia i potencjału marketingowego produktów.

Nie mogliśmy uwierzyć w nasze odkrycia. Ujawnione przez nas fakty przekonały nas, żeby usystematyzować naszą wiedzę w trakcie zajęć kształcących konsultantów żywieniowych w Global College of Natural Medicine. Po skończeniu studiów nabraliśmy jeszcze większego przekonania, że możemy pomóc Royowi.

Zaczęliśmy wysyłać mu książki, które sami czytaliśmy. Niestety nie przynosiło to pożądanego rezultatu. Przekonanie go do przeczytania trzystu stron poświęconych naturalnym środkom leczniczym było tak samo trudne jak sprawienie, by woda popłynęła do góry. Potrzebowaliśmy lepszej metody.

FOOD MATTERS: Jesteś tym, co jesz

Wtedy wpadliśmy z Laurentine na pomysł nakręcenia filmu FOOD MATTERS. Skoro nie mogliśmy przekonać mojego ojca do przeczytania książek poświęconych właściwemu odżywianiu się i powrotowi do zdrowia dzięki wykorzystaniu naturalnych produktów, doszliśmy do wniosku, że prawdopodobnie przekonamy go, żeby zobaczył film na ten temat.

Obejrzeliśmy wiele produkcji poświęconych temu zagadnieniu. Chociaż wśród nich wiele było bardzo dobrych, a niektóre wręcz znakomite, nie mieliśmy nadziei, że mogą pozytywnie wpłynąć na mojego ojca. Spójrzmy prawdzie w oczy, alternatywna medycyna nie ma najlepszej reputacji. Większość osób wyobraża sobie terapeutę stosującego naturalne metody jako kogoś, kto nosi spodnie od dresu, a na podwórku ma porozwieszane kręcące się kolorowe kryształy. Na pewno nie myślą o nim jak o lekarzu, który może im pomóc. W tej kwestii Roy nie różnił się specjalnie od innych. Wiedzieliśmy, że musi spojrzeć na medycynę naturalną z nowej perspektywy. Dlatego postanowiliśmy nakręcić film, który pokaże prawdziwy obraz wspaniałych mężczyzn i kobiet, którzy w swojej pracy stosują sławną maksymę Hipokratesa: "Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem" i zmieniają życie innych.

Zainwestowaliśmy oszczędności całego życia w realizację FOOD MATTERS. Kupiliśmy trochę sprzętu filmowego i podróżowaliśmy po całym świecie - począwszy od Holandii (ojczyzny Laurentine) i Anglii przez wschodnie i zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych po Australię. Naszym celem było przeprowadzenie wywiadów z lekarzami, dietetykami, naukowcami i ekspertami od ogólnego dobrostanu - osobami, których prace studiowaliśmy w trakcie choroby Roya.

Po drugim miesiącu filmowania zanieśliśmy surowy materiał Royo­wi i powiedzieliśmy mu, że nie opuścimy go, dopóki nie poczuje się lepiej. Mieliśmy misję i nikt nie był w stanie nas zatrzymać - nawet Roy i zespół lekarzy. Jako rodzina oglądaliśmy wywiady niepoddane wcześniejszej edycji. Po niedługim czasie Roy złapał bakcyla. Później powiedział, że szczególną uwagę zwrócił na informacje o jednym z zażywanych przez niego leków i jego efektach ubocznych w postaci prób samobójczych. Tego Roy obawiał się najbardziej. Nie mógł uwierzyć, że przemysł farmaceutyczny z całą premedytacją produkuje i sprzedaje produkt, który może doprowadzić ludzi do wyrządzenia sobie krzywdy. Podejście, które zakładało poprawę życia przez zażywanie leków, nie tylko nie pomagało, ale szkodziło. Prawie natychmiast przestał wierzyć przemysłowi medycznemu i nabrał zaufania do starego porzekadła: "Jesteś tym, co jesz".

Wspólnie z Laurentine przeprowadziliśmy to, co lubimy nazywać "audytem lodówki". Wyrzuciliśmy całe jedzenie, które nie było prawdziwe. Pozbyliśmy się wszystkich produktów dietetycznych, całego przetworzonego jedzenia i tłuszczów oraz mięsa i nabiału wytwarzanych przemysłowo. Przeprowadziliśmy Roya przez program oczyszczania organizmu, wprowadzając do jego diety coraz więcej i więcej zdrowych pokarmów. W tym samym czasie pomogliśmy mu odstawić leki dzięki zastosowaniu specjalnych naturalnych suplementów, których działanie ściśle monitorowaliśmy. Roy zgodził się na przyjęcie naszej pomocy wbrew zaleceniom lekarzy. Starali się go nastraszyć i nafaszerować większą ilością leków. Kiedy powiedział im, że chce przerwać ich terapię, opowiedzieli mu mrożące krew w żyłach historie o tym, co może się wydarzyć - wymienili wszystkie potencjalne symptomy związane z rezygnacją z leczenia.

W ciągu kilku miesięcy wrócił stary, dobry Roy. A nawet odrobinę lepszy. Wyszedł z łóżka i ochoczo poruszał się po domu. Zrzucił parę kilogramów, przestał miewać napady strachu i zniknęły objawy depresji. Przesypiał całą noc i każdego ranka budził się wypoczęty i gotowy na przeżycie nowego dnia. Nawet zaczął ponownie biegać - a nie robił tego od lat. Był zupełnie odnowiony. Zwykłe przestawienie się na naturalne pożywienie uwolniło go od zespołu chronicznego zmęczenia, który nękał go przez ponad pięć lat. Oglądanie tej zmiany było niesamowitym doświadczeniem.

Wiedzieliśmy z Laurentine, że musimy pokazać nasz dokument maksymalnie wielu ludziom, żeby wyjaśnić, jakie błędy popełniane są w rolnictwie oraz przemyśle spożywczym i farmaceutycznym, a także, aby zaproponować widzom naturalne rozwiązania ich codziennych problemów zdrowotnych. Od momentu premiery FOOD MATTERS w maju 2008 roku, na całym świecie, od Connecticut po Kambodżę, film, który emitowany jest w dziewięciu językach, zobaczyły miliony osób - w internecie, kinach, telewizji, na pokładach samolotów, a nawet w szpitalach i domach kultury.

GŁODNI zmiany: Twoje zdrowie jest w twoich rękach

Po powrocie Roya do zdrowia szczególnie uderzyła nas reakcja rodziny i przyjaciół. Na spotkaniach rodzinnych i imprezach pierwszą rzeczą, jaką mówili, było: "Świetnie wyglądasz! Twoja skóra wygląda tak zdrowo, sporo schudłeś i wyglądasz młodziej! Jak to osiągnąłeś?". Niespecjalnie zajmowała ich opowieść o tym, jak wyrzucił lekarstwa i walczył z chorobą. Interesował ich wyłącznie jego wygląd i to, jak sami mogą zrzucić parę kilogramów, poprawić swoją cerę i nabrać więcej energii. Wtedy zrozumieliśmy, że czeka nas nakręcenie kolejnego filmu, który będzie miał potencjał dotarcia do jeszcze szerszego grona widzów.

Odkryliśmy, że wielu próbowało - z marnym skutkiem - schudnąć, stosując jedną z modnych diet lub kupując specjalne produkty, które miały im w tym pomóc. Uświadomiliśmy sobie, że zbyt dużo osób zmaga się z nadwagą, otyłością, refluksem żołądkowo-jelitowym, podrażnieniami skóry, nadmiernym łaknieniem, zajadaniem problemów, nadciśnieniem i uzależnieniem od przetworzonych i słodkich produktów. Wszystko to świadczy o tym, że organizm nie znajduje się w równowadze. Wielu z nas zaczęło stosować diety i produkty dietetyczne, po czym stało się niewolnikami niekończącego się cyklu, który nazywamy pułapką dietetyczną. Dobra wiadomość jest jednak taka, że możliwa jest całkowita zmiana stanu zdrowia dzięki naturalnej diecie i świeżemu, pysznemu i wspaniałemu pożywieniu, wypełnionemu składnikami odżywczymi podtrzymującymi nasze życie.

Celem Głodnych zmiany jest pomoc ludziom w ucieczce z pułapki dietetycznej. Przemysł spożywczy przekonał nas, że jego produkty uczynią nas szczęśliwszymi, zdrowszymi, seksowniejszymi i młodszymi. Obietnice te są tak samo puste, jak jedzenie i napoje, które stara się nam sprzedać. Prawda jest taka, że nigdy nie byliśmy grubsi ani bardziej chorzy. Ta książka ujawnia oszukańcze i zmanipulowane strategie przemysłu spożywczego i dietetycznego, które działają rzekomo na rzecz utraty wagi, ale sprawiają, że przychodzimy do nich po więcej, nawet jeśli wiemy, że nie powinniśmy.

Chcieliśmy pokazać wszystkim, że jedyna droga, by zyskać ciało i zdrowie, jakich pragniemy i na jakie zasługujemy, prowadzi przez naturalną dietę. Nie mogliśmy jednak polegać tylko na sobie. Tak samo, jak było to w przypadku FOOD MATTERS, zwróciliśmy się o pomoc do znanych na całym świecie ekspertów w zakresie medycyny naturalnej, kobiet i mężczyzn, którzy po latach zmagań z chorobami i nadwagą odkryli, jak schudnąć, zyskać energię i cieszyć się dobrym zdrowiem. Ich opowieści dowodzą, że można zmienić utrwalane latami złe nawyki żywieniowe i rozpocząć podróż w kierunku lepszego zdrowia.

Zapraszamy cię do przyłączenia się do nas i przejęcia kontroli nad swoim zdrowiem i życiem. Twoje zdrowie jest w twoich rękach.

Przedmowa Twoja ostatnia dieta

Skąd się wzięło przekonanie, że możemy zachować zdrowie, odżywiając się przetworzonymi, wyjałowionymi, pozbawionymi wartościowych składników odżywczych, udającymi prawdziwe pożywienie substancjami? Kiedy zaczęliśmy wierzyć, że przemysłowo wytwarzane chemikalia i przetworzona żywność mogą zastąpić produkty natury? Sto lat temu cała żywność była zdrowa, sezonowa, świeża, pochodziła od lokalnych producentów i była konserwowana sprawdzonymi, naturalnymi metodami. Jedzenie było jedzeniem. Obecnie w Stanach Zjednoczonych mniej niż 3 procent upraw rolnych przeznacza się pod produkcję warzyw i owoców, a powinny one stanowić 80 procent naszej diety. Dzisiaj zbiory warzyw i owoców nie są nawet wystarczające, żeby wszyscy Amerykanie mogli zjadać pięć do dziewięciu porcji tych produktów dziennie, tak jak jest to zalecane.

Większość z nas musi się zadowolić jedzeniem wytworzonym przemysłowo. Kto wie, co czai się w pudełkach, opakowaniach foliowych i puszkach wypełnionych produkowanymi w fabrykach żywności wytworami naukowych eksperymentów. Jeśli frytki mają ponad 20 składników, z których większość nie jest ziemniakami, jeśli serwowane w fast foodach hamburgery prawie nie zawierają mięsa, jeśli przeciętny nastolatek konsumuje dziennie 34 łyżeczki cukru, to znaczy, że żyjemy w żywnościowym koszmarze, horrorze z dziedziny science fiction.

Sam fakt, że w kraju toczy się narodowa debata dotycząca tego, co powinniśmy jeść, że usilnie staramy się określić "najlepszą" dietę, pokazuje najlepiej, jak daleko odeszliśmy od naturalnych warunków, w których rozwijał się nasz gatunek, i od prostego aktu jedzenia prawdziwych, pełnowartościowych, świeżych pokarmów. Jeżeli spożywanie naturalnego jedzenia jest aktem rewolucyjnym, to znaczy, że jesteśmy w poważnych tarapatach.

Przemysł spożywczy, który po rządzie federalnym jest drugim największym pracodawcą w Stanach Zjednoczonych i który ma duży wpływ na media i nadzorujące go organy rządowe (Departament Żywności, Agencję ds. Żywności i Leków czy Kongres), celowo mąci nam w głowach. Produkty o obniżonej zawartości tłuszczu są dobre, więc wydaje się, że wszystko z naklejką "0% tłuszczu" musi być zdrowe. Ale napoje gazowane nie zawierają tłuszczu, a przecież trudno uznać je za przykład zdrowego pożywienia. Obecnie mówi się, żeby zjadać więcej produktów pełnoziarnistych, dlatego oblane cukrową polewą płatki śniadaniowe posypane są drobinkami nieoczyszczonych ziaren zbóż. Nie będą jednak dzięki temu wcale zdrowsze. Moja najlepsza rada - unikajcie produktów, których etykiety zapewniają, że są one zdrowe. A jeszcze lepiej zrobicie, gdy szerokim łukiem będziecie omijać jedzenie z jakimikolwiek etykietami.

Kubki smakowe, procesy chemiczne zachodzące w mózgu, biochemia organizmu, hormony i kuchnie zostały zawłaszczone przez przemysł spożywczy. Udające pożywienie produkty, zapewniając krótkotrwałą przyjemność, oszukują nasze kubki smakowe, ale nie mogą oszukać biologii. Organizm reaguje, odrzucając i pozbywając się śmieci gromadzących się w genach oraz szlakach hormonalnych i biochemicznych. Zdecydowanie musimy się "odśmiecić".

W przetwórstwie przemysłowym stosuje się szeroki wachlarz środków chemicznych i składników, które uzależniają, powodują otyłość i zakłócają metabolizm. Największymi szkodnikami są glutaminian sodu, aspartam, syrop glukozowo-fruktozowy i tłuszcze trans. Naukowcy używają glutaminianu sodu do badania otyłości. To "ekscytotoksyna", która stymuluje mózg, wywołując niekontrolowane łaknienie. Podawana w warunkach laboratoryjnych myszom sprawiała, że jadły zbyt dużo i tyły. Glutaminian sodu znajduje się w 80 procentach przetworzonych produktów spożywczych, często kryjąc się pod nazwą "naturalnych aromatów". Z kolei tłuszcze trans uzyskuje się z olejów roślinnych, które poddawane są obróbce chemicznej mającej zapobiegać niepożądanym działaniom bakterii - dzięki temu ciastka kupione w sklepie mogą latami leżeć na półce w spiżarni. Jednak system energetyczny naszych komórek wywodzi się od bakterii, dlatego mitochondria nie są w stanie przetworzyć tłuszczów trans. Nasz metabolizm zostaje zablokowany, przybieramy na wadze i pojawia się cukrzyca typu 2.

Nasze podniebienia można ogłupić perfidną kombinacją tłuszczu, cukru i soli wpompowaną w żywność produkowaną w fabrykach. Nasze mózgi mogą się od niej uzależnić, ale organizmów nie można oszukać. W rezultacie w Stanach Zjednoczonych otyłość i przewlekłe choroby stały się powszechne.

Trudno się dziwić, że 68 procent Amerykanów ma nadwagę. Od 1960 roku ilość otyłych osób wzrosła z 13 do 36 procent ogółu społeczeństwa, a w najbliższym czasie osiągnie 42 procent. W ciągu ostatniej dekady odsetek nastolatków cierpiących na cukrzycę lub znajdujących się w stanie przedcukrzycowym wzrósł z 9 do 23 procent. Wprost nie można w to uwierzyć - prawie jedno na czworo dzieci albo ma stan przedcukrzycowy, albo choruje na cukrzycę typu 2. U 37 procent dzieci, które nie mają nadwagi, występuje co najmniej jeden z czynników ryzyka chorób układu krążenia, takich jak nadciśnienie tętnicze bądź zbyt wysoki poziom cholesterolu lub cukru we krwi - nawet jeśli wysoko przetworzona żywność nie spowodowała nadwagi, to przyczyniła się do innych chorób!

Nadszedł już czas, byśmy odzyskali nasze kuchnie i nasze domy. Reforma przemysłu spożywczego wydaje się ogromnym przedsięwzięciem. Ale takim nie jest. To mały problem. Wymaga drobnych zmian naszych list zakupów, lodówek, szafek, kuchni i jadalni. Tam kryje się cała nasza siła. Setki drobnych wyborów, jakich dokonujemy każdego dnia, może naruszyć fundamenty przemysłu spożywczego. W ostatnim stuleciu obserwowaliśmy wiele przykładów obalonych despotów i upadłych reżimów. Gdy pomyślimy o upadku Muru Berlińskiego czy o Arabskiej Wiośnie, nabierzemy przekonania, że nie ma większej siły niż małe grupy osób, które pragną położyć kres nadużyciom i niesprawiedliwości.

Głodni zmiany rozwiewa wszelkie złudzenia dotyczące spożywanego przez nas obecnie jedzenia i wzbudza rewolucyjny ferment, przedstawiając niezmiernie prostą ideę - nasze organizmy zostały stworzone do posilania się prawdziwym jedzeniem. Zdrowie jest naszym naturalnym stanem. Musimy uprościć nasze sposoby odżywiania się. Uleczymy się, jeśli usuniemy śmieci z naszych diet i oczyścimy ciała i umysły. Po prostu wybierajmy prawdziwe jedzenie: warzywa, owoce, orzechy, ziarna, zdrowe tłuszcze (oliwę, ryby, awokado i orzechy kokosowe), produkty pełnoziarniste w niewielkich ilościach, rośliny strączkowe i białko znajdujące się w chudym mięsie (ryby niepochodzące z hodowli, mięso naturalnie hodowanych zwierząt, jajka kur z wolnego wybiegu).

Książka ta nie propaguje surowej diety, liczenia kalorii, pilnowania ilości zjadanego tłuszczu czy pochłanianych węglowodanów i białek. Nie ma to żadnego znaczenia, jeśli wybiera się prawdziwe, pełnoziarniste, świeże jedzenie. Jeżeli wybierzesz jakość, wszystko samo się ułoży. Kiedy natomiast zajadasz się wyjałowionym, przemysłowym jedzeniem z dodatkiem chemikaliów i cukrów, twój organizm łaknie go więcej, ponieważ potrzebuje składników odżywczych, których nie znajduje w takim jedzeniu. Wystarczy jednak, że będziesz jeść bogate w składniki odżywcze, świeże jedzenie przez parę dni, a przezwyciężysz biologiczne uzależnienie od przemysłowego jedzenia. Po kilku dodatkowych dniach twoje komórki zaczną się odmładzać, a organizm podejmie proces samoleczenia. Zaobserwujesz pożądane efekty dodatkowe: bezproblemową utratę wagi, jędrną skórę, zdrowsze włosy i paznokcie, obniżenie cholesterolu i ciśnienia tętniczego, ustabilizowanie poziomu cukru we krwi, ustąpienie bólów głowy, depresji i zmęczenia.

Ważniejsze niż to, co usuniesz ze swojej diety, jest to, co do niej włączysz. Dodaj do niej zdrowe składniki, a nie będzie miejsca na te złe. Matka Natura jest najlepszą apteką, a prawdziwe jedzenie jest najsilniejszym lekiem na ziemi. Dieta składająca się w całości z prawdziwego jedzenia przyprawiona odrobiną superpożywienia, takiego jak nasiona szałwii czy konopi, pietruszka, kolendra, orzech kokosowy i sok wyciśnięty z zielonych warzyw, pozytywnie wpłynie na tysiące genów, ureguluje dziesiątki hormonów oraz poprawi funkcjonowanie dziesiątków tysięcy sieci białek. Obiad zastąpi wizytę u lekarza. To, co kładziesz na talerzu, ma większą moc niż to, co znajdziesz w dowolnej buteleczce z lekarstwami.

Autorzy tej publikacji proponują prosty plan zachowania zdrowia. Prawdziwe jedzenie, odpowiednia ilość snu, ruch, polubienie siebie, stworzenie zdrowego obrazu własnej osoby - rozwiązanie zarówno problemów zdrowotnych, jak i epidemii otyłości nie jest skomplikowane. Zdrowie i szczęście często są na wyciągnięcie ręki. A wprowadzenie małych zmian w naszym życiu przyniesie większy efekt w postaci przemiany sposobu odżywiania się całego społeczeństwa, rolnictwa, a nawet polityki rządów. Mam nadzieję, że książka Głodni zmiany stanie się początkiem prawdziwej rewolucji żywieniowej.

dr n. med. Mark Hyman West Stockbridge, Massachusetts 29 maja 2012

Rozdział 1 Skąd się tu wzięliśmy?

Dzieje ludzkości to zmagania o zdobycie pożywienia. Tysiące lat temu, kiedy nie mieszkaliśmy w domach, nie wiedzieliśmy, kiedy i gdzie znajdziemy następny posiłek. Nasze organizmy gromadziły zapasy tłuszczu, żeby chronić nas przed głodem. Dla naszych przodków, którzy jeszcze kilkaset lat temu byli myśliwymi, zbieraczami i rolnikami, znalezienie źródła tłuszczu lub cukru oznaczało przetrwanie. Pozwalało przekazać swoje geny następnym pokoleniom.

"To nie nasza wina - twierdzi dr n. med. Christiane Northrup, autorka wielu bestsellerów i specjalistka w zakresie zdrowia kobiet. - Jesteśmy tak zaprogramowani, by gromadzić tłuszcz, jeśli tylko mamy dostęp do jedzenia. Dzieje się tak, bo jesteśmy ssakami. Tysiące lat żyliśmy na ziemi, nie mając wystarczającej ilości pożywienia. Ale obecnie mamy go w nadmiarze, tylko niestety niewłaściwego rodzaju. Tak więc przez tysiąclecia byliśmy programowani, żeby gromadzić zapasy na zimę, ale zima nie nadchodzi".

Według Jona Gabriela, eksperta w dziedzinie odchudzania i autora międzynarodowego bestsellera The Gabriel Method, ludzki organizm ma gotowe programy gromadzenia tłuszczu, ponieważ chronią nas one przed głodem. Gabriel twierdzi: "Ludzki organizm ewoluował, żeby przeżyć w okresie głodu, srogich zim i tego rodzaju stresogennych sytuacji. Oznacza to, że twój organizm jest tak zaprojektowany, aby gromadzić zapasy w czasie stresu, i dlatego, jeśli obecnie żyjesz w stresie, zatrzyma sobie dodatkowe 5 kilogramów, żeby się chronić".

Ponieważ nasze organizmy są biologicznie przystosowane do gromadzenia tłuszczu, stale szukamy kalorii, szczególnie w postaci tłuszczu i cukru. Jeżeli skosztujemy czegoś tłustego lub słodkiego, do mózgu dociera natychmiastowy sygnał, który mówi: "O tak, chcę tego więcej". Łaknienie tych pokarmów jest całkowicie normalne. Dlatego kiedy wgryzamy się w hamburgera albo popijamy shake'a i czujemy, że spożywamy tłuszcz i cukier, nasze organizmy mówią nam, żeby jeść, ponieważ były przyzwyczajone, że uczty przeplatane są okresami głodu. Daniel Vitalis, doradca zajmujący się zdrowiem, odżywianiem się i rozwojem osobistym, mówi: "Dzisiaj problem polega na tym, że ciągle ucztujemy, ale nie głodujemy. Mamy prawie niewyczerpane źródła kalorii. I to jest naszym głównym problemem. Jemy zbyt dużo niewłaściwego jedzenia".

Jeśli przyjrzymy się naszej planecie, zauważymy, że ludzie zdołali zasiedlić cały glob. Mogli to osiągnąć, bazując na różnym pożywieniu - począwszy od Arktyki, gdzie panują ekstremalne warunki i je się prawie wyłącznie tłuszcz zwierzęcy i mięso, po dżunglę, gdzie mieszkańcy mają dostęp do dużej ilości owoców i roślin.

Vitalis twierdzi: "Pożywienie obecnych plemion myśliwych-zbieraczy zawiera ogromne ilości składników odżywczych i niezwykle małe ilości kalorii. Ludzie ci mają się świetnie, są szczupli i zdrowi, nie dotykają ich choroby zwyrodnieniowe i nie mają nadwagi, niezależnie od tego, ile jedzą. Ludzie ci żyją w harmonii ze swoim ekosystemem i swoimi organizmami".

Nasza obecna dieta jest zupełnie inna. Nasze "nowoczesne" jedzenie zawiera ogromną ilość kalorii i niewiele składników odżywczych. Nie zjadamy już pożywienia, do którego jesteśmy biologicznie przystosowani - zwykłych produktów: roślin, owoców, orzechów, ziaren, warzyw i wysokiej jakości produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie żyjemy już w środowisku, w jakim żyli - a w niektórych miejscach ciągle żyją - myśliwi-zbieracze-rolnicy, jemy przemysłowe, genetycznie zmodyfikowane i sztucznie wytworzone jedzenie. Teraz prowadzimy siedzący tryb życia wewnątrz budynków. Nasze organizmy nie są stworzone do siedzenia za biurkiem pod lampami fluoroscencyjnymi i zajadania się całymi dniami przetworzonym, śmieciowym jedzeniem.

Zdjęcie opublikowane za zgodą Petera Menzela, Hungry Planet: What the World Eats

Przejadając się przetworzonym jedzeniem i ignorując witaminy, minerały, błonnik i zdrowe tłuszcze, których potrzebujemy, w istocie zatruwamy się kaloriami. Jemy zbyt dużo i jednocześnie głodzimy się na śmierć. Dlatego jemy, jemy i jemy, co prowadzi do coraz większych i większych problemów. Obserwujemy pojawianie się chorób, takich jak cukrzyca. Obserwujemy problemy z niezbilansowanym poziomem cukru we krwi i jesteśmy świadkami epidemii otyłości.

Vitalis twierdzi: "Takich problemów nie mają ludzie żyjący w prymitywnych plemionach. Ich dieta jest mniej kaloryczna, ale w porównaniu z dietą mieszkańców zachodniej cywilizacji znajduje się w niej dziesięć razy więcej witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, takich jak witaminy A, E, D i K, i cztery razy więcej witamin rozpuszczalnych w wodzie - czyli witamin B i C. Jest w niej więcej składników odżywczych, niż nam się rekomenduje jako dzienne spożycie. Nie obserwujemy u nich przewlekłych chorób zwyrodnieniowych charakterystycznych dla tak zwanego nowoczesnego człowieka. Nie chorują tak powszechnie na raka. Mają zdrowe serca. Nie cierpią na artretyzm. Jeśli ciągle będziemy jeść przetworzone produkty, ciągle będziemy mieć problemy.

Ponieważ takie jedzenie sprawia, że stajemy się grubi.

Takie jedzenie przyczynia się do powstawania chorób.

Takie jedzenie niszczy trzustkę i wywołuje cukrzycę.

Takie jedzenie wywołuje raka".

Jak więc możemy uciec przed takim pożywieniem? Bardzo prosto. Musimy jeść produkty w jak najprostszej i najdzikszej postaci. Jeśli wyjdziemy z supermarketów i odwiedzimy targi oraz gospodarstwa rolne, nie będziemy już musieli obawiać się takich problemów. Niech nasze organizmy staną się naszymi przewodnikami. Nie będziemy musieli obawiać się tycia - lub martwić się, jak zrzucić zbędne kilogramy - ponieważ ciało nie chce mieć nadwagi.

Twój organizm jest zaprogramowany do tego, by być zdrowym. Chce być zdrowy. Jeden z największych trików marketingowych polega na tym, że przekonano nas, iż nasze organizmy próbują przybierać na wadze, a my musimy jakoś zmusić je, by przybrały właściwe kształty, hamować je i cały czas walczyć z nimi. To po prostu nie jest prawdą.

Jeśli pozwolimy naszym organizmom robić to, na co mają ochotę, ale zapewnimy im otoczenie pełne dobrych możliwości, będziemy mogli przestać martwić się nadwagą i chorobami zwyrodnieniowymi.

Czym jest niezdrowa dieta?

"Jesteś tym, co jesz". To powiedzenie stare jak świat. Jednak zanim zaczniemy zastanawiać się nad konsekwencjami, jakie wypływają dla społeczeństwa z niezdrowej diety, musimy powiedzieć kilka szczerych słów na jej temat.

Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych chce, żeby Amerykanie jedli wszystkiego więcej - więcej nabiału, więcej mięsa, więcej produktów zbożowych, a nawet więcej cukru. Dla osób w nim pracujących "dieta uboga w składniki odżywcze" oznacza, że ludzie nie jedzą wystarczającej ilości nabiału, mięsa, produktów zbożowych i cukru. Ich poglądy odpowiadają sytuacji z lat 30. ubiegłego wieku, kiedy wiele osób rzeczywiście cierpiało z powodu niedoboru kalorii. Dlatego Departament Rolnictwa przypomina bezustannie: "Jedzcie więcej".

Jednak Amerykanie nie muszą jeść więcej. Muszą jeść mniej. Dużo mniej. Szczególnie powinni ograniczyć ilość wysoko toksycznych, wywołujących choroby pokarmów opisanych poniżej.

Według Mike'a Adamsa, naukowca i założyciela NaturalNews.com, niezdrowa dieta charakteryzuje się następującymi cechami:

Składa się głównie z "martwego jedzenia" (ugotowanego, przygotowanego w kuchenkach mikrofalowych itp.). Składa się głównie z przetworzonych ziaren zbóż (zmielonych, oczyszczonych itp.). Brakuje w niej dużych ilości świeżych, "żywych" owoców i warzyw. Brak w niej odpowiedniej ilości wody (i bazuje na wytworzonych przemysłowo napojach). Jest bogata w przetworzone cukry i węglowodany. Zawiera żywność zmodyfikowaną genetycznie (GMO), taką jak kukurydza i soja oraz cukier wytwarzany ze zmodyfikowanych genetycznie buraków. Zawiera duże ilości nabiału powstałego z produktów pasteryzowanych i przepełnionego hormonami, takiego jak mleko krowie. Dodaje się do niej setki składników chemicznych, począwszy od glutaminianu sodu i aspartamu po sztuczne środki konserwujące. Surowce są pakowane w toksyczne pojemniki, w tym plastik i żywice epoksydowe, które zatruwają żywność bisfenolem A. Zawiera głównie zanieczyszczone pestycydami, produkowane na masową skalę produkty. Zawiera duże ilości niezdrowych olejów, takich jak kukurydziany, sojowy albo częściowo uwodornione oleje. Zawiera duże ilości jedzenia smażonego i gotowanego w bardzo wysokich temperaturach, które niszczą składniki odżywcze, a tworzą rakotwórcze. Jest przygotowywana z wielu zmodyfikowanych, nienaturalnych składników, takich jak uwodornione oleje, cukier rafinowany (proces rafinacji usuwa minerały), homogenizowanego mleka itp. Zawiera duże ilości produktów pochodzących od zwierząt hodowanych na przemysłową skalę.

Perypetie zdrowotne

Daniel Vitalis

Dorastałem w Stanach Zjednoczonych w latach 80. ubiegłego wieku jako typowy produkt przemysłu spożywczego. Karmiono mnie wszelkiego rodzaju przetworzonym i rafinowanym jedzeniem. Jadłem białe pieczywo, oczyszczoną mąkę, produkty powstałe w oparciu o przetworzoną kukurydzę i soję. Wyrastałem na produkowanych na masową skalę pasteryzowanych produktach nabiałowych, a mięso pojawiało się w naszym domu zapakowane w styropian i plastikową folię.

Stale jadłem produkty w różnych kształtach i kolorach - teraz wiem, że w jedzeniu tym było więcej marketingu niż składników odżywczych. Moim ulubionym daniem były płatki śniadaniowe sprzedawane w pudełkach. Kiedy mama zabierała mnie do supermarketu - dużego, efekciarskiego, błyszczącego centrum handlowego pełnego przetworzonego jedzenia - biegłem od razu do alejki z płatkami i błagałem ją o kupno płatków, ponieważ znajdowali się na nich bohaterowie z kreskówek. Mój apetyt na nie był niezaspokojony.

Jak każdy z mojego pokolenia dorastałem w trakcie gigantycznego, międzynarodowego eksperymentu żywieniowego. Można nas nazwać Generacją Zmodyfikowaną Genetycznie. Problem polega na tym, że eksperyment nie wypalił.

Jako dziecko miałem różnego rodzaju problemy z oddychaniem. Myślałem, że mam astmę. Miałem rozdęcie płuc, ale nie wiedziałem, że jest ono spowodowane tym, co jadłem.

Tak było mniej więcej do piętnastego roku życia. Mój przyjaciel dał mi egzemplarz The Grape Cure - była to w zasadzie kronika grupy osób, które w Europie pracowały przy zbiorach winogron do produkcji wina i przez parę tygodni żywiły się nimi. Według autorów książki dzięki temu winogronowemu postowi uchronili się oni przed przewlekłymi chorobami zwyrodnieniowymi, których doświadczamy obecnie w naszej kulturze, a szczególnie ważne było to, że dieta ta zapobiegała nowotworom. Wtedy przemówiła do mnie idea, że jedzenie może być dla nas lekarstwem i że możemy je wykorzystywać do oczyszczenia i odmłodzenia naszych organizmów. I jeśli będziemy systematyczni, będziemy mogli nawet żyć dłużej i cieszyć się dobrym zdrowiem.

To sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, z czego składają się moje posiłki. Skąd pochodzą ich składniki? Dlaczego je jadam? Takie pytania sprawiły, że postanowiłem zmienić swoją dietę. I wiecie co? Kiedy ją zmieniłem, moje problemy zdrowotne zaczęły znikać. Od tego czasu moją misją jest poinformowanie o tym całego świata.

W czasie mojej kariery zawodowej badałem różne lokalne kultury żyjące na naszej planecie. Jeszcze 200 lat temu ludzie żyli w harmonii ze swoimi ekosystemami i własnymi organizmami. Nie chorowali na przewlekłe choroby zwyrodnieniowe, które nas nękają. Nie załamywali się tak często jak my.

Przeszliśmy drogę od jednostek, które na całym świecie prowadziły w swoim środowisku życie myśliwych-zbieraczy, co zdarza się jeszcze do tej pory w niektórych miejscach, do w pełni osiadłego gatunku, który funkcjonuje w oparciu o syntetycznie przetworzone jedzenie i wchodzi w stałą interakcję z różnego rodzaju plastikami i petrochemikaliami absorbowanymi przez naszą skórę. Zalicza się do nich wszystko - od celofanu po nylonowe kołdry.

Staliśmy się obcy naturze. A przecież najlepszym sposobem, by żyć dłużej i zdrowiej, jest stać się z powrotem dzikim i powrócić do natury tam, gdzie to możliwe. Zastąp nylonową kołdrę wełnianą lub puchową. Zamień kurtkę z goreteksem na zrobioną z wełny. Zamień plastikową sofę na wyprodukowaną z naturalnych materiałów. Zamiast białej mąki używaj nieoczyszczonej, wyprodukowanej w twojej okolicy. Zastąp pasteryzowane, masowo produkowane mleko organicznym mlekiem wyprodukowanym w twojej okolicy. Idź w kierunku, który przybliży cię do względnie naturalnej diety.

Ciągle jem tego samego rodzaju pożywienie, jakie jadałem w okresie dorastania. Tylko teraz jem jego prawdziwą wersję, dziką wersję, ze wszystkimi pożytecznymi składnikami odżywczymi, które sprawiają, że jestem szczupły, utrzymuję dobrą formę, tryskam energią i jestem zdrowy.

Filozof natury Daniel Vitalis jest czołowym doradcą zdrowotnym i żywieniowym zajmującym się rozwojem osobistym. Naucza, że niezachwiane zdrowie jest efektem życia w zgodzie z naszym biologicznym projektem i naszą rolą w ekosystemie. Włączył we współczesne życie mądrość dawnych, lokalnych kultur. Jego strona internetowa to www.danielvitalis.com.

Sfabrykowane uzależnienia

Jedną z najważniejszych przyczyn otyłości jest uzależnienie. Ludzie nie mogą po prostu przestać jeść pokarmów, o których wiedzą, że im nie służą. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z uzależnienia od papierosów. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z uzależnienia od alkoholu. Ale nie pojmujemy w pełni uzależnienia od jedzenia, nawet jeśli wiemy, że w przemyśle spożywczym świadomie dodaje się do niego uzależniające chemikalia, tak jak producenci papierosów z całą premedytacją dodają nikotynę do papierosów, żeby uzależniały palaczy.

Przemysł spożywczy sprawia, że uzależnia nas wiele produktów. To wielomiliardowe przedsięwzięcia z ośrodkami badawczymi, mające wystarczające środki, żeby zidentyfikować, co smakuje przeciętnemu konsumentowi, i dodać chemiczne zamienniki określonego smaku do naszego jedzenia. Te chemiczne zamienniki często zawierają uzależniające składniki.

"Celem przemysłu spożywczego nie jest dostarczenie ci produktu, który jest zdrowy - twierdzi Alejandro Junger, autor książki Clean[1]. - Jest nim dostarczenie ci produktu, który sprawi, że będziesz chciał go kupować więcej, że dłużej będzie mógł stać na półce, i że ludziom, którzy go wyprodukowali, przyniesie kupę kasy". Celem przemysłu spożywczego jest sprzedawanie ci coraz większej ilości jedzenia.

"Jak to bez trudu osiągnąć? - pyta Jason Vale, specjalista od uzależnień i autor bestsellerów. - Przez manipulowanie chemiczną strukturą jedzenia, które zostaje wyjałowione, ale smakuje tak, jakby było najlepszą i najznakomitszą rzeczą, jaką kiedykolwiek jedliśmy".

Fast food, tłuste lata

Od 2001 roku liczone rok do roku dochody amerykańskich sieci fast food rosły o 20 procent. W tym samym czasie liczba reklam sieci fastfoodowych skierowanych do amerykańskich dzieci również wzrosła. Według Erica Schlossera, autora Krainy fast foodów[2], typowy maluch, który jeszcze nie chodzi do szkoły, widzi w telewizji każdego dnia trzy reklamy fast foodów, a przeciętny nastolatek pięć. "Niekończący się strumień reklam, zabawek, konkursów i innych trików marketingowych nie tylko napędza sprzedaż, ale również przyczynia się do zwiększenia występowania wielu chorób związanych z niewłaściwą dietą - pisał w "The Daily Beast" w dziesiątą rocznicę opublikowania swojej książki. - Około dwóch trzecich dorosłych w Stanach Zjednoczonych jest otyłych lub ma nadwagę. W ciągu ostatnich trzydziestu lat wskaźnik otyłości wśród dzieci niechodzących jeszcze do szkoły podwoił się. Wskaźnik ten u dzieci w wieku 6-11 lat potroił się. I dziwnym zbiegiem okoliczności roczne koszty epidemii otyłości - według badaczy z Emory University to około 168 miliardów dolarów - dokładnie odpowiadają kwocie, jaką Amerykanie wydali w fast foodach w 2011 roku".

Na przykład przetworzone jedzenie z dodatkiem cukru rafinowanego lub napoje gazowane słodzone wysokofruktozowym syropem kukurydzianym zasilają biochemicznie nasze mózgi i sprawiają, że od razu poprawia nam się nastrój i jesteśmy szczęśliwi. Przyzwyczajamy się do tego uczucia, co sprawia, że chcemy zjeść ciastko lub hamburgera czy napić się napoju gazowanego, żeby zyskać dodatkową chwilę uniesienia. Jednak uczucie to szybko się kończy i czujemy się nienasyceni. Jak zdobyć rzeczy, których organizm i mózg łakną? Odpowiedź, według przemysłu spożywczego, jest prosta - kup następną puszkę lub zjedz ciasteczko czy kawałek ciasta.

Dosłownie jesteśmy nienasyceni.

"Na całym świecie bardzo inteligentni ludzie stają się chorobliwie otyli - twierdzi Vale. - Wiedzą bardzo dobrze, że zjadane produkty ich zabijają. Nie w nieokreślonej przyszłości, ale każdego dnia. Umierają oni powolną śmiercią. Dlaczego to robią? Bo nie potrafią przestać. Są uzależnieni. To jak wejście na ruchome piaski i słuchanie, że powinno się z nich wyjść, ale ty zapadasz się głębiej i głębiej. Uzależnienie jest silniejsze od logiki i inteligencji - na szczęście są sposoby na wyjście z tej sytuacji".

Glutaminian sodu, aspartam, kofeina

Głównymi winnymi tych uzależnień są glutaminian sodu, aspartam i kofeina.

Glutaminian sodu to przetworzony kwas glutaminowy. Oznaczany jest między innymi jako E621, ekstrakt drożdżowy, MSG, hydrolizowane białko roślinne czy kazeinian sodu.

"Glutaminian sodu i inne pochodne kwasu glutaminowego są stosowane do wzmocnienia smaku 80 procent wszystkich przetworzonych produktów spożywczych" - mówi Raymond Francis, absolwent MIT i profesjonalny dietetyk.

Można go znaleźć w większości przetworzonego jedzenia, suplementów diety, w kosmetykach, środkach higieny osobistej, farmaceutykach i karmach dla zwierząt.

"Glutaminian sodu i inne pochodne kwasu glutaminowego są stosowane do wzmocnienia smaku 80 procent wszystkich przetworzonych produktów spożywczych".

Raymond Francis

"Glutaminianu sodu zaczęto używać w czasie II wojny światowej, dodawano go do racji żywnościowych japońskich żołnierzy dla wzmocnienia smaku i zwiększenia apetytu - twierdzi dr n. med. Russell Blaylock, neurochirurg i znany pisarz. - Dawno odkryto, że jeśli doda się odrobinę tej substancji, jedzenie będzie dobrze smakować. Dlatego jeśli weźmie się coś o paskudnym smaku, mam szczególnie na myśli puszki, z których jedzenie ma metaliczny posmak, i doda się glutaminianu sodu, dostajemy pyszny produkt. Kiedy producenci żywności dowiedzieli się o tym odkryciu, to również zaczęli dodawać glutaminian, nawet do produktów dla niemowląt".

Oprócz tego, że chcemy jeść więcej, glutaminian sodu czynnie pobudza tę część naszego mózgu, która odpowiada za gromadzenie tłuszczu. Gdy jest ona pobudzona, organizm aktywuje program odpowiedzialny za składowanie tłuszczu. "Każdy naukowiec to wie - mówi Jon Gabriel. - Kiedy zamierzasz podjąć się badań nad otyłością, musisz mieć odpowiednio grube myszy, więc chcesz, żeby przybrały na wadze, bo myszy zasadniczo są chude. Sposobem na to jest podawanie myszom glutaminianu sodu. Mamy nawet na to odpowiednie określenie. Nazywa się to otyłością myszy wywołaną glutaminianem sodu. A substancja ta znajduje się w 80 procentach współczesnego pożywienia".

Sprawdź to w internecie!

Podobnego jak glutaminian sodu spustoszenia w naszych mózgach dokonuje aspartam i inne sztuczne słodziki. Zawierają one niebezpieczne, toksyczne substancje, które rozregulowują nasze organizmy. Aspartam znajdziemy w wielu produktach o obniżonej kaloryczności i w pozbawionych cukru pokarmach i napojach - we wszystkim począwszy od napojów gazowanych przez pastylki miętowe, ciasteczka, płatki śniadaniowe po mrożone herbaty i soki owocowe.

Aspartam

James Schlatter, chemik z G.D. Searle and Company, odkrył aspartam w 1965 roku w trakcie prac nad lekiem na wrzody żołądka. W roku 1981 środek ten został zaakceptowany do stosowania w suchych produktach, a dwa lata później zyskał akceptację do używania go w napojach. Aspartam - sprzedawany jako NutraSweet, Equal i Canderel - często jest ukryty pod nazwą E951.

Aspartam często można znaleźć w następujących pokarmach i napojach:

Batoniki odżywcze

Bezcukrowe ciastka

Bezcukrowe galaretki

Bezcukrowe lody

Granity

Guma do żucia

Herbata mrożona

Jogurty beztłuszczowe

Landrynki i inne cukierki

Napoje gazowane

Napoje owocowe

Napoje warzywne

Pastylki odświeżające oddech

Płatki śniadaniowe

Słodziki

Smakowe syropy do kawy

Syrop klonowy

Woda smakowa

Dr Joseph Mercola, kręgarz, napisał książkę poświęconą sztucznym substancjom słodzącym zatytułowaną Sweet Deception. Twierdzi, że są one dla nas o wiele gorsze niż cukier. "Aspartam określany jest jako naturalna substancja, ale w rzeczywistości jest dwupeptydem, co oznacza, że zbudowany jest z połączenia dwóch reszt aminokwasowych - fenyloalaniny i kwasu asparaginowego. Te dwa aminokwasy występują naturalnie, ale nie zostały zaprojektowane po to, by zostać połączone w ten sposób i być przyjmowane w tak dużych ilościach. Są połączone ze sobą tak zwanym wiązaniem estrowym. Kiedy wiązanie to rozpada się, do mózgu przez barierę krew-mózg przedostaje się metanol i przekształca się w aldehyd mrówkowy, który jest bardzo, bardzo toksyczny i może przyczynić się do powstania guzów, wystąpienia drgawek, migren i bólów głowy".

Inne dolegliwości, jakie wywołuje aspartam, to problemy neurologiczne i poznawcze, które często podobne są do tych obserwowanych w stwardnieniu rozsianym.

"Nic tak nie działa na twój mózg jak dietetyczne napoje gazowane - twierdzi dr Northrup. - Dzieje się tak dlatego, że znajduje się w nich śmiertelna kombinacja aspartamu i kofeiny. Razem tworzą wyjątkową mieszankę ekscytotoksyn, które uszkadzają neurony. Ponieważ działają jak drink, to nietrudno jest znaleźć osoby uzależnione od markowych napojów bez cukru - szczególnie podatne są kobiety, które chcą schudnąć i potrafią wypić ich litr albo dwa dziennie. Nie jedzą. Po prostu sięgają po kolejną szklankę napoju. Po jakimś czasie występują u nich symptomy, jakie występują w stwardnieniu rozsianym. Mają bóle głowy. Mają problemy neurologiczne. Cały zestaw dolegliwości".

Cukier jest narkotykiem

Podstawowym źródłem kalorii w Stanach Zjednoczonych jest fruktoza, która również mocno uzależnia.

"Kiedy mówimy o wysokofruktozowym syropie kukurydzianym - mówi Mike Adams, działacz na rzecz zdrowia konsumentów i redaktor NaturalNews.com - wiele osób nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie on w sobie kryje. Wysokofruktozowy syrop kukurydziany produkuje się oczywiście z kukurydzy, nie jest jednak produktem naturalnym, ponieważ jest sztucznie przetwarzany. Na przykład kokainę produkuje się z liści koki. Robiona z nich herbata jest całkowicie bezpieczna dla twojego zdrowia. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa w jej piciu, nie uzależnia, ale chyba nie chciałbyś wciągnąć kokainy, która jest wytwarzana z wysoko rafinowanych liści koki.

Moim zdaniem spożywanie wysokofruktozowego syropu kukurydzianego jest jak wciąganie kokainy. Jest on wysoko rafinowaną, wyizolowywaną, skoncentrowaną, chemicznie zmienioną wersją czegoś, co można znaleźć w kukurydzy".

Poniższe fakty pozwolą uzmysłowić sobie, dlaczego uzależniliśmy się od fruktozy i dlaczego nasz nałóg się pogłębia. W XX wieku przeciętny człowiek zjadał 15 gramów fruktozy dziennie. Obecnie przeciętnie konsumujemy 70 do 80 gramów dziennie, ale spora grupa dzieci, szczególnie nastolatków, zjada 120, 130 czy 150 gramów. To dokładnie dziesięć razy więcej niż sto lat temu.

Takie ilości mogą prowadzić do powstania poważnych problemów metabolicznych i nasilić uzależnienie, co sprawia, że wyrugowanie uczucia ciągłego łaknienia niezdrowych produktów staje się prawie niemożliwe.

W kategoriach indeksu glikemicznego (wskaźnika określającego, jak szybko jedzenie przemieniane jest w cukier we krwi) wysokofruktozowy syrop kukurydziany jest dla ciebie jak paliwo lotnicze. Jeśli wlejesz paliwo lotnicze do baku samochodu, przepalisz swój silnik i zupełnie go zniszczysz. Mniej więcej to samo dzieje się w ludzkim organizmie.

Chociaż nie ma nic złego w odrobinie cukru od czasu do czasu, kluczowe jest określenie, co rozumiemy przez rozsądną ilość, bo zupełnie przestaliśmy rozumieć, czym jest umiar. Amerykanie zjadają około 68 kilogramów cukru i 36 kilogramów syropu kukurydzianego rocznie, co daje nam około 22 łyżeczek cukru co dnia.

Cukier jest we wszystkim - od syropu na kaszel przez krakersy i płatki śniadaniowe po sushi. Prawie nie można go uniknąć. Dochodzimy teraz do kwestii kluczowej - kiedy zastanawiasz się, co nie ma cukru, ponieważ chcesz zmniejszyć jego spożycie, musisz rozszerzyć definicję tego, czym jest cukier.

Cukier występuje w wielu różnych formach - w formie białego skrystalizowanego cukru, syropu klonowego, słodu, fruktozy, wysokofruktozowego syropu kukurydzianego, a nawet przetworzonych węglowodanów. Kiedy twój organizm rozbije te węglowodany, zamieniają się one w cukier, błyskawicznie zwiększając jego poziom we krwi. "Większość pokarmów zawiera cukier lub jest cukrem - mówi Jason Vale. - Pomyśl na przykład o rogaliku. Ludzie mówią: "Jestem na diecie bezcukrowej", ale zjadają rogalika. A ja twierdzę, że to cukier. Jak myślisz, co się stanie, gdy dostanie się do krwiobiegu? To jest cukier".

Cukier zatem to dużo więcej niż tylko białe kryształki. To chleb, makaron, płatki śniadaniowe, ryż, ziemniaki, kukurydza, gofry, naleśniki i z grubsza rzecz biorąc prawie wszystko, co większość Amerykanów je na śniadanie.

Kiedy mamy zły nastrój lub jesteśmy zestresowani, łakniemy czegoś, co poprawi nam humor, jedzenia takiego jak makaron lub ser, które dostarcza nam dużo cukru. Uzależniamy się od niego, tak jak od innych narkotyków, i potrzebujemy go więcej i więcej, żeby osiągnąć ten sam efekt.

Dr Northrup mówi: "To nie tłuszcz sprawia, że jesteśmy tłuści. Robi to cukier". Im więcej jemy cukru, tym częściej cierpimy na przewlekłe choroby i tym bardziej jesteśmy podatni na ogromne wahania nastroju. Dzieje się tak, ponieważ cukier zwiększa ilość beta-endorfin w mózgu. Są to naturalne opiaty, substancje podobne do morfiny, które sprawiają, że czujemy się dobrze.

Zwykle łączymy uzależnienie z kokainą, heroiną i innymi silnymi narkotykami, ale fakty są takie, że do przedwczesnej śmierci bardziej przyczynia się cukier, alkohol i papierosy niż kokaina czy heroina.

"Jeśli idziesz alejką w typowym sklepie spożywczym i sprawdzasz ilość cukru w płatkach śniadaniowych - mówi dr Northrup - uświadamiasz sobie, że równie dobrze mógłbyś podwinąć rękawy koszulek swoich dzieci i podać im heroinę. Ponieważ to to samo. Taka sama substancja uzależniająca".

Znamy problemy powodowane przez kokainę, heroinę i alkohol. Mówimy, że są one narkotykami. Nadszedł czas, by tak samo nazwać cukier. Żeby poradzić sobie z naszym uzależnieniem od cukru, musimy zacząć myśleć o tych jego ogromnych ilościach jak o narkotykach lub alkoholu.

Porównanie substancji słodzących

MNIEJ ZDROWE    

?

BARDZIEJ ZDROWE    

Sztuczne słodziki, w tym aspartam

Wysokofruktozowy syrop kukurydziany

Biały cukier rafinowany

Syrop z agawy

Nieprzetworzony cukier trzcinowy

Cukier z palmy kokosowej

Miód naturalny lub syrop klonowy

Daktyle, rodzynki lub świeże owoce używane do przygotowania soku lub koktajlu

Stewia (naturalny słodzik ziołowy)

Perypetie zdrowotne

Kris Carr

W walentynki 2003 roku zdiagnozowano u mnie rzadki nowotwór w czwartym, nieuleczalnym stadium. W jednej chwili z gorącej laski stałam się chorą laską, usadzoną przez niezwykle rzadkiego mięsaka zwanego nabłonkowatym śródbłoniakiem krwionośnym (EHE), który występuje u 0,01 procent chorych na raka. Mało wiadomo o mojej wkurzającej chorobie o trudnej nazwie i żadna sława w dziedzinie nowotworów nie zajęła się jej badaniem. Szybko dowiedziałam się, że tego rodzaju raka nie można operować, nie można go leczyć radioterapią ani chemioterapią - czyli nokautująca wiadomość: nie ma na niego lekarstwa!

Na szczęście choroba rozwijała się powoli i była przewlekła, co dało mi to, czego pragną wszyscy chorzy na raka - czas. Zamiast siedzieć i czekać, co się stanie, zdecydowałam się szukać i żyć i zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby to nie mój rak zrobił pierwszy ruch.

Pierwszym krokiem było uzyskanie informacji, jak zadbać o siebie. Miałam trzydzieści jeden lat i nie wiedziałam, jak się odżywiać. Musiałam odrzucić wszystko i nauczyć się tego, co powinnam wiedzieć jako dziecko, nastolatka czy młoda dorosła osoba.

Moment przebudzenia wyzwolił we mnie pragnienie, by przestać się ograniczać i zacząć żyć tak, jak chciałam! Zastanawiałam się, czy skoro nie mogę być wyleczona, to czy mogę być zdrowa? A jeśli tak, to może... może jestem w stanie pomóc mojemu organizmowi i umysłowi trzymać chorobę pod kontrolą.

Dokonałam całkowitej - wewnętrznej i zewnętrznej - zmiany stylu życia. Nauczyłam się słuchać mojego wewnętrznego przewodnika, który zaprowadził mnie z powrotem do natury (mojego kościoła), ogrodu oraz ludzi i zwierząt rozpalających moje serce. Przekonałam się, że bogata w składniki odżywcze, bazująca na roślinach dieta rządzi, a typowa amerykańska dieta zabija, stres pozbawia nas wszelkich sił życiowych, ćwiczenia są koniecznością, radość jest zaraźliwa, a zabawę należy brać na poważnie.

Kris Carr jest autorką bestsellerów z listy magazynu "New York Times" - Crazy Sexy Diet, Crazy Sexy Cancer Tips, Crazy Sexy Cancer Survivor oraz Crazy Sexy Kitchen. Jako coach i mówca motywacyjny prowadzi warsztaty w centrach zdrowotnych w całych Stanach Zjednoczonych. Wygłasza również wykłady w szkołach medycznych, szpitalach i na uniwersytetach. Występowała w programach The Today Show, Good Morning America, The CBS Evening News, The Gayle King Show oraz The Oprah Winfrey Show. Jest założycielką zdobywającego liczne nagrody magazynu internetowego "Crazy Sexy Life" (crazysexylife.com).