Ghost 6. Brama wszechwymiaru - Izi Kadmon

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

S.O.W.A.

Ten Świat

Społeczeństwo, które żyło niezmienną codziennością, coraz bardziej drażniła rosnąca liczba ludności, wierząca w istnienie innego wymiaru Istot Świetlnych. Wszystko to za sprawą głoszącego o tym głośno pewnego profesora, który w odpowiedzi na obrazę ze strony tych pierwszych i nazwanie siebie przywódcą "Oświeconych" zaczął nadużywać w swych wypowiedziach tajemniczego słowa pisanego wielkimi literami: "SOWA", co miało oznaczać: Społeczeństwo Obywateli Wstrzymujących Astral. On sam zaś w zagadkowy sposób zebranych informacji udowadniał SOWIE, że Istoty Świetlne ubierają się w materię tego świata, pozwalając ludziom poznać inną stronę rzeczywistości. Wierzący w wielowymiarowość, nazywani sarkastycznie przez SOWĘ "Oświeconymi" tworzyli grupy i organizacje, chcąc znaleźć sposób na naukowe wyjaśnienia doświadczania wpływu innej rzeczywistości na tę, w której obecnie żyją, i które mogłyby przybliżyć władzom SOWY, oraz wytłumaczyć, że tamte istoty nie przybyły z żadnej dalekiej podróży kosmicznej, ani z żadnej niezbadanej dotąd planety, lecz są, i egzystują z nami cały czas, ale w Wyższym Wymiarze, którego my ludzie żadnym z pięciu zmysłów nie jesteśmy w stanie ogarnąć...

Iszma Hadad skończył właśnie wykład o Wszechmapie Wszechwymiaru. Sam śmiał twierdzić, że nie pochodzi z tej rzeczywistości, ale przybył tu na ten świat, by odnaleźć swego ucznia, którego zgubił podczas nauki w innym wymiarze. Jego dusza trafiła tutaj, dlatego poszedł za nim. Mówił o absolutnej mądrości, jaką zajmują się istoty Wyższego Wymiaru, które otworzyły most na ten świat, by wskazać ludziom prawdę i ujawnić tajemnice egzystencji Wszechwymiaru. To on otworzył oczy mediom, które zaczęły pisać o odkrywaniu nowej rzeczywistości, o naukowych odkryciach i przełomach w świecie fizyki molekularnej, i optyce, jakie nawiązywały do działania Światła z innego wymiaru, którego to wrota znajdują się na ziemi, i otwierają raz do roku. Stał się popularny w tym, co głosił, a zwolennicy jego teorii rośli w siłę. Był to już piąty z jego wstrząsających wykładów na temat pracy nad zgłębianiem tajemnicy wymiarów...

...piąty i ostatni.

Jego słuchacze w większości siedzieli już dawno w domach albo bawili się na imprezach, podczas gdy on opuszczał salę w towarzystwie znanego w tej części regionu reportera Adama Akimowa. Przeszli przez opustoszały korytarz na parterze budynku uniwersytetu, wciąż prowadząc zagorzałą dyskusję na temat celowości istnienia. Doceniony przez przedstawiciela mediów profesor pożegnał się radośnie z ochroniarzem, oddając mu klucze do sali konferencyjnej, po czym uścisnął dłoń reporterowi, wiedząc, że idzie w drugą stronę. Adam obiecał mu nawet drugi wywiad. Iszma z satysfakcją wyszedł z budynku uczelni, zmierzając w kierunku szerokiej bramy. Tymczasem Adam miał odwrócić się i pójść w przeciwną stronę. Doceniony profesor uśmiechnął się pod nosem, będąc myślami w zupełnie innym miejscu. Przeszedł przez bramę, a potem zaczął kroczyć wąskim chodnikiem, prowadzącym na drogę główną i przystanek autobusowy, który czekał na niego tuż za rogiem. W pewnym momencie zorientował się, że samochód, który za nim jechał, zwolnił dorównując mu kroku. Obejrzał się, nie zatrzymując się jednak. Przyspieszył, lecz w tym momencie pojazd wyminął go, a po chwili stanął. Z ciemnego vana wysiadł dobrze zbudowany mężczyzna w garniturze i czarnych rękawiczkach. Zaszedł mu drogę. Profesor odwrócił się, myśląc o ucieczce, ale wtem, pojawił się przed nim kolejny mężczyzna w czarnych okularach z dłońmi opartymi na biodrach, z bronią pod połą rozpiętej marynarki. Masywny samochód cofnął gwałtownie, a agent w okularach otworzył tylne drzwi. Zdjął okulary i spojrzał znacząco na śmiejącego się przez łzy naukowca, który wiedział już, co go czeka.

Tej nocy organizacja Armii Istot Świetlnych została zniszczona, a słuch po niej zaginął...

...

I dlatego też jest nienawiść... zawiść... do tych, którzy mają więcej...

Bo ja przecież nie czuję, że oni są lepsi ode mnie...

Ja zawsze czuję, że ja jestem lepszy od nich...

Pierwszy Posłaniec

Brama Hatohu

Leśny, nocny wiatr ucichł, a mimo to liście zaszeleściły gdzieś nieopodal. Dźwięk cichego spokojnego oddechu wydawał się coraz głośniejszy w ciszy, która narastała teraz pośród gęstych drzew.

Co właściwie Helena Paryska robiła tego dnia na bagniskach w takim stroju? Tego nie wie i nie dowie się chyba nikt...

Złamała się gałąź tuż za drzewem. Wstrzymała oddech i powoli podniosła nogę, robiąc krok w bok, ciekawa tego, co od jakiegoś czasu tropiło ją w skupieniu. Piękny błyszczący obcas, który sama zaprojektowała, zanurzył się teraz w błocie. Zapach wilgotnego bagna nie zmylił czujnego tropiciela. Kwiatowe perfumy Heleny przyprowadziły za sobą coś tajemniczego. Wychyliła się nieco, chcąc ujrzeć, co skrywa się za drzewem. Ciemna mgła zaczęła pochłaniać jego pień i korzenie. Spojrzała w dół. Mgła weszła jej na stopy. Była już tak gęsta, że nie widziała swoich palców, gdy wyciągnęła przed siebie rękę, odzianą w czarną koronkową rękawiczkę. To coś już tu było. Wiedziała, że nie ma dokąd uciec, lecz ciekawość nie pozwalała jej nawet próbować. Chciała dotknąć, poznać czym jest to, co ją ogarnęło, co sprawiło, że nie widziała już nic prócz ciemności, że poczuła, jak ciężko się jej oddycha, że coś zaciska jej się powoli na gardle.

- Kim jesteś? - zapytała, czując obecność żywej istoty, świadomej istoty.

Wtem dostrzegła dwa ślepia wpatrujące się w nią. Osobliwość odezwała się do Heleny w obcym języku. Zobaczyła przed sobą szereg ostrych jak brzytwa śnieżnobiałych szabli, które wyłaniały się z paszczy i zgrzytały o siebie, gdy istota przemawiała do niej. Wpatrywała się w te zębiska w osłupieniu, gdy wreszcie o mały włos, a odcięłyby jej głowę, gdyby coś z tyłu nie pociągnęło jej gwałtownie w tył. Przewróciła się i wpadła do błota. Krzyknęła głośno, widząc, że jej biała koronka z gotyckiej sukienki wybrudziła się, a co gorsza podarła. Podniosła głowę. Mgła zaczęła się cofać przed świetlistą postacią, która pojawiła się niespodziewanie.

- Dobrosław? - zdziwiła się nieco.

Mężczyzna o jasnych włosach ze świetlistym mieczem w dłoni rozproszył ciemność. Biła od niego tak wielka moc, że nie dało jej się skryć nawet w kimś tak cichym i skromnym, jakim był jej bohater, o którym pisała również w swoim modowym, i parapsychologicznym blogu. Tymczasem w oddali rozległ się charakterystyczny galop, galop Ognistogrzywego, najszybszego wierzchowca znanego w tym świecie. Jego obecność oznaczała tylko jedno, nadejście Ahra, wygłodniałych istot z Południa, pożerających każde cenne życie, które spotykały na swojej drodze.

- Szybko w stronę bagien! Jeśli zrobisz, co mówię, uda nam się przed nimi schronić.

- Ale...

- Musisz mi zaufać.

Ten Świat

Tymczasem szesnastoletnia Paulina leżała na plecach z otwartymi oczami. Blask księżyca odbijał się jej na twarzy. Usiadła na łóżku, a potem sięgnęła po stojącą na stole butelkę wody. Spojrzała na śpiącą w drugim łóżku matkę, po czym wstała cicho, nie chcąc jej zbudzić. Delikatnie otworzyła drzwi i przeszła do przedpokoju. W pokoju jej ciotki świeciło się światło. Zapewne jak zwykle rozmawiała z przystojnymi panami przez kamerkę. Dziewczyna rozejrzała się, szukając złotej, brokaconej torebki ciotki. Westchnęła ciężko, rozumiejąc, że torebkę zabrała do swojego pokoju. Zacisnęła zęby, pociągając za klamkę. Lekko uchyliła drzwi, zaglądając do środka. Tak jak myślała, ciotka siedziała w czerwonym szlafroku przed monitorem laptopa i mówiła coś do osoby z drugiej strony ekranu. Nastolatka zaczaiła się za fotelem, dostrzegając rzuconą na szafkę nocną torebkę ciotki, z której akurat wystawał świecący się w złotych drobinkach notes z tajnymi, nieziemsko kuszącymi zapiskami. Wstrzymała oddech, a następnie wysunęła rękę po cenny dla niej skarb. Złapała notes, a zaraz potem wymknęła się z pokoju niezauważona. Odetchnęła głęboko, cicho zamknęła drzwi, po czym udała się do łazienki, gdzie w spokoju otworzyła skradziony notatnik ciotki. Wertowała kartki, krzywiąc się ze zdziwienia, ile numerów kontaktowych mężczyzn pozapisywała. Który z nich należał do motocyklisty? W jaki sposób podała mu swój brulion? Zatrzymała się na stronie, na której dziewięć cyfr zapisanych było niedbale i na ukos. Zaczęła przeglądać inne numery. Ten jeden miał odmienny charakter pisma.

To musi być ten numer! - pomyślała w duchu.

Zapisała go sobie, dodając do kontaktów w swoim smartfonie, po czym wyszła z łazienki uradowana i wrzuciła zeszyt do szufladki, z zamiarem oddania go ciotce o świcie, gdy będzie już spała. Wróciła do pokoju, w którym spały obie z mamą, a później schowała się pod kołdrą swojego łóżka. Jeszcze raz spojrzała na śpiącą odwróconymi do niej plecami mamę, po czym wyciągnęła telefon i utworzyła nową wiadomość.

"Hej" - napisała.

Długo zastanawiała się, czy kliknąć "wyślij", czy nie zaczynać wdawać się w znajomość z nieodpowiedzialnym, szalonym i być może lekkomyślnym, okrutnie przystojnym nieznajomym.

Ahorain

Helena szła niepewnie za Dobrosławem, słysząc szelest w krzakach obok nich. Czarna mgła wchodziła jej na stopy.

- Nie odwracaj się! - potrząsnął nią Dobrosław.

Spojrzała na niego z niezrozumieniem. Szedł szybko przodem z mieczem wyciągniętym przed siebie. Jego krok był pewny i zdecydowany, a aura świetlnego miecza biła na nią, dodając jej odwagi. Podbiegła do niego, lecz wtem coś wyskoczyło pomiędzy nich, cisnąwszy na nią czymś przypominającym czarną galaretę. Pisnęła, ocierając oczy.

- Helena! - zawołała ją świetlista postać.

Starła galaretę z oczu i chwyciła Dobrosława za ręce. Ogarnął ją strach.

- Dokąd my idziemy? Co to są za stworzenia?!

- Cicho - szepnął - Ani drgnij...

Stali przez chwilę w bezruchu. Patrzyła mu w oczy. Jego wzrok skierowany był na coś, co właśnie wyrosło jej za plecami...

- ...

...

"Wiadomość wysłano."

Komu Służysz?

Brama Ahorain

- Wybieram Światło... - rzekł Akudim.

Poczuł, że jakaś zewnętrzna siła otwiera mu oczy. Ujrzał ciemną mgłę, a z niej wynurzającą się rękę, zbliżającą się do niego powoli. Przeląkł się, widząc szpony, a zaraz potem wyłaniające się z ciemności ślepia. Chciał się podnieść, lecz ubyło mu zbyt dużo krwi. Osunął się z powrotem na ziemię.

- Odejdź ode mnie...

- Akudim...

- Kim jesteś?

- Na początku była całość... - odezwała się mgielna istota.

Jedność.

Nieskończoność.

Usłyszał w myślach.

- Potem pojawiliśmy się my... Ahorain...

- Czego ode mnie chcesz? Odejdź!

- Musisz ugiąć się w sobie jeszcze bardziej i wzrosnąć, a zrozumiesz, że ciemność, którą we mnie widzisz, może służyć wyższemu celowi.

- Jaki twój cel i komu służysz?

- W Wyższym Świecie, do którego należymy, nie ma siły, która nie służy Najwyższemu, są tylko ci, którzy to rozumieją lub ci, którzy jeszcze do tego nie dorośli. Dlatego ograniczam Światło dla tych, którzy nie są jego godni.

- Nie jestem godny? - zapytał Akudim, rozumiejąc, że ciemność przenika go z każdej strony.

W końcu ogarnęła go całkowicie.

- Adamie, obudź się! - odezwał się mroczny anioł, zwracając się teraz do stojącego obok i obserwującego ich dwójkę Adama.

Ten Świat

Młody mężczyzna obudził się, przecierając oczy. Wypił szklankę wody i otworzył okno. Poczuł chłód świtającego powoli dnia. Sen, z którego właśnie się przebudził, wydawał mu się tak rzeczywisty, jakby odtwarzał w myślach jakieś wspomnienia z przeszłości. Zastanawiał się, czy to możliwe, żeby wyśnić kontynuację snu z poprzednich nocy? Czy to wszystko przyśniło mu się teraz? Nie miał czasu na zagłębianie się w te wątpliwości. Odgórny rozkaz z tajnej agencji, dla której pracował, uwiązał go w mieście z dala od kolegów ze studia fotograficznego. Agencja nie pozwoliła mu podejmować żadnych innych zleceń. Miał czekać w gotowości. Pozostało mu pracować zdalnie, a tej pracy również nie było mało. Czekał na niego zaległy artykuł, dla jednego z najbardziej popularnych portali informacyjnych, z którym również współpracował od dawna. W końcu to właśnie dzięki niemu wybił się i zaistniał w sieci, jako "Aki". Obróbka zdjęć dla studia musiała zaczekać na później. Usiadł przy komputerze, a wtedy naszły go nowe rozterki. Zastanawiał się, dlaczego Miura zabronił mu pisać jakikolwiek artykuł o tzw. Dniu Radości i dlaczego nie mógł spisać wywiadu z profesorem? Wszystkie tematy, które łączyła ze sobą osoba Iszmy Hadada, stały się nagle ściśle tajne, co tym bardziej ciekawiło żądnego sensacji, rozchwytywanego i nieustraszonego Adama Akimowa.

Po dwóch godzinach siedzenia przed komputerem i zbierania informacji na temat owego Dnia Radości oczy same mu się zamknęły, a głowa opadła na klawiaturę.

Brama Habo

Olam Habo i Światy Nieosiągalne

Lecz Świat Wyższy jeszcze nie daje pełnego zrozumienia kim lub czym jest tzw. Byt Pierwotny. Tych, którzy już zaczynają go poznawać, nazywamy Będącymi Na Drodze, a ich świat, dla Was nieosiągalny nazywa się Olam Habo. W tym świecie posłańcy, którzy poświęcili to, co dla nich najcenniejsze służą wyższemu dla nich kolejnemu światu, lecz robią to już z sekretem, który może i ty poznasz...

...

Do ciebie należy wybór, którą drogą chcesz iść... Ile światów zechcesz poznać, by odkryć kim naprawdę jesteś...

Adamie...

- C... co? Ktoś tu jest?

...

Poznajesz nową rzeczywistość przez Ciemność, przez odwrotność, którą jesteś w stosunku do Światła, które cię otacza. I nie chodzi tu o jakieś światło widzialne, ale to, co przepływa przez ciebie, w twoim odczuciu. Wszystko to, co nie uważasz za siebie, a jest na zewnątrz ciebie jest siłą, która emanuje, bo taka jest jej właściwość. W swoim zepsutym ego dokonujesz oceny według tego, co dla ciebie jest dobre, słodkie, korzystne, a co boli, przynosi cierpienie. To będziesz traktować jako zło. Istniejąc w świecie materii, tworzysz wizerunki Światła i Ciemności, ale w Wyższym Wymiarze, którego nie pojmujesz Światło i Ciemność tworzą jedność, całość, doskonały i absolutny byt, który działa w sposób słodki lub gorzki dla ciebie, byś zaczął rozwijać się w poznawaniu logiki Wyższej Rzeczywistości...

Or Hozer pojawił się tego dnia w Bramie Wszechwymiaru. Spojrzał oczami serca na swego nowego posłańca i na istoty tego świata, świata zwanego przez Wyższych Olam Haze. Żyły one sobie w pokoju, ale i nienawiści. Większość nie miało w ogóle świadomości o istnieniu Bramy. Pozostali, najchętniej wylegiwaliby się całymi dniami lub spędzali każdą chwilę na zaspakajaniu przyjemności, wykorzystując jego młodszych braci. Uśmiechnął się, gdy ujrzał przed sobą Paulę, kosztującą kolejny kawał ciasta z dziką rozkoszą. Ujrzał szczęście w jej oczach, które nie spuszczały wzroku z jego nowego ucznia, którego to za namową Sefirota Świetliści wcielili do Armii. Tak mało wystarczyło jej do szczęścia. Z drugiej strony, skoro tak mało chciała, jak mogłaby w ogóle wyobrazić sobie, że to on stoi za otwarciem bramy, dzięki której otrzymała swojego anioła. Smutno mu się zrobiło. Wiedział, że choć zadurzona po uszy, zdążyła już nawet zapomnieć o tym, jak brzmi pełne imię jej stróża.

Forteca Ahorain

- Straże! - krzyknął Sefirot, otwierając oczy po wyjściu z medytacji.

Dwaj czarnoskrzydli strażnicy otwarli mocno ciężkie, mosiężne, szerokie i wysokie, gotyckie drzwi komnaty ich przywódcy, Nadistoty o magnetycznym spojrzeniu i niezwykłych umiejętnościach, jedynego, który przeszedł pomyślnie ewolucję swego gatunku, i przemienił się z upiornej postaci Ahra w niemalże wyzwoloną istotę Ahorain. Ten wybiegł do szerokiego, pokrytego cieniem holu, stanął i rozkazał głosem, który usłyszał w umyśle każdy przebywający w fortecy:

- Zamknijcie w tej chwili wszystkich Spokrewnionych!

W jednej chwili wszyscy Ahra, demoniczne postacie z iście diabelskimi pazurami i czarnymi piórami, zlecieli się jak szaleni, szukając Przemieniających się, i wsadzając po kolei każdego z nich do lochów ciemności, skąd nie mogliby dostrzec nawet promyka światła.

Set machnął mocno skrzydłami i skoczył za Spokrewnionym, lewitującym przy murach ciemności, tuż przy bramie fortecy. Ten niczego się nie spodziewając, został schwytany przez Ahra i pociągnięty w przeciwną stronę. Szarpnął się jednak mocno i wymknął z rąk czarnego demona.

- Wszyscy Ahra zamknąć się za kratami! - nakazał nagle Sefirot, przemykając przez długie korytarze ciemności niczym wiatr.

Zlewając się z mrokiem, sięgnął cieniem napotkane sługi i odepchnął je do pobliskich komnat. Myślami zakneblował drzwi, nie tracąc na prędkości. Wiedział, że wszystkich nie zdąży ocalić przed tym, co się zaraz miało stać. Spokrewnieni zaczęli przemieniać swe ciała w energię. Set jeszcze raz spróbował uchwycić zbuntowanego Spokrewnionego, lecz ten przeniknął mu przez szpony. Zacisnął zęby i sam rzucił się do ucieczki, zostawiając uciekiniera za sobą. Chwycił za kratę drzwi do więziennej celi, lecz w tym momencie poczuł porażenie na plecach. Skrzydła mu zesztywniały.

Odwrócił się, a w progu bramy fortecy ujrzał postać tak silnie emanującą Światłem, że aż go oślepiło. Spokrewniony, którego nie złapał, rzucił się na przybysza. Set usłyszał tylko krótki syk. To napastnik właśnie spalił się momentalnie w blasku Świetlistego, który zaczął poruszać się w przód, prosto w kierunku samotnego Seta. Ahra zaczął walczyć z samym sobą, wchodząc do celi z narastającym oporem. Zamknął się z trudem, czując, jak rośnie w nim nieodparte pragnienie posilenia się Światłem Białego Anioła. Patrząc, lecz nie widząc, zaczął machać skrzydłami, wbrew własnej woli, w stronę idącego szerokim korytarzem Świetlistego. Gdy ten przeszedł obok niego, zaczął drapać kraty, chcąc wyjść z celi, która zamknęła się za nim. Miał ochotę rzucić się na Świetlistego i wyssać z niego całe życie. Jego pragnienie tak bardzo urosło, że przeniknął przez kratę, zmieniając się w istotę energetyczną. Pożądanie Światła zmieniło go w Spokrewnionego, mającego teraz tylko jeden cel, pożreć świetlistego gościa. Właśnie miał zrealizować swój zamiar, rzucił się do skoku, gdy wtem na jego drodze pojawił się Sefirot. Ogarnął go w jednej chwili ciemnością i skruszył. Set padł na ziemię, lecz został z niego sam popiół.

- Or Hozer... - Sefirot ukłonił się z szacunkiem na powitanie.

- Sefirocie... - odpowiedział Świetlisty.

Znaleźli się teraz w komnacie głównej władcy twierdzy, który wskazał na tron, stojący pośrodku. Świetlisty rozpromienił sobą całą jego przestrzeń. Ahorain odetchnął głęboko.

- W czym mogę ci służyć?

- Chcę, abyś posilił Uczących się. Przekaż im moje Światło, ale miarkuj odpowiednio, by nie spalił ich pożądania głód. Istoty wolnej woli lecą do tego, co dla nich dobre jak ćmy... Nie chcę, żeby zachowywali się jak zwierzęta... Chcę, żeby zaczęli naprawdę woli używać.

- Nie zasługują na twoje Światło Or Hozerze... Dam im twoje Światło, ale zasłonię cię zaraz po tym, jak się tobą posilą. Zasłoniłem już jednego Uczącego...

- Sefirocie. Służysz mi od zawsze z wielką uwagą. Pozwól mu ujrzeć Światło ponownie... - polecił Świetlisty.

Sefirot posłusznie machnął ręką w stronę mosiężnych wrót. Te otworzyły się powoli z groźnym skrzypem.

- I... naoliw te drzwi - uśmiechnął się Świetlisty.

- He, he, he - zaśmiał się pod nosem Ahorain.

Wrota komnaty stanęły otworem. Z ciemności z korytarza wyłoniła się powoli skrzydlata postać.

Księga Pochodzenia cz. II

Księga Iszmy

Rozdział 9

Tylko najliczniejsi, najwytrwalsi o niezwykle silnej woli mają szansę stać się Ahorain. Ahorain to Nadistota, która z własnej woli, świadomie potrafi kontrolować poziom własnej materializacji. Ahorain mają niesamowite umiejętności metafizyczne. Najważniejsze z nich to telepatia, telekineza i teleportacja. Sieją strach wśród Ahra, budzą ich podziw i szacunek. Ahorain nie walczą o władzę. Po prostu ją mają. Ahorain wykorzystuje Światło do swych celów. Posiada te same właściwości i moce, co Ain. Potęguje je poprzez osiągnięcie nowości, której nie znali nigdy Ain. Te dodatki to: nienawiść, zaborczość, zazdrość i chęć zagarnięcia wszystkiego dla siebie. Podczas gdy na tym etapie Ain zakończył rozwój i osiągnął Jedność, Ahorain czuje głód, jakiego nie zaznał nikt nigdy wcześniej.

Rozdział 10

Istnieje legenda, mówiąca o tym, iż to właśnie powstanie pierwszego Ahorain przyczyniło się do ucieczki Świetlistych Ain z tej rzeczywistości.

...istnieją też teorie, twierdzące, że Ahorain to nie ostatni stopień rozwoju Ahra.

Rozdział 11

"Tylko godny imienia prawdziwego władcy będzie mógł zyskać Ain, jako swego sługę".

"Potęga" Ahorain daje możliwość wolnym władaniem Ain.

Lecz dokona tego tylko ten Ahra, który poprzez absolutne zejście w Ciemność, poprzez stany, przez które sam musiał przechodzić w różnych swych wcieleniach, poprzez absolutny głód nie zapomniał, że...

...to siłę dało mu pierwotne Światło...

Ten Świat

Mężczyzna w mundurze parsknął kolejny raz szyderczym, złośliwym śmiechem, a jego kolega podał mu zapalniczkę. Ten spojrzał na Iszmę piorunującym wzrokiem, a potem spalił księgę na oczach jego i pozostałych "Oświeconych", zebranych w tym ukrytym gdzieś na świecie, politycznym obozie koncentracyjnym.

Patrzcie no ludzie, panuję nad Światłem! A wy wszyscy będziecie mi teraz służyć i zrobicie dokładnie, co wam rozkażę! W jakim świecie ty żyjesz człowieku?! Wyobraźnię to ty kurwa masz, ale nie ma nic poza tym jedynym światem, w którym panoszycie się ze swoimi pierdolonymi herezjami wy i których doprowadzamy do porządku my! - krzyczał oficer Miura, patrząc prosto w oczy stojącemu sztywno autorowi Księgi.

Oczyszczenie - "Tahara w Ciemności"

Brama Habo

...Bo żeby oczyszczenie Tahara było możliwe, muszą być spełnione określone warunki; a jednym z nich jest szczerość... absolutna szczerość przed samym sobą, że nie mam nawet minimalnej chęci dla siebie, tylko wszystko dla tego, który to stworzył...

- Akudimie... czy mnie słyszysz?

- Kim jesteś? - zapytał zaproszony młodzieniec, wszedłszy do komnaty Sefirota.

Spojrzał na siedzącego, znudzonego jakby władcę Fortecy Ahorain.

- Pytanie raczej... Kim jesteś ty? - uśmiechnął się Anioł Mroku, spoglądając na czarne skrzydło gościa.

- Ty mnie tu uwięziłeś?

Tamten spojrzał na rozmówcę ze skrzywioną miną, po czym odparł:

- Otrzymałem Światło od Wyższego Ain. Mam polecenie podzielić się nim ze wszystkimi Ahra w tej fortecy... - oznajmił, wyciągając do Świetlistego dłoń z kulą Światła, promieniującego na metr.

Akudim zbliżył się do Sefirota na dwa kroki.

- Ale tego nie zrobię... - dodał po chwili władca Ciemności, gasząc wszystkie Światła i świece.

W komnacie zapadł mrok.

- Czego chcesz?! - warknął Akudim.

- A ty? - usłyszał głos za sobą. - Czego chcesz Akudimie?

- Daj mi Światła! Wypuść mnie!

- Egoisto! - zaśmiał się Ahorain. - Chciałbyś wszystko wziąć dla siebie? A co z innymi?

- Jesteś ciemnością! Nie masz Światła! Wypuść mnie.

- Mam więcej Światła niż sądzisz...

Sefirot krążył wokół Akudima, lecz ten nie mógł go w tej ciemności dostrzec.

- I dlaczego traktujesz mnie wciąż jako swojego wroga?

- Jesteś Aniołem Ciemności.

- Bez ciemności nie ma wiary, bez wiary nie ma rozwoju... Twój nauczyciel ci tego nie przekazał?

- ?

- Bez odczucia ciemności nie odczujesz Światła, jakie przygotowane ci zostało... Nie rozumiesz?

- Nie...

- Odpowiedz mi na pytanie... - odezwał się Sefirot po chwili ciszy.

Stanął naprzeciw kandydata do Armii Świetlnych tak, że Akudim bez problemu mógłby go teraz sięgnąć.

- Co jest celem twojej podróży? Co cię tu sprowadziło? Mógłbyś siedzieć sobie teraz jak pozostali i popijać schłodzony nektar bogów, lecz ty wolałeś wstąpić do Armii Świetlnych... Po co?

- Nie twój interes...

- Jestem tu... z twojego powodu Akudimie, a ty... wziąłeś na siebie odpowiedzialność, biorąc pod opiekę tą dziewczynę. Zrobiłeś to, by wstąpić do Armii i stać się jednym z aniołów. Zdajesz sobie sprawę ciężaru tej drogi?

- Zdaję!

- Pragniesz tego bardzo, ale to nadal egoistyczne. Wykorzystałeś Dzień Radości, przywłaszczyłeś sobie podopieczną, co daje ci przepustkę wstąpienia do Armii Świetlnych. Mimo to twoją przepustkę mogę bez problemu cofnąć. Nie jesteś gotowy na drogę Światła... Jesteś po prostu głupi.

- Nie tobie to oceniać! - parsknął rozdrażniony Akudim.

- A komu? Tobie? - prychnął rozbawiony władca Ciemnej Krainy. - Naprawdę chcesz Światła?

- Chcę. Zejdź mi z drogi Aniele Ciemności.

Akudim nie ustępował. Sefirot śmiał się głośno, drocząc się z młodym, próbując zniechęcić go i odciągnąć od upragnionego celu.

- Okej...

Naraz pojawił się przy oknie i ściągnął mocnym pociągnięciem ręki szerokie zasłony z okien. Światło wpadło do komnaty, oślepiając młodego wojownika. Ten padł na ziemię, czując palący ból na ciele. Przysłonił się skrzydłami, które momentalnie zaczęły parzyć go ogniem.

- Co to jest?! - wrzasnął przerażony.

- To właśnie jest Światło! - syknął zniecierpliwiony Sefirot.

Akudim zaczął zwijać się z piekącego go bólu.

- Przestań! Nie wytrzymam tego ognia! Pali mnie! Zlituj się nade mną - wołał bezsilnie.

- Niech rośnie w tobie nienawiść, ona cię poszerza... - stwierdził spokojnie Sefirot.

- Ach! - zwijał się z bólu tamten.

- Rozwój jest wyborem... ty wybrałeś tę drogę... drogę zmiany...

- Proszę cię, zatrzymaj to!

- Prosisz mnie Ciemność o pomoc? Ty hipokryto!

- P... Pali...

- Głupcze, tak ci zależy na dołączeniu do Armii Świetlnych, a nawet nie wiesz, z jaką siłą masz do czynienia... Spójrz na siebie. Jeśli naprawdę chcesz wstąpić do Armii, musisz oczyścić siebie ze swojej egoistycznej chęci... - mówił dalej Sefirot. - Wypalę ci i drugie skrzydło...

Do Akudima nie docierały już słowa bezlitosnego Anioła Ciemności. Jego drugie skrzydło spopielało jak poprzednie. Stracił wzrok, dostał poparzeń trzeciego i czwartego stopnia. Tkwił w miejscu wypełniającym go Światłem po brzegi. Choć zamykał się przed tym, co go rozrywało, nie był w stanie zatrzymać tego stanu.

- Tego Światła ja już nie zatrzymam. Ono większe jest ode mnie. Oczyści cię lub spali. Musisz zdecydować sam.

- Pomóż mi... proszę...

- Skup się, nie na bólu, ale na celu. Co jest dla ciebie najważniejsze? Co jesteś gotowy dla tego celu poświęcić?

- Chcę dołączyć do Jego Armii... Po to tu przybyłem...

- Doskonale...

- ...

- A teraz zrezygnuj z siebie...

"End of the first chapter"

Adam po raz kolejny złapał się za głowę. Rzucił na stół papierek po batonie, który jeszcze przeżuwał. Nowe anime pochłonęło go tak bardzo, że zabrakło mu silnej woli, by przestać je dalej oglądać. Wstał, a potem chwycił się za rozpalone plecy. Spojrzał w lustro, a potem w zgaszony ekran laptopa. Dopiero ból głowy sprawił, że ponownie postanowił położyć na trochę.

Wieża

Brama Hatohu

Adriana stanęła przy samej krawędzi ubytku w wieży, który kiedyś służył za okno. Podróżnicy kochający dziką naturę i stare opuszczone budowle stali w ciszy, trzymając się za ręce, i wpatrując się w słońce, zachodzące za koronami puszczy, jaka otaczała ich zewsząd.

- Ada! Uważaj!

- Sai! - zawołała młoda kobieta, odwracając się gwałtownie.

Oparła rękę o kawałek ściany. Cegła poruszyła się i wypadła z hukiem.

- Kochanie, uważaj na ciebie... - powiedział opalony mężczyzna czułym głosem, obejmując delikatnie od tyłu swoją dziewczynę.

Ta zaśmiała się tylko. Wiedziała, że przebywanie na tym terenie jest zabronione, a to tym bardziej ją kręciło.

- Spójrz tylko... - odezwała się po chwili, spoglądając w kołyszące się na wietrze źdźbła trawy i rosnące między nimi maki.

- Co tam widzisz?

- A ty?

- Las...

- A wiesz, co ja widzę?

- Co?

- Smutek i roztargnienie... - dodała po chwili, odwracając się do chłopaka.

- Ada... wrócę, jak tylko dostanę nowa wiza.

- Musisz wyjeżdżać? - zapytała ze łzami w oczach, wiedząc, że jej ukochany nie ma wyjścia.

- Muszę. Kolejki na karta są za duże i nie można mi wrócić do rodziny, bo kolejka przepada.

- Możesz wrócić na bezwizowym.

- Moja agencja zrobiła mi oświadczenie na nowa wiza. Tak będzie lepiej. Odwiedzę moja mama i brat, złożyć dokumenty, i przyjadę do ciebie na paszport. Potem wrócę po wiza, ale znowu przyjadę do ciebie ukochana.

- Odejdziesz i nie wrócisz...

- Wrócę! Kocham cię... - przytulił ją mocno. - No i muszę pracować dalej. Nie musisz się martwić.

Wiatr wpadł do środka, rozwiewając ich myśli.

- Może to nie jest najlepsze miejsce i czas... - zaczął niepewnie obcokrajowiec. - Ale muszę tobie o coś zapytać... zanim wyjadę - odsunął ją od siebie.

Odgarnęła włosy, a widząc powagę na jego twarzy, zaniepokoiła się. Włożył drżącą dłoń do kieszeni, a po chwili podsunął jej małe pudełeczko.

- Zostaniesz moja żona? - zapytał szybko.

Dziewczyna skoczyła żwawo, wyciągając z niego małe świecidełko.

- Jaki piękny! - zawołała uradowana, chcąc założyć sobie pierścionek zaręczynowy na palec. - Och Seiran!

W tym momencie drobiazg niefortunnie wyślizgnął się jej z dłoni i spadł na ziemię. Wpadł w szczelinę, która swoją nierównością sprowadziła go do schodów wiodących na niższe poziomy wieży. Kobieta zerwała się, chcąc złapać bezcenny dla niej przedmiot. Pierścionek przeturlał się już na schodek. Sięgnęła po niego ręką, ale ten odbił się o coś metalowego, spadając niżej ze stopnia na stopień. Seiran zadrżał, widząc, jak jego narzeczona potknęła się o nierówny schodek i złapała poręczy, o mały włos unikając upadku z wysoka.

- Ada! Uważaj! Stój! - wołał za nią, schodząc po skrzypiących schodach w narastającą ciemność.

W niższych partiach wąskiej budowli okna były zamurowane lub zasłonięte. Światło przedzierało się tylko przez szczeliny murów, które były nieliczne. Stopnie były tu bardzo strome. Słyszał biegnącą w dół ukochaną, a zaraz potem głuchy huk.

- Ada?! Jesteś tam?! - krzyknął, przyspieszając.

- Tak! - zawołała z dołu.

W tym momencie stopień pod nim zarwał się i młody mężczyzna stracił równowagę. Ciężar jego ciała przechylił się do przodu. Zasłonił rękami twarz, czując, jak obija się z każdej strony.

- Sai?! - wrzasnęła dziewczyna.

Otworzył oczy, leżąc na ziemi. Tuż przed nim widniał złoty pierścionek. Porwał go w dłoń, po czym powoli podniósł się z parteru. Był cały poobijany.

- Ada? Gdzie jesteś? - odezwał się donośnym głosem.

Wszędzie było ciemno. Kopnął jakiegoś szczura, który właśnie przebiegł koło niego. Rozejrzał się z niepokojem. Przystanął, czując ból w kostce. Nie widział jej ani nie słyszał i to zaczęło go przerażać. Zapach wilgoci wypełniał to ponure, nieznane miejsce.

- Znalazłem go! Ada, chodź tu już! - zawołał. - Adriana!!!

Odwrócił się nerwowo, słysząc cichy stuk tuż za sobą. Nietoperz wiszący na jakiejś belce rozłożył skrzydła, które zaczął pokrywać mu czarny opar. Mrok coraz większy zaczął ogarniać Seirana. Mgła w mgnieniu oka otoczyła go, a zwisający nietoperz zeskoczył na ziemię, przybierając kształty jakiejś istoty o człowieczych rozmiarach. Otworzyła ona paszczę, a wampirze kły zaszeleściły przed jego oczami.

Inwazja

Ten Świat

Iszma zaśmiał się głośno, widząc to całe zdarzenie.

- I umrzesz w tym swoim świecie i cię więcej nie będzie, a robaki będą składać jaja w twoim gnijącym ciele... - odpowiedział ze spokojem i przerwał nagle.

- Agencie Miura! - zawołał stojący obok umundurowany, chwytając silną pięść wściekłego oficera, który właśnie miał zadać cios przemądrzałemu starcowi.

- Odsuń się - powiedział ten, odsuwając od siebie kolegę.

Splunął, niczym kobra, a następnie odchyliwszy się niedbale w bok, wyciągnął przed siebie pistolet i wymierzył w naukowca.

- Tak policja trzyma broń? - śmiał się Iszma, ocierając krew z rozciętej wargi. - Tak broń trzymają przestępcy! Jesteście głupimi agentami organizacji, której władza wysysa wam mózgi! Ograniczają was, a wy służycie tym, którzy robią was pustakami!

- To twoje ostatnie słowa, świrze? - odbezpieczył broń Miura.

- Agencie Miura, on może się nam jeszcze przydać - pouczył oficera kolega z branży.

Miura spojrzał na niego i kiwnął znacząco. Agent cofnął się posłusznie, po czym odwrócił tyłem.

- Ja żyję w wielu światach naraz - mówił Iszma rozbawionym głosem. - I w innym wymiarze już przygotowałem się na swoje odejście z tego...

- Świetnie! - parsknął Miura, żując gumę, a po chwili z lekkością, jak gdyby nigdy nic, oddał strzał w klatkę piersiową mędrca. - Więc to dla ciebie żaden problem...

Naukowiec chwycił się za serce. Wciąż uparcie utrzymywali kontakt wzrokowy, jakby każdy z nich uważał się za zwycięzcę.

- Skoro nie chcecie poznać Wyższego po dobroci... otrzymacie pomoc z zewnątrz... - dodał Iszma, po czym padł na ziemię bezwładnie.

Brama Habo

Poznajesz nową rzeczywistość przez ciemność przez odwrotność...

Stąd wszystkie kryzysy i sytuacje, które powstają, są właśnie po to, by cię do tego doprowadzić.

...

- Ten świat, to świat Uczących się. Tak go nazywamy. Droga Świetlnych to droga będących już Na Drodze. Na razie przemieszczasz się pomiędzy dwiema przestrzeniami, tym, co dobre i co złe. Ludzie od wieków szukają odpowiedzi na pytanie, czym jest dobro i zło. Jesteś na poziomie Uczących się, lecz nie jesteś jeszcze gotowy, by poznać ojca. Jest logicznym porządkiem, którego twój rozum nie jest w stanie na razie ogarnąć.

- Ty jesteś Or Hozer?

- Jestem.

- Pozwól mi wstąpić do twojej Armii... Sefirot cofnął mi przepustkę.

- W celu?

- Chcę wam służyć... jesteście silni... odważni... mocni... Nie macie wrogów, bo wszystkich pokonujecie. Działacie w słusznych sprawach. Poznaliście nawet Wielkiego Ducha z Wyższego Wymiaru...

- Chcesz więc służyć, by na tym zarobić.

- Nie, nie!

- Jeśli na chwilę zapominasz o prawidłowej intencji, zostajesz oderwany...

Ten Świat

Adam wrzucił w siebie jeszcze garść chipsów. Wtedy usłyszał piosenkę, która kończyła następny odcinek jego ulubionego anime. Kolejny miał wyjść dopiero za tydzień. Westchnął ciężko, z jednej strony nie mogąc doczekać się na dalszy przebieg wydarzeń, z drugiej poczuł ulgę, że nie musi uczestniczyć więcej w wirtualnych wydarzeniach, w które tak bardzo się zaangażował i wczuł. Podszedł do okna i wyjrzał na zewnątrz, gdzie rozświetlona ulica, oraz jeżdżące tam, i z powrotem samochody zaczęły przytłaczać go coraz bardziej. Czuł, że jego rzeczywisty świat jest nudny do bólu i że ciężko jest w nim odnaleźć samego siebie. Zbliżała się godzina dwunasta w nocy. Usiadł na łóżku i spojrzał na rękawicę bokserską, leżącą na stole.

- Co ci mówiłem?! Trzymaj gardę! - krzyknął Miura, patrząc na podnoszącego się z ziemi przyjaciela, któremu promienie porannego słońca padały prosto na twarz.

- Po co mi to? Jestem rep... - zaczął Adam, czując cios w brzuch.

- Broń się! - wołał zadowolony oficer.

- Przerwa - zażądał tamten, cofając się.

- Mięczak! - zawołał na niego dobrze zbudowany kolega.

Poczekał, aż ten otrze sobie twarz ręcznikiem i napije się wody. Spojrzał w sufit sali treningowej, na której się znajdowali, a potem stwierdził nerwowo:

- Ludzie poszaleli! Myślą, że widzą anioły!

Adam spojrzał na niego z niezrozumieniem.

- Teraz pojawiają się jakieś mgliste duchy... - dorzucił oficer, przesuwając się na środek ringu skocznym krokiem. - To już drugi etap rozwoju choroby, trzeba to zbadać, usunąć ten anielski pałacyk.

- Jaki pałacyk? - zapytał reporter, odgarniając przydługie włosy do tyłu i wracając na pole walki.

Bacznie obserwował telepiącego się na prawo i lewo skupionego boksera, który właśnie miał mu zadać cios w twarz.

- Ał! - jęknął Adam. - Złamałeś mi nos! - krzyknął, usuwając się z ringu.

- Nie bądź mięczak, Aki! Chodź i walcz, jak facet! - zaśmiał się przeciwnik, opierając się o słupek.

Adam zszedł z ringu.

- Znowu? Baba z ciebie, nie facet! - zawołał Miura.

Adam zignorował jego wołania, przetarł się ręcznikiem, napił się wody i usiadł na ławce obrażony.

- Jak ja teraz wystąpię przed telewizją?!

- Nie wystąpisz. Odwołasz reportaż. Mamy dla ciebie coś lepszego... Och, daj spokój! - zawołał za chwilę, widząc, jak jego przyjaciel staje przed lustrem.

- No zobacz tylko, jak ja wyglądam! - krzyknął tamten do Miury, patrząc na krwawiący nos, rozbitą, powoli gojącą się wargę, rysy na skroni i siniaki na rękach. - I która teraz się ze mną umówi... - westchnął pod nosem. ­ - Masakra...

- Nie moja wina, że jeździsz jak szatan.

- Szatan nie urządził mi nosa!

- Laluś z ciebie. Nie lamentuj. Musisz nauczyć się podstaw walki i działać z otwartym umysłem, a nie skupiać się tylko na jednym.

- Nie jestem cholernym wojskowym tylko reporterem!

- I agentem...

- Fotografem!

- Najpierw agentem. Podpisałeś kontrakt. Jesteś nasz.

- Długo się nie odzywaliście, musiałem szukać innej fuchy. Nie mogę wszystkiego tak nagle porzucić, bo...

- Akimow! - zawołał umięśniony bokser, wychodząc z ringu i zbliżając się do poszkodowanego przyjaciela. - Pamiętasz Iszmę?

- Co się z nim stało? Dzwoniłem rano na uczelnię. Mówili, że się nie pojawił. Policja nie udzieli informacji, bo RODO no i wiadomo...

- Przepadł.

- Ty wiesz.

- A ty nie drąż tematu. Chcę, żebyś napisał coś innego.

- Ty?

- S.O.W.A. oczywiście z dyrektorem Paskalem, który wydał rozkaz dla ciebie. Masz napisać artykuł, który zamknie Kwadrę Szóstą raz na zawsze. Nie będzie tam się więcej urządzało Dni Radości, bo to buntuje naród. Damy ci naukowców, a ty napiszesz artykuł do gazety i na strony internetowe. Wiesz jak...

- Jasne... Na kiedy to ma b...

- Na wczoraj.

Sprawdź, czy nie jesteś ZAINFEKOWANY!

Uwaga! Silne halucynacje po ukąszeniu nowej mutacji muszek szałwijskich!

Od lat Drosophila Melanogaster, znana pod popularną nazwą jako muszka owocówka, jest ulubionym obiektem badań genetyków. Dlaczego? Bo jej nawyki są podobne do naszych, ludzkich.

Niektóre jej geny pokrywają się z naszymi, do tego szybko się mnoży i mutuje.

"A wszystko to w stanie upojenia" - dowodzą naukowcy z Uniwersytetu Tokijskiego. Dzięki prof. Takeshiro Nakamura oraz Samuelowi Brown wiadomo, że substancja psychoaktywna salwinoryna, diterpenoid otrzymywana z rośliny zwanej szałwią anielską, rosnącą w Kwadrze Szóstej, jest najsilniejszą substancją psychodeliczną, jaką do tej pory udało się zbadać. Wywołuje ona zaburzenia myślenia, mistycyzmu, wzrost percepcji zmysłów, halucynacje wzrokowe, słuchowe oraz w przedawkowaniu wrażenie ściskania i rozszarpywania ciała, wrażenie podróży do innych rzeczywistości, przestrzeni, i czasu.

Wiadomo, że podczas zażywania szałwii w ekstraktach, może wystąpić stan dezorientacji, co może prowadzić do nieprzewidywalnych i niebezpiecznych wypadków. Do tej pory samo stosowanie, zażywanie szałwii anielskiej nie przyniosło ofiar przedawkowania, nie odnotowano jeszcze ryzyka uzależnienia, a jeśli jakiekolwiek jest, następuje w dużej rozbieżności czasowej.

Wirus, który rozprzestrzenił się w ostatnich dniach na skalę masową, jest wirusem zaliczanym do rodzaju neurotropowych wirusów, szerzących się i namnażających w układzie nerwowym. Wywołany został przez nowy rodzaj mutacji muszek szałwijskich (MS), które zaczęły pojawiać się w Kwadrze Szóstej w wyniku mutacji, spowodowanej przedawkowaniem tamtejszej rosnącej szałwii nowego, nieznanego wcześniej gatunku.

Halucynacje, które są wywołane po ukąszeniu MS, znacznie różnią się od tych, które pojawiają się po spożyciu szałwii anielskiej. Są znacznie silniejsze i niebezpieczniejsze.

Przed ich pojawieniem się, badani twierdzili, że postrzegane wizje, jakie mają po spotkaniu w Kwadrze Szóstej, są bardzo przyjemne, nawet gdy dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. Pojawienie się MS wprowadziło w wizje chaos i odczucia lękowe. Badani tracili kontrolę nad ciałem, upadali, mieli wrażenie ogarniającej ich ciemności w postaci ciężkiej mgły. Tracili oddech.

Takie wizje są na tyle niebezpieczne, że mogą spowodować obrażenia, których w danej chwili osoba nie poczuje. Może to doprowadzić do ciężkich okaleczeń, a nawet do śmierci ukąszonego przez MS.

Wizje są symptomem chorobowym i zasadniczo nie leczy się samych zaburzeń percepcji, lecz schorzenie, które je spowodowało. Dlatego wskazane jest przeprowadzanie dokładnych diagnostyk, takich jak m.in. badania obrazowe mózgu.

Z chwilą postawienia rozpoznania schorzenia, wywołanego przez ukąszenie MS można podjąć leczenie halucynacji.

Niestety medycyna nie znalazła jeszcze skutecznej metody na walkę z nosicielami nowego wirusa.

Standardowo podaje się szczepionki przeciwko MS. W najbliższym czasie mają być dostępne w każdej placówce medycznej.

Autor tekstu: Aki

Królestwo Ciemności

Bramy Ahorain

- Iszma! Stary brachu!

- Sefirocie...

- Przyszedłeś powiększać moje królestwo?

Iszma nieśmiało postąpił w przód. Zachwiał się po drodze, czując w głowie jeszcze lekkie zawirowanie. Zatrzymał się.

- Sefirocie, o Wszechwładco Ciemności... - zaczął, patrząc na siedzącego przy stole Anioła Mroku o sześciu czarnych skrzydłach.

Tamten wskazał gościowi miejsce obok siebie. Uśmiechnął się znacząco, nie spuszczając wzroku z Iszmy. Sprawiał wrażenie, jakby czekał z uroczystą wieczerzą właśnie na niego. Naukowiec postąpił powoli i z uwagą, ku siedzącemu na złotym, bijącym w oczy blaskiem, wręcz rażącym i budzącym pożądanie władzy tronie. Zajrzał w talerz gospodarza.

- Ryba? - zdziwił się. - Ostatnim razem, gdy to ja panowałem nad twierdzą Ahorain, jadłeś krwisty stek... Zmieniłeś dietę? A może przeszedłeś na wegetarianizm? Źle się czujesz? Albo nie sprzyja ci panowanie...

Iszma zarzucał pytaniami Sefirota. Książę Ciemności śmiał się pod nosem, rozbawiony postawą przyjaciela.

- Nie myślałeś o urlopie? - kontynuował przebiegle przybysz, przechadzając się teraz po przestronnej, wypełnionej pustką i mrokiem komnacie.

- Nie było takiej potrzeby...

- Teraz jest... - dodał Iszma, chwytając do ręki ostry nóż do steków.

- Nie krępuj się. Jedz - zaproponował Sefirot, wskazując gościowi na świeżo upieczonego dzika.

Sam podniósł do ust kielich z czerwonym winem. Iszmie zaświeciły się oczy. Stanął teraz tuż przy zadowolonym, szarmanckim gospodarzu. Naraz, niespodziewanie wykonał szybki ruch ręką, chcąc dźgnąć Sefirota w serce. Tamten zablokował jego atak w ostatniej chwili i zmusił do upadku uderzeniem z zaskoczenia. Iszma z błyskawiczną reakcją, podparł się na jednej ręce, z drugiej strzelając we władcę Ahorain bronią palną. Sefirot złapał kulę dwoma palcami.

- Jesteś zabawny Iszma... - zaśmiał się, odkładając kieliszek na stół, po czym pstryknął palcami, a wtedy pocisk zmienił zwrot, pędząc teraz na czarnoksiężnika, nagle zwiększającego dystans między nimi.

Tamten z wysiłkiem widocznym na twarzy zatrzymał zabójczy nabój, wykorzystując zdolności kinestetyczne. Wytworzył w dłoniach kulę energetyczną i celował nią w Sefirota. Przeciwnik z ciągłym uśmiechem na twarzy przeniknął magię czarnoksiężnika i ruszył w jego stronę. Iszma drgnął, wypowiadając jakieś zaklęcie, zaś Książę Ciemności bez trudu i w mgnieniu oka przewrócił go siłą własnej woli, a potem pochylił się nad nim, i nadepnął go mocarnym, czarnym butem. Czarnoksiężnik zaczął oddychać z trudem.

- Co kombinujesz Iszma? - zapytał władca Ahorain.

Stary naukowiec uśmiechnął się tylko. Naraz zasłony wielkiego szerokiego okna odsłoniły się z impetem, a do komnaty ciemności wpadło tak silne światło, że nawet Sefirota uderzyło w twarz. Tym razem to Iszma zaczął się śmiać bez opamiętania. Jego przeciwnik spoważniał natomiast i odsunął się o krok.

- Możesz mnie pokonać Sefirocie! Ale nie jego!

- Wykorzystujesz Światło przeciw mnie? Doskonałe... - zamyślił się Anioł Mroku, a jego skrzydła z czarnych piór zmieniły się w diamentowe ostrza. - Zaskakujesz mnie.

- Skoro takie to ciekawe, oddaj mi tron o Książę Ciemności.

- Myślisz, że to takie proste? - pytał Sefirot, usuwając się powoli w ciemną część komnaty.

- Nie potrzebuję cię już Sefirocie... Wybacz mi, ale twoja potęga nic mi już nie daje. Chcę więcej... a więcej może mi zaoferować jedynie Or Hozer... wyższy od ciebie stopniem... Nie masz nad nim władzy, nie masz też z nim żadnych interesów. Ja zaś mam, dlatego...

- Iszma... - wtrącił uchachany Sefirot. - To twój wybór... nie jestem ci w niczym przeciwny... wręcz przeciwnie...