Gasnące spojrzenie - Amelia Kamecha

Kup ebooka

36.35 zł
30.17 zł (36,35 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Sobota

Wrześniowy dzień, 6 września 2024 roku był bardzo ciepły i słoneczny. Festyn w miasteczku Zanmost był zaplanowany na godzinę osiemnastą. Takie wydarzenia nieczęsto gościły w tym mieście, ale po paru latach Burmistrz się postarał i ściągnął kilka zespołów, i to nie byle jakich. Chciał, żeby mieszkańcy rozerwali się trochę. No i zbliżały się wybory.

Obserwował ją od dwóch godzin, podobała mu się. Spośród tylu kobiet wybrał właśnie ją. Coś go w niej zachwyciło, coś czego nie miały inne kobiety. Była bardzo atrakcyjna. Jej długie blond włosy sięgały prawie do ramion. Tańcząc, poruszała się tak delikatnie, że rozbudziła w mężczyźnie erotyczne fantazje. Coraz bardziej mu się podobała, coraz bardziej się podniecał. Zapragnął jej ciała, jej zapachu i głosu. Dopadł ją, gdy poszła za potrzebą.

Koleżanka chciała jej towarzyszyć, ale Wiktoria odmówiła, widząc, jak randkuje z Oliwierem. Poszła tam, gdzie zawsze, gdzie chodziły wszystkie dziewczyny. Szła kawałek piaskową drogą, była wypita. Następnie skręciła w boczną drogę, gdzie napotkała dwie dziewczyny palące papierosy. Postanowiła iść jeszcze dalej i zatrzymać się dopiero wtedy, gdy już straci z pola widzenia owe panie. Bujało nią trochę, ale trzymała się na nogach. Gdy już skończyła, naciągnęła dżinsową spódnicę, zapięła guzik i poprawiła bluzkę. Następnie wyjęła z kieszeni papierosy i zapalniczkę. Wtedy poczuła zapach perfum, bardzo silny zapach męskich perfum.

Obróciła głowę w bok i ujrzała wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Zamarła ze strachu. Rzucił się na nią. Jedną ręką zakrył jej usta, żeby nie krzyczała. Następnie zaczął ją ciągnąć piaskową drogę. Gdy już znajdowali się daleko i wiedział, że to miejsce będzie bezpieczne, przytulił się do niej i szepnął do ucha:

- Bądź cicho, a nic ci się nie stanie.

Kobieta skinęła głową, że rozumie. Rzucił ją na burtę porośniętą trawą i tam zamierzał wykonać swój plan. Położył się na niej. Jedną ręką dobierał się do jej ciała, które było zakryte spódnicą i stringami, drugą podtrzymywał jej brodę i całował usta. Następnie zadarł jej krótkie przykrycie do góry. Teraz droga do celu była prostsza. Mężczyzna nabrał większej ochoty na jej ciało, podobało mu się. Światło z lampy, która znajdowała się spory kawałek od nich, delikatnie oświetlało twarz i ciało kobiety.

Gdy było już po wszystkim, mężczyzna wstał i podciągnął spodnie. Po tym jak doprowadził się do porządku, pochylił się nad ofiarą i pomógł jej wstać. Kobieta była roztrzęsiona, włosy miała rozczochrane i pozostawała półnaga.

- Pomogę ci się ogarnąć - szepnął jej do ucha, tak jakby się bał, że zaraz ktoś nadejdzie. -Byłaś cudowna, wspaniała...

Wiktoria była w szoku, nie wierzyła w to, co ten człowiek mówił. Nigdy nie słyszała od nikogo takich słów - od żadnego kochanka, a nawet męża. Tymczasem człowiek, który właśnie ją zgwałcił, przez którego czuła ból, który ją poniżył, powiedział takie słowa. Pomógł jej się ubrać i doprowadzić do porządku, następnie przytulił ją mocno do siebie, pocałował w usta i powiedział:

- Słuchaj teraz, co ci powiem. Ja pójdę pierwszy, a potem ty. Jeżeli to zgłosisz, to bądź pewna, że dorwę twego mężusia i moi kumple go załatwią. A zresztą kto ci uwierzy. Powiem, że sama chciałaś.

- Nikomu nie powiem - odpowiedziała kobieta.

- Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy. Bądź cierpliwa, znajdę cię, a teraz muszę lecieć.

Wiktoria widziała, jak gwałciciel się oddala. Wyczuła, jak zapach perfum ulatnia się wraz z tym człowiekiem. Wiedziała, że nie może wrócić na festyn. Bała się, że Kacper się domyśli, że pozna po rozdartym ubraniu, po zapachu perfum na jej ciele i rozczochranych włosach. Obawiała się, że się domyśli, iż została zgwałcona. Odczekała jeszcze chwilę i udała się w kierunku domu.

Gdy już doprowadziła się do porządku, zaczęła rozważać, gdzie ukryć podartą bieliznę. Postanowiła włożyć ją do szuflady swojej szafki i jutro wyrzucić do śmieci. Kładąc się do łóżka, wzięła telefon do ręki i zadzwoniła do męża, by powiedzieć mu, że jest już w domu, bo źle się poczuła.

5

Oliwier zawziął się na Kornelię i postanowił, że nie odezwie się do niej pierwszy za to, że go tak ostatnio potraktowała. Nie mógł uwierzyć, że wyprosiła go z domu i się mu postawiła. Sam już nie wiedział, czemu z nią jest. Tak naprawdę nigdy jej nie kochał i był z nią tylko z przyzwyczajenia. Nawet odpowiadało mu to, że Kornelia się poniża i ugania za nim. Chociaż czasami chciałby uwolnić się od niej, uciec jak najdalej i naprawdę się zakochać w jakiejś fajnej dziewczynie. Gdyby nie znajomi, już dawno by to zrobił. Ale to oni zawsze powtarzali, że to dobra dziewczyna i takiej nigdzie nie znajdzie, więc słuchał ich i się męczył.

Oliwier był wysokim, dobrze zbudowanym facetem o piwnych oczach. Miał hopla na punkcie siłowni. Wiedział dobrze, że jest uzależniony od ciągania tego żelastwa. Każdego dnia musiał odwiedzić siłownię i spędzić tam przynajmniej z dwie godziny. Kiedyś, gdy uszkodził ścięgno w ramieniu i musiał zrobić sobie przerwę, o mało nie oszalał z nerwów. Kornelia tłumaczyła mu, że musi zregenerować, aż uraz się zagoi, a potem powoli i stopniowo znów będzie mógł zacząć ćwiczyć. Na początku jej słuchał, ale potem zaczął się na niej wyżywać. Ona jednak nic sobie z tego nie robiła, tylko starała się być dla niego miła i posłuszna. Gdy byli gdzieś na imprezie, pilnowała go jak oka w głowie. Jeśli jakaś panienka próbowała go uwieść, odganiała ją, pyskując. Zawsze używała tych samych słów - "Zjeżdżaj stąd suko, bo oberwiesz". Czasem potrafiła też ścisnąć za rękę lub uszczypnąć, a nawet i kopnąć.

Było już południe. Do końca pracy zostały mu jeszcze dwie godziny. Zaczął powoli sprzątać magazyn. Nie miał tam za wiele pracy, tylko pozamiatać i zmyć podłogę. Oliwier pracował w hurtowni elektrycznej. Lubił doradzać klientom. Nigdy nie podobało mu się wciskanie czegoś na siłę, bo sam też nie cierpiał, gdy ktoś mu coś wciskał na chama.

Jego zmienniczka miała przyjść za niecałe dwie godziny. Nie spieszył się więc za bardzo z robotą. Przez uchylone drzwi spoglądał, czy w hurtowni jest dużo klientów. Na szczęście były tylko trzy osoby. Mietek z Martą doskonale sobie radzili i nie potrzebowali pomocy. Gdy już zrobił swoje i miał zamiar wejść do łazienki, usłyszał, że ktoś go woła. Nie był pewny, czy to do niego były skierowane te słowa. Odwrócił się przez ramię i w drzwiach magazynu dostrzegł młodą kobietę. Na oko była od niego młodsza z piętnaście lat.

- Dzień dobry panu - powiedziała, uśmiechając się.

- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - zapytał zdumiony jej urodą.

- Bo widzi pan, ja szukam ładnej lampki nocnej dla mojego taty. Czy może mi pan pomóc?

- Tak, oczywiście. Zapraszam.

Oliwier zaprowadził kobietę do regału z lampkami i zaczął jej pokazywać tylko te najładniejsze. Ale kobiecie nic nie odpowiadało i żadna jej się nie podobała. Zamiast przyglądać się przedmiotom, ciągle zerkała ukradkiem na Oliwiera.

- Wie pani co, ja już nie wiem. Nic pani nie odpowiada, to może w innej hurtowni coś pani wybierze. Na ulicy Warszawskiej też mają takie rzeczy.

- Tak wiem, już tam byłam, ale nic ciekawego nie wpadło mi w oko. Ale mi tak naprawdę to nie chodzi o żadną lampkę. - Kobieta wyjęła z kieszeni wizytówkę i wcisnęła w dłoń Oliwiera. - Bo widzi pan, ja często was odwiedzam, ale pan zawsze był taki zajęty i nigdy nie zwracał na mnie uwagi. Jeżeli będzie pan miał ochotę na kawę, to proszę zadzwonić.

Oliwier aż zbladł ze zdziwienia i nie zdążył nawet nic odpowiedzieć na jej słowa, gdyż kobieta szybkim krokiem udała się ku wyjściu.

Emilia dalej źle się czuła. Nie chciała zawracać głowy synowi, wiedziała, że ma dużo pracy. Postanowiła, że uda się do lekarza i poprosi, żeby zrobili jej badania (przede wszystkim serca).

Pogoda była dziś słoneczna. Starsza pani lubiła ciepło. Gdy lato się kończyło i zbliżała się jesień, dopadało ją zawsze przygnębienie. Nie lubiła jesieni, a najbardziej wiatru i opadających liści.

Emilia nałożyła swoją długą sukienkę w róże. Lubiła ją. Kiedyś na urodziny dostała ją od swojego męża. Zamknęła drzwi na klucz i udała się chodnikiem w kierunku przychodni.

Młody lekarz spojrzał na kobietę. Po wyglądzie wiedział, że coś niedobrego się z nią dzieje. Zbadał jej serce i ciśnienie. To, na co użalała się kobieta i to, co wykazały badania potwierdziło, że miała zawał parę dni temu i nawet o tym nie wiedziała.

- Muszę panią położyć do szpitala. Miała pani przechodzony zawał.

- Jak to zawał? Wprawdzie czułam się źle, ale zawał? Co pan doktor mówi.

- Tak. EKG to wykazało. Bo widzi pani, czasem tak jest, że nie wiemy nawet o tym, że coś niedobrego się zadziało w naszym organizmie. Ale proszę się nie denerwować, wszystko będzie dobrze.

- Czy ja umrę, panie doktorze?

- Wszystko będzie dobrze. Proszę, tu skierowanie i jak najszybciej trzeba udać się do szpitala na oddział.

- Dobrze i dziękuję.

- Do widzenia pani. I proszę o siebie dbać.

Kobieta wyszła do poczekalni i usiadła na krześle. Nie czuła się dobrze. Strach dopadł ją jeszcze bardziej. Bała się o swoje życie i tego, że może nie zobaczyć już ukochanego syna. W pewnej chwili pomyślała, żeby zadzwonić do niego, ale po niedługim namyśle zrezygnowała. Nie chciała go denerwować. Gdy już trochę lepiej się poczuła, wstała i udała się ku wyjściu.

Emilia weszła do sklepu z odzieżą i kupiła najpotrzebniejsze rzeczy, a następnie udała się w kierunku szpitala. Starszy lekarz przyjął ją na oddział. Był dla niej bardzo miły i wszystko jej wytłumaczył. Kobieta trafiła do trzyosobowej sali, gdzie przebywały już dwie kobiety w podobnym wieku. Łóżko Emilii znajdowało się przy samym oknie. Nawet się ucieszyła, bo lubiła obserwować ludzi, ale najbardziej ptaki. Uwielbiała gołębie. Lubiła na nie patrzeć i słuchać, jak gruchają. Kiedyś, gdy była mała, jej babcia hodowała te ptaki. Emilia nawet zaprzyjaźniła się z jednym z nich. Nazywała go Rubin. Pewnego razu ptak wpadł do studni i utopił się. Emilia bardzo to przeżyła. Gdyby nie babcia, wskoczyłaby za nim, chcąc go ratować. Jego odejście mocno ją przygnębiło i ciągle biegała do tej studni i wołała go, myśląc, że wyfrunie stamtąd i dalej będzie przy niej. Babcia obawiała się o życie wnuczki i kazała zrobić dziadkowi drewnianą pokrywę, którą zamykano na kłódkę.

Emilia zapoznała się z pacjentkami i położyła się na łóżku. Chciała odpocząć. Wiedziała, że niedługo przyjdą po nią i zabiorą na badania. Pomyślała o mężu, zamknęła oczy i zasnęła.

Artur spojrzał na Jacka. Zauważył, że nawet ładnie wychodzi mu malowanie liter na nagrobku. Robił to dokładnie tylko wtedy, gdy nie był na kacu. Po ostatniej rozmowie wierzył, że się ogarnie, i chyba podziałało.

- Szpachel, co tak mi się przyglądasz?

- No widzę, że wyglądasz w miarę i chyba nie chlałeś wczoraj. Ale oczy? - Spojrzał ponownie na kolegę i zaśmiał się pod nosem sam do siebie.

- A co z nimi nie tak? - zapytał Jacek zdziwiony.

- Masz takie spojrzenie jak koza.

- Ja pierdolę, a to wymyśliłeś. Może jak u capa?

- Nie jaraj tego gówna, to nie będę się czepiał.

Jacek już nic nie odpowiedział na te słowa. Dobrze wiedział, że on ma rację.

- Zrobić kawę? - Jacek zmienił temat.

- Dobra, to zrób, a ja zobaczę, jak Piotrek sobie radzi, i czy dużo mu jeszcze zostało szlifowania.

Wszedł na halę. Widział, jak kolega wkłada swoje starania w ten zimny, błyszczący kamień. Nie lubił, kiedy Szpachel się czepiał i zwracał mu uwagę, więc starał się tak go wygładzić, żeby nie wymagał żadnych poprawek. Stał i przyglądał się przez pewien czas Piotrkowi i gdy już miał zamiar udać się ku wyjściu, mężczyzna wyłączył maszynę.

Redaktor Magdalena Węcławik

Redaktor Agnieszka Domagała

Korektor Agnieszka Domagała

Projektant okładki Sztuczna inteligencja

? Amelia Kamecha, 2026

? Sztuczna inteligencja, projekt okładki, 2026

W parku w mieście Zanmost zostaje zamordowana młoda kobieta przez alkoholika o pseudonimie Kacy. Przypadkowy mężczyzna był świadkiem popełnionej zbrodni, której przyglądał się, nie reagując pomocą. Mężczyzna po tym zdarzeniu zapragnął uśmiercania bezbronnych kobiet. Kim był zagadkowy mężczyzna. Czy policji uda się powstrzymać mordercę naśladowcę?

18+

ISBN 978-83-8440-493-5

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero