Garścina słów - Marcin Szymański

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

czarna uchwała

przyszli w czerni

nie pytali czy można

bo można gdy

wspólnota głosuje na kolanach

buty wbite w płytki

linka jak aureola

papier z godłem i pustką

przewód do sprawdzenia

obywatel do potwierdzenia

wzrok jak wyrok

głos jak warunek przeżycia

ton znany z mszy i z kontroli skarbowej

nic się nie paliło

ale coś się zajęło

w człowieku

zbadali szczelność sumienia

odczytali wskaźnik posłuszeństwa

zaznaczyli obecność

potem cicho zasugerowali

że co łaska to nie łaska

tylko rytuał

na koniec zostawili kartkę

że wszystko zgodnie

że przewód suchy

a lokator się nie przyznał

wyszli bez słowa

a ja jeszcze długo

bałem się oddychać

Niebo w kratkę

Mam dziś okno z widokiem

na nic wyjątkowego.

Drzewo jak drzewo.

Samochód jak samochód.

I chmura -

niewyglądająca na żadną metaforę.

Sąsiad z naprzeciwka

wiesza pranie.

Czyli - jak twierdzi fizyka -

próbuje osuszyć wodę

za pomocą powietrza.

W telewizji mówią

o nowych granicach.

Nie wspomnieli,

czy są narysowane ołówkiem,

czy od razu flamastrem.

W lodówce światło się świeci,

jakby liczyło,

że ktoś je zauważy.

Czasem wydaje mi się,

że życie to tylko sposób

na wypełnianie luk

w rubrykach,

które ktoś już dawno

zapomniał policzyć.

Ale potem

zjawia się mucha,

co nie zna się

na sztuce wielkich pytań -

i siada dokładnie

tam, gdzie boli.

ci z widelcem i ci bez

ci z widelcem

nawet nie drgną

gdy w telewizorze

człowiek staje się

statystyką

na talerzach

konfitura z róż

choć róż dawno nie ma

w okolicy

na tamtych -

krawędź blachy

i musztarda z wyobraźni

ci z widelcem

rozważają weganizm

bo trudno patrzeć

jak mięso umiera

tamci mają krowie spojrzenia

i żołądki -

co muczą

do siebie nawzajem

ci z widelcem

czytają skład na opakowaniu

tamci składają się

z kości i prochu

głód nie ma czasu

na ironię

ale ma ją po stronie

sytych

na końcu modlitwa:

"chleba naszego powszedniego -

komu trzeba

temu zabierz"

dzień powszedni

taki zwykły

niczym stary zniszczony dywan

w pokoju

do którego nikt nie wchodzi

a jednak tam jest

jak powietrze pachnące tym samym

co wczoraj i przedwczoraj

dzień powszedni ma w sobie

ciężar minionych godzin

ciszę z oczami na zapałki

chwilę w której wszystko

staje się przewidywalne

a zegarki

zamiast mierzyć

tłuką w chwilowe ściany

jakby chciały się wydostać

wtedy świat

wyostrza krawędzie a kolory

stają się jaskrawe do bólu

bo nie ma nikogo

z kim można by je dzielić

ani nikogo kto mógłby

nadać im sens

dzień powszedni to coś

co rośnie w nas

jak fala powracająca

wciąż na ten sam brzeg

choćbyśmy szli

ze zmęczeniem w nogach

aż po horyzont

na końcu drogi

stoimy w tym samym miejscu

trzymając na rękach

dzień powszedni

przepis na szczęście

weź szczyptę porannego światła

z parapetu

dodaj odrobinę cienia

spod łóżka

wymieszaj to z ciszą

która zostaje po wyjściu gości

i z trzaskiem drzwi

który brzmi dłużej niż ich rozmowy

nie zapomnij o garści śmiechu

najlepiej tego pękającego

przy wspólnym obieraniu ziemniaków

w kuchni gdzie płyn do naczyń

pachnie bardziej niż perfumy

podawaj w zwykłej misce

bez dekoracji

bez parasolki do drinka

bez instrukcji jak jeść powoli

jeśli się przypali - nic nie szkodzi

życie też czasem przywiera do dna

najważniejsze żebyś zjadł sam

albo z kimś kto umie

doprawiać milczenie

tak - żeby smakowało jak rozmowa

metka

zwykły sweter z lumpeksu

napisano na metce

nie wybielać

prać ręcznie

nie suszyć na słońcu

czyli

dokładnie jak z ludźmi

niektórych nie można

odkazić z przeszłości

inni

kurczą się we wspomnieniach

wyprani

puszczają farbę

przy lekkim cieple

mam ten sweter od dawna

nie wiem kto go nosił

może mocno kochał

może bardzo tęskni

czasem myślę

że jesteśmy jak ubrania

przymierzani przez zdarzenia

odwieszani

z powrotem

na haczyk

i tylko niektórych

ktoś bierze ze sobą

na zawsze

życiorys roboczy

jestem tym niekrzyczącym

choć parzyło w język

wstawałem gdy miałem leżeć

i leżałem kiedy trzeba było iść

mam w palcach odciski cudzych win

i w płucach kurz z mieszkań na wynajem

znam daty śmierci wszystkich znajomych

choć jeszcze żyją

nie zostałem poetą

bo trzeba było płacić rachunki

nie zostałem ojcem

bo bałem się że spojrzy jak ja

raz pocałowałem łokieć dziewczyny

by nie obudzić jej strachu

raz uciekłem przed psem

który miał tylko jedno ucho

czy dobrze wybrałem?

zależy komu to opowiadam

sobie nic nie mówię

żeby nie robić nadziei

mam czyste ręce

ale tylko dlatego

że często padał deszcz

żółty ogórek

mężczyzna kupił żółtego ogórka

sprzedawca mówił

limitowana edycja

miał być żywym dowodem

że dzień naprawdę istnieje

zamiast tego ogórek

skurczył się cicho na talerzu

jak gość w kącie

wpatrzony w ekran

żeby rozpłynąć się

mężczyzna chciał go zjeść

ale usłyszał oddech -

cichy bardziej westchnienie

niż skarga

potem ogórek przesunął się o centymetr

- suchy szelest na porcelanie -

i urósł w rozmiar własnego wszechświata

mężczyzna odłożył widelec

pomyślał że dziś

nie musi być bohaterem

ani nawet główną rolą

w kuchni zapadła cisza

tak gęsta aż niezdarnie

zanurzył się w nią po uszy

i znikł

bez śladu