"Ta książka przyszła do mnie, zanim odważyłam się ją napisać"
Przedmowa
Zanim zaczniesz czytać tę książkę, chcę Ci powiedzieć jedno: to nie jest opowieść tylko o mnie. To jest opowieść o każdym człowieku, który choć raz w życiu musiał wejść w ciemność, żeby odnaleźć własne światło. O każdym dziecku, które marzyło po cichu. O każdej Duszy, która zapomniała, kim jest, a jednak – mimo wszystko – nigdy nie przestała szukać.
Kiedy byłam małą dziewczynką, często zamykałam oczy i widziałam dłoń trzymającą pióro. Takie stare, ptasie, jak z dawnych czasów. Obok był kałamarz. Wtedy jeszcze nie rozumiałam tego obrazu. Wiedziałam tylko jedno: kiedyś napiszę książkę.
Przez wiele lat zadawałam sobie pytania: Po co tu jestem? Jaki jest sens mojego życia? To pióro i kałamarz były odpowiedzią mojej Duszy. Długo jej nie słuchałam. Myślałam: "Nie mam szkół. Nie mam dyplomów. Nie mam talentu. Kim ja jestem, żeby pisać książkę?". Przez lata nosiłam w sobie głosy, które nie były moje. Głosy mówiące, że jestem nieważna, niewystarczająca, że powinnam milczeć.
Dziś, gdy patrzę na to wszystko z perspektywy, widzę to jasno jak słońce: moje największe szkoły były w domu pełnym lęku, w szpitalach, na emigracji, w żałobach i w przebudzeniach. To były moje studia życia. A ból, którego kiedyś tak bardzo się wstydziłam, stał się moim nauczycielem.
Ta książka powstała wtedy, gdy przestałam udawać, że nie słyszę siebie. Gdy przestałam walczyć i bać się swojej historii. Bo prawda jest prosta: nie musisz mieć idealnego życia, żeby opowiedzieć historię. Wystarczy, że masz serce pełne doświadczeń i odwagę, by je otworzyć.
Pisząc te rozdziały, otworzyłam swoje serce. To jest zapis mojego życia – prawdziwego, popękanego, czasem bardzo ciemnego, a czasem jasnego jak pierwsze światło o poranku. Nie będę Cię pouczać, co masz robić. Ta książka jest zaproszeniem do podróży w głąb tego, co czasem boli, a czasem zachwyca. Do zobaczenia, że nie ma przypadkowych spotkań ani pomyłkowych emocji. Każda z nich prowadzi Cię tam, gdzie masz być.
Wierzę, że każdy z nas ma w sobie jedną zatrzaśniętą parę drzwi. Takie, przed którymi stoimy przez lata i nie wiemy, dlaczego nie możemy ich otworzyć. Ja swoje otworzyłam. Znalazłam klucz w miejscu, którego się nie spodziewałam – w sercu, które przez lata po prostu próbowało przeżyć.
Teraz podaję ten klucz Tobie, jak podaje się coś ważnego z rąk do rąk. Delikatnie. Powoli.
Ja otworzyłam swoje drzwi. A teraz zapytam tylko o jedno, prosto z serca:
Czy odważysz się wziąć ten klucz?
Intencja
Zanim postawię pierwsze słowo, otwieram to, co we mnie najczystsze.
Nie piszę dla sławy, lecz dla pamięci Duszy.
Nie dla uznania, lecz dla uleczenia.
Nie dla świata, lecz z miłości do niego.
Niech każde zdanie będzie mostem, który prowadzi z bólu do światła.
Niech każde słowo niesie ukojenie, a każdy, kto je przeczyta, poczuje:
Nie jestem sam.
Proszę, aby ta księga służyła tylko dobru.
Aby budziła, nigdy nie raniła.
Aby otwierała serca, nigdy ich nie zamykała.
Aby trafiała tylko do tych, którzy są gotowi usłyszeć jej szept.
Wszystko, co zapisuję, należy do prawdy mojego życia, do Boga, który mnie prowadził, i do Światła, które mnie ocaliło.
Niech ta księga będzie chroniona Miłością, prowadzona Mądrością i zapieczętowana Łaską.
A jeśli ma dotknąć choć jedno serce, niech to zrobi tak, by przypomniało sobie, że jest ważne, chciane i kochane.
To, co moje – zostaje we mnie.
To, co dla innych – oddaję w darze.
Tak się dzieje.
Tak jest.
I tak zostaje.
Iwona
Do Ciebie, który otworzyłeś tę książkę...
Nie wiem, co przeszedłeś.
Nie wiem, co jeszcze dźwigasz ani gdzie w sobie nosisz zmęczenie.
Ale wiem jedno:
Jeśli trzymasz tę książkę w dłoniach, to znaczy, że jakaś część Ciebie już powiedziała:
"Chcę inaczej. Chcę lżej. Chcę prawdziwie".
Pisałam te słowa nie jako ktoś, kto wszystko wie, ale jako ktoś, kto długo szukał światła po omacku.
Kto ratował wszystkich, aż zapomniał o sobie.
Kto upadł, bo nie miał już jak udawać, że stoi.
I kto w tym upadku odkrył, że ziemia też potrafi kochać, bo to właśnie wtedy można się od niej odbić.
Ta książka nie powie Ci, kim masz być.
Ona tylko szepnie:
"Jesteś już wystarczający. Możesz odpocząć. Możesz zacząć od siebie".
Jeśli odnajdziesz tu choć jedno zdanie, które sprawi, że poczujesz się mniej samotny – moja misja się wypełniła.
Nie musisz naprawiać świata.
Wystarczy, że w końcu dotkniesz siebie z czułością.
Narodziny
To nie była noc bohaterstwa.
To była noc przetrwania.
Ale przetrwanie też jest modlitwą.
Cichą.
Skuteczną.
A ta dziewczynka – choć sama jeszcze o tym nie wiedziała – przyszła na świat nie po to, aby ginąć w ciemności.
Przyszła, aby ją opisać.
I zamienić w drogę dla innych.