Gazetowy sabotaż. Róża na tropie - Hannah Peck

Kup ebooka

29.90 zł
21.74 zł (21,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Róża przeżywała jeden z najfajniejszych dni w swoim życiu. Tata zrobił jej urodzinową niespodziankę i zabrał wraz z Rupertem do miasta. Po porannym spacerze szerokimi ulicami, przy których rosły drzewa, a na ich gałęziach pyszniły się wielokolorowe jesienne liście, oraz po wizycie w Muzeum Alg Morskich, do którego mama nadesłała niedawno swoje najnowsze znaleziska, tata oznajmił, że ma jeszcze jedną atrakcję, i wręczył Róży bilet.

Róża słuchała teraz jak zaczarowana Jerzego, miłego mężczyzny ubranego w poplamiony atramentem kombinezon roboczy. Róża, Rupert i tata znajdowali się wśród niewielkiej grupki zwiedzających, którzy podążali za Jerzym przez podziemia zastawione naoliwionymi maszynami drukarskimi i krzyżującymi się pasami transmisyjnymi, słuchając jego objaśnień. Wszyscy mieli na głowach specjalne czapki z logo "Perspektyw", przez co wyglądali zabawnie, ale Róża była zbyt uradowana, żeby przejmować się swoim wyglądem. Nie mogła uwierzyć, że przebywa w budynku, w którym Katarzyna Rodrigo, jej jedyna prawdziwa idolka i mistrzyni, stworzyła swoje słynne reportaże.

- Gazetę drukuje się tutaj - mówił Jerzy. - Przychodzi do nas z najwyższych pięter, gdzie jest składana przez dziennikarzy i Filomenę Miłomieyską, właścicielkę "Perspektyw". - Jerzy zatrzymał się i zabębnił palcami po obudowie największej z maszyn. - A to nasza gwiazda: Janina.

Róża musiała odchylić głowę do tyłu, żeby objąć wzrokiem olbrzymią prasę drukarską. Wielka jak dom Janina, otoczona metalowymi stopniami, platformami oraz wielgaśnymi pojemnikami farby drukarskiej, górowała nad otoczeniem.

- Pięć ton solidnego metalu i trzydzieści siedem pasów transmisyjnych. - Jerzy aż promieniał. - Od siedemdziesięciu lat nie miała wolnego dnia; co noc dla całego miasta drukuje świeże gazety, które w ciągu kilku sekund trafiają prosto do naszych furgonetek, rozwożących je następnie do punktów sprzedaży. - Pokazał zestaw znikających w ścianie pasów transmisyjnych i rur.

- Zasłużyła sobie na urlop! - zawołał ktoś z tłumu.

- Janina nie ma paszportu - odparł Jerzy z uśmiechem. - I jest przymocowana do posadzki. A teraz... kto chciałby wcisnąć guzik i zobaczyć, jak pracuje pełną parą?

Rupert zamachał ogonkiem i wykonał kilka tanecznych podskoków. W takich chwilach Róża zawsze uświadamiała sobie, dlaczego są najlepszymi przyjaciółmi.

- Doskonale! - Jerzy znowu się rozpromienił i podniósł Ruperta na dłoni, tak by ten znalazł się na wysokości dużego, lśniącego przycisku.

Janina ożyła z cichym szumem, z początku dźwignie pracowały powoli, potem coraz szybciej.

- Zaczyna się! - zawołał Jerzy, starając się przekrzyczeć hałas.

Róża patrzyła zafascynowana, jak z otworu gębowego Janiny wypadają płachty papieru, obracają się w koło, w górę i w dół, fruną aż pod sufit... po czym układają się u jej stóp w schludny stosik nowiutkich jutrzejszych "Perspektyw".

- Proszę, niech każdy weźmie sobie gazetę! - powiedział Jerzy. - Na koszt firmy! Jesteście pierwszymi czytelnikami tego ekskluzywnego porannego wydania. Oto gazeta specjalnie dla was.

- To dziwne - zauważyła Róża, przyglądając się uważnie swojemu egzemplarzowi. - Mam tu wydrukowane coś... sama nie wiem... - Obróciła gazetę. - Wygląda trochę jak banan.

Ale Rupert nie zwracał na nią uwagi. Siedział na jednej z rur i wpatrywał się w zamieszczone w gazecie zdjęcie dziewczynki. Miała lśniące czarne włosy i uśmiechała się szeroko, prezentując puszkę kociej karmy Premium.

- Chyba ją poznaję - powiedziała Róża. - Czy to nie ona napisała w zeszłym roku ten słynny artykuł?

Rupert skinął łebkiem.

- O tym, co dzisiejsze dziecięce gwiazdy będą nosić jutro jako osoby dorosłe.

- Skąd wiesz? - zapytała Róża.

Rupert wywrócił ślepkami.

- Przecież to Franciszka Miłomieyska, siostrzenica Filomeny Miłomieyskiej!

- Przygotowuje się do roli w swoim pierwszym filmie - dodał tata, wyrastając nagle u boku Róży.

- Wy dwaj i wasze czasopisma o celebrytach! - Róża się roześmiała. - Może sobie być cudownym dzieckiem, ale jedno mnie zastanawia: jak udaje jej się cokolwiek zrobić, skoro wprost tonie w falbankach i żabotach!

- To istotnie krępuje ruchy - przyznał Rupert.

- Proszę rozpiąć kombinezony! - zawołał erzy, zdejmując swój kombinezon, pod którym ukazał się taki sam, tyle że odrobinę czyściejszy. - Idziemy do pokoju dziennikarzy. Pora ich poznać!

Rupert powędrował do kieszeni Róży, a ona sama ruszyła wraz z resztą grupy w kierunku pomalowanych na złoto drzwi znajdujących się z tyłu Janiny. Rozsunęły się z cichym szelestem, ukazując wnętrze nowoczesnej windy z mnóstwem lśniących przycisków. Jerzy wcisnął właściwy przycisk i winda porwała ich w górę.