Rozdział I"Początek"
- Jesteś żałosna, ślepa tak, a o nim wszyscy wiedzą, że masz kupę kasy no to jest, nie masz jej wcale żegna Cię! - ryczało z głośników.
- Zwolnij, do cholery! - zawołała Natalia.
Chwilę później wylądowałam na szybie, bo Daku wjechał na parking, hamując gwałtownie. Natalia wychyliła się ze swojego siedzenia i pocałowała mnie w policzek.
- Podjedziemy o 15.00 i nie będziemy czekać - oznajmiła, przekrzykując głośniki.
Wysiadłam z samochodu i trzasnęłam drzwiami.
- Nara! - wrzasnął na pożegnanie Daku, po czym ruszył z piskiem opon.
- No pa - mruknęłam pod nosem.
Wszyscy po kolei odwracali wzrok i wracali do swoich zajęć. Przyzwyczaiłam się do tego, że się gapią.
- Od razu wiadomo, że to Ty. Nikt nie ma takiego wejścia - oznajmiła Lena i przytuliła mnie na powitanie.
- Nie wiem dlaczego Nata wciąż z nim jest... Zasługuje na kogoś lepszego - stwierdziłam.
A uczepiła się tego kretyna...
- Wiem, ale to jej wybór. Widocznie jej taki pasuje.
- Jest jakaś kartkówka z fizy, albo coś? - upewniłam się.
- Teoretycznie mogłaby być, ale nie zrobi, bo już nikomu się nic nie chce - oznajmiła Lena.
- To dobrze.
Ominęłam liżącą się parę i ruszyłam na lekcje.
* * *
- Witaj! Jak się nazywasz?
- Witaj! Jestem Nikola - odpowiedziałam niepewnie.
- Nikola... Ładnie. Ja jestem Noemi. Chcesz pójść ze mną?
- Chcę - oznajmiłam.
Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie zdałam sobie sprawę, że to prawda. Niesamowicie chciałam z nią iść. Czułam, że nic złego nie może mnie spotkać.
- Chodź - powiedziała Noemi, wyciągając do mnie dłoń.
Rozdział II"Dzień"
Wyszłyśmy ze szkoły. W kątach pełno było uczniów. W tym miejscu zamiast ćwierkania ptaków rozlegało się przekleństwo po przekleństwie. Muzyka dla moich uszu.
- Zajarasz z nami? - zapytała Karolina, przysuwając w moim kierunku paczkę papierosów.
- Chyba Cię powaliło dziewczynko! - prychnęłam i przyspieszyłam kroku.
Jeszcze tego brakuje, żebym z własnej woli skracała sobie życie. Sorry, ale nie. Karolina już wróciła do swojej paczki i pokrótce streściła co i jak.
- Szmata! - wrzasnął za mną jakiś chłopak.
Nawet nie obejrzałam się, żeby zobaczyć, który to się tak ślicznie przedstawia. Po co? Idiota to idiota. Kiedyś miałam ochotę wysłać wszystkich tych "popularnych" idiotów do dobrego lekarza, ale to bez sensu. Głupi pozostanie głupi-tabletki nie pomogą. Minęłam kolejną gromadkę palaczy i przeszłam przez furtkę. Poprawiłam plecak i przysiadłam na ogrodzeniu. Wygrzebałam z kieszeni telefon, po czym zerknęłam na ekran. Za piętnaście trzecia. Kupa czasu. Od razu przed drzwiami szkoły pożegnałam się z Leną. Ona wracała do domu pieszo. Ja miałam trochę dalej od niej i byłam leniem patentowanym. Rano, z racji tego, że stanowczo zbyt często się spóźniałam, Daku z Natalią podrzucali mnie pod same drzwi. Po południu, bardziej kulturalnie, podjeżdżali z drugiej strony szkoły.
- Cześć! - usłyszałam.
Odwróciłam głowę w lewo.
- Hej - odpowiedziałam.
Z szerokim uśmiechem szedł Adrian. Bujał się we mnie od początku gimnazjum, a przynajmniej tak wmawiała mi Lena.
- Znowu czekasz na podwózkę? - zapytał.
- Tak, jak zawsze...
- No to miłego czekania.
- Dzięki.
Adrian minął mnie i poszedł dalej w stronę domu. Raz obejrzał się do tyłu i uśmiechnął się lekko. Do nóg przyczepił mi się Rudy. Patrzyłam na niego przez chwilę, po czym kucnęłam i podrapałam go po grzbiecie.
- Co tam, grubasie? - zapytałam.
Kot potarł głową o moje kolano w odpowiedzi. Włóczył się tu przy szkole od dobrych paru lat. Wszyscy się do niego przyzwyczaili. Niektóre woźne nawet wpuszczały go zimą do środka. Dyrekcja nie miała nic przeciwko, tylko Teksaska-jedna z woźnych, najgorsza menda w szkole. Nienawidziłam tej kobiety z całego serca od początku podstawówki. Czepiała się o wszystko. Nauczyciele chyba się jej bali...
Usłyszałam ryk, pisk opon i pod szkołę podjechał Daku.
- Hej siostra - ryknęła Natalia - Jak w szkole?
* * *
Przede mną stał wielki, kamienny budynek. Wyglądał jak jeden ze średniowiecznych zamków, a jednocześnie tak bardzo przypominał... dom. Czuło się coś, co zdawało się mówić "Tu jest bezpiecznie. Nie trzeba się niczym martwić. Będzie dobrze."
- To jest Geluk, mój dom - powiedziała Noemi - Wszyscy na Ciebie czekają.
- Na mnie? - zdziwiłam się.
- Tak.
Podeszłyśmy jeszcze parę kroków.
- Chcesz wejść do środka?
Rozejrzałam się jeszcze raz dookoła.
- Chcę - odpowiedziałam.
Noemi wzięła mnie za rękę i ruszyła naprzód. Przeszłyśmy przez jakąś niewidoczną powłokę, która zaiskrzyła, gdy jej dotknęłyśmy.
- Co to? - zapytałam.
- Nie każdy może tutaj wejść - oznajmiła Noemi.
Przeszłyśmy przez bramę na podwórze.
- To Ty - uśmiechnęła się dziewczyna, która wyglądała mniej-więcej na mój wiek - Jestem Lika, a Ty?
- Nikola - odpowiedziałam.
- Pasuje do Ciebie - powiedziała z uśmiechem Lika, mieniąc się złotym blaskiem.
Rozdział III"Obecność"
Rzuciłam plecak do swojego pokoju i walnęłam się na kanapę. Mam dość tego całego szajsu, który mnie otacza. Szkoły przede wszystkim... Nie trawię tych wszystkich idiotów... Natalia weszła zaraz za mną, usiadła wygodnie na fotelu, rozpięła torbę i wyjęła z niej małe, białe karteczki. Ja leżałam rozwalona i tępo wpatrywałam się w telewizor, a ona kulturalnie składała sobie moduły. Miała w pokoju pełno łabędzi, koszyczków, wazoników, gwiazdek i różnych innych rzeczy z papieru. Ja kiedyś też parę złożyłam, ale wolałam robić bransoletki z muliny. Natalia też potrafiła. Robiła ich stanowczo mniej ode mnie, a mimo wszystko była w tym lepsza. W większości rzeczy była lepsza.
W mojej rodzinie to Nata jest tą bardziej poukładaną. Zawsze ma posprzątany pokój, pięknie prowadzone zeszyty, idealnie złożone ubrania w szafkach, a przede wszystkim-porządek w życiu. Jedyne co nie pasowało do tego idealnego obrazka to to, że słucha metalu i ma kolczyk w prawej brwi. Za to ja jestem jej całkowitym przeciwieństwem. Zero porządku w czymkolwiek.
- Nikola, masz dzisiaj posprzątać w pokoju! - zawołała mama.
Właśnie o tym mówię. Mruknęłam coś, co miało oznaczać "Już, zaraz" i leżałam sobie dalej. W telewizji leciał jeden z tych banalnych seriali typu: "O nie! Mój chłopak się puszcza! Wyprowadzę się od niego. Myśli, że jak przyjdzie i przeprosi to mu wybaczę? Wybaczę." I tak w kółko. W każdym odcinku te same problemy.
- Nikola! - wrzasnęła mama.
- No już idę! - oznajmiłam.
Zdenerwowana ruszyłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam się za odrabiane lekcji. W tym momencie wszystko było lepsze od sprzątania. Nienawidzę jak mnie ktoś do czegoś zmusza... Mama przyszła do mojego pokoju wieczorem. Opierdzieliła mnie za syf, zagroziła szlabanem i wyszła, trzaskając drzwiami. Wzięłam pidżamy i poszłam do łazienki się umyć. Nie miałam chęci do zrobienia czegokolwiek. Wszystko było mi obojętne. Wróciłam do pokoju i wślizgnęłam się do łóżka. Jutro kolejny durny dzień w tym szajsie...
Wstałam o 7.00 i pierwsze co zrobiłam, to nastawiłam wodę. Potem poszłam się ubrać i wróciłam do kuchni. Bez kawy nie ma życia... Natalia stała już przy lustrze i zaplatała francuzy.
- Trzymaj młoda, Ciebie też poczeszę - powiedziała, podając mi gumkę do włosów.
Rozczesała mi włosy, zostawiła je rozpuszczone i zaplotła na nich pod skosem warkocz-francuz, nie wiem co to dokładnie jest... Zanim ona skończyła, zdążyłam wypić kawę. Chwilę później usłyszałyśmy pisk opon i ryk głośników. Skoczyłyśmy po plecaki, po czym wyszłyśmy z domu. Ja oczywiście usiadłam z tyłu, a Nata zajęła miejsce pasażera.
- Hej kocie - przywitał się Daku.
- Hej - odpowiedziała Nata, przechyliła się i przelizała się z nim na powitanie.
Odwróciłam głowę do okna, żeby się przypadkiem nie porzygać... Nata jak Nata, ale Daku? Obrzydlistwo... Wylądowałam na szybie, bo Daku z piskiem opon ruszył sprzed domu. Z głośników leciał właśnie jakiś kawałek Rammsteina. Nie dość, że ostry metal, to jeszcze po niemiecku. W samochodzie strasznie waliło szlugami. Albo Daku woził się wczoraj z kolegami, albo zdążył zajarać przed naszym przyjściem. Natalia nie paliła. Pić też zbytnio nie piła, czasami jej się zdarzało 1-2 piwa...
- Jutro jest impreza u Wasila, bo ma wolną chatę - oznajmił Daku - Idziesz ze mną czy nie?
- Nie mam teraz do tego głowy... Odpowiem Ci po południu, jak będziemy wracać - odpowiedziała Nata.
Daku tylko skinął głową i wjechał ostro w boczną uliczkę. Już Natalii mówiłam, że jak która z nas zginie przez tego idiotę to się ogarnie i nie będzie tak wesoło... Chociaż nie, on się nigdy nie ogarnie... Z piskiem opon zajechaliśmy przed szkołę. Nienawidzę tego dźwięku... Oczywiście wszyscy się obejrzeli. Teraz robili to już odruchowo, najlepsze miny były zawsze podczas pierwszego tygodnia. Początek roku, po przerwie świątecznej, po feriach... Wtedy mieli na twarzach prawdziwe zdziwienie. Weszłam do szatni. Spotkałam Baśkę, więc poszłam za nią pod salę. Ja i plan lekcji jesteśmy dla siebie kompletnie obcy. Usiadłam pod ścianą, wyciągnęłam z kieszeni kłębek muliny, rozwinęłam go ładnie na kolanie i wzięłam się za wyplatanie bransoletki. Niedługo później przyszła Lena. Przywitałam się z nią i wróciłam do poprzedniej czynności. Byle przetrwać do końca lekcji. Zadzwonił dzwonek. Dokończyłam rząd, podniosłam się z podłogi i zarzuciłam plecak. Po chwili przyszła nauczycielka, otworzyła drzwi i stado uczniów zaczęło przepychać się do sali. Przede mną wepchali się Sara i Paweł. Odruchowo zaczęłam kaszleć, bo tak walili szlugami, że szkoda gadać... Ale szpan...
* * *
- Lika, zajmij się Nikolą - oznajmiła Noemi - Powiem Hestii, że już jesteś - zwróciła się do mnie.
Noemi weszła w boczne drzwiczki, a my przeszłyśmy na dziedziniec. Na piętrze mieścił się długi taras. Stanęłyśmy naprzeciwko niego, na kamiennej posadzce.
- Boisz się? - zwróciła się do mnie Lika - Nie ma czego. To Geluk. Nic złego nie może Ci się tutaj stać.
Patrzyła na mnie swoimi błękitnymi oczami, które nie pozwalały mi odwrócić wzroku. Były takie lśniące i niesamowite... Nigdy nie spotkałam się z takimi oczami.
- Jesteś - uśmiechnęła się kobieta, stojąca na tarasie i połyskująca złotym blaskiem - Nazywam się Hestia. Wejdźcie do środka.
Hestia miała błękitne oczy, takie jak Lika. Wyglądała na całkiem młodą, a jej włosy były kompletnie białe, co mnie bardzo zaskoczyło. Nie wyglądały na siwe... Były po prostu białe.
Lika poprowadziła mnie przez drewniane, podwójne drzwi, a potem schodami na piętro. Na korytarzu czekały już Noemi i Hestia. Hestia podeszła do mnie i lekko objęła mnie na powitanie. Czułam się troszkę niezręcznie. Nie wiedziałam co robię w tym miejscu.
- Czekałyśmy na Ciebie - oznajmiła Hestia.
- Na mnie?
- Tak. Wiedziałyśmy, że się zjawisz. Cieszę się, że już jesteś.
Przyglądałam się uważnie wszystkim trzem postaciom. Noemi też miała błękitne oczy. Była bardzo podobna do Liki, tylko miała jasnobrązowe włosy, a Lika po prostu brązowe. Pewnie były siostrami... Hestia jeszcze raz powiedziała, że cieszy się z mojej obecności i nakazała Lice, aby zaprowadziła mnie do pokoju.
- Czy Ty i Noemi jesteście jakoś spokrewnione z Hestią? - zapytałam, gdy szłyśmy korytarzem piętro wyżej.
Lika uśmiechnęła się i zaiskrzyła.
- To nasza matka - odpowiedziała.
Rozdział IV"Dobro"
Nawet Lena zauważyła, że jestem jakaś nieswoja... Jakbym była w innym świecie... Po lekcjach pożegnałam się z nią i wyszłam ze szkoły. Ruszyłam na parking. Przy budce elektrycznej stała Paulina z równoległej klasy i opierała o ścianę małą dziewczynkę. Mała płakała. Podeszłam bliżej.
- Zostaw ją. Nie widzisz, że się boi?! - powiedziałam.
- I bardzo dobrze! Gówniara mi pyskuje! - oznajmiła Paulina.
- Ona jest mała, a Ty ją dręczysz!
- Spieprzaj! Nie Twoja sprawa!
Wzięłam Paulinę za ramię i odciągnęłam od małej. Dziewczynka szybko uciekła z płaczem. Paulina pociągnęła mnie za włosy, a ja tylko odwróciłam się i kopnęłam ją w brzuch. Nastolatka zwinęła się, a ja usłyszałam głośny ryk muzyki. Wsiadłam do samochodu.
- Młoda, szalejesz! - oznajmił Daku.
- Co to miało być?! - zawołała Natalia.
- Nienawidzę pustaków, dla których liczy się tylko szpan i popularność... - odpowiedziałam.
- I dlatego się z nią biłaś?
- Nie.
- To wytłumacz mi po ludzku, bo nie rozumiem!
Milczałam. Natalia też się zamknęła i tylko patrzyła na mnie z ukosa. Mi w sumie było wszystko jedno... Weszłyśmy do domu. Rodziców nie było, więc poszłam do ich pokoju i włączyłam sobie komputer. Pierwsze co zrobiłam to napisałam do Kuby i Damiana. Damian odpisał już chwilę później.
Damian: Hejo.:p
Ja: Co tam u Ciebie?
Damian: Całkiem ok... Przeziębiony jestem... A u Ciebie?
Ja: Ujdzie w praniu ;)
Damian: Jak w szkole?
Ja: Weź... Szkoda gadać... Patologia.
Damian: U mnie jakoś ujdzie... Ale nauki strasznie dużo i już mi się nie chce xD
Ja: Znam Twój ból...
Otworzyło mi się drugie okienko.
Kuba: No Yo. Co tam?
Ja: Masakra...
Kuba: Spojrzałaś w lustro? ^^
Ja: Wypchaj się ciołku! xD
Kuba::*
Skoczyłam do kuchni po coś do żarcia.
Damian: Umówiłem się z kumplem, że pójdziemy jutro do bazy dilerów, taki opuszczony budynek...:p
Ja: Tylko uważaj!
Damian: Najwyżej zginę: D
Ja: Tylko spróbuj to Cię zabiję!
Damian: XD
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę jak to bosko zabrzmiało. Damiana znałam z zajęć, na które kiedyś chodziłam, jest 2 lata młodszy ode mnie.
Junas: Ave!
Ja: No hej!:p
Junas: Czaisz? Już nawet w szkole nie mówią do mnie po imieniu!
Ja: No bo Ty nie masz imienia! Jesteś po prostu Junas xD
Junas: Dzięki...;_;
Wsypałam sobie do ust garść płatków śniadaniowych.
Kuba: Słyszałem o tym, że ktoś się dzisiaj wypruł do Pauliny...:p
Ja: Ty zawsze masz takie informacje..? -.-
Kuba: Ach, ta sława... xD Wiesz coś o tym?
Ja: Ta... Ja...
Kuba: O szalona!:D O co?
Ja: Nienawidzę takich pustaków... Uczepiła się do małej dziewczynki dla szpanu...
Kuba: No to spoko :)
* * *
Pokój miał fioletowe ściany i firanki. Reszta drobniejszych rzeczy była na ogół czerwona. Nawet wzory na szafie były czerwono-fioletowe. Moje ulubione kolory. Po prawej stronie pokoju stało na wysokich nogach łóżko. Pod nim było biurko i krzesło. Po drugiej stronie pokoju stała duża szafa, regał z książkami i na ścianie wisiała półka, na której ustawione były po jednej stronie figurki wilków, a po drugiej koni. Moje ulubione zwierzęta! Pokój znajdował się na poddaszu, więc naprzeciwko drzwi sufit opadał do dołu. W tym skosie był jeden wyłom, w którym znajdowało się okno. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę! - zawołałam.
W drzwiach pojawiła się Lika.
- I jak? Podoba się? - zapytała.
- Jest niesamowity! - odpowiedziałam.
- Cieszę się - powiedziała Lika, iskrząc - Niedługo przyjdzie Noemi z Fatisem i przyniosą Ci coś do jedzenia. Pewnie jesteś głodna.
Teraz zdałam sobie sprawę, że naprawdę jestem głodna. Przytaknęłam, a Lika uśmiechnęła się i wyszła. Podeszłam do okna. Na zewnątrz było kilka osób w przedziale wiekowym mniej-więcej 5-20. Mała, może 6-letnia dziewczynka, przewróciła się i pogubiła jabłka, które niosła w sukience. Usiadła, przysunęła do siebie zdarte kolanka i rozpłakała się. Szybkim krokiem podszedł do niej chłopiec, który wyglądał na mój wiek lub trochę starszego. Przytulił malutką i pogłaskał ją po włosach. Potem postawił ją na nogi i pomógł pozbierać jabłka. Dziewczynka uśmiechnęła się w podziękowaniu, iskrząc złotym blaskiem, po czym odeszła.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę! - powiedziałam.
Do pokoju weszła Noemi, a za nią chłopiec, który wyglądał na kilka lat młodszego ode mnie. Miał czarne, krótkie włosy i kompletnie szare oczy.
- Cześć! - przywitał się - Jestem Fatis.
Rozdział V"Rodzice"
Pod wieczór wpadli do mnie Kuba, Sońka i Junas. Sońka wynalazła w moim pokoju szczotkę i gumki do włosów i zabrała się za robienie Junasowi warkoczy. Piszczał za każdym razem, kiedy niechcący pociągnęła go za włosy. "Twardzi i silni mężczyźni". Kuba w tym czasie wybrał się ze mną na spacer do kuchni. Jest wiecznie głodnym dzieckiem. Wygrzebałam mu chleb, masło i jakąś wędlinę. Zrobił sobie 8 kanapek i wróciliśmy do pokoju. Sońka stała akurat z moim telefonem w ręce i robiła sesję zdjęciową Junasowi w warkoczykach. Niedługo później Junas musiał się zmyć, bo lekcje, rodzice i takie tam, a Sońka i Kuba zajęli się inteligentną rozmową o zawartości moich zeszytów. Skoczyłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę. Kuba wpadł na genialny plan poczesania mnie. Sońka poszła do łazienki po wsuwki, a ja usiadłam z kanapką na krześle. Kuba, średnio delikatnie, zabrał się za zaplatanie.
- Jak będzie Ci się wbijać w mózg to krzycz - oznajmił, biorąc wsuwkę.
Zrobiłam taką minę, że Sońka wybuchła głośnym śmiechem. Na koniec, dla lepszego efektu, Kuba wbił do kłoso-koka czy czegoś jeszcze innego dwie kredki. Ja już no... Brak słów...
Następnego dnia przyszłam do szkoły w trochę lepszym humorze, co oznacza, że dalej nie gadałam z nikim oprócz Leny, dalej siedziałam pod salami i wyplatałam bransoletkę, dalej udawałam, że uważam na lekcjach, tylko mniej mnie denerwował cały ten debilizm. Nawet Daku, który próbował mnie zdenerwować, nie zepsuł mi nastroju.
Po czwartej lekcji, pod salą biologiczną siedziała Ewka. Dziewczyna z 1 klasy, średnio ubrana i rozczochrana. Znowu była niewyspana i smutna. Od jakiegoś czasu mieszkała z mamą i bratem u ciotki, która miała trójkę małych dzieci. Jej ojciec strasznie dużo chlał, a potem się nad nimi znęcał. Ostatnio Ewka była w szpitalu, miała wstrząs mózgu. Dopiero wtedy jej matka podała ojca na policję. Ale sprawa w sądzie może się ciągnąć latami...
* * *
Noemi i Fatis przynieśli mi całą tacę pełną naleśników i ciasteczek. Czułabym się dziwnie, gdybym tylko ja to wszystko zjadła... Fatis z chęcia wziął jednego naleśnika, gdy go poczęstowałam, Noemi tylko pokręciła głową.
- Smakuje? - zapytała po chwili.
- Przepyszne! - odpowiedziałam.
Uwielbiałam naleśniki. Fatis zmył się po jakimś czasie.
- Umówiłem się z Mandu - oznajmił - Kiedyś Ci go przedstawię.
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się.
- Mandu jest naprawdę fajny - powiedział Fatis.
- Leć, bo się spóźnisz - pospieszyła go Noemi.
- Już idę, idę... Pa!
- Pa braciszku! - odpowiedziała Noemi.
Chłopiec wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
- To Twój brat? - zdziwiłam się.
- Tak, tak... A Lika siostra.
- Wiem, jesteście podobne. Macie niesamowite oczy - oznajmiłam.
- To Geluk - uśmiechnęła się Noemi i zaiskrzyła.
Nie zrozumiałam. To miejsce nazywało się Geluk, ale co to miało do koloru oczu?
- Fatis nie jest do was podobny... - powiedziałam po chwili.
- To nie jest mój prawdziwy brat.
- Jak to?
- Hestia przygarnęła go, kiedy był mały.
- Ale... Jak to? Co się stało z jego rodzicami?
- On nie miał rodziców...
- Każdy ma rodziców!
- Nie - zaprzeczyła Noemi - Rodzice to osoby, którym na nas zależy, potrafią o nas zadbać i chcą naszego szczęścia. W jego wypadku była to tylko para ludzi, którym przypadkiem urodziło się dziecko. Mieli na uwadze swoje szczęście, dziecko było tylko problemem.
Zamyśliłam się na chwilę. W sumie miała rację.
Rozdział VI"Wola"
Daku podrzucił mnie i Natalię do domu.
- Pogadaj z tym swoim chłopakiem, bo sąsiadów w końcu szlag trafi od tych pisków i wrzasków - burknął tata, gdy weszłyśmy.
- Sąsiedzi chyba się już przyzwyczaili - odpowiedziała Natalia i poszła do swojego pokoju.
Ja skierowałam się do kuchni, bo od rana nic nie jadłam. Włączyłam telewizor i wyciągnęłam mleko i płatki. Potem wynalazłam jakąś miskę. Nareszcie jedzenie.
- Nikola, wyłącz ten telewizor! - zawołał tata - Tylko przyszłaś ze szkoły i już do telewizora. A nauka? Wyłącz ten telewizor!
- No już wyłączam! - zawołałam.
- Nie denerwuj mnie! Chcesz odpocząć trochę od komputera? No to dobrze, dzisiaj nie usiądziesz.
Przewróciłam oczami, wzięłam miskę i weszłam do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Weź i siedź spokojnie... Chwilę później w drzwiach pojawiła się mama.
- Bierz się za sprzątanie - oznajmiła - Mam dość tego Twojego ciągłego syfu...
- Tak, tak... Już zaraz... - odpowiedziałam.
Jak się uwezmą to już wszyscy na wszystko... Nawet wczoraj wieczorem stwierdziłam, że mogłabym dzisiaj posprzątać... Ale jak mama przyszła i mnie opierniczyła to mi się odechciało... Wzięłam ciuchy i wrzuciłam je do szafy tylko po to, żeby mieć święty spokój. Tak strasznie mi się nic nie chciało... Wzięłam jakąś książkę i zaczęłam czytać. Niedługo później dostałam sms-a od Kuby.
Kuba: Idziesz ze mną po mleko?
Podniosłam się i poszłam do mamy.
- Mogę iść z Kubą na zakupy? - zapytałam.
- A posprzątałaś w pokoju?
Przewróciłam oczami i wróciłam do siebie. Wkopałam wszystko co na wierzchu do szaf i znowu poszłam do mamy.
- Mogę? - zapytałam.
- A nauka to kiedy?
- No mamo no!
Chwila ciszy.
- Na godzinę - odpowiedziała mama.
Westchnęłam, ale nic nie odpowiedziałam. Wyciągnęłam telefon.
Ja: Mogę :)
Wysłałam wiadomość, po czym zaczęłam pisać jeszcze "Zajdziesz po mnie?", kiedy dostałam sms-a. Otworzyłam go.
Kuba: Zaraz zajdę :)
Uśmiechnęłam się pod nosem. Skubaniec już mi czyta w myślach. Skoczyłam do toalety, a potem usiadłam w przedpokoju i sięgnęłam po buty. Zadzwonił dzwonek.
- Już idę! - zawołałam.
- Ok - odpowiedziała mama.
Ubrałam się i otworzyłam drzwi.
- Hejo - przywitałam Kubę.
- Hej.
- Idziemy do "Biedronki"? - zapytałam.
- Tak.
Skręciłam w lewo.
- Nie do tej! - oznajmił Kuba - To za blisko.
A no tak. Zapomniałam, że Kuba nie chodzi do sklepów oddalonych o mniej niż pół kilometra... Skręciliśmy w prawo i weszliśmy pomiędzy domy.
* * *
- Witaj! - powiedziała Lika, pojawiając się rano w moim pokoju.
Była już ubrana w kremową, koronkową sukienkę z długimi rękawami, a włosy miała spięte w idealny kok. Zrobiło mi się głupio, że wciąż siedzę w koszuli nocnej...
- Cześć - odpowiedziałam.
- Przynieść Ci śniadanie do pokoju czy zjesz ze mną i Fatisem na dole? - zapytała z uśmiechem dziewczyna, mieniąc się tym miłym, złotym blaskiem.
- Na dole, tylko... - zaczęłam i wskazałam na swój strój.
- Nie martw się, zaczekamy.
Popatrzyłam na moje ubrania, leżące na krześle. Nie wyglądały one szczególnie zachęcająco, a przy Lice to już w ogóle mogły się schować...
- Zajrzyj do szafy - zasugerowała dziewczyna.
Nie dość, że mam tu swój własny, prywatny pokój, to jeszcze ubrania?! Lika zniknęła za drzwiami, a ja otworzyłam szafę. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Ta szafa od razu wydawała mi się duża, ale nawet nie mogłam przypuszczać, że aż tak! Przecież ona musiała być wbudowana w ścianę! Weszłam do środka. Po prawej miałam wieszaki z ubraniami, a po lewej półki i szuflady. Przed półkami stał stołek, przypominający schodek. Szłam dalej przed siebie, nie potrafiąc zamknąć ust. Po lewej, za szufladami był korytarz szerokości mniej-więcej 0,5m, zakończony i otoczony wieszakami i półkami. Ciągle nie traciłam poczucia, że znajduję się w gigantycznej szafie, bo podłoga, sufit i ściany były w całości w drewna. Stanęłam w miejscu i przez dobrych kilka minut rozglądałam się dookoła. Przypomniałam sobie, że Lika i Fatis czekają na mnie ze śniadaniem. Potrząsnęłam głową i podeszłam do idealnie złożonej gromadki ubrań. Nie rozwalając ich szczególnie, udało mi się wyciągnąć czerwone spodnie i biało-pomarańczowo-czerwoną koszulę w kratkę- bez kołnierzyka i związywaną w talii. Już kilka minut później wyszłam z pokoju. Którędy ja tutaj doszłam? Skręciłam w prawo i po jakimś czasie znalazłam w kącie schody. Tak, to te! Zeszłam piętro niżej. Co teraz?! Tuż obok mnie pojawił się Fatis.
- O! Tu jesteś! - powiedział, a ja podskoczyłam przestraszona - Właśnie Cię szukałem. Zapomnieliśmy z Liką, że możesz nie znać drogi... Chodź.
Zeszłam z Fatisem jeszcze piętro niżej i znalazłam się w gigantycznym pomieszczeniu, które prawdopodobnie pełniło rolę biblioteki. Pełno tu było regałów z książkami, które sięgały aż do samego sufitu. Na nic więcej niestety nie zdążyłam zwrócić uwagi, bo podążałam wzrokiem za Fatisem, żeby się przypadkiem nie zgubić... Przeszliśmy mega długim i szerokim korytarzem, skręciliśmy w lewo, w kolejny i dopiero prawie na jego końcu przeszliśmy przez drzwi po prawej. Dookoła krzątały się kobiety w białych fartuchach, wszędzie stały stoły, szafki, miski, garnki... Było okropnie gorąco, a w lewym kącie stał olbrzymi piec kaflowy.
- Witaj Fatis! Co Cię tutaj sprowadza? - odezwała się ciemnoskóra, pulchna kobieta i przytuliła Fatisa.
- Witaj Geppo! Była może tutaj Lika?
- Oczywiście! Właśnie poszła znaleźć sobie miejsce w waszym kąciku.
- O! To dobrze.
- A to kto? - zapytała Geppa, patrząc na mnie.
Zarumieniłam się, a przynajmniej takie miałam wrażenie.
- Zapomniałem! Przedstawiam Ci Nikolę.
Geppa wyciągnęła do mnie swoją pulchniutką, dwukolorową dłoń.
- Geluk wita! - powiedziała z uśmiechem i zaiskrzyła.
Ona też?!
- Mów mi Geppa - dodała.
- Nikola - odpowiedziałam cicho i uścisnęłam jej dłoń.
- Znajdziemy wam coś do jedzenia, co? Chodźcie.
Geppa poszła w głąb kuchni, a my ruszyliśmy za nią. Wzięła dwie miseczki i przez chwilę krążyła po kuchni, wsypując coś do nich.
- Proszę - powiedziała, podając jedną mi, jedną Fatisowi.
Zajrzałam do środka. W misce z jajka, papryki, sosu i zielonych listków ułożony był uśmiechnięty ludzik. Podniosłam głowę z uśmiechem, ale Geppy już nie było. Rozejrzałam się dookoła. Przecież nie jest malutka, nie mogła tak po prostu zniknąć... Fatis minął jeden ze stołów i ruszył w nieznanym dla mnie kierunku, więc poszłam za nim. Tuż przy ścianie zniknął za jedną z szafek. Podeszłam jeszcze kilka kroków. Fatis i Lika siedzieli oparci o ścianę i praktycznie całkowicie ukryci za blatem.
- Już myślałam, że nie przyjdziecie - powiedziała Lika - Siadaj, coś Ci pokażę.
Usiadłam pomiędzy nią, a Fatisem.
- Uwielbiam tutaj siedzieć - oznajmiła dziewczyna - Spójrz na nie. Widzisz? Gotują tak codziennie, a wciąż się uśmiechają. Lubią to, co robią, nikt ich do niczego nie zmuszał. Gdyby trzeba było, to każdy z nas byłby w stanie zrobić sobie coś do jedzenia... Ale one same się do tego zgłosiły. Kiedy ktoś każe Ci coś robić, to nie chce Ci się jeszcze bardziej niż na początku. Ale jeśli nie każe, to po jakimś czasie sam odkrywasz co jest dobre, a co nie.
Przyjrzałam się kucharkom, które pomimo masy pracy wciąż zachowywały dobry humor i z uśmiechem pomagały sobie nawzajem, mieniąc się złotym blaskiem.
Rozdział VII"Rozumieć"
Miałam całkiem dobry humor, nawet ze 2 razy się uśmiechnęłam... Aż do lekcji matematyki. Zawsze byłam dobra z matmy, więc niesamowicie się wkurzałam, kiedy nie potrafiłam czegoś zrobić. Właśnie nadszedł jeden z takich momentów... Zgubiłam się podczas tłumaczenia i ni diabła nie rozumiałam o co chodzi.
- Czy wszyscy rozumieją to zadanie? - zapytała nauczycielka.
- Nie - odpowiedział ktoś z klasy.
- Czego nie rozumiecie?
- Co się stało z tą dwójką? - zapytałam.
- Nie mamy czasu, żeby do tego wracać i tłumaczyć wszystko od początku. Nadrobicie sobie w domu, odrabiając pracę domową.
Strzeliłam kostkami u nóg. Zawsze tak robiłam, kiedy się denerwowałam... Jasne! Nadrobimy w domu! Odrobimy pracę domową! Jak, jeśli nie potrafię rozwiązywać tych zadań?! Nie zrozumiałam o co w nich chodzi i są dla mnie tylko ciągiem bezsensownych cyferek?! Nienawidzę nie potrafić! Zwłaszcza kiedy wiem, że mogłabym to zrozumieć, gdyby tylko ktoś mi to dobrze wytłumaczył... Wyszłam z lekcji naprawdę zirytowana. Lena wyszłam tuż za mną, ale nie była szczególnie przejęta. Ona zawsze nie wiedziała o co chodzi w matematyce. Wyłamałam palce. Denerwowali mnie tacy ludzie jak babka z matmy. Nieważne, że nie wiesz o co chodzi, nie wrócimy do tego, bo trzeba by było coś zrobić. Jeszcze byśmy się zmęczyli...
* * *
Noemi postanowiła mnie oprowadzić po budynku, żebym zapoznała się chociaż z częścią Geluk. Na parterze była duża komnata, która należała między innymi do kucharek, włącznie z Geppą. Tuż obok była kuchnia, którą już zdążyłam odwiedzić. Przez kuchnię lub przez 2 inne wejścia od strony korytarza można było wejść do tak zwanego "pokoju do wszystkiego". Był pewnie ze 2-3 razy większy od kuchni. Znajdowały się tu stoły, przy których można było zjeść, fotele do czytania, wolna przestrzeń do gier, zabaw i czego tam się wymarzyło, kanapy do rozmów... Wszystko. Potem przeszłyśmy do biblioteki. Była naprawdę ogromna, nigdy nie widziałam tylu książek naraz...
- Witaj Kalito - powiedziała Noemi do kobiety siedzącej przy biurku.
Kalita podskoczyła jakby przestraszona i zerwała się z krzesła, rzucając na ziemię kilka książek.
- Witaj Noemi - odpowiedziała, próbując trochę posprzątać- Przepraszam, zamyśliłam się.
Noemi uśmiechnęła się lekko. Kalita miała cienkie, brązowe włosy spięte w kucyk i okulary ze szkłami grubości denka od słoika. Ułożyła książki i nerwowo poprawiła okulary.
- Witaj Noemi! - usłyszałam za plecami i aż podskoczyłam.
Za mną stała kobieta z okularami tak samo grubymi jak te Kality. Ogólnie były łudząco podobne, tylko ta miała odrobinę jaśniejsze włosy, zaplecione w cienki warkocz przypominający mysi ogonek.
- Witaj Hezmo - odpowiedziała Noemi.
- Czy to ona? - zapytała Hezma.
- Tak, poznajcie Nikolę.
Kalita śmiesznymi, małymi kroczkami podbiegła do Hezmy i odwróciła się twarzą do mnie.
- Ojejku! Jak mogłam nie zauważyć?! Strasznie ze mnie roztrzepane stworzenie... Przepraszam! - tłumaczyła się.
Na moment pochyliła przede mną głowę i znowu poprawiła okulary.
- Spokojnie Kalito - uśmiechnęła się Noemi - Jestem pewna, że Nikola nie ma Ci tego za złe.
Czy naprawdę już przestaje mnie dziwić ten ich złoty blask za każdym razem, gdy się śmieją?
- Prawda? - zapytała Noemi.
Skinęłam głową z lekkim uśmiechem. Nie świeciłam.
- Czekaliśmy na Ciebie - powiedziała Hezma.
- Ale ja... Nie rozumiem. Dlaczego na mnie? Skąd wiedzieliście, że się zjawię?
- Mogę? - zapytała Hezma, a Noemi skinęła głową - Chodź ze mną - zwróciła się do mnie.
Weszła pomiędzy regały, a ja po chwili zrównałam z nią krok. Jakim cudem udało im się zebrać tyle książek?! Po kolejnych kilku zakrętach obejrzałam się do tyłu i stwierdziłam, że nie trafiłabym z powrotem do biurka, przy którym stałyśmy. Istnieje może jakaś mapa biblioteki?
- Proszę, usiądź - powiedziała Hezma, wskazując mi krzesło.
Nie zauważyłam wcześniej żadnego z tych stolików... Zajęłam miejsce i przyglądałam się poczynaniom Hezmy. Wdrapała się na drewnianą drabinkę i przeglądała książki, poszukując najwidoczniej jednej konkretnej. Pokręciła głową i zeszła na dół. Przesunęła drabinę o kilka metrów, po czym ponownie się na nią wspięła.
- Tutaj się ukryłaś! - uśmiechnęła się w końcu.
Wyciągnęła spomiędzy książek grube tomiszcze i trzymając je w swoich objęciach, zeszła na dół. Z hukiem odłożyła księgę na stolik, po czym zajęła miejsce obok mnie.
- Rozumiem, że wiesz już o tym, że przytrafiło Ci się coś tak wspaniałego jak znalezienie się w Geluk? - upewniła się Hezma.
- Mhm - przytaknęłam niepewnie.
Coś tak wspaniałego?
- I chcesz się teraz dowiedzieć skąd wiedzieliśmy, że się tu znajdziesz?
- Tak. Tak brzmiało moje pytanie - potwierdziłam.
- Proponuję Ci usiąść wygodnie, bo wyjaśnienie tego może chwilę potrwać.
Żadnego wzdychania, użalania się nad ogromem pracy?
- Poznałaś już Hestię, prawda?
- Tak, od razu po tym jak się tu znalazłam.
Hezma skinęła głowa.
- Hestia jest odpowiedzialna za Geluk. Zajmuje się tu wszystkim, a co jeszcze ważniejsze-wszystkimi.
Otworzyła księgę na pierwszej stronie, gdzie widniał portret uśmiechniętej, blond włosej Hestii, mieniącej się złotym blaskiem. Przerzuciła stronę. Tu namalowana była Hestia zajęta pleceniem wianka dla małej, stojącej przed nią dziewczynki. Na kilku kolejnych stronach ukazana została Hestia z coraz to innymi dziećmi. Na każdym obrazie jej włosy stawały się coraz bardziej białe.
- To ona pierwsza wie o tym, że zjawi się tutaj ktoś nowy - oznajmiła Hezma i przewróciła kolejną stronę.
Strona rozbłysła, a wokół pojawiła się granatowa poświata pełna tysięcy gwiazd. Gwałtownie wstałam z miejsca i otworzyłam usta. Hezma wydawała się zupełnie nieporuszona.
- Każdej nocy Hestia przez wiele godzin obserwuje gwiazdy - powiedziała Hezma, uporczywie wpatrując się w jedno miejsce - Aż którejś nocy... Z nieba spada jedna jedyna gwiazda.
Z miejsca, w które się wpatrywała, ruszyła w dół malutka iskierka. Tuż nad książką, która wyglądała teraz na ciemnozieloną, gwiazda zwolniła i powoli zaczęła rozpływać się w powietrzu. W końcu całkowicie zniknęła.
- Następnego dnia w drzwiach pojawia się Hestia i informuje nas, że w najbliższym czasie w Geluk powitamy kogoś nowego.
Rozdział IX"Porcelana"
- Jejku, ja chcę już wf... - powiedziałam, siedząc na jakimś beznadziejnym wykładzie z babką z Uniwersytetu Biologicznego.
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek usłyszę od Ciebie to zdanie - stwierdziła Lena.
- Ja też nie.
Naprawdę na początku wykładu próbowałam słuchać tej kobiety, ale ona używała stanowczo zbyt wiele mądrych słów. Aneuploidia garnituru chromosomalnego-co to w ogóle jest?! Po jakimś czasie, chcąc nie chcąc, musiałam się wyłączyć. Leżałam na ramieniu Leny i bawiłam się telefonem. A mogłabym robić coś sensownego... W końcu wykład się skończył, a ja, pełna szczęścia, wyrzuciłam pięść w górę.
- Jest! - zawołałam.
Lena uśmiechnęła się pod nosem i wyszłyśmy z auli. Na ogół nie lubiłam wf-u, ale dzisiaj miałam jakiś nadmiar energii i musiałam w coś pograć. Przebrałam się w legginsy i luźną, czarną koszulkę, po czym wyszłam z szatni.
- Sześć kółeczek - oznajmiła wuefistka, otwierając dziennik.
Odwróciłam się w lewo i zaczęłam biec. Moja kondycja kompletnie leżała i po trzech kółkach miałam już dość, ale nie zamierzałam się zatrzymywać. Nie dzisiaj. Przyspieszyłam. Minęłam kilka innych dziewczyn, czując, że zaczyna łapać mnie kolka. W końcu skończyłam szóste kółko i stanęłam, opierając dłonie na kolanach. Pod żebrami kłuło mnie tak, że ciężko było oddychać. Część dziewczyn mijała mnie, nie okazując żadnych oznak zmęczenia.
- Stajemy na zbiórce! - odezwała się nauczycielka.
Podniosłam się i podeszłam do białej linii.
- Dzisiaj zagramy w piłkę ręczną. Agata, poprowadź rozgrzewkę, a ja przyniosę piłkę.
Ustawiłyśmy się w kole.
- Weźcie zarzućcie po jednym ćwiczeniu, bo nie chce mi się myśleć - powiedziała Agata.
Wkrótce później podzieliłyśmy się na drużyny.
- Stoję na bramce! - oznajmiłam.
Moja drużyna wzruszyła ramionami, więc zajęłam miejsce. Nie cierpiałam biegać jak ciołek za piłką po całym boisku... Za to stanie na bramce było spoko. Zwłaszcza jeśli nasza gra wyglądała jak wyglądała... Rozległ się gwizdek. Już kilka sekund później piłka wylądowała poza boiskiem.
- Aut! - zawołała nauczyciela.
Po kilku kolejnych autach, piłka poleciała w stronę bramki, na której stałam. Odbiłam ją jedną ręką. Nie miałam czasu nacieszyć się spokojem, bo chwilę później dziewczyny znowu zaatakowały. Tym razem piłka uderzyła o moje nogi i odbiła się z powrotem na boisko. Potarłam uda dłońmi i przygotowałam się na kolejny atak. Wybiłam piłkę na aut.
- No dziewczyny! - zawołałam do swojej drużyny - Nie jestem żywą tarczą!
Lena wyrzuciła piłkę, która przejechała po palcach Kamili i poleciała dalej. Kamila odwróciła się z piskiem.
- Ała! Uważaj trochę! Mogłaś mi połamać palce! - wydarła się - Uff, paznokcie całe...
Przewróciłam oczami. Wkrótce doczekałam się końca wf-u. Zeszłam do szatni i zdjęłam koszulkę. Zaczęłam się przebierać. Pozbyłam się trampek i legginsów i usiadłam na ławce. Zaczęłam wciągać na siebie spodnie. Dopiero wtedy zauważyłam wielkiego, granatowego siniaka na swoich udach.
* * *
Wstałam, jak na mnie, dość wcześnie. Na ogół byłam strasznym śpiochem. Podekscytowana podeszłam do szafy. Do tej pory nie mogłam wyjść z podziwu dla jej wnętrza i najchętniej spędziłabym w niej cały dzień, ale było jeszcze tyle miejsc, których nie znałam... Weszłam do szafy i jeszcze raz rozejrzałam się uważnie. Po dłuższej chwili odetchnęłam głęboko i odwróciłam się w lewo. Wzięłam z półki jasnozielone spodnie we wzorki i czarną bluzkę z rękawem troszkę za łokieć. Z szuflad wyjęłam bieliznę. Wyszłam z szafy, jeszcze raz oglądając się za siebie. Kiedyś będę musiała spędzić w niej więcej czasu... Ubrałam się i zeszłam do kuchni. Nie miałam większych problemów z trafieniem do niej, nie gubiłam się już tak jak wcześniej.
- Witaj Nikola! - usłyszałam.
- Witaj Geppo! - odpowiedziałam.
Geppa podała mi kremową miseczkę.
- Lika i Fatis powinni jeszcze być w swoim kąciku - powiedziała.
Skinęłam głową i ruszyłam we wskazanym kierunku.
- O! Dzień dobry! - przywitali mnie Lika i Fatis.
- Hej - odpowiedziałam.
- Siadaj - powiedziała Lika z uśmiechem, klepiąc kawałek podłogi obok siebie.
Usiadłam.
- Jak się spało? - zapytała dziewczyna.
- Bardzo dobrze, dziękuję - odparłam.
- Zaraz po śniadanie idziemy pomóc w ogrodzie. Chcesz iść z nami?
W ogrodzie?
- Jeszcze nie byłam w ogrodzie - przyznałam - Bardzo chętnie.
Niedługo później wyszliśmy na dziedziniec. Oprócz nas zebrało się także dość dużo innych osób.
- Na co czekamy? - zapytałam po kilku minutach stania w miejscu.
- Na Noemi - odpowiedział Fatis.
Zmarszczyłam brwi, ale nie zdążyłam o nic zapytać, bo na dziedziniec weszła Noemi. Nie oglądając się na nas, ruszyła w stronę bramy. Wszyscy poszli za nią. Trzymałam się blisko Liki i Fatisa, bo nie znałam nikogo z pozostałych osób. Zeszliśmy z dziedzińca na kamienną ścieżkę. Wkrótce stanęliśmy przed bramą. Noemi złapała za wielkie, mosiężne uchwyty. Przez chwilę wpatrywała się we wrota, po czym pociągnęła mocno. Brama drgnęła ze skrzypieniem. Noemi puściła uchwyty, a drewniane wrota same otworzyły się na oścież. Przeszliśmy na drugą stronę i skręciliśmy w prawo. W oddali dostrzegłam wysoki, kamienny mur. Nie widziałam go nigdy wcześniej. Geluk od początku było dla mnie wielkie, ale dopiero teraz, idąc wzdłuż ściany budynku, czułam jego potęgę. Dopiero dobrych kilka minut później doszliśmy pod kamienny mur. Przeszliśmy jeszcze trochę w prawo, gdzie w wyłomie muru ukryte były grube, drewniane drzwi. Noemi mocno nacisnęła klamkę i otworzyła je. Po kolei wchodziliśmy do środka. Ogród był naprawdę olbrzymi! Po prawej, tuż obok szerokiej, głównej ścieżki rosły niskie krzaczki jeżyn, poziomek i truskawek oraz wyższe malin, porzeczek i agrestu. Za krzewami stało również kilka drzew owocowych. Lewą stronę, dokąd sięgałam wzrokiem, porastały jabłonie, grusze, śliwy i inne drzewa, których nie potrafiłam rozpoznać na pierwszy rzut oka. Byłam tak zajęła podziwianiem ogrodu, że nie zauważyłam nawet, że Lika i Fatis odeszli już sporo do przodu. Dogoniłam ich, nie przestając się rozglądać.
- Ale tu pięknie! - powiedziałam.
- Wiem - uśmiechnęła się Lika.
Widok wokół mnie zacząć się zmieniać. Po prawej rosło całe stado krzewinek jagód, a po lewej pojawił się gigantyczny klosz, przypominający szklarnię. Jak się okazało, to właśnie szklarnia była celem naszej wędrówki. Weszliśmy do środka. Przez chwilę ciężko mi było oddychać, bo nie byłam przyzwyczajona go gorąca i duchoty jakie tam panowały. Po lewej stały drewniane pudła ze sprzętem, a obok nich dwie kobiety rozdające sprzęt. Widziałam je kiedyś wychodzące z pokoju obok kuchni. Lika wzięła mnie za rękę i pociągnęła do nich. Wzięła od jednej z kobiet łopatę i skłoniła się lekko. Potem uśmiechnęła się do mnie.
- Co chcesz robić? - zapytała kobieta, zerkając na mnie znad skrzyni.
Przeniosłam wzrok na nią, niepewna co odpowiedzieć.
- Ja chcę z Liką... - wydukałam w końcu.
Nikola, jesteś skończoną kretynką... Kobieta tylko uśmiechnęła się do mnie krzepiąco i podała mi drugą łopatę. Lika wzięła mnie za rękę i poprowadziła w głąb szklarni. Potem wytłumaczyła mi co mamy robić i zabrałyśmy się za kopanie podłużnego dołka na nasiona. Nie było łatwo, zwłaszcza w takiej duchocie, ale nie zauważyłam, żeby ktokolwiek narzekał...
- To dziwne... - powiedziałam na głos.
- Co? - zapytała Lika, unosząc głowę.
- Nikt z was nie narzeka, wszyscy pracujecie.
Lika uśmiechnęła się pod nosem i wbiła łopatę w ziemię.
- Dlaczego mamy narzekać? Mamy liczyć na to, że ktoś zrobi to za nas? Nie jesteśmy z jakiejś porcelany, rączki nam nie odpadną jak coś porobimy, a nieporadni też szczególnie nie jesteśmy.
Skinęłam głową. Dlaczego ich sposób myślenia tak bardzo różnił się od większości ludzkości? Dlaczego oni potrafili myśleć... jak ja?
Rozejrzałam się dookoła. Mój wzrok zatrzymał się na chłopaku, którego widziałam z okna kilka dni temu. Miał na sobie ciemnozielone bojówki i czarny podkoszulek, a jego oliwkowe ramiona i kark były mokre od potu. Odgarnął niesforny, ciemnobrązowy lok, który wpadał mu do oka i chyba wyczuwając, że ktoś się mu przygląda, spojrzał na mnie swoimi ciemnymi oczami. Szybko odwróciłam wzrok.
Rozdział X"Porównania"
Wysiadłam z samochodu i trzasnęłam drzwiami. Natalia włożyła głowę przez okno samochodu i pocałowała swojego chłopaka. Coś do niego powiedziała, ale zagłuszył to ryk muzyki. Siostra dogoniła mnie na schodach.
- Do jutra! - zawołał Daku, wykręcając sprzed domu.
Pomachałam mu, nawet na niego nie patrząc. Weszłyśmy do środka. Nata zamknęła drzwi.
- Cześć dziewczynki! - zawołała mama.
- Cześć! - odpowiedziałyśmy.
Natalia skierowała się do swojego pokoju, a ja weszłam do kuchni, wyciągnęłam z plecaka sprawdzian z chemii i położyłam go przed mamą. Robiłam to już chyba odruchowo, po tym jak przez całą podstawówkę musiałam przynosić oceny do podpisania.
- Dlaczego trója? - zapytała mama.
- A dlaczego nie? - odparłam poirytowana.
- Nie zaczynaj - ostrzegła kobieta, patrząc na mnie wrogo - Chcesz przez to powiedzieć, że nie było lepszych ocen?
- Były.
- Co dostała Ola?
- Czwórkę plus.
- No właśnie! Nie mogłaś napisać jak Ola?
- Nie, nie mogłam, bo jestem beznadziejna z chemii i nie jestem Ola. Lena dostała dwóję.
- Co mnie obchodzi Lena?! Ty lepiej patrz na swoje oceny, a nie!
Fuknęłam i strzeliłam kostką.
- Tak, porównuj mnie wtedy, kiedy Tobie pasuje! Ja może najlepiej przestanę w ogóle się odzywać...
Obróciłam się na pięcie i wyszłam z kuchni. Weszłam do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Rzuciłam plecak i rozwaliłam się na łóżku. Trzy, dwa, jeden...
- Nikola, nie wiem co się z Tobą dzieje ostatnio... - odezwała się mama, otwierając drzwi - Robisz się coraz bardziej agresywna... To nie jest normalne. Z Natalią nie było takich problemów, kiedy była w Twoim wieku.
- Teraz będziesz mnie porównywać do Naty?! - prychnęłam - Super! Świetnie!
- Tak nie będziemy rozmawiać - oznajmiła moja mama, po czym wyszła, trzaskając drzwiami.
* * *
Odłożyłam łopatę do skrzyni i podążyłam za Liką. Przetarłam dłonią czoło.
- Świetnie Ci szło! - pochwaliła mnie Lika.
- Weź, w porównaniu do Ciebie i tej dziewczyny, która pracowała obok nas, jestem totalnie beznadziejna - odpowiedziałam.