Gdy przychodzi noc - Szymon Mandrak

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (35,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Nocowanie w namiocie

1

2

3

4

Dziecięca bluza w kolorowe wzory

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

Co robiłeś w nocy w lesie?

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

Maska potwora

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

Spotkanie po latach

1

2

3

4

5

6

7

8

Było już ciemno, kiedy na pusty parking przed budynkiem nieczynnej tego dnia pizzerii zajechał ciemny SUV. Z samochodu wysiadł wysoki mężczyzna ubrany w jasną bluzę i dżinsy, a także mała dziewczynka w kolorowych kaloszach i różowej kurteczce. Tego wieczora nie tylko mocno wiało, ale też padało, więc opiekun, gdy tylko zamknął samochód, zbliżył się do dziecka i naciągnął mu na głowę kaptur, po czym oboje ruszyli w pośpiechu w kierunku drzwi, nad którymi migotał jasny ledowy napis: "Pizzeria Genua".

Dziewczynka miała na imię Laura i przyjechała z tatą do jego pizzerii, by przygotować lokal na jutrzejszą imprezę urodzinową. Laura miała co prawda dziesiąte urodziny już tydzień wcześniej, jednak przyjęcie dla koleżanek i jednego kolegi postanowiła zorganizować dopiero teraz. Z początku miała świętować w domu, jednak kiedy Eryk usłyszał, że córka zaprosiła aż dziesięć osób, nie miał innego wyjścia, jak zamknąć lokal na jedno popołudnie i udostępnić go Laurze i jej przyjaciołom.

- Zejdź już na dół, kochanie, i pozapalaj światła, a ja skoczę jeszcze do auta po taśmę klejącą, bo z tego wszystkiego zapomniałem wyciągnąć ją ze schowka.

- Po taśmę? Po co nam taśma?

- A jak chcesz przymocować te wszystkie ozdoby, co?

- A, no tak - odparła dziesięciolatka, uśmiechając się szeroko. - To ja idę już na dół i powyciągam wszystko z kartonów.

Gdy Eryk wyszedł na zewnątrz, lodowaty podmuch wiatru niemalże zdmuchnął go ze schodów prowadzących na parking. Mężczyzna naciągnął kaptur i puścił się pędem w kierunku wozu, by jak najszybciej wziąć taśmę i wrócić do ciepłego i przede wszystkim suchego pomieszczenia.

- Żabciu, napijesz się czegoś?! - zawołał, gdy znalazł się ponownie w pizzerii.

- Nie, dzięki, chodź tu i pomóż mi poprzestawiać stoły!

"Pizzeria Genua" składała się z dwóch poziomów. Na parterze mieściły się dwie toalety, bufet, przy którym zamawiano dania, a także kilka stolików dla gości. Na wprost bufetu znajdowały się drewniane schody prowadzące do podziemnej części restauracji. To właśnie na dole następnego dnia miała się odbyć impreza urodzinowa.

***

Kiedy Eryk ruszył schodami na dół, na parkingu przed pizzerią zatrzymał się stary opel. Kierowca wyłączył najpierw światła, następnie silnik, po czym wysiadł z samochodu i zatrzasnął za sobą drzwi.

Był ubrany na czarno. Przy tej koszmarnej pogodzie mógł mieć pewność, że nawet gdyby ktoś przejeżdżał teraz obok pizzerii, raczej by go nie zauważył. Nim otworzył bagażnik, założył na dłonie czarne rękawiczki. Wyciągnął z bagażnika kanister benzyny oraz metalowy łom, zatrzasnął z powrotem klapę i ruszył powoli w kierunku budynku pizzerii.

***

- Kochanie, obawiam się, że chyba nie zdążymy nadmuchać tych wszystkich balonów.

- Dmuchaj szybciej, to zdążymy. Chcę mieć dużo balonów, więcej niż miała Ola na swoich urodzinach.

- W takim razie muszę zrobić sobie przerwę, bo od tego dmuchania kręci mi się w głowie. Chodź, poprzestawiamy teraz stoły, żebyście jutro mieli więcej miejsca na zabawę.

- Ja chcę siedzieć obok Karola - oznajmiła Laura, podchodząc do pierwszego stolika, by odsunąć od niego krzesła.

- Z chłopaków zaprosiłaś tylko tego Karola?

- Uhm. Reszta chłopaków jest wredna, ale Karol jest fajny. Lubię go, wiesz?

***

Gdy ojciec z córką przestawiali stoły, zakapturzony osobnik z kanistrem i łomem zbliżył się powoli do wejścia.

Rozejrzał się dookoła i gdy wziął zamach, by uderzyć w przeszklone drzwi lokalu, zauważył, że ktoś pozostawił je lekko uchylone. Otworzył szerzej i powoli zajrzał do środka. Na parterze paliło się światło, jednak w pomieszczeniu nikogo nie było. Wszedł po cichu do pizzerii i kiedy usłyszał głosy dochodzące z piwnicy, zaczął szybko działać. Odłożył łom na parapet okna, po czym odkręcił kanister i w pośpiechu rozlewał benzynę na stoły i drewniany parkiet.

***

- Dlaczego akurat tak? Lepiej chyba ustawić te stoły na środku - stwierdziła Laura. Przystanęła pod ścianą i z założonymi rękami przyglądała się dziełu ojca.

- Kochanie, gdybym ustawił je na środku, to jutro nie mielibyście miejsca na zabawę, a tak to będziecie mieli pusty parkiet.

- No, w sumie to masz rację. A będzie muzyka? I te kolorowe światła?

- Wszystko będzie, tylko musimy się pospieszyć, bo już późno, a wiesz, że jutro musimy jeszcze odebrać tort, więc nie będzie czasu na przygotowania.

- To może teraz ja nadmucham balony?

- Wolałbym, żebyś przyniosła z góry wilgotną ścierkę i powycierała blaty stołów i krzesła, zwłaszcza nogi, bo są już trochę zakurzone. - Eryk stanął w lekkim rozkroku, wypychając biodra do przodu, by w ten sposób zniwelować ból w krzyżu.

- Tato, czujesz to? - Nagłe pytanie Laury sprawiło, że Eryk zupełnie zapomniał o bólu.

- Niby co mam czuć? Nic nie czuję, bo od rana mam zapchany nos.

- Nie wiem, czuję jakiś dziwny zapach, jakby... dym.

- Może znowu nie domknąłem drzwi, jak szedłem po taśmę, i z parkingu coś naleciało. Idź po tę ścierkę, powinna być przy bufecie, i przy okazji sprawdź, czy drzwi są zamknięte.

Gdy Laura zbliżała się do stopni, jej nos rejestrował coraz ostrzejszy zapach dymu. W zasadzie był to smród, jakby paliło się drewno, ale też coś sztucznego. Dziesięciolatka ruszyła do góry i wtedy usłyszała trzask, jaki wydają suche gałęzie trawione płomieniami podczas pieczenia kiełbasek przy ognisku. W połowie drogi do góry schody zakręcały. Kiedy dziewczynka minęła zakręt, zaczęło drapać ją w gardle. Poczuła też niezwykłe ciepło i zobaczyła coś, co sprawiło, że na moment zamarła, nie dowierzając własnym oczom, by po chwili puścić się biegiem w dół.

- Tato, tato! - krzyczała na całe gardło. - Ogień! Pali się, uciekajmy!

Eryk właśnie dmuchał kolejny balon. Słysząc wrzask córki, poderwał się z krzesła i pobiegł w kierunku schodów i przerażonej Laury. Pożar? To niemożliwe, pomyślał, zbliżając się do bladej jak płótno dziewczynki. Przecież kilka miesięcy wcześniej wymieniona została cała instalacja elektryczna, niemożliwe, by doszło do jakiegoś zwarcia.

Eryk wbiegł na schody, ale nie minęło dziesięć sekund i wrócił na dół, wiedząc, że obydwoje znaleźli się w śmiertelnej pułapce. U góry wszystko stało w ogniu: stoły, krzesła, parkiet, ściany obite boazerią. Najgorsze, że drewniane schody w jednej trzeciej również trawił ogień.

Mężczyzna zaczął się w panice rozglądać - zupełnie jakby nie znał własnego lokalu i nie wiedział, że w podziemnej części restauracji nie ma żadnych okien ani wyjść prowadzących na zewnątrz. Jedyne drzwi były pod schodami i prowadziły do małego schowka na sprzęty.

- Tato, zrób coś! Ja chcę stąd wyjść! Ja chcę stąd wyjść!

Po twarzy dziewczynki spływały łzy. Eryk nie zwracał uwagi na krzyki córki. Przez chwilę szukał nerwowo telefonu, ale szybko zorientował się, że zostawił go w kieszeni kurtki, a kurtkę powiesił na wieszaku na górze. Pewnie już spłonęła razem z komórką.

Dym zaczął wdzierać się do pomieszczenia, w którym się znajdowali. Laura nie miała już siły wrzeszczeć. Teraz kaszlała i krztusiła się, tak samo jak Eryk. Mężczyzna miał nadzieję, że ktoś już zadzwonił po pomoc i zaraz to wszystko się skończy.

Ktoś rzeczywiście musiał zadzwonić, bo po kilkunastu minutach przed stojącą w ogniu pizzerią aż roiło się od wozów strażackich i strażaków. Odgłos syren jeszcze długo niósł się po spowitej nocną ciszą okolicy. Później wszystko ucichło, ale o tragicznym pożarze w pizzerii "Genua" pisano w lokalnych gazetach jeszcze przez wiele tygodni.