Genialne umysły. Jak myślą seryjni wynalazcy - Melissa A. Schilling


Reflow text when sidebars are open.
Wprowadzenie
"Nie mów mi, że to niemożliwe. Powiedz po prostu, że nie wiesz, jak to zrobić"
Dlaczego niektórzy ludzie są bardziej nowatorscy od innych?
Co sprawia, że niektórych ludzi cechuje nadzwyczajna wręcz innowacyjność? Nie chodzi mi tu o tych, którzy osiągnęli sukces dzięki jednemu genialnemu pomysłowi, ani też o tych, którzy skorzystali z niepowtarzalnej okazji, jaka im się nadarzyła, lecz o tych, którzy przez całe życie tworzą i realizują zaskakujące i nowatorskie koncepcje, przełamują stereotypy i osiągają "nieosiągalne". Czy jest coś szczególnego, co daje tym ludziom niespożytą energię i zdolność do zmieniania świata? Weźmy, na przykład, Elona Muska.
Swoją pierwszą grę komputerową wymyślił i sprzedał jako dwunastolatek, a przed ukończeniem dwudziestu ośmiu lat był już milionerem. W ciągu kolejnej dekady opracował schemat działania płatności internetowych, wykorzystany później przez firmę PayPal, założył SpaceX, czyli firmę, która postawiła sobie za cel ni mniej, ni więcej, tylko kolonizację Marsa, a także przyczynił się do stworzenia Tesla Motors, pierwszego od ponad pół wieku nowego koncernu samochodowego w USA (którego akcje notowane są na giełdzie).
W 2010 roku SpaceX umieściła na orbicie okołoziemskiej statek kosmiczny, a następnie bezpiecznie sprowadziła go na Ziemię, co było nadzwyczajnym osiągnięciem, wcześniej możliwym do zrealizowania jedynie w ramach narodowych programów lotów kosmicznych trzech mocarstw: USA, Rosji i Chin. Mało tego, jego firma udowodniła, że w lotach kosmicznych da się wykorzystywać rakiety "wielokrotnego użytku", co długo uchodziło za niemożliwe.
Musk nie pochodzi z rodziny, której członkowie byliby związani z którymkolwiek wymienionym wyżej przemysłem; nie miał na starcie ani dużych pieniędzy, ani koneksji politycznych; nie dorastał w otoczeniu, które umożliwiło mu oswojenie się z nowinkami technologicznymi w dziedzinie informatyki, motoryzacji lub sektora kosmicznego; nie gromadził przez lata wiedzy eksperckiej, zanim wcielił w życie swoje nowatorskie idee. Krótko mówiąc, swoich dokonań nie zawdzięcza wyjątkowemu doświadczeniu ani nadzwyczajnym zasobom - osiągnął sukces jedynie dzięki sile woli. Co więc sprawiło, że Musk wprowadził tak przełomowe innowacje, co go do tego popchnęło i co mu to umożliwiło?
Nikola Tesla (na którego cześć nazwano firmę Muska produkującą samochody) był pod względem kreatywności równie płodny, co Musk, a być może nawet płodniejszy. W ciągu swojego życia opracował ponad dwieście oszołamiająco nowatorskich wynalazków, wśród których wymienić można m.in. pierwsze systemy komunikacji bezprzewodowej na odległość, metodę wykorzystania i przesyłu prądu przemiennego czy pierwsze zdalnie sterowane roboty. Trudno pojąć, skąd brał się jego pęd do tworzenia i wprowadzania innowacji, zważywszy na sceptycyzm współczesnych mu ludzi i brak funduszy, z którymi zmagał się przez całe życie. Podobnie jak Musk, Tesla nie miał rodzinnego zaplecza ani przewagi nad otoczeniem wynikającej z doświadczenia czy specjalistycznej wiedzy związanej z dziedzinami, które zrewolucjonizował. Choć studiował fizykę, nie ma nawet pewności, czy ostatecznie uzyskał tytuł magistra. Także podobnie jak Musk, Tesla opuścił rodzinne strony we wczesnej młodości, a do USA dotarł praktycznie bez grosza przy duszy. Poza tym, ujmując rzecz dość delikatnie, Tesla miał raczej niespotykaną osobowość. Trapiły go różne fobie i dziwaczne nawyki, brakowało mu też "inteligencji społecznej" i charyzmy, które ułatwiłyby mu pozyskiwanie funduszy na nowe projekty. Mimo to, tak jak Musk, doprowadził do wielu przełomów w technice; przełomów, które w jego czasach uważano za niemożliwe do osiągnięcia.
Równie godne podziwu były dokonania Alberta Einsteina w dziedzinie fizyki: w ciągu czterech miesięcy, w wieku dwudziestu sześciu lat, napisał cztery prace, które kompletnie zmieniły naukowe poglądy na przestrzeń, czas, masę i energię. Każda z nich niosła przełom, a jedna, dotycząca cząstek elementarnych, stała się fundamentem nowego działu fizyki, mechaniki kwantowej, która zaprzeczyła dogmatyzmowi fizyki klasycznej. Co jeszcze bardziej godne podziwu, Einstein dokonał tego wszystkiego, pracując jako urzędnik patentowy, ponieważ żaden z wydziałów fizyki, do których się zwracał, nie był zainteresowany zaoferowaniem mu posady akademickiej. Wynikało to w dużej mierze z tego, że Enisteinowi brakowało należytego szacunku dla zwierzchności, co niejednokrotnie ściągało na niego gniew profesorów, którzy odmawiali wstawiennictwa w jego staraniach o pracę na uczelni. Nawet już po opublikowaniu wspomnianych czterech nadzwyczajnych prac badacz zmagał się z silną krytyką - której źródłem były m.in. odwaga podważania od dawna obowiązujących teorii oraz żydowskie pochodzenie, Einstein żył bowiem w czasach szalejącego antysemityzmu. Krytyka i ataki nie ułatwiały mu życia, ale też nie skłoniły go do nabrania szacunku dla innych badaczy zajmujących się tą samą dziedziną. Dla Einsteina zginanie karku przed jakąkolwiek zwierzchnością - w tym także podporządkowywanie się ówczesnym normom społecznym - oznaczałoby pogwałcenie własnej wolności wewnętrznej. Nigdy nie dostosowywał się do obowiązujących zasad w imię poprawności. Takie nastawienie utrudniało mu uzyskanie wsparcia dla własnych koncepcji, ale pozwalało myśleć nieschematycznie - dzięki czemu w końcu otrzymał Nagrodę Nobla i stał się prawdopodobnie najsłynniejszym naukowcem w dziejach świata.
Cóż więc sprawia, że niektórzy ludzie są tak niezwykle nowatorscy? Czy jest to genetyka, wychowanie, edukacja, szczęśliwy traf? Choć "innowacyjność" należy do ulubionych tematów badań naukowców zajmujących się psychologią i ekonomią, wciąż nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Częściowo dzieje się tak dlatego, że "seryjni przełomowi innowatorzy" - ludzie znacząco wyróżniający się pod względem potencjału innowacyjnego - nie są szczególnie wdzięcznym obiektem do badań. Ponieważ jest ich niewielu, praktycznie nie da się uzyskać wystarczająco dużej próby, na której można by przeprowadzać analizy statystyczne. A jako że są na ogół bardzo zajęci, trudno zamknąć ich w laboratorium i poddać szczegółowym testom. Dlatego też na uczelniach ekonomicznych bada się raczej zagadnienia w rodzaju "jak stworzyć możliwie innowacyjny zespół", "jak szukać sojuszników" czy "jak opracowywać nowe idee". Kwestie te łatwiej bowiem przeanalizować, a wyniki tych badań są wyrażone w liczbach. Studia nad innowacyjnością nie przyniosły za to jak dotąd odpowiedzi, skąd biorą się innowatorzy zdolni doprowadzić do przełomu ani też jak rozbudzić ducha innowacyjności w nas samych, w naszych dzieciach czy współpracownikach.
Pewnych wskazówek co do tego dostarczyły nam doświadczenia psychologiczne dotyczące kreatywności jednostek. Ponieważ jednak doświadczenia te skupiają się zasadniczo na badaniu szeroko pojętych zdolności twórczych - na przykład na tym, jak zwykli ludzie mogą wykorzystywać ją do rozwiązywania napotkanych problemów - nie powiedziały nam zbyt wiele o czynnikach, które sprawiają, że niektórzy ludzie tak bardzo wyróżniają się z otoczenia. Badań nad nowatorskimi geniuszami przeprowadzono niewiele, w dodatku ich wyniki pozostają luźno związane ze sobą i nie prowadzą do jednoznacznych wniosków. Sugerowano na przykład, że dla geniuszu istotne znaczenie mają geny, z czym trzeba się zgodzić - choć ta konstatacja nie przydaje się tym, którzy chcieliby zwiększyć indywidualną innowacyjność. Część badaczy twierdzi z kolei, że zasadnicze znaczenie ma posiadanie praktycznego doświadczenia w danej dziedzinie zdobytego podczas wielogodzinnych doświadczeń albo dostęp do wielkiej ilości danych - twierdzenie to jednak łatwo podważyć, wskazując na naprawdę liczne od niego wyjątki. Jak już wspomniałam, Elon Musk nie zrewolucjonizował podejścia do podboju przestrzeni kosmicznej dzięki unikatowej wiedzy i doświadczeniu w tej dziedzinie - właściwie było wręcz odwrotnie. Kiedy producenci rakiet kosmicznych z USA i Rosji oświadczyli mu, że koncepcji rakiet wielokrotnego użytku nie da się urzeczywistnić, Musk zaczął zgłębiać odpowiednie podręczniki i po kilku miesiącach dysponował szczegółowym kosztorysem prac i materiałów oraz zbiorem wymogów technicznych zapewniających odpowiednie osiągi jego przyszłej rakiecie. Musk jest przykładem outsidera, który dokonał niemożliwego częściowo dlatego, że nie wiedział - czy może raczej nie wierzył - że to coś jest nieosiągalne.
Przekracza granice, ponieważ za sprawą dziwacznej cechy swojej osobowości znajduje przyjemność w zmaganiu się z nowymi, trudnymi problemami i zupełnie nie przejmuje się tym, że ktoś uważa, iż Musk nie ma wystarczających kompetencji, by się z nimi mierzyć. To bardzo, bardzo ważne - większość badań wskazuje, że mamy skłonność karać innych za przekraczanie granic. Omnibusów omijamy szerokim łukiem i podejrzliwie traktujemy osoby zajmujące się problemami, do których rozwiązywania w naszym odczuciu się nie nadają. Jednak outsiderzy w rodzaju Muska mają często coś, czego brakuje osobom dobrze znającym temat oraz tym z bogatym dorobkiem w danej dziedzinie. Ludzie "z zewnątrz" nie muszą przyjmować zastanych poglądów i paradygmatów, którymi nasiąkli specjaliści. Ludzi "z zewnątrz" nie obchodzą poczynione wcześniej inwestycje w narzędzia czy zdobycie doświadczenia ani też dotychczasowa sieć kontaktów z dostawcami i relacje z klientami, dla których głębokie zmiany mogą być potencjalnie trudne do zaakceptowania i przez to niepożądane. Na przykład Gavriel Iddan, projektant pocisków manewrujących dla izraelskich sił zbrojnych, opracował rewolucyjny sposób diagnostyki obrazowej układu pokarmowego. Tradycyjne badanie obrazowe jelit przebiega z wykorzystaniem kamery umieszczonej na długim, giętkim przewodzie. Mimo że jest nieprzyjemne i nie daje pełnego obrazu jelita cienkiego, to przez długie dekady stanowiło medyczny standard. Gastroenterolodzy zainwestowali w nauczenie się obsługi endoskopu oraz zakupili specjalistyczny sprzęt do swoich klinik. W efekcie wszelkie innowacje polegały na stopniowym ulepszaniu kamery, giętkości endoskopu i oprogramowania. Jednak Iddan podszedł do tego problemu jak projektant pocisków manewrujących, a nie lekarz. Nie przyjmował automatycznie założenia, że kamerą trzeba sterować za pomocą przewodu lub przesyłać zdjęcia kablem. Dzięki temu mógł wymyślić kapsułkę (PillCam), w której znajduje się źródło zasilania, oświetlenia i dwie miniaturowe kamery. Pacjent ją połyka i zajmuje się swoimi sprawami, w tym zaś czasie kamera przesyła bezprzewodowo obrazy do umieszczonego na jego ciele przekaźnika. Po około ośmiu godzinach badany wraca do gabinetu lekarskiego, a uzyskane zdjęcia zostają poddane analizie z użyciem odpowiedniego oprogramowania, które potrafi ustalić ewentualne miejsce krwawienia (kapsułka jest z czasem wydalana). Pigułka PillCam okazała się bezpieczniejsza i tańsza niż tradycyjna endoskopia (kosztuje poniżej 500 dolarów amerykańskich), a przy tym jej zastosowanie jest o niebo bardziej komfortowe dla pacjentów niż użycie tradycyjnych metod. Badani nie mieli wątpliwości co do preferowanej metody diagnostycznej; ze względu na wspomniane inwestycje, tak finansowe, jak i szkoleniowe, trudniejsze było jednak przekonanie lekarzy. PillCam sprzedawana jest obecnie w sześćdziesięciu krajach, a podobny produkt oferuje też obecnie kilka innych firm. Kamera w pigułce to godne podziwu rozwiązanie skomplikowanego problemu, ale trudno się dziwić, że jej koncepcja narodziła się w głowie outsidera, a nie rasowego projektanta endoskopów.
Podobnie jak trudno się dziwić, że Uber, Lyft, Didi Chuxing i Grab uderzają w taksówkarzy, a Airbnb, Homestay, Couchsurfing psują biznes hotelarzom. Choć przedsiębiorstwa taksówkowe i sieci hoteli dysponują wiedzą i zasobami umożliwiającymi skorzystanie z nowych modeli biznesowych, jednocześnie mają też sporo zasobów i zobowiązań związanych z dotychczasowym, klasycznym modelem prowadzenia biznesu i zarabiania pieniędzy. Wprowadzanie zmian pociągnęłoby za sobą bolesne skutki, a nie jest wcale pewne, że w takiej sytuacji wygraliby z nowymi konkurentami. To właśnie powód, dla którego wiele przełomowych innowacji powstaje w głowach adeptów, a nie doświadczonych specjalistów, choć wydawałoby się, że biznesy istniejące od dekad mają przewagę nad tymi dopiero wkraczającymi na rynek zarówno pod względem zasobów finansowych i sprzętowych, jak i siły przebicia.
Jednakże większość "przybyszów z zewnątrz" nie staje się wcale seryjnymi innowatorami. Podobnie zresztą jest z najbardziej doświadczonymi specjalistami. Doświadczenie może odgrywać pewną rolę w narodzinach przełomowej innowacji, ale nie ma wcale pewności, że jest szczególnie ważne i miarodajne. Co więc jest ważne i miarodajne? Czy istnieją charakterystyczne kombinacje różnych czynników - cech indywidualnych i określonych zasobów - zwiększające prawdopodobieństwo opracowania przez danego człowieka przełomowego wynalazku? Czy możemy w jakiś sposób pomóc ludziom uwolnić ich potencjał (i czy powinniśmy do tego dążyć)?
W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania chciałam się początkowo posłużyć klasycznymi metodami naukowymi: zamierzałam przeprowadzić badania na odpowiednio dużej próbie wynalazców i pozyskać tak wiele danych na ich temat, jak to tylko możliwe, dzięki włączeniu wyników otrzymanych wcześniej przez innych1. Nieodmiennie jednak wyniki tych analiz okazywały się niezadowalające. Większość wynalazców i innowatorów to bowiem gwiazdy jednego przeboju, nie ma więc wcale pewności, czy rzeczywiście na ich przykładzie można dowiedzieć się czegoś więcej o samej istocie innowacyjności. Co więcej, kiedy podejmujemy badania sporej próby wynalazców, szybko okazuje się, że o ich życiu niewiele wiadomo, a tym samym liczba wniosków odnoszących się do roli edukacji i wcześniejszych doświadczeń zawodowych w rodzeniu się innowacji jest potencjalnie bardzo ograniczona. Tego typu badania nie powiedzą nam więc na ten temat zbyt wiele. Można by wręcz zakończyć stwierdzeniem, że jest to problem, którego nie da się badać, lub też że wiedza uzyskana z badań okaże się mało przydatna. Niewykluczone, że temat innowacji jest zbyt trudny i złożony, a sami wynalazcy zbyt odmienni od siebie i dziwaczni, byśmy mogli dowiedzieć się czegoś wartościowego z tego rodzaju studiów.
Jednak na początku 2011 roku coraz częściej w mojej głowie pojawiała się pewna myśl, związana pośrednio z wyraźnym pogarszaniem się stanu zdrowia Steve'a Jobsa. Wiele osób, w tym także studenci uczestniczący w moich zajęciach na temat strategii innowacji, zaczęło pytać mnie o opinię, co stanie się z firmą Apple po odejściu słynnego prezesa. Mnie też to ciekawiło. Czy innowacyjność Apple'a zapisana jest w firmowym DNA, czy wiąże się ze Steve'em Jobsem? Czy "magię" może przekazać następcy? Czy bierze się ona ze sposobu działania firmy, czy jednak chodzi o człowieka? Pytanie to wydało mi się na tyle intrygujące, że zdecydowałam się poszukać na nie odpowiedzi, nawet jeśli moje starania miałyby się zakończyć porażką. Zaczęłam więc badać życiorys Steve'a Jobsa, zestawiając każdą informację, jaką udało mi się o nim zdobyć, z wynikami badań na temat kreatywności i wynalazczości. Co prawda od dawna interesowała mnie firma Apple, którą analizowałam i zlecałam jako materiał do nauki dla moich studentów, ale teraz postanowiłam przyjrzeć się raczej samej postaci Steve'a Jobsa. Przeczytałam jego biografie, zapoznałam się z nagraniami wywiadów, wyszukałam wypowiedzi zamieszczone w różnych miejscach. Chciałam się dowiedzieć, jaki był naprawdę: w czym był utalentowany, gdzie leżały jego słabości, przekonania i uprzedzenia. Chciałam pojąć, co go napędzało do działania. Miałam to szczęście, że sporo o nim napisano oraz przeprowadzono i zarejestrowano bardzo wiele wywiadów. Dzięki temu mogłam uzyskać właściwą, wielowymiarową perspektywę.
Szybko dostrzegłam pewne uderzające podobieństwa między Jobsem oraz innymi innowatorami. Na przykład, kiedy przygotowywałam studium biznesowego przypadku opisującego Deana Kamena (wynalazcę segwaya, a także pierwszej przenośnej maszyny do dializy, pierwszej przenośnej pompy infuzyjnej i wielu innych maszyn) rzuciły mi się w oczy dziwne i zarazem intrygujące zbieżności. Obaj wynalazcy wcześnie rzucili naukę w college'u i założyli firmy niedługo po ukończeniu dwudziestego roku życia; żaden też nie miał szczególnego doświadczenia w dziedzinach, które później zrewolucjonizował. Poza tym obaj byli dziwakami, z wieloma ekscentrycznymi nawykami, jak na przykład noszenie co dzień tego samego ubrania. Jobs jeździł samochodem bez tablicy rejestracyjnej i często zajmował miejsca dla niepełnosprawnych - uważał, że pewne reguły go nie obowiązują. Kamen kupił sobie wyspę (North Dumpling), zbudował na niej elektrownię i oświadczył, że chciałby odłączyć ją od terytorium USA, by nie dotyczyły go obowiązujące tam prawa. Obaj wynalazcy mieszkali też w dość nietypowych domach. Jobs nie miał mebli - po prostu nic nie odpowiadało jego ascetycznym gustom. Z kolei dom Kamena był czteropoziomowym budynkiem na planie sześcioboku i był wyposażony w przynajmniej jedno tajemne przejście. Korytarze w nim przypominały kopalniane chodniki, a w centralnej części wbudowano wielki żeliwny silnik parowy, który w przeszłości należał do Henry'ego Forda. Obu wynalazców cechowało też na tyle głębokie przekonanie o sile swoich racji i wnioskowania, że odrzucali "zasady" ograniczające zdolność rozwiązywania problemów u innych. Na przykład kiedy ktoś oświadczył Kamenowi, że jego pomysł skonstruowania samoczynnie utrzymującego równowagę dwukołowca jest nierealny, odparował: "Nie mów mi, że to niemożliwe. Powiedz po prostu, że nie wiesz, jak to zrobić". Następnie zaś stwierdził, że wiele naukowych prawideł, które uznajemy za jedynie słuszne, to zasady człowieka, a nie przyrody, i nie jest pewne, że obowiązują bezwzględnie2. W pewnym wywiadzie zarejestrowanym kamerą Steve Jobs mówi coś niezwykle podobnego: "Życie nabiera głębi, gdy uświadomimy sobie prostą prawdę: wszystko, co nas otacza, wszystko, czym żyjemy, zostało stworzone przez ludzi, którzy wcale nie byli od nas mądrzejsi, więc możemy to zmieniać"3. Obu wynalazców popychały do działania raczej cele idealistyczne niż materialne: Jobs uważał komputery za narzędzie, które zrewolucjonizuje ludzką wiedzę, tak jak rowery zrewolucjonizowały ludzką mobilność; Kamen marzył o uwolnieniu ludzi od ograniczeń, jakie nakładają na nich choroby i wypadki.
Kiedy ślęcząc nad notatkami, rozmyślałam o tych dwóch postaciach - obu innowacyjnych i wykazujących podobne dziwactwa, niewspółgrające z powszechnie uznanymi normami społecznymi - dotarło do mnie nagle, że być może więcej o cechach seryjnych innowatorów dowiedzieć się można w inny sposób: badając małą liczbę przypadków, ale szczegółowo; że mogę tu zastosować metodę tzw. wielokrotnych studiów przypadku (multiple case study). Tego typu analiza rozpoczyna się od opisania historii przypadku (tak jak robi to biograf), a w dalszej kolejności następuje iteracyjne zestawienie kolejnych par przypadków (wszystkie możliwe kombinacje par) w celu określenia podobieństw i różnic oraz wychwycenia wyłaniających się prawidłowości. Ponieważ mamy tu do czynienia z rzadkimi przypadkami osób wyraźnie odróżniających się od reszty społeczeństwa pod względem potencjału innowacyjnego, grupą kontrolną (która będzie punktem odniesienia) jest właśnie przeciętna pod tym względem reszta społeczeństwa4. Innymi słowy, będziemy szukali cech charakterystycznych dla innowatorów, cech, które ich wyróżniają i które występują u nich w znacznie większym nasileniu niż u przypadkowych osób. Każda taka cecha, wyraźnie wyróżniająca się u jednego lub kilku innowatorów, będzie następnie dokładnie zbadana we wszystkich innych przypadkach. Ludzie mają tendencję do tworzenia daleko idących uogólnień na podstawie małej (niewystarczającej) próby, więc jednym z ważniejszych elementów moich badań było wyeliminowanie przypadkowych zbieżności. Na przykład Thomas Edison i Maria Skłodowska-Curie byli najmłodszymi dziećmi w rodzinie, a Benjamin Franklin był najmłodszym z synów w rodzinie liczącej szesnaścioro dzieci. Na temat wpływu kolejności urodzeń żywo dyskutowano co najmniej od początku XX wieku. Wtedy to austriacki psychiatra Alfred Adler przedstawił pogląd, że pierworodne dzieci są bardziej niż pozostałe predysponowane do zachowań neurotycznych i popadnięcia w nałóg, co wynika z otaczania większą opieką młodszych, najmłodsze zaś, które doświadczają nadopiekuńczości rodziców, zazwyczaj wyrastają na osoby mało empatyczne. Nietrudno byłoby sformułować na tej podstawie hipotezę, że autorzy przełomowych innowacji, mający często, jak się przekonamy, kłopoty z przystosowaniem społecznym, to w większości najmłodsze dzieci w rodzinie. Jednak podczas weryfikacji twierdzenie takie okazuje się błędne: Steve Jobs, Albert Einstein i Elon Musk byli najstarszymi dziećmi w rodzinie, a Nikola Tesla i Dean Kamen środkowymi. Jakby tego było mało, z innowatorów, których opisuję w tej książce, zarzut małej empatii w najmniejszym stopniu dotyczy Benjamina Franklina. Zresztą większość badań empirycznych na temat wpływu kolejności urodzeń na osobowość lub zachowanie wykazało brak istnienia tu jakiejkolwiek zależności. Mit jednak trzyma się mocno!
Szybko też stało się dla mnie jasne, że będę musiała się skoncentrować na osobach, które w swoim życiu dokonywały innowacji wielokrotnie - dzięki czemu uniknę wyjaśnień w rodzaju "był we właściwym czasie lub miejscu". Postanowiłam też skupić się na wynalazcach znanych na całym świecie, by nie można było podważyć wartości ich osiągnięć. No i musiały być one naprawdę ważne, pozostawić w naszym otoczeniu trwały, trudny do zatarcia ślad - ponieważ to właśnie zdolność do osiągania tego rodzaju celów jest najbardziej godna naszego zainteresowania i zrozumienia. Ze względów praktycznych musieli to być także ludzie, na których temat wiele już napisano, ponieważ tylko dzięki temu mogłam dowiedzieć się czegoś więcej o ich dzieciństwie, edukacji, hobby, osobowości, uzdolnieniach, motywach, doświadczeniach itd. Uznałam, że dopiero z chwilą, gdy dokładnie zrozumiem, jakimi byli ludźmi, możliwe stanie się porównywanie wybranych cech ich charakteru oraz przeszłych doświadczeń, a następnie odniesienie tego do wniosków, jakie płyną z wyników badań nad kreatywnością i innowacjami. Liczyłam, że takie połączenie rzuci nieco światła na najważniejsze w tym wypadku kwestie. Okazało się jednak, że przyniosło coś więcej. Ukazało bowiem zarówno radosną ekscytację, która towarzyszy innowatorom, jak i wielki osobisty koszt, jaki ponoszą, podążając za czymś, co uznają za najważniejsze. Ujawniło szanse i ograniczenia, które sprawiły, że lista słynnych innowatorów na przestrzeni dziejów jest zdominowana przez mężczyzn pochodzących z krajów o rozwiniętych gospodarkach. A co być może najważniejsze, pokazało, że mimo iż pod wieloma względami opisywani tu innowatorzy byli wyjątkowi i trudno byłoby powtórzyć ich osiągnięcia w nowych warunkach, istnieją sposoby, by zwiększyć potencjał innowacyjny każdego z nas.
W celu sporządzenia listy potencjalnie najważniejszych seryjnych innowatorów przejrzałam dziesiątki zestawień najsłynniejszych wynalazców i wybrałam te osoby, które regularnie zajmowały w owych zestawieniach pierwsze miejsca i których osiągnięcia są niepodważalne. Szybko zauważyłam, że jeśli chodzi o ten ostatni warunek, większa zgodność panuje w dziedzinach nauki i techniki niż sztuk pięknych i muzyki. W tym drugim wypadku ocena ma często charakter wyraźnie subiektywny, a opinie, jaką wagę należy przypisać poszczególnym innowacjom, mocno różnią się między sobą. Co więcej, w przypadku muzyków i innych artystów, gdy zdobędą już oni uznanie, ich późniejsze dokonania niejako automatycznie przyciągają uwagę jakby działał tu samonapędzający się mechanizm zwiększający ich znaczenie. Oczywiście w pewnym stopniu dotyczy to też innowacji z dziedziny nauki i techniki - te jednak na ogół mają "komponent" umożliwiający obiektywną ocenę ich wagi, co ułatwia wypracowanie wspólnego stanowiska. Na przykład gdy Maria Skłodowska-Curie odkryła najbardziej w jej czasach radioaktywny pierwiastek, rad, naprawdę trudno było w jakikolwiek sposób podważać wagę tego osiągnięcia. Po przedstawieniu przez Einsteina ogólnej teorii względności, jej znaczenie dla nauki wciąż było co prawda dyskusyjne, ale gdy w 1919 roku sir Arthur Eddington potwierdził jej przewidywania podczas obserwacji zaćmienia Słońca, teoria przestała podlegać jedynie subiektywnej ocenie. Kiedy zaś Elon Musk udowodnił, że rakieta może samodzielnie wylądować i że da się ją ponownie wykorzystać - a wszystko to za cenę, jaka nie śniłaby się nikomu z tradycyjnego sektora przemysłu kosmicznego - jego osiągnięcia nie mogli już podważyć nawet najwięksi spece z wspomnianego sektora, których pozycja stała się w tym momencie zagrożona. Niewielka grupa wynalazców i naukowców, którzy dokonali przełomowych odkryć, pojawiła się wysoko na każdej ze znanych list innowatorów, czego nie dało się powiedzieć o innowatorach w dziedzinie sztuk pięknych. Postanowiłam więc wyłączyć tych ostatnich z rozważań, omijając w ten sposób sporną kwestię definicji istotności danego przełomu artystycznego, i skupić się na innowatorach technicznych, najczęściej pojawiających się w powszechnie znanych zestawieniach.
Ponadto postanowiłam skupić się na innowatorach, którzy zasłynęli z dokonania wielu odkryć i wynalazków. Tak się bowiem składa, że zdecydowana większość wynalazców znana jest z jednego przełomowego dokonania - weźmy na przykład Percy'ego LeBarona i mikrofalówkę, Leopolda Godowsky'ego i kolorowy film Kodachrome czy Hedy Lamarr i jej metodę sterowania torpedami za pomocą sygnałów o często zmieniających się częstotliwościach. Kiedy zaś innowator ma na koncie tylko jedno przełomowe odkrycie, bardzo trudno ustalić, czy jest ono zasługą jego osobistych cech charakteru, czy też może dziełem przypadku, na przykład znalezienia się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Z tego właśnie względu, by uzyskać pewność, że zajmujemy się czynnikami rzeczywiście decydującymi o indywidualnym nowatorstwie, postanowiłam skupić się na seryjnych innowatorach, dokonujących ważnych odkryć przez dużą część swojego życia. Na tych, dla których kolejne przełomowe odkrycia stanowią sens istnienia.
Uznałam też, że opracowywanie studiów przypadku kolejnych innowatorów, tak by były rzeczywiście całościowe i obiektywne, wymaga dostępu zarówno do sporej liczby materiałów opisujących ich życie z pozycji obserwatorów, na przykład biografii, jak i do przekazów niejako pierwszoosobowych - autobiografii, wywiadów, wypowiedzi telewizyjnych. Przyjęcie tego kryterium w praktyce zmusiło mnie do usunięcia z listy wielu innowatorów, którym przyjrzałabym się z dużą chęcią, ale którzy są na przykład jeszcze dość młodzi, jak Larry Page) lub też urodzili się zbyt dawno temu (jak Leonardo da Vinci). Wreszcie, spośród osób, które pozostały na mojej liście, spróbowałam wybrać te, które dokonywały odkryć w odmiennych dziedzinach przemysłu czy nauki (na przykład medycynie, technologiach kosmicznych, elektryczności, informatyce) i w różnych okresach historycznych (by uniknąć w próbie innowatorów nadreprezentacji związanej z "rozkwitem" technicznym w danym czasie). Przyjęcie kryterium różnych okresów czasowych i odmiennych dziedzin było też pomocne w oddzieleniu czynników związanych z konkretną osobą od czynników kontekstualnych i zwiększało tym samym szansę "namierzenia" tych z nich, które w największym i możliwie uniwersalnym stopniu przyczyniają się do narodzin przełomowych innowacji. Ostatecznie w zbiorze innowatorów, na których postanowiłam się skupić, znaleźli się Maria Skłodowska-Curie, Thomas Edison, Albert Einstein, Benjamin Franklin, Steve Jobs, Dean Kamen, Elon Musk i Nikola Tesla, choć w kilku miejscach przywołuję też innych innowatorów (jak choćby Grace Hopper i Sergeya Brina), by lepiej zilustrować pewne koncepcje.
Przyjrzenie się tej grupie innowatorów z bliska ujawnia kilka ważnych wspólnych cech, dających nam pewne pojęcie, jakie czynniki popchnęły ich do działania i umożliwiły im dokonywanie tak przełomowych zmian. Choć wielu z nich cechowała nadzwyczajna inteligencja, ona sama nie czyni jeszcze nikogo seryjnym wynalazcą. Kluczową rolę odgrywa kilka innych czynników. U wielu innowatorów występują pewne rzadko spotykane cechy charakteru - dziwactwa - predysponujące zarówno do wpadania na niezwykłe pomysły, jak i zachowywania determinacji w dążeniu do ich urzeczywistnienia. Na przykład niemal każdy z innowatorów, którymi się zajęłam, był w znacznym stopniu niedostosowany społecznie. Niekonwencjonalność Marii Skłodowskiej-Curie, a także jej przewlekła depresja sprawiły, że wiodła ona dość "nienaturalne" życie5, trzymając się z dala od ludzi, w tym nawet od własnych dzieci. Maria zdawała sobie sprawę, że izoluje się od otoczenia i że nie każdemu by to służyło. Podobnie samoświadomy swej izolacji był Albert Einstein, zdający sobie sprawę zarówno z jej pozytywnego wpływu na oryginalność i niezależność jego myśli, jak i z negatywnego oddziaływania na dobrostan psychiczny. Z powodu znacznego niedosłuchu Thomas Edison źle się czuł w otoczeniu innych ludzi, a jego niemal maniakalne oddanie pracy sprawiło, że większość życia spędził w laboratorium, często sypiając w nim na stole. Elon Musk, o którym niektórzy mówią, że wiedzie życie playboya, wspomina, że we wczesnej młodości był raczej typem mola książkowego, typowym nerdem pozbawionym przyjaciół. Właściwie był tak skupiony na sobie i swoim życiu wewnętrznym, że jego rodzina przez pewien czas podejrzewała, że jest głuchy. Izolacja pomaga innowatorom myśleć oryginalnie, sprawia, że są w mniejszym stopniu niż ich otoczenie "wystawieni" na oddziaływanie obowiązujących norm i powszechnie przyjmowanych koncepcji, a jeśli nawet, to ich poczucie nieprzystawalności sprawia, że są mniej skłonni do ich akceptacji.
Wszyscy innowatorzy, których życie wzięłam pod lupę, od wczesnej młodości wykazywali też niezachwiane przekonanie, że uda im się przezwyciężyć pojawiające się po drodze trudności (psychologowie nazywają tę cechę charakteru "poczuciem własnej skuteczności"). Weźmy na przykład decyzję Elona Muska (miał wówczas sześć lat) o pokonaniu piętnastu kilometrów w Pretorii (Republika Południowej Afryki), by dotrzeć na imprezę urodzinową kuzynki, czy podjętą wiele lat później decyzję o wskrzeszeniu projektu załogowego lotu na Marsa po tym, jak przekonał się, że NASA nie jest zainteresowana jego realizacją. O Musku często mówi się, że odlatuje w kosmos6, ponieważ wykazuje niezmienną gotowość do angażowania się w projekty, które mają doprowadzić do osiągnięcia "niemożliwych" celów. Wielu przełomowych innowatorów porywało się na realizację takich projektów właśnie ze względu na niezłomną wiarę, że uda im się po drodze pokonać wszystkie przeciwności, i nie akceptowało powszechnie obwiązującego poglądu, że to niemożliwe. To dlatego niektórzy mówili o Stevie Jobsie, że ma "pole zniekształcania rzeczywistości", i dlatego Dean Kamen określił jako "ludzkie" cztery prawa termodynamiki, uznając, że nie są to prawa natury. Podobnie Nikola Tesla podważał twierdzenia o niemożliwości realizacji wielu koncepcji i oświadczał wszem i wobec, co zamierza osiągnąć, a brzmiało to nierzadko tak nieprawdopodobnie, że ludzie uważali go za opętanego iluzją własnej wielkości - do czasu, oczywiście, gdy dokonywał tego, co sobie zamierzył!
Wszyscy opisywani tu innowatorzy dążyli do realizacji swoich projektów z godną podziwu gorliwością, często pracując nieprawdopodobnie długo i ponosząc za to wysoką cenę. Większość z nich motywowały do działania względy idealistyczne, przyświecał im nadrzędny cel, którego realizację uznawali za ważniejszą od osobistej wygody, reputacji czy rodziny. Nikola Tesla za pomocą źródła nieograniczonej, darmowej energii chciał uwolnić ludzkość od przymusu pracy, liczył też, że dzięki międzynarodowej komunikacji uda się zaprowadzić na świecie powszechny pokój. Elon Musk chce rozwiązać problemy energetyczne naszej planety i skolonizować Marsa. Benjamin Franklin liczył na powstanie nowego ładu społecznego i wzrost produktywności dzięki wdrażaniu i kultywowaniu cnot egalitaryzmu, tolerancji, pracowitości, umiarkowania i wstrzemięźliwości oraz dobroczynności. Marii Skłodowskiej-Curie przyświecały ideały pozytywistyczne, wierzyła, że Polska może przetrwać pod zaborem rosyjskim dzięki edukacji szerokich mas społeczeństwa - w tym kobiet - i wykorzystaniu postępu technicznego. Idealizm to doprawdy potężna siła motywacyjna, skłaniająca ludzi do zdwojenia wysiłków w celu rozwiązania danego problemu. Kierowani nim wynalazcy stają się tak pochłonięci daną myślą, że zaczynają lekceważyć to, co istotne dla innych, choćby potrzebę relacji społecznych czy posiadania wolnego czasu. Porzucenie lub zaniedbywanie rodziny, które wytykano wielu przełomowym innowatorom (wymieńmy Benjamina Franklina, Thomasa Edisona, Steve'a Jobsa czy Marię Skłodowską-Curie), mogło wynikać właśnie z ich idealizmu. Pomagał on im jednak skupić się na celu długoterminowym i tak dokonywać wyborów między kwestiami wymagającymi uwagi, by przybliżać się do jego osiągnięcia. Wzniosłe i nadrzędne cele, choćby takie jak marzenie Tesli o znalezieniu sposobu bezprzewodowego rozprowadzania energii na całym globie i uwolnieniu ludzkości od pracy fizycznej czy też ambitne zamierzenie Muska skolonizowania Marsa, wyznaczają im kierunek działania, chroniąc ich przed rozmienianiem się na drobne i rozdzielaniem uwagi oraz starań między różne interesujące problemy. Często więc innowatorzy żyją w taki sposób, jakby ktoś założył im klapki na oczy, tak by nic nie rozpraszało ich skupienia na nadrzędnym celu. Dzięki temu są jednocześnie odporni na porażki i krytykę, ponieważ nic nie może zachwiać ich przekonaniem o wadze, szlachetności i wartości celów, jakie sobie stawiają. Weźmy na przykład Franklina, który podczas spotkania Tajnej Rady Wielkiej Brytanii musiał znosić ostre ataki ze strony prokuratora Alexandra Wedderburna oraz szyderstwa i drwiny licznych przedstawicieli angielskiej elity. W tej nieciekawej sytuacji Franklin zachował stoicki spokój i opanowanie, nigdy też nie wycofał się z aktywnego życia publicznego, wierzył bowiem głęboko, że służy Bogu i ludzkości. To zaś pozwalało mu z wyższością patrzyć na swoich krytyków i cierpliwie znosić ataki.
Ale idealizm nie jest jedyną siłą popychającą innowatorów do działania. Większość z nich pracowało bez wytchnienia i z wielkim zaangażowaniem, ponieważ praca dawała im ogromną satysfakcję. Wielu miało tak ogromną potrzebę nowych osiągnięć (cechę związaną z silnym i stałym dążeniem do stawiania sobie ambitnych celów i spełniania wygórowanych standardów), że z pasją oddawali się realizacji zamierzeń. Niejednemu z innowatorów, jak się wydaje, tytaniczna praca dodawała skrzydeł; innymi słowy praca stawała się dla nich autoteliczna - była celem samym w sobie. Edison, na przykład, był bardzo ambitny i miał mnóstwo energii. Rozkoszował się realizacją kolejnych zamierzeń, czerpiąc przyjemność z samej fizycznej i psychicznej aktywności związanej z pracą. Wiele z jego przedsięwzięć nie przyniosło zysku, a wynalazca nie raz i nie dwa pomstował na niezdolność sytemu patentowego do skutecznej ochrony wynalazców przed piratami. Jednakże, ogólnie rzecz biorąc, niepowodzenia nie wzbudzały w nim wielkiego żalu ani zniechęcenia. Praca była najważniejszą z jego rozrywek. "Nigdy nie przejdę na emeryturę - oświadczył pewnego razu. - Dzięki pracy ziemia jawi mi się rajem"7.
Podsumowując, między wyjątkowymi innowatorami, mającymi na koncie przełomowe osiągnięcia, występuje wiele daleko idących podobieństw, sprawiających jednocześnie, że pozostałym ludziom wydają się oni nietypowi czy wręcz dziwaczni. Przyjrzenie się owym osobom z bliska, a następnie zestawienie tej wiedzy z wynikami badań nad kreatywnością i nowatorstwem pomoże nam poznać mechanizmy stojące za dokonywaniem przez nich przełomowych odkryć. Chciałabym tu podkreślić różnicę między cechami charakterystycznymi tych postaci oraz mechanizmami, dzięki którym te pierwsze prowadzą innowatorów do odkryć, ponieważ o ile sami innowatorzy są unikatowi, o tyle mechanizmy są dość uniwersalne i mogą być pomocne w odkrywaniu i uwalnianiu innowacyjnego potencjału drzemiącego w nas samych i u innych ludzi. W praktyce może to działać na przykład tak: zrozumienie poczucia odrębności innowatora od otoczenia wskazuje, że korzystne może być danie ludziom czasu i swobody w podążaniu za ich osobistymi zainteresowaniami. Jednocześnie unaocznia, jak niebezpieczna dla innowacji jest zasada osiągania konsensusu, i ujawnia pozytywne strony skłaniania ludzi do akceptacji własnej "dziwaczności". Pouczająca - a często uspokajająca - jest też konstatacja, że wielu przyszłych innowatorów kiepsko radziło sobie w szkole właśnie ze względu na swoją kreatywność i chęć podważania obowiązujących reguł. Zaskakująco sporą grupę przełomowych innowatorów stanowią też samoucy - którzy znacznie lepiej radzili sobie poza szkolnymi murami. Choć wielu z nas pewnie obiło się o uszy, że niektórzy wielcy innowatorzy nie błyszczeli w szkole, ta książka pokazuje, dlaczego tak się działo i co sprawiło, że jednak zostali ludźmi sukcesu.
***
W Genialnych umysłach przewijają się trzy główne motywy: kreatywności i oryginalności koncepcji, starań i wytrwałości w dążeniu do celu, wykorzystania sprzyjających okoliczności. Prawie wszystkie przełomowe innowacje rozpoczynają się od nieszablonowego pomysłu lub przekonania idącego w poprzek powszechnie obowiązującym poglądom. Dlatego też pierwsze rozdziały poświęciłam czynnikom, które zainspirowały przyszłych innowatorów i skłoniły ich do kreatywnego myślenia, tworzenia oryginalnych idei, wybierania niekonwencjonalnych dróg. Przekonamy się, jak dziwactwa innowatorów wpłynęły na to, że zdecydowanie mniej chętnie niż inni ludzie akceptowali oni obowiązujące poglądy i paradygmaty, i co skierowało ich na ścieżkę opracowywania rozwiązań zmieniających reguły gry.
Trzeba jednak pamiętać, że sam nieszablonowy pomysł prawie nigdy nie wystarczy. Wielu ludzi ma kreatywne pomysły, czasami nawet ocierające się o genialność. Większości z nas brakuje jednak zwykle czasu, wiedzy, pieniędzy lub motywacji, by zacząć je realizować. Możemy mieć wątpliwości, czy nasza idea sprawdzi się w praktyce lub jak najlepiej wcielić ją w czyn; możemy uznać ją za zbyt trudną czy obarczoną zbyt dużym ryzykiem. I tak nawet najcelniejsze i najbardziej pomysłowe koncepcje zmieniają się w przelotne myśli, ustępujące miejsca bardziej przyziemnym i niecierpiącym zwłoki troskom. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś z przełomowym pomysłem ma jednocześnie właściwą motywację, zasoby i wytrwałość umożliwiające jego realizację. I chociaż ten ktoś mógłby przekazać rzeczony pomysł komuś, kto ma większą motywację lub zasoby - dajmy na to, wynalazcy o ugruntowanej pozycji lub też firmie - jest jeszcze mniej prawdopodobne, by w ten właśnie sposób idea ta została w końcu urzeczywistniona. Dzieje się tak, ponieważ ze swej natury przełomowe i oryginalne idee bardzo rzadko na początku spotykają się ze zrozumieniem i docenieniem. Po prostu szanse na to, że przełomowa koncepcja jednej osoby wpisze się doskonale w poglądy i motywacje kogoś innego i że skłoni go to do poświęcenia własnych zasobów, są niewielkie. Właśnie dlatego gdy jakiś wywrotowy pomysł doczeka się realizacji, dzieje się tak wskutek nadzwyczajnych starań innowatora i jego wytrwałości - często w obliczu kolejnych porażek i oporu ze strony innych ludzi. Każdy z wynalazców, których życiorys studiowałam, wykazywał nadzwyczajne zaangażowanie i wytrwałość w dążeniu do celu. Większość z nich pracowała bez wytchnienia, zaniedbując sen, odpoczynek i czas spędzany z rodziną, pochłonięta wypełnianiem swojej misji. Wielu upierało się przy wykorzystaniu rozwiązania, ocenianego przez innych jako nieracjonalne lub z góry skazane na porażkę. Skąd innowatorzy brali tę zawziętość i energię, by zostać przy swoim? W rozdziałach 4. i 5. pokazuję, że odpowiedzią przynajmniej na część tych pytań są idealizm, potrzeba osiągnięć, nadzwyczajny poziom energii i "uskrzydlenie pracą".
W dalszej części przekonamy się, że choć większość przełomowych innowatorów posiada liczne podobne cechy charakteru, zwiększające szanse na to, że właśnie w ich głowach pojawi się nadzwyczajny pomysł, który uda się następnie urzeczywistnić, znalezienie się w odpowiednim miejscu i czasie także ma znaczenie. W rozdziałach 6. i 7. przedstawiam, jak przewagi sytuacyjne - szanse i zagrożenia obecne w danym czasie i miejscu, a także dostęp do zasobów - pomogły innowatorom rozwinąć skrzydła. Wreszcie, o czym już wspominałam, mimo że przełomowi innowatorzy często obdarzeni są unikatowymi cechami charakteru bądź wykazują zachowania trudne do naśladowania, dzięki nim możemy dowiedzieć się, jak rozbudzić potencjał innowacyjny drzemiący w nas samych, w naszych współpracownikach i dzieciach. O tym właśnie traktuje rozdział 8.
Podczas badań, które przeprowadziłam wspólnie z Williamem Baumolem i Edwardem Wolffem, przejrzeliśmy ponad pięćdziesiąt książek i wiele encyklopedii poświęconych wynalazcom, przedsiębiorcom i ich odkryciom. Zamieszczane w nich listy innowatorów w dużej mierze się pokrywały, a niemal wszyscy znaleźli się w piętnastu źródłach, które uznaliśmy za szczególnie przydatne. Oto one: Abbot D., The Biographical Dictionary of Scientists: Engineers and Inventors, Peter Bedrick, New York 1985; Culligan J., Tycoons and Entrepreneurs, Macmillan, New York 1998; entrepreneurs.about.com; Evans H., Buckland G., Lefer D., They Made America: From the Steam Engine to the Search Engine: Two Centuries of Innovators, Little, Brown, New York 2004; Feldman A., Ford P., Scientistsand Inventors, Aldus 1979; J. Fucini, S. Fucini, Entrepreneurs: The Men and Women Behind Famous Brand Names and How They Made It, G. K. Hall, Boston, 1985; Hallett A., Hallett D., Encyclopedia of Entrepreneurs, Wiley, New York 1997; Haskins J., African American Entrepreneurs, Wiley, New York 1998; Iles G., Leading American Inventors, Henry Holt, New York 1912; www.invent.org; inventors.about.com; Klein M., The Change Makers: From Carnegie to Gates, How the Great Entrepreneurs Transformed Ideas into Industries, Henry Holt, New York 2003; Roger S., Inventions and Inventors, Salem 2002; Sullivan O. R., African American Inventors, Wiley, New York 1998; Vare E. A., Ptacek G., Patently Female: From AZT to TV Dinners, Stories of Women Inventors and Their Breakthrough Ideas, Wiley, New York 2002. Przedmiotem naszych badań ostatecznie stały się dane dotyczące 513 wynalazców i przedsiębiorców. [wróć]
Richardson J., How Dean Kamen's Magical Water Machine Could Save the World, "Esquire", 24.11.2008. [wróć]
Jobs S., Stanford University Commencement Address 2005. [wróć]
Niektórzy naukowcy niejako odruchowo uznają wybór przypadków odstających za "próbkowanie zmiennej zależnej", tzn. (niezbyt dobrze nazwany) błąd w projekcie badawczym prowadzący do "samospełniającej się przepowiedni", polegający na wyborze przypadków na podstawie pewnego zestawu kryteriów, a następnie wykorzystaniu rzeczonych przypadków jako dowodu na spełnienie kryterium. Jednak to badanie zostało zaprojektowane bardziej jako indukcja wsteczna: bycie seryjnym przełomowym innowatorem jest w istocie niezależną zmienną, a my szukamy cech lub okoliczności, które się z nią wiążą. Nie wykorzystano więc teorii o tych powiązaniach do kierowania wyborem przypadków. [wróć]
Robinson A., Sudden Genius: The Gradual Path to Creative Breakthroughs, Oxford University Press, Oxford 2010. [wróć]
Teller A., wykład podczas konferencji South by Southwest, 03.2013. [wróć]
Edison Sails for Europe on First Trip in 22 Years, to Catch Up with Worries, "Evening World" 2.08.2013 [wróć]
Rozdział 1
"Jestem prawdziwym samotnym wędrowcem..."
Poczucie odrębności
Wielu najbardziej twórczych innowatorów wykazuje silne poczucie "odrębności" i postrzega się jako wyraźnie wyróżniających się z tłumu. Poczucie to może przejawiać się niechęcią do nawiązywania kontaktów społecznych, odrzucaniem norm i zasad, a nawet izolacją od członków rodziny. Nie zawsze jednak łatwo ustalić, czy izolowanie się innowatora od świata następuje z jego wyboru, wskutek wrodzonych cech charakteru, czy może jest efektem wpływu środowiska i czynników pozostających poza jego świadomą kontrolą. To poczucie odrębności jest wyraźnie dostrzegane zarówno przez innowatora, jak i ludzi z jego otoczenia. Na ogół też pojawia się dość wcześnie w jego życiu. Świetnym przykładem jest tu Albert Einstein - nie tylko wykazywał on klasyczne cechy samotnika, lecz także doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Sporo na ten temat pisał i rozmyślał, także o tym, w jakim stopniu cecha ta pozwala mu oryginalnie myśleć.
Einstein wielokrotnie dawał dowody troski i ciepłych uczuć wobec ludzkości jako takiej, ale jego osobiste relacje cechował raczej chłód. Wielki naukowiec zdecydowanie opowiadał się za prawami człowieka i pacyfizmem, występując przeciwko wszelkim formom dyskryminacji. Potrafił być zabawny i nawiązywał bliskie przyjaźnie, o które dbał. Nigdy jednak przy tym nie wyzbył się poczucia odrębności od innych ludzi, słynął z zachowywania dystansu i niepokorności. Wyraził to, dość wzruszająco, w książce Jak wyobrażam sobie świat:
Wyraźny brak potrzeby bezpośredniej łączności z ludźmi i wspólnotami ludzkimi niezmiennie pozostawał w pewnej swoistej sprzeczności z właściwym mi gorącym przywiązaniem do sprawiedliwości społecznej i poczuciem obowiązku społecznego. Jestem prawdziwym "samotnym wędrowcem", gdyż nigdy całym sercem nie należałem ani do mojego kraju, ani mojej małej ojczyzny, ani do grona przyjaciół, ani nawet do mojej najbliższej rodziny, doświadczając zawsze wobec tych wszystkich więzów niedającego się przezwyciężyć uczucia obcości, połączonego z potrzebą osamotnienia. Poczucie to z biegiem lat jeszcze się potęguje. Wyczuwam wyraźnie, lecz bez żalu, gdzie kończy się porozumienie i harmonia w stosunkach z innymi ludźmi. Człowiek tego pokroju co ja zatraca co prawda część niewinności i beztroski, jest natomiast uniezależniony od zdania, przyzwyczajeń i osądów swoich bliźnich. Nie doświadcza też pokusy oparcia swej wewnętrznej równowagi na tak wątłych podstawach1.
Urodzony w Niemczech 14 marca 1879 roku Einstein późno nauczył się mówić - pierwsze słowa wydobył z siebie dopiero w wieku dwóch lat, i przez większość życia wykazywał objawy echolalii - powtarzania, zazwyczaj pod nosem, słów i zwrotów wypowiedzianych przez inne osoby. Echolalia bardzo często występuje u dzieci autystycznych (pojawia się u blisko trzech czwartych dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu), ale może też istnieć samodzielnie, czasem występuje też u dzieci uczących się mówić. Sam Einstein przypisywał echolalię swojemu nawykowi opóźniania odpowiedzi i zauważył, że przed wypowiedzią lubi po cichu powtórzyć ją sobie kilka razy, w nadziei jej dopracowania.
Choć w domu z ogrodem, w którym dorastał Einstein, aż roiło się od innych dzieci, chłopak bardzo wcześnie odkrył, że woli trzymać się na uboczu. Wybierał spokojne zabawy i najlepiej czuł się z samym sobą. Jak zauważył jego wieloletni kolega Phillipp Frank: "Od samego początku wykazywał tendencję do trzymania się z daleka od równolatków, lubił śnić na jawie i samotnie medytować nad różnymi kwestiami"2. Niektórzy psychologowie wysuwali nawet przypuszczenia, że Einstein cierpiał na łagodną formę autyzmu i to ona skłoniła go do przedkładania rozważań o wszechświecie nad dostrzeganie potrzeb otaczających go ludzi i kontakty z nimi. Podejrzenia o autyzm wysuwano też pod adresem Billa Gatesa, częściowo ze względu na to, że podczas pracy nie potrafi usiedzieć spokojnie i stale się kołysze. Obniża tułów mniej więcej o 45 stopni, następnie zaś się prostuje, a intensywność tych ruchów zależy od jego nastroju. Wielu autystyków wykazuje podobny automatyzm ruchów, ale sam Gates uważa, że przyczyna jest inna. "To tylko ujście dla nadmiaru rozpierającej mnie energii (...) powinienem może przestać, ale na razie mi się to nie udało. Podobno bardzo wcześnie zacząłem się tak zachowywać"3. Gatesa często też opisuje się jako introwertyka niemającego rozwiniętych kompetencji społecznych, a wykazującego też od czasu do czasu niejakie lekceważenie dla higieny osobistej. Jednak tak naprawdę żadna z tych cech nie wskazuje jednoznacznie na to, że Gates dotknięty jest autyzmem. To niezwykle inteligentny człowiek, świetnie radzący sobie w codziennym życiu, a jeśli wierzyć jego byłej partnerce Ann Winblad, bardzo otwarty i wrażliwy. Jak najbardziej potrafi wyrażać własne uczucia i rozumieć to, co czują inni. Jest więc zapewne tak, jak twierdzi Winblad - że czasem Gates znajduje się w "czysto umysłowym stanie", w którym sprawy higieny osobistej lub interakcji społecznych zajmują niską pozycję na liście priorytetów. Ten aspekt charakteru Gatesa dobrze współgra z cechami wykazywanymi przez innych przełomowych innowatorów, seryjnych wynalazców i generalnie ludzi bez reszty pochłoniętych realizacją absorbujących przedsięwzięć: przedkładanie ponad wszystko wyzwań intelektualnych może sprawiać, że zapomina się o swoim wyglądzie czy społecznych interakcjach - co też, jak się przekonamy, dotyczy nie tylko Einsteina, lecz także Steve'a Jobsa, Marii Skłodowskiej-Curie czy Deana Kamena.
Einstein zaczął uczęszczać do szkoły w wieku sześciu lat i już wówczas był wycofany i cichy, nie miał wielu przyjaciół. Nie lubił aktywności fizycznej, a rówieśnicy często mu dokuczali. Mówił powoli i nauczyciele uznawali go za mało uważnego. Pewnego razu jeden z nich stwierdził nawet, że Einstein nic w życiu nie osiągnie, ponieważ brak mu dyscypliny niezbędnej do przyjmowania edukacji szkolnej4. Innym razem, gdy ojciec Einsteina indagował nauczyciela, jak najlepiej byłoby ukierunkowywać młodego Alberta, pedagog odparł, że wszystko jedno, ponieważ nie ma dziedziny, do której młody Einstein wykazywałby szczególne uzdolnienia. Z czasem sam Einstein dość krytycznie wypowie się o wczesnym okresie spędzonym w szkole, zauważając: "Najgorsze w szkole jest chyba to, że posługuje się metodami opartymi na wzbudzaniu lęku, przemocy i sztucznie kreowanym autorytecie. Takie podejście zabija zdrowe odruchy zainteresowania, zmniejsza uczciwość uczniów i ich pewność siebie"5. Mimo obopólnej niechęci, jaką odczuwali do siebie Einstein i jego nauczyciele, Albert często otrzymywał najlepsze oceny w klasie. Choć szkolny rygor i wkuwanie na pamięć budziły w nim frustrację, w domu czerpał wielką przyjemność ze zgłębiania algebry i wykazywał ogromne zainteresowanie naukami ścisłymi. Fascynację tę zauważył Max Talmud, student medycyny bywający na obiedzie u rodziny Einsteina raz w tygodniu. On też zaczął pożyczać młodemu Albertowi książki naukowe, w tym te poświęcone matematyce. Jak wspominał: "Przez te wszystkie lata nigdy nie zauważyłem, by czytał coś lekkiego. Nigdy też nie widziałem, by spędzał czas w towarzystwie szkolnych kolegów czy rówieśników", a także: "Wykazywał szczególne uzdolnienia do fizyki i sprawiało mu dużą przyjemność dyskutowanie o różnych fizycznych zjawiskach. Dałem mu wówczas do przeczytania dwie książki, Bibliotekę popularną nauk przyrodzonych A. Bernsteina oraz Siłę i materję L. Buchnera, dwie popularne wówczas w Niemczach pozycje na te tematy". Według słów Talmuda Einstein przeczytał je z "zapartym tchem"6. Przed ukończeniem dwunastego roku życia chłopak zaczął na własną rękę uczyć się wyższej matematyki z książek - znacznie wyprzedzając program szkolny - a wkrótce, jak dalej pisze Talmud: "jego matematyczny geniusz osiągnął tak wysoki poziom, że przestałem za nim nadążać"7.
Mniej więcej też do dwunastego roku życia Einstein był - zgodnie z jego własnymi słowami - głęboko religijny, w odróżnieniu od rodziców8. W tym wieku jednak doszedł do przekonania, że opowieści biblijne nie mogą być prawdziwe i że państwo za pomocą religii celowo zwodzi młodych ludzi. Zasiało to w nim ziarno nieufności do wszelkiej władzy zwierzchniej, a z czasem nieufność w stosunku do autorytetów stała się jedną z cech definiujących jego osobowość. Jak wspominał: "Z tych doświadczeń wynikła moja późniejsza podejrzliwość wobec wszelkiego rodzaju autorytetów, sceptycyzm w stosunku do poglądów przyjętych w danym społecznym kontekście - a było to przekonanie, które zmieniłem dopiero znacznie, znacznie później. Kiedy bowiem lepiej zrozumiałem związki przyczynowo-skutkowe, nieco straciło ono na ostrości"9. W późniejszych latach Einstein ponownie zacznie wierzyć w istnienie ponadnaturalnego bytu, ale nigdy nie wyzbędzie się niechęci do władzy. Takie podejście odbijało się oczywiście na jego funkcjonowaniu w szkole; choć Einstein był zdolnym uczniem, brak należnego szacunku dla nauczycieli stale powodował różnego rodzaju spięcia. Niewiele wskazuje na to, by Einstein buntował się jawnie - ale pedagodzy świetnie wyczuwali, że chłopak miał do nich lekceważący stosunek. Jak powiedział kiedyś jego profesor greki: "Przecież siedzisz tam, w ostatniej ławce, i uśmiechasz się. A to powoduje, że tracę szacunek całej twojej klasy"10. Kiedy Einstein miał szesnaście lat, zbankrutował rodzinny biznes i rodzina musiała przeprowadzić się do Mediolanu, Albert miał zaś pozostać w Monachium do czasu ukończenia nauki. Chłopak rzucił jednak wówczas szkołę średnią i postanowił samodzielnie przygotowywać się do egzaminów na politechnikę w Zurychu. Opuścił też wtedy Niemcy i zrezygnował z obywatelstwa (zapewne, by uniknąć służby w armii, do której musiałby wstąpić po ukończeniu siedemnastego roku życia). Aby kontynuować naukę na własną rękę, zakupił wszystkie trzy tomy wyczerpującego kompendium fizyki autorstwa Jules'a Violle'a. Zaczął je usilnie zgłębiać.
Jesienią 1895 roku otrzymał zgodę na przystąpienie do egzaminów na politechnikę w Zurychu, dwa lata przed zwyczajowo przyjętym wiekiem. Choć bez trudu poradził sobie z zagadnieniami matematycznymi i fizycznymi, oblał część ogólną (zawierającą pytania z literatury, zoologii, botaniki, języka francuskiego i polityki) i ostatecznie podjął naukę w kantonalnej szkole średniej w Aarau, działającej według zasad sformułowanych przez szwajcarskiego reformatora edukacji Johanna Heinricha Pestalozziego. Okazało się to doskonałym wyborem. Wedle przyjętej tam filozofii nauczania studenci mogli samodzielnie dochodzić do wniosków na podstawie prowadzonych rozważań. Reformator uważał, że powinni mieć możliwość osobistego obserwowania, prowadzenia doświadczeń i ćwiczeń zgodnie z własnymi zainteresowaniami. Szkoła w Aarau dbała o indywidualność uczniów, szanowała ich przekonania i wolną wolę, ceniła odpowiedzialność - słowem, uczyła w sposób całkowicie odmienny od autorytarnego niemieckiego gimnazjum, w którym wychowankowie mieli przyswajać wiedzę, wkuwając formułki. Być może właśnie dzięki atmosferze panującej w Aarau Einstein zaczął nawiązywać w owym okresie znajomości i zawierać przyjaźnie, prezentując się jako młodzieniec dowcipny i pełen uroku. Jego kolega z klasy, Hans Byland, mówił o nim tak: "W jego ówczesnym nastawieniu do świata było coś z postawy filozofa, który kpi sobie ze wszystkich, ale czyni to tak inteligentnie, że nikt nie dopatrzy się w tym nawet odrobiny zarozumiałości czy pozy (...) Nic nie umknęło uwadze jego bystrych, brązowych oczu"11.
Pestalozzi podkreślał też wagę "wzrokowego", obrazowego przyswajania abstrakcyjnych idei (a nie opisowo, za pomocą liczb i słów) - co stało się jedną z fundamentalnych cech myślenia Einsteina. To właśnie w Aarau zaczął on przeprowadzać "eksperymenty myślowe", podczas których rozważał różne fizyczne koncepty, wyobrażając je sobie jako obrazy, niezależnie od tego, czy chodziło o pioruny, pędzące pociągi, ślepe żuki pełznące po zakrzywionym torze, czy o urządzenia pozwalające ustalić położenie i prędkość poruszających się elektronów12. Jeden z najsłynniejszych eksperymentów myślowych tego typu dotyczył podróżowania na wiązce światła, co służyć miało zrozumieniu, jak przemieszcza się światło13. Jak by to wyglądało? Gdyby światło miało naturę falową, wówczas promień sam w sobie powinien być falą stojącą. Była to zagadka, która wpłynęła na dużą część jego późniejszych dociekań.
Rok później, w wieku siedemnastu lat, Einstein podjął studia na politechnice w Zurychu. Wielokrotnie cytowano potem jego wypowiedzi, że spędził tam najszczęśliwsze chwile w życiu. To tam poznał Michele'a Bessa i Marcela Grossmanna, przyjaciół na całe życie, którzy pomagali mu później przekładać jego teorie na język matematyki. Na politechnice w Zurychu nikt nie podważał zdolności intelektualnych Einsteina, ale szybko stwierdzono, iż ma on lekceważące podejście do obowiązków. Przylgnęła do niego opinia mocno roztargnionego i źle zorganizowanego, a wrażenie to potęgował jego brak dbałości o ubiór czy odpowiedni wygląd. Einstein bardzo często też opuszczał zajęcia, wybierając samodzielną naukę. To zaś sprawiało, że uznawano go za aroganta pozbawionego szacunku dla wykładowców, wskutek czego otrzymywał bardzo różne oceny, a część grona pedagogicznego czuła do niego wyraźną niechęć. Jego profesor fizyki stwierdził kiedyś: "Jesteś całkiem łebskim gościem, ale jest z tobą jeden kłopot: nie dasz sobie nic wytłumaczyć!"14. Einstein ukończył politechnikę w Zurychu w 1900 roku, z jednymi z gorszych ocen.
Następne lata były dla niego dość trudne. Nie chciał podjąć pracy jako inżynier w firmie swojego ojca, a jego byli profesorowie z politechniki nie palili się, by zatrudnić go na stanowisku asystenta lub napisać mu listy polecające, dzięki którym mógłby starać się o podobną posadę gdzieś indziej. Miał dwadzieścia jeden lat, był zakochany w Milevie Marić (koleżance ze studiów, której jednak jego rodzice nie akceptowali jako kandydatki na żonę ze względu na jej bardzo wątłe zdrowie i utykanie na jedną nogę), a na życie zarabiał, imając się dorywczych prac, m.in. dając korepetycje z matematyki. Zdesperowany, napisał niemal do każdego profesora fizyki w Europie, błagając o posadę, by mógł kontynuować swoje dociekania. W tym czasie Marić zaszła w ciążę i urodziła córkę, co jednak pozostawało przez długi czas skrzętnie skrywaną tajemnicą (badacze dorobku Einsteina dowiedzieli się o istnieniu dziecka w 1986 roku, kiedy to w kalifornijskiej skrytce bankowej odkryto pokaźny zbiór jego listów). Pozostając bez pracy, nie mógł ożenić się z Marić, a szukając pracy, nie mógł mieć nieślubnego dziecka.
W końcu, dzięki pomocy przyjaciela Marcela Grossmanna, w 1902 roku dostał pracę urzędnika w szwajcarskim urzędzie patentowym. Choć można by ją uznać za znacznie poniżej jego kwalifikacji, Einsteinowi służyła doskonale. Zauważył, że jest w stanie wykonać obowiązki w ciągu paru godzin, co daje mu czas na prowadzenie eksperymentów myślowych. Dzięki dobrze płatnej posadzie mógł też wreszcie ożenić się z Marić, co zrobił 6 stycznia 1903 roku (prawdopodobnie ich pierwsze dziecko zostało oddane do adopcji). Einstein wyrażał później zadowolenie, że został urzędnikiem, a nie asystentem, niewykluczone bowiem, że posada na uczelni skłoniłaby go do publikowania jedynie "bezpiecznych", zachowawczych artykułów naukowych, pozostających w zgodzie z aktualnie obowiązującymi i powszechnie akceptowanymi teoriami. W akademickim świecie artykuły naukowe przed publikacją muszą przejść przez sito recenzentów: do druku trafiają tylko te, które uzyskają ich aprobatę. Jeśli potencjalna publikacja podważa zastane prawdy lub nie docenia się w niej odpowiednio dokonań innych badaczy w danej dziedzinie (którzy zresztą mogą właśnie być jej recenzentami), szanse na jej akceptację maleją. Na tym jednak nie koniec, ponieważ nawet jeśli praca zostanie w końcu przyjęta do druku, zyska na wadze tylko wtedy, gdy inni ją docenią i zaczną masowo cytować. Jeśli nie wzbudzi zainteresowania, wkrótce nikt nie będzie o niej pamiętał i praktycznie wypadnie z obiegu, nie dotarłszy nawet do wszystkich potencjalnie zainteresowanych czytelników. Pracując na uczelni, Einstein sporo by więc ryzykował, gdyby próbował opublikować prace odważnie rozprawiające się z ówcześnie obowiązującymi poglądami, uświęconymi autorytetem szeroko poważanych fizyków. Ponieważ jednak nie "należał" już do świata akademickiego, nie miał zbyt dużo do stracenia i mógł pozwolić sobie na szarganie świętości. Poza tym udawanie szacunku i uciekanie się do pochlebstw tylko po to, by coś zyskać, nie leżało w jego naturze, a zajmowanie się oceną zgłoszeń patentowych tylko wzmacniało w nim sceptycyzm i niezależność myślenia.
Przełomowy dla Einsteina okazał się rok 1905. W ciągu czterech miesięcy, od marca do czerwca, we wściekłym tempie napisał kilka prac, kładąc podwaliny pod rewolucję w fizyce, o czym w ten sposób wspomina w napisanym w maju 1905 roku liście do przyjaciela Conrada Habichta:
Czemu zwlekasz z przysłaniem mi swojej rozprawy? Czyż nie wiesz, że stanowię jedną część z 1,5 czytelników, którzy zapoznają się z nią z ciekawością i przyjemnością, ty niecne indywiduum? W rewanżu obiecuję ci przesłać moje cztery prace. Pierwsza z nich dotyczyć będzie własności promieniowania i energii światła i myślę, że jest dość rewolucyjna, jak sam się przekonasz, gdy wreszcie przyślesz mi swoją rozprawę. Druga publikacja dotyczy oceny rozmiarów atomów (...) trzecia udowadnia, że ciała o wielkości rzędu 1/1000 mm zawieszone w płynie muszą stale poruszać się w sposób chaotyczny, co wynika z termicznych ruchów cząsteczek płynu. Fizjolodzy, którzy zaobserwowali takie ruchy, nazywają je ruchami Browna. Natomiast czwarta praca, w tej chwili na etapie wstępnego szkicu, dotyczy elektrodynamiki poruszających się ciał, przy czym stosuję tu pewną modyfikację odnoszącą się do teorii czasoprzestrzeni15.
Pierwsza z prac Einsteina zawierała argumenty przemawiające za teorią, zgodnie z którą światło ma naturę korpuskularną, składa się z cząstek energii nazywanych "kwantami" (które z czasem zaczęto określać jako fotony), a zjawiska, z pozoru wyjaśnialne tylko dzięki przyjęciu falowej natury światła, tak naprawdę powstają wskutek obserwacji średnich położenia cząstek w danym punkcie czasowym. Przeprowadził też pewne podstawowe doświadczenia, których wyniki potwierdziły jego hipotezę. Mechanika kwantowa doprowadziła do rewolucji w fizyce, gruntownie przemeblowując fizykę klasyczną, ale w 1905 roku powstawały dopiero nieśmiało pierwsze związane z nią koncepcje. Druga z prac Einsteina, dotycząca wyznaczania rozmiaru cząstek, po kilku etapach wprowadzania poprawek, stała się jego rozprawą doktorską, której recenzentem został doktor Kleiner z politechniki w Zurychu. Einstein otrzymał tytuł doktora w kwietniu 1905 roku. W maju powstał szum wokół jego trzeciej pracy, zawierającej teoretyczne wyjaśnienie empirycznie obserwowanych ruchów Browna i przy okazji dowodzącej, że liczbę Avogadra można wyznaczyć podczas prostej obserwacji pod zwykłym mikroskopem świetlnym. Praca ta odbiła się szerokim echem wśród społeczności fizyków, którzy powszechnie uznali ją za zdumiewającą i znakomitą.
Mniej więcej w tym samym czasie Einstein zaczął odczuwać napięcie związane z trudnością w pogodzeniu praw Newtona i równań Maxwella: "Na samym początku, kiedy szczególna teoria względności zaczynała dopiero we mnie kiełkować, targały mną rozmaite konflikty emocjonalne. Gdy byłem młody, całe tygodnie upływały mi w stanie konfuzji"16. Choć Einstein interesował się zarówno mechaniką Newtona, jak i równaniami Maxwella, nie widział sposobu, aby mogły one ze sobą współistnieć. Jak później zauważył: "Stałość prędkości światła jest nie do pogodzenia z prawem dodawania prędkości"17. Problem ten potwornie go dręczył i uczony spędził ponad rok, głowiąc się nad jego rozwiązaniem. Był już bliski poddania się, gdy niespodziewanie doznał olśnienia. Uświadomił sobie, że najwyraźniej nie ma czegoś takiego jak absolutny czas, a tym samym nie może też istnieć absolutna równoczesność; eter (czyli hipotetyczny ośrodek, w którym, jak wierzyli dziewiętnastowieczni fizycy, miałyby się rozchodzić fale elektromagnetyczne czy zachodzić oddziaływania grawitacyjne) nie istnieje, podobnie jak nie istnieje absolutny spoczynek, czas jest zaś względny i zależy od ruchu obserwatora, podobnie przestrzeń. Te spostrzeżenia powstały w dużej mierze dzięki eksperymentom myślowym, w których sporą rolę odegrały poruszające się pociągi i zegary (zapewne nie bez znaczenia był tu fakt, że Einstein mieszkał w pobliżu berneńskiej stacji kolejowej, a urząd patentowy akurat zalała fala wniosków związana z metodami synchronizacji zegarów za pomocą sygnałów elektrycznych).
Ale uczony doszedł do swoich wniosków dzięki odrzuceniu błędnych założeń Newtona, na co nie odważyli się współcześni mu Hendrik Lorentz czy Henri Poincaré, którzy znaleźli się bardzo blisko wyciągnięcia takich samych wniosków jak on - żaden z nich jednak nie potrafił zrobić decydującego kroku18. Innymi słowy, przełom osiągnięty przez Einsteina był możliwy tylko dlatego, że potrafił on odrzucić powszechnie obowiązujące przekonania. Einstein wierzył w istnienie prostych, harmonijnych i uniwersalnych praw. Z tego względu pociągały go teorie, które usuwały nieład wprowadzony przez różnego rodzaju niezweryfikowane założenia, jak choćby to dotyczące istnienia eteru. Geniusz pracował też w dużej mierze samotnie, zachowując dystans do innych uczonych i nie zaglądając do bibliotek uniwersyteckich, co pozwala przypuszczać, że o niektórych dokonaniach Lorentza i Poincarégo mógł nawet nie wiedzieć. Możliwe jednak, że ważniejszy był jego buntowniczy charakter, głębokie przekonanie, że ślepa wiara w autorytety to wada charakteru - co sprawiało, że dążenie do poznania prawdy było dla niego dużo ważniejsze niż wyrażanie szacunku dla innych fizyków i trzymanie się starych zasad. Fizyk teoretyczny Freeman Dyson ujął to w następująco:
Zasadnicza różnica między Poincarém a Einsteinem polegała na tym, że ten pierwszy miał konserwatywne usposobienie, Einstein zaś był rewolucjonistą. Kiedy Poincaré rozmyślał nad nową teorią elektromagnetyzmu, starał się zachować, jak wiele się da, z tego, co już istniało (...) z kolei Einstein, postrzegający dawny system pojęciowy jako kłopotliwy i nieporęczny, z radością się go pozbył. Nie ma czasu absolutnego ani przestrzeni absolutnej i nie ma eteru. Wszystkie złożone wyjaśnienia oddziaływań elektrycznych i magnetycznych, czy też te odnoszące się do elastyczności eteru, można wyrzucić na śmietnik historii razem z przywiązanymi do tych koncepcji starymi profesorami19.
Jak napisał jeden z biografów Einsteina: "Wcześnie wykształcona nieufność do autorytetów, która nigdy go do końca nie opuściła, okazała się mieć kluczowe znaczenie, ponieważ bez niej nie osiągnąłby tak znacznej niezależności w myśleniu; niezależności, która dała mu odwagę podważania obowiązujących poglądów naukowych i tym samym zrewolucjonizowania fizyki"20.
Einstein opublikował szczególną teorię względności w czerwcu 1905 roku. Następnie, kompletnie wyczerpany, spędził dwa tygodnie w łóżku. (We wrześniu napisze jeszcze trzystronicową pracę przedstawiającą dodatkowy wniosek wynikający ze szczególnej teorii względności - a dokładniej, że masa m jest miarą energii E w niej zawartej i że łączącą je zależność opisuje wzór E=mc2, gdzie c to prędkość światła w próżni).
Einstein A., Jak wyobrażam sobie świat. Przemyślenia i opinie, Copernicus Center Press, Kraków 2017, s. 17-18. [wróć]
Frank P., Einstein: His Life and Times, Da Capo, New York 1947, s. 8. [wróć]
Baron-Cohen S., The Male Condition, "New York Times" 08.08.2005; Muir H., Einstein and Newton Showed Signs of Autism, "New Scientist" 30.04.2003; Marlin T., Albert Einstein and LD, "Journal of Learning Disabilities" 01.03.2000; Elmer-DeWitt P., Farley C. J., Diagnosing Bill Gates, "Time" 24.01.1994; Seabrook J., E-mail from Bill, "New Yorker" 10.01.1994 [wróć]
Steinberg J., Einstein: The Life of a Genius, We Can't Be Beat, New York 2015. [wróć]
Clark R. W., Einstein: The Life and Times, World Publishing, New York 1971, s. 14. [wróć]
Tamże., s. 15. [wróć]
Tamże., s. 16. [wróć]
Legendary Scientists: The Life and Legacy of Albert Einstein, Charles River Editors, Middletown, DE 2016. [wróć]
Schilpp P. A., Albert Einstein: Philosopher-Scientist, Open Court Peru, IL 1949. [wróć]
Brian D., Albert Einstein: Nowe, udostępnione w ostatnich latach dokumenty z archiwum Einsteina!, Amber, Warszawa 1997, s. 17. [wróć]
Tamże, s. 23. [wróć]
Isaacson W., Einstein. Jego życie, jego wszechświat, W.A.B., Warszawa 2013. [wróć]
Wishinsky F., Albert Einstein: A Photographic Story of a Life, DK London 2005. [wróć]
Hoffman B., Dukas H., Einstein A., Albert Einstein: Creator and Rebel, Viking, New York 1972, s. 32. [wróć]
Einstein A., list do Conrada Habichta, 1905. [wróć]
Isaacson W., Einstein. Jego życie, jego wszechświat, W.A.B., Warszawa 2013, s. 124. [wróć]
Einstein A., How I Created the Theory of Relativity, Japan, Kyoto 1922; Einstein A., Relativity: The Special and the General Theory, Henry Holt, New York 1920. [wróć]
Isaacson W., Einstein. Jego życie, jego wszechświat, W.A.B., Warszawa 2013. [wróć]
Dyson F., Clockwork Science. A Review of Peter Galison's Einstein's Clocks, Poincaré's Maps: Empires of Time, "New York Review of Books" 06.11.2003. [wróć]
Hoffman B., Dukas H., Einstein A., Albert Einstein: Creator and Rebel, Viking, New York 1972. [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki