Zgrupowanie Kruk-Śmigli
Noc z 7 na 8 września... Już od godzin wieczornych przecinającymi
antoniowskie lasy drogami ciągnęła piechota, wozy amunicyjne, biedki z karabinami maszynowymi, działa. Zmęczeni żołnierze, w porozpinanych
bluzach, często z zawieszonymi na szyjach karabinami, maszerowali
ciężko. Czasem na cichy rozkaz podoficerów kilkunastu podrywało się i ruszało szybciej, by popchnąć grzęznące w piachu siedemdziesiątkipiątki.
Nie chcieli ich stracić. Niedawny bój pokazał, co można dzięki nim
osiągnąć, znali cenę artyleryjskiego wsparcia.
Szli od Piotrkowa prawie bez wytchnienia. W przytępionym zmęczeniem
mózgu jeszcze pozostały obrazy walki: kilkakroć cofający się pod ich
ogniem wróg, pozostające na przedpolu, ogarnięte płomieniami czołgi z czarnymi krzyżami, serie ucinające okrzyki śmiertelnego przerażenia...
Mimo to ulegli. Ugięli się pod nawałą ognia i żelaza, musieli się cofać,
odskoczyć w lasy z szosy, którą potoczyły się pancerne kolumny
nieprzyjaciela.
W dali słychać grzmot dział. Głowy zaprząta uparta myśl -?co dalej? Co
dalej? Piechurzy oglądają się, szukają wzrokiem dowódców drużyn,
plutonów; znajdują ich: idą z nimi, tak samo mieszając butami kurz
leśnej drogi.
Kolumna wlewa się na niewielką polanę. Na jej krańcu, pod przeciwległą
ścianą wysokopiennego lasu, ciemnieją sylwetki zabudowań; to gajówka.
Czoło kolumny zatrzymuje się, małe zamieszanie, ciche rozkazy. Żołnierze
ożywiają się -?wreszcie chwila odpoczynku. Biwak, normalny wojenny
biwak. Chociaż pobici, są przecież wojskiem. Z nadzieją wypoczynku
powraca nadzieja na lepsze.
Oficerowie rozmieszczają oddziały, pilnują maskowania, wyznaczają
czujki, ubezpieczenia i warty. Skrzypi żuraw studzienny, wozy, działa i ludzie wtapiają się w cień drzew.
Jeszcze kilka razy w ciągu tej nocy polana ożywała. To dołączały
zagubione i spóźnione oddziały. Te też szybko wchłaniał mrok lasu.
Wojska, które zebrały się w lesie pod Antoniowem, były największym
zorganizowanym oddziałem działającym potem na tyłach niemieckich, na
obszarze obejmującym północną część dzisiejszego województwa
kieleckiego. Było to zgrupowanie pod dowództwem podpułkownika
dyplomowanego Jana Kruk-Śmigla, dowódcy 85 pułku piechoty.
Jaka jest historia tego zgrupowania?
85 pułk piechoty, organiczny oddział 19 Dywizji Piechoty, wchodził w skład północnego zgrupowania armii odwodowej "Prusy", którą nieudolnie
dowodził generał Stefan Dąb-Biernacki. Prócz 19 Dywizji w zgrupowaniu
były również: 13 i 29 Dywizje Piechoty, Wileńska Brygada Kawalerii, 1
batalion czołgów lekkich 7 TP i 2 pociągi pancerne.
Po ciężkich walkach pod Piotrkowem i Tomaszowem Mazowieckim w dniach 5-6
września zgrupowanie zostało rozbite. Zapadła więc decyzja o jego
odwrocie za Wisłę. Odwrót wyznaczony został wzdłuż południowego brzegu
Pilicy w kierunku przeprawy przez Wisłę pod Maciejowicami i Dęblinem.
Dramatyczny był jego przebieg; pod gęstym ogniem artylerii, pod
naciskiem okrążających zgrupowanie szybkich jednostek niemieckich,
głównie 1 i 4 Dywizji Pancernych, żołnierze przedzierali się z niesamowitym wysiłkiem.
Przez cały dzień 7 września wojska zbierały się w lasach wokół leżących
na prawym brzegu Pilicy Brudzewic, w prostej linii na wschód od
Tomaszowa Mazowieckiego. Dalej droga odwrotu miała prowadzić w prostej
linii na wschód, przez miejscowość Odrzywół, w rejon Ulowa, Drążna i Drzewicy.
Późnym popołudniem 7 września wąską, leśną drogą prowadzącą w kierunku
Odrzywołu ruszyły pomieszane ze sobą tabory i przypadkowe oddziały 13,
19 i 29 Dywizji Piechoty. W nocy wybuchła strzelanina. Ogarnięta paniką
część ciągnących lasem oddziałów poszła w rozsypkę.
W dniu 8 września wcześnie rano przez Odrzywół przeszły sztaby
wycofujących się polskich dywizji. Za nimi maszerowały oddziały
piechoty, nieco artylerii i saperów, wszystko gruntownie przemieszane,
wykrwawione, zmęczone. Około godziny 9 jednostki niemieckiej 13 Dywizji
Piechoty zmotoryzowanej, posuwającej się od Opoczna w kierunku na Klwów,
dotarły pod Odrzywołem do drogi Brudzewice-Klwów. Drogą tą maszerowały
na wschód oddziały polskie. Doszło do bezładnej, ale zaciętej walki,
która przeciągnęła się do godzin popołudniowych. Ponosząc ciężkie
straty, część oddziałów przebiła się na prawy brzeg rzeki Drzewiczki, tu
jednak znowu pojawiły się pancerne zgrupowania niemieckie, które rozbiły
ostatecznie 19 i 29 dywizję.
Jedynie 13 Dywizja zdołała częściowo zebrać się w lasach pod Ulowem, a później dotrzeć do Wisły. W dniu 11 września, po stoczeniu pod
Ryczywołem zwycięskiej potyczki z niemieckim oddziałem
pancerno-motorowym, w której zniszczono około 30 pojazdów przeciwnika,
resztki 13 Dywizji, zachowując porządek marszowy, przeszły na wschodni
brzeg Wisły.
Rozkazy wycofania się nie dotarły jednak wszędzie na czas wskutek
zdezorganizowania łączności. Resztki oddziałów 19 Dywizji Piechoty,
która poniosła ciężkie straty pod Piotrkowem, nie zdołały więc przybyć w rejon Brudzewic. Pozostały na tyłach niemieckich. Niektóre z nich nie
poddały się nastrojom paniki i zachowały sprawność bojową.
Na południe od Inowłodza, w lasach niedaleko wsi Antoniów i Dęba, w trójkącie Tomaszów Mazowiecki -?Opoczno -?Rawa Mazowiecka, zebrały się:
77 pułk piechoty bez kompanii zwiadu, drugi batalion z 85 i pierwszy z 86 pułku piechoty, czwarty dywizjon 19 pułku artylerii lekkiej i część
taborów Wileńskiej Brygady Kawalerii. W sumie było 5 pełnych batalionów
i 15 dział. Dowództwo nad całością objął ppłk Jan Kruk-Śmigla.
Dawno minęła północ, ale gajówka nie spała. Uchylane często drzwi
rozbłyskiwały na moment smugą światła, zapalającą iskry na bagnecie
wartownika. Obszerną izbę, której okna szczelnie zawieszono kocami,
wypełniało kilkunastu ludzi. Naftowa lampa jasno oświetlała jeden koniec
długiego stołu i leżącą na nim mapę, nad którą pochylali się w skupieniu
dwaj oficerowie z dystynkcjami podpułkowników na naramiennikach. Przy
drugim końcu stołu trzej inni rozmawiali szeptem, jeden z nich, kapitan,
szybko notował coś w notesie. Reszta oficerów, rozrzucona grupkami po
kątach obszernej izby, stała milcząc. Niektórzy pozsuwali z czoła
ciemne, jakby ciążące im teraz hełmy, nachylający się nad mapą
poprawiali nerwowym ruchem wpijające się w kark skórzane rzemienie od
Visów. Na stosie zrzuconych na ławę lornetek i potowych toreb leżały
czyjeś dwie rogatywki.
W półmroku nawet widać było, jak bardzo zmęczone twarze mieli zebrani tu
ludzie. Jedynie oczy zachowały nieco żywości.
Czekali teraz na podjęcie decyzji, tej, którą będą musieli zanieść swoim
zmęczonym żołnierzom. Tej, która miała rozstrzygnąć -?co dalej.
Pochyleni nad mapą pułkownicy wyprostowali się. Twarze oficerów zwróciły
się w ich stronę.
-?Panowie oficerowie! -?głos podpułkownika Kruk-Śmigla poderwał
zebranych na baczność. -?Po rozważeniu sytuacji i naradzie z podpułkownikiem Gąsiorkiem -?tu wskazał na stojącego obok siebie dowódcę
77 pułku piechoty -?dowództwo nad całością obejmuję ja. Od tej chwili
wszyscy podlegają moim rozkazom i ja ponoszę za nie odpowiedzialność.
Pozostajemy zorganizowaną jednostką Wojska Polskiego i będziemy
prowadzić działania bojowe stosownie do zaistniałych warunków i możliwości. Nie ma mowy o kapitulacji! Proszę o przekazanie tego w pododdziałach!
W głosie mówiącego zabrzmiał stanowczy ton. Oficerowie, ciągle w postawie na baczność, słuchali go z napiętą uwagą.
-?Siadajcie, panowie, przystępuję do omówienia sytuacji -?podjął po
chwili podpułkownik. -?Nie ukrywam, że jesteśmy w położeniu trudnym, ale
nie znaczy to, że w beznadziejnym. Prawdopodobnie nieprzyjaciel na razie
nie wie o naszym zgrupowaniu, w związku z czym nie należy spodziewać się
bezpośredniego uderzenia. Na jakiekolwiek rozkazy z dowództwa armii nie
możemy w ogóle liczyć, nie wiadomo nawet, gdzie ono się znajduje.
Prawdopodobnie uważają nas za straconych. Nie widzę zresztą żadnych
możliwości nawiązania łączności, tym bardziej że i z tamtej strony nikt
się o to nie zatroszczył. Jedno jest tylko pewne: armia wycofuje się w kierunku Wisły.
Na twarzach słuchających oficerów malował się wyraz głębokiej zadumy i rozgoryczenia. Nie tak dawno przecież ruszali na wojnę i chociaż wielu
zdawało sobie sprawę z ogromnej dysproporcji sił, nikt nie przypuszczał,
że tak nagle spadnie na nich klęska, że pójdą w rozsypkę całe oddziały,
że wezmą w łeb sztabowe kalkulacje... Podpułkownik Kruk-Śmigla na równi
z nimi przeżywał skutki doznanego wstrząsu, ale poczucie dyscypliny
kazało mu zachować spokój i rozwagę nawet w tym zgoła osobliwym
położeniu. Mieli jeszcze broń, amunicję, mogli oddalić widmo niewoli,
nie przyglądając się biernie poczynaniom wroga.
-?Marsz na wschód jest niemożliwy -?ciągnął podpułkownik. -?Wszystko
wskazuje na to, że zostaliśmy wyprzedzeni przez nieprzyjaciela i odcięci
na jego tyłach. Moja decyzja: zatrzymać się w dotychczasowym rejonie,
rozpoznać dokładnie położenie i przystąpić do działań na zapleczu
Niemców -?głos oficera nabrał twardszych akcentów. -?Proszę przygotować
raporty o stanie ludzi, wyposażeniu i uzbrojeniu, zapasach amunicji,
żywności i furażu. Zwracam uwagę na potrzebę zachowania porządku w oddziałach. Czy są pytania? Słucham.
Teraz odprawa potoczyła się zwykłym trybem. Oficerowie charakteryzowali
stan swoich pododdziałów, pytali o szczegóły działania, zgłaszali swoje
propozycje. Czas mijał, w izbie zgęstniało powietrze, lampa przygasła...
W pewnym momencie otworzyły się drzwi, wszedł podporucznik w towarzystwie sierżanta.
-?Panie pułkowniku! -?formułę meldunku oficera powracającego z patrolu
poprzedziło głośne stuknięcie obcasami. Pułkownik skinął głową.
-?Meldujcie.
-?W bezpośrednim sąsiedztwie naszego zgrupowania nie ma wojsk
nieprzyjaciela. Na drogach, szczególnie w kierunku Opoczna, ruch
zmotoryzowanych oddziałów niemieckich. Według relacji ludności Opoczno
zajęte. Na nasze oddziały nie trafiłem, spotkałem jedynie kilkunastu
żołnierzy, którzy przyszli tu ze mną. Twierdzą, że są z 29 Dywizji.
Sierżant -?wskazał na podoficera -?nawiązał ponadto łączność z taborami.
-?Skąd one są?
-?Z Wileńskiej Brygady, panie pułkowniku -?wyjaśnił sierżant. -
Niedaleko stąd, jakieś trzy kilometry na wschód, pod Dębą. Są w porządku, dowódca prosi o rozkazy.
Podpułkownik z zainteresowaniem wysłuchał meldunku podoficera.
-?Dziękuję -?rzekł w końcu. -?Możecie odejść. A pan -?zwrócił się do
podporucznika -?będzie jeszcze potrzebny.
Zamyślony postąpił kilka kroków wzdłuż izby, przystanął i zdecydowanym
głosem zwrócił się do oficerów:
-?Panowie, rozkazuję zatrzymać się na miejscu do następnego wieczora.
Zmienimy miejsce postoju, kiedy się ściemni. Z całym naciskiem
podkreślam konieczność dokładnego maskowania! Żadnych ogni, zbędnego
kręcenia się. Proszę dobrze ukryć działa i dopilnować czyszczenia i przeglądu broni; żołnierz ma wypocząć. Małe patrole rozesłać do
okolicznych wsi po żywność, ale żadnych rozmów o nas! Całością zajmie
się pan, kapitanie -?wskazał na jednego z oficerów. -?Proszę również
porozumieć się z dowódcą taborów Wileńskiej Brygady. Ma pozostać w ukryciu w ciągu dnia, wieczorem otrzyma dalsze rozkazy. Chwilowo małymi
oddziałami będziemy niepokoić Niemców, a w dogodnym dla nas momencie
uderzymy całością sił. Na razie będziemy dokładnie rozpoznawać obszar
między Opocznem, Inowłodzem, Rzeczycą i Studzianną. Szczegółowe rozkazy
będą wydawane na bieżąco. Żadnych działań na własną rękę, patrole mają
unikać walki, otwierać ogień w ostateczności, oszczędzać amunicję. To
wszystko, dziękuję panom. Proszę rozejść się do oddziałów.
Odprawa była skończona. Oficerowie wychodzili grupkami. Na dworze lekko
szarzało, noc miała się ku końcowi.
Wieczorem 8 września oddział Kruk-Śmigla przeszedł w głąb lasu. W taborach Wileńskiej Brygady Kawalerii znalazła się kasa brygady z zawartością 200 tysięcy złotych. Pieniądze te przeznaczono na zakup
żywności i furażu.
Zgrupowanie, starannie maskując rejon biwaku, pozostało na nowym miejscu
przez trzy dni, do 11 września.
Ostatnie niemieckie oddziały frontowe przeszły przez te tereny 10
września. Tak więc zgrupowanie znalazło się na tyłach operujących nad
Wisłą wojsk niemieckich.
Podpułkownik Kruk-Śmigla nie zamierzał długo pozostawać bezczynnie.
Planował rychłe wypady i zasadzki. Gęsto rozrzucone patrole zbierały
informacje i rozpoznawały teren.
Ludność okolicznych wsi z pewnym zdumieniem, ale i z radością witała
polskie mundury na szlaku, którym przewaliły się już dywizje wroga.
Dostarczała informacji o ruchach wojsk niemieckich, przewodników, a spośród młodzieży wiejskiej zgłaszali się nawet ochotnicy do szeregów.