Ghost Wallet - Carvillian Whitemage

Kup ebooka

60.58 zł
50.26 zł (60,56 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 5: PROTOKÓŁ ZURYCH

Wilanów, Warszawa - Dzień pierwszy

12 grudnia 2025, godzina 6:47

Mercedes klasy S zatrzymał się przed bramą willi na Królewskiej dokładnie o szóstej czterdzieści siedem, punktualność która nie była przypadkowa tylko demonstracją kontroli. Carnivean wysiadł z tylnego siedzenia niosąc jedną torbę podróżną i plecak - wszystko co zdołał spakować w dwadzieścia minut po telefonie budzącym go o piątej trzydzieści. Kierowca nie powiedział ani słowa, tylko skinął głową w stronę wejścia i odjechał pozostawiając go przed masywną stalową bramą z interkomem.

Carnivean nacisnął guzik. Brzęczyk zabrzmiał raz, dwa razy, potem mechaniczny głos - system rozpoznawania, nie człowiek.

- Identyfikacja.

- Carnivean Blackdream - powiedział do mikrofonu czując się absurdalnie wymawiając pseudonim na głos jak hasło do tajnego klubu.

Brama otworzyła się z cichym sykiem hydrauliki. Za nią rozciągał się podjazd z kostki brukowej prowadzący do dwupiętrowego domu z białej cegły otoczonego wysokim murem pokrytym bluszczem który wyglądał na naturalny ale prawdopodobnie ukrywał sensory ruchu i kamery. Okna z ciemnego szkła niemożliwego do zajrzenia z zewnątrz. Ogród zadbany ale spartański - trawa, kilka drzew, żadnych kwiatów ani dekoracji, funkcjonalność ponad estetykę.

Drzwi wejściowe otworzyły się zanim zdążył zapukać.

Scarlett stała w progu w czarnych legginsach i oversize'owej bluzie z kapturem szarej jak poranek za oknem, włosy związane w niedbały kok, twarz bez makijażu pokazująca blade piegi na nosie których nie zauważył wczoraj w penthouse. Wyglądała młodziej bez całej tej war paint, bardziej jak normalna kobieta która właśnie wstała i jeszcze nie wypiła kawy niż hacker z legendy dark webu.

- Wchodź - powiedziała głosem zachrypniętym od snu albo od płaczu, trudno było rozróżnić. - Flow jest już w piwnicy, nie wyszedł stamtąd odkąd przyjechał o siódmej. Frost ma się zjawić za godzinę z breakfast i briefingiem.

Carnivean wszedł do środka, buty automatycznie zdejmując na wycieraczce mimo że nikt go o to nie prosił, polski nawyk silniejszy niż logika. Wnętrze było zaskakująco... normalne. Nie luksusowe jak penthouse, nie sterylne jak safe house z filmów, tylko po prostu dom - drewniana podłoga lekko zarysowana przez lata użytkowania, meble IKEA wyglądające na kilka lat starości, zdjęcia krajobrazów na ścianach prawdopodobnie kupione w Castoramie. Jedyną rzeczą zdradzającą prawdziwe przeznaczenie tego miejsca były kamery w rogach sufitu, ledwo widoczne czarne kopułki, i metalowa konsola przy drzwiach pokazująca status wszystkich wejść i okien - wszystkie pozycje świeciły się na zielono, "SECURED".

- Twoja sypialnia na górze, pierwsza po prawej - Scarlett wskazała schody gestem zmęczonym jakby już to mówiła dziesięć razy wcześniej mimo że był pierwszą osobą której pokazywała pokój. - Łazienka na końcu korytarza, dzielisz z Flow ale on raczej nie korzysta, chyba śpi w tej piwnicy przy komputerach. Mój pokój pierwszy po lewej, nie wchodzić bez pukania, mam... zabezpieczenia.

Sposób w jaki powiedziała ostatnie słowo brzmiał jednocześnie jak żart i poważne ostrzeżenie.

- Miałaś już okazję się rozgościć? - zapytał Carnivean starając się brzmi na casual mimo że rozmowa była niezręczna w sposób który trudno było nazwać, dwie osoby zmuszane do życia razem przez okoliczności nie z wyboru.

Scarlett wzruszyła ramionami, gest niewiele mówiący.

- Przyjechałam wczoraj wieczorem po... po rozmowie z Frostem. Nie spałam za dobrze. Za dużo myśli. - Odwróciła się w stronę kuchni na końcu korytarza. - Robię kawę, chcesz?

- Poproszę. Czarną, bez cukru.

- Wszyscy w tym biznesie piją czarną kawę bez cukru - zauważyła z czymś co mogło być uśmiechem na krawędzi głosu. - Jakby słodycz była tożsama z słabością.

Carnivean nie odpowiedział bo nie miał dobrej odpowiedzi, tylko poszedł za nią do kuchni która była przestronna i wyposażona w sprzęt wyglądający na nowy ale niedotykany, lodówka pusta poza butelkami wody mineralnej i opakowaniem mleka które Scarlett właśnie otworzyła węchem sprawdzając czy nie skwaśniało.

Ekspres do kawy zaczął bulgotać, dźwięk kojący w porannej ciszy.

- Przepraszam za wczoraj - powiedziała Scarlett nagle nie patrząc na niego, wzrok utkwiony w ciemnym płynie powoli wypełniającym szklany dzbanek. - Za to co widziałeś. Za... Therona. To nie było tym czym wyglądało. Albo może było dokładnie tym czym wyglądało, ale nie z wyboru. On ma... kontrolę. Nad wieloma rzeczami. Nad wieloma ludźmi. Nad mną też.

Carnivean czuł jak jego żołądek zaciska się nieprzyjemnie słysząc to potwierdzenie czegoś co podejrzewał ale wolał nie wiedzieć na pewno.

- Nie musisz mi się tłumaczyć - powiedział cicho. - Twoje sprawy to twoje sprawy. Przyszedłem tu dla pieniędzy i dla odpowiedzi na pytania które zadaję sobie od czterech lat. Nie dla... niczego innego.

Zabrzmiało to bardziej ostro niż zamierzał, defensywnie, jak ktoś kto kłamie sobie samemu.

Scarlett w końcu spojrzała na niego, oczy szare jak poranek za oknem przenikliwe i zmęczone jednocześnie.

- Dobrze - powiedziała po prostu. - Bo tak będzie łatwiej. Nie komplikować. Wejść, wyjść, zabrać pieniądze, nigdy więcej się nie zobaczyć. Prosta transakcja.

Nalała kawę do dwóch kubków, jeden podała Carniveanowi. Ich palce zetknęły się na moment podczas przekazywania, dotyk krótki ale wystarczający żeby poczuć ciepło jej skóry kontrast z zimnem porcelanowego kubka, i oboje szybko cofnęli ręce jakby kontakt był niebezpieczny.

Pili w milczeniu przez długą minutę, jedynym dźwiękiem bulgotanie ekspresu kończącego swój cykl i odległe stukanie klawiszy dochodzące z piwnicy gdzie Flow prawdopodobnie już pracował nad czymś co tylko on rozumiał.

- Powinniśmy zejść na dół - powiedziała w końcu Scarlett odkładając kubek do zlewu. - Poznać setup zanim Frost przyjedzie z planem. Flow lubi kiedy ludzie są punktualni, nie znosi nieefektywności czasowej, jego słowa nie moje.

Piwnica - laboratorium Flow

Schody prowadziły w dół przez wąskie przejście zakończone stalowymi drzwiami z czytnikiem biometrycznym. Scarlett przyłożyła kciuk, skaner zaświecił się na zielono, drzwi otworzyły się z syknięciem ciśnienia jakby pomieszczenie było hermetycznie zamknięte.