Rozdział II
Oficjalne kłamstwa i szok poznawczy
Jeżeli obserwujemy zjawisko nowe dla świadomości, negujemy informacje podawane przez zmysły. Widzimy szybkie pojazdy, lecz mówimy, że ich nie ma. Obserwujemy znikanie istot i przechodzenie przez ściany i nazywamy to złudą lub konfabulacją. Umysł pragnie wyjaśnienia, toteż podajemy jakiekolwiek, byle brzmiało rozsądnie i naukowo. "To można wyjaśnić naukowo i w zgodzie z rozumem". "Musi istnieć racjonalne wyjaśnienie". Stwierdza się, że szybko lecący obiekt to piorun kulisty. Zniknął, więc z pewnością była to Wenus, ukrywająca się za chmurami. "Dziwne pomyłki powoduje światło zakrzywiające się w warstwach chmur".
Zjawiska nie zostały wyjaśnione, lecz czujemy uspokojenie. Wkrótce pojawiają się nowe pojawiają się i obalają teorie o plazmoidach, piorunach kulistych i znikających planetach.
Nie postrzegaliśmy fenomenu w postaci kompletnej. Odsłanialiśmy po kawałku w zależności od możliwości wchłonięcia przez świadomość. Obserwowane na niebie obce obiekty przekraczały ziemskie maszyny pod względem prędkości i wysokości. Potrząsając przecząco głowami, powtarzano - "Nie, takich obiektów nie ma". Jednak wciąż przemierzały wysokie niebo i nie można było ich zignorować. W czerwcu 1948 r. pilot Kenneth Arnold zauważył kilka obiektów ponad górą Mount Rainer. Nazwał je latającymi spodkami i termin się przyjął.
Zajęto się sprawdzaniem, zaczynając od wiarygodności i poczytalności świadków. Pechowcy, którzy widzieli UFO, musieli udowadniać, że nie są szaleńcami. Byli normalni, więc uzależniano obiektywność faktu od pozycji społecznej, zawodu i wykształcenia świadka. Najwyższe notowania osiągali policjanci, toteż sierżant Lonnie Zamora, zyskał międzynarodową sławę z okazji swego spotkania z UFO. Jeżeli kula światła goniła samolot lub czołg, relację uznano za wiarygodną. Takich sprawozdań była ledwo garść, gdyż oficerowie są związani tajemnicą wojskową, a piloci muszą zachowywać lojalność wobec pracodawcy.
Nawet teraz po kilkudziesięciu latach badań ufologowie nie mogą otrzymać dokumentów. Lot nr 564 z dnia 25 maja 1995 r. został naznaczony obserwacją UFO. Kapitan Eugene Tollefson i pierwszy oficer John J. Waller podali parametry obserwacji. O godz. 22.30 pojawił się oświetlony obiekt znacznych rozmiarów, manewrując z szybkością tysiąca mil na godzinę. Poinformowano wieżę w Albuquerque oraz Departament Obrony Narodowej. Ich radary nie mogły uchwycić obiektu. Na skutek intensywnej wymiany oficjalnej korespondencji ufolog Walter N. Webb, uzyskał część ocenzurowanych taśm nagrań rozmów pilotów z wieżą. Inne poddano rzekomo recyklingowi.
Ze względu na pozycję świadka wielokrotnie znaczące obserwacje nie obiegły nagłówków gazet i utonęły w niepamięci. Człowiek starszy, o złym wzroku oraz niskim wykształceniu nie miał szans na zdobycie zaufania. Wierzono dzieciom. Jeżeli donosiły o wielkich talerzach widywanych na łące, zyskiwały wiarę. Okazało się, że dodają nowe szczegóły do pierwotnej wersji i są podatne na sugestywne pytania. Wystarczy właściwie je postawić, a powiedzą ci to, czego oczekujesz.
Zauważono, że obiekty zakręcają pod dowolnym kątem, zawisają lub znikają, co powszechnie traktowano sceptycznie, jednak do faktów podeszła poważnie kadra wojskowych inżynierów. Dysponując porządną dokumentacją w postaci serwisu fotograficznego, bezpośrednich raportów oraz oceną astronomów, wykluczającą naturalne zjawisko, wyciągali praktyczne wnioski. Wkrótce samoloty przekroczyły barierę dźwięku i zawisały w powietrzu, pojawiło się Latające Skrzydło. Osiągnięcie takich parametrów umożliwiło postawienie zasłony dymnej przed oczami społeczeństwa. Wojsko mogło przez długie lata utrzymywać, że pojazdy pozaziemskie zawsze były prototypami budowanymi w tajemnicy na Ziemi w celach naukowych i militarnych. Utrzymywano, że oblatywano je w latach 50. i 60.
Istniały opinie, że z UFO nie wiąże się tajemnica technologiczna, nie ma niczego, co ktoś chciałby zatrzymać dla siebie, toteż należy opublikować zawartość archiwów. Rozumowano prosto, skoro takich publikacji brak, nie ma żadnego zjawiska. Głoszący je wierzą w bezkonfliktowy świat. Nie raczą przyznać, że jest bezwzględną grą o władzę i pieniądze. Nie chcą dostrzec konkurencji bloków politycznych, państw, grup interesów oraz przedsiębiorstw. W wielkim świecie wygrywa ten, kto posiada wyższą technologię, szybszy samochód, oszczędniejszy wtrysk paliwa, bardziej skompaktowaną płytę CD, lepsze satelity, syntetyczne białko, nowe lekarstwo, czyli wyższą technologię. Taką właśnie prezentuje UFO w najwyższym stopniu.
Zachowywanie tajemnicy badań naukowych oraz produkcji jest sprawą żywotną, niekonkurencyjne przedsiębiorstwo bankrutuje i przestaje istnieć. Ujawniona tajemnica wynalazku rujnuje przedsiębiorstwo, a pracowników firmy zamienia w bezrobotnych. Po skasowaniu programu kosmicznego po udanych lotach Armstronga na Księżyc, docenci zwolnieni z NASA zajmowali się projektowaniem aparatów do mieszania wódek w barach. Nie o tym marzą uczeni. Tajemnica oraz kłamstwa, spreparowane dla opinii publicznej, mają konkretną cenę, dającą odpowiedź na pytanie: "Dlaczego nie ogłoszą prawdy"? Isaak C. Clarke uważa, że tajemnica nie zostałaby utrzymana nawet przez 24 godziny i po tym okresie wszyscy by wiedzieli o istnieniu UFO.
Jednakże dnia 18 listopada 1952 r. adm. Hillenkoetter, piastujący najwyższe stanowisko w grupie MJ 12, na co wskazywał jego kryptonim MJ - 1, sporządził dla prezydenta Eisenhowera dokument informujący o postępach badań nad UFO. Wymienił kolejną katastrofę obiektu, który płonął w atmosferze 6 grudnia 1950 r. niedaleko El Indio - Guerro. Zgodnie ze sprawozdaniem admirała szczątki pojazdu zabezpieczono w celu przeprowadzenia badań. Dr Bronk zajął się koordynacją badań nad szczątkami humanoidów, ustalając nazwę Pozaziemskie Istoty Biologiczne, do czasu wprowadzenia trafniejszego terminu. Wywiad ustalił, że pojazd nie został wyprodukowany w żadnym kraju na Ziemi. Dr Menzel uznał, że pochodzi spoza Układu. (Publicznie jednakże ogłaszał hipotezy wyjaśniające ziemskie pochodzenie UFO.) Dokument stwierdza istnienie znacznej aktywności tego typu pojazdów i zaleca utrzymanie ścisłej tajemnicy ze względu na sytuację międzynarodową oraz spreparowanie wiarygodnie brzmiącej informacji na użytek opinii publicznej.
Stosując się do tej dyrektywy, ogłaszano, że UFO obserwowane w 1948 r. to oblatywane samoloty nowych typów, mimo że obiekty widywano ponad krajami, które nie czyniły prób technicznych z szybkimi samolotami. Ziemska technika jest daleko w tyle za ufickimi możliwościami. Podobne kłamstwa preparuje się celem ukrycia prac w laboratoriach.
Dopiero wypowiedzi oficjalne ukazują rozmiary problemu. W latach pięćdziesiątych generał Childlow wyraził się na konferencji prasowej dość nieoględnie na ten temat. "Ponosimy znaczne straty w sprzęcie i ludziach z powodu pościgu za UFO. Tylko w roku bieżącym szacujemy na setki tysiące dolarów". Należało szybko wymazać tę uwagę z umysłów, co sprawiło raczej niewiele trudu specjalistom, toteż wypowiedź jest mało znana. Ze względu na podawanie konkretów przez osobę kompetentną była niebezpieczna.
Generał Mac Arthur wypowiedział się znacznie obszerniej, używając słowa "nękanie". Przestrzeń powietrzna była naruszana przez niedościgłe obiekty. Penetrowały tereny ściśle tajnych lotnisk doświadczalnych, zawisały nad silosami z bronią atomową, wzbudzając panikę. Wiele doniesień pochodzi od żołnierzy z patrolu. Podobne raporty nie mogły wyjść na światło dzienne w okresie zimnej wojny, kiedy do tajemnicy wojskowej należał fakt posiadania danej broni, nie wspominając zlokalizowania instalacji. Mimo zmiany układu sił na świecie, tajemnice wojskowe nadal są przestrzegane, a świat niebezpiecznie się ściga.
Wiele rumoru na świecie zrobiła wypowiedź senatora Goldwatera, który ubiegając się o fotel prezydenta USA, a będąc zainteresowany UFO od kilkunastu lat przedtem, obiecał wyborcom, że po objęciu najwyższego urzędu w państwie poczyni kroki ku wyjaśnieniu zjawiska. Uznając swoją pozycję za wysoką, domagał się dostępu do tajemnic wojskowych, związanych z UFO. Publicznie deklarował prawo obywateli do zaznajomienia się z postępem badań nad tym fenomenem oraz groził różnym osobom "dobraniem się do skóry". Poniósł jednakże klęskę. Odmówiono mu zaznajomienia się z dokumentami, czyniąc to w sposób arogancki, w jaki nie traktuje się osób na wysokich stanowiskach w żadnym kraju. Przegrał wybory, nie został prezydentem, czemu nie możemy się dziwić. Objęcie urzędu przez niego oznaczało potencjalne niebezpieczeństwo dla tajemnic wojskowego establishmentu.
Watykański teolog Corrado Balducci wydał bardzo poważne oświadczenie, pojawiając się kilkakrotnie w telewizji. Stwierdził, że Stolica Apostolska otrzymuje wiele doniesień na temat UFO od swoich nuncjuszy. Stwierdził, że zjawisko jest realne. "UFO to nie demony i diabły ani też rezultat choroby psychicznej obserwatora". Będąc w USA spotkał się z jednym z członków grupy MJ12 i wydał oświadczenie, stwierdzając, że Watykan musi dokonać korekt w swej doktrynie wobec spodziewanego oficjalnego oświadczenia rządów o istnieniu UFO, czego należy spodziewać się w ciągu kilku najbliższych lat.
Wielką trudność sprawiło dostrzeżenie problemu i pogodzenie się z coraz większym stopniem jego skomplikowania. Zaklasyfikowawszy je jako światła czy statki kosmiczne nie chcieliśmy zaakceptować innych aspektów. Sprawiało to wielką trudność, tym bardziej, że był to pierwszy etap obserwacji i zaledwie jeden z wielu fragmentów kosmicznej układanki.
Kolejnym etapem w opisywaniu zjawiska stało się dostrzeganie inteligencji, czynnika kierującego pojazdami. Kiedy takie założenie zostało wymuszone przez fakty, zmieniły się teorie na temat życia we Wszechświecie, uznawanego za pusty. Kosmiczna inteligencja steruje w ten sposób nauką.
Myślenie ówczesne charakteryzowało się kalkowaniem wzorów ludzkich. Rozumowano następująco: skoro my produkujemy maszyny, na pewno Oni również. Szukano fabryk na Marsie czy innych planetach, rozglądając się za dymiącymi kominami oraz piecami do wytapiania stali. Lokalizowano hipotetyczne kopalnie i szyby naftowe, umożliwiające uzyskanie napędu rakietowego.
Jak wyglądają Obcy? Pojawiły się teorie oparte o myślenie naukowe. Musieli być podobni do ludzi, gdyż głowa, ochroniona czaszką, jest najlepszym sposobem zabezpieczenia mózgu. Tylko ten organ "produkuje" myśli. Mogą się poruszać wyłącznie na dwóch kończynach, gdyż inny sposób lokomocji jest nieekonomiczny. Z kolei ramiona, zakończone chwytnymi dłońmi z palcami, umożliwiają sięganie po przedmioty.
Takie rozważania, czynione w autorytecie nauki, uznawano za niemożliwe. Wkrótce jednak sterowanie Inteligencji skłoniło do postawienia teorii o niematerialnym istnieniu inteligencji.
Zakładano, że dla powstania życia powinna wokół słońca wirować planeta, gdyż tak było w naszym Układzie. Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej zaczęto znajdować planety i gwiazdy, które odpowiadały naszym kryteriom powstawania życia rozumnego, choć jeszcze kilka lat wcześniej udowadniano coś wręcz przeciwnego. Zamieszkałe planety zaczęto szacować w zawrotnych i sprzecznych liczbach. Zachodziły jednoczesne zmiany w nauce, myśleniu i rozumieniu działania obcej inteligencji. Skoro w umyśle sformułowano hipotezę jej istnienia, pojawiły się odpowiednie teorie naukowe, ukazujące możliwość wytworzenia się planet. Następnie wyprodukowano odpowiednie narzędzia, opracowano metody pomiarów i znaleziono materialne dowody prawdziwości teorii - słońca, gwiazdy, planety, a więc miejsca będące potencjalnym domem Obcych, terenem, gdzie dymią kosmiczne kominy i miarowo pracują walcownie stali, odpornej na kosmicznym mróz, gdyż ten czynnik uznano za najbardziej niebezpiecznym w podróżach, postrzegając Wszechświat jako wielką i pustą przestrzeń.
Obecnie nowe teorie zostały obleczone w konkretny kształt. Polski astronom, Aleksander Wolszczan pracujący w Filadefii udowodnił istnienie innych planet. Jest to odkrycie na miarę Nagrody Nobla. Uczony stwierdził, że będzie teraz możliwe poszukiwanie pozaziemskich cywilizacji. Wypowiedź podała polska telewizja. Jest to dowód na prawdziwość tez stawianych w tej książce. Pięćdziesiąt lat temu nie było pola teoretycznego, umożliwiającego podobne badania, jako że stwierdzano brak planet. Wszystkie obserwacje, dowodzące istnienia kosmitów, uznano za bezwartościowe. Nazwanie zjawiska doprowadziło do zakreślenia pola umożliwiającego pojawienie się teorii, a następnie odkryć. Po odkryciu planet, następnym krokiem stanie się udowodnienie istnienia rozumnych istot w kosmosie.
Małe kłamstwa i oficjalne zaprzeczenia nie spowodowały wyhamowania realizacji kosmicznego programu. Nastąpił ogromny skok świadomości. Minęło zaledwie jedno pokolenie, a już nauka dowodzi konieczności występowania kosmicznych cywilizacji. Ale to nie wszystko, zmieniono model Wszechświata na odpowiadający Przybyszom i teoretycznie uzasadniający ich istnienie. Już nie prowadzi się wyliczeń ukazujących, jak ogromne musiałyby być zbiorniki rakietowe i jak kaloryczne lub zajmujące małą objętość paliwo rakietowe, umożliwiające skok przez galaktykę. Obecnie mówi się o podróży w czasie i dziurach w czasoprzestrzeni. Czyż naprawdę uznajemy się za niezależnych intelektualnie?
Po przetrawieniu tych informacji przez umysł pojawił się nowy element. Jest nim kontakt. Zaczęły napływać doniesienia o bezpośrednich spotkaniach z Obcymi. Spowodowało to konfuzję metodologiczną oraz niemoc poznawczą. Według jakich kryteriów badań raporty świadków? - pytano. Czy stosować psychologię czy filozofię, a może jest to fenomen czysto socjologiczny, wyrażający się w ogólnym plotkowaniu na wspólny temat?
Spotkania były nacechowane stopniem niezwykłości niemożliwym do zaakceptowania. Oceniając świadków używano znamiennego zastrzeżenia: "osoby skądinąd normalne i logiczne, donoszą o bezpośrednich kontaktach z ufitami".
Zakładano, że świadkowie muszą być paranoikami. Udowodniono to, przecież nie może być inaczej. Skoro nauka nie stwierdza życia w kosmosie, a ludzie widują małe ludziki, więc muszą mieć omamy, wynikające z choroby. Jednak "wizje" nie dawały się leczyć. "Głosy" nie cichły, aniołowie i demony w skafandrach kosmicznych wciąż pochylali się nad łóżkami śpiących.
Ludzie poddani spotkaniom z ufitami, zaczęli poszukiwać pomocy psychologów i psychiatrów. Niemożność pogodzenia ich relacji z przyjętą psychologią kierowała uwagę badaczy na ślepy tor sprawdzania zdrowia psychicznego oraz umysłowego. Jednak liczba spotkań zwiększała się i opisy nadal nie pasowały do podręcznikowych. To spowodowało, że runęła tradycyjna psychiatria. Obecnie organizacja ufologiczna MUFON szkoli psychiatrów i wydaje biuletyny dla lekarzy, ukazujące problemy wynikające z kontaktów z tym fenomenem.
Lekarze nastawieni sceptycznie musieli zmienić opinię. Typowy dla takiej postawy jest ich sposób pogodzenia się realnością ufitów. Kiedy przedstawiano im dobrze udokumentowaną relację osób, które się z nimi zetknęły. Odrzucali ją, dyskredytowali wszelkie dowody lub zdjęcia, bo przecież nie mogły być prawdziwe. Ich umysł nie był w stanie zaakceptować faktu, co świadczy o kierowaniu się stereotypowym myśleniem, o wyznawaniu z góry przyjętych założeń. Człowiek mógł umrzeć lub oszaleć, a oni po prostu nie wierzyli, gdyż przyzwyczaili się do schematów. Psychiatrów nie przekonały logiczne argumenty ani też wywód myślowy raportu spotkania. Przekonały ich łzy.
Porywani przez ufitów bywali poddawani hipnozie, uznanej za metodę wydobywania prawdziwych przeżyć. Z zamkniętymi oczami, długo relacjonowali przeżycia, wchodząc ponownie w wydarzenia, dziejące się na pokładzie statku. Ilustrowali sposób, w jaki zostali porwani, angażując głos, mimikę oraz ruchy ciała. Krzyczeli z przerażenia - "Puśćcie mnie, nikczemnicy". Zaciskali pięści i wymierzali ciosy w powietrze, broniąc się przed zawleczeniem na pokład statku. - "Co to jest, jaka duża sala, jak tu pusto i zimno" - mówili, poruszając głową tak, jakby się rozglądali. Potem na ich twarzach pojawiał się paroksyzm bólu, gdy byli poddawani bolesnym badaniom. Na koniec po policzkach płynęły łzy bezsilności, gdyż czuli się zgwałceni i sponiewierani. W przypadku przeze mnie badanym, przekleństwo stało się słowem, czyniącym relację wiarygodną. Moi świadkowie używali kulturalnych wyrażeń, opisując mi swoje spotkanie z UFO: "A wtedy zobaczyłem olbrzymi, srebrzysty kształt. Co to jest? - wykrzyknąłem?" Jednakże pod hipnozą zdanie brzmiało następująco: "O, k...! Co to?".
Po zapoznaniu się z wieloma takimi przypadkami psychiatrzy potwierdzili prawdziwość przeżyć i zaczęli szukać środków leczniczych, odstępując od zabijania psychiki tabletkami uspokajającymi, a duszy stwierdzeniem - "Mówi to, co uznaje za prawdę". Porywani również na Ziemi nie znaleźli pomocy.
Świadkowie mówili o obrazach rysowanych w mózgu, jak również o alegoriach. Takie informacje wzbudziły nową falę sceptycyzmu, gdyż symbole często interpretowano jako religijne. Mówiono o spotkaniach z diabłami, świętymi czy wręcz samym Bogiem Ojcem. Zjawiska mogły być bądź obiektywne i namacalne, jak przepływ prądu, bądź subiektywne i niemierzalne jak istnienie piekła.
Wkrótce po nasileniu się spotkań z ufitami, rozwinęła się sztuka hipnozy, zamazała się granica pomiędzy realnym i subiektywnym. Porywani donosili o mowie bez poruszania ustami i o słowach, brzmiących wprost w mózgu. Pojawił się termin wymazywanie pamięci. To doprowadziło do nobilitacji telepatii. Najpierw ją badano przy pomocy prostych kart, przedstawiających: kółko, kwadrat, trójkąt i krzyżyk, wykonując wiele eksperymentów. Dwie osoby uzdolnione telepatycznie sadzano osobno, jedną w klasztorze na szczycie góry, drugą w łodzi podwodnej. Mimo odległości obrazy przesłane przez nadawcę pojawiały się w mózgu odbiorcy. Brakowało teorii, lecz należało się pogodzić z faktem. Dopiero teraz objaśnia go nowa fizyka.
W nauce istnieje proces, nazywany wymuszeniem przez fakty - to właśnie zaszło tym razem. Inteligencja kosmiczna, posługując się telepatią, porozumiewała się z ludźmi, stymulując rozwój nauki na Ziemi. Oporna nauka ziemska musiała dostosować się do tego, co przesyłano nam wprost do mózgu, znajdując naukowe uzasadnienie.
Bezpośrednie spotkania przynosiły informacje o manipulacjach biologicznych, polegających na pobieraniu kobietom jajeczek, mężczyznom, i nawet chłopcom, nasienia. Za nimi podążyły doniesienia o istnieniu stosunków płciowych kobiet z przybyszami z kosmosu. Te rewelacje zwykle wzbudzają wesołość i są traktowane z przymrużeniem oka. Tak dzieje się do momentu osobistego zetknięcia się z kobietą, poddaną ginekologicznym badaniom w kosmicznym laboratorium.
Wyobraźmy sobie operację dokonywaną przez Obcych. Zamiarów i celów nie znamy. Oni nie rozumieją pojęcia bólu i nie liczą się z nim. Lekceważą przerażenie nieszczęśnika rozciągniętego nago na stole. Psychiczne doznania pomijają. Straszne są relacje tych, którzy to przeżyli i powrócili do domu. A cóż wiemy o biedakach, których nigdy nie wyrzucono z powrotem na ziemię w jakimkolwiek miejscu ze statku kosmicznego, który odlatuje?
Kosmiczni lekarze stali się bezpośrednią inspiracją metod medycyny. Zaczęła imitować to, co działo się na stole operacyjnym na statku kosmicznym. Pobierano od kobiet i mężczyzn materiał i dokonywano zapłodnienia poza organizmem. Pojawiły się dzieci z próbówki. Pierwsze doświadczenia stanowiły wielką sensację, potem wrzawa ucichła.
Zaczęto jednak zastanawiać się nad istnieniem duszy oraz psychiki ludzi z próbówki. Po raz pierwszy w historii świata padło pytanie o to, czy ludzie z retorty są różni od "urodzonych z kobiety". Pytano w istocie o stopień i miarę człowieczeństwa. Było to nadzwyczajne odkrycie, lecz stanowiło dopiero początek.
Wkrótce sztuczne zapłodnienie stało się rutyną, metoda została ulepszona, przestała wzbudzać namiętności teologiczne. Dziecko bez fizycznego partnera może począć każda kobieta. Będąc damą wiekową biblijna Sara "porodziła", co zapowiedziała istota nazwana aniołem. Po tysiącleciach udało się nam zrozumieć działania kosmicznej inteligencji i zastosować wskazówki. Czuwają, zwracając ludzi w zaprogramowanym kierunku.
Świadkowie zaczęli mówić o manipulacjach, polegających na interweniowaniu w geny. W odpowiedzi zaczęła się lawinowo rozwijać genetyka. Postęp teoretyczny i praktyczne rezultaty nowych metod spowodowały szok intelektualny, z którego ludzkość jeszcze nie może się otrząsnąć ani też go zaakceptować. Zaczęto widzieć człowieka w zupełnie innej optyce. Istota ludzka stała się rzeczą, możliwą do wyprodukowania. Po pierwszych doświadczeniach z klonowaniem owiec, pojawiły się wypowiedzi o możliwości sklonowania ludzi. Istnieje idea przepisu na człowieka. W National Institute of Health w ramach Projektu Poznania Ludzkiego Genomu zmapowano 64 mln par zasad, co stanowi 2% . Do roku 2005 planuje się poznanie całkowitej sekwencji 3 mld par zasad ludzkiego DNA.
Uczony Kari Stefanson bada DNA Islandczyków. Stwierdził, że dawne mity i sagi przynoszą ogromny materiał poznawczy, toteż potraktował je poważnie. Znalazł w nich dokładne informacje na temat zależności rodzinnych oraz drzewa genealogicznego, rozwijającego się nieprzerwanie przez ponad tysiąc lat.
Tradycyjne sagi notują, kto był czyim ojcem, z tego względu linie genetyczne można wyrysować od VII wieku. Bliskie jest wyizolowanie przez niego genu odpowiedzialnego za straszną chorobę - stwardnienie rozsiane. Mapa genetyczna człowieka zostanie niewątpliwie wykreślona.
Nauka odsłoniła inne podejście do istoty ludzkiej. Odbył się "zamach stanu" i detronizacja skutkiem wysunięcia teorii samolubnego genu. Geny decydują o zespole cech fizycznych, czyli o wyglądzie i możliwościach motorycznych człowieka. Odpowiadają za cechy psychiczne oraz intelektualne, za istnienie talentu czy brak inteligencji. Traktowano je jako służebne w stosunku do człowieka, uznając za nośniki cech, opakowanie. Okazało się jednak, że jest odwrotnie. To one, geny, są obdarzone czymś w rodzaju świadomości i znają swoje przeznaczenie. Posiadają również cel i zadanie do realizacji. Wybierają odpowiedniego człowieka dla wykonania ich programu. Istota ludzka stała się dla niego jedynie opakowaniem i pokrowcem. Kiedy spełni zadanie i ulegnie zużyciu - zostaje zlikwidowana.
Kto ten gen zaszczepił i kiedy? To my - odpowiadają Obcy. Czy sądzicie, że stało się to przypadkiem? - Mówią nam, że czynili to zawsze. Teoria samolubnego genu pojawiła się, kiedy Obcy informowali o istnieniu swego programu, co można uznać za kolejną "cudowną" zbieżność. Twierdzimy, że wykonujemy program samolubnego genu. Taką opinię o zadaniach człowieka Obcy wyrażali wielokrotnie, lecz nie rozumieliśmy ukrytych treści. Obecnie nauka umożliwia ich odczytanie.
Umysł ludzki przygotowywano na spotkanie z odmienną formą bytu. Pojawiły się pojęcia, takie jak kosmiczna inteligencja i kosmiczny rozum. Inteligencja niekoniecznie musiała być ukryta w biologicznej formie czaszki, już nie wiązała się z istotą ludzką. Wytworzono pojęcie rewolucjonizujące świat - sztuczna inteligencja.
Kolejny etap postrzegania zjawiska spowodował upadek dualizmu i ruinę modelu świata. Porywani przez kosmitów mówili o przenikaniu ich ciał przez obiekty materialne. Trzymano się dualizmu materia - niemateria, nie uznając tego faktu. Wiadomo, nie można przechodzić przez ściany. Okazało się, że jest inaczej.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.