Gilgamesz - Marta Pycior

-
Proszę czekać

I.

Dawno, dawno temu w najpiękniejszym zakątku ziemi znajdowało się miasto Uruk, którym władał dzielny i wojowniczy król Gilgamesz. To słynne miasto leżało pośród kwitnących kolorowo ogrodów i zieleniejących się pól uprawnych, nawadnianych przez kanały i koryta rybnych rzek. Wysokie i solidne mury zbudowane na rozkaz zapobiegliwego króla - Dzielnego Gilgamesza, strzegły nie tylko dostojnych, wielopiętrowych domostw bogaczy, ale też i prostych, parterowych budowli biedniejszych mieszkańców. Te wyjątkowe w swej skuteczności i pięknie mury były dumą króla, który czuwał nad ich rozbudową ze względu na stale powiększające się miasto i dbał o nienaganny ich stan. W dzielnicy zwanej Eanna - czyli w najważniejszej, centralnej części miasta Uruk - znajdowała się świątynia poświęcona bogini miłości - Isztar, najpiękniejszej ze wszystkich bogiń. Żaden wcześniejszy król ani żaden późniejszy - nie zbudował jej równie wystawnej świątyni. Tutaj właśnie, w specjalnej niszy wybudowanej dla przechowywania pism religijnych i dokumentów najwyższej rangi - były złożone liczne tablice z drogocennych kamieni, w których wyryto teksty znakami pisma klinowego. Pośród tych tablic ułożonych w stosy znajdowała się ogromna skrzynia z ozdobnymi okuciami oraz tajemniczym zamkiem. Nikt nigdy tej skrzyni nie podnosił, nikt nie miał prawa jej miejsca już zmieniać - zaraz po tym, kiedy z wielką starannością ułożono w niej tablice inkrustowane białą masą perłową w najdroższym kamieniu, w granatowym lapis lazuli. Na tablicach tych spisano pismem klinowym dzieje życia króla Uruk, Dzielnego Gilgamesza, największego i najsłynniejszego bohatera wszechczasów. Z tych tablic skrybowie sporządzali jak najwierniejsze kopie i rozpowszechniali je, aby w ten sposób każdy, kto potrafił czytać, mógł poznać historię tego legendarnego króla, a ci, którzy nie potrafili - mieli słuchać tych, którzy im łaskawie przeczytać lub opowiedzieć zechcą. Dzieje Gilgamesza miały być czytane i opowiadane potomnym wciąż od nowa i od nowa po wsze czasy, aby pamięć po nim została wiecznie żywa. Tak zdecydował sam król, gdy u kresu swego życia spacerował po wysokich obronnych murach swego miasta i rozmyślał o sensie życia w ogóle, a o swoim - w szczególności.

Niniejszy przekaz, jako współczesny rodzaj tablicy glinianej, również wypełnia to życzenie.

Dzielny Gilgamesz w chwili urodzenia otrzymał cenne dary - po ojcu, królu Lugalbanda - odwagę do wielkich czynów, a mądrość i piękną postawę - po matce, królowej bogini Ninsunie. Gdy dorósł, został uznany za najpiękniejszego i najdzielniejszego mężczyznę kraju. Powierzono mu królestwo oraz dowództwo nad wielką armią Uruk. Był niezastąpiony, gdy stał na czele tej niezwyciężonej armii, której siła nie miała sobie równej, ale był także niezastąpiony, gdy trzeba było stać na tyłach wojska i wzmacniać ducha walecznego żołnierzy.

W czasach pokoju dbał o dobro swoich poddanych, pierwszy wytyczał nowe trasy przez morza i góry, zachęcał kupców do handlu z państwami w odległych częściach świata, a nawet pilnował kalendarza świąt religijnych. Nie znalazł się żaden człowiek na ziemi, który odważyłby się rywalizować siłą lub mądrością z Gilgameszem, dlatego też z czasem - rozparty dumą - coraz bardziej się wywyższał. Zaczął nosić dumnie głowę niczym dziki, szarżujący bawół. Przestał szanować wieczyste prawa przodków i ustanawiał swoje. Stał się arogancki i zarozumiały, nie interesował się swoimi poddanymi, ale wydawał im rozkazy jak żołnierzom na polu bitwy. Wymagał od wszystkich ślepego i bezwzględnego posłuszeństwa. A co najgorsze, rościł sobie prawo do starszeństwa nad wszystkimi rodami, a nawet do pierwszej nocy nowo poślubionych panien.

Podwładni stracili nadzieję, że król złagodnieje i wycofa z własnej woli bezlitosne dekrety, dlatego postanowili prosić bogów o pomoc. W oczach ludzi, to właśnie brak umiaru był najgorszym grzechem, spośród wszystkich możliwych ludzkich grzechów. Podczas corocznego święta bogini Aruru wszyscy mieszkańcy Uruk, jak tradycja nakazywała, przybyli złożyć w jej świątyni ofiary ze zboża i owoców. Przy tej okazji zapalono rytualne wonne kadzidła, a kobiety modlitewnym śpiewem błagały o pomoc:

"Czcigodna Bogini Aruru o wyglądzie ludzkim!

Pomóż nam i działaj razem z Anu, twoim ojcem Niebiańskim.

Przy udziale boga Huraganu tutaj wezwanego.

Stwórz Gilgameszowi przeciwnika godnego,

Aby ten zajęty bitwami, nikogo już nie nękał

I w ten sposób Uruk spokój odzyskał!

Czcigodna Bogini Aruru o wyglądzie ludzkim!

Pomóż nam i działaj razem z Anu,

twoim ojcem Niebiańskim".

Aruru uważnie wysłuchała rozżalonych ludzi skarżących się na nieprawość Gilgamesza. Weszła po tęczy do Nieba, gdyż chciała naradzić się ze swym ojcem, bogiem Anu, jakie kroki należy podjąć, aby ukarać aroganckiego króla. Gdy oboje zdecydowali już, jak w najlepszy sposób rozwiązać sytuację, Aruru wymyła ręce w deszczowej wodzie przed tym, co miała uczynić nie z własnej inicjatywy i nie z własnej woli. Zeszła potem po tęczy na pustynię, wzięła grudę gliny i ulepiła alter ego Gilgamesza.

- Stwarzam ciebie światu w samotności wiatru pustyni - przemówiła bogini Aruru, lepiąc wojownika o równej Gilgameszowi sile i równie pięknym go czyniąc. - Stwarzam cię masywnym niczym boski meteoryt Ninurtu. Czynię cię pięknym i dzielnym, abyś godnym mógł być tego, który ci rozkazał istnieć, mojego ojca - Czcigodnego Anu Niebiańskiego. Odziewam cię we włosy, które wyrosną ci na całym ciele. Będziesz żył nagi pośród hordy dzikich zwierząt w lesie, pił z nimi zimną wodę źródlaną i mieszkał w norach lub jaskiniach. Nazywać się będziesz Enkidu. Niech się stanie, co się stać powinno.

Gdy Aruru skończyła lepić śmiałka, odeszła pozostawiając go samego na pustyni.

Bohater z czasów powstania Eposu o Gilgameszu