Gdy narodzi się miłość - Tara Pammi

Reflow text when sidebars are open.
Była bardziej niż spłukana. Została wręcz pogrzebana pod górą długów. I teraz, kiedy w końcu była gotowa przyznać się do swoich błędów i błagać o pomoc, jedyny człowiek, który kiedykolwiek ją kochał, odszedł.
Yana Reddy szła przez ciemne korytarze domu dziadków jak nocny upiór wędrujący przez pogrążony w mroku las z jednej z jej ulubionych opowieści fantasy. Jej młodsza przyrodnia siostra Nush była fanką baśni, ale Yanę zawsze fascynowały mroczniejsze historie, pełne demonów, złych duchów i dżinów.
Dlatego tak bardzo podobał jej się pomysł zmarłego dziadka, żeby zostawić swoim trzem wnuczkom listy. Wyjęła teraz z koperty złożoną kartkę sztywnego papieru i za chwilę, bez czytania, schowała ją z powrotem. Zrobiła to już chyba po raz setny tego dnia.
W odróżnieniu od przyrodnich sióstr, Miry i Nushy, które rozpłakały się z radości na widok ostatniej wiadomości od ich ukochanego Thaaty, Yana wiedziała, że nie przeczyta tego listu ukrytego w kopercie z jej imieniem wypisanym piękną kursywą.
Nie teraz.
Może nigdy.
To będzie jej kara. Poza tym, idea nieotwartego prezentu przemawiała do jej duszy buntowniczki. Ostatni psikus, żeby zrobić Thaacie na złość.
Jeszcze kilka godzin temu dom pełen był ludzi, którzy kochali i szanowali jej dziadka, założyciela firmy programistycznej OneTech, która dzięki protegowanemu dziadka, Caiowi Olivierowi, zmieniła się w miliardowe przedsiębiorstwo.
Thaata wierzył w drugą szansę. Tylko że Yana nie zdołała jej wykorzystać, żeby udowodnić swoją wartość, jak jej siostry. Dziadek nigdy nie spojrzał na nią z miłością i szacunkiem. W jego oczach widziała tylko rezygnację i ból spowodowane tym, że nie mógł do niej dotrzeć.
Ich ojciec, alkoholik, ewidentnie lubował się w różnorodności, ponieważ każda z sióstr miała inną matkę i dlatego dziadkowie byli jedynymi odpowiedzialnymi dorosłymi w ich życiu. W zasadzie to oni je wychowali. Jako nastolatka, Yana zdecydowała się zamieszkać ze swoją frywolną, zawodną, ale piękną matką, Dianą, zamiast poddać się temu, co uznawała za surowe zasady dziadków.
Zanim uświadomiła sobie, jak wielką szkodę wyrządziła sobie w ten sposób, było już za późno. Zaufała kobiecie, która wyczyściła jej konta do zera, żeby zapłacić za swój nałóg hazardowy. Co gorsza, zaciągnęła na jej kartach ogromne kredyty, kiedy córka nie zgodziła się dać jej więcej pieniędzy.
Wchodząc do sypialni dziadków, Yana przełknęła wielką kulę żalu, który zaczynał buzować jak wrząca lawa. Gdyby dała mu ujście, spaliłby ją na popiół. Przesunęła palcami po rzeczach Thaaty - sfatygowanym dzienniku w skórzanej oprawie leżącym na stoliku nocnym, książce biograficznej na biurku i stojącym tam zdjęciu jej, Nushy i Miry.
Jak mogłam dokonać tak złych wyborów? - pomyślała ze złością. Jak mogła przedłożyć swoją wyrodną matkę ponad dziadków, którym jej los leżał na sercu? Dzień po śmierci Thaaty ta kobieta miała czelność zapytać ją o spadek. Yana nie musiała czekać na odczytanie testamentu, żeby poinformować matkę, że cokolwiek jej zostawiono, jest na pewno zabezpieczone tak, że nie będzie miała do tego dostępu przez bardzo długi czas. Diana uwierzyła jej bez wahania. Wielokrotnie przecież była świadkiem kłótni Yany z dziadkiem.
Zmyła się więc bez pożegnania, zostawiając córkę z ogromnymi długami.
Yana zbliżała się do trzydziestki i jej kontrakty modelingowe nie pojawiały się obecnie ani często, ani regularnie. Ponieważ nie widziała już swojej przyszłości w tej branży, przestała zabiegać o duże zlecenia. Pomyślała o swoim nowym pomyśle na karierę - wciąż był w powijakach, ale miała nadzieję, że nabierze kształtu, zanim jej życie rozpadnie się na kawałki.
Przez chwilę rozważała poproszenie sióstr o pomoc w uporządkowaniu swoich spraw, ale odrzuciła ten pomysł. Nie tylko dlatego, że w końcu zaczynały budować własne życia z ukochanymi mężczyznami.
Sięgnięcie dna uświadomiło jej, że musi sama wszystko naprawić. Tylko w ten sposób będzie w stanie odzyskać wiarę we własne możliwości.
Przetrząsnęła szafę i wybrała czarny skórzany gorset i obcisłe dżinsy. Nałożyła szpilki, włosy upięła w wysoki kucyk, prawie bez patrzenia w lustro umalowała rzęsy i pociągnęła usta błyszczykiem. Szybkim krokiem ruszyła w stronę garażu.
Rześkie powietrze wpadające przez opuszczone szyby samochodu wywołało gęsią skórkę na jej ramionach. Szum silnika i wyczuwalny w aucie zapach cygar uspokoiły nieco jej zestresowany od tygodni umysł.
W głowie usłyszała głos łudząco podobny do głosu Thaaty - znowu uciekasz. Jednak Yana postanowiła go zignorować. W końcu ignorowała go także wtedy, kiedy jeszcze żył.
Rozpoznała go, jak tylko wszedł do prywatnej loży w nocnym klubie. Stał w otwartych drzwiach, skąpany w purpurowych światłach laserów.
Wiedziała, kim jest, pomimo ciemności i ciszy.
Wiedziała, zanim charakterystycznym krokiem podszedł do szezlonga, na którym leżała po tym, jak udało jej się spławić trzech mężczyzn, którzy chcieli ją zabrać do domu.
Wiedziała, ponieważ od zawsze była na niego dziwnie wyczulona. Przy nim jakaś prymitywna część jej mózgu uparcie wierzyła, że Yana jest ofiarą, na którą ten drapieżca poluje. Chociaż on nigdy nie dał jej nic takiego odczuć.
Nasir Hadeed.
Sławny pisarz fantasy, strateg polityczny, były dziennikarz śledczy, samotny miliarder i co najważniejsze - przez cztery lata jej przybrany brat.
Spędzili pod jednym dachem tylko kilka miesięcy z tych czterech lat, kiedy jego ojciec był mężem Diany. W tym czasie Yana przeistoczyła się z niezdarnej piętnastolatki w długonogą, pyskatą i arogancką dziewiętnastolatkę, która sądziła, że jest kuszącą uwodzicielką.
W tamtym okresie Nasir, świeżo emerytowany korespondent wojenny, był wysoko poważany w kręgach zarówno literackich, jak i politycznych.
Był dwanaście lat starszy od Yany i magnetyczny w sposób, którego nie mogła pojąć. Charakteryzował go naturalny, niewymuszony wdzięk, wrodzona elegancja i zadziorny błysk w oku. Pisał przejmujące, wielokrotnie nagradzane artkuły na temat stref wojny i globalnych problemów, ale to nie one skradły serce Yany. Urzekły ją jego powieści fantasy, które zyskały światowe uznanie.
Te kilka miesięcy, które spędzili razem, należały do innego świata, do alternatywnego wymiaru. Podczas przydługich, ekstrawaganckich śniadań w posiadłości jego ojca w Monako tłumaczył jej, dlaczego czarny charakter musiał zostać zbawiony albo dlaczego jej ulubiony bohater ginął. Robił to bez emocji, z pobłażliwym uśmiechem. Jakby była bezdomnym psiakiem, którego poklepywał po głowie i od czasu do czasu rzucał mu ochłapy uczucia.
Jednak jej zachowanie w dniu dziewiętnastych urodzin, kiedy wrócił z zagranicy z tymi wszystkimi bliznami, doprowadziło do ich rozłamu. Yana marzyła, żeby posiadać jeden z tych kamieni czasu, o których pisał w swoich powieściach. Mogłaby wtedy wymazać wszystkie błędne, uwłaczające honorowi decyzje, które podjęła. Zwłaszcza te dotyczące Thaaty i jego.
Byli to dwaj najważniejsi mężczyźni w jej życiu i obaj sprawiali, że chciała być lepsza. Jeden z nich, jej dziadek, umarł, mając o niej jak najgorsze mniemanie, drugi do końca życia będzie nią pogardzał. Otarła zabłąkaną łzę i przywołała obojętny wyraz twarzy, który stał się już jej drugą skórą.
Ponieważ jeśli Nasir zacząłby jej współczuć, rozpadłaby się na kawałki.
Na sygnał Nasira niewidoczny w ciemnościach barman włączył światła. Nasir przesunął się od razu, blokując oślepiający Yanę blask.
Na jego twarzy igrał światłocień, podkreślając ostrość kości policzkowych, zagłębienia pod nimi i szerokie usta o wąskich wargach. Jedną z nich przecinała blizna, ciągnąca się aż na lewy policzek. Była to pamiątka po ranie od noża, która zmieniła na zawsze życie Nasira. I w pewien sposób również życie Yany.
- Witaj, Yano.
Wstrząsnął nią dreszcz, ale wciąż leżała bez ruchu, gapiąc się na niego jak głupia i próbując wyglądać na opanowaną, podczas gdy jej fasada zaczęła drżeć w posadach.
- Czyżby zesłano mnie do piekła?
W odpowiedzi Nasir zdjął marynarkę i rzucił ją na odkryte ramiona i wyeksponowany dekolt Yany. Zadziwiało ją, że mógł być tak pozbawiony emocji w swojej uprzejmości. Wciąż nie zdołała usiąść. Serce waliło jej tak mocno, że słyszała je w uszach.
- Odejdź, Nasir. Jestem w nastroju do zabawy, a oboje wiemy, że jesteś na to uczulony.
Miała wrażenie, że potrzebuje go jak słońca, jednocześnie usilnie starając się zignorować jego istnienie.
Oczywiście nie posłuchał i usiadł na stoliku kawowym, uniemożliwiając jej ucieczkę. Pomimo ciemności, bólu brzucha - nie jadła nic przez cały dzień - i poczucia żalu, zapach Nasira spowodował, że ogarnęło ją gorąco.
Pachniał bergamotką i drzewem sandałowym. Dla Yany ten zapach był ucieleśnieniem wszelkich fantazji seksualnych. Przebywała w jego towarzystwie od zaledwie dwóch minut, a już marzyła, żeby całować go namiętnie, jednocześnie posyłając do wszystkich diabłów. W jej życiu tylko dwie rzeczy nigdy się nie zmieniały - miłość do sióstr oraz obsesja na punkcie Nasira.
Zaciągnęła się swoim cygarem i wydmuchnęła dym w kształcie koła, prosto w twarz Nasira.
Gra światła i mroku na jego twarzy nadawała mu posępny wygląd. Jakby zwyczajowa surowość jego rysów wymagała podkreślenia. Miał wydatny, zakrzywiony nos, który powinien go szpecić, ale zamiast tego przydawał jego twarzy inteligencji. Głęboko osadzone bursztynowe oczy spotkały się z jej oczami. Widziała, że patrzy na nią z niesmakiem.
- Jak się masz, Yano?
Zaciągnęła się ponownie.
- Skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
- Dostałem telefon od osoby z twojego personelu.
Uniosła brwi z udawaną nonszalancją.
- Chcesz być na bieżąco ze swoją ulubioną supermodelką, jak widzę.
- Byłem w okolicy, kiedy wystrzeliłaś z garażu jak rakieta.
- Nie sądziłam, że jestem aż tak ważna, że pofatygowałeś się przyjechać, żeby złożyć mi kondolencje - powiedziała złośliwie.
Nasir sprawiał, że chciała się bronić, nałożyć na siebie tytanową zbroję jak księżniczka z jej ulubionego serialu sci-fi. Opartym zresztą na jego książce.
Nie miała szans na wyrwanie się z obsesji na punkcie Nasira, dopóki wciąż zachłannie pożerała wszystko co napisał - powieści, artykuły, rozprawy polityczne...
- Miałem nadzieję, że ze względu na sytuację, zobaczę w końcu normalne, dorosłe zachowanie z twojej strony. Widzę, że była płonna.
Wyrwał jej cygaro i zgasił palcami żarzący się czubek bez najmniejszej oznaki bólu.
- To paskudny nawyk. I śmiertelny.
- Przyjechałeś tu, żeby mnie nękać?
- Przyjechałem, ponieważ cię potrzebuję.
Yana usiadła. Poczuła zawroty głowy, wywołane głodem albo obecnością Nasira.
- Świat chyba dziś zwariował.
Wyłowiła z torebki telefon i włączyła kamerę.
- Możesz powtórzyć, żebym mogła uwiecznić te słowa?
Nasir nie odezwał się.
- Niech będzie - warknęła. Usiadła prosto, odsuwając kolana jak najdalej od nóg Nasira. Oboje byli wysocy i zajmowali większość dostępnej w pomieszczeniu przestrzeni, co sprawiało, że Yana czuła się nieco odurzona jego bliskością.
Starała się nie patrzeć na opięte czarnymi spodniami masywne uda, kręcone włosy na oliwkowej skórze widoczne w rozpiętym kołnierzyku białej koszuli, na jasną tarczę platynowego zegarka na szerokim nadgarstku ani na smukłe palce, które raz jeden dotknęły jej twarzy z czułością.
- Mam dla ciebie poważną propozycję.
Jakim cudem, pomimo tak wielu lat wzajemnej niechęci, pomimo jego ślubu z inną modelką, jej mentorką i przyjaciółką, pomimo tego, że miał z nią dziecko, nawet pomimo tego, że obwiniał Yanę o rozpad swojego małżeństwa, wciąż czuła się przy nim tak podekscytowana?
- Niesamowite. - Nie dała po sobie poznać ekscytacji, chociaż żołądek miała nieprzyjemnie ściśnięty. Pochyliła się ku niemu i wyszeptała teatralnie: - Moje propozycje jak dotąd nie były twoim... forte.
Zacisnął szczęki i jego blizna zadrgała. Przesunął dłonią po gęstych, falowanych włosach.
- Po tym, jak znalazłem cię dziś w tym klubie, dwa dni po śmierci twojego dziadka, palącą cygaro i w takim stroju... Uwierz mi, zaczynam wątpić we własny rozsądek.
- No, w końcu mężczyzna, którego znam i kocham nienawidzić. - Zaśmiała się dźwięcznie. - Daj spokój, Nasir. Możesz sobie być dyplomatą w najwyższych kręgach politycznych, ale ja dobrze znam twoje słabe punkty. Nie zaczynajmy dziś niczego nowego. Mam dosyć zaskoczeń.
W jego oczach błysnęła skrucha.
- Współczuję ci tej starty, Yano. Wiem, że żal ma różne oblicza...
- Nic nie wiesz na temat moich relacji z Thaatą.
- Masz rację. Ale chodzi o Zarę.
Jego córkę. Maska spadła z twarzy Yany jak skóra z węża. Sięgnęła po jego dłoń, ale powstrzymała się w ostatnim momencie.
- Mogłeś od tego zacząć, zamiast mnie obrażać.
- Naprawdę się o nią martwisz... - zauważył zaskoczony.
- Dupek z ciebie.
Poczuła się osaczona, jej oddech przyspieszył i wstała gwałtownie. Stopy jej zdrętwiały i złapała się Nasira, żeby nie upaść. Pod cienkim materiałem koszuli wyczuła twarde mięśnie i żar jego skóry. Zapiekły ją palce. Złapał jej nadgarstek mocniej, kiedy próbowała się wyrwać.
- Do diabła, przestań się wyrywać, Yano!
Jego palce parzyły nagą skórę jej ramienia. Jedno twarde ramię oplotło jej talię. Był zbyt blisko i Yana czuła, że zaraz przestanie oddychać.
- O co chodzi z Zarą?
Kiedy już udało jej się opanować, zauważyła, że był wykończony. Wokół ust pojawiły się bruzdy wywołane troską i zmęczeniem. Ścisnęło jej się serce.
- Fizycznie wszystko z nią dobrze. Ale strata matki w tak młodym wieku, nawet przeważnie nieobecnej matki, jaką była Jacqueline, odcisnęła na niej piętno. Lekarze mówią, że nie radzi sobie za dobrze. Próbowaliśmy już wszystkiego. Ciężko mi patrzeć, jak to radosne kiedyś dziecko zamyka się w sobie. Nie wiem, jak jej pomóc.
- Dzieci są bardziej odporne, niż nam się wydaje. O ile mają wsparcie. Zara poradzi sobie ze stratą Jacqueline.
- A ty sobie poradziłaś z przemocowym zachowaniem swojej matki?
Zrobiło jej się gorąco.
- Nie twój interes.
- Chodzi mi tylko o to, że Zara nie powinna przechodzić przez to sama.
- Przecież ma ciebie.
- Robiłem co w mojej mocy. Nie udawaj, że nie wiesz, jak wyglądają nasze relacje. Jak Jacqueline wszystko zniszczyła. Jak próbowała odsunąć mnie od córki.
- Nie chcę rozmawiać o Jacqueline.
- Ja też nie. - Przesunął dłonią po twarzy zmęczonym gestem. - Tu chodzi o Zarę. Nie o ciebie, o mnie czy o jej matkę. Uśmiecha się, kiedy dzwonisz. Wciąż o tobie mówi, o waszych rozmowach, mejlach, pocztówkach od ciebie. Cały czas o ciebie pyta...
Yana odsunęła się od niego i roztrzęsiona oparła się o kanapę. Przygniótł ją wstyd.
- Przepraszam, że ostatnio jej nie odwiedzałam...
Jak mogła zapomnieć o wszystkich obietnicach, które złożyła Zarze, kiedy Jacqueline zachorowała? Po co w ogóle się angażowała, skoro wiedziała, że jest beznadziejna w spełnianiu oczekiwań innych? Co w jej własnym zaburzonym dzieciństwie wyposażyło ją w umiejętności niezbędne do radzenia sobie z kruchą psychiką dziecka?
- Pomiędzy odejściem babci i dziadka w tak krótkim odstępie i pracą... - nie wspominając o kłopotach finansowych spowodowanych kradzieżą jej pieniędzy przez matkę - miałam dużo na głowie.
- Czyli żyjesz jak zawsze, co?
Jego komentarz zabolał.
Kochała Zarę, ale zawiodła dziewczynkę, a przecież obiecała sobie, że nie pozwoli, by mała czuła się samotna, tak jak ona kiedyś.
Ból głowy, który czaił się cały dzień, uderzył z nagłą siłą i zakręciło jej się w głowie. A może spadł jej cukier, ponieważ nie jadła nic od rana.
- Dokładnie.
Przeklął cicho.
Nasir nigdy nie przeklinał i gdyby była w pełni sił, odebrałaby to jako zwycięstwo. Poczuła żar bijący z jego ciała i zrobiło jej się słabo. Palce Nasira znalazły się na jej ramionach, ich szorstkość rozkosznie drażniła jej nagą skórę.
- Przepraszam. Przyszedłem prosić o pomoc. O przysługę. Błagać, jeśli trzeba. A jednak nie mogę przestać ci dokuczać.
- Jak widać, to też jest jak zawsze. - Yana spojrzała na niego i westchnęła. - Chcę zobaczyć Zarę. Jest dla mnie ważna. Ale... Jest parę spraw, których nie mogę teraz zostawić.
- I dlatego mam propozycję.
- Nie sądzę, żeby to coś dało. Kocham Zarę, jakby była moim... - Przygryzła wargę i zarumieniła się.
Miała zamiar powiedzieć "moim dzieckiem". Śmiechu warte. Była ostatnią osobą na świecie, która powinna być odpowiedzialna za małą dziewczynkę. Nie radziła sobie nawet z własnym życiem.
- A jednak nie zachowujesz się, jakby tak było. Widziała cię raz, odkąd zmarła jej matka.
- Powiedziałam już, że byłam zajęta zdjęciami i...
- Chodzą słuchy, że jesteś kompletnie spłukana. Jeśli to prawda, nie chcę wiedzieć, jak do tego doszło. Spłacę wszystkie twoje długi i zapłacę ci, ile będziesz chciała, jeśli spędzisz z Zarą następne trzy miesiące.
- Nie.
Jej odmowa zawisła w powietrzu jak dym.
Myśli kłębiły się w jej głowie. Nie chciała mieszkać z Nasirem. W końcu miała wystarczająco dużo rozsądku, żeby wiedzieć, że miłość do niego jej nie służy. Musiała zadbać o siebie. Nawet kosztem obietnicy danej Zarze.
- Wiem, że sama nie wyjdziesz z tego dołka, który sobie wykopałaś...
- Nie.
- Masz coraz mniej zleceń...
- Nie.
- Zakładam więc, że bank wkrótce przejmie, cokolwiek ci zostało...
- Nie.
- Do diabła, Yano! Potrzebujesz tego, tak samo jak Zara.
- Nie - powtórzyła. To słowo wciąż rozbrzmiewało w jej uszach, kiedy zobaczyła mroczki przed oczami, poczuła młodości, zawroty głowy i...
- Yano! Spójrz na mnie! Coś ty sobie zrobiła, ty...
Ależ on jest piękny, pomyślała i poczuła, że zaraz zemdleje.
Nasir złapał ją i przyciągnął do siebie, a ona zobaczyła złote plamki w jego tęczówkach i długie rzęsy rzucające cień na ostre kości policzkowe. Patrzył na nią, jakby wcale jej nie nienawidził. Jakby martwił się o nią. Jakby...
Nie, naprawdę nie mogła spędzić trzech miesięcy z mężczyzną, którego kochała przez większość swojego życia.
Nie żeby wciąż go kochała. Ucisk w piersi był tylko wspomnieniem tego, co kiedyś do niego czuła.
Zanim zemdlała, w ostatniej sekundzie pomyślała, że Nasir ją złapał. Nie dał jej upaść.