Rozdział I
Duchowa droga księdza
W tym rozdziale jesteśmy zaproszeni do przyjrzenia się źródłom duchowości kapłańskiej, które są obficie obecne w Nowym Testamencie, aby zasygnalizować, na jakich fundamentach budować i podtrzymywać naszą kapłańską duchowość. W niniejszych rozważaniach posłużymy się fragmentami jedynie Ewangelii wg św. Mateusza, aby zachować pewną harmonię i jednolitość. Nie sposób bowiem w ramach jednej książki omówić wszystkiego, co znajduje się w Piśmie Świętym na temat kapłaństwa służebnego.
Powołanie
"Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, [Jezus] ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi". Oni natychmiast zostawiwszy sieci, poszli za Nim" (Mt 4,18-20)1. Powołanie rodzi się z piękna, z wielkiej niewiadomej, podobne do tego Jezusa, który przechodzi zupełnie nieznany obok rybaków, bez żadnej historii, bez słowa. Jedynym świadkiem tego powołania jest Morze Galilejskie pluskające falami, szum wiatru i zapuszczone w wodę sieci. Każde powołanie rodzi się w ułamku sekundy, w jednym spojrzeniu, które obiecuje wszystko, w miłości, która wszystko wie, chociaż jeszcze niczego się nie dowiedziała. O sakramencie święceń kapłańskich mówi się w teologii, że ma niezatarty charakter. Ono rodzi się w tej pierwszej miłości, która na zawsze wypisana jest na tablicy duszy. Tego nie da się zapomnieć. To nie jest tylko młodzieńczy idealizm, ale rzeczywista łaska. Często na początku naszego powołania wyobrażamy sobie kapłaństwo, snując nierealistyczne wizje "świętego księdza". Z biegiem lat kapłaństwa ten ideał będzie poddawany obróbce dorosłego życia. Życie jest trudnym wychowawcą, którego zadaniem nie jest pozbawianie nas ideałów, ale bycie drogą do ich realizacji.
Różne mogą być genezy naszego powołania. Jedni od wczesnego dzieciństwa, często jako zapatrzeni w księdza ministranci, planują wstąpienie do seminarium. Ich powołanie jest bardziej duchowym przeczuciem, upodobaniem i marzeniem. Inni, pochwyceni przez duchowe przebudzenie, najczęściej dokonujące się w ramach jakiegoś ruchu czy wspólnoty, otrzymują powołanie, słysząc wewnętrzny głos, często bardzo konkretny, czym sami są nieraz zaskoczeni. Jeszcze inni podejmują drogę do kapłaństwa służebnego po głębokiej refleksji, zasmakowawszy wcześniej kawałka dorosłego życia. Niektórzy musieli dodatkowo przełamać niechęć rodziców albo czekać na ich zgodę. To są kwestie indywidualne. Wszystko streszcza się w tym jednym słowie Jezusa, który mówi: "Pójdźcie za mną!". Łaska powołania jest wewnętrznym, intuicyjnym przekonaniem, że to jest dla mnie najlepsza droga, wybrana przez Jezusa. Naturalną odpowiedzią na to powołanie jest zawsze: chcę być Jezusem, chcę być taki jak On, chcę być z Nim.
Jezus mówi: "Pójdźcie za Mną", ale natychmiast dodaje, po co: "a uczynię was rybakami ludzi". On sam jest Rybakiem ludzi, już w następnym fragmencie przedstawiona zostaje panorama działalności Jezusa nauczającego, że "bliskie jest królestwo Boże" i leczącego "wszelkie choroby i wszelkie słabości" (Mt 4,24). Mówiąc, że staną się rybakami ludzi, Jezus przemawia do rybaków, mówi do nich językiem, który rozumieją. To dlatego natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Oni to zrozumieli. Żeby dotrzeć do istoty i motywacji ich powołania, spróbujmy zestawić ten fragment Ewangelii wg św. Mateusza z piątym rozdziałem Ewangelii wg św. Łukasza, w którym powołanie Szymona jest odpowiedzią na obfity połów (Łk 5,4-11). Rybacy rzucają w jezioro sieci, które potem okazują się puste, tak jak po zmartwychwstaniu Jezusa, gdy przez całą noc uczniowie niczego nie ułowili (J 21,3). Może to być obrazem życia, które odrzuca powołanie. Takie życie jest puste. Nie chodzi tylko o tych, którzy nie zdecydowali się odpowiedzieć pozytywnie na powołanie kapłańskie, ani nawet o tych, którzy porzucili kapłaństwo. Możemy na to spojrzeć głębiej. Można być księdzem, ale mieć wrażenie, że sieci ciągle są puste. Dlaczego tak się dzieje? Bo można zostać księdzem, ale nie zostawić sieci, nie zostawić uwikłań starego życia. Można pozostać raczej Szymonem, niż stać się Piotrem, i wciąż być raczej dzieckiem tych rodziców, którzy pozostali przy brzegu (Mt 4,21-22). Ewangelie podkreślają, że oni natychmiast zostawili łódź i ojca (Mt 4,22; Mk 1,18). Może to jest ten radykalizm ewangelii, ten miecz, który odcina syna od jego ojca (Mt 10,34-35), który jest miłością większą niż miłość do ojca i matki (Mt 10,37). Aby wziąć swój krzyż, krzyż nowego życia, trzeba stracić stare życie (Mt 10,38-39). Jak zobaczymy później, apostołowie podczas męki Jezusa doświadczą tego bolesnego przecięcia więzów ze starym życiem i jego bezowocną tożsamością.
"A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim" (Mt 4,22). Każde powołanie jest faktem: opuszcza się dom rodzinny, idzie się do seminarium, do zakonu. Jezus natychmiast uczynił tych rybaków apostołami, temu nie można zaprzeczyć. A przecież oni jeszcze niczego nie rozumieli. Ale to nie miało żadnego znaczenia. Podjęli decyzję, nikt ich do tego nie zmuszał, z wyjątkiem wielkiej łaski, która pozwoliła im zrozumieć jedną rzecz: pustkę ich sieci i obfity połów Jezusa (Łk 5,4-11). Liczne tłumy i uzdrowienia wszystkich cierpiących (Mt 4,23-25) nadawały sens ich decyzji i były ich motywacją. Oni chcieli być z Nim, być jak On. Powołanie wymaga równowagi między dwiema motywacjami. Pierwszą motywacją jest życie, któremu Jezus nadaje sens, życie, które ma smak, życie, w którym Bóg jest kimś żywym. Takie życie warto podjąć, dla takiego Boga warto żyć. Jest to motywacja nakierowana na siebie, do wewnątrz. Drugą motywacją są te liczne tłumy, które otaczają Jezusa. A skoro oni są z Nim, rzesze ludzi otaczają także ich. Oni przy Nim są "kimś". Nie wiemy, ile w tych rybakach było myślenia o dobru narodu Izraela i czy już wtedy myśleli o sobie jak o lekarzach dusz i ciał ludzkich. Gdy rodzi się w nas powołanie, bez wątpienia myślimy także o tym, kim będziemy dla ludzi. To jest dobra motywacja. Ale owo bycie kimś ważnym dla ludzi, niesienie dobra, jest możliwe tylko wtedy, gdy odnajdujemy tę pierwszą motywację, czyli wewnętrzne spotkanie z Bogiem żywym. Doświadczenie oscylujące między osobistym przeżywaniem relacji z Jezusem a owocnością misji wśród ludu Bożego jest drogą całego życia.
Udzielił im władzy
Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy - Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. (Mt 10,1-4)
W Ewangelii wg św. Mateusza zaraz po powołaniu pierwszych czterech apostołów (Mt 4,18-22) umieszczone zostało kazanie na górze (Mt 5-7), które może być rozumiane jako wyraz piękna powołania kapłańskiego. Osiem błogosławieństw i pogłębione odczytanie przykazań Starego Przymierza, których szczytem jest miłość nieprzyjaciół, ukryta modlitwa, jałmużna, post i odrzucenie troski o dobra materialne są jak poezja Boga, która pozwala wznieść się ponad ludzkie cierpienie na wyżyny samego bóstwa, aby żyć w całkowitej wolności od wszystkiego. Nie przypadkiem dwunastu apostołów jako pierwszych nazwanych zostaje uczniami (Mt 10,1). To oni jako pierwsi mają nauczyć się ewangelii, która nadaje sens Prawu. Jezus pozwala im zobaczyć w nim drogę do prawdziwego życia w Bogu. Czasami błędnie rozumie się kazanie na górze, przestawiając Jezusa wołającego ze szczytu góry do licznych tłumów. A przecież Jezus wygłosił to kazanie przede wszystkim do swoich uczniów otoczonych cierpiącymi ludźmi. Apostołowie mieli zobaczyć lud Boży, który w swoim cierpieniu potrzebuje słowa błogosławieństwa. Dlatego bezpośrednio po błogosławieństwach jest mowa o "soli ziemi", o "świetle świata" i "mieście położonym na górze" (Mt 5,13-16). Taka też jest rola księdza pośród ludzi. Słowa kazania na górze dotyczą wszystkich, ale to ksiądz jest tym, który nie pozwala upaść ani jednej jocie, ani jednej kresce w prawie Bożym (Mt 5,18), po to, aby pokazać ludziom, że ich religijność jest drogą do odnalezienia żywego Boga.
Bezpośrednio po kazaniu na górze, w ósmym i dziewiątym rozdziale, nazywanymi "ewangelią dziesięciu cudów", Jezus ukazuje uczniom swoją moc. Uwieńczeniem tych rozdziałów jest rozdział dziesiąty, w którym czytamy, że przekazuje tę moc swoim uczniom. Wybór dwunastu uczniów utożsamiany jest z udzieleniem im władzy nad duchami nieczystymi i leczeniem wszystkich chorób i wszelkich słabości (Mt 10,1). Jednocześnie ewangelista podaje imiona tych apostołów. Imiona są naszą tożsamością, a więc są potwierdzeniem naszego powołania "po imieniu". Tutaj spotykają się dwa bieguny powołania apostolskiego. Pierwszym jest świadomość tego, kim jesteśmy dla nas samych, czyli uczniami wybranymi przez Jezusa na apostołów, drugim biegunem jest to, do czego Jezus nas powołuje. Sama świadomość bycia powołanym i wybranym przez Jezusa do kapłaństwa służebnego jest tylko połową drogi do realizacji tego powołania. Ono będzie się w sposób nieomylny weryfikowało przez to, co dokonywać się będzie przez nasze usta i nasze ręce. Dlatego w dalszym ciągu tego dziesiątego rozdziału, w mowie misyjnej, Jezus daje szczegółowe instrukcje, jak mamy pełnić naszą misję (Mt 10,5-16). W słowach: "Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela" (Mt 10,6) Jezus mówi, że nasza misja ma być nakierowana przede wszystkim do wewnątrz Kościoła, o czym mówią też dokumenty Soboru Watykańskiego II. Mamy uzdrawiać ludzi, aby słowo, które głosimy, było potwierdzone mocą wychodzącą od samego Boga. Gdy Bóg zaczyna zmieniać ludzką rzeczywistość, świat odpowiada uciskiem i sprzeciwem (Mt 10,17-33). Jedyną odpowiedzią na prześladowania jest bojaźń Boża (Mt 10,28), dlatego mamy być gotowi na wzięcie naszego krzyża (Mt 10,38). Wtedy Jezus utożsamia się z nami, bo na pewno nie zabraknie nam tych, którzy podadzą nam kubek świeżej wody (Mt 10,42). Obraz uczniów przemieszczających się od miasta do miasta bez zbędnego bagażu (Mt 10,5-10) może wydać się nam daleki od stacjonarnego trybu życia na plebani czy w klasztorze. Między Kościołem będącym obrazem Jezusa i jego uczniów wędrujących po Galilei a Kościołem ustanawianym w poszczególnych miastach przez świętego Pawła i innych apostołów nie ma sprzeczności. Czy remontowane, utrzymywane i zarządzane przez nas parafie należą do nas? Mieszkamy w domach, których nie budowaliśmy (Joz 24,13). To zdanie Jezusa: "Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!" (Mt 10,8), może dotyczyć nie tylko daru głoszenia słowa i uzdrawiania chorych. Możemy je rozumieć także jako to wszystko, co otrzymujemy na parafii. Wszystko, co przepływa przez nasze ręce, jest darem Boga i mamy całkowitą wolność, aby zrobić z tym to, co dyktuje nam serce. Każda parafia jest Galileą, jest wędrówką z Jezusem przez miasta i wioski, w których możemy być życzliwie przyjęci albo odrzuceni (Mt 10,13-14), możemy cierpieć ucisk, oskarżenia, kłamstwa i oszczerstwa (Mt 10,25). I gdy Jezus mówi w mowie misyjnej, że nie przyszedł przynieść na ziemię pokoju, ale miecz (Mt 10,34), czy nie przypomina nam to owych trudnych momentów na parafii, kiedy trzeba wziąć ten krzyż i iść za Nim (Mt 10,38). Jesteśmy czasami jak owce między wilkami (Mt 10,16), dlatego często musimy być "roztropni jak węże", ale ta roztropność potrzebuje nieskazitelności gołębia (Mt 10,16). A wtedy nie mamy się czego bać, bo bez woli Ojca żaden wróbel nie spadnie na ziemię (Mt 10,29). To prawda, wiele naszych włosów i łez, jak te wróble, spada na ziemię w samotności plebanii, z woli Ojca.
1 Cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. V, Poznań 2015.