Rozdział I. Geneza
ROZDZIAŁ I
GENEZA
Chory człowiek Europy
Na początku XX wieku Imperium Osmańskie stanowiło cień swojej dawnej
potęgi. W połowie XIX wieku, w epoce tzw. Tanzimatu (1839-1876),
próbowano przeprowadzić reformy, modernizując państwo oraz jego system
polityczny. Ukoronowanie tego procesu stanowiło wprowadzenie w 1876 roku
konstytucji. Sułtan Abdülhamid II jednak niemal natychmiast zawiesił jej
funkcjonowanie. Przez kolejne trzy dekady rządził samodzielnie,
opierając się na konserwatywnych doradcach oraz dostojnikach
muzułmańskich. Okres ten to nie tylko stagnacja, ale niekiedy wręcz
regres w życiu politycznym, ekonomicznym oraz społecznym.
Pogłębiający się kryzys państwa i jego słabnąca pozycja międzynarodowa
spowodowały, że coraz większa część elit osmańskich opowiadała się za
koniecznością gruntownych reform. Zwolennicy modernizacji, skupieni
wokół powstałego 1899 roku Komitetu Jedności i Postępu, opowiadali się
za zniesieniem monarchii absolutnej oraz przywróceniem konstytucji z 1876 roku. Jednocześnie odwoływali się do tureckiego dziedzictwa
kulturowego, dlatego powszechnie nazywano ich młodo-turkami
7.
Sympatykami idei głoszonych przez Komitet Jedności i Postępu było wielu
młodszych oficerów. W 1908 roku w oddziałach rozlokowanych w Tracji i Macedonii doszło do rozruchów. Wojska wysłane w celu stłumienia
niepokojów przyłączyły się do buntowników. Sułtan, postawiony pod
ścianą, po 30 latach przywrócił konstytucję. Wywołało to powszechną falę
entuzjazmu, w tym także wśród chrześcijan, liczących na poprawę swojej
pozycji politycznej w państwie. Początkowa euforia nie trwała długo. W kwietniu 1909 roku w stolicy doszło do buntu żołnierzy, do których
szybko przyłączyli się słuchacze szkół religijnych i ulemowie. Natomiast
po stronie reformatorów opowiedziały się wojska w garnizonach
europejskich. Utworzono z nich tzw. Armię Czynu (Hareket Ordusu), na
czele której stanął gen. Mahmud Şevket. Choć nie należał do
bezkrytycznych zwolenników Komitetu Jedności i Postępu, to uważał
wystąpienia w stolicy za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Już 24
kwietnia wojska Şevketa, nie napotykając większego oporu, wkroczyły do
stolicy. Przywódców rebelii stracono, zaś sułtana Abdülhamida II
zmuszono do abdykacji. Jego miejsce zajął Mehmed V, będący faktycznie
marionetką w rękach przywódców komitetu. Wkrótce znowelizowano
konstytucję, pozbawiając monarchę realnej władzy i ograniczając jego
rolę do pełnienia funkcji reprezentacyjnych oraz
religijnych8.
Dysponując pełnią władzy w stolicy, Komitet Jedności i Postępu zaczął
rozszerzać swoje wpływy na prowincję, próbując wprowadzać zapowiadane
reformy. Okazało się to znacznie trudniejsze, niż to sobie początkowo
wyobrażano. Tymczasem sytuacja międzynarodowa imperium ulegała dalszemu
pogorszeniu. Chaos wywołany rewolucją wykorzystali sąsiedzi. 5
października 1908 roku Bułgaria, dotąd formalnie uznająca zwierzchnictwo
sułtana, ogłosiła pełną niepodległość. Dzień później Austro-Węgry
zaanektowały okupowaną Bośnię i Hercegowinę9, wkrótce zaś
autonomiczna Republika Krety zadeklarowała przyłączenie do Grecji.
Nie był to koniec niepowodzeń. W nocy z 26 na 27 września 1911 roku
Włochy wystosowały ultimatum, domagając się przekazania Trypolitanii i Cyrenajki. Gdy odrzucono ich żądania, wypowiedziały imperium wojnę,
dokonując inwazji na obie prowincje. Rząd osmański długo nie chciał
ugiąć się przed włoskimi żądaniami. Dopiero zajęcie przez Włochów wysp
Dodekanezu zmusiło Osmanów do zgody na oddanie Libii10.
Powyższe porażki bledną jednak w porównaniu do tragedii, jaka wkrótce
rozegrała się na Bałkanach. Narody, które niedawno uwolniły się spod
panowania sułtana, dążyły do wydarcia Osmanom ziem uznawanych za swoje.
Były jednak zbyt słabe, by uczynić to samodzielnie, a wzajemna
nieufność, często zaś otwarta wrogość, uniemożliwiały wspólne działanie.
Dopiero w marcu 1912 roku, pokonując dotychczasowe animozje, podpisano
sojusz serbsko-bułgarski, w maju natomiast bułgarsko-grecki. Do koalicji
przyłączyła się także Czarnogóra. Ta ostatnia 8 października
wypowiedziała wojnę Imperium Osmańskiemu, wkrótce zaś uczyniły to także:
Serbia, Grecja oraz Bułgaria.
Armia osmańska nie była przygotowana do walki na kilku frontach,
sojusznicy dysponowali przeszło dwukrotną przewagą liczebną, a flota
grecka uniemożliwiła przysłanie posiłków z Azji. W rezultacie wojska
sułtana poniosły wiele dotkliwych porażek, siły koalicji szybko
opanowały niemal wszystkie posiadłości europejskie, a oddziały
bułgarskie podeszły pod samą stolicę.
Porażki na froncie doprowadziły do zamachu stanu przeprowadzonego przez
młodych działaczy Komitetu Jedności i Postępu. 23 stycznia 1913 roku
grupa spiskowców, na czele której stali Mehmed Talât oraz ?smail Enver,
wdarła się do siedziby rządu. W trakcie zajścia zastrzelono ministra
wojny Naz?ma Paszę, uwięziono pozostałych członków gabinetu, a wielkiego
wezyra zmuszono do ustąpienia. Jego miejsce zajął znany nam już gen.
Şevket, obejmując jednocześnie tekę ministra wojny11.
Zmiana władzy nie wpłynęła na przebieg działań wojennych. Próba
kontrofensywy zakończyła się katastrofą, a pod koniec marca skapitulował
Adrianopol (dziś tur. Edirne). Nie mając sił ani środków na
kontynuowanie wojny, rząd Şevketa musiał się zgodzić na warunki
podyktowane przez zwycięską koalicję. 30 maja podpisano w Londynie
traktat pokojowy, w którym Imperium Osmańskie zrzekało się wszystkich
obszarów w Europie z wyjątkiem stolicy oraz niewielkich skrawków Tracji
Wschodniej12.
W zwycięskiej koalicji szybko doszło do tarć związanych z podziałem
łupów. Bułgarzy, rozgoryczeni zbyt małymi nabytkami, w nocy z 29 na 30
czerwca 1913 roku uderzyli na Greków i Serbów. Nadzieje na szybkie
zwycięstwo okazały się płonne, zaś po stronie zaatakowanych opowiedzieli
się Rumuni. W Konstantynopolu młodzi oficerowie domagali się
wykorzystania wojny między dotychczasowymi sojusznikami i odzyskania
przynajmniej części straconych obszarów. Jednak wielki wezyr oraz jego
otoczenie obawiali się kolejnej konfrontacji. Sytuację zmieniło
tragiczne wydarzenie. 11 czerwca krewny zamordowanego w niedawnym
przewrocie Naz?ma Paszy w akcie zemsty zabił Şevketa Paszę. Dało to
"jastrzębiom" z Komitetu Jedności i Postępu wygodny pretekst do
rozprawienia się z opozycją oraz przejęcia pełni władzy. Nowym wielkim
wezyrem został Said Hamil Pasza, choć faktyczną władzę sprawował
triumwirat złożony z: Ahmeda Cemâla, Mehmeda Talâta oraz ?smaila
Envera13.
Ten ostatni przejął tekę ministra wojny. Natychmiast po objęciu
stanowiska wydał rozkaz uderzenia na wojska bułgarskie w Tracji.
Bułgarzy zaangażowali wszystkie siły na pozostałych frontach, a granicy
osmańskiej strzegło jedynie kilka tysięcy ludzi. Rozpoczęta 12 czerwca
ofensywa nie napotkała większego oporu i już 23 czerwca atakujący
wkroczyli do Adrianopola, wkrótce zaś osiągnięto dawną granicę
bułgarską. Podpisany 29 września w Konstantynopolu traktat pokojowy
oddawał ponownie Trację Wschodnią pod panowanie osmańskie14.
Odzyskanie Adrianopola nie może przysłonić faktu, że wojny bałkańskie
przyniosły imperium katastrofalne skutki. Utracono niemalże wszystkie
posiadłości europejskie, zamieszkane przez ok. 4 mln ludzi. Choć w porównaniu do europejskich standardów były one ubogie, to w odniesieniu
do pozostałych prowincji należały do i tak najlepiej rozwiniętych, nie
tylko zresztą gospodarczo, ale także kulturowo. Znajdowały się one pod
panowaniem sułtanów od setek lat i traktowano je jako rdzenne ziemie
osmańskie. To z nich wywodziła się duża część elit osmańskich, w tym
wielu przywódców nowego reżimu.
Wojna przyniosła znaczne przeobrażenia społeczne. Utrata ziem
zamieszkanych głownie przez chrześcijan spowodowała, że muzułmanie po
raz pierwszy od czasów średniowiecza zyskali zdecydowaną przewagę nad
innymi wyznaniami. Z kolei pod względem etnicznym ludność turecka
zaczęła osiągać bezwzględną większość wśród mieszkańców państwa.
Wreszcie niebagatelne znacznie miały zmiany polityczne w stolicy.
Dotychczasowa pośrednia, zakulisowa kontrola władzy przez Komitet
Jedności i Postępu została zamieniona na bezpośrednie, autorytarne rządy
tej partii. Szczególnie silną pozycję zyskał Enver, który odzyskanie
Adrianopola wykorzystał do wykreowania się na zbawcę ojczyzny.
Urodził się w 1881 roku w Konstantynopolu. W 1903 roku ukończył z wyróżnieniem Akademię Wojskową (Harp Akademisi). Niezwykle ambitny, już
w 1906 roku otrzymał awans na generała-majora. Po rewolucji
młodotureckiej został attaché wojskowym w Berlinie, gdzie zapoznał się
ze strukturą i z organizacją armii niemieckiej. Wywarła ona na nim
niezwykłe wrażenie. Od tego momentu dążył do przeniesienia niemieckich
wzorców ustrojowych i wojskowych do Imperium Osmańskiego. Po włoskiej
agresji opuścił Berlin i przez Egipt przedostał się do Libii, gdzie z powodzeniem mobilizował lokalne plemiona do walki z najeźdźcą. Gdy
wybuchła pierwsza wojna bałkańska, wrócił do stolicy, walnie
przyczyniając się do przejęcia władzy przez Komitet Jedności i Postępu i stając się jedną z kluczowych postaci nowego reżimu. Jego pozycję
dodatkowo wzmocniło małżeństwo z księżniczką Emine Naciye Sułtan,
wnuczką Abdülmecida I.
Enver należał do zagorzałych zwolenników panturanizmu, idei głoszącej
zjednoczenie w ramach jednego państwa wszystkich ludów tureckich, tzn.:
Azerów, Kazachów, Turkmenów, Tadżyków itd. Aby osiągnąć ten cel,
należało pokonać Rosję, panującą nad większością ziem zamieszkanych
przez narody tureckie. Oczywiście osłabione państwo nie mogło tego
dokonać samodzielnie i potrzebowało potężnego sojusznika. Zdaniem Envera
Niemcy doskonale nadawały się do odegrania tej roli.
Poglądy Envera, choć może nie w aż tak skrajnej formie, popierała
większość działaczy Komitet Jedności i Postępu. Gdy kilka lat wcześniej
przejmowali władzę w państwie, liczyli na realizacją utopijnej idei,
mając nadzieję, że po zrównaniu w prawach wszystkich poddanych sułtana
uda się stworzyć z nich lojalnych obywateli, bez względu na
przynależność etniczną czy religijną. Rzeczywistość szybko zweryfikowała
te poglądy. Rozbudzone nacjonalizmy rozsadzały imperium od wewnątrz, a wojny bałkańskie pokazały, że mieszkańcy poszczególnych prowincji tylko
szukali okazji, by uzyskać niezależność. Zresztą te procesy następowały
nie tylko na Bałkanach, ale także wśród Ormian czy Arabów. Działacze
Komitetu Jedności i Postępu szybko się przekonali, że próby stworzenia
wieloetnicznego i wieloreligijnego społeczeństwa osmańskiego nie miały
szans powodzenia. Zamiast tego zamierzali oprzeć się na budzącej się w tym czasie tureckiej świadomości narodowej, z islamem jako dominującą
religią.
Na arenie międzynarodowej najpoważniejsze wyzwanie stanowiła chęć
wyjścia z politycznie izolacji, szczególnie widoczna podczas obrad
kongresu londyńskiego. Osmańskich dyplomatów nie dopuszczono do
negocjacji, jedynie oznajmiono im podjęte decyzje. Przyłączenie się do
jednego z wielkich bloków militarnych miało pozwolić odzyskać
podmiotowość na arenie międzynarodowej. Pozostawało pytanie, po której
stronie się opowiedzieć15.
Zabójstwo austro-węgierskiego następcy tronu dało dyplomacji osmańskiej
okazję do szukania potencjalnych partnerów. Przede wszystkim zwrócono
się do Paryża. Nad Sekwaną osmańskich dyplomatów przyjęto chłodno.
Francuzi nie zamierzali narażać sojuszu z Rosją, traktującą państwo
sułtana jako rywala.
Większe nadzieje wiązano z Londynem. Od kwietnia 1909 roku w Konstantynopolu działała misja morska, pomagająca w modernizacji floty.
Brytyjscy oficerowie przygotowywali projekty reform w zakresie
szkolenia, organizacji, zwłaszcza zakupu nowoczesnych jednostek.
Współpraca układała się niezbyt dobrze, a lekceważące podejście oficerów
Royal Navy do swoich partnerów powodowało częste konflikty. W rezultacie
już w styczniu 1910 roku zrezygnował z pełnionej funkcji wiceadm.
Douglas Gamble, szef misji. Nie lepiej współpraca układała się jego
następcy, kontradm. Hugh Williamsowi. Objął stanowisko w maju 1910 roku,
a już w lutym 1911 roku podał się do dymisji. Przez ponad rok stanowisko
pozostawało nieobsadzone i dopiero w czerwcu 1912 roku kolejnym szefem
został wiceadm. Arthur Limpus. W przeciwieństwie do swoich poprzedników
traktował on swoich formalnych zwierzchników jak partnerów, nie okazując
wobec nich niechęci czy lekceważenia. Zapewne dlatego pełnił swoją
funkcję znacznie dłużej i dopiero wybuch wojny zakończył jego
kontrakt16.
Brytyjscy oficerowie przyczynili się do znacznego podniesienia poziomu
wyszkolenia osmańskich marynarzy. Nigdy nie zapominali jednak, czyje
interesy reprezentowali. Stąd naciski, by nowe okręty zamawiać w stoczniach brytyjskich. Nie zawsze udawało im się to osiągnąć. W 1910
roku Ministerstwo Marynarki kupiło dwa stare okręty od Niemiec, a wkrótce zamówiło w tym kraju cztery nowe niszczyciele. Niemniej jednak
najważniejszy kontrakt, na nowoczesny okręt liniowy, otrzymała stocznia
Vickersa. Wkrótce dołączyła do niego kolejna jednostka, tym razem
budowana przez Armstronga17. Świadczy to o sile lobby
brytyjskiego w Konstantynopolu. Pokazuje jednocześnie, że nad Bosforem
nie traktowano W?elkiej Brytanii jako potencjalnego przeciwnika, a stronnictwo proniemieckie z Enverem na czele nie uzyskało jeszcze
decydującego wpływu na politykę zagraniczną.
Potężne drednoty miały pozwolić na zdobycie przewagi nad flotami rywali,
w tym przede wszystkim grecką. Zakup dwóch bardzo nowoczesnych okrętów
przekraczał jednak możliwości zrujnowanego budżetu. Niezbędne środki
pochodziły z dobrowolnych składek zbieranych przez Osmańskie
Stowarzyszenie Marynarki Wojennej. W połowie 1914 roku oba okręty
zostały już zwodowane i przechodziły ostatnie testy lub dokonywano na
nich drobnych prac wykończeniowych. Do Wielkiej Brytanii udały się
załogi i trwały przygotowania do ich przekazania.
Plany te niespodziewanie pokrzyżował wybuch wojny w Europie. Royal Navy
miała się w niej zmierzyć z rozbudowywaną od kilkunastu lat niemiecką
Marynarką Wojenną. Brytyjczycy dysponowali znaczną przewagą, posiadając
24 drednoty, zaś ich przeciwnicy jedynie 17. Ta przewaga, choć "na
papierze" wydawała się duża, mogła zostać zniwelowana przez mało
prawdopodobny, ale jednak możliwy zbieg okoliczności. Działania min,
okrętów podwodnych lub torpedowców mogły wyeliminować 2 lub 3 okręty, a awarie uniemożliwić wyjście z portu kilku kolejnym. Wówczas w razie
ewentualnego starcia siły obu stron byłyby wyrównane, a wynik walki
niepewny. Ówczesny pierwszy lord Admiralicji, młody Winston Churchill,
nie chciał niczego pozostawiać przypadkowi. 28 lipca podjął decyzję o zarekwirowaniu osmańskich jednostek, które oficjalnie zajęto 1
sierpnia18.
Decyzja Churchilla, podjęta wbrew obowiązującym normom prawnym, wywołała
oburzenie w całym Imperium Osmańskim. Potraktowano ją jako policzek
wymierzony osmańskiemu społeczeństwu, które swoją ofiarnością
sfinansowało budowę okrętów. Atmosferę złości i rozgoryczenia
wykorzystał Enver oraz stronnictwo proniemieckie. Dotychczas wpływy
Berlina nad Bosforem nie były zbyt duże. Co prawda, w połowie 1913 roku
ustanowiono w Konstantynopolu niemiecką misję wojskową, ale początkowo
liczyła ona jedynie kilku oficerów. Nas jej czele stał gen. Otto Liman
von Sanders.
Nad Sprewą nisko oceniano armię osmańską i nie traktowano jej jako
wartościowego sojusznika. Dlatego gdy 22 lipca 1914 roku osmańscy
dyplomaci zaproponowali rozmowy na temat sojuszu, rząd niemiecki
początkowo nie okazał zainteresowania. Szybko uświadomiono sobie jednak,
że wciągnięcie państwa sułtana do wojny pomimo jego słabości dawało
wiele korzyści strategicznych. Zamykało cieśniny czarnomorskie dla
rosyjskiej żeglugi, a wojska osmańskie mogły związać część sił
rosyjskich na Kaukazie oraz brytyjskich w Egipcie. Niemcy nie
spodziewali się, aby ich nowi sojusznicy odnieśli jakiekolwiek sukcesy,
ale już sam fakt otwarcia tych frontów stanowił wartość samą w sobie.
Przy założeniu, że wojna w Europie zostanie rozstrzygnięta w ciągu kilku
miesięcy, liczyło się tylko to, aby oddziały rosyjskie i brytyjskie nie
trafiły na decydujące teatry wojny.
Członkowie stronnictwa proniemieckiego od jakiegoś czasu prowadzili
niejawne rozmowy z Berlinem na temat sojuszu19. Oburzenie
zarekwirowaniem okrętów przez Brytyjczyków pozwoliło im na otwarte
działanie. Już 2 sierpnia podpisano traktat sojuszniczy między Imperium
Osmańskim a Cesarstwem Niemieckim. Zakładał on wspólne wystąpienie
przeciwko Rosji, gdyby ta wystąpiła w obronie Serbii przeciwko
Austro-Węgrom. Berlin ze swej strony zobowiązywał się chronić
integralność terytorialną swojego sojusznika, rozbudować misję wojskową,
udzielić wsparcia finansowego oraz materialnego przy odbudowie
armii20.
Enver, główny autor porozumienia, zdawał sobie sprawę, że armia osmańska
nie była gotowa do udziału w żadnym konflikcie, nie mówiąc o konfrontacji z Rosją. Liczył, że uda mu się robić uniki do czasu, aż
wojna rozstrzygnie się na europejskich frontach. Dopiero wówczas
zamierzał przystąpić do walki, zbierając owoce zwycięstwa. Niemieccy
dyplomaci szybko przejrzeli jednak grę osmańskiego polityka, coraz
silniej naciskając na wywiązanie się z sojuszniczych zobowiązań. Ważną
rolę w tych wysiłkach odegrała Eskadra Śródziemnomorska, złożona z krążownika liniowego SMS Goeben oraz krążownika lekkiego SMS
Breslau. Okręty dowodzone przez kontradm. Wilhelma Souchona
reprezentowały niemieckie interesy w Basenie Morza Śródziemnego. W momencie wybuchu wojny austro-serbskiej przebywały na Adriatyku. Dowódca
eskadry skierował swe okręty do portów sycylijskich. Ogłoszenie przez
rząd włoski neutralności mocno skomplikowało jego sytuację. Kontradmirał
Souchon zdecydował się zaatakować francuskie linie komunikacyjne oraz
ostrzelać porty na wybrzeżu afrykańskim.
Gdy 4 sierpnia jego okręty wracały z misji w kierunku Messyny, natknęły
się na jednostki Royal Navy. Ponieważ wówczas jeszcze Wielka Brytania i Druga Rzesza nie znajdowały się w stanie wojny, oba zespoły tylko się
obserwowały. Wieczorem niemieckie okręty nie niepokojone dotarły do
włoskiego portu. Gdy późnym wieczorem Wielka Brytania wypowiedziała
Niemcom wojnę, sytuacja Eskadry Śródziemnomorskiej stała się
trudniejsza. Ponieważ Włochy nie zamierzały rezygnować z neutralności,
okręty kontradm. Souchona musiały wkrótce opuścić Messynę. Brytyjscy
oficerowie liczyli na przechwycenie obu jednostek, jak tylko te opuszczą
włoskie wody terytorialne. Spodziewali się, że Niemcy spróbują ponownie
zaatakować francuskie posiadłości lub udadzą się na Adriatyk, by
schronić się w jednym z austro-węgierskich portów. Tymczasem niemiecki
dowódca skierował swoją niewielką eskadrę na wschód, całkowicie
zaskakując przeciwników21. 10 sierpnia niemieckie okręty
dotarły do Dardaneli, po czym zostały przeprowadzone przez osmańskich
pilotów na Morze Marmara22.
Brytyjscy dyplomaci domagali się internowania niemieckich okrętów.
Wkrótce ich argumenty wsparły okręty Royal Navy, rozpoczynając blokadę
cieśniny. Z kolei Hans von Wangenheim, ambasador niemiecki w Konstantynopolu, nalegał, aby wielki wezyr zignorował brytyjskie
żądania. Osmański rząd znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Zastosowanie
się do zapisów konwencji haskiej oznaczało zerwanie dopiero co
podpisanego traktatu sojuszniczego z Niemcami oraz ponowną izolację na
arenie międzynarodowej. Jej zignorowanie groziło wojną z Wielką
Brytanią, której chciano uniknąć za wszelką cenę. Zdecydowano się na
zaskakujące rozwiązanie. Niemieckiemu dyplomacie zaproponowano "zakup"
obu okrętów przez osmański rząd. Wangenheim, pod presją upływającego
czasu, zgodził się na tę propozycję. 16 sierpnia odbyła się oficjalna
ceremonia podniesienia osmańskiej bandery na okrętach, które otrzymały
nazwy Yavuz Sultan Selim (eks-Goeben) oraz Midilli
(eks-Breslau)23.
Wydawało się, że rząd osmański wyszedł zwycięsko z kryzysu. Z jednej
strony utrzymano sojusznicze więzi z Niemcami, z drugiej utarto nosa
Brytyjczykom. Wreszcie pozyskano 2 nowoczesne okręty W praktyce sytuacja
przedstawiała się zgoła inaczej. 15 sierpnia rozwiązano umowę z wiceadm.
Limpusem, szefem brytyjskiej misji morskiej. Niemal automatycznie jego
obowiązki przejął kontradm. Souchon, któremu podporządkowano całą
osmańską Marynarkę Wojenną. Formalnie podlegał on ministrowi marynarki,
Cemalowi, w praktyce realizował wytyczne nadsyłane z Berlina. W ten
sposób rząd osmański w praktyce utracił kontrolę nad marynarką wojenną.
Informacja o "zakupie" niemieckich okrętów rozwścieczyła Brytyjczyków,
ale w zaistniałej sytuacji niewiele mogli zrobić. W pobliżu Dardaneli
pozostawiono silną eskadrę pod dowództwem kontradm. Ernesta
Troubridge'a24. Otrzymał on rozkaz, aby bez ostrzeżenia
zaatakować niemieckie okręty, gdyby te próbowały opuścić cieśninę, nawet
gdyby płynęły pod osmańską banderą. Zdając sobie sprawę z obecności
brytyjskich okrętów, kontradm. Souchon nie próbował nawet zbliżać się do
cieśniny. Miał za to nieskrępowany dostęp do Morza Czarnego, z czego
miał wkrótce skorzystać.
Tymczasem w Europie wojna nabierała rozmachu, a wcześniejsze rachuby,
zakładające, że wojna rozstrzygnie się w ciągu kilku miesięcy, okazały
się błędne. Obie strony zaczęły szukać sojuszników. Dyplomacja niemiecka
wywierała coraz mocniejszą presję na rząd osmański, nalegając na
wywiązanie się z sojuszniczych zobowiązań. Jednak nad Bosforem zarówno
większość polityków, jak i społeczeństwa nie chciała kolejnej wojny. Z drugiej strony zarówno Wielka Brytania, jak i Francja dostrzegły w końcu, że dotychczasowa polityka względem Osmanów przyniosła im więcej
szkód niż korzyści. Szczególnie Londyn próbował naprawić szkody wywołane
konfiskatą okrętów. W zamian za zachowanie neutralności zaoferowano
gwarancję integralności terytorialnej oraz obiecano zwrócić okręty po
zakończeniu wojny. Trudno te propozycje uznać za kuszące25.
Także dla Niemiec kwestia ta nabierała coraz istotniejszego znaczenia.
Każdego dnia na front zachodni przybywały kolejne oddziały brytyjskie.
Również na froncie wschodnim sytuacja dla państw centralnych stawała się
coraz trudniejsza. Rosjanie, choć wolno, mobilizowali swoje ogromne
zasoby ludzkie, systematycznie zwiększając liczbę żołnierzy na froncie.
Przystąpienie Imperium Osmańskiego do wojny pozwoliłoby zatrzymać część
sił brytyjskich na Bliskim Wschodzie, a rosyjskich na Kaukazie. Mogło
też skłonić neutralną Bułgarię do wystąpienia przeciwko Serbii.
Tymczasem w Konstantynopolu stronnictwo Envera traciło wpływy. Jego
zapowiedzi nie spełniły się. Wizja przedłużającego się konfliktu, do
którego imperium mogłoby zostać wciągnięte, sprawiała, że przewagę
zyskiwali zwolennicy neutralności. Enver, chcąc zachować decydujący
wpływ na przebieg wypadków, zdecydował się doprowadzić do sytuacji, w której uniknięcie wojny stawało się niemożliwe. W tym celu podjął wiele
prowokacyjnych działań. 7 września zawieszono dotychczasowe przywileje
kapitulacyjne, co stanowiło cios dla ekonomicznej pozycji obywateli
mocarstw europejskich, szczególnie brytyjskich i francuskich. Pod koniec
września znacznie podwyższono cło na towary europejskie, wkrótce państwo
przejęło urzędy pocztowe, dotychczas zarządzane przez europejskich
przedsiębiorców.
Gdy te prowokacyjne zabiegi nie przyniosły spodziewanego efektu,
sięgnięto po bezpośrednie środki. Osmańskie okręty dowodzone przez
kontradm. Souchona ostrzelały 29 oraz 30 października 1914 roku
rosyjskie porty na Morzu Czarnym, w tym: Odessę, Sewastopol, Noworosyjsk
i Teodozję. W odpowiedzi na tak jawną prowokację 2 listopada 1914 roku
Rosja wypowiedziała Imperium Osmańskiemu wojnę, a kilka dni później, 5
listopada, uczyniły to Francja i Wielka Brytania. W ten sposób państwo
sułtana po raz kolejny znalazło się w stanie wojny, mimo że jej nie
chciało, nie było do niej przygotowane, a co najważniejsze, nie miało w niej nic do zyskania a wszystko do stracenia26.
Sytuacja strategiczna Wielkiej Brytanii
O ile państwo osmańskie na początku XX wieku stanowiło jedynie cień
swojej dawnej potęgi, o tyle Imperium Brytyjskie zdawało się przeżywać
okres swojej największej świetności. Obejmowało niemal jedną czwartą
globu, a co piąty mieszkaniec planety żył pod panowaniem brytyjskiego
monarchy. W skład tego rozległego imperium wchodziły terytoria leżące na
wszystkich kontynentach, oblewane przez wody trzech oceanów, na których
niepodzielnie panowały potężne okręty Royal Navy.
Te zewnętrzne oznaki potęgi niejednokrotnie przesłaniały prawdziwy obraz
tego państwa. Choć trudno mówić, by Imperium Brytyjskie przeżywało
kryzys, to musiało zmagać się z coraz większymi wyzwaniami. Gospodarka
wciąż się rozwijała, ale nie tak szybko jak u głównych konkurentów. Na
początku XX wieku pod względem produkcji przemysłowej Brytyjczyków
wyprzedzili nie tylko Amerykanie, ale również Niemcy. Rywale często
lepiej i szybciej adaptowali nowe technologie, a także nowoczesne,
efektywniejsze modele zarządzania oraz organizacji
produkcji27.
Marynarka wojenna musiała mieć potencjał umożliwiający uchronienie Wysp
Brytyjskich przed inwazją, utrzymywanie rozległych linii komunikacyjnych
rozciągniętych na wszystkich akwenach oraz ochronę żeglugi handlowej,
dostarczającej brytyjskiemu przemysłowi niezbędnych surowców. I choć
Royal Navy potrafiła te zadania wypełnić, to utrzymywanie marynarki oraz
jej ciągła modernizacja pochłaniały gigantyczne sumy, stanowiące ogromne
obciążenie dla budżetu.
Obrona posiadłości kolonialnych stanowiła niezwykle trudne zadanie.
Utrzymywanie silnych garnizonów we wszystkich posiadłościach
przekraczało możliwości niewielkiej armii. Ale to nie liczba żołnierzy
stanowiła główny problem. Nawet kilkakrotnie większe siły nie zdołałyby
zabezpieczyć tak rozległych obszarów. W rezultacie Brytyjczycy starali
się chronić porządek i ład w koloniach, wykorzystując lokalne formacje
wojskowe oraz policyjne. Oddziały z metropolii stacjonowały tylko w najważniejszych, strategicznych punktach, ale nawet tam ich liczebność
często nie przekraczała kilkuset ludzi.
W razie lokalnego konfliktu wojska te wzmacniano oddziałami przesyłanymi
z Wysp Brytyjskich, zasilając je dodatkowo ochotniczymi formacjami z "białych" kolonii. Ten schemat działania wymagał całkowitej kontroli
szlaków morskich. Co więcej, zaangażowanie armii w jednym miejscu
powodowało, że wszystkie pozostałe posiadłości stawały się niemal
bezbronne i podatne na agresję. W rezultacie kolejne rządy starały się
unikać konfliktów zbrojnych i rozwiązywać spory na drodze
dyplomatycznej. Ten cel jednak nie zawsze udawało się osiągnąć i w XIX
wieku Wielka Brytania angażowała się w wiele wojen, toczonych zresztą z różnym skutkiem.
Kolonie zapewniały gospodarce niezbędne surowce oraz stanowiły rynki
zbytu. Pamiętać jednak należy, że to Europa była głównym odbiorcą
towarów brytyjskich. Z tego powodu utrzymanie swobodnej wymiany
handlowej z kontynentem uznano za priorytet w polityce międzynarodowej.
O tym, jak bolesne mogło się okazać odcięcie od rynku europejskiego,
Brytyjczycy przekonali się w okresie wojen z napoleońską Francją. Choć
blokada kontynentalna nie doprowadziła do załamania ich gospodarki, to
jednak straty poniesione w jej wyniku okazały się bardzo bolesne.
W Londynie dość powszechnie uznawano, że dla brytyjskich interesów
podstawowym dążeniem powinno być niedopuszczenie, aby jakiekolwiek
mocarstwo zdominowało Stary Kontynent. Cel ten osiągano, utrzymując
równowagę między najważniejszymi państwami kontynentu. Pozwalało to
wykorzystywać własną pozycję ekonomiczną i czerpać korzyści z handlu.
Ponadto Wielka Brytania odgrywała rolę przysłowiowego języczka u wagi, w decydujący sposób wpływając na kształt polityki europejskiej mimo
posiadania niewspółmiernie mniejszych sił wojskowych od kontynentalnych
partnerów.
W sytuacji gdy którekolwiek z mocarstw próbowało zachwiać istniejącym
systemem i zdobyć hegemonię, Wielka Brytania sprzymierzała się z jego
rywalami, wspierając ich finansowo i militarnie. Tę politykę realizowano
z bezwzględną konsekwencją, nie wahając się zrywać z dotychczasowymi
sojusznikami i wspierać niedawnych przeciwników. Tego typu działania
doskonale podsumował w połowie XIX wieku lord Palmerston, pisząc, że:
"Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów;
wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony".
Od wieków najpoważniejszym rywalem pozostawała Francja, dążąca nie tylko
do dominacji w Europie, ale rywalizująca z wyspiarzami o kolonie. Gdy
wraz z upadkiem Napoleona pozycja Francji została złamana, Brytyjczycy
nie dopuścili do jej zbytniego osłabienia, obawiając się, aby w jej
miejsce nie wyrosło nowe zagrożenie. Szczególny niepokój budziły coraz
większe ambicje Rosjan, którzy przez tereny Środkowego Wschodu mogli
zagrozić Indiom, zaś chęć opanowania cieśnin czarnomorskich uznano za
zagrożenie dla szlaków komunikacyjnych biegnących przez Morze
Śródziemne. Stąd wzięło się w połowie XIX wieku dążenie do zachowania
integralności terytorialnej Imperium Osmańskiego i Persji, traktowanych
jako strefy buforowe między własnymi posiadłościami a państwem carów.
Pod koniec XIX wieku w Europie wytworzyły się dwa bloki
polityczno-wojskowe. W 1882 roku w Wiedniu podpisano traktat sojuszniczy
między Niemcami, Austro-Węgrami i Włochami. Odpowiedź stanowiło zawarte
w 1892 roku przymierze francusko-rosyjskie. Wielka Brytania przez lata
prowadziła politykę niewiązania się traktatami sojuszniczymi, nie chcąc
ograniczać swojej swobody w polityce międzynarodowej. Na początku XX
wieku kontynuowanie tej zasady stawało się coraz trudniejsze, narażając
Wielką Brytanię na osamotnienie w razie ewentualnego konfliktu. Dlatego
zdecydowano się skończyć z polityką izolacjonizmu. W styczniu 1902 roku
zawarto traktat sojuszniczy z Japonią, zaś w kwietniu 1904 roku
podpisano z Francją tzw. serdeczne porozumienie (z franc. Entente
Cordiale), regulujące dotychczasowe spory w koloniach. Wreszcie 31
sierpnia 1907 roku w Petersburgu podpisano brytyjsko-rosyjskie
porozumienie, w którym rozgraniczono strefy wpływów obu państw w Persji,
Afganistanie oraz Tybecie.
28 czerwca 1914 roku w Sarajewie Gawriło Princip dokonał zamachu na
austro-węgierskiego następcę tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żonę Zofię. W europejskich stolicach zdawano sobie sprawę, że
konsekwencją tego wydarzenia będzie kryzys międzynarodowy, ale nikt nie
sądził, że jego skutki okażą się tak dramatyczne. Tymczasem 23 lipca
rząd w Wiedniu, korzystając z niemieckiego poparcia, wystosował do
Serbii ultimatum, praktycznie niemożliwe do zaakceptowania nad Sawą.
Serbska odpowiedź stała się pretekstem do wypowiedzenia przez Wiedeń
wojny, dając początek efektowi domina, prowadzącemu do wybuchu
powszechnego konfliktu28.
Brytyjski rząd stanął przed dylematem: zachować neutralność czy wesprzeć
swoich partnerów. Początkowo przewagę zyskali zwolennicy niewłączania
się do wojny, ale naruszenie neutralności Belgii przez niemieckie
oddziały ostatecznie przechyliło szalę na korzyść zwolenników
interwencji. 4 sierpnia wypowiedziano Niemcom wojnę.
Brytyjska strategia wojenna zakładała wielowymiarowe działania przeciwko
Drugiej Rzeszy. W pierwszej kolejności Royal Navy skupiła się na
zabezpieczeniu Wysp Brytyjskich, koncentrując swoje główne siły na Morzu
Północnym. W 1914 roku Brytyjczycy posiadali nad Kaiserliche Marine
zdecydowaną przewagę w nowoczesnych okrętach liniowych, co
minimalizowało ryzyko inwazji29. Kolejny strategiczny cel
stanowiło zabezpieczenie morskich szlaków komunikacyjnych, czemu służyło
zlikwidowanie nieprzyjacielskich baz morskich oraz wyeliminowanie
jednostek korsarskich działających na wszystkich akwenach. Pomimo wielu
niepowodzeń oraz porażek zadanie to zrealizowano w ciągu kilku
pierwszych miesięcy wojny. Wreszcie Londyn zamierzał wykorzystać
dominującą pozycję w światowym systemie ekonomicznym, uderzając w niemiecką gospodarkę.
Stosunkowo najmniejsze znaczenie w brytyjskiej strategii odgrywały
wojska lądowe. Brytyjczycy posiadali nieliczną armią, liczącą ok. 250
tys. ludzi, z których niemal połowa stacjonowała w koloniach. Z reszty
utworzono Siły Ekspedycyjne (Expeditionary Force), zorganizowane w sześć
dywizji piechoty oraz dywizję kawalerii. Zgodnie z brytyjsko-francuskimi
ustaleniami sztabowymi siły ekspedycyjne po przybyciu na kontynent
powinny skoncentrować się mniej więcej w rejonie Arras-Cambrai,
osłaniając lewą flankę francuskiego frontu30.
W porównaniu do milionowych armii wystawionych przez Francję i Niemcy w 1914 roku Brytyjczycy skierowali do walki bardzo niewielkie siły. Nie
spodziewano się zatem, że w zbliżającej się konfrontacji odegrają
większą rolę. Ich udział w zmaganiach w założeniach miał mieć charakter
bardziej symboliczny i stanowić wartość głównie polityczną, wzmacniając
pozycję dyplomacji brytyjskiej na spodziewanym kongresie pokojowym.
Wkroczenie wojsk niemieckich do Belgii nie zaskoczyło sojuszników. W przedwojennych analizach rozpatrywano taką ewentualność. Uznano jednak,
że Niemcy nie posiadali wystarczających sił, by przeprowadzić głęboki
manewr oskrzydlający. Sądzono, że jeśli wkroczą do Belgii, to aby
wykonać płytkie obejście francuskiego frontu, operując na południe od
Mozy. Francuskie naczelne dowództwo przygotowało się na taki manewr i w razie pojawienia się oddziałów niemieckich w południowej Belgii i Luksemburgu zamierzało związać je walką za pomocą własnych działań
zaczepnych. Zgodnie z przedwojennymi ustaleniami brytyjski kontyngent
powinien zabezpieczyć lewe skrzydło francuskiego frontu, a gdyby
pojawiła się sposobność, uderzyć na prawą flankę niemieckiego
zgrupowania31.
Alianci błędnie ocenili niemieckie przygotowania. W rzeczywistości dwie
niemieckie armie uderzyły na Belgię na północ od Ardenów, szybko zajęły
twierdze Liége i Namur, a następnie szerokim łukiem obeszły francuskie
ugrupowanie. W rezultacie wojska brytyjskie zamiast na skrzydle,
znalazły się na drodze uderzenia głównych sił 1. Armii gen. Alexandra
von Klucka. Sprzymierzeni zostali całkowicie zaskoczeni siłą i skalą
tego manewru. Mimo to wojskom niemieckim nie udało się zrealizować
swoich strategicznych celów. Zostały one powstrzymane w bitwie nad Marną
we wrześniu 1914 roku.
Następnie obie strony próbowały przejąć inicjatywę i oskrzydlić
nieprzyjaciela. Doprowadziło to jesienią 1914 roku do serii starć,
znanych jako "wyścig do morza". Jego kulminację stanowiła tzw. pierwsza
bitwa pod Ypres. Również ona nie przyniosła rozstrzygnięcia.
Przeciwnicy, wyczerpani kilkumiesięcznymi zmaganiami, przeszli do
defensywy, rozbudowując linie obronne. Zimę 1914/1915 roku walczące
strony poświęciły na uzupełnianie wykrwawionych oddziałów i odtwarzanie
zapasów amunicji. Wystawiano też nowe dywizje, przygotowując się do
wznowienia działań zaczepnych na wiosnę32.
Do końca 1914 roku BEF stracił ponad 90 tys. zabitych, rannych i wziętych do niewoli33. Wysokie straty nie stanowiły
niespodzianki. Doświadczenia wcześniejszych konfliktów nie pozostawiały
wątpliwości, że będą one ogromne. Zaskoczenie natomiast stanowił brak
rozstrzygnięcia w wojnie. Przed walczącymi państwami pojawił się
problem określenia strategii jej dalszego prowadzenia. Dla państw
kontynentalnych kierunek działań był raczej oczywisty - przeciwnik
znajdował się tuż obok, należało zatem zmobilizować jak największe siły
i przygotować się do wznowienia walki wiosną 1915 roku. Tak naprawdę
należało jedynie wybrać miejsce i czas ofensywy.
Inaczej sytuacja wyglądała w przypadku Wielkiej Brytanii. Ze względu na
charakter jej armii szybkie wzmocnienie sił ekspedycyjnych było
niemożliwe. Z kolonii sprowadzono większość regularnych batalionów,
zastępując je oddziałami terytorialnymi. Zorganizowano z nich kilka
dodatkowych dywizji, którymi uzupełniono BEF. Ponadto do Francji wysłano
część oddziałów terytorialnych jako wsparcie wojsk regularnych, ale w porównaniu do armii francuskiej czy niemieckiej przybyłe posiłki należy
uznać za skromne. Aby móc myśleć o odegraniu większej roli w toczącej
się wojnie, Wielka Brytania musiała znacznie rozbudować swój potencjał
militarny. Już w sierpniu 1914 roku rozpoczęto proces tworzenia 30
nowych dywizji w ramach tzw. Nowej Armii Kitchenera. Jednak ich
formowanie, zwłaszcza szkolenie, wymagało czasu. Pierwsze z nich mogły
trafić na front najwcześniej w połowie 1915 roku. Do tego czasu
Brytyjczycy mogli w niewielkim stopniu wpływać na przebieg zmagań we
Francji.
Z drugiej strony, pełna kontrola morskich szlaków komunikacyjnych dawała
zupełną swobodę strategiczną związaną z możliwością otwierania nowych
teatrów wojennych. W przeszłości wielokrotnie korzystano z tego atutu,
prowadząc operacje na obszarach, na których przeciwnik, obiektywnie
dysponujący znacznie większym potencjałem, mógł wykorzystać jedynie
niewielką część swoich zasobów. Pozwalało to powoli, ale systematycznie
osłabiać jego siły, zmuszając przeciwnika do ponoszenia coraz większych
kosztów drugorzędnych z perspektywy jego działań. Na początku wojny
wydawało się, że ta strategia nie znajdzie zastosowania. Gdy okazało
się, że przynajmniej w ciągu kilku następnych miesięcy żadnej ze stron
nie uda się osiągnąć zwycięstwa, ponownie stała się ona atrakcyjna. Na
przełomie 1914 i 1915 roku politycy i wojskowi zaczęli szukać sposobu
wykorzystania supremacji na morzach do przełamania strategicznego
impasu. Jednym z nich był ówczesny pierwszy lord Admiralicji Winston
Spencer Churchill.
Ku Dardanelom
W 1914 roku Churchill liczył 40 lat. Jak na ówczesne standardy polityki
brytyjskiej, można nazwać go "młodzieniaszkiem". Był człowiekiem czynu,
niecierpliwym i impulsywnym, często wręcz lekkomyślnym. Miał wyjątkową
charyzmę, potrafił zahipnotyzować rozmówców i nawet zagorzałych
przeciwników przekonać do swoich pomysłów. Jednocześnie nie brakowało mu
arogancji, zadufania i przekonania o swojej nieomylności, nawet w rozmowie z ekspertami uważał się za lepiej zorientowanego w danym
temacie. Wytrwały i uparty, posiadał tak bardzo potrzebną w czasie wojny
determinację. Z drugiej strony często nie przyjmował argumentów będących
w sprzeczności z jego zamysłami.
Od 1911 roku piastował urząd pierwszego lorda Admiralicji, cywilnego
zwierzchnika marynarki wojennej. Gdy wybuchła wojna, jego charakter
szybko dał o sobie znać. Jednym z jego pierwszych posunięć było
zarekwirowanie okrętów budowanych dla Imperium Osmańskiego, co, jak
wiadomo, pchnęło rząd tego kraju w stronę państw centralnych.
Dla Churchilla przejęcie przez rząd osmański niemieckich okrętów
stanowiło jawny akt wrogości. Dlatego jeszcze w sierpniu 1914 roku
rozpatrywał możliwość zbrojnego opanowania cieśnin czarnomorskich, ale
ponieważ oba państwa wciąż nie znajdowały się w stanie wojny, analizy te
pozostały jedynie w sferze teoretycznych rozważań34.
Gdy na początku listopada 1914 roku państwo sułtana włączyło się do
wojny, przed brytyjskim dowództwem pojawił się problem obrony Egiptu. Tę
kwestię omawiano na posiedzeniu Rady Wojennej (War Council)35 25
listopada 1914 roku. W trakcie dyskusji Churchill argumentował, że
najlepszy sposób zabezpieczenia Egiptu stanowiło zajęcie półwyspu
Gallipoli. Zmusiłoby to osmańskie naczelne dowództwo do skoncentrowania
wszystkich dostępnych sił w tym rejonie, uniemożliwiając podjęcie
aktywnych działań na innych frontach. Ponadto, gdyby cała operacja
zakończyła się sukcesem, możliwe stałoby się narzucenie Osmanom
separatystycznego pokoju. To z kolei otworzyłoby komunikację z Rosją,
której armia odczuwała braki w broni i amunicji. Liczono także na
przeciągnięcie państw bałkańskich na stronę ententy36.
Churchill nie przekonał członków rady. Jednym z głównych oponentów był
sekretarz wojny. Marszałek Kitchener uważał, że Wielka Brytania nie
powinna angażować się w żadne drugorzędne z perspektywy frontu
zachodniego operacje militarne. Podobne zdanie wyraził dowódca
brytyjskich sił w Europie, marsz. John French, stwierdzając, że wysłanie
wojsk w rejon Dardaneli byłoby niczym innym jak realizacją niemieckich
oczekiwań, mających na celu rozproszenie sił brytyjskich.
Początkowo plan operacji dardanelskiej stanowił jedną z wielu mniej lub
bardziej abstrakcyjnych koncepcji, jakie pojawiały się w tym czasie na
posiedzeniach Rady Wojennej. Wydawało się, że podobnie jak i one, szybko
zostanie zapomniana. Tymczasem dość niespodziewanie wkrótce ponownie
stała się przedmiotem ożywionej dyskusji. Okazję ku temu dał telegram od
księcia Mikołaja Mikołajewicza.
Na początku listopada 1914 roku Rosjanie rozpoczęli ofensywę na
Kaukazie, ale szybko zostali zatrzymani. Niebawem osmańska 3. Armia, na
czele której stał gen. Hasan Izzet, przeszła do kontrofensywy. Po dwóch
tygodniach zaciętych walk oddziały rosyjskie, tracąc ponad 40% stanu,
znajdowały się w pełnym odwrocie. Enver, licząc na szybki i łatwy
sukces, przejął osobiste dowództwo na froncie kaukaskim. 22 grudnia 1914
roku rozpoczęła się osmańska ofensywa, bezpośrednio kierowana przez
Envera. Rosyjskie dowództwo, nie dysponując rezerwami, obawiało się
załamania frontu. Dlatego 31 grudnia wielki książę Mikołaj Mikołajewicz
wysłał do marsz. Kitchenera wspomniany wyżej telegram. Pytał w nim, czy
Brytyjczycy byliby w stanie przeprowadzić demonstrację zbrojną, która
odciągnie część osmańskich sił z Kaukazu37.
Niemal natychmiast po wysłaniu powyższej depeszy sytuacja na froncie
zmieniła się diametralnie. Wojska osmańskie rozpoczęły działania w zimie, w terenie górskim, bez odpowiedniego przygotowania materiałowego
do walk w tak ciężkich warunkach. Nawykli do ciepłego klimatu żołnierze
z Anatolii i Bliskiego Wschodu umierali tysiącami z wyziębienia. Już po
tygodniu ofensywa utknęła, a 2 stycznia Rosjanie przeszli do
kontrofensywy, rozbijając przeciwnika. Resztki 3. Armii otoczono w Sar?kam?ş, zmuszając je w połowie stycznia do kapitulacji. Tylko
nieliczni wydostali się z pułapki. Nie był to koniec ich tragedii. Wśród
ocalonych rozszalała się epidemia tyfusu, zbierając ogromne żniwo.
Całkowite straty w zabitych, rannych i zaginionych sięgnęły niemal 90%
sił biorących udział w walkach38.
Zniszczenie 3. Armii sprawiło, że przeprowadzenie wspomnianej wyżej
demonstracji straciło rację bytu. Ale zanim wieści o tym dotarły do
Londynu, rozpoczęły się ożywione debaty i analizy. Już 2 stycznia marsz.
Kitchener dyskutował z Churchillem możliwość udzielenia wsparcia
sojusznikowi. Obaj uznali, że tylko perspektywa bezpośredniego
zagrożenia stolicy mogła zmusić Osmanów do wycofania części sił z Kaukazu. To jednak oznaczało przeprowadzenia nie demonstracji, ale
operacji w pełnym wymiarze, przy wykorzystaniu zarówno marynarki
wojennej, jak i wojsk lądowych39. O ile jednak Brytyjczycy
mogli z łatwością wydzielić odpowiednie siły morskie, o tyle w dalszym
ciągu nie dysponowali żadnymi rezerwami, jeśli chodzi o wojska lądowe.
Mimo to, aby nie pozostawiać prośby sojusznika bez żadnej odpowiedzi,
zdecydowano się przeprowadzić "jakiś rodzaj" demonstracji.
Dla Churchilla powyższe ustalenia stały się punktem wyjścia do podjęcia
próby przeforsowania bardziej aktywnych działań w Dardanelach, mimo że
jego najbliżsi współpracownicy sceptycznie odnosili się do tego typu
pomysłów. W liście z 3 stycznia 1915 roku pierwszy lord morski40,
adm. John Fisher, pisał, że opanowanie Dardaneli wymagało co najmniej 75
tys. ludzi oraz współdziałania armii greckiej i bułgarskiej. Co
ważniejsze, wskazywał, że sama operacja powinna zostać przeprowadzona
natychmiast, bez zbędnej zwłoki, aby nie dać przeciwnikowi czasu na
przygotowanie się do odparcia inwazji.
Mimo tych zastrzeżeń Churchill jeszcze tego samego dnia wysłał do
wiceadm. Cardena, dowodzącego aliancką eskadrą na Morzu Egejskim,
telegram, pytając, czy w jego opinii sforsowanie Dardaneli za pomocą
samych okrętów jest wykonalne. 5 stycznia Carden odpowiedział, że
sforsowanie cieśniny było niemożliwe, natomiast prowadzenie rozległych
działań przy wykorzystaniu dużej liczby ciężkich okrętów dawało szansę
na zneutralizowanie umocnień. Dzień później Churchill wysłał kolejną
depeszę, w której prosił o szczegółowy plan wspomnianej wcześniej
"rozległej operacji", a także pytał, jakich sił potrzeba byłoby do jej
przeprowadzenia41.
Wstępny zarys operacji dotarł do Admiralicji 11 stycznia 1915 roku.
Zgodnie z założeniami w pierwszej kolejności należało wyeliminować
umocnienia strzegące wejścia do Dardaneli. Drugi etap obejmował
neutralizację fortów wewnętrznych, znajdujących się w najwęższym miejscu
cieśniny. Trzecia faza zakładała oczyszczenie tego rejonu z min, dzięki
czemu okręty mogłyby przystąpić do ostatecznej neutralizacji umocnień
strzegących wejścia na Morze Marmara. Ostatni etap obejmował opanowanie
tego akwenu, co miało otworzyć drogę do Konstantynopola. Wiceadmirał
Carden oszacował niezbędne siły na 12 starych okrętów liniowych oraz 3
nowoczesne krążowniki liniowe42.
Churchill przedstawił plan wiceadm. Cardena na posiedzeniu Rady Wojennej
13 stycznia 1915 roku. Dokonał tego z typową dla siebie erudycją i ogromną siłą perswazji. Wskazywał, że w osmańskich fortach znajdowały
się przede wszystkim stare działa, o mniejszym zasięgu niż artyleria
okrętów. Do przeprowadzenia operacji potrzebowano jedynie 3 nowoczesnych
okrętów, niezbędnych do zniszczenia kilku nieco silniejszych fortów.
Poza tym w operacji miało wziąć udział 12 przestarzałych predrednotów, w tym te, które jeszcze przed wybuchem wojny przeznaczono do złomowania.
Uprzedził także wątpliwości odnośnie do ewentualnego osłabienia
potencjału Grand Fleet, stwierdzając, że większość lżejszych jednostek
już znajdowała się na Morzu Śródziemnym, zaś ciężkie okręty pełniły
drugorzędne zadania, takie jak osłona szlaków handlowych czy misje
patrolowe. Co więcej, najnowszy brytyjski superdrednot HMS Queen
Elizabeth płynął do Gibraltaru, gdzie miał przeprowadzić próby
artylerii głównej. Churchill stwierdził, że zamiast na celach morskich,
lepiej "przeprowadzić te próby na dardanelskich fortach"43.
Powyższy plan miał bardzo wiele braków. Przede wszystkim mocno
przeceniano możliwość zniszczenia przez artylerię okrętową umocnień
ziemno-ceglanych, jakie w tym czasie broniły dostępu do Dardaneli. Jest
to zaskakujące, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że dysponowano
doświadczeniami w tym zakresie z wojny rosyjsko-japońskiej. Co więcej,
na przełomie października i listopada 1914 roku HMS Triumph
uczestniczył wraz z siłami japońskimi w zdobywaniu niemieckiego Qingdao
(Cingtao). Także wówczas okazało się, że okręty, nawet w bardzo
dogodnych warunkach, miały ogromny problem ze zniszczeniem umocnień
lądowych. Abstrahując od tych technicznych aspektów, nie wzięto pod
uwagę także tak prozaicznych kwestii jak ta, w jaki sposób, nawet po
zneutralizowaniu obrony, na trwale zabezpieczyć swobodny dostęp do Morza
Marmara dla jednostek zaopatrzeniowych oraz dla transportowców
przewożących siły okupacyjne do Konstantynopola44.
Churchill przedstawił plan w tak przekonywający sposób, że żaden z zebranych nie zgłosił uwag ani wątpliwości. Nawet marsz. Kitchener,
zazwyczaj pełen obiekcji, nie wyraził sprzeciwu, stwierdzając, że w razie trudności operacja zostanie przerwana i przedstawiona opinii
publicznej jako demonstracja. Wśród zebranych jedynie adm. Fisher
sceptycznie odniósł się do słów młodego zwierzchnika, ale swoje
zastrzeżenia zachował dla siebie45. Członkowie rady, nie słysząc
żadnych uwag, uznali, że propozycje przedstawione przez Churchilla
zostały zaaprobowane przez jego współpracowników. Admiralicji otrzymała
zielone światło w sprawie przygotowania operacji mającej na celu
opanowanie Dardaneli, a w dalszej perspektywie okupację
Konstantynopola46.
Wkrótce po spotkaniu Rady Wojennej wysocy rangą oficerowie Royal Navy
zaczęli wyrażać swoje wątpliwości. Szczególnie mocno akcentował je adm.
Henry Jackson, ówczesny dyrektor Oddziału Operacyjnego Sztabu
Admiralicji (Director of the Operations Division; Admiralty War Staff).
Jeszcze nie tak dawno pozytywnie ocenił plan przygotowany przez wiceadm.
Cardena. Gdy przeanalizował go jednak bardziej wnikliwie, dostrzegł
wiele braków. W jednym z dokumentów stwierdzał wprost, że bez współpracy
z wojskami lądowymi nie ma możliwości opanowania cieśniny. Według jego
opinii po "uciszeniu" fortów należało niezwłocznie przeprowadzić desant
oddziałów, które powinny je trwale zneutralizować.
Również adm. Fisher wysuwał coraz konkretniejsze zastrzeżenia. W memorandum dla premiera Herberta Henry'ego Asquitha datowanym na 25
stycznia wskazywał, że główne zadanie Royal Navy stanowiło utrzymywanie
przewagi na Morzu Północnym oraz blokady ekonomicznej Niemiec. Stanowiło
to może nie najefektowniejszy, ale za to najpewniejszy i najskuteczniejszy wkład w ostateczne zwycięstwo. Angażowanie się w operacje poza tym akwenem nie mogło przynieść żadnego wymiernego efektu.
Zwracał jednocześnie uwagę na inne, niezwykle istotne
niebezpieczeństwo. Główny ciężar operacji miał spaść na stare okręty i tak przeznaczone do złomowania, więc ich utrata nie zmniejszyłaby
potencjału marynarki wojennej. Ale ich zatopienie wiązało się ze
stratami wśród załóg, być może nawet bardzo poważnymi. W tym czasie
kończono budowę wielu nowych okrętów i ich obsadę w dużej mierze
zamierzano skompletować z personelu służącego na wycofywanych ze służby
jednostkach. Jak wskazywał adm. Fisher, zastąpienie doświadczonych
marynarzy, często specjalistów z wieloletnim doświadczeniem, stanowiło
zadanie o wiele trudniejsze, niż pokrycie podobnych ubytków w wojskach
lądowych47.
Przedstawione powyżej obawy i zastrzeżenia nie wpłynęły na stanowisko
pierwszego lorda Admiralicji. Na 28 stycznia 1915 roku zaplanowano
kolejne spotkanie Rady Wojennej, na którym Churchill spodziewał się
uzyskać ostateczną zgodę na rozpoczęcie operacji. Gdy rankiem wszedł do
swego gabinetu, znalazł na biurku rezygnację adm. Fishera. Stanowiła ona
wyraz sprzeciwu wobec całego przedsięwzięcia. Dymisja niezwykle
popularnego admirała z pewnością spowodowałaby kryzys polityczny
zagrażający stabilności rządu. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji,
Asquith zaprosił obu na spotkanie. Admirał Fisher powtórzył swoje
obiekcje, Churchill zaś w dalszym ciągu nalegał na rozpoczęcie operacji.
Długa i burzliwa dyskusja nie przyniosła żadnych konkretów, każdy z obecnych zaś odebrał ją na swój sposób; Churchill uznał, że szef rządu
popiera jego stanowisko, adm. Fisher zaś sądził, że jego argumenty
trafiły do premiera. Po spotkaniu cała trójka udała się do pokoju obrad,
gdzie wkrótce rozpoczęło się posiedzenie Rady Wojennej.
Gdy zebrani przeszli do omawiania kwestii dotyczących sytuacji w Dardanelach, Churchill poprosił Radę Wojenną o zgodę na rozpoczęcie
operacji zgodnie z przedstawionym wcześniej planem48. W tym
momencie adm. Fisher oświadczył, że premier poznał jego opinię na ten
temat, wstał i ruszył w kierunku drzwi, zapowiadając złożenie
rezygnacji. Zanim opuścił salę, zatrzymał go Kitchener, próbując
nakłonić admirała do powrotu do stołu. Sekretarz wojny miał stwierdzić,
że decyzja już zapadła, a przygotowania zostały niemal zakończone.
Ostatecznie po długiej rozmowie adm. Fisher powrócił na swoje miejsce.
Premier Asquith, chcąc rozwiać obawy admirała, stwierdził, że
postawionych przez niego pytań nie można zostawić bez odpowiedzi. W tym
momencie marsz. Kitchener, dotychczas sceptyczny względem całej
operacji, oznajmił, że jej powodzenie ma duże znacznie strategiczne, ale
jeśli się okaże, że nie przynosi ona spodziewanych efektów, zostanie
przerwana. Do dyskusji włączył się Arthur Balfour, podkreślając
korzyści, jakie dawało opanowanie cieśniny. Powtórzył wcześniej
podnoszone argumenty, dodając nowe, często wręcz groteskowe, takie jak
możliwość zdobycie ujścia Dunaju czy też odcięcia sił osmańskich w Europie. W konkluzji stwierdził, że "trudno sobie wyobrazić bardziej
pomocną operację"49. Wsparł go Edward Grey, minister spraw
zagranicznych, podkreślając, że opanowanie Konstantynopola może wpłynąć
na Bułgarię i przyciągnąć ją do ententy. Na zakończenie stwierdził, że:
"Turcy zostaną sparaliżowani strachem, kiedy usłyszą, że ich forty są
niszczone jeden po drugim"50.
Dyskusja trwała wiele godzin. Pod wieczór adm. Fisher, będący pod ciągłą
presją, w końcu uległ. Co więcej, członkowie rady zrobili to tak
sugestywnie, że pierwszy lord morski zdecydował się wzmocnić
przeznaczone do operacji siły okrętami liniowymi HMS Lord Nelson oraz
HMS Agamemnon. Weszły one do służby w 1906 roku i były to ostatnie
predrednoty zbudowane dla Royal Navy. Miały one wraz ze wspomnianym
wcześniej HMS Queen Elizabeth dołączyć do sił wiceadm. Cardena,
których trzon stanowiło 10 starych okrętów liniowych51.
Ponadto do jego dyspozycji oddano krążownik liniowy HMS Inflexible, 5
krążowników lekkich52, 16 kontrtorpedowców
(niszczycieli)53, 6 okrętów podwodnych54,
lotniczy okręt-baza wodnosamolotów55, 21 trałowców oraz
okręt warsztatowy56.
Na początku lutego 1915 roku otrzymano z Paryża potwierdzenie udziału w operacji okrętów francuskich. W rejon Dardaneli wysłano cztery stare
okręty liniowe57, sześć kontrtorpedowców58,
trzy okręty podwodne59, 14 trałowców oraz okręt szpitalny.
Dowodzenie eskadrą francuską objął kontradm. Émile Guépratte. Natomiast
wbrew wcześniejszym zapowiedziom okazało się, że w akcji nie wezmą
udziału Rosjanie, którzy nie zdołali wydzielić do tego żadnych sił.
Ostatecznie w rejonie cieśniny znalazł się okręt rosyjski, krążownik
pancernopokładowy Askold60.
Bazę dla alianckiej eskadry zorganizowano na wyspie Lemnos (dziś gr.
Limnos), posiadającej dogodny naturalny port w Mudros. Od czasu wojen
bałkańskich wyspa znajdowała się pod grecką kontrolą. Premier Elefterios
Wenizelos obiecał wycofać z niej grecki garnizon, umożliwiając w ten
sposób zajęcie wyspy przez siły brytyjskie. Aby zachować pozory, Ateny
wystosowały oficjalny protest, nie podejmując jednak żadnych
nieprzyjaznych działań względem okupantów. Na komendanta bazy morskiej
wyznaczono kontradm. Rosslynna Wemyssa.
5 lutego wiceadm. Carden otrzymał oficjalny rozkaz, by za 10 dni
rozpocząć operację przeciwko umocnieniom strzegącym Dardaneli.
Churchillowi w końcu udało się osiągnąć swój cel. Royal Navy miała
włączyć się do walki i dać sojusznikom, a także jemu, tak długo
oczekiwane zwycięstwo.
Rozdział II. Alianckie próby opanowania Dardaneli poprzez działania floty
ROZDZIAŁ II
ALIANCKIE PRÓBY OPANOWANIA DARDANELI POPRZEZ DZIAŁANIA FLOTY
Osmańskie przygotowania do odparcia ataku morskiego
Cieśniny czarnomorskie miały dla Imperium Osmańskiego ogromne znaczenie
strategiczne. Rozległe posiadłości zarówno w Europie, jak i w Azji
skutecznie chroniły je przed ewentualnym atakiem od strony lądu, zaś
panowanie floty osmańskiej we wschodniej części Morza Śródziemnego
zabezpieczało je od strony morza. Sytuacja uległa zmianie w XIX wieku,
kiedy to kryzys państwa spowodował gwałtowny spadek wartości marynarki
osmańskiej. Co więcej, powstanie niepodległych państw na Bałkanach
stwarzało coraz większe zagrożenie również od strony lądu. W stolicy
szczególnie obawiano się ataku Greków, którzy jako jedyni w tym czasie
dysponowali liczącą się flotą wojenną. Dlatego w ostatnim ćwierćwieczu
XIX wieku zaczęto modernizować fortyfikacje, pamiętające jeszcze czasy
Sulejmana Wspaniałego61. Jednak ze względu na braki w skarbcu, prace te nigdy nie uzyskały dużego rozmachu, mając często
doraźny, improwizowany charakter.
Decydujący wpływ na rozmieszczenie umocnień strzegących Dardaneli
odegrała topografia tego akwenu. Kanał cieśniny, długi na ok. 60 km, był
jednocześnie bardzo wąski. W najszerszym miejscu oba brzegi dzieliło
jedynie 7,5 km, zazwyczaj zaś nie więcej jak 3-4 km. Wejścia, szerokiego
jedynie na 3,6 km, strzegły tzw. forty wejściowe; po stronie azjatyckiej
Kumkale i Orhaniye; po europejskiej Seddülbahir i Ertu?rul. Następnie
cieśnina rozszerzała się, tworząc po wschodniej stronie zatokę Erenköy.
Po kilkunastu kilometrach przylądek Kepez, wcinając się w wody zatoki,
ponownie ograniczał szerokość kanału wodnego. W tym przewężeniu nie
znajdowały się żadne umocnienia ani forty. Następnie brzegi ponownie
oddalały się od siebie, gdyż w azjatycki brzeg wrzynała się zatoka
Sar?si?lar. Znacznie mniejsza od zatoki Erenköy, kończyła się
przewężeniem na linii Çanakkale-Kilitbahir, szerokim jedynie na 1250 m.
To miejsce stwarzało idealne warunki do obrony. Nie może więc dziwić, że
właśnie tutaj znajdowały się najsilniejsze umocnienia62.
Na azjatyckim brzegu zbudowano trzy duże forty. Przed przewężeniem
ulokowano Anadolu Hamidiye, za nim Çimenlik, a nieco na północ Anadolu
Mecidiye. Bardziej rozbudowano umocnienia na brzegu europejskim. Już w dolinie rzeki Havuzlar znajdował się fort Yild?z. Jednak główne pozycje
obronne obejmowały grupę złożoną z fortów Rumeli Mecidiye, Rumeli
Hamidiye, Namazgah oraz Kilitbahir. Ponadto poza przewężeniem zbudowano
także fort De?irmanburnu.
Po minięciu tego rejonu wody zatoki płynęły w kierunku
północno-zachodnim, po czym dość gwałtownie skręcały na północny wschód.
Znajdował się w tym miejscu przylądek Na?ara, na którym usytuowano fort
o tej samej nazwie. Nie odgrywał on już istotniejszej roli w systemie
obronnym. Następnie cieśnina ciągnęła się do wioski Gelibolu, docierając
do Morza Marmara63.
Po raz pierwszy groźba ataku na Dardanele pojawiła się w czasie wojny
włosko-osmańskiej. 18 kwietnia 1912 roku 7 okrętów liniowych pod
dowództwem wiceadm. Leone Viale przeprowadziło bombardowanie fortów
wejściowych. Trwający trzy godziny ostrzał nie przyniósł żadnych
efektów. Uszkodzeniu uległ tylko pojedynczy budynek w pobliżu fortu
Orhaniye, a w Kumkale zginął jeden żołnierz. Brak rezultatów spowodował,
że Włosi zrezygnowali z kolejnych prób, ograniczając się do blokady
cieśniny. Jedyną poważniejszą akcję przeprowadzoną przez włoską
marynarkę stanowił rajd niszczycieli w nocy z 18 na 19 lipca 1912 roku.
Także on zakończył się fiaskiem. Do końca wojny nie podejmowano już
większych działań w tym rejonie64.
Ryzyko utraty kontroli nad Dardanelami pojawiło się w trakcie wojen
bałkańskich. 12 grudnia 1912 roku wojska bułgarskie dotarły do Morza
Marmara, odcinając półwysep Gallipoli od reszty kraju. Poważnie obawiano
się ataku oddziałów bułgarskich z północy oraz desantu sił greckich na
półwysep. Choć żadna z tych ewentualności się nie zmaterializowała, to
przygotowane wówczas założenia teoretyczne stanowiły podstawę planu
obrony przeciwko alianckiej inwazji.
Obrona przed atakiem morskim należała do zadań Obszaru Umocnionego
Çanakkale, dowodzonego przez gen. Cevata. Jego główną siłę stanowiła 2.
Brygada Artylerii Ciężkiej obejmująca 3., 4. oraz 5. pułk artylerii
ciężkiej65. Wejścia do Dardaneli strzegły działa 5. pac. I dywizjon obsadzał nasadę półwyspu Gallipoli. 1., 2. oraz 4. bateria
stacjonowały w forcie Seddülbahir, 3. zaś w mniejszym Ertu?rul. Po
stronie azjatyckiej rozlokowano II dywizjon. 5. bateria znajdowała się w Orhaniye, zaś 6. i 7. w Kumkale. 5. pac dysponował 22 przestarzałymi
działami o małych kalibrach (od 150 do 180 mm) oraz krótkich lufach
(głównie 22 kalibry)66. Forty wejściowe były narażone na atak ze
strony okrętów alianckich, mogących prowadzić ostrzał z większej
odległości niż donośność znajdujących się w nich dział. Dlatego od
początku zakładano, że ich rola będzie polegała jedynie na zyskaniu
czasu w celu lepszego przygotowania głównej linii obrony.
Zadanie powstrzymania ataku spoczywało na fortach wewnętrznych.
Obsadzały je 3. i 4. pac, dysponujące nowocześniejszym i liczniejszym
uzbrojeniem. Pomiędzy przylądkiem Kepez a Çanakkale na azjatyckim brzegu
rozmieszczono 3. pac. I dywizjon składał się z czterech baterii.
Pierwsza tworzyła tzw. baterię umocnioną Dardanos, trzy pozostałe zaś
rozlokowano w forcie Anadolu Hamidiye. Ten najsilniejszy fort dysponował
w tym czasie m.in. nowoczesnymi armatami Kruppa, dwiema kal. 355 mm
oraz sześcioma kal. 240 mm. II dywizjon 3. pac składał się z trzech
baterii, z których jedna (5.) znajdowała się na przylądku Kepez, dwie
pozostałe zaś (6. i 7.) rozlokowano w forcie Anadolu Mecidiye.
Dysponowały one działami o nieco mniejszych kalibrach (głównie 240-260
mm) i zasięgu.
4. pac ulokowano na półwyspie Gallipoli. I dywizjon, dysponujący
stosunkowo lekkimi działami (87-150 mm), stacjonował w rejonie Bolay?r.
Dywizjon jako jedyny obsadzał stanowiska przygotowane do obrony od
strony lądu. Jego rola miała polegać raczej na wsparciu własnej piechoty
niż na walce z okrętami przeciwnika. II dywizjon obsadzał forty i stanowiska ogniowe w rejonie Kilitbahir. 4. i 7. bateria trafiły do
fortu Namazgâh, 5. do fortu Rumeli Mecidiye, 6. do Rumelii Hamidiye, 8.
zaś do Havuzlar. Dywizjon ten dysponował porównywalnym uzbrojeniem do 3.
pac.
W połowie 1914 roku 2. BAC dysponowała 87 armatami różnych kalibrów
rozmieszczonymi w kilkunastu fortach. Tę liczbę należy uznać za dalece
niewystarczającą. W dodatku w większości były to modele przestarzałe, o niewielkich kalibrach i ograniczonym zasięgu. Najbardziej nowoczesne
uzbrojenie stanowiły 22 działa Kruppa zakupione w Niemczech (5 kal. 355
mm, 17 kal. 240 mm). Lufy długości 35 kalibrów dawały im znacznie
większą donośność od reszty osmańskiej artylerii.
Nie tylko jednak liczba i jakość uzbrojenia wpływały na ograniczoną
efektywność 2. BAC. Istniały bowiem także znaczne braki w obsadzie
kadrowej, a znajdujący się w jednostkach personel charakteryzował się
niskim poziomem wyszkolenia. System organizacji pracy na stanowiskach
bojowych był skomplikowany i mało efektywny, a przestarzałe wyposażenie
techniczne często ulegało awariom.
Poważne wzmocnienie w tym zakresie stanowiło przybycie grupy niemieckich
specjalistów i marynarzy pod dowództwem adm. Guido von Usedoma. Liczyła
ona 15 oficerów oraz 281 podoficerów i marynarzy, którzy uzupełnili
obsadę baterii nadbrzeżnych oraz fortów zarówno w Dardanelach, jak i umocnieniach strzegących Bosforu. Pomimo to wciąż istniały braki w obsadzie kadrowej, a kolejne monity do naczelnego dowództwa przynosiły
tylko niewielkie efekty i do momentu ataku alianckiego z 18 marca 1915
roku braki w personelu nie zostały całkowicie zlikwidowane.
Także same forty należały do konstrukcji anachronicznych. Większość z nich zbudowano lub zmodernizowano przed 30-40 laty. Żaden nie miał
pancernych kopuł, a działa rozmieszczono na odkrytych stanowiskach,
chronionych jedynie wałem ziemno-ceglanym. Na szczęście dla obrońców
ukształtowanie terenu powodowało, że nawet te przestarzałe fortyfikacje
stanowiły ogromne wyzwanie dla alianckich okrętów. Płaski tor lotu
pocisku powodował, że tylko bezpośrednie trafienie w działo lub magazyn
amunicyjny mogło przynieść jakikolwiek skutek. W innym wypadku pociski
lądowały na wale ziemnym lub omijały cele.
"Zakup" niemieckich okrętów oraz faktyczna blokada cieśniny przez
brytyjską eskadrę sprawiły, że ryzyko wciągnięcia imperium w wojnę
stało się wielce prawdopodobne. Od sierpnia systematycznie uzupełniano
2. BAC o działa sprawdzane ze stolicy, Adrianopola, linii Çalalcy oraz
demontowane z przestarzałych okrętów.
18 września OUÇ wzmocniono 8. pac. 22 ciężkie haubice kal. 150 m
rozmieszczono wzdłuż zatoki Erenköy. Haubice, choć dysponowały
stosunkowo małym kalibrem i niewielką przebijalnością pocisku, odegrały
ważną rolę w nadchodzących walkach. Stromy tor lotu pocisków powodował,
że mogły one zajmować stanowiska ukryte przed obserwacją z morza. Choć
nie zagrażały cięższym okrętom, to z łatwością niszczyły nieopancerzone
kutry, próbujące oczyścić wody zatoki z min. W kolejnych miesiącach
liczba znajdujących się w tym rejonie dział wzrosła do 32 haubic kal.
150 mm oraz 14 haubic kal. 120 mm.
Kilka miesięcy intensywnych przygotowań sprawiło, że w przeddzień ataku
alianckiego Dardaneli broniło 235 dział różnych typów i kalibrów. Co
równie istotne, pod wpływem doradców niemieckich jeszcze w grudniu 1914
roku przeniesiono zapasy amunicji z umocnień strzegących Bosforu w rejon
Dardaneli. Uznano bowiem ewentualny atak ze strony floty rosyjskiej za
mało prawdopodobny. Ale nawet gdyby do niego doszło, eks-Goeben i eks-Breslau wsparte resztą floty osmańskiej miały wystarczający
potencjał, by go odeprzeć. Dzięki tej odważnej decyzji obrońcy posiadali
wystarczającą liczbę pocisków, w tym nawet do ciężkich dział, by móc w pełni wykorzystać ich potencjał.
Sama artyleria, nawet najliczniejsza, nie mogła samodzielnie powstrzymać
nieprzyjacielskich okrętów. Jak się miało okazać, największym
zagrożeniem dla okrętów alianckich okazały się miny. Pierwsze dwie
zagrody minowe postawiono już 2 sierpnia 1914 roku, a w kolejnych
miesiącach zakładano kolejne. W rezultacie do lutego 1915 roku od
przylądka Kepez do Çanakkale przygotowano ich w sumie dziesięć.
Ostatnią, najbardziej znaną postawiono już w trakcie trwania alianckiej
operacji. 8 marca 1915 roku wczesnym świtem stawiacz min Nusret,
niedostrzeżony przez przeciwnika, rozmieścił 26 min w zatoce Erenköy. Co
ciekawe, ustawiono je nie w poprzek cieśniny, ale wzdłuż azjatyckiego
brzegu. Odegrały one kluczową rolę w zbliżającym się starciu.
Podsumowując, na wodach cieśniny postawiono jedenaście zagród, liczących
ogółem ok. 350 min67. Pomiędzy nimi rozciągnięto sieci rybackie,
mające uniemożliwić okrętom podwodnym wpłynięcie w głąb cieśniny.
Niestety, rozmieszczono je dopiero po tym, jak 13 września 1914 roku
B.11 zatopił okręt pancerny Mesudiye68.
System obrony obejmował także wyrzutnie torped. Zdemontowano je z okrętów liniowych Barbaros Hayreddin i Turgut Reis, po czym
umieszczono na 2 barkach zakotwiczonych w pobliżu fortu Çimenlik oraz w rejonie fortu Namazgâh. Teoretycznie torpedy mogły stanowić dla okrętów
alianckich duże zagrożenie. W praktyce jednak ciągłe problemy z systemem
wyrzucającym uniemożliwiły ich skuteczne użycie.
Równolegle ze wzmacnianiem potencjału obronnego OUÇ trwały intensywne
prace sztabowe mające na celu przygotowanie planu obrony cieśniny. Jego
ostateczna wersja została zatwierdzona 8 listopada 1914 roku, a więc
zanim w Londynie w ogóle zaczęto rozważać możliwość podjęcia
aktywniejszych działań w tym rejonie. System obrony podzielono na cztery
strefy taktyczne. Pierwsza, tzw. wejściowa, obejmowała forty zewnętrzne,
tzn.: Seddülbahir, Ertu?rul, Orhaniye i Kumkale oraz 5. pac. Jej rola
polegała na jak najdłuższym powstrzymywaniu floty nieprzyjaciela przed
wpłynięciem na wody cieśniny. Już na tym etapie zakładano, że ich opór
będzie miał jedynie charakter działań opóźniających.
Druga strefa, zwana roboczo "strefą haubic", obejmowała stanowiska
ogniowe zajmowane przez baterie 8. pac. Miały one atakować okręty
alianckie operujące w zatoce Erenköy. Trzecia strefa taktyczna
rozciągała się pomiędzy doliną rzeki So?anl? a przylądkiem Kepez.
Składała się z dwóch zgrupowań, jednego po europejskiej (rejon
Havuzlar-So?anl?), drugiego po azjatyckiej stronie (przylądek Kepez). W tej strefie rozmieszczono głównie starsze działa lub o małych kalibrach.
Zabezpieczały one zagrody minowe przed trałowcami. Ostatnia, czwarta
strefa, rozciągnięta między Çanakkale a Kilitbahir, stanowiła główną
linię obronną. To tutaj znajdowały się najsilniejsze forty dysponujące
najnowocześniejszym uzbrojeniem. Na nich spoczywało zadanie walki z ciężkimi okrętami przeciwnika. Ulokowane bardziej na północ forty Na?ara
praz De?irmanburnu dysponowały nikłym potencjałem i nie odgrywały
większej roli w systemie obronnym69.
W dowództwie osmańskim rozważano także możliwość stoczenia bitwy
morskiej na Morzu Marmara. Liczono, że "byłe" niemieckie okręty wsparte
nowocześniejszymi jednostkami floty osmańskiej mogłyby skutecznie
przeciwstawić się eskadrze przeciwnika, osłabionej po walce z fortami.
Te kalkulacje opierały się na racjonalnych podstawach. Krążownik liniowy
Yavuz Sultan Selim (eks-Goeben) wszedł do służby 2 lata przed
wybuchem wojny. Ta nowoczesna jednostka dysponowała artylerią główną
złożoną z 10 dział kal. 283 mm. Bardzo dobrze wyszkolona załoga oraz
nowoczesne oprzyrządowanie i mechanizmy celownicze powalały prowadzić
szybszy, a przede wszystkim celniejszy ogień od artylerii przestarzałych
okrętów brytyjskich czy francuskich. Wsparcie zapewniał mu krążownik
lekki Midilli (eks-Breslau). Choć miał on znacznie słabsze
uzbrojenie (m.in. 8 dział kal. 150 mm), to charakteryzował się dużą
prędkością (ok. 28 węzłów) oraz równie nowoczesną konstrukcją.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki