Gdy na was patrzę - Marcin Wiącek

Kup ebooka

15.99 zł
13.27 zł (13,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ciotce Dzidce mej Grażynie

niechaj pamięć nie przeminie,

żeś Ty do mnie zadzwoniła

i pomocy udzieliła,

Panu również doktorowi,

który cuda ze mną robi,

od lat naście naprawiając

i nadzieję przywracając,

to zaś pierwsze jest wydanie,

wymieść z szuflad ma pisanie,

lepsze, gorsze, po poprawkach,

wersje pierwsze czy po wstawkach,

wymieść ma energię starą,

natchnąć nową świeżą wiarą,

i pokazać me wszechświaty,

kwiatki i talentu kwiaty,

gdzie zbieżności niezamierzone,

gęby sztucznie nakreślone,

coś dodane lub usunięte,

przestawione czy przecięte,

nie miej żalu więc kolego,

gdy zobaczysz coś znajomego,

wszystko inne ma znaczenie,

nowe treści, przeznaczenie.

***

Piątki o trzeciej są nieszczęśliwe,

to wtedy tragedie najbardziej są żywe,

bo jak ciało z duszą się podleczy,

właśnie w piątek masz nóż w plecy,

a jeszcze wczoraj pisałem te słowa,

gdy z pracy o dziesiątej jechała ma głowa,

że mam wszystko co mi potrzeba,

że jest sieć, kruszyna chleba

i że starcza mi na waciki,

urwy, sprzęt i inne myki,

i że praca całe życie się znajduje

i choć dobre dusze tam i uje,

to nie przejmuję się dachem,

autem, kiczem i obciachem,

jadam o trzeciej albo w ogóle,

robię co chcę, jak chcę, czule, bezczule,

i choć zdrowie się mi pieprzy,

to dzień jutra jest zawsze lepszy,

i że męską niemoc już poznałem

i łazienki pooznaczałem,

i widziałem maszynki do pieniędzy,

i jak tworzy się je w nędzy,

dużo dziwek było po drodze,

bo gdzie kasa, tam wiele ich srodze,

i choć sam się nie splamiłem,

życie za trzech już przeżyłem,

a dziś myślę, żeby tylko zdrowie było,

żebyś mnie Boże zaskoczył miło,

nie chcę już zbyt wiele,

tyle szans straciłem w swym ciele,

jestem tak mocno dzisiaj wypluty,

że dar każdy będzie mi suty,

może wszystko się jeszcze ułoży,

umysł w nowy cel się jakoś wdroży...

10 września 2019

***

Po tygodniu mego szukania

ekologia się odsłania,

gdy prześcigają się sklepy i kartele,

żeby wciskać śmieci niczym menele,

każdy pragnie mocno sprzedać,

nic w promocji nie chce nie dać,

to zdrowe, że ludzie tak się liczą

i nie dają się kołować,

chore, bo w chciwości ćwiczą

i staroci chcą żałować,

i marnują towary niektóre,

i bronią jak Rejtan rzeczy które,

niegdyś wiele kosztowały,

teraz nielicznym by coś jeszcze dały,

nie wiem czy to przywiązanie

czy głupota zwykła,

chytrej baby granie,

zaciekłość w zawiści przenikła,

"nie oddam, na pnioku potnę,

do ognia wyjebię,

zakopię, w szufladę wepchnę,

zatrzymam, bo nie lubię ciebie"

i leżą projekty z zakupem związane

przez Karyny niedopieszczane,

co nie dają fotek nazbyt ostrych,

i nie wyślą kurierem rzeczy prostych,

co gotówkę muszą dostać do ręki,

a na towar nie mają faktury,

w kark Cię leją miękki,

przez łeb, pałą z grubej rury,

i często nie chodzi nawet o ceny,

tylko o kiepskie szajsu wyceny,

i irytację, gdy coś potrzebujesz,

wszędzie jest a ty wciąż poszukujesz,

taka widać nasza polska tradycja,

we wszystkim widoczna wszędzie,

i stąd na złom idzie historia prześliczna,

kible, parówki aż nic już nie będzie,

i weź tu wspieraj polskie małe biznesy,

które na codzień robią aż takie ekscesy.

30 sierpnia 2019

***

Choć trudno uwierzyć,

i nie chcesz w to wierzyć,

myśl to zła, niespodziana,

gdy budzisz się z rana,

że nie jesteś kuloodporny,

że krokodyl już niezdolny,

i zastanawiasz się co by było

od dziś do urodzenia,

jak się wszystko kończyło

i jakie u Ciebie pragnienia,

jak inni pięli się po tobie

i jak sprzedałeś każdej innej osobie,

i co chcesz zrobić,

jak w sukces porażkę przerobić,

gdy siedzisz w kraju wspaniałym,

lecz czasem niezwykle innym,

z planem niemałym

i sercem uczciwym niewinnym,

ona też siedziała na siódmym,

na projekcie niezwykle trudnym,

w bunkrze ze mną też była

i do innych jeździła,

miała marzenia

w głębi serduszka,

szukała spełnienia

pod sutkiem cycuszka,

była do bólu szczera,

a pamięć niech nie umiera,

jak często się śmiała

złej myśli nigdy nie miała,

i wszyscy ją lubili,

gdy siedziała skupiona cicho,

i zawsze chwalili,

bo mijało ją licho,

Kasia była bez złości

i nijakiej zazdrości,

przyszła, jak się żegnałem

i radę od serca dostałem,

żebym nie martwił się

i że dobrze będzie,

że wszystko ułoży się

i jasność przybędzie,

potem od niej życzenia,

miesiące mego milczenia

i wiadomość smutna,

że na Ziemi nie ma jutra,

którą zobaczyłem miesiąc

po fakcie całym,

z wściekłości dysząc

żalem niemałym

przepraszam Kasieńko

żyj w niebie jasna panienko,

niech Ci się dobrze wiedzie,

już nie w ziemskiej biedzie.

30 sierpnia 2019

***

"Kiedy babą dziura kręci,

zrobi wszystko, byś miał chęci,

żeby bulić aż do śmierci,

i usiądzie i ponaciska,

żeby zgarnąć, co tam tryska,

działaj dzielnie me kochanie

jak już wejdzie, będzie rwanie"

Takie myśli miewam z rana,

gdy ma kawa już wysrana,

jest, jak powinno być

i dziękuję Ci wielki Boże,

że wśród bólu mogłem żyć,

a zło złamać mnie nie może,

i choć nie chcę i protestuję,

choć plany robię i żyć próbuję,

choć mam myślówkę do trzeciej w nocy,

chociaż czuję ogrom mojej niemocy,

to dziękuję za małe wzruszenia

i przeogromne możliwości,

za niezniszczone marzenia

i garb ułomności,

i oskarżenie pizd nieprawdziwe,

z dupy wyjęte i obelżywe,

brak obrony możliwości

i w mądrości wzajemności,

za to, że sobie z niczym nie radzę

próbując ciągle od nowa,

i że tak dużo tracę

rozdając miłość, perły i słowa,

i za myśli, które w końcu ranią,

pragnienia, co endorfinami mamią,

intuicję, która się nie myli,

chęć, co pcha mnie w każdej chwili,

dziękuję i proszę bym mógł lepiej służyć,

miał dar i moc do tworzenia,

bym mógł czas wydłużyć

i naprawić Adama zło istnienia,

i błagam, byś dał mi cud największy,

miłości smak najczerwieńszy,

ten tupot małych stópek,

podcieranie obsranych dupek,

byś dał odbudować nam ojczyzny,

gdzie kurwy nie istnieją i złodzieje,

i życiowe mijać mielizny,

nim zło padnie i sparszeje,

i niech drżą na salonach chamy,

których dziś na pęczki mamy,

Dyzmy, dewianty i inne wasale,

co nie boją się nikogo, nigdy, wcale,

niech idą precz na wygnanie

i dają tylko to co z ich pracy,

jeśli taka wola Twa Panie,

spraw by paśli się tym rodacy,

co przez pińcet mieli być zbawieni,

teraz w nędzy są pokrzywdzeni,

i nie chcą widzieć jak Polska się stacza,

jak praca ojców w pył przeistacza.

18 sierpnia 2019

***

Na lotnisku znowu z rana,

moja głowa niewyspana.

Niemoc wielka mnie dopadła,

wena w szpony swe posiadła,

trudy życia codziennego,

czasu wiele chcą do tego.

Dziś do czwartej znów robiłem,

a o szóstej się zbudziłem,

wszystko leży mimo tego,

mam co gasić dnia każdego.

Choroba żniwo też zabiera,

depcze, męczy, poniewiera,

brak mi również zrozumienia,

niszczy to moc mojego lśnienia.

Co ja mogłem, to w życiu dałem,

co umiałem, podarowałem,

pieszczę, ile mogę się do tego,

wtedy innym dam moc dobrego.

PS. Bo dla faceta nic gorszego,

gdy nie może on dać tego,

co ukochana oczekuje,

co się liczy, co ona czuje.

Wtedy często on nie dzwoni,

bo się czuje jak tonący w toni,

robi to co jest konieczne,

choć wie, że nic nie jest wieczne...

28 stycznia 2019

***

W życiu najważniejsze są detale,

często nie myślimy o tym wcale.

Czasem nie ma w nas żadnej refleksji,

potem inni dostają wraz apopleksji.

I mają urazy głęboko schowane,

przez detale niedopowiedziane.

A jak się dużo tego nazbiera,

trzeba odpocząć, bo los nie wybiera.

I gotuje niespodzianki niespodziewane,

które dadzą efekty jeszcze nieznane.

I tak się odwieczny krąg życia kręci,

łapiemy okazje bez większej pamięci.

Powtarzamy błędy i siebie uczymy,

odnajdujemy coś lub coś tracimy,

o najważniejszym przypominamy...

i siłę na nowo zaczynać mamy...

I dlatego...

Życzę z całych sił kochanie Tobie,

byś wszystko znała o swej osobie,

życzę byś promieniała

i co najważniejsze w życiu dostała.

I życzę żebyś kochała bez pamięci,

żebyś wiedziała co naprawdę ciebie nęci.

I żebyś światu to przekazywała,

i żebyś przez to jeszcze lepsza bywała...

Bo ludzie są gotowi dawać dobro i Tobie

lecz czują, jak nie działa coś w Twej osobie.

Dziś taka lekcja jest do przepracowania,

i niech Chrystus moc Tobie swoją odsłania.

31 marca 2018

***

Wiem...

Wiem, gdzie ten piękny ląd,

i gdzie płynie szczęścia prąd,

co uniesie nas do przodu,

ni tam jęku ni zawodu,

wiatr wzbogaci nasze włosy,

deszcz się wplecie piosnką w losy,

odfruniemy w piękna życie,

nie oddamy w kiblu skrycie,

wymienimy się płynami,

wzbogacimy doznaniami,

wszechświat się odsłoni cały,

każdy problem będzie mały,

liny, pejcze i zabawki,

dam ja ci te rozkoszne drgawki,

legniesz z jękiem dopieszczona,

suczość zaśnie dokarmiona,

bo dostaniesz te swoje odczucia,

lodu moment nie będzie uczucia,

kształty twe mnie znów nakręcą,

oczy błyskiem zachęcą i znęcą,

wiem, gdzie jest piękna ląd,

i odnajdę go odchodząc stąd,

ja o niczym innym już nie marzę,

stąd me czyny i potwarze,

zbieram siły, mocnym pozostaję,

choć w dupala raz po raz dostaję,

to w końcu do lądu doczłapię

i rytm tam dzięki Tobie złapię,

przetrwam też kolejne shit-testy,

na nic głupich pizd protesty,

zdepczę wszystkie nocne zmory,

w niebyt pójdą cip humory,

i w uścisku szału się spleciemy,

ramię w ramię cel nasz osiągniemy,

prąd poniesie nas do przodu,

ni tam jęku ni zawodu,

wolność w nosie nam zakręci,

zgoda utuli, gdyż będą chęci,

pięknem się tam otoczymy,

syfu dzieciom nic nie napuścimy,

wiem, gdzie jest piękna ląd,

i gdzie płynie szczęścia prąd,

co uniesie nas do przodu,

ni tam jęku ni zawodu,

do mnie rok jak żywo należy,

wezmę co mi w sercu dzisiaj leży...

8 stycznia 2016

***

Sen mnie wciąż prześladuje...

Królowa lodu tam ciągle króluje,

każdy się boi, nikt nic nie czuje,

wiedźma co ludzkie wszystko zabija,

i cieszy się, gdy radość przemija,

władzę używa dla swojej zabawy,

robiąc te małe niecne złe sprawy.

Ich bin frei...

Endlich frei...

Inni płaczą, inni narzekają,

karki gną, lecz nie uwalniają,

a wiedźma jest tak dumna z tego

jak już zniszczy coś dobrego,

na duszy stara i pomarszczona,

gdy pomiata, to jest spełniona.

Mam tę moc...

Mam tę moc...

Dobry byłem, więc mnie odsunęła,

parol zginała i w końcu dogięła,

kroczek po kroku jak smycz dopinając

i że to nie ona wciąż zarzekając,

na OJOM prawie mnie wprowadziła,

niczym sęp to wszystko zrobiła.

Let it go...

Let it go...

Cieszę się, że Elizę poznałem,

że żebrząc nadzieję dostałem,

że zobaczyłem ciepłą cud-kobietę,

co bije na łeb każdą emzetę,

i uczucia znów wydobędę,

tamę przerwę i spokój zdobędę.

Libre soy...

Libre soy...

I wiersz niestety nie jest o pracy,

jak podzieleni są wszyscy Polacy...

7 grudnia 2015