- Zjadłaś i w dodatku jeszcze kłamiesz!
- Nie zjadłam!
- A ten papierek? - Zawieszam Oli przed nosem opakowanie po ciastkach. - Nawet ci się nie chciało wyrzucić!
- Mówiłam ci już, że to nie ja! - wrzeszczy córka. - Przestań się w końcu mnie czepiać! Boże, jak cię nienawidzę! - dodaje coś, co mówi zawsze, gdy brakuje jej argumentów.
Jej skrzywiona twarz sprawia, że chce mi się płakać, ale dobrze wiem, że jeśli pokażę słabą stronę, Ola całkiem wejdzie mi na głowę. Co robię? Ano nic. Jak zawsze w konfliktach z córką - rejteruję od tematu. Nie wiem, czy ze strachu przed ostrzejszą konfrontacją, czy też z obawy, żeby "rozmowa" nie zeszła na tematy, których nie lubię.
- Trudno. Podam Michałowi twoje ciastka, bo nie mam zamiaru biec teraz do sklepu.
Wzruszam ramionami i odwracam się na pięcie, dając córce do zrozumienia, że ostatnie słowo w tym domu należy do mnie.
- Ale to ostatnia paczka!
- Trzeba było pomyśleć, zanim bez pytania zjadłaś coś, co nie było przeznaczone dla ciebie.
Przetrząsam spiżarenkę w poszukiwaniu innego poczęstunku i zabezpieczam paczkę ciastek Oli. Bezglutenowe. Bez dodatków. Bez cukru. W ogóle bez.
- Nie zjadłam! Nie tknęłabym tego syfu, którym pasiesz swojego tłuścioszka!
Ola staje w zaczepnej pozie i z całej siły kopie we front szafki pod zlewem. Jej stopa ześlizguje się po nim i odrywa listwę przypodłogową, która od dawna trzyma się bardziej na słowo honoru niż na kleju czy innej metodzie montażowej.
- Idź do swojego pokoju, bo nie ręczę za siebie! - Tym razem to ja wrzeszczę, siłą powstrzymując się, by nie szarpnąć gówniarą. Cholerny smark! Bierze cudze rzeczy, jakby były jej, kłamie w żywe oczy i jeszcze niszczy szafkę! - Myślisz, że kto to będzie naprawiał?!
- Na pewno nie twój tłuścioszek. - Ola potrafi być bystrym i jednocześnie zjadliwym obserwatorem.
Chcę jeszcze coś powiedzieć, ale mówiłabym do pleców córki, która wbiega na piętro i trzaska drzwiami do swojego pokoju. Nie podoba mi się to i już wchodzę na pierwszy stopień, gdy słyszę dzwonek do drzwi. Odkładam rozmowę na inny moment i mam głęboką nadzieję, że Ola nie wychyli nosa ze swego królestwa, póki będzie Michał.
- Tęskniłem, wiesz?
Ledwo otwieram drzwi, a już tonę w uścisku mężczyzny, który przerasta mnie dobrze wzwyż i wszerz.
- Mhm.
Pocieram nosem o obojczyk partnera i pozwalam pokołysać się w ramionach. Michał ma jakieś niezwykłe właściwości. Jednym dotykiem wyciąga ze mnie zły nastrój, a wsącza same pozytywne myśli. I co z tego, że jeśli chodzi o kwestie naprawcze, to za bardzo mu to nie wychodzi? W końcu ideałów nie ma.
- Co jest? Ola znowu dała ci w kość? - Mój mężczyzna z troską patrzy mi w oczy.
Krzywię się, dając do zrozumienia, że nie chcę o tym mówić. Zapraszam gościa do kuchni i wstawiam wodę na herbatę.
- Dziś chyba tylko kolacja. Ola jest w domu. - Staję pod oknem, krótko przedstawiając Michałowi plan wieczoru.
Cholerny dupek! - myślę o Maćku, który po raz kolejny wykręcił się od zabrania córki na piątek i sobotę. Podniósł mi ciśnienie, mówiąc, że za tydzień ma studia i musi w końcu trochę się pouczyć. Nie zapytał nawet, czy może mam jakieś plany na sobotę. Po prostu stwierdził, że nie przyjedzie, donosząc o tym w porannym esemesie. Może dlatego Ola tak fiksuje przez cały dzień, wylewając na mnie złość za niedoszłe spotkanie z ojcem.
- To nic, Misia. - Partner poklepuje ręką udo, zapraszając mnie na kolana. - Zrobimy michę popcornu i obejrzymy jakiś film familijny. Pepsi też się znajdzie. - Znacząco wskazuje siatkę, którą przyniósł ze sobą.
- Wiesz, że Ola nie powinna. - Z dezaprobatą kręcę głową, siadając mężczyźnie na kolanach. - Raz, że zdrowie, dwa, że po słodkościach i napojach gazowanych zachowuje się tak, jakby dostała małpiego rozumu.
- Dziewczyno! Zapomniałaś, jak to jest być dzieckiem i pić pepsi? - Michał patrzy na mnie z lekką kpiną.
Uśmiecham się bezwiednie i ponad głową partnera wędruję wzrokiem w stronę wspomnień. Pepsi nieodmiennie kojarzy mi się ze świętami Bożego Narodzenia i urodzinami, bo tylko wtedy ten rarytas, w butelce z jeszcze białym logo, wjeżdżał na stół i szybko uciekał gazem spod poluzowanego kapsla, a potem przyjemnie musował w ustach. Pusta butelka była głębokim rozczarowaniem. Czy zwyczajne szkło naprawdę mogło zawierać w sobie taki smak? Teraz, gdy już znam skład napoju, jestem w stosunku do niego mniej entuzjastyczna. Raz od wielkiego dzwonu można po niego sięgnąć. Do pizzy, do popcornu. I wystarczy. A już zwłaszcza dziecku. Nieważne, czy ma ono lat pięć, czy siedemnaście.
- No dobrze - wzdycham, przytulając się jeszcze raz do Michała. - Ja pójdę do Oli, a ty zacznij działać - mówię bez przekonania. Zdecydowanie wolałabym, żeby mężczyzna zaczął działać w innych kwestiach. A tak czeka nas wieczór stricte rodzinny. Choć może to i dobrze. Niechby te lody miedzy młodą a moim partnerem w końcu pękły. Albo przynajmniej zaczęły kruszeć. Lub choć topnieć.
- No to mnie puść - Michał odsuwa mnie od siebie delikatnie - bo pomyślę, że wolałabyś tak siedzieć cały wieczór.
Niechętnie schodzę z jego kolan, myśląc, że owszem i że tak. Że chętnie posiedziałabym z nim cały wieczór, a Oli kazała zostać w pokoju i przemyśleć swoje zachowanie. Ostatnio jest tak nieznośna! Ciągle kłamie i robi głupie szkody! Co chce w ten sposób osiągnąć? Na przykład tym wyciętym w tapecie krzyżem? Biała rysa wydatnie podkreśliła mięsisty fiolet. Nie dało się jej oszukać klejem, taśmą przylepną ani ciemnym pisakiem. Zważywszy na to, że wystrój salonu nie ma nawet pół roku, moja złość była w pełni uzasadniona i podniesiona do entej potęgi przez upór Oli, która twierdziła, że nie ma z tym nic wspólnego. Michał obiecał, że spróbuje zająć się ubytkiem, ale to przecież nie załatwiało sprawy. Jaki sens, zwłaszcza ten wychowawczy, miało naprawianie szkód, które z uporem maniaka wyrządzało dziecko, a właściwie to nastolatka?
Stoję, niezdecydowana, w salonie i zastanawiam się, co powinnam zrobić. Czy rzeczywiście ukarać Olę za kolejny "figiel" w postaci zjedzonych ciastek, czy też próbować do niej dotrzeć na spokojnie i z miłością. Po chwili wybieram drugie rozwiązanie, zwłaszcza że Michał rozpoczął już przygotowywanie popcornu. Słyszę, jak twarde ziarenka pękają w garnku, odbijając się od jego ścianek i pokrywki. Zachęcające odgłosy wywołują z pokoju i Olę. Córka uchyla drzwi i wystawia na korytarz głowę, patrząc jednak na mnie z zaciętą miną.
Zupełnie jak jej ojciec! Wzdycham w duchu, starając się nie dać po sobie poznać, o czym myślę. W Oli, jej wyglądzie i zachowaniu widzę Maćka. Nie jest to łatwa i przyjemna konstatacja. Zbieram się jednak w sobie i przywołuję na twarz uśmiech.
- Dobrze, że jesteś. Michał właśnie robi popcorn. Chyba coś pooglądamy wspólnie. Może napijemy się pepsi? - zarzucam dziewczynę propozycjami, których mnogość i atrakcyjność ma rozchmurzyć jej czoło. - Jak myślisz?
Ola wzrusza ramionami i wymija mnie bez słowa w drodze do kuchni. Nawet nie wita się z Michałem. Odwraca się tyłem do mężczyzny i ostentacyjnie nalewa sobie kompotu do szklanki. Pije napój, przełykając go głośno. Nie wraca jednak do swojego pokoju, ale śmiem przypuszczać, że w swojej złości zrobi wszystko, żeby popsuć popołudnie i wieczór.
Nie muszę długo czekać. Córka wchodzi do salonu i z impetem siada na sofie. Kompot wychlustuje ze szklanki łukiem i wsiąka w oparcie i siedzenie kanapy.
?