Głód życia - Magdalena Góralska

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1 Sen

Guido otworzył zaspane oczy. Słońce nieśmiało przebijało się przez firankę. Zgiełk miasta nie pozwalał na dłuższe pozostanie w objęciach Morfeusza. Może to i dobrze, że się obudził. Sen nie był przyjemny. Przyprawiał o dreszcze na samo wspomnienie. Był jednym z tych snów, po których mogą założyć ci kaftan bezpieczeństwa, jeśli opowiesz go na kozetce w gabinecie psychiatry.

Szedł ciemnym lasem, a księżyc oświetlał mu drogę bladą poświatą. Wiedział, że musi iść, choć nie pojmował dokąd i po co.

Dokoła panowała grobowa cisza. Czasem tylko wiatr poruszył nieśmiało gałęzie. Pod stopami szeleściły liście i szyszki. Idąc tak przez ciemność, Guido miał wrażenie, że podąża w pustkę, że to właśnie tak kroczy się ku zatraceniu i samozagładzie. Może umarł i znalazł się w piekle? Lub podąża właśnie w jego stronę. Może miał wypadek i zapadł w śpiączkę a teraz podąża w letargu w stronę czyśćca?

- Nie może mnie tu spotkać nic dobrego - pomyślał.

Powietrze było wilgotne i ciężkie. Czuł, jak oblepia jego twarz i ręce. Drzewa spoglądały na niego złowrogo, jakby był intruzem, który wkroczył na prywatną posesję. Wystarczyłaby chwila, aby ostre konary rozerwały jego ciało na strzępy rzucając szczątki na pożarcie leśnym zwierzętom. Ten las w niczym nie przypominał lasu Entów z powieści Tolkiena. Nazwałby go raczej Lasem Skazańców, bo jeśli już się tu szło to na pewno nie w nagrodę.

Nagle usłyszał cichutkie stukanie. Nasilało się z każdym krokiem, dodając mroku temu miejscu. Serce zabiło mu szybciej. Strach powoli paraliżował kończyny. Stukanie stawało się coraz bardziej intensywne.

Dojrzał w oddali światło. Księżyc oświetlał spory kamień. Guido miał przeczucie, że to stamtąd dochodzi dźwięk.

W miarę zbliżania się do obiektu, powoli kształtował się obraz. Coś się poruszało. Coś niezbyt dużego. Chyba zwierzę. Krok za krokiem, coraz głębiej w mrok. Coraz dalej w otchłań. Chłód dawał się we znaki i objawiał gęsią skórką na ciele. Skoro to był sen, to dlaczego nie mógł wyśnić sobie również ciepłej bluzy? A jeśli rzeczywistość, to dlaczego był na tyle głupi żeby wybierać się na spacer w środku nocy i to w samym t-shircie.

Dotarł do ogromnego kamienia i nie dowierzał temu, co ujrzał.

Na głazie siedział kruk, a jego aksamitne pióra połyskiwały w blasku księżyca niczym płaszcz wysadzany diamentami. Jednym szponem przytrzymywał ludzką głowę, na wpół wyjedzoną. Uderzał rytmicznie dziobem w kość czaszki, jakby odbębniał jakąś rytualną melodię. Stuk, stuk...stuk, stuk...

Chłopak stanął jak wryty. Oddech przyspieszył do granic możliwości, zimne poty oblały całe ciało. Nie był w stanie się poruszyć. Las zaczął wirować, Guido czuł się jak na karuzeli i był niemal pewien, że za chwilę straci równowagę i po prostu z tej karuzeli wypadnie roztrzaskując sobie przy tym głowę.

Nagle ptak przerwał przerażającą konsumpcję i spojrzał na Guida. Z czarnego niczym smoła dzioba skapywała ciepła jeszcze krew.

- Wysłannik piekieł... - pomyślał.

Chciał uciekać, ale jego nogi zamieniły się w dwa betonowe słupy, ani drgnęły. Kruk poderwał się do lotu i zmierzał w jego kierunku. Przenikliwe i płonące nienawiścią oczy krzyczały gniewem. Wystarczyła sekunda, aby rozwścieczone ptaszysko rozerwało twarz Guida na strzępy. Chłopak schował głowę w ramionach czekając już tylko na to, co nieuniknione.

I wtedy głośny klakson za oknem wyrwał go z otchłani koszmaru.

- Ale jazda... - powiedział, przecierając zaspane oczy. Usiadł na łóżku wciąż jeszcze otumaniony snem. Nigdy wcześniej nie śniło mu się nic tak przerażającego i realnego zarazem. Mógłby przysiąc, że był w tym lesie, szedł tamtą ścieżką. Wciąż czuł zapach drzew i wilgoć na całym ciele. Słyszał szelest liści i czuł miękkość leśnego runa. Strach również był prawdziwy. Do teraz miał gęsią skórkę na rękach a serce waliło jak oszalałe. Najgorsze jednak było poczucie, że to nie koniec. Jakimś sposobem wiedział, że następnym razem nie będzie miał tyle szczęścia.

***

Anna obudziła się z ogromnym bólem. Promieniował od prawego boku aż po czubek głowy. Krew pulsowała jak gorąca lawa. Skapywała szkarłatną ciszą na podłogę. Dziewczyna nie mogła się poruszyć. Ciało sparaliżowało cierpienie i strach. Gęsty odór śmierci unosił się dokoła. Powietrze było gęste i ciężkie, przesiąknięte pustką i samotnością. O tak. Anna nigdy nie czuła się bardziej samotna. Próbowała sobie przypomnieć, jak się tu znalazła. Co się właściwie stało. Ale ból zaburzał zdolność do racjonalnego myślenia.

Rozejrzała się. Leżała na przegniłej pryczy w małym pokoju. Betonowa podłoga i zagrzybione ściany. Okna zabite starymi, spróchniałymi deskami. Poprzez szpary przebijało się słońce. Jak resztki nadziei, szczątki wiary, okruchy marzeń.

Spróbowała wstać, ale nie mogła się podnieść. Palący ból przeszył jej żebra, które zdawały się być połamane w kilku miejscach.

- Pić... - wyszeptała - Tak bardzo chce mi się pić...

W głowie kłębiły się myśli i tysiące pytań.

- Gdzie ja jestem... - wyszeptała przerażona.

Próbowała przywołać obrazy ostatnich chwil, godzin, dni. Ale tylko pustka kołatała się w głowie. Totalna dezorientacja. Jak wtedy, kiedy jej auto wypadło z drogi i z impetem wjechało do jeziora. Kiedy myślała, że odchodzi na dobre. Ale wtedy obrazy minionych lat przelatywały przed oczami jak w kalejdoskopie. A na końcu zobaczyła uśmiech samej śmierci. Czekała na nią. Zaparzyła nawet herbatę powitalną. Anna czuła, jak woda zachłannie wkracza do jej gardła. Nie mogła otworzyć drzwi samochodu, zapięcie pasów jak na złość nie chciało puścić.

- To koniec. - pomyślała. - Tak właśnie odchodzi się w nieistnienie. Tak pozbywa się bagażu i dostaje bilet w jedną stronę. Może to i dobrze? Może to jest moje wybawienie? Przecież od tak dawna nie chcę tu być. Każdy dzień to tylko walka z samą sobą. I z Cieniem... Rozgościł się w umyśle i nie zamierza go opuścić.

Nagle przypomniała sobie te wszystkie chwile, kiedy odchodziło niebo i rozmywała się ziemia. Kiedy ściany krzyczały pustką i bezsilnością. Świat był tylko wyblakłą plamą na dnie pękniętego lustra kosmosu. Ból wypychał się na powierzchnię każdej nocy. A każdy dzień krztusił rozczarowaniem.

Uratował ją kierowca ciężarówki, jadący tuż za nią. Wskoczył do jeziora, udało mu się rozbić szybę i wyciągnąć na wpół przytomną Annę z tonącego pojazdu. Wezwał pomoc. Karetka zabrała dziewczynę do szpitala. Po godzinie odzyskała całkowitą świadomość. Wyszarpnięto ją z rąk śmierci, choć zatapiała już swoje kły w jej szyi. To nie był ten czas. Nie ten moment. Zostało jeszcze trochę oddechów.

O ile wtedy wiedziała, że jest uwieziona w tonącym aucie, które prawdopodobnie pójdzie na dno niczym Titanic, teraz nie miała pojęcia co się dzieje. Smród wywoływał odruch wymiotny. Spierzchnięte usta płonęły, jakby ktoś je przetarł papierem ściernym.

Ponownie spróbowała wstać, tym razem powoli. Usiadła na pryczy. Kilka głębokich wdechów. Stanęła na nogi, kręciło jej się w głowie. Podeszła do ściany, aby móc się podeprzeć i nie upaść. Powoli przesuwała się w kierunku drzwi. Jak dziecko we mgle, prawie po omacku. Nie zdawała sobie sprawy, że nastała noc. Czas uciekał niesamowicie szybko. Prawdopodobnie co jakiś czas mdlała z bólu i odzyskiwała przytomność. Cud, że się jeszcze nie wykrwawiła.

Dotarła do drzwi. Otworzyła je. Zaskrzypiały dość głośno i prawie wypadły z zawiasów. Wyszła na zewnątrz. Okazało się, że jest w środku lasu, na polanie. Postanowiła ruszyć przed siebie. Wiele razy już w swoim życiu się cofała i nie były to dobre wybory. Szła powoli, próbując opierać się o drzewa. Bose stopy kroczyły po mokrej trawie jak po szmaragdowym dywanie. Ale ona nie była królową, a to zdecydowanie nie był bal. I raczej nie czekał na nią żaden książę. Nagle usłyszała głos w oddali. Przeraźliwy krzyk rozdzierał noc jak Kuba Rozpruwacz swoje ofiary. Przeszły ją zimne dreszcze.

- Co tu się, do cholery, dzieje?! - powiedziała do siebie.

Bała się, ale musiała sprawdzić skąd dochodzi krzyk. Może ktoś potrzebuje pomocy bardziej niż ona?

Zatrzymała się. Wpatrywała się przed siebie sparaliżowana strachem. Kilka metrów przed nią ogromny kruk rozrywał czyjąś twarz. Chłopak próbował się bronić, ale ptak był silniejszy. Jego mocarne, rozłożyste skrzydła zdawały się okrywać cały świat. Wyznaczały horyzont nocy, jakby nakreślał nimi wrota do innego wymiaru. Do koszmaru lub samego piekła. Chciałaby pomóc chłopakowi, ale sama ledwo stała na nogach. Poczuła gorącą krew spływającą z nosa. Trzęsły jej się ręce, nogi były jak z waty. Uderzenie w głowę. Świat odpłynął. Ciemność. Głucha cisza. Anna ponownie straciła przytomność.

*

Fot. Marcin Góralski

*

Ilustrator @Cris Froese Pics

Ilustrator Maciej Głuch

Ilustrator Marcin Góralski

? Magdalena Góralska, 2022

? @Cris Froese Pics, ilustracje, 2022

? Maciej Głuch, ilustracje, 2022

? Marcin Góralski, ilustracje, 2022

"Jak to jest, gdy człowiek sam ze sobą czuje się jak w więzieniu?"

"Głód życia" to niezwykle sugestywna opowieść o ciemnych stronach kartoteki ludzkiej osobowości. Oplątani lepkim mrokiem kruczych skrzydeł, przemierzamy przesycone emocjami, apokaliptyczne wizje pomiędzy snem i jawą, rzeczywistością i fikcją. Polecam wszystkim czytelnikom, spragnionym dusznego niepokoju, złaknionym końca świata i... poszukującym w tym szaleństwie choćby promienia nadziei. " - Kamil Prabucki, autor thrillera "Sara"

ISBN 978-83-8324-349-8

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero