Jezu, co tu się stało, do cholery?! - krzyknął Kornel, spoglądając na rozmazaną krew na podłodze salonu.
- Ktoś je porwał - odparł drżącym głosem doktor Jarosław Biały, który jako pierwszy zjawił się na miejscu. - Ale wcześniej musiał zrobić im krzywdę. - Kucnął przejęty przy ścianie, starając się nie zacierać śladów, zanim technicy kryminalistyczni, którzy właśnie przybyli, nie zabezpieczą wszystkiego.
- O której tu przyjechałeś? Widziałeś kogoś? Kiedy Maria dzwoniła do ciebie po raz ostatni? - Murecki złapał Białego za ramiona i ścisnął go zdecydowanie zbyt mocno. Patrzył na niego przerażonym wzrokiem, wyrzucając z siebie pytania z szybkością karabinu maszynowego.
- Dwadzieścia minut temu - odpowiedział Jarosław. - Od razu do ciebie zadzwoniłem. Nikogo nie widziałem. Ostatnio rozmawiałem z Marią wczoraj i wszystko było dobrze. - Mężczyzna starał się zachować spokój, chociaż wcale nie był spokojny. On też czuł przerażenie. Pierwszy raz od bardzo dawna bał się o czyjeś życie.
- Niczego nie podejrzewała? Nie mówiła, że ktoś ją śledzi, grozi jej? - zapytał Kornel, po czym od razu się zreflektował: - A zresztą nie odpowiadaj. Dobrze wiem, kto za tym stoi. - Puścił go i zwrócił się do stojącego przy drzwiach Mirka: - Przesłuchaj sąsiadów. Sprawdź, czy w budynku są kamery.
Podkomisarz Mirosław Zagórski bez słowa skinął głową i od razu wyszedł, by wykonać swoje zadanie.
- Wiesz, kto to zrobił? - Doktor Biały poderwał się z miejsca i natychmiast podszedł do Mureckiego.
- Tak. Ten skurwysyn Miestwin Pomorski - wysyczał Kornel przez zaciśnięte zęby.
- Jaki znowu Pomorski? - zapytał, zupełnie nie kojarząc tego nazwiska.
- Maria niczego ci nie zdradziła? Nie powiedziała, kim naprawdę jest? - Spojrzał mu głęboko w oczy, jakby chciał odczytać w nich prawdziwą odpowiedź, na wypadek, gdyby Biały z lojalności do swojej partnerki zaprzeczył.
- Jak to: kim była naprawdę? O czym ty mówisz, Kornel? - Na twarzy Jarosława malowało się już nie tylko przerażenie, ale i zawód. - Okłamywała mnie?
- Potem ci wyjaśnię - odparł szybko, przekonany, że Biały nie kłamie. - Byłeś w innych pomieszczeniach? - Spojrzał na bladą postać doktora, która niemal zlewała się ze ścianą.
- Tak. Oprócz salonu są tu dwie sypialnie, kuchnia i łazienka, ale nikogo w nich nie ma.
- Jakieś ślady walki?
Zdziwiony Jarosław wymownie zerknął na krew na podłodze w salonie oraz poprzewracane krzesła i stół.
- Oprócz tych tutaj? - zapytał, przełykając głośno ślinę. - Raczej nie, to znaczy nie widziałem krwi w żadnym innym pomieszczeniu.
- Bywałeś tutaj często? Dobrze znasz to mieszkanie? - Kornel zmierzał w sobie tylko znanym kierunku.
- Przyjacielu, nie sądzę, żeby moje życie prywatne... - Jarosław Biały spróbował wymówić te słowa spokojnie i lekko jak zazwyczaj, lecz głos mu drżał.
- Odpowiedz, do cholery! - zdenerwował się Murecki. - Być może nie mamy zbyt wiele czasu. Musimy jak najszybciej odkryć, dokąd je zabrał, rozumiesz? To nie jest sympatyczny człowiek, to przestępca, który brutalnie traktuje swoich wrogów i w przeciwieństwie do nas miał sporo czasu, żeby przemyśleć strategię działania.
- Znam to mieszkanie całkiem dobrze - odparł Biały, nadal starając się zachować spokojny ton wypowiedzi, choć wewnątrz cały drżał.
- Rozejrzyj się dokładnie, tutaj i potem w pozostałych pomieszczeniach. Zobacz, czy coś zginęło, czy coś jest nie na swoim miejscu, czy coś wzbudza twoje zdziwienie. A może pojawiła się jakaś rzecz, której wcześniej tu nie widziałeś. Rozumiesz?
- W sensie, że przestępca mógł zostawić nam wskazówkę?
- Być może - przytaknął nadkomisarz. - To byłoby najlepsze rozwiązanie, gdyby chciał się z nami bawić i wodzić nas za nos. Myślę, że wtedy mielibyśmy większe szanse na znalezienie Olgi i Marii.
- Kilka przedmiotów zostało stłuczonych. Poza tym te porozrzucane krzesła, no i obraz wisi krzywo nad konsolą - zaczął Biały, rozglądając się wokół.
- Tak. Normalny widok po bójce. Mogły walczyć, uciekać, ale im się nie udało. - Kornel zacisnął zęby i poczuł ból żuchwy. - Jeżeli zostały pobite do krwi, a tak przecież było, to ktoś musiał zwrócić na nie uwagę, gdy wychodziły z mieszkania. Albo jak je wynosił - dodał po chwili. - Sprawdź pozostałe pomieszczenia.
- Kornel! - zawołał za nim Tomasz Kotoń, jeden z techników. - To chyba Olgi? - zapytał, nie będąc do końca pewnym, i wyciągnął w jego kierunku czerwony telefon komórkowy. - Leżał pod kanapą. Pewnie wyleciał jej z rąk podczas bójki.
- Tak. - Kornel od razu włożył nitrylowe rękawiczki. - Pokaż.
Przez chwilę sprawdzał smartfon, jakby ten miał zawierać w sobie tajną wiadomość zostawioną mu przez żonę przed porwaniem, ale z rezygnacją stwierdził, że komórka w niczym mu nie pomoże.
- Nie ma dywanów. - Doktor Biały wrócił do nich szybkim krokiem.
- Co?
- Nie ma dywanów - powtórzył lekarz. - W sypialni Marii i jej córki przy łóżkachu leżały niebieskie dywany. Teraz ich nie ma.
- Duże? - Kornel zmarszczył brwi.
- Chcesz zapytać, czy można by w nie zawinąć człowieka? - Biały dotknął dłonią klatki piersiowej i starał się unormować oddech.
- Tak. Czy ktoś mógł je wynieść zawinięte w dywan - doprecyzował.
- Mógł - potwierdził Biały.
- Czyli w chwili, kiedy je stąd zabierał, były nieprzytomne - głośno myślał Kornel.
- Albo martwe - podrzucił swoją brutalnie szczerą myśl technik kryminalistyczny.
Murecki zmroził go spojrzeniem.
- Były nieprzytomne - powtórzył dobitniej. - Czy w tym domu są kamery, jakikolwiek monitoring lub ochrona? Do cholery, ktoś musiał coś widzieć!
Wyciągnął telefon, chcąc skontaktować się z Markiem, kolegą z CBŚP, który odpowiadał za sprawę Marii Łagowskiej i Miestwina Pomorskiego, albo przynajmniej był w nią mocno zaangażowany. Rozglądał się po salonie, czekając, aż Marek odbierze połączenie. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegł żadnych kamer, ale mogły zostać przecież dobrze ukryte. Gdzieś tu musiały się znajdować, skoro Maria od miesięcy stanowiła przynętę.
- Kornel, mamy coś! - zawołał go od progu Mirek, który właśnie wbiegł do mieszkania.
- Co macie? - Kornel natychmiast się rozłączył i podszedł do kolegi.
- Jeden z mieszkańców budynku widział mężczyznę, ubranego w roboczy kombinezon i niosącego na ramieniu dywan.
- Gdzie on jest? - Poczuł nagły przypływ nadziei.
Chciał działać. Musiał działać! Musiał natychmiast przesłuchać tego człowieka! Wyszedł z mieszkania, nie wiedząc, w którą stronę powinien się kierować. Nogi niosły go szybciej, niż nakazywał to umysł.
- Mieszka na drugim piętrze - odparł Mirek. - Podobno wchodził do budynku, gdy tamten go opuszczał. Przytrzymał mu jeszcze drzwi, bo wydawało mu się, że facet, choć duży i postawny, męczy się z tym dywanem.
- Poczekaj. - Kornel zatrzymał się i wyciągnął z kieszeni dzwoniący telefon. - Prywatny numer. To może być ten skurwiel. Może chce się z nami skontaktować. Nagrywaj - polecił Mirkowi i poczekał z odebraniem połączenia, aż kolega włączy dyktafon w swoim telefonie. - Murecki - rzucił.
- Kornel...? - Ze słuchawki dobiegł go zachrypnięty kobiecy głos.
Kornel zamarł - czyżby Olga...?
- Kto mówi? - zapytał, niezbyt pewny, a nawet, pomyślał, że jego umęczona dusza materializuje własne pragnienia.
Wiedział, że nie będzie mógł długo kierować poszukiwaniami. Był mężem zaginionej i jeżeli nie znajdzie jej od razu, to na bank ktoś z góry odsunie go od tej sprawy. Zaangażowanie emocjonalne wyklucza możliwość rzetelnego prowadzenia śledztwa, dlatego wolał postępować rozsądnie. Skoro nie miał pewności, czy to Olga, musiał zachować dystans, jakby rozmawiał z obcą kobietą.
- No, nieźle - powiedziała słabym głosem, ale z ewidentnym wymuszonym humorem. - Nie widziałeś mnie zaledwie przez kilka godzin, a ty już własnej żony nie poznajesz? Nieładnie, Murecki. Zakaz seksu przez tydzień.
Kamień spadł mu z serca, a w oczach pojawiły się łzy. Olga żyła.
- Gdzie jesteś? - zapytał. - Jest z tobą Maria?