Interesująca historia, do opisania której obecnie przystępuję, z pewnością wyda się Szanownym Czytelnikom i Czytelniczkom nieprawdopodobną, zapewnić jednak mogę, że oparta jest na prawdziwym zdarzeniu, chociaż przekracza ona najbujniejszą wyobraźnię. Podane przeze mnie nazwiska w przeważającej części są autentyczne.
Sprawa ta miała miejsce w początkach mojej działalności w policji angielskiej.
Miałem wówczas jeszcze ów młodzieńczy zapał i przyznam szczerze, zbyt lekkomyślnie narażałem życie w walce z elementem przestępczym.
Pewnego wieczoru siedziałem w swoim gabinecie, przeglądając gazety, gdy nagle rozległ się dzwonek telefonu. Usłyszałem głos zwierzchnika, inspektora Scotta.
- ?Czy to pan, panie Bachrach? - zapytał inspektor. - ?Tak jest, panie inspektorze.
- ?Przygotuje się pan natychmiast do podróży. Za dwie godziny wyjeżdżamy do Paryża.
- ?Rozkaz, panie inspektorze - odpowiedziałem. - ?Spotkamy się o dziesiątej trzydzieści na dworcu kolejowym Victoria Station - dodał, wieszając słuchawkę telefoniczną.
Nie potrzebuję chyba mówić, że bezzwłocznie opuściłem biuro i udałem się taksówką do domu, by zająć się pakowaniem do podróży. Te dwie godziny oczekiwania wydały mi się wiecznością i z niecierpliwością oczekiwałem na dworcu przybycia inspektora, by dowiedzieć się w jakiej sprawie jedziemy.
Uśmiechała mi się przy tym podróż do Paryża, gdyż miasto to znałem tylko przelotnie. Punktualnie o umówionej porze zauważyłem nadchodzącego inspektora Scotta z małą walizeczką w ręku. Do odejścia pociągu brakowało jeszcze kilku minut, toteż zajęliśmy miejsca w przedziale drugiej klasy. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności byliśmy sami w przedziale i kiedy pociąg ruszył, inspektor Scott rozpoczął:
- ?Czytał pan zapewne w gazetach o dokonywanych w ostatnich czasach systematycznych kradzieżach biżuterii. Jak się okazuje, tajemniczy przestępca przeniósł teren swojej działalności z Anglii do Francji i grasuje obecnie w Paryżu i jego okolicach. Jest to Anglik i na skutek prośby policji paryskiej oddelegowany zostałem przez naczelnika do Paryża. Wierząc w pańskie zdolności, prosiłem naczelnika, by mi przydzielił do pomocy pana. Spodziewam się, że się nie zawiodę.
- ?Jestem panu bardzo wdzięczny, panie inspektorze, i dołożę wszelkich starań, by nie zawieść pokładanego we mnie zaufania.
- ?Powracając do sprawy, jak już panu wspomniałem, kradzieże biżuterii są obecnie w Paryżu na porządku dziennym i nie ma dnia, by nie dokonano jakiejś poważniejszej "roboty". Tajemniczy przestępca uchodzi w Paryżu za specjalistę i wszelkie wysiłki policji spełzają na niczym.
Prasa paryska gani opieszałość tamtejszej policji, toteż szef policji zdecydował się poprosić nas o pomoc.