Gareth Bale - Santiago Siguero

-
Proszę czekać

Gareth Bale

Santiago Siguero

Tłumaczenie: NSGroup, www.NSGroup.info

Originally published in Spanish as GARETH BALE. EL CICLÓN DE GALES Copyright ? Santiago Siguero With the participation of Página Tres Agencia Literaria S.L. and Al Poste Ediciones

Copyright for the Polish edition ? by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl, www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-321-9 ISBN 978-83-7773-751-4 (e-Pub) ISBN 978-83-7773-752-1 (mobi)

Redaktor prowadzący: Irmina Wala-Pęgierska Redakcja: Barbara Odnous Korekta: Michał Pęgierski Nadzór graficzny: Grażyna Jędrzejec Projekt okładki: Maciej Jędrzejec Zdjęcia na okładce i w książce: Shutterstock.com Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański Weryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

PROLOG

Silna lanca

Ga­reth to bry­tyj­skie imię, ozna­cza ?ry­ce­rza', ?o­so­bę szla­chet­ną' lub - zgod­nie z więk­szo­ścią zna­czeń - ?sil­ną lan­cę'. Nie­zwy­kle rzad­ko imię tak wier­nie od­zwier­cie­dla spor­to­we zdol­no­ści pił­ka­rza jak w przy­pad­ku Wa­lij­czy­ka.

Lan­ca. W rze­czy­wi­sto­ści Ga­reth Bale jest no­wo­cze­sną wer­sją daw­nej lan­cy. Mó­wi­my o czymś po­dob­nym do po­ci­sku od­rzu­to­we­go. Jed­nak gdy imię to po­ja­wi­ło się w sta­ro­żyt­nej Bry­ta­nii, tech­no­lo­gia nie była jesz­cze tak da­le­ko po­su­nię­ta. Zgod­nie z de­fi­ni­cją ?lan­cy' - Ga­reth jest bro­nią szyb­kie­go ata­ku, cel­ną i śmier­cio­no­śną, zdol­ną prze­nik­nąć zbro­ję prze­ciw­ni­ka i roz­gro­mić go po za­sto­so­wa­niu wa­chla­rza ofen­syw­nych ma­new­rów. Strze­la rzu­ty wol­ne jak Cri­stia­no Ro­nal­do, głów­ku­je jak kla­sycz­ny an­giel­ski na­past­nik, ata­ki koń­czy pre­cy­zyj­ny­mi strza­ła­mi do bram­ki z le­wej lub pra­wej stro­ny, prze­ci­ska się przez obro­nę prze­ciw­ni­ka ze sku­tecz­no­ścią po­ci­sku. Moż­na by po­wie­dzieć, że Bale jest jak skrzy­żo­wa­nie lan­cy, ma­czu­gi i mło­ta - ca­łe­go re­per­tu­aru śmier­cio­no­śnej śre­dnio­wiecz­nej bro­ni.

Sil­ny. Bale jest ni­czym byk. Mie­rzy 186 cm wzro­stu, waży 82 ki­lo­gra­my i po­ru­sza się po bo­isku z za­ska­ku­ją­cą zwin­no­ścią i szyb­ko­ścią. Gó­ru­je spraw­no­ścią fi­zycz­ną nad więk­szo­ścią pił­ka­rzy. Jego cia­ło kry­je w so­bie siłę gra­cza rug­by, zdol­no­ści ae­ro­bo­we śred­nio­dy­stan­so­we­go bie­ga­cza oraz umie­jęt­no­ści ho­ke­isty do po­ru­sza­nia się po ogra­ni­czo­nym te­re­nie. To nie przy­pa­dek. Rug­by, lek­ko­atle­ty­ka i ho­kej kształ­to­wa­ły kon­dy­cję fi­zycz­ną Bale'a od naj­młod­szych lat. W Car­diff, sto­li­cy Wa­lii, gdzie spę­dził dzie­ciń­stwo, gra owal­ną pił­ką była trak­to­wa­na ni­czym re­li­gia.

Mimo to Bale za­wsze sta­wiał na pierw­szym miej­scu fut­bol. Trze­ba przy­znać, że grał w pił­kę noż­ną sku­tecz­niej niż w rug­by. Szło mu w tej dys­cy­pli­nie le­piej niż w każ­dej in­nej - do tego stop­nia, że na­uczy­cie­le wy­cho­wa­nia fi­zycz­ne­go za każ­dym ra­zem, gdy grał to­wa­rzy­sko z ko­le­ga­mi, byli zmu­sze­ni na­rzu­cić mu spe­cjal­ne utrud­nie­nia. Le­wo­noż­ne­mu Bale'owi na­ka­zy­wa­no grać pra­wą nogą i z pierw­szej pił­ki. Kie­dy Bale grał bez żad­nych ogra­ni­czeń, na­tych­miast prze­chwy­ty­wał pił­kę i biegł z nią do bram­ki, jak­by był sam na bo­isku. Pierw­si tre­ne­rzy Ga­re­tha wspo­mi­na­ją, że ogra­ni­cza­nie mu swo­bo­dy gry było je­dy­nym spo­so­bem na to, by me­cze roz­gry­wa­ne w Whit­church High Scho­ol mo­gły być wy­rów­na­ne. W se­zo­nie 2012/2013 Bale przy­po­mi­nał tego chłop­ca, któ­ry nie­gdyś prze­ra­żał prze­ciw­ni­ków - strze­lił 26 goli, z tego wie­le po spryt­nych in­dy­wi­du­al­nych ak­cjach. Po­mi­mo jego ofen­syw­no­ści, Tot­ten­ham Hot­spur FC nie za­kwa­li­fi­ko­wał się do Ligi Mi­strzów. Mówi się, że był to je­den z po­wo­dów przej­ścia pił­ka­rza do Re­alu Ma­dryt.

Ży­cie Bale'a ob­fi­to­wa­ło w wy­da­rze­nia, któ­re skła­da­ją się na ty­po­wą bio­gra­fię gwiaz­dy spor­tu: wcze­śnie od­kry­ty ta­lent (w wie­ku 9 lat zo­stał przy­ję­ty do ju­nior­skiej dru­ży­ny So­uthamp­ton FC, w wie­ku 16 lat za­de­biu­to­wał w do­ro­słym ze­spo­le), sil­ny cha­rak­ter, któ­ry po­zwo­lił mu prze­zwy­cię­żyć kon­tu­zje w po­cząt­ko­wych la­tach ka­rie­ry (pła­ci ogrom­ną cenę za przy­sto­so­wa­nie or­ga­ni­zmu do wy­ma­gań wiel­kiej ry­wa­li­za­cji), umie­jęt­ność po­ka­za­nia ta­len­tu w waż­nych mo­men­tach (mecz to­wa­rzy­ski z Bra­zy­lią w 2006 roku i przede wszyst­kim dwu­krot­ne zmie­rze­nie się z In­te­rem Me­dio­lan pod­czas roz­gry­wek Ligi Mi­strzów w 2010 roku) oraz se­zon eks­plo­zji ta­len­tu (2012/2013, kie­dy to daw­ny lewy obroń­ca daje się po­znać jako je­den z naj­sku­tecz­niej­szych na­past­ni­ków w Li­dze Mi­strzów). Bale jako je­den z naj­lep­szych pił­ka­rzy świa­ta jest obiek­tem po­żą­da­nia naj­więk­szych eu­ro­pej­skich klu­bów. Tak na­praw­dę za­le­d­wie dwa lub trzy mo­gły­by się o nie­go sta­rać. Wśród nich oczy­wi­ście znaj­du­je się hisz­pań­ski Real Ma­dryt.

Bale za­wsze był świa­do­my swo­ich wy­bo­rów. Jego ido­lem z lat dzie­cię­cych był Ryan Giggs, z któ­rym grał w jed­nej dru­ży­nie na po­cząt­ku ka­rie­ry; dziś jest nim Cri­stia­no Ro­nal­do. Po­stać Por­tu­gal­czy­ka i nie­mal mi­stycz­ne uwiel­bie­nie, któ­rym fani da­rzą Real Ma­dryt, uwio­dły go daw­no temu, jed­nak na speł­nie­nie ma­rzeń mu­siał po­cze­kać aż do lata 2013 roku, gdy sfi­na­li­zo­wa­no je­den z naj­droż­szych trans­fe­rów w hi­sto­rii fut­bo­lu, ja­kim było jego przej­ście do hisz­pań­skie­go klu­bu. Bale jest jed­nym z tych pił­ka­rzy, któ­rzy we­dług Flo­ren­ti­no Pére­za, pre­ze­sa Re­alu Ma­dryt od 2009 roku, mają szan­sę zro­bić świa­to­wą ka­rie­rę. Rze­czy­wi­ście, z prze­pro­wa­dzo­nych w czerw­cu 2013 roku ba­dań wy­ni­ka, że słyn­ny gest zwy­cię­stwa Ga­re­tha: ser­ce utwo­rzo­ne z kciu­ków i pal­ców wska­zu­ją­cych obu dło­ni, ko­ja­rzo­ny z jego nu­me­rem 11 w Tot­ten­ha­mie Hot­spur, może przy­nieść pił­ka­rzo­wi - po za­re­je­stro­wa­niu tego ge­stu jako wła­snej mar­ki - do­cho­dy w wy­so­ko­ści oko­ło 12 mi­lio­nów euro rocz­nie. "Je­de­na­ście ser­ce" - chło­pak, któ­ry ma do­brze po­ukła­da­ne w gło­wie, wie­dzie usta­bi­li­zo­wa­ne ży­cie oso­bi­ste i od­zna­cza się skrom­no­ścią - może się po­chwa­lić "ga­lak­tycz­nym" wi­ze­run­kiem rów­nież poza bo­iskiem. Jed­nak ki­bi­ców in­te­re­su­je przede wszyst­kim to, jak Ga­reth ra­dzi so­bie z pił­ką. Dla­te­go w ko­lej­nym roz­dzia­le sku­pi­my się wła­śnie na prze­stu­dio­wa­niu zdol­no­ści pił­kar­skich i ka­rie­ry "sil­nej lan­cy", wciąż wy­so­ko oce­nia­ne­go eu­ro­pej­skie­go pił­ka­rza, bez wąt­pie­nia za­wod­ni­ka o du­żym po­ten­cja­le. Jest on jed­nym z tych ta­len­tów, któ­re - jak mówi wa­lij­ski tre­ner John To­shack - "nie ro­dzą się na ka­mie­niu".

Historia pewnego transferu

Trans­fer Ga­re­tha Bale'a do Re­alu Ma­dryt, prze­pro­wa­dzo­ny la­tem 2013 roku, był wiel­kim przed­się­wzię­ciem han­dlo­wym. I jak każ­dej ogrom­nej trans­ak­cji tego typu - to­wa­rzy­szy­ła mu aura ope­ry my­dla­nej, z wła­ści­wy­mi jej kłót­nia­mi, ste­ro­wa­ny­mi prze­cie­ka­mi oraz pró­ba­mi zro­bie­nia przy oka­zji me­dial­nej ka­rie­ry przez cza­sem zu­peł­nie przy­pad­ko­we oso­by. Krót­ko mó­wiąc, raz trans­fer był już pra­wie rze­czy­wi­sto­ścią, a za chwi­lę wy­da­wa­ło się, że ni­g­dy nie doj­dzie do jego sfi­na­li­zo­wa­nia. I tak w kół­ko.

W rze­czy­wi­sto­ści przy­by­cie Bale'a do Ma­dry­tu nie było je­dy­nym ne­go­cja­cyj­nym se­ria­lem w spo­rcie tam­te­go lata. Po­dob­nie prze­bie­ga­ło przej­ście Ney­ma­ra do FC Bar­ce­lo­ny. W tej trans­ak­cji brał udział tak­że Real Ma­dryt. Flo­ren­ti­no Pérez przy­znał, że klub roz­wa­żał moż­li­wość za­kon­trak­to­wa­nia Bra­zy­lij­czy­ka, któ­rym za­in­te­re­so­wał się, gdy ten był jesz­cze dziec­kiem. Oby­dwu trans­fe­rom to­wa­rzy­szy­ły licz­ne spe­ku­la­cje, z któ­rych więk­szość mia­ła nie­wie­le wspól­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią. Mimo że w obu trans­fe­rach wi­dać po­do­bień­stwa, ich cele był zu­peł­nie róż­ne - ze wzglę­du na za­żar­tą ry­wa­li­za­cję mię­dzy Bar­ce­lo­ną i Re­alem. Ney­mar prze­szedł do Ba­rçy, aby ra­zem z Leo Mes­sim - uwa­ża­nym w za­sa­dzie jed­no­gło­śnie za naj­lep­sze­go obec­nie pił­ka­rza na świe­cie - stwo­rzyć zna­ko­mi­ty tan­dem. Na­to­miast Bale miał się stać się w klu­bie "Los Blan­cos" sy­me­trycz­ną pro­jek­cją w polu gry Cri­stia­no Ro­nal­do, pił­ka­rza, któ­re­go nie tyl­ko po­dzi­wia za szyb­kość, siłę i cel­ność strza­łów, ale któ­re­mu sta­ra się rów­nież do­rów­nać we wszyst­kim na bo­isku (nie­jed­no­krot­nie z po­wo­dze­niem).

Wróć­my jed­nak do lata 2013 roku i prze­cią­ga­ją­ce­go się trans­fe­ru Bale'a do Re­alu Ma­dryt. Cała ope­ra­cja była przy­go­to­wy­wa­na na czwar­tym pię­trze czę­ści ad­mi­ni­stra­cyj­nej ma­dryc­kie­go sta­dio­nu San­tia­go Ber­na­béu, czy­li w ga­bi­ne­tach za­rzą­du klu­bu, zwa­nych po­wszech­nie "szla­chet­nym pię­trem" lub T4. We­dług nie­któ­rych źró­deł, Real Ma­dryt na­wią­zał kon­takt z Bale'em w 2009, 2008, a być może na­wet już w 2007 roku, kie­dy pił­karz miał za­le­d­wie 18 lat i do­pie­ro za­czy­nał ka­rie­rę. Plot­ki za­mie­ni­ły się w fak­ty w 2010 roku, kie­dy Ga­reth wy­stą­pił w me­czu prze­ciw­ko In­te­ro­wi Me­dio­lan w eli­tar­nej sce­ne­rii Ligi Mi­strzów i pod­czas póź­niej­sze­go star­cia w ćwierć­fi­na­le tych sa­mych roz­gry­wek z Re­alem Ma­dryt. Pierw­szym tre­ne­rem, któ­ry zwró­cił uwa­gę kie­row­nic­twa Re­alu Ma­dryt na po­trze­bę za­kon­trak­to­wa­nia Bale'a, był José Mo­urin­ho.

Jed­nak­że w klu­bie "Kró­lew­skich" po­ja­wił się wów­czas nie­mały pro­blem. Po wy­bu­chu ta­len­tu Bale'a w naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych roz­gryw­kach świa­ta cena za jego umie­jęt­no­ści za­czę­ła gwał­tow­nie ro­snąć. Już nie tyl­ko Real Ma­dryt śle­dził po­stę­py pił­ka­rza. W An­glii za­czę­to go wi­dzieć w słyn­nym klu­bie Man­che­ster Uni­ted FC, a ki­bi­ce "Czer­wo­nych Dia­błów" pu­blicz­nie "pro­si­li" o po­zy­ska­nie Bale'a do ze­spo­łu, przed­sta­wia­jąc wy­ni­ki an­kie­ty prze­pro­wa­dzo­nej na ofi­cjal­nej stro­nie in­ter­ne­to­wej klu­bu. Rów­nież lon­dyń­ski Ar­se­nal FC nie ukry­wał za­in­te­re­so­wa­nia gwiaz­dą swo­je­go ry­wa­la znad Ta­mi­zy, Tot­ten­ha­mu Hot­spur.

Nie­ste­ty ofer­ty Man­che­ste­ru Uni­ted, Re­alu Ma­dryt, Ar­se­na­lu, Bar­ce­lo­ny czy Ju­ven­tu­su Tu­ryn - wy­mie­nia­jąc tyl­ko na­zwy naj­bar­dziej zna­czą­cych klu­bów - szyb­ko zo­sta­ły przez dzia­ła­czy Tot­ten­ha­mu od­rzu­co­ne. Kie­row­nic­two i tre­ne­rzy klu­bu do­sko­na­le zda­wa­li so­bie spra­wę, ja­kiej kla­sy pił­karz roz­wi­jał się pod ich tro­skli­wą opie­ką. Zna­li każ­dy etap jego szyb­ko roz­wi­ja­ją­cej się ka­rie­ry, cho­ciaż nie do koń­ca wy­obra­ża­li so­bie, gdzie mógł­by znaj­do­wać się jej kres. Har­ry Redk­napp, ów­cze­sny tre­ner Tot­ten­ha­mu, py­ta­ny o pla­ny wo­bec Bale'a, co zda­rza­ło się co­raz czę­ściej, gdyż do­bre wy­stę­py pił­ka­rza przy­spo­rzy­ły mu po­pu­lar­no­ści, za­wsze od­po­wia­dał, że klub w trak­cie eks­pan­sji - jak Tot­ten­ham, któ­ry po pię­ciu de­ka­dach po­wró­cił do roz­gry­wek w Li­dze Mi­strzów - nie może so­bie po­zwo­lić na utra­tę ta­kie­go pił­ka­rza. To, że dru­ży­na ze sta­dio­nu Whi­te Hart Lane zdo­ła­ła wejść do czwór­ki naj­więk­szych an­giel­skich klu­bów, po­zo­sta­wia­jąc w tyle ta­kich gi­gan­tów, jak Man­che­ster City FC i Li­ver­po­ol FC, było moż­li­we dzię­ki po­sia­da­niu pił­ka­rzy po­kro­ju Ga­re­tha Bale'a.

W klu­bie do­sko­na­le zda­wa­no so­bie z tego spra­wę. Dla­te­go po każ­dym se­zo­nie na­gra­dza­no Bale'a dużo ko­rzyst­niej­szym kon­trak­tem, nie uza­leż­nia­jąc jego wy­na­gro­dze­nia od licz­by strze­lo­nych bra­mek i ro­ze­gra­nych me­czów. Nie przy­wią­zy­wa­no tak­że wagi do tego, czy Ga­reth koń­czył se­zon z kon­tu­zją, czy w szczy­to­wej for­mie. Zresz­tą, on ni­g­dy nie za­wo­dził. Każ­de­go roku w maju lub czerw­cu pił­karz był za­pra­sza­ny do ga­bi­ne­tu Da­nie­la Levy'ego, aby od­no­wić umo­wę z klu­bem z pół­noc­ne­go Lon­dy­nu. Na­wet w czerw­cu 2013 roku, kie­dy już przy­go­to­wy­wa­no jego trans­fer do Re­alu Ma­dryt, Tot­ten­ham za­pew­niał pu­blicz­nie, że pra­cu­je nad no­wym kon­trak­tem dla swo­je­go naj­lep­sze­go za­wod­ni­ka. Mimo że przy­szłość Bale'a była już za­pi­sa­na w bia­łych bar­wach ma­dryc­kie­go klu­bu, Tot­ten­ham za­prze­czał, że po­zby­wa się swo­jej gwiaz­dy.

Lo­gicz­nie rzecz bio­rąc, były to ele­men­ty gry prze­tar­go­wej, któ­rą są w isto­cie wiel­kie fut­bo­lo­we trans­fe­ry. Zło­żo­ność tego typu ne­go­cja­cji do­sko­na­le po­ka­zu­je trans­fer Ney­ma­ra z bra­zy­lij­skie­go klu­bu San­tos FC do Bar­ce­lo­ny, przy oka­zji któ­re­go pa­da­ły kwo­ty do dziś przez wie­lu po­da­wa­ne w wąt­pli­wość.

Licz­by wy­mie­nia­ne w roz­mo­wach o kontr­ak­cie Ga­re­tha Bale'a też mogą przy­pra­wić o za­wrót gło­wy. Przy czym nie mó­wi­my tu o jego 26 go­lach w se­zo­nie 2012/2013 - albo nie tyl­ko o nich. Tot­ten­ham, wo­bec co­raz bar­dziej re­al­nej moż­li­wo­ści utra­ty wa­lij­skie­go pił­ka­rza, wy­pu­ścił prze­ciek, że nie za­mie­rza się zrzec Ga­re­tha Bale'a za sumę mniej­szą niż Real Ma­dryt za­pła­cił w 2009 roku za Cri­stia­no Ro­nal­do, czy­li 96 mi­lio­nów euro. Za za­cho­wa­nie twa­rzy przed swo­imi ki­bi­ca­mi klub za­żą­dał co naj­mniej "jed­ne­go fun­ta wię­cej". Pod­czas ne­go­cja­cji mó­wio­no o kwo­tach znacz­nie wyż­szych. Oczy­wi­ście - jak w każ­dej do­brej par­tii po­ke­ra - nie­któ­re licz­by oka­za­ły się ele­men­ta­mi fał­szy­wych stra­te­gii. Na­wią­zu­jąc do trans­fe­ru Cri­stia­no Ro­nal­do, jak do­tąd naj­droż­sze­go w hi­sto­rii fut­bo­lu, Tot­ten­ham chciał pod­kre­ślić umie­jęt­no­ści swo­je­go za­wod­ni­ka. Wa­run­ki po­sta­wio­ne przez Da­nie­la Levy'ego i po­rów­ny­wa­nie Wa­lij­czy­ka do pił­ka­rza z Ma­de­ry wpra­wi­ły dzia­ła­czy "Los Blan­cos" w osłu­pie­nie. Cri­stia­no Ro­nal­do przy­był do Re­alu Ma­dryt z Man­che­ste­ru Uni­ted jako zdo­byw­ca Zło­tej Pił­ki (w tam­tym cza­sie przy­zna­wa­no tro­feum we­dług daw­ne­go sys­te­mu gło­so­wa­nia, we­dług wie­lu znacz­nie bar­dziej obiek­tyw­ne­go niż obec­ny), a tak­że jako gwiaz­da Ligi Mi­strzów i trzy­krot­ny zdo­byw­ca mi­strzo­stwa An­glii. Po­nad­to Cri­stia­no strze­lał po 30 goli w se­zo­nie (w Re­alu Ma­dryt śred­nia ta wzro­sła po­wy­żej 30), pod­czas gdy Bale do­pie­ro się wy­bi­jał.

W tym, że mimo za­wy­żo­nych wa­run­ków, uda­ło się sfi­na­li­zo­wać trans­fer Bale'a, duże zna­cze­nie mia­ły, jak w więk­szo­ści tego typu przy­pad­ków, chę­ci pił­ka­rza, któ­ry od za­wsze ma­rzył o wło­że­niu bia­łej ko­szul­ki "Kró­lew­skich". I nie cho­dzi­ło tym ra­zem o pu­ste sło­wa, któ­re zwy­kle wy­po­wia­da się na kon­fe­ren­cjach pra­so­wych lub któ­re PR-owcy pi­szą dla pił­ka­rzy, by spor­tow­cy ni­czym pa­pu­gi po­wta­rza­li je w dniu pre­zen­ta­cji przed no­wy­mi ki­bi­ca­mi. W przy­pad­ku Bale'a jego po­dziw dla Re­alu Ma­dryt był au­ten­tycz­ny. Sta­no­wił ro­dzaj dzie­dzic­twa po dziad­ku, któ­ry za­szcze­pił chłop­cu sza­cu­nek do bia­łych ko­szu­lek. No­si­li je prze­cież tacy za­wod­ni­cy jak Pu­skás, Di Stéfa­no, Gen­to, Rial, San­ta­ma­ría, Zár­ra­ga i resz­ta dru­ży­ny Re­alu Ma­dryt, któ­ra w fi­na­le Pu­cha­ru Eu­ro­py w 1960 roku, ro­ze­gra­nym na sta­dio­nie Hamp­den Park w Glas­gow w Wiel­kiej Bry­ta­nii, zmiaż­dży­ła 7:3 Ein­tracht Frank­furt. Przez na­stęp­ne kil­ka­dzie­siąt lat BBC re­trans­mi­to­wa­ła ten mecz w okre­sie świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia jako pre­zent dla bry­tyj­skich ki­bi­ców, ota­cza­ją­cych ma­dryc­ki klub - na­zy­wa­ny w Wiel­kiej Bry­ta­nii po pro­stu Re­alem - au­re­olą wy­jąt­ko­we­go w ska­li świa­ta mi­sty­cy­zmu i ma­gii. Wła­śnie dla­te­go pod­czas ne­go­cjo­wa­nia kon­trak­tu Jo­na­than Bar­nett, agent Bale'a, mógł po­ka­zać kie­row­nic­twu "Kró­lew­skich" zdję­cie dzie­się­cio­let­nie­go Ga­re­tha w ko­szul­ce Re­alu Ma­dryt. Rów­nież inna fo­to­gra­fia, przed­sta­wia­ją­ca wa­lij­skie­go pił­ka­rza jako ma­łe­go chłop­ca otu­lo­ne­go koł­drą w bar­wach "Los Blan­cos" jest nie­zbi­tym do­wo­dem na jego za­fa­scy­no­wa­nie ma­dryc­kim klu­bem od daw­na.

Jesz­cze je­den czyn­nik po­bu­dzał go­rą­ce pra­gnie­nie pił­ka­rza do zmia­ny dru­ży­ny, co bez wąt­pie­nia przy­czy­ni­ło się do sfi­na­li­zo­wa­nia kon­trak­tu. Otóż, po skosz­to­wa­niu ka­wio­ru Ligi Mi­strzów w se­zo­nie 2010/2011, Liga Eu­ro­pej­ska już Ga­re­tho­wi zwy­czaj­nie nie wy­star­cza­ła. Z dru­giej stro­ny rów­nież i Tot­ten­ham Hot­spur za­sma­ko­wał po­zy­cji wśród eu­ro­pej­skiej eli­ty. Se­zon w 2010 roku był naj­lep­szym w hi­sto­rii klu­bu od lat sześć­dzie­sią­tych. Nie­ste­ty w na­stęp­nych la­tach, czy­li w 2011, 2012 i 2013 roku Tot­ten­ham nie zdo­łał się za­kwa­li­fi­ko­wać do Ligi Mi­strzów, by po­now­nie zmie­rzyć się z naj­lep­szy­mi. Na­wet wspa­nia­ły gol Bale'a w ostat­niej mi­nu­cie me­czu z Sun­der­lan­dem AFC nie wy­star­czył, by w 2013 roku zna­leźć się w czwór­ce naj­lep­szych dru­żyn eks­tra­kla­sy. Moż­na po­wie­dzieć, że "Spur­si" w pew­nym sen­sie przy­czy­ni­li się do osła­bie­nia po­zy­cji Man­che­ste­ru City, ale w ten spo­sób ogra­ni­czy­li rów­nież swo­je moż­li­wo­ści ku­po­wa­nia za­wod­ni­ków, a tak­że moż­li­wo­ści spor­to­we, dzię­ki któ­rym mo­gli się mie­rzyć z gi­gan­ta­mi ryn­ku fut­bo­lo­we­go. Nie­wy­klu­czo­ne, że dla Tot­ten­ha­mu le­piej by­ło­by za­cho­wać Bale'ego w dru­ży­nie. Bądź co bądź to wła­śnie na tym pił­ka­rzu opie­ra­ła się stra­te­gia ca­łe­go klu­bu.

Po­dob­nie wcze­śniej Tot­ten­ham nie po­tra­fił za­trzy­mać Ra­fa­ela van der Va­ar­ta, któ­ry wró­cił do Nie­miec, by grać w ze­spo­le HSV Ham­burg; o po­dob­nym po­ten­cja­le spor­to­wym co "Spur­si", lecz więk­szych moż­li­wo­ściach fi­nan­so­wych. A la­tem 2012 roku po nie­zwy­kle trud­nych roz­mo­wach za­mie­nił sta­dion Whi­te Hart Lane na San­tia­go Ber­na­béu Luka Mo­drić. Mimo że Da­niel Levy udo­wod­nił, jak twar­dym jest ne­go­cja­to­rem, Chor­wat nie uległ i na­le­gał na trans­fer. Po­cząt­ko­wo twier­dzo­no, że pił­karz wy­wie­rał sil­ną pre­sję na Tot­ten­ham (dzia­ła­jąc na ko­rzyść no­we­go ze­spo­łu) i od­ma­wiał wy­jaz­du z dru­ży­ną na to­ur­née po Sta­nach Zjed­no­czo­nych. W ten spo­sób za­mie­rzał wy­mu­sić zgo­dę na jak naj­szyb­sze przej­ście do ze­spo­łu "Kró­lew­skich". W An­glii mó­wio­no, że Bale ni­g­dy nie za­cho­wał­by się w po­dob­ny spo­sób. Pa­mię­taj­my, że w za­sa­dzie zo­stał wy­cho­wa­ny przez kie­row­nic­two, tre­ne­rów i ki­bi­ców Tot­ten­ha­mu i że za­wsze ce­cho­wa­ło go ogrom­ne po­czu­cie lo­jal­no­ści oraz wdzięcz­no­ści wo­bec klu­bu, któ­ry w wiel­kim stop­niu przy­czy­nił się do jego roz­wo­ju spor­to­we­go, ale też oso­bi­ste­go. Do­pie­ro gdy Real Ma­dryt zwró­cił na nie­go uwa­gę, Ga­reth Bale uznał, że to jed­na z tych nie­po­wta­rzal­nych oka­zji w ży­ciu, któ­rych nie wol­no mu za­prze­pa­ścić.