Gdyby nie kobiety - Urke Nachalnik

Kup ebooka

24.90 zł
19.92 zł (12,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Rozdział I

Gdy Krygier wybiegi z pokoju Janka w pensjonacie w Zakopanem, zatrzasnąwszy silnie drzwiami, Jankowi wydawało się, że coś się urwało w nim. Chciał zatrzymać go, ale Ada przeszkodziła mu w tym:

- Niech sobie idzie!... Ach, mój kochany, gdybyś wiedział prawdę...

Nie dokończyła. Zwiesiła tylko głowę, jakby się wstydziła powtórzyć, co wie.

Janek, z natury wybuchowy i porywczy, zawołał:

- Wyznaj mi prawdę! Dlaczego przy nim nie powiedziałaś wszystkiego?

- On mnie chciał...

- Czego chciał? - krzyknął Janek, chwytając kapelusz i palto. Był gotów ścigać Krygiera.

Ale Ada zręcznym ruchem zatarasowała sobą drogę:

- Zostaniesz tutaj! - zarzuciła mu na szyję ręce. - Zamknij okna i zaciągnij firanki...

Janek zapomniał teraz o Krygierze, o całym świście. Ada umiała go trzymać w swej mocy. Grała przy tym swoją rolę tak świetnie, że przebiegły Janek nie orientował się w niczym.

Naraz rozległ się dzwonek u drzwi.

- Kto to stuka? - przeraził się Janek.

Ada roześmiała się:

- Zapomniałeś, że na dziś zaprosiłam twoich kolegów na herbatkę.

Zapaliła światło i otworzyła drzwi. Do pokoju weszli Milczek i Antek, obładowani delikatesami.

Janek nie orientował się w sytuacji. Pamiętał, że Milczek i Antek umówili z nim i Krygierem spotkanie w Warszawie, a nie w pensjonacie w Zakopanem, gdzie się teraz znajdowali.

- Jak to? Przecież umówiliśmy spotkanie w Warszawie!? - denerwował się Janek.

- Przecież ty takie tu zostałeś...

- Nie mogłem jechać, ale Krygier na pewno opuścił Zakopane.

- Myśmy także nie mogli wyjechać. A Krygier zaczeka na nas w Warszawie. Nic mu się nie stanie.

Janek spoglądał podejrzliwie na przyjaciółkę i towarzyszy.

Ada spostrzegła oburzenie Janka i zawołała:

- To moja wina, że nie pojechali.

Odpowiedź Ady nie przyczyniła się do odprężenia sytuacji. Przeciwnie, Janek żywił do niej teraz jeszcze większą podejrzliwość.

- Za wiele mieszasz się do moich spraw - rzekł do Ady z wyrzutem w głosie.

- Skoro się oburzasz, powiem ci to, com ukrywała, dziś są moje urodziny! Dlatego zaprosiłam ich tutaj na dziś wieczór.

- Dlaczego ukrywałaś to przede mną? Byłbym ci kupił upominek, a noc spędzilibyśmy w eleganckim lokalu!

- Z tego powodu właśnie ci nie mówiłam o tym, bo po co kłuć frajerom oczy? Czy nie możemy się zabawić tu w pokoju? W lokalach jest duszno, pełno dymu. Nie znoszę atmosfery nocnych lokali.

Janek nie mógł nawet zrozumieć nagłej przemiany w nastroju Ady. Jak każdy zakochany przyjmował słowa przyjaciółki za dobrą monetę.

Wszyscy zasiedli do stołu. Janek nie spostrzegł, że Ada jest tego wieczora wyjątkowo podniecona i zaaferowana. Stale podchodziła do okna, by poprawić firanki pod pretekstem, że nie lubi, gdy sąsiedzi lub postronni zaglądają do jej pokoju. Janek tłumaczył zachowanie Ady uroczystą chwilą.

- Zbliż się do mnie - zawołał fanek podniosłym tonem. - Brzydko z mojej strony, żem dziś ci nie kupił upominku, ale jutro błąd ten będzie naprawiony: palce twoje ozdobię pięknymi brylantami.

W tym momencie Milczek, który rzadko się odzywał, oświadczył:

- Mam pomysł!

- Jaki pomysł? - zapytali wszyscy naraz.

- Pojechać we czwórkę do Warszawy i hulać tam przez dwa dni na całego.

- Mam lepszy pomysł! - zawołał Antek.

- Mój projekt jest najlepszy - przerwała dyskusję Ada. - Będziemy się tu bawić do rana. Na wszelkie eskapady jest już za późno! Nieprawdaż, najdroższy? - zwróciła się do Janka, rozpływając się w słodkim uśmiechu.

- Skoro tak sobie życzysz, będzie tak. Wiesz przecież, że nie lubię ci się przeciwstawiać.

Ada nalała kielichy szampana, które wszyscy wychylili jednym tchem.

- Do grobowej deski będziesz moją! - ucałował Janek Adę.

- I o mnie nie zapomnij! - zawołał Milczek, wręczając Adzie zegarek, wysadzony diamentami.

- Sto lat obyś nam królowała i jaśniała, jak dziś! - zawołał Antek, nakładając jej na rękę bransoletę złotą, upstrzoną brylancikami.

- A ja wam życzę, byście nie potrzebowali odtąd kraść i byście mieli wszystkiego pod dostatkiem.

- Piję za wasze zdrowie! - nalała Ada kielichy.

Pod wpływem wypitego wina, języki rozwiązały się zebranym. W pewnym momencie Ada odezwała się:

- Janku, wiedz o tym, że wnet przybędą tu goście, których zaprosiłam z okazji dzisiejszej uroczystości.

- Kogo zaprosiłaś? - znów obudziło się w Janku podejrzenie.

- Twoich przyjaciół: Bajgełe, "Zimną Kokotę" i trzech panów, moich znajomych z czasów pobytu zagranicą. Nie będziesz się na mnie gniewał?

- Kto by się na taką kochaną istotę mógł pogniewać? Ale sądzę, że już nie przyjdą. Druga po północy - rzekł Janek, spoglądając na zegar.

W tej chwili rozległ się ostry dzwonek u drzwi. Ada pobiegła do drzwi, by je otworzyć.

Głośny śmiech towarzyszył zatrzaśnięciu drzwi. Ada, wracając do stołu, ze śmiechem opowiadała, że pewien starszy jegomość dopytywał się o jakąś Janinę. Widać, przed nami mieszkała tu "wesoła" pani Janinka.

Trzej wspólnicy nie wiadomo dlaczego zamienili ze sobą spojrzenia, z których biła nieufność i podejrzliwość. Sami nie mogli wytłumaczyć dlaczego słowa Ady nie budziły w nich zaufania.

- Może zatelefonujemy do Warszawy, do Bajgełe, by dowiedzieć się, czy wyjechali - zaproponował Milczek.

- Nie, nie trzeba - rzuciła Ada. - Na pewno przyjadą.

Nastrój zmienił się. Radość ustąpiła miejsca ponurym rozmyślaniom, które każdy z nich na próżno starał się ukryć lub bagatelizować w duchu.

- Widzę, że się nudzicie - zawołała Ada i, chcąc polepszyć im humory, dodała: - Zagrajmy! Oto talia kart.

Ale nikt jakoś nie zdradził ochoty do gry.

- Co się z wami dziś dzieje? - nagabywała ich Ada - Nie poznaję was!

Ale wszyscy siedzieli w skupieniu, natężając słuch dla podchwycenia najmniejszego szmeru, dochodzącego z ulicy.

Naraz Janek wstał i zatopił wzrok w Adzie, która czuła, że zmienia się na twarzy pod wpływem jego przenikliwego spojrzenia. Serce zabiło jej silniej, a w mózgu huczało: "czyżby się połapał w komedii przeze mnie zaaranżowanej?" Postanowiła bronić się do ostatniej chwili, nawet gdyby została zdemaskowana.

- Janeczku - odezwała się - co ci jest? jesteś taki dziwny, a spoglądasz na mnie takimi oczyma, że mnie strach przejmuje. Może jesteś niezdrów?

Wypowiedziała te słowa z takim wzruszeniem i ciepłem, że nikt nie ważyłby się nawet wątpić w to, że ta kobieta jest zakochana w nim po uszy.

Janek nie odpowiedział Adzie. Natomiast spytał towarzyszy:

- Macie broń przy sobie?

 

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.