Rozdział 1
Wiktoria
Wspomnienia powracają od razu, gdy przekraczam próg hotelu, w którym pierwszy raz spotkałam się twarzą w twarz z Kilianem. Jestem sama. Mati proponował, że pojedzie ze mną i będzie mnie wspierał, ale nie mogłam się na to zgodzić, jest stanowczo za szybko. Cios, który mi zadał, nadal okrutnie boli.
W pokoju oglądam ostatnie nagrania Hattera. Tęsknię za nim bardziej, niż się spodziewałam, i z pewnością o wiele bardziej, niż powinnam. Brak mi rozmów i tego, że przy nim mogłam być sobą. Bliskości jego ramion i naszych poruszających się zgodnie ciał. Ust, które mnie wielbiły, oczu, dzięki którym czułam się wyjątkowa. Zapachu, dźwięku niskiego, zachrypniętego głosu, ciepła, spokoju... Muszę przestać łaknąć go jak uzależniony narkoman, wiecznie poszukujący kolejnej dawki.
Jestem na właściwej drodze i nadszedł czas, by zdobyć to, czego pragnęłam od tylu lat. Stanąć na podeście, odebrać statuetkę i pokazać swoje prawdziwe oblicze.
Gdy w pierwszy dzień mistrzostw schodzę na śniadanie, w jadalni nie dostrzegam Kiliana. Parzę sobie kawę, po czym prawie rzucam filiżanką, sfrustrowana, że nigdzie go nie ma. Niczym zawodowa masochistka odtwarzam w głowie chwile, które spędziliśmy razem.
Nie potrafię dojść do żadnych logicznych wniosków. Dlaczego to między nami musiało się skończyć? Tworzę coraz zmyślniejsze teorie spiskowe. Prawda miesza się z kłamstwem. Niestety idealna odpowiedź nie istnieje. Wydarzyło się coś, czego negatywne konsekwencje ponieśliśmy oboje. Chcę o nas walczyć, jednak sama nie dam rady podtrzymać więzi. To tak nie działa.
Nie mam apetytu, wmuszam w siebie naleśnika, a po powrocie do pokoju przygotowuję się do turnieju.
Na stadion wchodzę już jako WhiteRabbit. Impreza odbywa się tam, gdzie rok temu, mimo to wszystko wydaje się inne. Nie jestem już nowicjuszką. W międzyczasie wygrałam parę spotkań offline. Liczę, że podczas mistrzostw odkryje mnie jakiś większy klub i dostanę propozycję kontraktu. Jeśli wierzyć plotkom, gdzieś tutaj kręci się kilku ważnych ludzi powiązanych z reprezentacją Polski. Najmniejszy błąd może mnie kosztować karierę. Jeśli wygram ten turniej z klasą, zostanę dostrzeżona, a co za tym idzie, postawię kolejny krok do osiągnięcia sukcesu.
Sunę przed siebie, konsekwentnie ignorując pytania dociekliwych reporterów. Nie zapomnieli zeszłorocznego występu Królika. Są ciekawi mojej reakcji, strategii i nastawienia do wicemistrza świata. Omijam ich bez słowa, więc sami spekulują, przedstawiając możliwe scenariusze finału. Są przekonani, że zdobędę podium, ale wątpią w moje zwycięstwo. Nie dziwię się im, Kapelusznik jest genialnym graczem, do tego wystarczy jedno jego spojrzenie, by wspomnienia zalały mnie jak tsunami.
Ustawiam się w wyznaczonym miejscu. Niczym desperatka szukam MadHattera. Chcę zobaczyć, jak przeczesuje swoje zmierzwione włosy, uśmiecha się szelmowsko, obraca palcami, środkowym i wskazującym, obrączkę na kciuku. Serce podchodzi mi do gardła za każdym razem, gdy wydaje mi się, że go dostrzegam. Aż w końcu naprawdę się pojawia.
Cieszę się, że maska zasłania mi twarz. Nikt nie widzi, jak strużki łez bezwstydnie ześlizgują się po policzkach. Mrugam, ganiąc się w myślach za chęć pobiegnięcia do niego i rzucenia się mu w ramiona.
W uszach ma słuchawki. Nie zatrzymuje się nawet na chwilę, idzie przed siebie ze spuszczonym wzrokiem. Towarzyszący mu Jarek znacząco kręci głową, gdy ktoś za bardzo się zbliży. Pytania fanów i reporterów zawisają w powietrzu. Atmosfera robi się napięta.
Nieważne, jak bardzo pragnę, by uniósł wzrok i mnie dostrzegł, on tego nie robi. Coś mi mówi, że celowo nie chce na mnie patrzeć. Karze milczeniem mnie czy siebie? O czym myśli, gdy jest sam? Pozbył się nas raz na zawsze? A może nie jest do tego zdolny i podobnie jak ja czuje piekącą potrzebę cofnięcia czasu?
Nie wiem, jakim cudem przetrwam nadchodzące dni. Gula w gardle utrudnia mi nawet przełykanie. Możliwe, że to sprawka tych wszystkich chorych, przerażających myśli, nieustannie krążących mi w głowie. Niewykluczone, że gdyby nie one, mogłabym znienawidzić Kiliana i raz na zawsze zapomnieć o tym, co nas połączyło.
Z tym że nie potrafię się odwrócić i go zostawić. Co więcej, śmiem myśleć, że on wcale nie chce, bym odeszła. To, co się stało, wstrząsnęło naszym związkiem. Odebrało nam kontrolę, zrobiło rysę na idealnym obrazie, odepchnęło od siebie. Ta noc... On by mi tego nie zrobił. Nie zdradziłby mnie. I choćby nie wiem, jak bardzo się przed tym wzbraniał, dotrę do prawdy.
Skoncentrowanie się na turnieju z sekundy na sekundę jest trudniejsze. Łudziłam się, że dam radę, a uczucia nie będą żadną przeszkodą w zdobyciu tytułu. Nic bardziej mylnego. Potrzebuję wyjaśnień, zapewnienia, że z Kilianem wszystko jest w porządku. Rośnie we mnie złe przeczucie, które powoli obezwładnia każdą moją cząstkę. Zerkam na Hattera, w tle słyszę, jak komentator przedstawia zawodników.
Muszę przestać się na niego gapić. Rozgrywki już startują! Jeśli zaraz nie wezmę się w garść, odpadnę na starcie. Ciężko pracowałam, by stać w tym miejscu. To miała być moja chwila prawdy. Nauczona doświadczeniem z pierwszych mistrzostw, powinnam z wysoko uniesioną głową zdobyć główną nagrodę i zdjąć maskę, która zaczyna mi ciążyć, zamiast pomagać.
Ktoś mnie upomina. Nawet nie wiem, kiedy upłynął czas. Mam wrażenie, że ostatnie dni toczą się w przeklętej Krainie Czarów. Jakby ktoś wepchnął mnie i Kiliana do nory Królika i zatarasował wyjście tak, żebyśmy nie mogli się wydostać. Wszystko płynie dziwacznym rytmem, otaczający nas ludzie nie zauważają, jak absurdalny obrót przybrała nasza historia. Bo przecież oboje zasłużyliśmy na szczęśliwe zakończenie. Szkoda, że władający tym światem marionetkarz miał zupełnie inne plany. Zakpił z naszych uczuć, pociągnął za sznurki i rozpierdolił wszystko to, co tak pieczołowicie stworzyliśmy.
Podaję rękę mojemu przeciwnikowi. Kojarzę go i wiem, że wygram to spotkanie bez większego problemu.
Przywołuję się do porządku, odciągając myśli od grającego kilkanaście metrów dalej blondyna. Biorę głęboki wdech, a kiedy wypuszczam powietrze przez lekko rozchylone usta, oddaję stery WhiteRabbitowi. Czasami nienawidzę się za wykreowanie Królika, ale byłabym naiwna, sądząc, że zawdzięczam osiągnięcia w gamingu wyłącznie Wiktorii Ostrowskiej. Czuję, że moje alter ego jest wielkim wsparciem i bez względu na to, czy gram w masce, czy bez niej, nigdy mnie nie opuści.
Wchodzę jak zwykle: 4-2-3-1. Nie ma co kombinować. Szybka gra skrzydłami powinna się idealnie sprawdzić. Pad w moich dłoniach przestaje ciążyć wraz ze zniknięciem twarzy Kiliana. Liczymy się tylko ja i mój przeciwnik, drużyny toczące grę na wirtualnym boisku i wygrana, która jest na wyciągnięcie ręki.
Trening z Hatterem zrobił swoje. W porównaniu do zeszłego roku poruszam się pewniej na murawie, ani razu nie dopadają mnie wątpliwości, nawet wtedy, gdy sędzia odgwizduje spalonego. Zachowuję zimną krew i w rezultacie strzelam cztery bramki, nie przepuszczając ani jednego gola.
Jestem zadowolona, choć to zaledwie pierwsze starcie. Zanim przechodzę do kolejnego rywala, spoglądam na jeden z zawieszonych ekranów, gdzie akurat pokazują powtórkę z najlepszych momentów gry Kapelusznika. Hatter dosłownie zmiótł swojego przeciwnika z powierzchni, wygrywając dziesięć do zera. Kto choć raz obserwował go w akcji, wie, że gra bardzo ofensywnie, ale to, co zaprezentował w tym spotkaniu, przekracza wszelkie granice. Jest wkurzony i prawdopodobnie odreagowuje złość i frustrację wszędzie, gdzie się da.
Następny mecz WhiteRabbita nie odbiega zbytnio od pierwszego. Kierując się wskazówkami Kiliana, wyłapuję słabe punkty mojego rywala i wykorzystuję jego każde potknięcie. Gdy w drugiej połowie pakuję piłkę w siatę trzeci raz, chłopak po przeciwnej stronie rzuca pad na podłogę. Towarzyszący mu trener próbuje go uspokoić, ale najwyraźniej ma do czynienia z opornym egzemplarzem. Przegrany klnie głośno i pospiesznie opuszcza salę, co podsumowuję cichym prychnięciem.
Korzystając z wolnego czasu, kieruję się ku stanowisku MadHattera. Wcześniej byłam za daleko, by dostrzec sińce pod oczami Kiliana. Teraz wyraźnie widzę zmiany w mężczyźnie, który szturmem podbił moje serce. I to boli... mocniej, niż jestem w stanie znieść.
Chowam dłonie do głębokiej kieszeni luźnej bluzy. Zastygam, obserwując niewzruszoną minę Kapelusznika. Przypomina niezdolną do uczuć woskową rzeźbę. Równocześnie piękną i pustą. Jakby ktoś bezlitośnie pozbawił go duszy.
Gra dobiega końca. Wynik jest wręcz niedorzeczny. Rudowłosy zawodnik bez słowa wstaje i mierzy Kiliana przenikliwym spojrzeniem. Chyba sam nie jest do końca pewny, co tak właściwie się wydarzyło i dlaczego przegrał z kretesem. Żegna się z Kormanem skinieniem głowy i odchodzi bez zbędnych ceregieli. Cenię sobie takie zachowanie u gamerów. Każdy z nas chce wygrywać, ale sztuką jest również umieć przegrać. Niełatwo przełknąć porażkę i z uniesionym czołem przeć dalej przed siebie. Coś o tym wiem.
Hatter odkłada pad, pociera twarz dłońmi, po czym przeczesuje palcami rozpuszczone włosy. Wciska się w oparcie fotela, ciągle wpatrzony w ekran przed sobą. Stojący po jego prawej stronie Jaro pochyla się i szepcze mu coś na ucho. I wtedy Kilian mnie dostrzega. Jego szafirowe oczy wprawiają moje serce w dziki galop. Patrzy na mnie, jakbym była dla niego najcenniejszym skarbem. Choć równie dobrze to wyobraźnia może płatać mi figle.
Jabłko Adama chłopaka porusza się, gdy przełyka ciężko ślinę. Jestem ukryta za tożsamością WhiteRabbita, mimo to czuję się kompletnie obnażona. Wiem, że on widzi prawdziwą mnie, każdy szczegół. A jednak nadal tkwi w bezruchu, nie odzywa się, nie podbiega, by mnie przytulić i powiedzieć, że to nic... że przecież damy radę. Bo kto, jak nie my?
Zostaję zaczepiona przez kogoś z organizatorów. Mówi, że zaraz zaczynam mecz i mam się udać na przydzielone mi stanowisko. Wolałabym zostać tutaj, a jeszcze chętniej podejść do Hattera, wziąć go za fraki i potrząsać tak długo, aż wydusi z siebie choć jedno logicznie brzmiące zdanie.
Niech to szlag!
Siadam na tyłku i biorę pad w ręce. Wrzeszczę na siebie w myślach, bo tym razem nie potrafię zignorować pojawiającego się w głowie obrazu Kiliana. Moim rywalem jest wKickstar - gracz, z którym miałam okazję rywalizować podczas ubiegłych mistrzostw. Startujemy i od razu rozpoznaję, że chłopak również pamięta nasze poprzednie spotkanie. Stawia na defensywę i jest niezwykle ostrożny. Pierwsza połowa kończy się bez bramek. W drugiej próbuję strzelić z dystansu, ale nie udaje mi się trafić. Zmieniam taktykę, gram bardziej ofensywnie, z wysokim pressingiem, co wreszcie skutkuje pierwszym golem.
Przeciwnik nie nauczył się trzymać nerwów na wodzy. Podobnie jak w zeszłym roku traci panowanie, co natychmiast wykorzystuję, prę do przodu i ładuję w siatę drugiego gola. Ostatnie pięć minut należy do mojej drużyny. Kładę wKickstara na łopatki i wychodzę z grupy z pierwszego miejsca.
Przebieram się na tylnym siedzeniu auta, na podziemnym parkingu. To nie jest odpowiednie miejsce, ale nie mam czasu ani ochoty, by szukać lepszego. Mój samochód ma przyciemniane szyby, ale jeśli ktoś pokusiłby się o śledzenie WhiteRabbita, z łatwością odkryłby jego prawdziwą tożsamość. Rok temu nie pozwoliłabym sobie na taką beztroskę i nieuwagę, teraz przestało to być priorytetem. I tak planuję pokazać światu swoje oblicze. Zmierzę się z krytyką, oceniającymi spojrzeniami i hejtem. Kilian miał rację - jestem wystarczająco silna, by temu podołać i znieść nawet najgorszą zniewagę. Nie potrzebuję się dłużej ukrywać.
Pakuję ubrania i maskę do pojemnego plecaka, który chowam w bagażniku, po czym siadam za kierownicą i włączam silnik. Najrozsądniej byłoby pojechać prosto do hotelu, zapomnieć o Hatterze, przespać się i spokojnie awansować w sobotę do finału. Szkoda, że ta strategia wydaje się niewykonalna, szczególnie po tym, jak ponownie zobaczyłam Kiliana.
Podgłaśniam muzykę, wsłuchując się w słowa About You Sik World. Rozum toczy zawziętą walkę z sercem, a ja nie jestem pewna, komu kibicować. Świadomość, że mężczyzna, którego kocham, jest tak blisko, burzy resztki zdrowego rozsądku. Czekanie na jego ruch przestaje mi wystarczać.
Do oczu napływają łzy. Mrugam, uparcie dławiąc płacz. Wyjeżdżam z parkingu, ale zamiast wrócić do hotelu, prowadzę auto w przeciwnym kierunku, by kilkanaście minut później zatrzymać się w pobliżu wieżowca, na którego szczycie znajduje się klub level 27.
Wspomnienia pojawiają się natychmiast, nie mam nad tym żadnej kontroli. Zaciskam powieki, powtarzając w myślach, że muszę odpuścić. Jednocześnie czuję całą sobą, że jeśli to zrobię, stracę kogoś wyjątkowego i już nigdy nie zaznam tego, czego zakosztowałam z Kilianem.
Chcę do niego zadzwonić, choć napisać, zrobić coś... Cokolwiek, byle nie stać dłużej w miejscu. Ile czasu powinnam mu dać? Niewykluczone, że on czeka na mnie. Równie prawdopodobne jest jednak to, że nie chce mieć ze mną nic do czynienia.
Jego ostre słowa odbijają się echem w mojej głowie: Zostaw mnie samego... Wypierdalaj!
Nie jestem w stanie odgadnąć, co próbował mi przekazać. Zdaję sobie sprawę, że moje doszukiwanie się ukrytego przekazu być może jest zgubne. Mimo wszystko chcę wierzyć, że jemu ciągle na mnie zależy.
Prawa ręka ześlizguje się z kierownicy. Powoli sięgam do kieszeni i wyjmuję smartfon. Odblokowuję go i wchodzę na Instagram MadHattera. Jego socjale nie zwolniły, relacje, wpisy i filmy pojawiają się systematycznie. Treść postów zdradza mi, że to głównie zasługa Jarka. Cieszę się, że Kilian ma takiego przyjaciela. Wiem, że FIFA jest jego wielką pasją. Często ucieka do wirtualnego świata, by odciąć się od brutalnej rzeczywistości. Rozumiem go aż za dobrze.
Otwieram naszą konwersację na WhatsAppie. Nie pisaliśmy ze sobą od jego urodzin. Przesuwam palcem po ekranie i odczytuję wiadomości, które znam już na pamięć. Co rusz zerkam na białą słuchawkę w górnym prawym rogu. Odebrałby?
Niespokojnie kręcę się w fotelu. Czy napisanie do niego będzie się łączyło z osiągnięciem statusu infantylnej desperatki? Jasno dał mi do zrozumienia, że mam zniknąć z jego życia. Dlaczego to do mnie nie dociera?!
Klikam w puste pole, by rozwinąć klawiaturę, krążę kciukiem wokół liter, obawiając się kolejnego ruchu. Istnieje zbyt wiele scenariuszy. Każdy szczegół może skierować nas na inną ścieżkę. Czy mamy choć maleńką szansę na szczęśliwe zakończenie?
Powinniśmy porozmawiać - piszę tylko po to, by natychmiast usunąć tę wiadomość. Brzmi zbyt nachalnie. Tęsknię za tobą - kolejna bezużyteczna informacja, której nie odważam się wysłać. W końcu wystukuję:
Gdzie jesteś, Alice?
Stawiam na neutralność, licząc, że Kilian dostrzeże przesłanie ukryte między tymi na pozór bezpiecznymi słowami.
Serce podchodzi mi do gardła, gdy widzę na ekranie, że coś pisze. Hatter odczytał wiadomość i prawdopodobnie próbuje mi na nią odpowiedzieć. Czuje w tej chwili to samo, co ja? Czuje choć namiastkę tego? A może pozostaje całkowicie obojętny? Jego spojrzenie podczas mistrzostw wyklucza tę opcję, a jednak nie potrafię uciszyć obaw.
Mijają sekundy, minuty... Czas dłuży się w nieskończoność, a ja nawet nie mrugam, czekając na jego reakcję.
Resztką sił powstrzymuję się od kliknięcia słuchawki. Tak bardzo chciałabym usłyszeć jego głos; zapytać, jak się czuje, dlaczego kazał mi odejść, co się wydarzyło tamtej nocy.
Kiedy wreszcie otrzymuję odpowiedź od Kiliana, mało co nie podskakuję z ekscytacji. Dwa wyrazy, a z nimi cała fala przygniatających mnie emocji.
Alice:
Za daleko.
Ja:
Nie możesz wrócić?
Alice:
Nie znam drogi powrotnej.
Przygryzam dolną wargę, układając w myślach pasujące zdania. Obracamy się w Krainie Czarów nie bez powodu. Podejrzewam, że zapytanie go wprost urwie nasz kontakt. Gdyby chciał normalnie porozmawiać, nie pisałby w ten sposób. Nie pozostaje mi nic innego, jak zagrać w tę grę, wejść do nory Królika i odszukać Kiliana, gdziekolwiek teraz jest.
Ja:
Mogłabym ci pomóc ją odnaleźć.
Specjalnie nie daję na końcu zdania pytajnika. Niech wie, że nadal dużo dla mnie znaczy i gdyby mi na to pozwolił, chwyciłabym jego dłoń, by wyciągnąć go z mroku.
Alice:
Dlaczego miałabyś to zrobić?
Ponieważ jestem twoją Myszą, kretynie!, wrzeszczę w myślach, ale nie odważam się z nim tym podzielić. Jest za wcześnie, a my poruszamy się po cienkim lodzie, który w każdej chwili może się załamać.
Ja:
Masz dwie możliwości: jedna doprowadzi cię do szczęścia, druga do szaleństwa. Moja rada to: nie potknąć się.
Wiem, że rozpozna ten cytat. Pytanie, jak go zrozumie. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby wyłożył na stół wszystkie karty, bez udawania i uników.
Alice:
Gdybym miał swój własny świat, wszystko w nim byłoby inaczej. Nic nie byłoby tym, czym jest, bo wszystko byłoby tym, czym nie jest.
Nie odpisuję od razu, potrzebuję chwili namysłu. Jego wiadomość nie jest całkowicie wiernym cytatem z Alicji w Krainie Czarów. Dopasował go pod siebie. Złe przeczucie znów daje o sobie znać. Jeśli nie chcę, by Kilian się wycofał, muszę być ostrożna. Nieważne, że zżera mnie ciekawość, a brak jasnej sytuacji doprowadza do obłędu.
Ja:
Śnisz?
Alice:
To nie jest takie proste.
Ja:
Nie jest proste czy nie znasz odpowiedzi?
Nagle w samochodzie robi się niemiłosiernie gorąco. Otwieram szybę, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Przegięłam? Ewidentnie widać, że Hatter jest w fatalnym stanie. Podczas turnieju przypominał żywego trupa, bez skrupułów niszczącego wszystko, co stanęło mu na drodze. Przed tamtą nocą sarkazm był jego drugim imieniem, teraz mam wrażenie, że piszę z kimś zupełnie innym. Z kimś, kto zapomniał, co to radość i miłość.
Alice:
Liczę, że to tylko sen.
Ja:
Co chciałbyś, żeby okazało się prawdą, kiedy się obudzisz?
Odpowiedź pojawia się błyskawicznie:
Alice:
My.
Nie spodziewałam się tego. W moim sercu na nowo wybucha nadzieja. Nie umiem jej poskromić, stłamsić. Wiem, że przez to uczucie będzie bolało jeszcze mocniej, gdy coś nie pójdzie po mojej myśli. WhiteRabbit wymyka się z zakamarków podświadomości i lamentuje, krzyczy, że mam przestać. Pozostaję głucha na jego prośby. Doskonale pamiętam, jak to było budzić się w ramionach Kiliana, widzieć swoje odbicie w jego błękitnych oczach, mieć pewność, że należymy wyłącznie do siebie.
Ja:
Gdybyś mi wytłumaczył, co się wtedy wydarzyło, dalibyśmy radę to ogarnąć.
Alice:
Nie.
Czytam jego wiadomości kilka razy i wiem coraz mniej. Przekleństwa palą mnie w język. Bezradność jest nie do zniesienia.
Czy to oznacza, że dla Kiliana nasz związek nie ma już szans? Skoro tak, czemu mi odpowiedział? Nie dopuszczam do siebie myśli, że się mną bawi. Nie po tym, co mi o sobie opowiedział. Odkrył się, opuścił gardę, ryzykując, że go zranię. Znam jego najskrytsze sekrety. Jestem świadoma, ile kosztowało go uzewnętrznienie każdego z nich.
Czy będę wystarczająco silna i wytrwała, by czekać, aż zdecyduje się podzielić prawdą? Jestem przekonana, że za tą przeklętą nocą kryje się coś więcej.
Ja:
Myślisz, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi?
Alice:
Myślę, że taki układ byłby w stanie mnie zabić... O ile rzeczywiście nadal żyję.
- Kilian, czego ty, do cholery, oczekujesz? - mamroczę pod nosem.
Ja:
Dlaczego kazałeś mi odejść?
Świadomie igram z ogniem. Zatrzymuję dłoń tuż nad tańczącym płomieniem.
I przegrywam.
Spalam się.
Nie dostaję od niego żadnej odpowiedzi.
Kilian
Unikam rozmów, odzywam się tylko, gdy jest to konieczne. Muszę być naprawdę dobrym aktorem, bo nikt do tej pory nie zapytał mnie o tamtą noc. W odpowiedzi na domysły moich znajomych - milczę. Nie mam ochoty zaprzeczać. Wydaje mi się, że zasłużyłem na takie postrzeganie: playboy, który sądził, że odnalazł prawdziwą miłość, ale nie potrafił zrezygnować z innych dup. Pieprzył się w swoje urodziny z Agatą, podczas gdy jego kobieta odchodziła od zmysłów, a kiedy następnego dnia wrócił do mieszkania, kazał jej wypierdalać.
Co ja w ogóle robię? Obiecałem sobie, że będę się trzymał z daleka od Wiki. Wystarczy, że zatruwam własne życie, ona zasługuje na coś lepszego. Przez jakiś czas łudziłem się, że z nią byłbym w stanie przejść przez każde gówno. Gdybym trzymał uparcie jej rękę, a wiem, że ona by mi na to pozwoliła, pociągnąłbym ją na samo dno. Jestem balastem, a ona musi rozwinąć skrzydła i wreszcie wzbić się w powietrze, pofrunąć na szczyt, bo dokładnie tam jest jej miejsce.
WhiteRabbitowi nie brakuje wiele do odniesienia znaczącego sukcesu. W esporcie nie jest łatwo zostać zauważonym. To, że nie mogę mieć Wiki, nie oznacza, że przestałem ją wspierać. Czekają mnie kurewsko trudne chwile, jednak dla jej szczęścia dałbym się nawet pokroić.
Kolejny raz czytam jej ostatnią wiadomość, po czym rzucam komórką o ścianę, mając nadzieję, że rozbiję ją w drobny mak. Ekran pęka, ale ustrojstwo nadal działa. Nie potrafię nawet rozjebać głupiego telefonu.
Z dnia na dzień coraz bardziej wątpię w swój zdrowy rozsądek. Myśli nie trzymają się kupy. Tracę rozum i panicznie boję się skończyć jak ciotka. A może już za późno na strach, skoro nie jestem w stanie stwierdzić, czy to, co się wydarzyło, faktycznie miało miejsce? Czy głosy w mojej popieprzonej głowie kłamią, a nawiedzające mnie co noc koszmary nie mają nic wspólnego z rzeczywistością?
Zrywam się z łóżka, ściągam ciuchy i wchodzę pod prysznic. Jutro drugi dzień mistrzostw. Wiem, że bez problemu przejdę do finału. FIFA jest aktualnie jedyną stabilną rzeczą w moim posranym życiu. Wszystko inne runęło, nie ma żadnego sensu. Nie jestem w stanie powiedzieć, co jest jawą, a co snem. Wydaje mi się, że coś wiem, a chwilę później rwę włosy z głowy, śmiejąc się z własnej bezradności, zdając sobie sprawę, że nie wiem nic.
Sama myśl o Agacie napawa mnie obrzydzeniem. Nie chcę do tego wracać, ale za każdym razem, gdy zamykam oczy, słyszę szydzące ze mnie postacie z Krainy Czarów. Bywają chwile, kiedy jestem bliski przerwania milczenia. Dzień po tym, gdy straciłem Wiki, zadzwoniłem do Jarka i bredziłem bez sensu. Możliwe, że moje trudności w wysławianiu się miały coś wspólnego z wychlaniem flaszki czystej. Ostatnimi czasy alkohol wchodzi mi lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Mając do wyboru otępienie czy ból, często wybieram pierwszą opcję. Mam potworne luki w pamięci, a co za tym idzie, nie umiem złożyć układanki, by rozpoznać, co przedstawia. Brakuje kluczowych elementów, a inne są jakby zamazane. Już nieraz się zastanawiałem, czy szczera rozmowa z Wiktorią miałaby sens. Problem w tym, że nie wiem, co miałbym jej wyznać. Jestem pewien, że spędziłem noc z Agatą. W mojej chorej głowie tkwią obrzydliwe obrazy. Czasami wydaje mi się, że jej usta dotykają mojej szyi. Budzę się zlany potem i chce mi się wyć. Tylko ucieczka do wirtualnego świata pomaga przetrwać ten chaos.
Wpatruję się tępo w białe kafle pod stopami. Jeden z nich ma kilka rys. Przechylam głowę w bok, opieram się o ścianę i zaciskam mocno powieki. Tam nic nie ma, a jednak moja spaczona wyobraźnia kreuje wizerunek Wiki.
Zraniłem ją dogłębnie. Nie jestem w stanie wymazać z pamięci jej miny kilka sekund przed tym, jak odeszła. Naprawdę byłaby w stanie mi wybaczyć? Napisała do mnie, a jej wiadomości wskazują na to, że istnieje szansa...
- Nie, kurwa - syczę pod nosem i ledwo powstrzymuję się od uderzenia pięścią w ścianę.
Otwieram oczy. Ustawiam temperaturę na niską, w nadziei, że zimna woda choć odrobinę mnie otrzeźwi. Boję się, że bliskość Wiki zburzy całą moją silną wolę. Pragnę ją chronić, jakkolwiek absurdalnie to brzmi. Zostanie prosem jest jednym z marzeń Ostrej, a ja mam pozycję pozwalającą ułatwić jej tę drogę. Nie chodzi, by przez znajomości zapewnić dziewczynie sukces, ale by dać możliwości. Otworzyłem furtkę, jednak niczego nie zrobię za nią. To ona musi się wykazać, to talent WhiteRabbita zadecyduje o być albo nie być.
Wiktoria jeszcze tego nie wie, ale przez najbliższy rok będziemy razem trenować. Scouci z reprezentacji Polski już od jakiegoś czasu rozglądają się za kimś nowym, zasugerowałem więc, żeby przyjrzeli się WhiteRabbitowi. Nieważne, co jest - a raczej czego już nie ma - między mną a Ostrą, na wirtualnym boisku tworzymy idealny duet. Po tym, jak opowiedziała mi o Króliku, stoczyliśmy niejeden pojedynek FIFA, co było ekscytujące. Musimy się jeszcze wiele nauczyć, ale jeśli nic nie stanie nam na drodze, stworzymy ekipę nie do pokonania.