Głębia Challengera - Neal Shusterman

Kup ebooka

35.99 zł
29.87 zł (18,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

4 Tym cię mogą załatwić

Nie pamiętam, kiedy zaczęła się ta podróż. Zupełnie jakbym był tu zawsze, tylko że to niemożliwe, bo istniało jakieś "wcześniej", zaledwie tydzień, miesiąc albo rok temu. Ale jestem prawie pewien, że wciąż mam piętnaście lat. Nawet jeśli przebywam na tej starej drewnianej łajbie całe lata, wciąż mam piętnaście lat. Tutaj czas płynie inaczej. Nie porusza się naprzód, ale na boki jak krab.

Nie znam wielu pozostałych członków załogi. A może po prostu zapominam ich po chwili, bo wszyscy mają w sobie coś bezimiennego. Są wśród nich starsi, którzy chyba spędzili całe życie na morzu. To oficerowie na tym statku, o ile można ich tak nazwać. Halloweenowi piraci, tak samo jak kapitan, ze sztucznymi poczerniałymi zębami, bawiący się w "cukierek albo psikus" na progu piekła. Śmiałbym się z nich, gdybym nie wierzył z całego serca, że wyłupią mi oczy plastikowymi hakami.

Są też młodsi, dzieci takie jak ja: ich przestępstwa wygnały je z ciepłych domów albo z zimnych domów, albo z braku domów, wskutek rodzicielskiego spisku, który widzi wszystko nieruchomymi oczami Wielkiego Brata.

Moi koledzy z załogi, i chłopcy, i dziewczyny, skupiają się na swojej bezproduktywnej robocie i nie mówią do mnie nic oprócz: "Zejdź mi z drogi" albo "Nie ruszaj moich rzeczy". Zupełnie jakby ktoś z nas miał cokolwiek, czego warto pilnować. Czasami próbuję pomóc im w ich zajęciach, ale odwracają się albo odpychają mnie, niezadowoleni, że się zaoferowałem.

Ciągle sobie wyobrażam, że na pokładzie jest moja młodsza siostra, chociaż wiem, że jej tu nie ma. Nie powinienem pomóc jej w matematyce? W myślach widzę, jak na mnie czeka i czeka, ale nie wiem, gdzie jest. Wiem tylko tyle, że nie przychodzę. Jak mogłem jej to zrobić?

Wszystkich na pokładzie ma na oku kapitan, który jest w pewien sposób znajomy, a w pewien nie. Wydaje się, że wie o mnie wszystko, chociaż ja nie wiem o nim nic.

- To jest moja sprawa, żeby trzymać w garści twoje sprawy - powiedział.

Kapitan ma przepaskę na oku i papugę. Papuga ma przepaskę na oku i kartę magnetyczną na szyi.

- Nie powinno mnie tu być - skarżę się kapitanowi. Zastanawiam się, czy mówiłem mu to już wcześniej. - Czekają na mnie klasówki i referaty do napisania, i brudne ciuchy, których nie zdążyłem pozbierać z podłogi, i koledzy, masa kolegów.

Kapitan zaciska szczęki i nic nie odpowiada, za to papuga mówi:

- Tu też będziesz miał kolegów, masę kolegów, tu też!

Któreś z dzieci szepce mi do ucha:

- Nic nie mów papudze. To tym cię mogą załatwić.

5 Jestem kompasem

Tego, co czuję, nie da się ująć w słowa albo może się da, ale są to słowa w języku, którego nikt nie rozumie. Moje emocje mówią językami. Radość przekształca się w gniew, gniew w strach, a strach w ironiczne rozbawienie, jak wtedy, gdy skaczesz z samolotu z szeroko rozłożonymi rękami, wiedząc bez cienia wątpliwości, że potrafisz latać, a potem odkrywasz, że wcale nie potrafisz i nie tylko nie masz spadochronu, ale nawet ubrania, a ludzie w dole patrzą przez lornetki i śmieją się z ciebie, gdy spadasz jak kłoda ku bardzo krępującej zgubie.

Nawigator każe mi się tym nie przejmować. Wskazuje palcem blok pergaminu, w którym często rysuję dla zabicia czasu.

- Ujmij swoje uczucia w linie i kolory - mówi. - Kolor, walor, fular, dolar. Prawdziwe bogactwo jest w tym, jak twoje rysunki chwytają mnie za serce, krzyczą do mnie, otwierają mi oczy. Moje mapy wskazują nam kierunek, ale twoje wizje wskazują nam drogę. Jesteś kompasem, Cadenie Boschu. Jesteś kompasem!

- Jeżeli jestem kompasem, to raczej takim do niczego - stwierdzam. - Nie umiem znaleźć północy.

- Oczywiście, że umiesz - odpowiada. - Po prostu na tych wodach północ ciągle goni własny ogon.

To mi przypomina pewnego kolegę, który myślał, że północ znajduje się zawsze tam, gdzie patrzył. Teraz myślę, że może miał rację.

Nawigator wybrał mnie na współlokatora, kiedy mój dawny sąsiad, którego ledwo co pamiętam, zniknął bez wyjaśnienia. Dzielimy kajutę za małą dla jednej osoby, a co dopiero dla dwóch.

- Jesteś najprzyzwoitszy wśród tutejszych nieprzyzwoitych - mówi mi. - Twoje serce nie nasiąkło chłodem morza. Poza tym masz talent. Talent, talon, trwałość, zazdrość. Twój talent sprawi, że cały statek zzielenieje z zazdrości, zapamiętaj moje słowa!

To chłopak, który był już na wielu wyprawach. I jest dalekowidzem. To znaczy, że kiedy na ciebie patrzy, nie widzi ciebie, ale coś za tobą, ileś wymiarów dalej niż nasz. Zwykle nie patrzy na ludzi. Za bardzo jest zajęty tworzeniem map nawigacyjnych. Tak je w każdym razie nazywa. Są pełne liczb i słów, i strzałek, i linii łączących kropki gwiazd w konstelacje, których nigdy wcześniej nie widziałem.

- Tutaj niebo jest inne - mówi. - Trzeba widzieć w gwiazdach inne wzory. Wzory, wagary, skalary, zegary. Chodzi o to, żeby odmierzać mijający dzień. Rozumiesz?

- Nie.

- Jak ziemia, to płoza, jak płoza, to koza. To jest odpowiedź, powiadam. Koza. Zjada wszystko, trawi świat, zmienia go w część własnego dna, a potem wypluwa, przywłaszczając sobie jego terytorium. Terytorium, prosektorium, podmuch, posłuch. Posłuchaj, co mówię. Znak kozy kryje odpowiedź na pytanie o cel naszej podróży. W tym wszystkim jest sens. Szukaj kozy.

Nawigator jest genialny. Tak genialny, że głowa mi pęka od samej jego obecności.

- Dlaczego się tu znalazłem? - pytam go. - Skoro wszystko ma sens, jaki jest mój sens na tym statku?

Wraca do swoich map, pisze jakieś słowa i dodaje nowe strzałki do tych, które już tam są, nawarstwia swoje myśli tak gęsto, że tylko on umie je rozszyfrować.

- Sens, fajans, futryna, fiszbin, delfin, drzwi. Ty stanowisz drzwi do zbawienia świata.

- Ja? Jesteś pewien?

- Równie pewien jak tego, że jedziemy tym pociągiem.

8 Sprowadzenie na ziemię

- Jak to chce cię zabić? - Mój tata wychodzi na korytarz na piętrze i zamyka drzwi do pokoju siostry. Słabe światło pada pod nieśmiałym kątem z łazienki w głębi holu. - Caden, to jest poważna sprawa. Jeżeli jakiś chłopiec w szkole ci grozi, musisz mi powiedzieć, co się dzieje.

Stoi i czeka, a ja żałuję, że się w ogóle odezwałem. Mama dalej rozmawia z babcią przez telefon i przychodzi mi do głowy, że może to wcale nie jest babcia, może mama udaje - rozmawia z kimś innym, być może o mnie, używając szyfru. Ale po co? Przecież to bez sensu. Nie, po prostu gada z babcią. O termitach.

- Powiedziałeś o tym chłopcu nauczycielom?

- Nie.

- Co zrobił? Groził ci bezpośrednio?

- Nie.

Tata robi głęboki wdech.

- Dobrze, to skoro otwarcie ci nie groził, może nie jest aż tak źle, jak myślisz. Czy on chodzi do szkoły z jakąś bronią?

- Nie. To znaczy może. Tak... tak, myślę, że chyba ma nóż.

- Widziałeś?

- Nie, po prostu wiem. No wiesz, to jest ten typ chłopaka, który ma nóż.

Tata znowu głęboko oddycha i drapie się po przerzedzonych włosach.

- Powtórz mi dokładnie, co ci powiedział. Spróbuj sobie wszystko przypomnieć.

Grzebię głęboko w mózgu, szukając słów, które to wytłumaczą, ale nie daję rady.

- Nie chodzi o to, co powiedział, ale czego nie powiedział.

Mój tata jest księgowym: lewa półkula, rozumowanie liniowe, dlatego wcale mnie nie dziwi, kiedy stwierdza:

- Nie rozumiem.

Odwracam się i zaczynam bawić fotografią rodzinną na ścianie, przekrzywiam ją. To mi przeszkadza, więc szybko znowu ją prostuję.

- Nieważne - odpowiadam. - To nie ma znaczenia. - Próbuję uciec na dół po schodach, bo bardzo chcę usłyszeć, o czym rozmawia mama, ale tata lekko łapie mnie za ramię. Wystarczy, żeby mnie zatrzymać.

- Poczekaj chwilę - mówi. - Chciałbym wszystko zrozumieć. Chłopiec, który cię zdenerwował, chodzi z tobą do klasy i w jego zachowaniu jest coś, co wydaje ci się groźne.

- W sumie to nie mam z nim lekcji.

- Więc skąd go znasz?

- Nie znam. Ale czasami mijam go na korytarzu.

Tata spuszcza wzrok, liczy coś w myślach, a potem znowu na mnie patrzy.

- Caden... skoro go nie znasz, a on nigdy ci nie groził, po prostu czasem mija cię na korytarzu, to skąd przyszło ci do głowy, że chce ci zrobić krzywdę? Pewnie nawet cię nie kojarzy.

- Jasne, masz rację, po prostu jestem zestresowany.

- Pewnie reagujesz przesadnie.

- Właśnie, przesadnie. - Teraz, kiedy powiedziałem to na głos, słyszę, jak głupio brzmiało to, co mówiłem wcześniej. Przecież ten chłopak nawet nie wie, że istnieję. A ja nie wiem, jak ma na imię.

- Liceum bywa stresujące - stwierdza tata. - Wiele rzeczy może człowieka zdenerwować. Przykro mi, że nosiłeś w sobie coś takiego. Co za straszna myśl! Ale każdy czasami potrzebuje, żeby go sprowadzić na ziemię, no nie?

- Właśnie.

- To co, lepiej się czujesz?

- Aha, już lepiej. Dzięki.

Kiedy odchodzę, on dalej mi się przygląda, jakby wiedział, że kłamię. Rodzice zauważyli, że ostatnio mnie nosi. Tata uważa, że powinienem zająć się sportem, żeby uwolnić tę nerwową energię. Mama uważa, że powinienem uprawiać jogę.