Rozdział 5
Miejsce zbrodni
Minutę później wszyscy zebraliśmy się w kuchni.
- Báez twierdził, że tamtej niedzieli on i Fabiana Orquera wstali, zjedli śniadanie i poszli na spacer po okolicy.
- Nie mówię, że kłamał - wtrąciła Dolores, szykując się do mycia naczyń. - Ale przy takim wietrze, jaki wtedy szalał w Deseado, jakoś trudno mi w to uwierzyć.
Carlucho wzruszył ramionami, jakby nie miał siły powtarzać tej samej historii.
- Zgodnie z jego wersją, której prawdziwości nikt dziś nie potwierdzi, wrócili ze spaceru, a on poszedł po mięso, które robotnik zostawił im w rzeźni.
- Rzeźnia to mała szopa, gdzie zarzyna się owce i sezonuje mięso, żeby skruszało - wyjaśniła Valeria, uprzedzając pytanie Pabla.
- Teraz tego nie zobaczycie, ale tamto okno wychodzi na kamienistą ścieżkę - powiedział Carlucho, wskazując szybę, w której odbijały się nasze twarze. - Wzdłuż ścieżki ciągnie się rząd tamaryszków na długości około trzydziestu metrów. Gdy miniesz te drzewa i skręcisz w prawo, po przejściu kolejnych dwudziestu metrów dojdziesz do domu parobka.
- A za nim znajduje się rzeźnia - dodała Valeria.
Carlucho skinął głową i kontynuował:
- Báez twierdził, że zanim wszedł między tamaryszki, odwrócił się i posłał Fabianie całusa. Stała tutaj, przy oknie, przygotowując coś do jedzenia. Kiedy wszedł między drzewa, poczuł silne uderzenie w głowę i stracił przytomność. Gdy się ocknął, był już tutaj, w spiżarni.
- Tak przynajmniej twierdził - dodała Dolores, nie odwracając się od zlewu.
- Tak twierdził - powtórzył Carlucho, otwierając drewniane drzwi.
Zapalił światło i wskazał mały pokój, w którym mieściły się tylko dwa łóżka. Na posłaniach leżały ręcznie tkane wełniane koce, pod którymi spałem podczas wakacji. To było zdecydowanie najzimniejsze pomieszczenie w całym domu. Z czasów, gdy pełniło funkcję spiżarni, zachowały się tylko drewniane półki na dwóch ścianach i rdzewiejące żelazne haki zwisające z sufitu.
- Od tego momentu jego relacja i zeznania robotnika są identyczne. Báez ocknął się na podłodze.
Gospodarz wskazał palcem podłogę przy wejściu do pomieszczenia.
- A Alcides, robotnik, klepał go po twarzy, próbując ocucić. Gdy Báez doszedł do siebie, pierwsze, co zauważył, to to, że jest cały we krwi, a tuż obok niego leży masywny zakrwawiony nóż.
- Został pchnięty nożem? - zapytał Pablo.
- Nie, nie miał nawet draśnięcia - odparła Dolores z kuchni.
- Krew nie była jego - wyjaśnił Carlucho.
- W takim razie musiała należeć do Fabiany Orquery - zasugerował Pablo. Báez mógł ją zabić, ukryć ciało, a następnie upozorować atak na siebie, mając świadomość, że prędzej czy później parobek go znajdzie. A może był niewinny, a ci, którzy go zaatakowali, zamordowali Fabianę Orquerę i zbroczyli Báeza jej krwią, żeby go obciążyć?
- Ani jedno, ani drugie - odparł Carlucho. - Policja ustaliła później, że nie była to krew Fabiany.
- Czy w tamtych czasach robiono już testy DNA? - zapytał Pablo.
- Nie wiem - powiedział Carlucho - ale w tym przypadku nie były potrzebne. To była krew owcy. Parobek zeznał, że w rzeźni na stole leżało świeżo zarżnięte jagnię. Nie było oskórowane ani wypatroszone - miało tylko głębokie nacięcie na gardle.
- Czy policja znalazła coś jeszcze? - dopytywał Pablo.
- Nic więcej. Przez kilka dni gospodarstwo przypominało scenę z amerykańskiego filmu - wszędzie kręcili się funkcjonariusze, rozciągnięto żółte taśmy, ustawiono sprzęt. Nawet mnie nie wpuszczali. Po tygodniu stwierdzili, że dziewczyna zniknęła bez śladu. Sprowadzili nawet specjalnie wyszkolone psy tropiące, ale te nie podjęły żadnego śladu. Pamiętam tylko, że te biedne zwierzaki ciągle wdawały się w bójki z psami Alcidesa.
- Kiedy dokładnie to się stało, don Carlos? - zapytał Pablo.
- W osiemdziesiątym trzecim.
- W samym środku dyktatury wojskowej - powiedział Pablo.
- Pod jej koniec - poprawiłem go. W październiku były wybory, a to wydarzyło się w marcu.
- Może była jedną z ofiar czystek wojskowych? - zastanawiał się na głos chłopak Valerii.
- Możliwe - wtrąciłem. - W końcu w trakcie rządów wojskowych zaginęło bez śladu około trzydziestu tysięcy osób.
Nagle stanęły mi przed oczami koszmarne opowieści wujka Hernando z czasów dyktatury, kiedy to, w siedemdziesiątym siódmym, spędził trzy miesiące w wojskowym więzieniu. Brat mojej matki miał szczęście - wypuścili go, w przeciwieństwie do jego dziewczyny i dwóch kolegów z uniwersytetu, po których ślad zaginął.
- Zdecydowanie mniej - powiedział Pablo. - Jedni mówią o trzydziestu tysiącach, inni o siedmiu.
- Wybacz, ale dla mnie ci, którzy mówią o siedmiu tysiącach, to faszyści - rzuciłem bez zastanowienia.
- Według tej samej logiki, ci, którzy mówią o trzydziestu tysiącach, to lewicowcy, którzy zawsze są przeciwko wszystkiemu - odparł Pablo.
- Okej - wtrąciła Valeria. - Nie przyszliśmy tu rozmawiać o polityce.
- To nie polityka - poprawiłem ją. - To historia jednego z największych ludobójstw w naszym kraju.
- Nie ma znaczenia, jak to nazwiesz, Nahuel - upierała się. - Rozmawiamy o Fabianie Orquerze.
- Myślisz, że mogła być jedną z ofiar czystek wojskowych? - ponowił swoje pytanie Pablo.
- Wątpię - powiedział Carlucho. - Miałem przyjaciela, którego porwali. To, co spotkało tę dziewczynę, zupełnie nie pasuje do ich procedur. Oni zawsze działali według schematu - nocą wpadali do mieszkania, przewracali wszystko do góry nogami, szukając dowodów, zapisków, kontaktów, dokumentów. Czegokolwiek. Tymczasem nikt nie sprawdził mieszkania Fabiany, nikt tu niczego nie szukał, a w domu niczego nie ruszono. I ta owcza krew... nie pasowała do ich modus operandi.
- Poza tym większość zaginięć w czasie dyktatury miała miejsce między rokiem siedemdziesiątym szóstym a siedemdziesiątym ósmym - powiedziałem do Pabla. - Mam w domu kilka książek na ten temat. Jeśli chcesz, mogę ci jedną pożyczyć.
Valeria zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
- Czy rodzina Fabiany obwiniała pana o jej zaginięcie? - spytał Pablo, udając, że mnie nie słyszał.
- Nie. Fabiana mieszkała tu krótko, nie miała rodziny w Deseado. Pochodziła z Entre Ríos, z przeciwległego końca kraju. Według materiałów procesowych, mimo szeroko zakrojonych poszukiwań, policja nie zdołała odnaleźć tam żadnych jej krewnych.
- I nikt jej nigdy nie szukał?
- Jedyną osobą, która zgłosiła jej zaginięcie, był sam Báez.
- W każdym razie, nie sądzę, żeby w tamtych czasach przywiązywano wagę do zawiadomień o zaginięciu.
Carlucho zaprzeczył ruchem głowy.
- Nawet lata później, kiedy wróciła demokracja i ujawniono listy osób zaginionych, nikt z rodziny nigdy się nie zgłosił, nikt o nią nie pytał. Potwierdził mi to po latach sam prokurator prowadzący tę sprawę - dawno już na emeryturze - gdy przyjechał do mojego warsztatu naprawić samochód.
- Była idealną ofiarą - zauważył Pablo. - Bez rodziny, nowa w mieście, przyjechała z drugiego końca kraju.
Szum wody ustał i w progu pojawiła się Dolores, która wycierała dłonie w kuchenny ręcznik. Objęła męża ramieniem, a Carlucho natychmiast ziewnął. Valeria też szeroko otworzyła usta, ale nie byłem pewien, czy naprawdę chce jej się spać, czy tylko udaje.
- Lepiej się już połóżmy - powiedziała, całując narzeczonego w policzek. - Jutrzejszy dzień będzie dość długi. Tato, proszę, nie budź nas za wcześnie.
- Za wcześnie? Wcześnie to wstaje parobek, który już o wpół do piątej, wraz z pierwszymi promieniami słońca, jest na nogach.
- Chodźmy - odparła Valeria i pocałowała Pabla jeszcze raz.
- A w którym pokoju spali Fabiana Orquera i Báez w tamten weekend? - zapytał Pablo.
- Nie bój się, nie w naszym - rzuciła jego dziewczyna z uśmiechem. -Spali w pokoju Nahuela.