Mężczyźni lubią być intrygowani. Jeśli mają wybór między kobietą miłą, dobrą, życzliwą, uśmiechniętą, taką, która zawsze ma czas, zawsze odbiera telefon bądź dzwoni pierwsza i dopytuje, co zjedli na kolację, a kobietą, która nie sprawia wrażenia desperatki, robiąc powyższe, to... Niestety, ale ta prawda musi wybrzmieć - zawsze wybiorą tę drugą.
Nie oznacza to, że kobieta ma być niemiła, jędzowata, nieczuła, pozbawiona empatii, skupiona wyłącznie na sobie, ignorująca potrzeby mężczyzny. Taka też nie powinna być.
- To jaka mam być? - jęknęła w słuchawkę Wanda, moja nastoletnia córka. - Jak jesteś taka mądra, to mi powiedz. Oświeć mnie, mamo, jaka mam być, żeby przestali mnie ignorować i traktować jak zapchajdziurę, popychadło, plan "b", albo i "z"?
Już chciałam otworzyć usta do odpowiedzi, ale język uwiązł mi w gardle. Zapowietrzyłam się. Łatwiej jest udzielać rad obcym, nieco trudniej - własnej córce. Obcy raczej nie przyjedzie z reklamacją, by powiedzieć, że nie miałaś racji. Obcy co najwyżej będzie miał żal do siebie, że cię posłuchał, a potem, w najgorszym wypadku, uzna cię za życiowego głupka i przestanie się do ciebie odzywać. Jeśli nie łączy cię z obcym przyjaźń, odbędzie się to bez wpływu na twoje życie. Tu raczej niczym nie ryzykujesz. Inaczej sprawa się ma, jeśli chodzi o relacje z najbliższymi. Rodzina to prawdziwe pole minowe. Nigdy nie wiesz, kiedy coś ci strzeli pod nogą i nie będziesz mieć już szansy, aby się obronić. Tu trzeba stąpać naprawdę ostrożnie. Na paluszkach. Trzeba pamiętać, że prawdopodobnie będzie gorzej niż wtedy, kiedy przyłapali cię na kradzieży gumy balonowej w supermarkecie i stanowczym tonem oznajmili, że wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie. W rodzinie, jeśli ci się poszczęści, oczywiście, i udzielisz mądrej rady, i wyjdzie na twoje, dostaniesz szansę poczuć triumf, wypowiadając słowa: "A nie mówiłam?". Wiadomo, że tego nie zrobisz, bo nie będziesz przecież kopać leżącego, ale sama świadomość, że możesz, wystarczy, aby poczuć się lepiej.
W relacji z moją córką Wandą pragnęłam szczerości. Nie takiej absolutnej, która obedrze mnie z tajemnic przeszłości, w której trakcie nie byłam przecież świętoszkowata. Jeszcze nie zwariowałam, żeby przestało mi zależeć na własnym pozytywnym piarze w oczach osobistego, rodzonego dziecka. Ale na takiej rozsądnej szczerości. Takiej, która pomogłaby się mojej córce odnaleźć w świecie relacji damsko-męskich i nieco oświetliłaby jej drogę w tym zakresie. Tylko jak to zrobić, gdy pamięć zdaje się płatać figle?
Człowiek, kiedy żyje mu się dobrze, szybko zapomina o niewygodach. Bo po co wracać do tego, co było? Po co grzebać w przeszłości, kiedy to jeździłeś PKS-em albo jakimś tam trabantem, skoro dziś masz do dyspozycji najnowszego mercedesa?
Mojego męża Marcinka (lubię mówić do niego zdrobniale) mogłabym właśnie do takiego merca przyrównać. BYŁO, chociaż nie zawsze, JEST, o co się staramy, i mam nadzieję, że BĘDZIE nam razem dobrze. Co nie oznacza, że czasami coś nie trzeszczy. Zarówno u niego, jak i u mnie.
- Ja naprawdę nic nie rozumiem, mamo - kontynuowała Wanda w rozmowie telefonicznej. - Jeszcze wczoraj napisał mi wiadomość, że zaprasza mnie i Olkę na wypad na miasto. Miał być z kolegą. Wiesz, taka podwójna, nazwijmy to, randka.
- To co się zmieniło od wczoraj? - spytałam ostrożnie.
- No właśnie ty mi powiedz. Wysłałam mu wiadomość, aby dopytać o godzinę spotkania, a on w odpowiedzi zapytał, czy na pewno przyjdę z Olką. To ja mu na to, że raczej nie, bo z tego, co wiem, Olka ma inne plany.
- I co on na to? - Zacisnęłam oczy. Dobrze, że rozmawiałyśmy przez telefon i Wanda nie miała szansy zobaczyć mojej miny.
Westchnęła ciężko i zamilkła na chwilę, jakby się zastanawiała, czy nadal chce mnie wciągać w ten, bądź co bądź, osobisty temat.
- Odpisał, że jeszcze nie wie, czy gdziekolwiek się wybierze, bo ma naukę - wyrzuciła z siebie wreszcie. - Dasz wiarę? Większej ściemy nie mógł wymyślić. On, który ledwo dodaje dwa do dwóch i proszony o wskazanie Stanów Zjednoczonych na mapie celuje w Europę. Mamo, czy on naprawdę myśli, że jestem głupia i się nie domyśliłam, że zaprosił mnie tylko dlatego, żebym robiła za przyzwoitkę? Z daleka widać, że to wszystko grubymi nićmi szyte. Jak tylko napisałam, że Olka nie idzie, zaczął się wykręcać. Wiesz, jak ja się teraz czuję?
Bez odrywania słuchawki od ucha zmierzwiłam włosy.
Mężczyźni wolą zołzy - przyszło mi na myśl, ale nie powiedziałam tego głośno. W zamian za to wyraziłam jedynie współczucie, co raczej nie pomogło Wandzie.
Myśl, myśl, myśl, Natalia - motywowałam się. Teraz jest czas, abyś powiedziała coś, co jej pomoże i jednocześnie nie odbierze pewności siebie.
- Ta Olka... mamo... ona jest taka piękna. Pewna siebie, ma idealną figurę i do tego potrafi się modnie ubrać. Chciałabym znaleźć w niej jakieś wady, ale nie potrafię. Sama nie wiem... Mówiłaś mi, że mam pozostać sobą, ale czasami myślę, że gdybym była taką Olką, żyłoby mi się łatwiej. Miałabym większe powodzenie, mniej musiałabym się starać, walczyć, udowadniać, że ja też jestem interesująca.
Zamyśliłam się nad słowami Wandy. Moja nastoletnia, stojąca u progu dorosłości córka w moim odczuciu miała to wszystko, co widziała w koleżance, lecz z jakichś przyczyn nie potrafiła tego dostrzec. Czy mimo dzielącej nas różnicy wieku i zgromadzonego doświadczenia różniłyśmy się w tej kwestii od siebie? Nie sądzę. A jeśli już, to ta różnica była niewielka.