Nie wszyscy historycy piszący o Galicji stawiają na pierwszym planie rządzących nią Habsburgów. Przyjmując narodową perspektywę późniejszych stuleci, uznają ich oni często za bezprawnych uzurpatorów, a sprawowaną przez nich władzę za godny pożałowania przykład obcego panowania narzuconego bez pytania poddanych o zgodę. W gruncie rzeczy zrozumiałe jest nasze życzenie, aby historia toczyła się w zgodzie z zasadami naturalnej sprawiedliwości. Pod koniec XVIII wieku w stosunkach międzynarodowych obowiązywała wszakże zasada, że silniejszy ma zawsze rację, i nie było niezależnych organizacji, które mogłyby powstrzymywać zapędy mocarstw. Absolutną władzę sprawowali monarchowie, więc monarchia pozostawała ważnym elementem funkcjonowania Galicji.
Co więcej, rządy poszczególnych władców wyznaczały ramy umożliwiające orientację w czasie i przestrzeni. Prawnicy i urzędnicy byli przyzwyczajeni do mierzenia czasu w latach panowania. Datą powstania Galicji był zatem nie tylko rok Pański 1772 - równie dobrze można ją było określić jako "7. rok wspólnego panowania Marii Teresy i Józefa II".
Należy też pamiętać, że Galicja została powołana do życia, zanim jeszcze narodziło się nowoczesne pojęcie narodu. W 1772 roku córka austriackiej cesarzowej, która jako Marie Antoinette została później symbolem francuskiego ancien régime, była 17-letnią świeżo poślubioną żoną delfina, ale jeszcze nie królową Francji. Do burzliwego okresu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, kiedy to miały się wyłonić nowe koncepcje związane z narodem, a ona sama miała dosłownie stracić głowę, pozostawały niemal dwie dekady, a Galicja nie okazała się ostatecznie szczególnie podatna na idee rewolucyjne. Była ona peryferyjną prowincją monarchii Habsburgów, więc początkowy etap jej dziejów przypominał nieco Niderlandy Austriackie (przyszłą Belgię) czy Lombardię, gdy ta nie należała jeszcze do Włoch.
Maria Teresa nosiła liczne tytuły, a podstawy prawne jej rządów były skomplikowane. Od 1740 roku była suwerenną arcyksiężną Austrii, królową Czech, Węgier, Chorwacji oraz różnych innych ziem koronnych, do których dołączyły teraz Galicja i Lodomeria, a w latach 1745-1765 była cesarzową rzymską jako małżonka cesarza. Zostawszy cesarzową wdową po śmierci Franciszka I, wyniosła syna Józefa do rangi cesarza i współregenta, zachowując jednak w praktyce decydującą rolę dla siebie. Obchodząca w 1772 roku pięćdziesiąte piąte urodziny cesarzowa była niekwestionowaną matką dynastii habsbursko-lotaryńskiej, a wszyscy pozostali członkowie rodu stosowali się do jej życzeń.
Marię Teresę często zalicza się do, wynalezionej przez zachodnich myślicieli politycznych, wątpliwej kategorii oświeconych lub dobrotliwych despotów, lecz nie do końca pasuje ona do tego towarzystwa. Jako wyznawczyni tradycyjnego rzymskiego katolicyzmu nie przyjęła w pełni ideałów oświeceniowych, więc choć przez całe życie wprowadzała reformy, określenie "oświecona" nie byłoby właściwe1. W każdym razie można podejrzewać, że ci, którzy trafili pod rządy "oświeconych despotów", niekoniecznie byli z tego zadowoleni. Wspominając rozbiór Polski, Fryderyk II wyznał, że on i cesarzowa Rosji Katarzyna postąpili niczym "rozbójnicy". Marii Teresie trzeba oddać, że miała więcej skrupułów od tej dwójki.
W Wiedniu funkcjonowały dwa istotne nurty myśli oświeceniowej. Jeden z nich - kameralizm - był teorią zarządzania państwem kładącą szczególny nacisk na ekonomię i wytwarzanie bogactwa; jego czołowym orędownikiem był wykładający w Wiedniu i Getyndze Niemiec Johann Heinrich Gottlob von Justi (1717-1771)2. Drugi zaś, Polizeiwissenschaft, czyli policystyka, kojarzył się z nazwiskiem Josepha von Sonnenfelsa (1732-1817) - nawróconego Żyda, rektora Uniwersytetu Wiedeńskiego i autora wydanych w latach 1765-1767 Grundsätze der Polizey, Handlung und Finanzwissenschaft (Podstawy wiedzy o polityce, handlu i finansach)3.
Wielką uwagę poświęcono zatem reorganizacji administracji cesarskiej. W 1763 roku stworzono nowy system oparty na jednostce administracyjnej zwanej gubernium. W jego ramach wprowadzono jednolite zarządzanie prowincjami, scentralizowany dobór i szkolenie urzędników oraz zasadę, że żaden biurokrata nie powinien służyć zbyt długo w swoim dystrykcie. Od 1762 roku na dworze działały dwie kancelarie - jedna zajmująca się Austrią i Czechami oraz druga Węgrami. Galicja miała zostać włączona do sfery austro-czeskiej. Wyszkolono nowe pokolenie dobrze wykształconych biurokratów z otwartymi umysłami; za inspirację posłużyło wydawane przez Sonnenfelsa w latach 1765-1767 oraz 1769-1775 pismo "Der Mann ohne Vor-ur-theil" ("Człowiek bez Przesądu").
Maria Teresa, która sprawowała rządy w licznych prowincjach od Morza Północnego po Adriatyk i od Renu po Siedmiogród, nie odczuwała szczególnego przywiązania do Galicji. Nazwy "Galicja i Lodomeria" oraz "Oświęcim i Zator" figurowały już w wykazie tytułów ogłoszonym podczas jej koronacji w 1741 roku. Wstydziła się niemniej trochę sposobu, w jaki urzeczywistniono te abstrakcyjne roszczenia, i wydaje się, że przez kilka lat traktowała Galicję jako przedmiot potencjalnej wymiany, co nie było wówczas rzadkością. Mimo to, rozważając jednocześnie włączenie nowej prowincji do Węgier, nakazała swoim urzędnikom rozpocząć eksploatację tamtejszych zasobów. Ostatecznie cesarzowa przestała się martwić o przyszłość krainy, która pozostała w jej rękach - i na jej sumieniu - do samego końca.
Jak już powiedziano wcześniej, rozbiór Polski następował etapami od sierpnia 1772 roku do września 1773 roku i ciekawym pytaniem jest, jak szybko wieści o nim mogły się rozejść po Europie. Dobrym miejscem, aby szukać odpowiedzi, powinna być "London Gazette" - jedna z najstarszych gazet świata, która wychodziła dwa razy w tygodniu przez cały XVIII wiek. Afiliowany przy dworze brytyjskim periodyk miał korespondentów we wszystkich najważniejszych stolicach Europy, w tym w Berlinie, Petersburgu oraz Wiedniu. Wiadomości z Europy Środkowej i Wschodniej docierały do Londynu z 10-15-dniowym opóźnieniem.
Z oczywistych względów głównym przedmiotem uwagi "London Gazette" było to, co działo się na różnych dworach królewskich i cesarskich, ale spore zainteresowanie budziły też sprawy dyplomatyczne, przebieg wojen oraz zmiany terytorialne. W numerze 11 417 znalazły się na przykład aktualne doniesienia z Danii:
W dniu wczorajszym własność hrabstw Oldenburg i Delmenhorst, które król Danii scedował niedawno na wielkiego księcia Rosji, została przez Jego Książęcą Wysokość przeniesiona na biskupa Lubeki4.
Po przeszukaniu archiwum można jednak stwierdzić, że w omawianym okresie ukazały się tylko dwie relacje bezpośrednio z Warszawy. W pierwszej, z 14 października 1772 roku, donoszono, że w wojnie rosyjsko-tureckiej uzgodnione zostało "zawieszenie broni na okres czterdziestu dni"5, a w drugiej, z 22 sierpnia 1773 roku, odnotowano skazanie kilku konfederatów barskich:
Dziś ma zostać wydany wyrok na królobójców. Dwóch skazano na karę główną; tego, który przyprowadził Króla z powrotem, wygnano z kraju na wieki; pozostałych skazano na dożywotnie więzienie. Na Pułaskim, który był mocodawcą i podżegaczem tego strasznego zamachu, wykonano wyrok powieszenia in effigie, ponadto odebrano mu szlachectwo i uznano go za infamisa, a nazwisko jego rodu zmieniono [...]6.
Dwory w Berlinie, Petersburgu i Wiedniu chętnie informowały wprawdzie świat, że król pruski przybył z Poczdamu na karnawał, cesarzowa Katarzyna wyzdrowiała po szczepieniu, a cesarz Józef otworzył Święto Złotego Runa, nie nagłaśniały jednak mniej chwalebnych wydarzeń. W tygodniach i miesiącach następujących po 5 sierpnia 1772 roku, kiedy to sfinalizowano traktat o rozbiorze Polski, z dworów trzech mocarstw sygnatariuszy obficie płynęły wiadomości o wszystkim innym:
Berlin, 8 sierpnia. Jego Królewska Mość Król Prus przybył do tego miasta w ostatni poniedziałek [...] i po paradzie przyjął na audiencji ministrów spraw zagranicznych. Jego Wysokość [...] spożył tego dnia kolację z królową wdową Szwecji, a nazajutrz wczesnym rankiem powrócił konno do Poczdamu.
Petersburg, 28 lipca (czyli 8 sierpnia nowego porządku). W ostatnią niedzielę dwór zebrał się w Peterhofie, ale Wielki Książę nie był obecny wskutek niedyspozycji. Jego Królewska Wysokość w takim stopniu wrócił już jednak do zdrowia, że Cesarzowa wyruszyła dziś rano do Weilburga.
Wiedeń, 17 września. Nadeszły informacje, że zjazd w Fokszanach został zerwany, a pełnomocnicy powrócili na swoje dwory.
Jedyną wskazówkę, że w sferze dyplomatycznej mogło dojść do czegoś poważniejszego, znajdujemy w "London Gazette" nr 11 295:
Wiedeń, 14 października. Książę Golicyn, minister rosyjski na tut. dworze, otrzymał kurierem z Petersburga Order Świętego Andrzeja, którym raczyła go udekorować Cesarzowa Rosji [...].
Również tego samego dnia Jego Cesarska Mość ustanowił Księcia Josepha de Lobkowitza (Ministra Pełnomocnego Ich Wysokości na Dworze w Petersburgu, Kanclerza i Kawalera Orderu Wojskowego Marii Teresy) Kawalerem Orderu Złotego Runa7.
Zgodnie z absolutystycznymi założeniami wszystkie obowiązujące dotąd w Galicji przepisy i działające tam instytucje unieważniono, więc dotychczasowi urzędnicy zostali bez wyjątku z dnia na dzień odwołani. Wielu w Wiedniu uważało nową prowincję za tabula rasa, którą można według własnego uznania zapisać nowymi imperialnymi prawami. Jednak zaprowadzenie scentralizowanej administracji państwowej w krainie funkcjonującej od wieków na zupełnie innych zasadach wcale nie było takie łatwe. Nic dziwnego, że oficjalny cesarski reskrypt szczegółowo określający struktury administracyjne Galicji powstał dopiero w 1776 roku. Wiele podstawowych elementów wprowadzono jednak w życie wcześniej.
Przejście pod panowanie Austrii nie obyło się bez przeszkód. W lipcu 1772 roku generał Esterházy, przekroczywszy Karpaty z Węgier przez Przełęcz Dukielską, założył austriacki obóz wojskowy w znajdującym się o kilka kilometrów od centrum Lwowa Kulparkowie. Wkrótce potem obsada obozu została wzmocniona przez główne siły pod dowództwem generała Hadika von Futaka. Skłonienie niewielkiego polskiego garnizonu i liczniejszych oddziałów rosyjskich do wyjścia z miasta wymagało jednak dwumiesięcznych negocjacji. 14 września austriacki kapitan Braun zjawił się w ratuszu i zażądał, aby wszyscy urzędnicy opuścili budynek. Nazajutrz, 15 września, ostatnie wojska rosyjskie wyruszyły drogą na wschód, a pierwsze austriackie weszły Bramą Krakowską od zachodu i zabezpieczyły twierdzę. Dwa tygodnie później, w przypadającym 29 września dniu św. Michała, do miasta wkroczył - odczekawszy pewien czas przed jego wrotami - pierwszy cesarski gubernator hrabia Johann Anton von Pergen (1725-1814). Wraz z generałem Hadikiem zajął on kwaterę zwolnioną właśnie przez rosyjskiego generała Kreczetnikowa, a w kamienicach na rogu ulicy Ruskiej i Rynku zainstalował gubernium, czyli centralny urząd, z którego miała być rządzona nowa prowincja. Wywiesił tam też złożoną z trzech poziomych pasów (niebieskiego i czerwonego) nową flagę Królestwa, która miała odtąd powiewać obok flagi cesarskiej i sztandaru Habsburgów8.
Choć akurat ta data jest niepewna, być może jeszcze tego samego dnia hrabia Pergen skorzystał ze sposobności, by zaprezentować nowo opracowany herb królestwa, na którym cesarska korona (Kaiserkrone) wieńczyła "pas czerwony w polu błękitnym położony między kawką czarną a trzema starymi koronami". Widoczna na tarczy kawka - czyli halka w miejscowym dialekcie - stanowiła godło średniowiecznego księstwa halickiego9.
Gubernator musiał rozpamiętywać rozkazy otrzymane od cesarzowej-królowej:
[Maria Teresa] oświadczyła Pergenowi, że choć może mu się to wydawać małostkowe, jej wolą jest, aby w ciągu roku Polacy, z wyjątkiem chłopów, przestali się pojawiać publicznie w stroju narodowym. Ponadto nalegała, aby wszystkie sprawy urzędowe były załatwiane w języku niemieckim lub po łacinie. Polski miał zaniknąć jako język administracji. Jeżeli chodziło o galicyjskich Żydów, byli oni według niej rasą całkowicie bezproduktywną, pasożytującą bez końca na trudzie ludności chrześcijańskiej. [...] Choć wyeliminowanie [ich] wszystkich byłoby właściwie niemożliwe, Pergen miał uczynić, co w jego mocy, aby zmniejszyć ich liczbę. [...] Najgorszym problemem, z jakim musiał się zmierzyć gubernator, była nędza panująca wśród znacznej części ludności, za którą można było w dużej mierze obwinić Żydów, a sposób na jej złagodzenie stanowiło radykalne ograniczenie występowania tych szkodników10.
Tolerancja nie była mocną stroną Marii Teresy. Hrabia musiał być w równej mierze świadomy rad, jakich cesarzowa udzieliła księciu Kaunitzowi:
Pergenowi należy polecić, aby działał bardzo powoli, zwłaszcza w odniesieniu do kleru, [który] posiada wielką władzę nad tak głupim i zniewolonym ludem. Powinniśmy zatem postępować z nim taktownie - raczej zjednując go niż wymuszając posłuszeństwo - dopóki nie będziemy w stanie zaprowadzić trwałych rozwiązań11.
Pergen przybył wraz z pierwszą grupą cesarskich biurokratów starannie wyselekcjonowanych przez Kaunitza jako przyszły rdzeń administracji prowincji. Chociaż lingua franca stanowił dla nich niemiecki, niewielu z nich było rodowitymi użytkownikami tego języka lub gorliwymi germanizatorami w późniejszym bismarckowskim stylu. Z natury byli poliglotami, w większości pochodzącymi z licznych rubieży imperium i świadomymi potrzeby godzenia różnych społeczności oraz kultur. Jedyną łączącą ich ideą przewodnią była lojalność wobec Habsburgów. Wielu z nich było dwujęzycznymi Czechami; Joseph von Lippa i Ignacy von Bujakowski pochodzili ze Śląska, Franz Böll z Alzacji, Johann König z Saksonii, a Włoch Pompeius von Brigido z Triestu. Jedynym Rusinem był w tym gronie Lew Bratkowski12.
Sam hrabia von Pergen wywodził się z długiej linii habsburskich urzędników i do niedawna pełnił w rządzie Kaunitza funkcję zastępcy ministra spraw zagranicznych. Jego nominację gubernatorską można postrzegać jako rodzaj dwuznacznej nagrody za spory toczone z przełożonym. Pergena z pewnością nie cechowały nadmierny entuzjazm ani energia, należał jednak do wiedeńskich elit, a jego lojalności nie dało się zakwestionować. Był żonaty z Philippine z domu von Groschlag zu Dieburg (wcześniej kochanką cesarza-króla), a jego bratem był biskup Mantui. Jako młody dyplomata pełnił funkcję cesarskiego komisarza w państwach niemieckich, później zajmował się reformą austriackiego systemu oświaty i tworzeniem tajnej policji. W Wiedniu znany był jako zagorzały anglofil, często przyjmujący w swym domu podróżników i gości z Anglii13. Wśród Polaków nie zyskał szczególnego uznania. Był postrzegany jako "człowiek wielce zręczny, umiejący z dyplomatyczną gładkością zapobiegać wszelkim niegodnym manifestacyom, znający doskonale słabostki ludzkie i zdolny je wyzyskiwać z niepospolitym sprytem"14.
4 października 1772 roku hrabia Pergen został formalnie zainstalowany jako gubernator Galicji. Według lokalnych relacji uroczystość ta nie przebiegła pomyślnie. Biskup nie zdecydował się przybyć, a radni miejscy w odpowiedzi na zaproszenie poinformowali, że składali przysięgę na wierność królowi polskiemu:
Nadszedł nareszcie ów przykry dla Lwowa a nieunikniony dzień. [...] Na wały miejskie wytoczono działa, od mieszkania gubernatora aż do wielkiego ołtarza w katedrze zrobili szpaler grenadjerowie odświętnie ubrani; przed ratuszem ustawiły się cechy z chorągwiami. Szedł "minister" cesarski w okazałym stroju wśród huku dział i dźwięków kapeli, poprzedzony garstką radnych, tudzież orszakiem radców i sekretarzy swojego biura. Przed bramą kościoła katedralnego powitał go sufragan Głowiński i drugi - biskup tytularny i wprowadzili na uroczyście przystrojone podwyższenie (t. zw. teatrum) przed głównym ołtarzem. Odbyło się solenne nabożeństwo z odśpiewaniem hymnu "Te deum laudamus" (Ciebie Boże chwalimy), a potem - znowu wśród salw armatnich - wzniesiono okrzyk: "Vivat Marja Teresa cesarzowa i Józef II pan nasz!". Miasto było odświętnie przystrojone zielem, ale usposobienie ludności przygnębione. Przez cały czas uroczystości bramy miejskie były zamknięte i przechodziły przez ulice patrole dragonji; wiwaty grenadierów słabo tylko i bez ochoty lud powtarzał. [...] Po kościele odbyło się przyjęcie u gubernatora, na które za przykładem ostatniego polskiego we Lwowie starosty, Jana Kickiego, żaden z dotyczasowych polskich urzędników nie przybył. Wszyscy wymówili się chorobą. Król Stanisław August w osobnym liście podziękował staroście za ten postępek15.
Po objęciu przez Austriaków ich nowego królestwa dochodziło siłą rzeczy do wielu niezręcznych sytuacji. Przybysze mieli z miejscowymi niewiele wspólnego pod względem ubioru, kuchni, języka, manier czy tradycji politycznych. Ci urzędnicy - bez wyjątku mężczyźni w wiedeńskich strojach i perukach - byli przedstawicielami odległych, nigdy niewidzianych monarchów. Poruszając się w obstawie żołnierzy i służby, z pewnością budzili zainteresowanie, a często też chichot gapiów. Trójgraniaste kapelusze, bryczesy do kolan i jedwabne pończochy odróżniały ich od polskich kontuszowych szlachciców, odzianych w sukmany ruskich chłopów czy noszących się na czarno Żydów. Polegając w dużej mierze na z rzadka dostępnych tłumaczach, porozumiewali się mieszanką powoli artykułowanego języka niemieckiego, łamanej łaciny, wtrącanego od czasu do czasu francuskiego i rozpaczliwych gestów. Mieszkańcy Galicji musieli niewątpliwie przeżywać pełne spektrum emocji. Wśród klas wyższych panowało spore niezadowolenie z powodu zmian politycznych narzuconych bez żadnej konsultacji z nimi i ich zgody. Obawiających się o posiadane wcześniej swobody mieszkańców miast ogarnął niepokój. Wszyscy, którzy byli świadomi głębi upadku państwa polskiego oraz żałosnej kapitulacji króla, odczuwali upokorzenie i zażenowanie. Z kolei zakończenie toczących się do niedawna chaotycznych wojen i odejście konfederatów oraz Rosjan budziło ulgę. Większość ludności zareagowała jednak obojętnie, z fatalistyczną rezygnacją. Przejście władzy państwowej z Rzeczpospolitej w ręce Habsburgów nie przynosiło niczego masie chłopów pańszczyźnianych. Dla nich nastanie Galicji oznaczało tyle samo co sprzedaż dworu, w którym pracowali, przez jednego okrutnego pana drugiemu.
Cesarz-król Józef II był wielkim podróżnikiem. Oprócz wyjazdów zagranicznych do Niemiec, Francji (odwiedzał siostrę), Włoch i Rosji (spotykał się z carycą Katarzyną) odbywał też liczne wizyty w większości habsburskich prowincji. Sprawnie przemieszczając się lekką karetą, sporządzał obszerne notatki, rozdawał urzędnikom kwestionariusze, dokonywał inspekcji twierdz i garnizonów oraz rozmawiał z miejscowymi właścicielami ziemskimi i chłopami. Późnym latem 1773 roku, zakończywszy wizytację Siedmiogrodu, przekroczył Karpaty od południa, aby na własne oczy zobaczyć Galicję. Jak pisał do swojego przebywającego we Włoszech brata Leopolda: "Je vais partir pour la Galicie, altri guai"16 ("Zamierzam wyruszyć do Galicji, [gdzie czekają na mnie] inne kłopoty"). W prowincji przebywał sześć tygodni. Ze Lwowa donosił Kaunitzowi, że gubernator Pergen jest "leniwy i niekompetentny". W drodze powrotnej do Wiednia zatrzymał się na krakowskim Kazimierzu, gdzie zamieszkał w skromnej kamienicy na rogu dzisiejszej ulicy Józefa. Pierwszy dzień spędził w opactwie w Tyńcu, drugi w kopalni soli w Wieliczce, a trzeci - zapewne za zgodą władz polskich - na zwiedzaniu Wawelu17.
Otrzymawszy od cesarza listę aż 154 pytań, urażony gubernator Pergen wyrzucił z siebie równie długą litanię powodów, dla których Galicją nie dało się rządzić. Jak donosił, brakowało map i danych statystycznych oraz nie było komu płacić podatków. Wielu wartościowych ludzi zbiegło do Korony, a reszta pozostawała zbyt zależna od Żydów. W odpowiedzi Wiedeń wysłał do Lwowa cesarskiego inspektora hrabiego Pagnisa, którego raport o rządach w Galicji był - jak należało się spodziewać - krytyczny w tonie.
Urzędnicy gubernium podjęli jednak kroki w celu utworzenia cesarskiej policji oraz cenzury, a następnie państwowego systemu sądownictwa i obsadzenia go sędziami. W tym celu podzielili terytorium Galicji dla celów administracyjnych na sześć Kreise (cyrkułów), które z kolei dzieliły się na Bezirke (dystrykty). Na czele każdego cyrkułu stał Kreishauptmann (starosta). (Bardzo podobne działania podejmowała w tym samym czasie w Rosji cesarzowa Katarzyna). W 1773 roku stanowiska w prowincji objęła pierwsza grupa zarządców. Nazwy sześciu początkowych cyrkułów - krakowskiego, sandomierskiego, lubelskiego, bełskiego, czerwonoruskiego i podolskiego - opierały się na wcześniejszych podziałach; co ciekawe, tylko połowa tych nazw odnosiła się do miejscowości, które faktycznie weszły w skład Galicji. Na przykład cyrkuł krakowski nie obejmował Krakowa.
W 1773 roku katolicką Europą wstrząsnęła zdumiewająca decyzja papieża o kasacie Towarzystwa Jezusowego, czyli zakonu jezuitów. Było to posunięcie o daleko idących konsekwencjach społecznych, kulturalnych i politycznych. We Lwowie stworzyło ono gubernatorowi sposobność, by poszerzyć ciasną kwaterę. Kościół jezuitów zamieniono mianowicie na kaplicę wojskową, a budynki klasztoru i szkoły jezuickiej stały się na 40 lat siedzibą gubernium.
Presja, pod jaką znajdował się gubernator Galicji, na krótko zmalała po podpisaniu przez Austrię legalizującego aneksję traktatu rozbiorowego z Rzeczpospolitą. Lwowscy radni w końcu zaakceptowali swój los i zgodzili się współpracować. Mimo to nieszczęsny gubernator prawdopodobnie szukał już pretekstu do rezygnacji.
Za ustanowieniem austriackiej administracji wkrótce poszło narzucenie tamtejszej waluty, co było jedną z najbardziej widocznych oznak podporządkowania Galicji. Zarówno Maria Teresa, jak i Stanisław August dokonali świeżo reformy pieniądza - Austria wprowadziła w 1754 roku guldena, a Rzeczpospolita Obojga Narodów w 1764 roku złotego. Handlarze i ich klienci w miastach oraz na targach ledwo zdążyli opanować jeden system pieniężny, w którym 1 złoty równał się 30 groszom, a już musieli się mierzyć z nowymi monetami o zupełnie innych nazwach i nominałach: guldenami, talarami, szelągami i krajcarami z Austrii oraz forintami z Węgier. Pierwszą monetą z Wiednia, którą zaczęto bić w 1773 roku, był zwodniczo nazwany srebrny "dukat koronacyjny", który miał w rzeczywistości wartość ? dukata i upamiętniał formalne objęcie tronu Królestwa przez Marię Teresę (do koronacji tak naprawdę nie doszło); na awersie widniał zwieńczony koroną austriacki herb prowincji nad maleńkim polskim orłem, na rewersie zaś wieniec oliwny z napisem: GALICIA LODOMERIA CAET: IN FIDEM RECEPTAE MDCCLXXIII18. Waluta austriacka stopniowo wypierała polską. Rok później wyemitowano miedziany szeląg Galicji i Lodomerii, z herbem prowincji z koroną; litera S oznaczała pochodzenie monety z węgierskiej mennicy w Szomolnok. W latach 1775-1777 miały się pojawić dwie srebrne monety o nominałach 15 i 30 krajcarów; na ich awersie widniało popiersie cesarzowej oraz napis: M+THERESIA+D+G+R+I+HU+BO+GA+LO+REG, na rewersie zaś austriacki herb, data i napis: ARCHID+AUS+DUX+OSW+ZAT; słowa EX MARCA PURA VIEN wskazywały na pochodzenie tych monet z mennicy wiedeńskiej19. Ze wszystkich nowych monet największą sławę zyskał jednak srebrny talar Marii Teresy. Monetę tę bito od 1741 roku i za życia cesarzowej oznaczano ją rokiem wybicia, a po jej śmierci - jeszcze przez blisko 100 lat - datą jej odejścia ze świata20.
29 grudnia 1773 roku, pośród zimowego mroku, Austriacy urządzili homagium lub Huldigung, czyli hołd składany przez mieszkańców każdego galicyjskiego miasta, miasteczka i wsi. Uroczystości zorganizowano we Lwowie i we wszystkich nowych stolicach dystryktów, a zgodnie z opracowaną w listopadzie instrukcją uczestniczących w nich nowych poddanych cesarzowej-królowej podzielono na pięć kategorii: duchowieństwo, szlachtę-posesjonatów, mieszkańców miast, mieszkańców miasteczek i wsi oraz członków gmin żydowskich. Aby stawić się na miejscu, wielu ludzi musiało pokonać znaczne odległości. Jak opisano to prawie 100 lat później, nastroje - zwłaszcza wśród szlachty - były wisielcze:
Nie była to niestety podróż wesoła. Nie głośno, butnie i bundziuczno, z gęstą miną i szablą przy pasie, jak tak niedawno jeszcze na ostatnie sejmiki, ale milczkiem, posępnie i z ciężkim frasunkiem w sercu odbywała ją szlachta, wczoraj jeszcze wolna i polska, dziś galicyjska... Nie odbywano też podróży tej z własnej ochoty i dla pięknych oczu Niemca, który się zwał c.k. Districts-Dyrektorem, ale z gorzkiej konieczności.
Na kilka dni przedtem zjawił się w każdym dworze i dworku szlacheckim woźny dystryktowy i wręczał pismo złowrogie [...] aby na dzień oznaczony "pan Polak" stawił się nieochybnie do dystryktu, jeźli mu miła kieszeń i spokój domowy21.
Po przybyciu podróżni wyznaczali swoich deputatów, których zadaniem było powtórzyć głośno przysięgę, a następnie ustawiali się według przypisanego im stanu. Grupki urzędników zajmowały swoje miejsca, skostniali z zimna muzycy (jeżeli tacy byli na miejscu) odgrywali hymn cesarski, rozwijano nową flagę Galicji, a "Districts-Dyrektor" wygłaszał niezwykle uprzejmą mowę powitalną:
Dzisiejszy wesoły dzień, w którym mam honor i przyjemność oglądać całą szanowną szlachtę powierzonego memu zarządowi najmiłościwiej dystryktu, daje mi zarazem sposobność oświadczyć szlachetnemu zgromadzeniu na mocy rozdzielonych i ogłoszonych już w dystrykcie patentów, jako w skutek najmiłościwiej przez Jego ces. Apostolską Mość zarządzonego homagium wszyscy obecni pod Najwyższą opiekę monarszej miłości i troskliwości przyjęci być mają [...]22.
Następnie odczytano Eid der Untertan und Vasallentreue, czyli przysięgę poddaństwa i wasalstwa. Pogoda była ponura. Frekwencja nie dopisywała, a słuchacze niewiele rozumieli z ceremonii. Niekończący się tekst przysięgi, która nakazywała podporządkowanie się cesarzowej-wdowie, cesarzowi Józefowi oraz ich spadkobiercom i następcom, sformułowano w hermetycznej łacinie:
Vovemus et juramus corporale jusjurandum omnipotenti Deo [...] nos Augustissimae et potentissimae Principi ac Dominae Dominae Mariae Theresiae, Dei gratiae Romanorum Imperatrici viduae, Reginae Hungariae, Bohemiae [...] et Galiciae et Lodomeriae etc [...] cumque [...] Augustissimum Principem ac Dominum Josephum Secundum, electorum Romanorum Imperatorem Germaniae et Hierosolimorum etc in Corregentem omnium Provinciarum [...] Homagium praestare, simulque etiam spondemus [...] obedientes, promptos et subjectos fore [...]23.
Niektórzy spośród szlachciców liczyli prawdopodobnie, że ich dotychczasowe prawa zostaną okrojone, ale nie całkowicie zniesione. W położonym nieopodal granicy węgierskiej Stanisławowie domagali się przyznania im takich samych praw, jakie miała szlachta na Węgrzech. Tak czy owak, "skończyło się na tem, że przysięgli poddaństwo na łaskę i nie łaskę [...]"24.
We Lwowie uroczystości odbywały się w katedrze łacińskiej, a te dla Żydów na przyległym do niej placu. Dostojnicy kościelni - biskupi, opaci i prowincjałowie - składali przysięgę w imieniu wszystkich swoich podwładnych. Dla Żydów i Ormian tekst odpowiednio zmieniono. W mniejszych miastach oraz wsiach, gdzie przysięgę odczytywał urzędnik, mieszkańcy podnosili prawą rękę. W każdym przypadku dokument był później podpisywany przez zgromadzonych i wysyłany do Wiednia. Następnie podawano poczęstunek; we Lwowie przyjęcie wydał sam gubernator.
Podczas wszystkich uroczystości urzędnicy odnotowywali, kto wziął w nich udział, a kto był nieobecny. Gubernator napisał nawet do pełnomocnika austriackiego w Warszawie, mając nadzieję, że uda mu się przekonać do przybycia samego króla Stanisława Augusta25.
W Brodach homagium stało się dla społeczności żydowskiej okazją do świętowania:
Przebrane za Turków maski (Żydzi), z pocztowemi trąbkami w ustach, objeżdżały w dniu 29 XII 1773 po południu główne ulice i przedmieścia miasta Brody, nawołując współwierców do bóżnicy.
W wielkim gmachu bóżnicy, przystrojonym w tapety, dywany, srebrne naczynia i żyrandole, ustawiono srebrną koronę, a poniżej suty bufet ze stołami, zastawionemi różnemi trunkami, konfektami, bakaliami i t. p. O godzinie 6 wieczorem, wśród okrzyków podziwienia, rozpoczęła się wspaniała illuminacya wszystkich czterech boków synagogi, do której użyto 6000 kaganków, 600 świec woskowych i 400 łojowych. Na bóżnicy gorzał dwugłowy orzeł na 6 łokci długi, pięknie pozłocony, a ulice, obok położone, oświetlało 60 pochodni i 4 beczki zapalonej smoły.
O godzinie 7 przybyli do oświetlonego budynku: komenderujący wojskiem, jenerał-major von Graeven, komendant placu, margrabia de Torres, dyrektor c. i k. urzędu dystryktowego hr. Strassoldo i wielu innych urzędników, oficerów i dygnitarzy. [...]
Muzyka, dobrze skompletowana, powitała gości, a gdy się wszystko uciszyło, wygłosił syndyk żydowski, dr medycyny, Abraham Usiel, dziękczynną mowę [...] poczem starszy kantor (Oberschulsinger) z całym chórem instrumentalnym i wokalnym odmówił modlitwę, której końcowe słowo "Amen" powtarzało zgromadzenie z wielkim krzykiem i piskiem.
Następnie raczono wszystkich wyborowem winem, tureckimi owocami i cukrami, a najznakomitsi Żydzi pili zdrowie cesarzowej z wielkim uszanowaniem. Ulicznemu tłumowi rzucano garściami pieniądze, a ubogim rozdawano jałmużny26.
Z okazji hołdu wybito dwa uroczyste medale. Pierwszy - wspaniały medal hołdowniczy w srebrze - przedstawia na awersie złączone, widoczne z profilu popiersia cesarzowej-królowej i jej syna, na rewersie zaś kobietę klęczącą u stóp siedzącej Austrii. Napisy głoszą: IOSEPHUS II, M THERESIA AUGG (cesarze Józef II i Maria Teresa) oraz ANITQUA IURA VINDICATA (potwierdzenie dawnych praw). Na wybitym ze złota mniejszym tak zwanym medaliku hołdowniczym widniał herb Galicji oraz taki sam napis jak na dukacie koronacyjnym27. Medale te miały zostać rozdane wybranym osobom po uroczystości lub w jej trakcie.
Kiedy było już po wszystkim, Pergen złożył raport księciu Kaunitzowi. W liście zaadresowanym "Durchlauchtig, Hochgeborener Reichsfürst, gnädiger Herr!" przekazał krótką listę polskich szlachciców, których oceniał jako otwartych na politykę austriacką. Mieli do nich należeć między innymi: pewien Potocki ("jeden z najbogatszych szlachciców w kordonie"), pan Trembiński, który "zasługuje [...] na najwyższe zadowolenie", pan Hordyński (iudex castrensis), "stary [...] Skarbek, [...] bardzo bogaty", "niejaki pan Anchwicz". Gubernator wspomniał też o dwóch zasłużonych starszych damach, którym - jak sugerował - można byłoby przyznać Order Krzyża Gwiaździstego; jedną z nich była księżna Kantakuzena, drugą zaś Fryderyka Moszyńska, siostra świętej pamięci krajczego hr. Potockiego. Na koniec, aby uchronić się od ewentualnych zarzutów, poinformował, że zgromadzona we Lwowie szlachta przekazała mu dar w wysokości sześciu tysięcy dukatów. Książę Kaunitz dał znać gubernatorowi w stosownym czasie, że cesarzowa przyznała wspomnianym damom medale, jemu zaś pozwoliła przyjąć powyższą sumę28.
Jednym z problemów, przed jakimi staje historyk, jest znalezienie obiektywnych relacji na temat Galicji w pierwszych latach jej istnienia. Przybywający tam Austriacy zwykli opisywać swoich nowych poddanych w niepochlebnych słowach, a miejscowi z nawiązką im się odpłacali. Często cytowanym źródłem są na przykład napisane żywym językiem listy Franza Krattera (1758-1830) - Niemca, który po studiach w Wiedniu zawędrował do Galicji, a na koniec osiadł we Lwowie jako dyrektor teatru. Na temat tego, co widział wokół siebie, Kratter nie miał do powiedzenia choćby jednego dobrego słowa. Opisywał rzeczywistość, być może celowo, w przesadnie karykaturalny sposób. Szlachta w jego oczach była brutalna, kler nieokrzesany, a chłopi niezmiennie pijani:
Gdy przejeżdżałem kiedyś przez Bochnię, mieszkańcy okolicznych wsi wracali właśnie do domów z odbywającego się tam co roku targu. Już z dużej odległości słychać było głośne gadanie, budzące odrazę wycia i krzyki. Wszyscy byli pijani. Ludzie toczyli się wielkimi masami. Jakichś dwóch tarzało się w błocie, inny leżał w rowie i wrzeszczał na cały głos, kolejny zaś defekował. Jeszcze inny pociągnął za sobą na ziemię tuzin ludzi. Tu chłop spadł z konia, tam ktoś wywrócił wóz pełen pijanych mężczyzn, kobiet i dzieci29.
Z drugiej strony polscy pisarze często ubolewali nad groteskową niekompetencją austriackich biurokratów. Sądząc po współczesnych relacjach, urzędnicy gubernatora byli przypadkową bandą oportunistów, awanturników i dziwaków30. Nie zrobili oni też najlepszego wrażenia na cesarzu Józefie, który podczas swojej drugiej podróży w 1774 roku pisał o nich do matki:
W ciągu nieco ponad dwóch miesięcy [...] przybyło ich tu sześciu lub siedmiu, wszyscy z Czech lub Austrii [...]. Jeżeli tak dalej pójdzie, to skutek będzie taki, że ci panowie, żeby nie robić nic lub gorzej niż nic - a zarazem sprawiać wrażenie, że coś robią - będą zgarniać dla siebie dochody poszczególnych Stanów31.
Dla cesarzowej-królowej nie było to nowością. Polskie arystokratki opowiadały jej przecież podobne historie. "Wiedeń stał się znacznie przyjemniejszym miejscem - oznajmiła z wrodzoną elegancją Katarzyna Kossakowska - po tym, jak wszystkich bandytów wysłano do Galicji"32.
Gdy Galicja zyskała jasno określone granice, jej mieszkańcy musieli jakoś ułożyć sobie stosunki z dwoma najważniejszymi sąsiadami: z jednej strony, od północy i wschodu, z okrojoną, lecz wciąż pokaźną Rzeczpospolitą Obojga Narodów - do niedawna ojczyzną większości Galicjan - a z drugiej, od południa, z Królestwem Węgier. Obydwa sąsiednie kraje dzieliły z prowincją chęć, a zarazem niezdolność do wdrożenia usprawnień ustrojowych.
Pierwszy rozbiór Rzeczpospolitej pozostawał przez dwie dekady bodźcem dla króla i jego otoczenia do przyspieszenia spóźnionych reform. Przez pewien czas rosyjscy patroni Stanisława Augusta byli zaprzątnięci swoimi tureckimi wojnami, a patriotyczną opozycję wobec władzy królewskiej stłumiono. Królowi nigdy nie udało się jednak zapomnieć, że rządzi za obcym przyzwoleniem. Jako że wybrano go do kierowania krajem pozbawionym wszystkich atrybutów nowoczesnego państwa - profesjonalnej służby dyplomatycznej, sprawnej armii czy systemu podatkowego na wzór pruski - nigdy nie potrafił prowadzić prawdziwie niezależnej polityki zagranicznej. W polityce wewnętrznej przyglądał się biernie starciu między grupą zagorzałych reformatorów a potężną koterią magnatów, którzy czerpali korzyści z utrzymywania status quo. Mimo to udało się wprowadzić pewne zmiany. W latach 1764-1765 król powołał tak zwane komisje wielkie, których zadaniem było stworzenie podstaw nowoczesnego systemu finansowego i wojska, oraz założył Szkołę Rycerską mającą wykształcić zaczątki zawodowego korpusu oficerskiego (w czasie pierwszego rozbioru jej najsłynniejszego absolwenta, Tadeusza Kościuszkę, wysłano na stypendium do Francji). Następnie w 1773 roku Stanisław August doprowadził do ustanowienia Komisji Edukacji Narodowej, zwanej czasami pierwszym w Europie ministerstwem oświaty; była ona jednym z niewielu jego dzieł, które przyniosły trwałe efekty. Zlecił też oświeconemu biskupowi Adamowi Naruszewiczowi (1733-1796) spisanie dziejów Polski, w których związki przyczynowo-skutkowe wykraczałyby poza działanie Opatrzności Bożej. Z perspektywy czasu wielu historyków uważa, że walka, jaką toczył król, była od początku przegrana - nie miał ani środków, ani charakteru niezbędnego do osiągnięcia wytyczonych celów, a mocarstwa zaborcze nie zamierzały dopuścić, by odniósł sukces. Mimo to nie ustawał w wysiłkach33.
Polski ruch reformatorski napotykał wszakże przeszkody na każdym kroku. Rząd podjął na przykład działania mające zwiększyć wpływy budżetowe, zachęcając do eksportu, w tym zwłaszcza zboża, za pośrednictwem żeglugi wiślanej. Jako że Wisła płynęła teraz w swoim dolnym biegu przez terytorium Prus, Prusacy zbudowali w odpowiedzi nowe posterunki celne, zażądali niebotycznych opłat i zdusili ten handel. Do roku 1776 ceny zboża spadły o 60 procent, a wartość eksportu skurczyła się o połowę.
Węgry, drugi sąsiad Galicji, stanowiły od wieków ośrodek prywatnych posiadłości Habsburgów i, podobnie jak XVIII-wieczna "Polska", były wielokrotnie większe od kraju noszącego obecnie tę nazwę. Kraje Korony Świętego Stefana składały się z Królestw Węgier, Chorwacji i Slawonii, Banatu oraz długiego pasa wzdłuż południowego Pogranicza Wojskowego (Militärgrenze) z Turcją; obejmowały one terytoria dzisiejszych Węgier, Austrii, Słowacji, Ukrainy, Rumunii, Serbii oraz Chorwacji i były bardzo bliskie sercu Marii Teresy. Rok 1717, w którym się urodziła, przypadł kilka lat po zakończeniu trwającego cztery dekady zbrojnego buntu Madziarów. W 1740 roku, gdy zmarł jej ojciec, a ona jako kobieta nie mogła odziedziczyć tronu Świętego Cesarstwa Rzymskiego, z radością przyjęto ją i ukoronowano na Węgrzech. To właśnie na Węgrzech, niczym na skale, budowała swoje marzenia. Były one, podobnie jak Polska, krajem zdominowanym przez niesforną szlachtę, która zaciekle broniła swoich tradycji oraz opartego na ucisku porządku społecznego i nie traciła ducha mimo niekończących się porażek34.
Hrabia von Pergen złożył rezygnację już w styczniu 1774 roku. Trudno powiedzieć, czy zrobił to z własnej woli, czy też go zmuszono. Wydaje się, że przestał się cieszyć zaufaniem zarówno księcia Kaunitza, jak i cesarza-króla, który wolał komunikować się ze sprawującym dowództwo wojskowe generałem Hadikiem. W każdym razie kariera Pergena nie ucierpiała - powrócił on do Wiednia, gdzie przez następne 30 lat z powodzeniem służył cesarstwu, pnąc się po kolejnych szczeblach kariery, i ostatecznie mianowano go namiestnikiem (Statthalter) Dolnej Austrii. Tymczasem pełniącym obowiązki gubernatora we Lwowie został Hadik. Sytuacja tam była krytyczna, wręcz katastrofalna. Dwa lata po rozbiorze Polski rządy Austriaków w Galicji pozostawały niestabilne, a przyszłość prowincji niepewna. Maria Teresa była coraz bardziej zaniepokojona.
W czerwcu 1774 roku Antona Pergena na stanowisku gubernatora Galicji zastąpił Heinrich Josef Johann von Auersperg (1697-1783), który miał sprawować tę funkcję do końca panowania cesarzowej. Auersperg, którego tytułowano hrabią lub baronem, był w rzeczywistości dziedzicznym księciem i głową jednego z najznamienitszych austriackich rodów pochodzących z adriatyckiego regionu Krainy. Sięgnął najwyższych zaszczytów dworskich (przez lata był wielkim szambelanem), a do jego posiadłości należały zamek Turjak w dzisiejszej Słowenii, księstwo ziębickie na Śląsku oraz pałac Auersperg w Wiedniu. Jego syn kardynał Joseph Franz Anton von Auersperg był księciem-biskupem Pasawy. Karierę dyplomatyczną Heinrich von Auersperg rozpoczął na późnym etapie; kiedy przybył z Triestu do Lwowa, zbliżał się już do dziewiątej dekady życia. Podobnie jak Pergen, nie był zbyt energicznym gubernatorem; sporo czasu poświęcał założonemu przez siebie niemieckiemu teatrowi we Lwowie i lubił długie wakacje we Włoszech. Na szczęście miał zastępcę, którym był hrabia Joseph Brigido von Bresowitz, Freiherr von Marenfels (1733-1817), brat wspomnianego już Pompeiusa i kolejny szlachcic z adriatyckiego wybrzeża. Brigido wkrótce przejął zarządzanie gubernium, gwarantując sobie w ten sposób sukcesję po przełożonym.
Nadal dochodziło jednak do konfrontacji między biurokratami a miejscową szlachtą i dostojnikami. Niektórzy z nowych urzędników, jak Holender Guinigi czy Węgier Messarosch, nie władali polskim ani łaciną i byli w oczywisty sposób niekompetentni. Ponadto hierarchiczny etos austriackiej biurokracji był trudny do zniesienia dla ludzi wychowanych w egalitarnej i indywidualistycznej tradycji szlacheckiej. Kiedy gubernator Pergen dał do zrozumienia, że oczekuje od czołowych przedstawicieli polskiego społeczeństwa osobistego złożenia mu wyrazów szacunku, większość się nie stawiła. W rozumieniu magnatów to oni byli gospodarzami, którym należało okazać szacunek. Szczęśliwie gubernator Auersperg miał nazwisko książęce, a więc wystarczająco dostojne, aby Potoccy i Lubomirscy zechcieli się z nim spotkać. Zaczynało jednak stawać się oczywiste, że bez wsparcia elit społecznych rządy Austriaków w Galicji utkną w martwym punkcie.
Tymczasem reżim austriacki nie dawał wielu powodów do radości. Powszechną konsternację doskonale wyraził urodzony w powiecie kołomyjskim Franciszek Karpiński (1741-1825):
Po wesołej w Polsce chwiliJużeśmy prawie wkroczyliW kraj, gdzie śmiać się zapomniano,I gdzie płakać zakazano!...W kraj pełny uniwersałów,Wiecznych prawnych foliałówI kursoryj, instruktarzów,ostrzeżenia, cyrkularzów35.
Nie powinno dziwić, że wśród biurokratów z pierwszych lat Galicji najbardziej w pamięć zapadł mianowany w 1773 roku Kreishauptmann Lwowa hrabia Rudolf Strassoldo. Strassoldo - niepoprawny kobieciarz i bon vivant, niegdysiejszy współpracownik Casanovy i mason - szybko stał się bohaterem licznych skandali, po czym uciekł przez granicę osmańską z dużą sumą zdefraudowanej gotówki oraz zamiarem przejścia na islam. Afera szybko przerodziła się w farsę. Hrabiego skazano zaocznie na powieszenie in effigie, lecz jego porzucona żona odwołała się od wyroku, argumentując, że honor szlacheckiego rodu wymaga, aby podobiznę skazańca ścięto, nie zaś wieszano36.
Teoretycznie stosunki między państwem Habsburgów a Kościołem rzymskokatolickim w Galicji powinny były od początku układać się harmonijnie. Habsburgowie szczycili się rolą strażników katolicyzmu, a cesarzowa Maria Teresa była niezwykle żarliwą wyznawczynią tej religii. Hierarchia rzymskokatolicka z arcybiskupem lwowskim na czele sprawowała rząd dusz nad największą grupą ludności w prowincji. Jednak już wkrótce pojawiły się poważne trudności. W 1773 roku duże niezadowolenie wywołała kasata zakonu jezuitów, który odgrywał w Polsce znaczącą rolę, zwłaszcza w szkolnictwie. Ponadto arcybiskup lwowski Wacław Hieronim Sierakowski (1700-1780) nie miał zamiaru przestrzegać narzuconej linii politycznej. Zapisał się on do konfederacji barskiej i stanął na czele tego jej skrzydła, które starało się bronić tradycyjnego katolicyzmu przed ingerencją państwa. Został za to aresztowany przez Rosjan. Wiedeń początkowo starał się go obłaskawić, nadając mu Krzyż Wielki Orderu Świętego Stefana i pospiesznie potwierdzając jego przynależność do stanu szlacheckiego. Arcybiskup nie przybył jednak na homagium ani na wezwanie austriackiego gubernatora, a ponadto uparcie sprzeciwiał się planowanym zmianom dotyczącym dóbr kościelnych, relacji między duchowieństwem świeckim i zakonnym oraz zakonu bazylianów. Mimo podeszłego wieku udał się nawet do Hofburga, mając nadzieję, że zdoła tam osobiście przedstawić swoje zastrzeżenia cesarzowej. Wrócił z pustymi rękami, po czym wraz z całą kapitułą jego katedry internowano go na cztery lata w odizolowanym zamku w Dunajowie.
Kasata zakonu jezuitów nie była pierwotnie dziełem Austriaków. W poprzednich 20 latach Towarzystwo Jezusowe wikłało się w kolejne spory z czołowymi monarchiami katolickimi, głównie w ich zamorskich imperiach - Brazylii, Quebecu i Meksyku. Władcy doszli w końcu do wniosku, że stało się ono międzynarodową mafią i prowadzi działalność wywrotową niemożliwą do pogodzenia z celami oraz interesami zarówno Kościoła, jak i państwa. Król Portugalii zakazał jezuitom działalności w 1759 roku, król Francji w 1764 roku, a król Hiszpanii w 1767 roku. Ponawiane ze strony różnych linii Burbonów żądania rozwiązania zakonu poskutkowały tym, że jeden z papieży zmarł na zawał serca. Następnie kardynałowie protektorzy, którzy reprezentowali wspomniane monarchie w Watykanie, zdołali w lipcu 1773 roku przekonać papieża Klemensa XIV do wydania brewe zatytułowanego Dominus ac Redemptor noster, w którym zniósł on i skasował Towarzystwo Jezusowe37.
Los jezuitów na ziemiach Habsburgów był więc naturalnym następstwem tego, co spotkało ich już wcześniej w innych krajach, a konsekwencje tej zmiany były poważne. Przez dwa stulecia mnisi ci odgrywali w Europie Środkowej i Wschodniej kluczową rolę "komandosów kontrreformacji", stawiając tamę protestantyzmowi, umacniając wiarę, nawracając błądzących i kształcąc młodzież. W Rzeczpospolitej rozszerzyli zasięg katolicyzmu daleko na wschód, otwierając kolegia w Wilnie, Połocku, Kijowie i Lwowie. Teraz ci sami "żołnierze Jezusa" znienacka stali się pariasami, a ich budynki oraz środki pieniężne skonfiskowano. W stolicy Galicji pochodzący z 1610 roku jezuicki kościół śś. Piotra i Pawła oddano do użytku wojsku, a przylegające do niego kolegium jezuickie, którego status uniwersytetu ponownie potwierdził niedawno Watykan, opróżniono i przekazano gubernatorowi. W Jarosławiu, Przemyślu oraz Tarnopolu zamknięto kolejne kościoły i kolegia jezuickie. W pierwszym z tych miast stało się to akurat w chwili, gdy mianowano nowego rektora:
Pierwszym rozbiorem Polski 1772 r. Jarosław dostał się pod panowanie austriackie [...] Zmiana, a raczej ruina kolegium nastąpiła, gdy breve kasacyjne ogłosił 27 Jezuitom Św. Jana delegat biskupi, kanonik lwowski a kanclerz kolegiaty jarosławskiej Maciej Pruski 12 października 1773 w asystencyi komisarza austr. Karola Ferdinandi, starosty jarosławskiego [...]. Inwentarz sporządził dopiero 23 stycznia 1773 r. sufragan przemyski Kajetan Tęgoborski ze starostą Ferdinandim i buchalterem gubernialnym Possenhammerem. Złoto, srebro i aparata kościoła św. Jana oszacowano na 31.809 złp38.
Struktury diecezjalne Kościoła rzymskokatolickiego przestały się pokrywać z nowymi granicami państwowymi. Biskup krakowski nadzorował sufraganie w Rzeczpospolitej, jak też w dużej części Galicji Zachodniej, choć jego siedziba znajdowała się poza jej granicami. Arcybiskupowi lwowskiemu podlegały z kolei kościoły rzymskokatolickie nie tylko w Galicji Wschodniej, ale także na Wołyniu i w województwie kijowskim. W związku z tym podjęto kroki zmierzające do utworzenia nowej diecezji tarnowskiej, która miałaby przejąć zwierzchnictwo nad większością dystryktów na zachodzie i w centrum Galicji. W kwietniu 1773 roku gubernator Pergen wskazał ks. Jana Duwalla (1720-1785) jako kandydata na nowe biskupstwo i przedstawił swoje plany królowej-cesarzowej. Przebywający wówczas w klasztorze bernardyńskim w Tarnowie ks. Duwall, cierpliwie czekając na zakończenie procedur papieskich i cesarskich, administrował tymi częściami diecezji krakowskiej, które znalazły się w granicach imperium Habsburgów. W tym czasie stworzył w Kobylance koło Gorlic kaplicę Madonny w Puszczy, która miała stać się ważnym miejscem kultu dla pielgrzymów. Zmarł jednak przed potwierdzeniem jego nominacji biskupiej39.
Cesarzowa-królowa pozostawała w lepszych stosunkach z Ruskim Kościołem Unickim, który w następstwie rozbioru został podzielony między trzy świeckie jurysdykcje: Rzeczpospolitej, Rosji i Austrii. W 1774 roku na rządzonych przez siebie ziemiach zmieniła nazwę tego Kościoła z "unickiego" na "greckokatolicki" i przyznała mu status równorzędny z rzymskim katolicyzmem. Wprowadziła też cenzurę, zakazując użycia terminu "pop" w odniesieniu do kapłanów greckokatolickich (aby odróżnić ich od prawosławnych) i zastępując go określeniem "ksiądz" zarówno w odniesieniu do kapłanów rzymskokatolickich, jak i greckokatolickich. Co najważniejsze, jako że księża greckokatoliccy mogli się żenić, wprowadziła przepisy przyznające jednakowe prawa duchownym obu wyznań, a także zapewniające synom kapłanów greckokatolickich równy dostęp do posad państwowych. Greckokatolicki arcybiskup Lwowa, a zarazem metropolita kijowski, galicyjski i Wszechrusi Leon Szeptycki (1714-1779) był kluczową postacią w okresie, gdy Kościół unicki przestał podlegać wyłącznie Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Starał się on odnowić działalność greckokatolickiego arcybiskupstwa halickiego.
Zmiany te zostały przychylnie przyjęte przez ruskich chłopów. Od chwili zawarcia unii brzeskiej w 1596 roku unitom dawano do zrozumienia, że są katolikami drugiej kategorii. Na czele hierarchii rzymskokatolickiej stali wielcy polscy magnaci, natomiast unici, często niepiśmienni, słuchali w większości kazań kapłanów pochodzących z ludu. Pogarda, z jaką niektórzy rzymscy katolicy odnosili się do swoich greckokatolickich braci, była ewidentna.
Jedną z trudnych do pojęcia dla Austriaków cech galicyjskiego społeczeństwa była silna więź między szlachtą a Żydami. Niektórzy historycy mówią wręcz o sojuszu szlachecko-żydowskim. Od zawiązania w 1569 roku unii lubelskiej, która dała początek Rzeczpospolitej Obojga Narodów i na mocy której południowo-wschodnie województwa Wielkiego Księstwa Litewskiego trafiły do Korony Królestwa Polskiego, wielu polskich właścicieli ziemskich zatrudniało w swoich majątkach żydowskich zarządców; rozszerzając swoje posiadłości w głąb Ukrainy, panowie zabierali Żydów ze sobą. W epoce rozbiorów we dworze czy w zamku w archetypicznej wsi lub osadzie we wschodniej Galicji, na Podolu i Wołyniu mieszkał polski szlachcic - katolik, w pobliskim miasteczku dominowała ludność żydowska, a okoliczne pola uprawiała rzesza ruskich chłopów pańszczyźnianych. W oczach tych chłopów szlachcic i Żydzi byli często współpracującymi ze sobą ciemiężycielami. Nieprzypadkowo hasło wykrzykiwane przez buntowników podczas koliszczyzny brzmiało: "Lach, Żyd i sobaka, wse wira odnaka" (Polak, Żyd i pies to jedna wiara). Podobny sojusz Żydzi zawarli z częścią Kościoła rzymskokatolickiego - zwłaszcza z jezuitami, którzy zwyczajowo zatrudniali ich jako zarządców majątków i poborców dziesięciny. W miastach i miasteczkach często obowiązywały przywileje non tolerandis stawiające Żydów na równi ze szlachtą oraz chłopami, którym także zakazywano zamieszkania w granicach miasta. Jednym z rozwiązań tego problemu było przyznanie Żydom prawa pobytu w określonej dzielnicy, czyli getcie. Innym było umożliwienie im osiedlania się i handlu na przyległych do bram miasta ziemiach będących własnością szlachty.
W Galicji cesarski Judenreglement, czyli regulamin żydowski, wprowadzono z pewnym opóźnieniem 16 lipca 1776 roku. W dokumencie wyczerpująco uregulowano wszystkie zagadnienia, a użyty w nim nieprzyjemny język (ogarniająca Królestwo "plaga żydowska") wskazywał, że chodzi nie tylko o objęcie galicyjskich Żydów kontrolą państwa, ale także zmniejszenie ich liczebności i ograniczenie zakresu działalności. Przepisy regulaminu obejmowały większość niereligijnych aspektów życia żydowskiego:
- mianowanie zatwierdzonego przez cesarzową naczelnego rabina, który miał przewodniczyć Radzie Żydowskiej;
- mianowanie członków starszyzny w każdym cyrkule oraz żydowskich sędziów i woźnych sądowych;
- nałożenie nowych podatków, w tym pogłównego w wysokości 1 guldena, podatku tolerancyjnego w wysokości 4 guldenów od rodziny, podatku małżeńskiego naliczanego od majątku pary młodej, a także podatków od nieruchomości i pracy;
- zakaz [wyimaginowanych] prób stworzenia żydowskiego monopolu na handel, zwłaszcza mięsem, drewnem i zbożem;
- ograniczenie działalności żydowskich rzemieślników, takich jak piekarze, krawcy i stolarze, a także przedstawicieli wolnych zawodów, takich jak lekarze i chirurdzy, którym zakazano przyjmowania gojów jako klientów lub pacjentów i przekraczania limitów liczebności w poszczególnych miastach;
- wyznaczenie dzielnicy żydowskiej we Lwowie na ulicach przylegających do Rynku40.
Mianowanym na podstawie tych przepisów naczelnym rabinem był Arie Leib Bernstein z Brodów, a we Lwowie otwarto żydowską pocztę. Jednak wewnętrzne funkcjonowanie kahału, czyli gminy żydowskiej, nie uległo zmianie, podobnie jak jej ogromne długi.
W 1778 roku powstała pierwsza we Lwowie parafia luterańska i odnotowano istnienie loży masońskiej; zmarł również znany pionier chasydyzmu galicyjskiego Samuel Szmelke Horowic (ur. 1726), uczeń będącego następcą Beszta i zwanego Wielkim Magidem Dow Bera z Międzyrzecza. Scena religijna Galicji stawała się coraz różnorodniejsza, czemu sprzyjał napływ uchodźców religijnych. Jako pierwsi przybyli bracia morawscy (herrnhuci), za nimi podążyli kolejni chasydzi, a także grekokatolicy z Białorusi i Ukrainy, staroobrzędowcy z Rosji oraz staroluteranie z Prus Królewskich i Śląska, którzy sprzeciwiali się kontroli królewskiej nad Kościołem państwowym.
Pojawienie się wolnomularzy było znakiem czasu. Wywodząca się z protestanckiej części Europy masoneria dotarła do Wiednia w 1762 roku wraz z otwarciem Loge aux trois canons. Motorem tego ruchu byli racjonalistyczni wolnomyśliciele i illuminati - synowie oświecenia, którzy niechętnie odnosili się do teokratycznych i dogmatycznych tendencji kojarzonych z Kościołem kontrreformacyjnym, a zarazem mogli liczyć na przychylność coraz bardziej zeświecczonych władz państwowych. Wolnomularstwo stało się jednak w równym stopniu czymś w rodzaju towarzyskiej mody, intelektualnej rozrywki oraz mecenatu nad dobrą muzyką i teatrem, nie stanowiąc w tej formie zagrożenia dla katolickiej wiary swoich członków41. W Galicji loża masońska była jednym z pierwszych miejsc spotkań wykształconych Polaków i urzędników austriackich. Podobne loże powstały też w Wieliczce, Tarnowie, Samborze i Zaleszczykach, lecz działały krótko42.
W XVIII wieku, kiedy przeważająca większość ludności była przywiązana do ziemi i pozostawała pod rządami feudalnych panów, relacje między państwem a posiadającą ziemię szlachtą miały kluczowe znaczenie. W Rzeczpospolitej Obojga Narodów szlachta przez całe wieki rządziła państwem na własnych zasadach: wybierała króla, cieszyła się niemal całkowitym monopolem zarówno w Sejmie, jak i w wojsku oraz kontrolowała całokształt ustawodawstwa. W Galicji, choć zachowała wiele lokalnych wpływów, została podporządkowana dyktatowi rządu cesarskiego i narzuconym z góry prawom43.
Ważne miejsce w społeczeństwie przedrozbiorowym zajmowała, a teraz dla austriackiej administracji Galicji szczególny problem zaczęła stwarzać najwyższa klasa magnatów - "wielorybów" wśród ławic szlacheckich płotek. Chodziło o niewielką liczbę wyjątkowo bogatych i potężnych rodów, które wywierały łącznie wpływ znacznie większy niż ich poszczególni członkowie. W ciągu wieków rodziny te zyskały skomplikowaną sieć posiadłości ziemskich, królewskich nominacji i lokalnych urzędów - wiele z nich dziedzicznych - rozrzuconych po rozległym terytorium Rzeczpospolitej, które po 1772 roku zostało rozcięte nowymi, porozbiorowymi granicami. Na przykład Potoccy, wciąż działając w całej Rzeczpospolitej, pozostawali też aktywni w Galicji. W wyniku wpływających na drzewo genealogiczne rodu kolejnych małżeństw i transakcji ziemskich podzielili się oni na cztery główne gałęzie z siedzibami w Łańcucie pod Rzeszowem, Krzeszowicach pod Krakowem, Tulczynie na Podolu i Wilanowie pod Warszawą. W 1772 roku Łańcut należał wciąż do księżnej Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej, która miała pozostawić swój majątek wnukowi - hrabiemu Alfredowi Wojciechowi Potockiemu (1786-1862). Krzeszowice - kolejna z posiadłości Izabeli - miały zaś przejść na jej drugiego wnuka Artura Stanisława Potockiego (1787-1832). Znajdujący się na Podolu we wschodniej części Galicji Tulczyn był dziełem krajczego Franciszka Salezego Potockiego (1700-1772), który wywodził się z klucza dóbr rodzinnych położonego na północ od Lwowa - w Bełzie, Sokalu i Krystynopolu (Czerwonogrodzie); z pięciu będących w jego posiadaniu starostw trzy - Bełz, Sokal i Rubieszów - zostały przyłączone do Galicji. Dawny pałac królewski w Wilanowie był w posiadaniu Lubomirskich, ale wkrótce miał go przejąć hrabia Stanisław Kostka Potocki (1755-1821).
Za rządów Marii Teresy austriaccy urzędnicy musieli mieć na oku co najmniej pół tuzina przedstawicieli rodu Potockich. Roman Ignacy Franciszek Potocki (1750-1809) - ważny urzędnik w Wielkim Księstwie Litewskim i przyszły współautor Konstytucji 3 maja - wraz z bratem, wspomnianym już Stanisławem Kostką Potockim, byli synami zmarłego krótko przed rozbiorem hrabiego Eustachego Potockiego (1720-1768), który pełnił funkcję starosty lwowskiego i marszałka sejmiku ziemi halickiej. Krajczy wielki koronny Józef Potocki (1735-1802) był przed rozbiorami starostą leżajskim, a jego syn Jan Potocki (1761-1815) miał zdobyć sławę jako podróżnik, egiptolog i pisarz. Stanisław Szczęsny Potocki (1751-1805) - oficer służący w armii Rzeczpospolitej i syn fundatora Tulczyna - miał zaś okryć się hańbą zdrady w oczach Polaków. Uważany za awanturnika Mikołaj Bazyli Potocki (1707 lub 1708-1782), starosta odległego Kaniowa na Ukrainie, był właścicielem zamku w położonym w Galicji Buczaczu, a także ważnym dobroczyńcą kościoła Dominikanów we Lwowie oraz klasztorów w Buczaczu i Poczajowie. Był też legendarnym wprost okrutnikiem, który "baby strzelał po drzewach i Żydów piekł żywcem"44, 45.
Wiedeń zdawał sobie oczywiście sprawę, że jakieś porozumienie z magnatami - podobnie jak z ogółem szlachty - byłoby bardzo pożądane. Szlachta galicyjska, głównie pochodzenia polskiego, liczyła około 35 tysięcy rodzin i była jako odsetek populacji najliczniejsza w Europie; podejrzewano ją ponadto o silnie antyaustriackie nastawienie. Problem stojący przed Marią Teresą i jej ministrami polegał na tym, jak zweryfikować postawy członków tej grupy i zwerbować ich bez wywoływania oburzenia.
Wdrożony proces, choć powolny i metodyczny, rodził mniej konfliktów niż w zaborze rosyjskim, gdzie swój status utraciło ponad 90 procent dawnej polskiej szlachty. Kandydaci, którymi w pierwszej kolejności byli mężczyźni poszukujący zatrudnienia w urzędach, musieli złożyć wniosek, dostarczyć oświadczenia czterech świadków, że są hoch-und wohlgeboren (wysoce urodzeni i wielmożni), a także przedstawić Stammtafel (drzewo genealogiczne) i dowód złożenia przysięgi wierności. Jeżeli nie stwierdzono żadnych przeszkód, wnioskodawcy wydawano dyplom szlachecki, nadawano zniemczone nazwisko i tytuł, przyznawano indywidualny herb i dewizę (co nie było zwyczajem w Rzeczpospolitej) oraz określano jego zobowiązania podatkowe. Musiał on też złożyć zapewnienie, że przestanie nosić polski strój narodowy. W najwcześniejszej grupie szlachty, która otrzymała potwierdzenie swojego statusu, znajdujemy nazwiska von Dzieduszycki (1775), von Bogusławice-Sierakowski (1775), von Mier (1777), von Bielski (1778), von Cetner (1778), von Ulina-Ulinski (1779), Kuropatnicki von Kuropatniki (1779), Skarbek von Gura Leszczyński (1779), von Biecz (1779), von Pinino Pininski (1780), baron von Ziemblice Krukowiecki (1780) i Saryusz von Zamość-Zamoyski (1780). Garstka polskich rodzin otrzymała tytuły austriackie jeszcze przed rozbiorem - należeli do nich Potoccy oraz ród Heydel Edler von Heydau, którego członkowie służyli w armii Habsburgów. Do końca wieku z tej możliwości skorzystało jednak tylko 750 osób z potencjalnej liczby 35 tysięcy.
Typowym członkiem grupy pierwszych wnioskodawców był hrabia Augustyn Ulina-Uliński (zm. 1783). Cesarzowa mianowała go wiceprezydentem Sądu Apelacyjnego we Lwowie. "Jesteśmy nieodmiennie zadowoleni z jego wyroków" - stwierdziła. Uliński był spokrewniony z kilkoma rodami magnackimi, między innymi z Dzieduszyckimi i Sierakowskimi, więc nie napotkał sprzeciwu w rozpatrującej wnioski Komisji Magnatów46. Pełnił też ważną funkcję wśród masonów, stojąc od 1779 roku na czele loży Égalité Parfaite.
Pewne dowody jednak sugerują, że w latach 70. XVIII wieku stosunki między Wiedniem a szlachtą galicyjską nacechowane były wzajemną ostrożnością. Póki co większość szlachciców w prowincji nie potrafiła jeszcze myśleć o sobie jako o Galicjanach; byli Polakami, którzy zostali wbrew woli odcięci od ojczyzny. Habsburscy zarządcy sondowali grunt na swoich terenach, namawiając do przyjęcia austriackich tytułów; zaczęły wpływać pierwsze takie wnioski, motywowane bez wątpienia chęcią zachowania majątków. Ogólnie szlachcie nie spieszyło się jednak zbytnio, by służyć monarchii czy ubiegać się o wysokie stanowiska. Świadczy o tym na przykład kariera Ignacego Cetnera z Krakowca (1728-1809), którego z pewnością można było zaliczyć do klasy magnackiej. Ten były wychowanek lwowskich jezuitów był właścicielem 240 tysięcy morgów ziemi podzielonych na kilka posiadłości, mężem córki wojewody poznańskiego Ludwiki Potockiej, kilkakrotnym posłem na Sejm, kawalerem Orderu Orła Białego, a od 1763 roku wojewodą Bełza - rozległego, żyznego obszaru położonego na północ od Lwowa. Gorzej powiodło mu się na warszawskim dworze - przystał do obozu króla Stanisława Augusta, ugrzązł wszakże w bagienku konfederacji radomskiej i intryg rosyjskiego ambasadora Repnina. Po zawiązaniu konfederacji barskiej był zmuszony wyjechać na Węgry, aby nie wpaść w ręce jej uczestników. Rozczarowawszy się upadkiem władzy królewskiej w Polsce, musiał być po 1773 roku dość przychylny propozycjom Austriaków. Od 1775 roku był wymieniany jako Geheimrat, czyli "radca tajny" austriackiego gubernatora. Nie da się określić charakteru ani zakresu świadczonych przez niego usług, które były prawdopodobnie jedynie symboliczne, lecz z punktu widzenia zaborców skaptowanie ważnej lokalnej osobistości miało pewne znaczenie. W 1777 lub 1778 roku na mocy porozumienia z Austriakami Cetner wykupił na własność Przemyśl, który pozostawał przez kilka lat jego "prywatnym miastem". W tym samym roku uzyskał tytuł hrabiowski i nazwisko von Cetner47.
Należy jednak zdawać sobie sprawę ze złożoności i delikatności pozycji najwyższych rangą urzędników, którzy zrobili karierę w służbie polskiej, a następnie austriackiej, nie zaskakuje więc, że wielu miotało się między tymi lojalnościami. W 1773 roku pierwszy rozbiór Polski i utworzenie Galicji miały wpływ na kompetencje trzech królewskich wojewodów. Jako jedyny z tej trójki ku poparciu Habsburgów skłaniał się właśnie wojewoda bełski Ignacy Cetner. Wacław Piotr Rzewuski (1706-1779), wojewoda krakowski, który był również znanym poetą i dramatopisarzem, utracił wprawdzie władzę nad południowymi, położonymi na prawym brzegu Wisły powiatami województwa, ale pozostał na urzędzie i do końca życia zarządzał w imieniu króla resztą terytorium na północ od rzeki. Pełniący od 1731 roku funkcję wojewody ruskiego książę August Aleksander Czartoryski (1697-1782), w swoim czasie przywódca dworskiego stronnictwa zwanego Familią, stracił praktyczną kontrolę nad swoim województwem i jego głównym miastem Lwowem, lecz służąc królowi w Warszawie, zachował tytuł, który po jego śmierci przeszedł na Stanisława Szczęsnego Potockiego. Wiele z tych komplikacji miało utrzymywać się tak długo, jak długo trwała sama Rzeczpospolita.
Jednak najmocniej ze wszystkich rodzin szlacheckich zakorzeniony w galicyjskiej rzeczywistości był ród Szeptyckich. Wziąwszy nazwisko od nadanej im w 1469 roku przez króla Kazimierza Jagiellończyka posiadłości w Szeptycach w pobliżu Sambora, przez ponad 300 lat odgrywali oni znaczącą rolę w życiu województwa. Będąc z pochodzenia prawosławnymi bojarami, przyjęli unię brzeską, ale często stali w rozkroku między obozami unickim i rzymskim. Trudno ich było jednoznacznie określić jako Polaków czy Rusinów. W XVII wieku, ponieważ mieli oni bliskie związki ze swoim sąsiadem królem Janem Sobieskim, z rodu Szeptyckich wywodziło się kilku wysokich rangą dowódców husarii. W XVIII stuleciu z kolei dostarczali czołowych duchownych greckokatolickich. Bazyli Barlaam Szeptycki (1647-1715), syn miecznika przemyskiego, zanim został biskupem lwowskim, był mnichem zakonu bazylianów w Uniowie koło Przemyślan. Jego siostrzeniec biskup Atanazy Szeptycki (1686-1746) został następcą wuja w tej samej diecezji i zaprezentował się jako zwolennik ograniczonej latynizacji. Leon Szeptycki (1717-1779) przez kilkadziesiąt lat kierował jako koadiutor metropolią lwowską, przywdziewając mitrę na krótko przed śmiercią. Biskup Leon już w 1772 roku został hrabią Świętego Cesarstwa Rzymskiego48.
Władze austriackie podjęły ostrożne kroki w celu uregulowania sytuacji na wsi i poprawy wrogich często stosunków między szlachtą a chłopami. Ich starania znalazły odzwierciedlenie w zapisach nowego Staatsherrschaft dla położonego w skrajnie wysuniętym na zachód galicyjskim dystrykcie Lipnika (obecnie są to przedmieścia Bielska-Białej). Miejscowym właścicielem ziemskim był baron Karol Larisch ze Słupnej i Osieka, spokrewniony z zamożnym rodem Larischów-Mönnichów z pobliskiego Śląska, który zaczynał się ogromnie bogacić na wydobyciu węgla; chłopi dzielili się na pańszczyźnianą większość oraz mniejszość wolnych sołtysów. Ludność stanowili głównie katolicy, choć bogatsza warstwa składała się z ewangelickich luteranów. W 1773 roku na zamku zamieszkała niewielka grupa urzędników cesarskich. Ich pierwszym krokiem było nakazanie całej ludności wsi, aby wzięła udział w uroczystości złożenia hołdu w pobliskiej Białej. Pierwszą zaś reformą było wprowadzenie w 1775 roku podatku gruntowego (tzw. rustykalnego), który pobierano od jednej trzeciej obszaru gospodarstw chłopskich. W 1776 roku, aby ułatwić ściąganie podatków, Austriacy nakazali ponumerować wszystkie domy; folwark górny otrzymał wówczas numer 114, a plebania numer 103. W 1777 roku wskutek nieurodzaju nastał głód, a wielu chłopów uciekło do wyrastających na Śląsku miast przemysłowych. W 1778 roku wprowadzono pobór do wojska, który był już wcześniej obecny na rządzonym przez Prusy niezbyt odległym Śląsku. Generalnie Austriacy robili wszystko, co mogli, by chronić chłopów przed szlachtą. Na przykład zakazali praktyki dalekich podwód. Co najważniejsze, wszystkich, łącznie z chłopami, zaczęli traktować jak cesarskich poddanych; chłopi pańszczyźniani przestali być bezbronnym majątkiem ruchomym swojego pana. Pod urzędowy nadzór trafił nawet proboszcz, a ambona wiejskiego kościoła stała się zwyczajowym miejscem, z którego dokonywano oficjalnych obwieszczeń49.
Życie miejskie w Galicji miało ograniczony zakres. Jedynym większym ośrodkiem była stolica prowincji, czyli Lwów, a niektóre "miasteczka" były tak naprawdę wioskami. Większość z nich założono w średniowieczu - cieszyły się prawami miejskimi i organizowały cotygodniowe targi - ale wiele z nich było własnością prywatną lokalnych magnatów. Według pewnego austriackiego biurokraty tylko sześć galicyjskich miast - Tarnów, Jarosław, Krosno, Rzeszów, Przemyśl i Zamość - było zdolnych do pełnienia funkcji regionalnych ośrodków administracyjnych.
Uwagę Austriaków od początku przyciągał Zamość - wysunięte najdalej na północ miasto Galicji, które leżało przy strategicznym odcinku granicy. Od 1774 roku był on siedzibą władz cyrkułu bełskiego - urzędował tam Kreisman Kohlmanhuber, funkcjonowała też poczta i stacjonował spory, liczący około 1,5 tysiąca żołnierzy garnizon wojskowy. Tradycyjny targ niedzielny zlikwidowano i przeniesiono na dni powszednie. W latach 70. XVIII wieku Zamość gościł trzy węgierskie regimenty - Bottayáni, Gamiseni i Khevenhilleviani - a Węgrzy bez wątpienia podziwiali błyskotliwe założenie architektoniczne miasta.
Zamość był wzorcowym miastem założonym 200 lat wcześniej przez człowieka renesansu Jana Zamoyskiego (1542-1605), który pełnił funkcję rektora Uniwersytetu Padewskiego i kanclerza wielkiego koronnego. Powołana do życia przez kanclerza Zamoyskiego prywatna uczelnia - Akademia Zamojska (Hippaeum Zamoscianum) - była podupadłą nieco, lecz wciąż działającą "Padwą Wschodu"50. Liczba stałych mieszkańców miasta nie przekraczała 6,5 tysiąca, w czym zawierało się około 2 tysięcy Żydów - zarówno sefardyjskich, jak i aszkenazyjskich. Rynek Wielki otaczały kamienice z arkadami w stylu włoskim. Nad północną pierzeją górowała wieża ratusza, a nieopodal znajdował się pałac Zamoyskich. Z budynków sakralnych należy wymienić kolegiatę, dzwonnicę, pół tuzina znakomitych kościołów i klasztorów oraz renesansową synagogę51.
Z austriackiego punktu widzenia problem w Zamościu polegał na tym, że gmina należała w całości do rodziny Zamoyskich i była przez nią zarządzana. Przed 1772 rokiem instytucje państwowe nie odgrywały tam żadnej roli, a Austriacy jedynie z trudem zdołali zaznaczyć swoją obecność. Co więcej, zarządzane z Zamościa odległe ziemie Ordynacji Zamojskiej leżały częściowo w Galicji, częściowo zaś poza nią. W 1772 roku IX ordynatem, w którego posiadaniu pozostawały wszystkie rozległe dobra rodowe, był Jan Jakub Zamoyski (1716-1790) herbu Jelita, zwany Łaskawym. Przed rozbiorem był on podporą partii królewskiej, wojewodą podolskim i starostą lubelskim, a także kawalerem Orderu Orła Białego. Co być może najważniejsze, poślubiwszy Ludwikę Poniatowską, stał się szwagrem polskiego króla.
Znajdujący się zaledwie 50 kilometrów od Zamościa Rubieszów był kolejnym niewielkim miasteczkiem przyłączonym do Austrii w wyniku pierwszego rozbioru. Choć nie wyróżniał się niczym szczególnym, został zapamiętany jako rodzinne miasto lub miejsce zamieszkania dwóch wybitnych przedstawicieli prądów oświeceniowych. Pierwszym był Stanisław Staszic (1755-1826) - ksiądz rzymskokatolicki, który zyskał rozgłos jako filozof, fizjokrata, pisarz polityczny, geolog, przyrodnik, reformator społeczny i założyciel ruchu spółdzielczego; krótko mówiąc, był on wszechstronnie utalentowaną gwiazdą polskiego oświecenia; kupił też miasto Rubieszów na własność. Drugim był zaś Abraham Stern lub Sztern (ok. 1769-1842) - miejscowy żydowski zegarmistrz, który na przełomie wieków wynalazł maszynę potrafiącą realizować wszystkie podstawowe działania arytmetyczne - dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie. Obecnie jest on uważany za jednego z pionierów obliczeń komputerowych52.
Na szczęście gdy starszy o 14 lat od Sterna Staszic zyskał ważną pozycję w Warszawie, konsekwentnie wspierał on karierę młodszego współziomka przez kilka dziesięcioleci mimo wywołujących zawrót głowy zmian granic i ustrojów politycznych. Po pierwsze, załatwił Sternowi możliwość podjęcia studiów w stolicy w ostatnich latach Rzeczpospolitej. Później, gdy rodzinne miasto wynalazcy leżało jeszcze w Galicji, Staszic założył tam stowarzyszenie rolnicze, zaprosił Sterna do przyłączenia się i pomógł mu rozwinąć jego genialne wynalazki: żniwiarkę oraz młocarnię. Wreszcie, jako prezes prestiżowego warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk w czasach Księstwa Warszawskiego, a później rządzonego przez Rosję Królestwa Kongresowego, zdołał doprowadzić do wyboru Sterna na pierwszego niechrześcijańskiego członka TPN. Do tego czasu Rubieszów zdążył zmienić nazwę na Hrubieszów i znalazł się poza granicami Galicji, a Stern przeniósł się na stałe do Warszawy, gdzie odniósł sukces zarówno jako naukowiec, jak i przywódca społeczności żydowskiej. Stern był maskilem - orędownikiem żydowskiego oświecenia, zdecydowanym przeciwnikiem chasydyzmu, a na późniejszym etapie życia inspektorem szkół żydowskich w Warszawie. Najlepiej został jednak zapamiętany jako wynalazca maszyny liczącej, która oprócz podstawowych funkcji arytmetycznych potrafiła wyciągać pierwiastki kwadratowe i która w 1818 roku przyniosła mu sowitą emeryturę od cara Aleksandra I. Łaskawa niepamięć okryła na szczęście jego Shirim, czyli hebrajskie wiersze, wśród których znalazła się oda z okazji koronacji cara Mikołaja I. W latach 30. XIX wieku chłopiec z Rubieszowa był już szanowaną postacią w środowisku warszawskich Żydów. Jego młodsza córka Sara wyszła za czcigodnego rabina Chaima Zeliga Słonimskiego (1810-1904), który nosił pseudonim Chazas. Nie tylko dożył on nadejścia XX wieku, ale i jako matematyk, astronom, pedagog, wydawca i wynalazca przerósł nawet Sterna53.
Położony na południowy wschód od Zamościa oraz Hrubieszowa i 300 kilometrów od Krakowa Lwów został przemianowany przez nowych władców na Lemberg. Historycznie leżał on w centrum średniowiecznego Księstwa Halickiego, z którym wiązały się roszczenia Wiednia, a mieszkający w regionie Rusini znali go jako Lwiw. Był dawnym ośrodkiem handlowym położonym w pagórkowatej okolicy i dysponującym łatwym dostępem do dorzeczy: na zachodzie Wisły, na południu Dniestru, a na północy Bugu, do którego wpadała lokalna rzeka Pełtew. Przed tym, jak Austriacy "odzyskali" miasto w październiku 1772 roku, przedstawiało się ono znacznie skromniej niż w późniejszym okresie - liczyło zaledwie 30 tysięcy mieszkańców, z czego 6 tysięcy stanowili Żydzi. Mówiono o nim, że ożywa raz w roku - podczas letniego jarmarku kontraktowego - po czym ponownie zapada w letarg. Położony u stóp Wysokiego Zamku Lwów pozostawał ogrodzony średniowiecznymi murami, a jego centrum nadal stanowił wytyczony w XIV wieku ogromny rynek o wymiarach 142 na 129 metrów. Otaczające ten plac kamienice - domy książąt, królów, bogatych mieszczan i kupców weneckich - odtwarzały w przekroju historię miasta54. Jednak bezpośrednio za murami i starymi miejskimi bramami dominowały otwarte przestrzenie i pola uprawne, a brzegi Pełtwi pozostawały niezabudowane; przekraczało się ją niewielkim mostem naprzeciw kompleksu jezuickiego55.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
1 Zob. D. Beales, Enlightenment and Reform in Eighteenth Century Europe, London 2005; B. Stollberg-Rilinger, Maria Theresa: the Habsburg empress in her time, Princeton 2022.
2 U. Adam, The Political Economy of J.H.G. Justi, Oxford 2006.
3 A. Wakefield, The Disordered Police State: German Cameralism as Science and Practice, Chicago 2009.
4 "London Gazette" nr 11417, 25-28 grudnia 1773 r.
5 Tamże, nr 11296, 27 października 1772 r.
6 Tamże, nr 11387, 11-14 września 1773 r.
7 Tamże, nr 11295, 24-27 października 1772 r.
8 Trzeci pas - złoty dodany zostanie dopiero w 1849 roku (zob. wyklejka okładki).
9 Ten herb obowiązywał od 1804 roku (zob. wyklejka okładki).
10 P. Bernard, From Enlightenment to Police State: the public life of Johann Anton Pergen, Urbana 1991, s. 96.
11 Maria Teresa do Kaunitza, około 1773 roku, cytat w: D. Beales, Joseph II, Cambridge 1987, t. 1, In the Shadow of Maria Theresa, 1741-80, s. 363.
12 Wyliczenie pochodzi z: I. Vushko, The Politics of Cultural Retreat: Imperial Bureaucracy in Austrian Galicia, 1772-1867, Yale 2015, s. 59.
13 Zob. P. Bernard, dz. cyt.
14 W. Łoziński, Galiciana. Kilka obrazków z pierwszych lat historyi galicyjskiej, Lwów 1872, s. 15.
15 F. Papée, dz. cyt.
16 Cytat w: L. Wolff, Idea Galicji, tłum. T. Bieroń, Kraków 2020.
17 K. Kulcsár, The Travels of Joseph II in Hungary, Transylvania, Slavonia and the Banat of Temesvar, 1768-1773, "Collegium" 2014, Vol. 16, s. 34-57.
18 Dukat koronacyjny Marii Teresy, zob. na: https://www.worthpoint.com/worthopedia/1773-galicia-lodomeria-maria-theresa-402877073 (dostęp: 13.09.2023).
19 https://en.numista.com/catalogue/austrian_partition-1.html (dostęp: 13.09.2023); Monety zaboru austriackiego, na: https://poszukiwanieskarbow.com/numizmatyka/zabor.html (dostęp: 13.09.2023).
20 C. Semple, A Silver Legend: the story of the Maria Theresa thaler, Gloucester 2006.
21 W. Łoziński, dz. cyt., s. 3-4. Subiektywny opis Łozińskiego można oczywiście kwestionować.
22 Tamże, s. 11-12.
23 Cytat w: R. Mark, Galizien unter Oesterreichischer Herrschaft, Marburg 1994, s. 2-3.
24 W. Łoziński, dz. cyt., s. 15.
25 Tamże, s. 8-20.
26 M. Bałaban, Dzieje Żydów w Galicyi i w Rzeczpospolitej Krakowskiej 1772-1868, Lwów 1916, s. 19-20.
27 Verzeichniß einer Sammlung ganzer und halber Thaler auch Medaillen, welche um beigesetzte Preise im fl. 24 Fuß zu haben sind beym Juwelier und Bijoutier N.A. Oberndörffer zu Ansbach im Königreich Bayern, [b.m.] 1825, s. 16.
28 W. Łoziński, dz. cyt., s. 25-34.
29 F. Kratter, Briefe, t. 1, s 226. Cytat w: D. Pickus, Dying with an Enlightening Fall: Poland in the Eyes of German Intellectuals, 1764-1800, Boulder 2001, s. 100.
30 Zob. I. Vushko, dz. cyt.; także I. Röskau-Rydel, Niemiecko-austriackie rodziny urzędnicze w Galicji 1772-1918. Kariery zawodowe, środowisko, akulturacja i asymilacja, Kraków 2011.
31 List Józefa do Marii Teresy z 19 maja 1780 r. Cytat w: D. Beales, dz. cyt., t. 1, s. 366.
32 I. Vushko, dz. cyt, s. 67.
33 R. Butterwick, The Enlightened Monarchy of Stanislaw August Poniatowski, 1764-1795, w: The Polish-Lithuanian Commonwealth in European Context, c. 1550-1795, red. R. Butterwick, Basingstoke/London 2001, s. 192-217.
34 N. Stone, Hungary, a short history, London 2019.
35 F. Karpiński, List do J. L. C. P. W. X. L. z Krasnegostawu, w: tenże, Dzieła, Kraków 1862, s. 473-474.
36 P. Napierała, Konflikt dwóch światów. Terezjańscy i józefińscy biurokraci w Galicji (1772-1790), w: Polacy wobec wielości kultur. Wczoraj-dziś-jutro, red. W. Pełczyński, K. Święcicki, Gniezno 2009, s. 91-102.
37 D. Mitchell, The Jesuits: a history, London 1980; M. Friedrich, The Jesuits, a history, Princeton 2002.
38 Ks. S. Załęski TJ, Jezuici w Polsce, Kraków, 1905, t. 4, s. 179-180.
39 "Szlak Biskupów Tarnowskich": it.tarnow.pl/atrakcje.
40 N.M. Gelber, dz. cyt., rozdział 11, The Austrian Occupation: jewishgen.org/yizkor/Lviv/Lvi021.html
41 K. Thompson, The Masonic Thread in Mozart, London 1977.
42 L. Hass, Ze studiów nad wolnomularstwem polskim ostatniej ćwierci XVIII wieku, "Kwartalnik Historyczny" 1973, R. 80 nr 3, s. 587-620.
43 H. Lane, (The) Szlachta outside the Commonwealth: the case of Polish nobles in Galicia, "Zeitschrift für Ostmitteleuropa-Forschung", Vol. 52, nr 4 (2003), s. 526-542.
44 Cytat z Z. Krasiński, Nie-boska komedia, Warszawa 1923, s. 63.
45 S. Ciara, Potoccy - zarys dziejów rodu, na: https://www.wilanow-palac.pl/zarys_dziejow_rodu_potockich.html (dostęp: 13.09.2023).
46 S. Górzyński, Arystokracja polska w Galicji, Warszawa 2009, s. 371-375.
47 W. Konopczyński, Ignacy Cetner, Polski słownik biograficzny, t. 3, Kraków 1937, s. 238-239.
48 https://pl.wikipedia.org/wiki/Szeptyccy_herbu_w%C5%82asnegov (dostęp: 13.09.2023).
49 Lipnik pod zaborem austriackim (1772-1918) na: www.lipnik.org/wp-content/uploads/Lipnik_2.pdf (dostęp: 13.09.2023).
50 A. Kedziora, Akademia Zamojska, na: https://www.zamosciopedia.pl/index.php/aa-ak/item/2827-akademia-zamojska%5D (dostęp: 13.09.2023).
51 J. Feduszka, Zamość w roku 1809. Zamość w ostatnich latach panowania austriackiego (XVIII-XIX w.), na: https://muzeum-zamojskie.pl/wp-content/uploads/2013/02/10_1.Zamo%C5%9B%C4%87-w-roku-1809-_cz1.pdf (dostęp: 13.09.2023).
52 Rubieszów, później zapisywany jako Hrubieszów, pozostawał w Galicji do 1809 roku, kiedy to trafił do Księstwa Warszawskiego, a po 1815 roku do Królestwa Kongresowego. W XIX wieku jego żydowska populacja, licząca pierwotnie około 500 osób, miała powiększyć się co najmniej dwudziestokrotnie.
53 H. Rosenthal, J.G. Lipman, "Stern, Abraham", w: Jewish Encyclopedia, New York 1905, hasło dostępne pod adresem: https://www.jewishencyclopedia.com/articles/14023-Stern-abraham (dostęp: 13.09.2023); I. Singer, J. Eisenstein, "Slonimski, Hayyim Selig", tamże, hasło dostępne pod adresem: https://www.jewishencyclopedia.com/articles/13804-slonimski-hayyim-selig (dostęp: 13.09.2023). W 1952 roku Stalin wywołał międzynarodową wrzawę, twierdząc, że pierwszy telegraf wynalazł Rosjanin. W spór włączył się wnuk Chazasa, muzykolog Nicolas Slonimsky, powołując się na wynalazki swojego dziadka.
54 Zob. J. Majka, Lwów i okolice. Przewodnik, Kraków 2018.
55 F. Papée, dz. cyt., cz. III, rozdział 22: Nowożytne przekształcenie Lwowa.
Wstęp
Ukraina i Polska nie znikają obecnie z pierwszych stron gazet. Ukraina doświadcza brutalnej wojny, której początkiem było nielegalne zajęcie Krymu przez Rosję, a do gwałtownej eskalacji konfliktu doszło w 2022 roku po bandyckiej inwazji na wschodnie, północne i południowe obwody kraju. Polska - największy zachodni sąsiad Ukrainy - stała się głównym obszarem tranzytowym dla pomocy i dostaw wojskowych, jak też najważniejszym celem ukraińskich uchodźców. W światowej prasie prezentowane są mapy pokazujące lokalizację takich miejsc jak Rzeszów, w którym zbudowano ogromną bazę logistyczną, Przemyśl, gdzie prezydent Biden wysiadł z pociągu po błyskawicznej wizycie w Kijowie, czy też Lwów, który jest dużym miastem ukraińskim położonym najbliżej polskiej granicy.
Coraz większe zainteresowanie budzą także w naturalny sposób dzieje Ukrainy, choćby dlatego, że Władimir Putin usiłował uzasadnić najazd wybitnie bałamutnymi argumentami historycznymi. Utrzymuje on, że Ukraińcy nie mają prawa do niepodległości; wśród wygłoszonych przez niego licznych fałszywych stwierdzeń znalazło się też to, jakoby Ukrainę wymyślili bolszewicy Lenina. Większości mieszkańców Europy Zachodniej czy Ameryki brakuje jednak wystarczającej wiedzy, by dać odpór tym kłamstwom. To, co wiedzą, pochodzi zazwyczaj ze źródeł rosyjskich czy sowieckich, a niewielu ma jakiekolwiek pojęcie o 400-letnich związkach Ukrainy z Polską. Co najwyżej są świadomi, że dzieje "zachodniej Ukrainy" i Lwowa różnią się od pozostałych regionów, lecz dla wielu trudnym zadaniem okazałoby się zaznaczenie na mapie historycznych granic Galicji.
Polacy oczywiście lepiej orientują się w zagadnieniach związanych z Ukrainą, choć również oni nie zdają sobie sprawy z pewnych kwestii. Doskonale wiedzą na przykład, że "zachodnia Ukraina" oraz wschodnia Polska były kiedyś jednym i tym samym miejscem, że dzisiejszy Lwiw był przez 600 lat polskim Lwowem, a jego włączenie do sowieckiej Ukrainy w 1945 roku oznaczało wielką niesprawiedliwość. Są też aż nazbyt świadomi najgorszych epizodów w stosunkach z ukraińskimi sąsiadami, zwłaszcza samowolnego zajęcia Galicji Wschodniej w listopadzie 1918 roku i późniejszej wojny polsko-ukraińskiej, a także okrutnej kampanii czystek etnicznych podczas II wojny światowej prowadzonej przeciwko polskim cywilom przez część ukraińskiego podziemia. Niewielu trzeba mówić, że Rzeszów, Przemyśl i Lwów (Lwiw, Lemberg) należały do Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a po jej podziale podczas pierwszego rozbioru w 1772 roku zostały włączone do austriackiej prowincji nazwanej Galicją. Są wszakże słabiej poinformowani o tym, co działo się w sowieckiej Ukrainie, która funkcjonowała w latach 1921-1941, a później 1944-1991, i od której - choć znajdowała się blisko - byli w dużej mierze odcięci. Uderzające jest jednak, że mimo długiej i smutnej sagi stosunków polsko-ukraińskich Polacy otworzyli podczas obecnego kryzysu swoje serca, udzielili Ukrainie ogromnego wsparcia i przyjęli stamtąd bezprecedensową liczbę uchodźców. Nie ulega żadnej wątpliwości, że ta głęboka empatia dla sąsiada w opałach wynika z przekonania, iż Ukraina stała się ofiarą takiej samej brutalnej agresji, jakiej wielokrotnie doświadczała w przeszłości Polska.
Moja ciekawość Galicji została rozbudzona w młodym wieku. W studenckich latach w Oksfordzie poznałem dyrektora działu książek zagranicznych uniwersyteckiej księgarni Blackwell's, który początkowo mówił do mnie po włosku, gdyż szukałem pozycji o Dantem Alighieri. Spotkanie to musiało mieć miejsce w 1958 lub 1959 roku. Szybko zdałem sobie sprawę, że pan Kazimierz Michalski jest Polakiem; pamiętam, jak z dumą mówił, iż urodził się jako poddany cesarza Franciszka Józefa. Później dowiedziałem się, że: pochodził z Jarosławia, został w przedwojennej Polsce sędzią grodzkim, w 1940 roku deportowano go na Syberię za koło polarne, wydostał się z ZSRR jako żołnierz armii Andersa, walczył pod Monte Cassino, a w 1946 roku wstąpił do zorganizowanego w Anglii Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia (PKPiR). Żona Kazika - pani Joasia Michalska z domu Ribenbauer - pochodziła z Sieniawy. Została w 1941 roku wywieziona z małym synkiem do Kazachstanu, ewakuowana wraz z armią Andersa i ostatecznie połączyła się z mężem w Anglii. Kiedy Michalscy wprowadzili się na naszą oksfordzką ulicę, chętnie opowiadali nam o tym, jak po zwolnieniu z gułagu Kazik szukał rodziny na pustkowiach Azji Środkowej, jak Joasię uratowali z zaspy na stepie kazachscy jeźdźcy, jak mieszkała w jurcie, żywiąc się smażonymi konikami polnymi i mlekiem klaczy, oraz jak wreszcie znalazła schronienie w polskim obozie w Indiach. Oboje ciepło wspominali szczęśliwe dzieciństwo spędzone w Galicji. Mając ponad 100 lat, Kazik - wtedy już wdowiec - wciąż pamiętał nazwy i numery austriackich pułków, które zobaczył jako chłopiec, gdy przybyły bronić Przemyśla.
Studiując historię w Magdalen College, słyszałem wiele opowieści o sir Lewisie Namierze - jednym z najwybitniejszych wówczas historyków brytyjskich. Tak się złożyło, że mój opiekun roku Alan Taylor był przed wojną asystentem Namiera na Uniwersytecie Manchesterskim, miał więc do opowiedzenia liczne anegdoty o byłym szefie. Dowiedzieliśmy się od niego, że Namier nazywał się pierwotnie Ludwik Bernstein-Niemirowski i był polskim Żydem z Galicji, który przyjechał do Anglii w 1908 lub 1909 roku, by rozpocząć naukę w Balliol College. Usłyszeliśmy też o jego dziwactwach: mówił po angielsku z okropnym akcentem, był najnudniejszym wykładowcą, na jakiego można było trafić (choć miał zarazem genialne pomysły), oraz - choć zasadniczo był Polakiem - demonizował Polskę, idealizował Ukraińców, sympatyzował z rosyjskim imperializmem i regularnie zmieniał stanowisko w kwestiach żydowskich. Zaintrygowany tymi sprzecznościami, z fascynacją przeczytałem książkę Namiera Vanished Supremacies (Potęgi, po których nie pozostał ślad) z 1958 roku wraz z polemicznym Course of German History (Kurs historii Niemiec) Alana Taylora z 1945 roku i bardziej obiektywną Habsburg Monarchy, 1809-1918 (Monarchia Habsburgów 1809-1918) tego samego autora z 1948 roku. Były to moje pierwsze lektury na temat Europy Środkowej.
Nie mam pewności, gdzie i kiedy zdałem sobie sprawę z ukraińskiego wątku w historii Galicji. Był jednak pewien ważny moment. Podczas mojej wizyty w Stanach Zjednoczonych w 1973 roku, gdzie promowałem książkę Orzeł biały, czerwona gwiazda, poproszono mnie, abym wygłosił wykłady w kilku miejscach - między innymi na Uniwersytecie Harvarda. Zaproszenie nie przyszło z tamtejszego Wydziału Historii ani z kierowanego przez Richarda Pipesa Centrum Rosyjskiego, lecz z Harvard Ukrainian Research Institute (HURI; Harwardzki Instytut Badań Ukraińskich), gdzie dyrektorem był sam założyciel, profesor Omelan Pricak. Przybywszy na miejsce, przekonałem się, nie kryjąc zaskoczenia, że wszyscy profesorowie HURI pochodzą z Galicji, bez wyjątku kształcili się w przedwojennym Lwowie, a w przerwie na kawę rozmawiają ze sobą po polsku. Profesor Pricak był z wykształcenia turkologiem, a jego badania koncentrowały się na orientalnych źródłach traktujących o dziejach Rusi Kijowskiej. Jak usłyszałem, odczuwał wielką dumę z tego, że urodził się w 1919 roku jako obywatel efemerycznej Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej (ZURL), lecz nie był nawet w najmniejszym stopniu nacjonalistą. Ruś Kijowską postrzegał jako społeczeństwo wieloetniczne, a historię Ukrainy jako przedmiot współpracy międzynarodowej. To, że mogłem go poznać w czasach jego świetności, było dla mnie wielkim zaszczytem.
Jeżeli chodzi o austriacki aspekt Galicji, trudno było go przeoczyć - Galicja pozostawała od początku do końca w orbicie Wiednia. Przekonałem się o tym w słynnej czytelni biblioteki Muzeum Brytyjskiego, gdzie Karol Marks pisał swego czasu Kapitał. Szukałem tytułu o historii wojskowości, o którym wiedziałem tyle, że wydano go we Lwowie w latach 20. XX wieku. Nie potrafiłem go jednak odnaleźć w przepastnych tomach staroświeckiego katalogu, zwróciłem się zatem o pomoc do punktu informacyjnego. W katalogu Muzeum, jak mi powiedziano, używa się nazw miejscowości, które obowiązywały w chwili otwarcia biblioteki w 1857 roku.
- Jak nazywała się miejscowość, o którą panu chodzi? - zapytał bibliotekarz.
- Lwów - odrzekłem.
- Ale jak nazywała się w 1857 roku?
- Lemberg.
- Zatem pozycja, której pan szuka, będzie wymieniona pod "Lemberg".
Tak też było.
Krótko mówiąc, już na długo przed tym, zanim zacząłem poważniej się zastanawiać nad Galicją, zdałem sobie sprawę, że mieszało się tam kilka narodów, kultur i języków.
Miałem 26 lat, gdy przeprowadziłem się do Polski w celu kontynuowania studiów, a wybranym przeze mnie ośrodkiem uniwersyteckim był Kraków, gdzie wspomnienia z epoki galicyjskiej pozostawały bardzo silne. Samo miasto było oczywiście znacznie starsze, jednak dwukrotnie włączano je do Galicji - znajdowało się w jej granicach w latach 1795-1809 i 1846-1918 - a jego powrót z prowincjonalnego zapomnienia można w dużej części datować na czasy Habsburgów. Planty - popularne miejsce spacerów mieszkańców - były tworem austriackim, podobnie jak dworzec kolejowy, na którym wysiadłem, czy Collegium Novum, gdzie zarejestrowano mnie jako doktoranta Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wszyscy najwięksi artyści i pisarze - od Jana Matejki po Stanisława Wyspiańskiego - wywodzili się z Galicji, podobnie jak Muzeum Czartoryskich (1878), gdzie można było zobaczyć Damę z gronostajem Leonarda da Vinci, czy Galeria Narodowa w Sukiennicach (1879), z ogromnymi płótnami Chełmońskiego czy Siemiradzkiego. W Austrii urodziło się właściwie całe starsze pokolenie krakowian, w tym dwójka moich promotorów - Celina Bobińska (1913-1997), która była przychylnie nastawioną do komunizmu córką zamordowanego przez komunistów działacza komunistycznego, oraz syn słynnego lwowskiego malarza, bardzo ceniony Henryk Batowski (1907-1999). Wiele z najważniejszych pomników, takich jak ten przedstawiający Adama Mickiewicza (1898) czy pomnik Grunwaldzki (1910), wzniesiono właśnie w Krakowie, gdyż tylko austriackie władze Galicji były skłonne je zaakceptować. Wszystkie miasta otaczające Kraków - od Kęt po Krynicę i od Zatora po Zakopane - mogły się poszczycić galicyjskimi koneksjami. Na Brackiej działała nawet restauracja C.K. Dezerter, w której portret Franciszka Józefa miał ponoć wisieć w tym samym miejscu od 1918 roku. Wszyscy wiedzieli, że Kraków był drugim co do wielkości miastem Galicji, lecz w tamtych czasach najważniejsza metropolia dawnej prowincji nie była dostępna.
Podczas lat spędzonych w Krakowie zdałem sobie sprawę, jak wielu historyków - różnego kalibru i o rozległych zainteresowaniach - było zaangażowanych w badania nad Galicją. Przedstawiono mnie szanowanemu profesorowi Henrykowi Wereszyckiemu (1898-1990) - kolejnemu lwowianinowi, który zyskał sławę, otwarcie kwestionując marksistowsko-leninowską ideologię partii rządzącej, i był za to bezlitośnie atakowany oraz upokarzany przez komunistyczne władze. Urodzony jako Henryk Vorzimmer, zmienił nazwisko jeszcze w przedwojennym Lwowie, a w latach 60. XX wieku był czołowym krakowskim badaczem dziewiętnastowiecznej polityki. Jego status akademickiej sławy wyraźnie kontrastował z pozycją innych, mniej wybitnych postaci, takich jak prorektor UJ profesor Józef Buszko (1925-2003), który najwyraźniej nie cieszył się większym poważaniem kolegów po fachu. Wśród publikacji Buszki znalazł się między innymi Ruch socjalistyczny w Krakowie 1890-1914 na tle ruchu robotniczego w zachodniej Galicji z 1961 roku, lecz tak naprawdę był on specjalistą od historii partyjnej, a jego podstawowym zajęciem było redagowanie pisma PZPR "Z pola walki". Dzięki swoim znajomościom w Krakowie krok po kroku odkrywałem, że sporo ludzi i instytucji ma Galicję w sercu i dba starannie o jej pamięć. Warto w tym miejscu wymienić Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, kościół pw. św. Mikołaja w Krakowie, w którym msze odprawiane są w obrządku ormiańskim, Muzeum Galicji przy ulicy Dajwór na krakowskim Kazimierzu, Sądecki Park Etnograficzny (skansen i Miasteczko Galicyjskie) w Nowym Sączu oraz Stowarzyszenie Dom Słońca pod Sokołem w Starzawie przy samej granicy polsko-ukraińskiej. Jak zapewne wszyscy wiedzą, wiele miast dawnej Galicji utrzymuje swoje muzea lokalne czy regionalne - na przykład Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem, Muzeum Historii Miasta Rzeszowa, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej w Przemyślu i Muzeum Historyczne w Sanoku. Nawet małe miejscowości mają swoje malutkie muzea, które warto zobaczyć, jak Muzeum Aleksandra Kłosińskiego w Kętach czy Muzeum Historii Bieszczad w Czarnej Górnej.
Moja pierwsza książka Orzeł biały, czerwona gwiazda z 1972 roku zawierała kilka fascynujących galicyjskich epizodów. Jednym z nich był bunt dwóch z trzech rekrutowanych spośród ukraińskiej ludności Galicji Wschodniej brygad Armii Czerwonej, które w kwietniu 1920 roku zwróciły się przeciw swoim rosyjskim panom. Innym była Galicyjska Socjalistyczna Republika Rad, która działała w Tarnopolu od lipca do września 1920 roku i którą potraktowałem lekceważąco, stwierdzając, że "okazała się jedynie interesującym eksperymentem na wiejskiej prowincji". Kolejnym był spór między Trockim a Stalinem co do sposobu wykorzystania Konarmii Budionnego, której w sierpniu 1920 roku wydano rozkaz zaatakowania Lwowa zamiast wsparcia głównej sowieckiej ofensywy na Warszawę. Komisarz wojny Trocki pełnił wtedy funkcję głównodowodzącego Armii Czerwonej, a Stalin jako komisarz polityczny Frontu Południowo-Zachodniego był jego podwładnym. Ich kłótnia niewątpliwie wpłynęła na wynik wojny polsko-bolszewickiej, stała się jednak również początkiem waśni, która zakończyła się 20 lat później wbiciem czekana w czaszkę Trockiego1.
Moja synteza historii Polski Boże igrzysko była wynikiem badań podjętych w latach 70. XX wieku. Pisząc przedostatni rozdział w październiku 1978 roku, dowiedziałem się, że watykańskie konklawe wyniosło na tron papieski kardynała arcybiskupa z Krakowa, i ta sensacyjna wiadomość wymusiła wprowadzenie sporych zmian w tekście. Mając świadomość, że Karol Wojtyła urodził się w dobrze znanych mi Wadowicach, zawsze myślałem o nim jako o synu galicyjskiej rodziny. Tak więc gdy Boże igrzysko zostało opublikowane z pewnym opóźnieniem w grudniu 1981 roku, drugi tom zawierał dość obszerny rozdział zatytułowany "GALICJA. Zabór austriacki (1773-1918)". Jego 22 strony odzwierciedlały poziom wiedzy i wrażliwości nowicjusza; dziś sądzę, że tej części książki dobrze zrobiłoby szersze wykorzystanie źródeł żydowskich i ukraińskich. Wypada jednak zauważyć, że początkujący autor uczynił wszystko, co było w jego mocy, aby uniknąć nieleżącej w naturze Galicjan narodowej stronniczości:
Układ narodowościowy był beznadziejnie skomplikowany. Nie jest ściśle zgodne ze stanem faktycznym twierdzenie, że Niemcy (3% w 1882 r.) gnębili Polaków, że Polacy (45%) uciskali Rusinów, że Rusini (41%) ciemiężyli Żydów ani że Żydzi (11%) z racji swej rzekomej przewagi gospodarczej trzymali za gardło wszystkich innych. Ale tego rodzaju fałszywe przekonania, dość powszechnie panujące w Galicji, oddają właściwą atmosferę niekończących się kłótni i konfliktów, które dzieliły separujące się nawzajem od siebie i rywalizujące ze sobą grupy narodowe. Każda z mniejszości w tej części Europy czuła się w ten czy inny sposób uciemiężona, a wszystkie gorzko się skarżyły na dyskryminację. W początkowych dziesięcioleciach dziejów Galicji Polacy podzielali rozgoryczenie wszystkich swoich sąsiadów. Po 1867 roku, kiedy za sprawą wyłącznie wiedeńskiej polityki zostali przyłączeni do Madziarów z Węgier i Niemców z Austrii jako jedna z trzech "panujących ras" dualistycznej monarchii, stali się przedmiotem rosnącej zazdrości ze strony innych mniejszości2.
W rozdziale tym zawarłem też często cytowane później stwierdzenie: "Mierzony czasem królestw żywot Królestwa Galicji i Lodomerii był krótki i niewesoły". Dodałem, że nieliczni opłakiwali jego śmierć. Nie jestem pewien, czy dziś ująłbym to w ten sam sposób. Życie Galicji było krótsze niż niektórych bytów tego rodzaju i dłuższe niż innych. Zarówno jego początek, jak i koniec były owiane smutkiem, lecz nie musi to rzucać cienia na liczne dekady między nimi. Jeżeli zaś chodzi o żałobę, pośród chaosu 1918 roku rzeczywiście niewielu Galicjan miało czas na wylewanie politycznych łez. Polaków zaprzątały narodziny II Rzeczpospolitej, Ukraińców powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, a Żydów niepewność co do przyszłości. Jednak w dłuższej perspektywie za Galicją bez wątpienia bardzo tęskniono. W porównaniu z różnymi reżimami, które miały po niej nastąpić, z pewnością nie była najgorsza. Najbardziej wymowne było ostatnie zdanie rozdziału: "Nie wszystko, co nastąpiło potem, musiało oznaczać zmianę na lepsze"3.
Później Galicją zainteresowałem się jeszcze bardziej w wyniku małżeństwa. Rodzice mojej żony uciekli ze Lwowa latem 1944 roku, aby nie wpaść w szpony stalinowskiego NKWD, więc ich dom rozbrzmiewał niekończącym się lamentem za utraconą ojczyzną. Moja żona Maria, której w dzieciństwie zawsze powtarzano, że Dąbrowa Tarnowska nie jest jej prawdziwym domem, wykształciła silne emocjonalne więzy z ziemią swoich przodków i jest głęboko zaangażowana w badania galicyjskiej genealogii. A w naszym oksfordzkim mieszkaniu, gdzie ściany zdobią obrazy Żelechowskiego, często rozmawia się o Samborze, Kołomyi, Zbarażu oraz ulicy Łyczakowskiej. Mamy też utkany we Lwowie gobelin z Orłem Białym, który z konieczności przez dziesięciolecia ukrywano w oparciu krakowskiej kanapy. Kiedy piszę te słowa w gabinecie na piętrze, z parteru dobiegają urywki Wesołej lwowskiej fali.
Podobnie jak moja żona, długo nie mogłem zobaczyć wschodniej części dawnej Galicji. Przed 1991 rokiem obywatele brytyjscy, którzy chcieli tam pojechać, potrzebowali sowieckiej wizy, a władze ZSRR nie były skłonne mi jej przyznać. Ostatecznie dotarłem do Lwowa w dniu, w którym obalono tamtejszy pomnik Lenina, a miejsce sierpa i młota na Domu Partii zajęła błękitno-żółta flaga. Choć tkanka dawnej stolicy Galicji pozostawała w dużej mierze nienaruszona, rozpadała się z zaniedbania. Pamiętam, że lokalne muzeum miało niewiele eksponatów dotyczących polskiej i żydowskiej przeszłości miasta, na wystawie nacisk położono natomiast na rolę ukraińskiego patriotyzmu. Jednodniowa trasa wycieczki do Ławry Poczajowskiej prowadziła nieprawdopodobnie wyboistymi drogami przez wiejskie tereny, gdzie straszyły niezliczone hektary nieużytków. Jechaliśmy przez Olesko, gdzie urodził się Jan III Sobieski, i mijaliśmy mający kształt łuku kolosalny futurystyczny pomnik Konarmii Budionnego.
Kiedy przyszło do pisania mojego opus magnum - Europy (1996) - w przypadku którego postawiłem sobie ambitne założenie nakreślenia "całościowej historii" obejmującej "wszystkie aspekty, regiony i okresy", dla wątku galicyjskiego nie udało się zarezerwować zbyt wiele miejsca. W głównym tekście wspomniałem o prowincji siedem czy osiem razy - od średniowiecznego Księstwa Halickiego po front wschodni I wojny światowej - miałem jednak wyraźne poczucie niedosytu wynikające z potrzeby uwzględnienia wszystkich tematów. Na szczęście znalazłem sposób poradzenia sobie z tym problemem. Do tekstu trafiło mianowicie w ramkach około stu jednostronicowych "kapsułek", z których każda zawierała szczegółowy opis konkretnego wydarzenia lub zjawiska. Łącznie pozwalały one ujrzeć pewne aspekty całości w powiększeniu. Jedna z nich nosiła tytuł "ŁYCZAKÓW":
24 listopada 1918 roku w odrębnym sektorze wojskowym katolickiego cmentarza na Łyczakowie, na przedmieściach Lwowa, pochowano troje młodych ludzi. Wszyscy - Zygmunt Menzel, lat 23, Józef Kurdyban, lat 19, i Felicja Sulimirska, lat 21 - zginęli w walkach między Polakami i Ukraińcami o byłą stolicę austriackiej Galicji. Był to pierwszy z kilku tysięcy pogrzebów [...] a zarazem początek "Cmentarza Obrońców Lwowa", Campo Santo "Orląt". Najmłodszy był prawdopodobnie Antoś Petrykiewicz, poległy w akcji w wieku lat 13.
Jak wszystkie wielkie cmentarze miejskie dziewiętnastowiecznej Europy cmentarz Łyczakowski był już wtedy wybitną historyczną i artystyczną nekropolią. Jak paryski P?re-Lachaise czy londyński Highgate, w gąszczu swoich drzew i zarośli krył ozdobne grobowce rodzin, które niegdyś uświetniały rozkwit wielkiego miasta [...].
O ile początki cmentarza Łyczakowskiego nie były niczym wyjątkowym, o tyle jego losy - tak. Po przyłączeniu Lwowa do Rosji sowieckiej w roku 1945 cmentarz został zniszczony przez wandali i zdewastowany. Krzyże powyrywano z ziemi, napisy na nagrobkach sprofanowano, posągi poobtłukiwano, w kaplicy urządzono warsztat kamieniarski. Zarośniętej krzakami i chwastami nekropolii strzegły złe psy i można ją było odwiedzać, tylko ryzykując aresztowanie [...] odwiedzającym nie wolno było zaglądać poza wystawiony obok potężny pomnik upamiętniający wojnę sowiecką. [...]
W roku 1991 Lwów - główna metropolia zachodniej Ukrainy - stał się drugim co do wielkości miastem niepodległej Republiki Ukrainy. Po klęsce z lat 1918-1919 odżyły pokonane marzenia. Nadzieje młodych Polaków pochowanych na cmentarzu Łyczakowskim nieodwracalnie zgasły4.
W tamtym czasie uznałem, że kapsułka ta doskonale uzupełnia okrojony obraz Galicji. Jednak odwiedzając Lwów ponownie w 2006 roku, z okazji inauguracji roku akademickiego na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim, zacząłem mieć wątpliwości. Czy Orlęta były jedynymi młodymi ludźmi, których życie zostało tragicznie przerwane w latach 1918-1919? Zadałem sobie więc trud zwiedzenia innej ważnej lwowskiej nekropolii - cmentarza Janowskiego, gdzie można się wiele dowiedzieć. Jego kwatery poświęcono ofiarom bardzo zróżnicowanych wydarzeń historycznych. Cmentarz upamiętnia austriackich żołnierzy i Strzelców Siczowych z czasów I wojny światowej. Są tam też groby ludzi służących w Ukraińskiej Armii Halickiej w latach 1918-1919, w Wojsku Polskim w latach 1919-1920, a nawet w Konarmii Budionnego. Na nagrobkach zapisano nazwiska postaci takich jak Kost Łewycki, związanych z Zachodnioukraińską Republiką Ludową lub Ukraińską Republiką Ludową Petlury. Z ery II Rzeczypospolitej pochodzi zarówno grób zmarłego w 1923 roku i wyniesionego później na ołtarze arcybiskupa Józefa Bilczewskiego, jak i pomniki tych, którzy umarli w polskich więzieniach lub zginęli w demonstracjach ulicznych. Po II wojnie światowej pozostały kwatery ofiar masakr dokonywanych przez sowieckie NKWD i masowych egzekucji niemieckiego Gestapo oraz zabitych w pobliskim janowskim obozie koncentracyjnym. W skład cmentarza Janowskiego wchodzi też nowy cmentarz żydowski, który przestał funkcjonować po 1944 roku. W 1971 roku nekropolia stała się celem kampanii władz sowieckich, podczas której niszczono spychaczami groby - zwłaszcza Ukraińców - aby zupełnie wymazać pamięć o nich. Ofiarą tych budzących odrazę działań padł także, choć w mniejszym stopniu, cmentarz Łyczakowski.
Przez te długie lata po głowie krążyła mi myśl o napisaniu dużej książki na temat Galicji. Czułem, że należy to zrobić, ale nie byłem jeszcze na to gotowy. W efekcie swój zamiar zrealizowałem dopiero długo po nadejściu nowego tysiąclecia. Po tym, jak napisałem dzieło o historii Wrocławia i drugie o powstaniu warszawskim, byłem oblegany przez prezydentów różnych miast, którzy próbowali mnie namówić, żebym wybrał ich metropolię na przedmiot monografii. Poważnie myślałem o zmierzeniu się z dziejami Lwowa, uznałem jednak, że potrzebny jest szerszy obraz Galicji jako całości. Zauważyłem, że w ostatnich dziesięcioleciach historiografia prowincji podzieliła się na osobne szufladki: polską, żydowską i ukraińską. Polscy historycy wydawali się postrzegać jej dzieje jako element polskiej historii narodowej. Badacze żydowscy chcieli odtworzyć zapis życia galicyjskich Żydów, a z tego, co zdołałem ustalić, autorzy ukraińscy pisali o "Hałyczynie" jako o zjawisku czysto ukraińskim (dobrze pamiętam, co mówił na ten temat mój dobry przyjaciel, wieloletni dyrektor Zakładu Ossolineum we Wrocławiu, doktor Adolf Juzwenko, który regularnie odwiedzał Lwów i doskonale orientował się w sytuacji). Doszedłem w związku z tym do przekonania, że najlepszym sposobem wniesienia wkładu w wiedzę o Galicji nie będą szczegółowe badania w archiwach, lecz raczej pogodzenie odmiennych spojrzeń na nią w ogólnej syntezie. W tym celu zarezerwowałem sobie parę lat, uzbroiłem się w grant Fundacji na rzecz Nauki Polskiej umożliwiający mi działalność badawczą w college'ach Clare Hall i Peterhouse Uniwersytetu Cambridge oraz wkroczyłem w uświęcone mury tamtejszej Biblioteki Uniwersyteckiej, która nie tylko szczyci się niezrównanym międzynarodowym księgozbiorem, ale umożliwia też czytelnikom swobodny dostęp do zbiorów, co jest rzeczą bezcenną.
Na tym etapie miałem szczery zamiar napisania solidnego tomu naukowego o historii Galicji, ale los zdecydował inaczej. Gdy stworzyłem wstępną wersję tekstu, wynikły problemy z moim wydawcą w Londynie. Mój agent literacki doprowadził do zmiany wydawnictwa i w 2010 roku - po długich opóźnieniach - praca na temat Galicji ukazała się nie jako książka, lecz jako obszerny rozdział w Zaginionych królestwach obok podobnych rozdziałów o Aragonii, Litwie, Burgundii, Sabaudii i Prusach5.
Podczas mojego pobytu w Cambridge skończyłem 70 lat. Po spędzonym we wspaniałych ogrodach Clare Hall bardzo przyjemnym letnim przyjęciu urodzinowym, w towarzystwie przyjaciół, rodziny i współpracowników, odczułem jednak głęboką potrzebę zmiany kierunku. Przez prawie pół wieku pisałem o historii Europy i nadszedł czas, by rozwinąć skrzydła, zobaczyć nowe kontynenty oraz poznać przeszłość krajów, nad którymi nigdy wcześniej się nie zastanawiałem. Rezultatem była wyprawa dookoła świata, która zajęła sporą część 2012 roku. Trasa prowadziła z Azerbejdżanu przez Kalifornię i Teksas, Emiraty Arabskie, Indie, Malezję, Mauritius, Tasmanię i Nową Zelandię po Polinezję. Po powrocie do domu musiałem przysiąść fałdów, aby uporządkować notatki z podróży i dopracować wiele zagadnień, których nie zdołałem wystarczająco zgłębić na miejscu. Wynikiem tej pracy była książka Na krańce świata, w której jedyną wzmiankę o Galicji zawierał rozdział o imperiach, napisany przeze mnie już po opublikowaniu tej książki w Polsce:
Należy też wspomnieć o podwójnej monarchii Austro-Węgier - jednym z największych imperiów nowożytnej Europy. Chociaż wiele części dominium Habsburgów trafiło w ich ręce w wyniku kombinacji dynastycznych, niektóre zdobyli drogą grabieży. Na przykład zajęcie Galicji przez Austrię podczas rozbiorów Polski pod koniec XVIII wieku było dokonanym we współpracy z Prusami i Rosją aktem międzynarodowego bandytyzmu6.
Ten fragment wskazuje, że choć pozornie porzuciłem temat galicyjski, to byłem wciąż nim zaabsorbowany. Mniej więcej w tym samym czasie nadarzyła się okazja, abyśmy wraz z żoną ponownie odwiedzili dawną stolicę prowincji. Mój młodszy kolega z University College London Philippe Sands napisał niezwykłą książkę Powrót do Lwowa, która zwróciła uwagę dziennikarzy na Galicję i zdobyła wszystkie możliwe nagrody literackie7. Sands, który specjalizuje się w prawie międzynarodowym, prowadził badania nad pochodzeniem koncepcji ludobójstwa oraz praw człowieka. Wiedział, że miały one dwóch głównych orędowników: amerykańskiego prawnika polskiego pochodzenia Rafała Lemkina (1900-1959) i brytyjskiego eksperta prawnego sir Herscha Lauterpachta (1897-1960). Dopóki nie zgłębił tematu, nie miał jednak pojęcia, że obydwaj pionierzy studiowali prawo na tym samym wydziale w tym samym mieście ani że z tego miasta wywodzi się jego własna rodzina. Philippe odkrył też, że kolejnym lwowiakiem był jego mateczny dziadek Leon Buchholz, o którym wcześniej usłyszał tylko, że "urodził się w Austrii". Swoje ustalenia opisał w książce, którą czyta się niczym thriller detektywistyczny. To nie był jednak koniec. Kiedy władze Lwowa dowiedziały się, jaki rozgłos zdobyła książka Philippe'a, zaproszono go do Zachodniej Ukrainy w celu publicznej prezentacji dzieła. Powiedziano mu też, że może zabrać ze sobą grupę przyjaciół. Dlatego moja żona, mój syn Christian i ja uczestniczyliśmy w tej imprezie. Do Lwowa polecieliśmy przez Warszawę. Siedzieliśmy w galerii ratusza, słuchając odczytywanych fragmentów Powrotu do Lwowa, braliśmy udział w panelach historycznych i staliśmy w deszczu, gdy na budynkach montowano tablice pamiątkowe ku czci tych wszystkich przedwojennych lwowiaków, o których dzisiejsi mieszkańcy miasta nigdy nie słyszeli. W przerwach piliśmy kawę w Kawiarni Szkockiej, gdzie Stefan Banach trzymał swój zeszyt z zagadkami matematycznymi, robiliśmy zdjęcia na schodach kościoła św. Antoniego, w którym pobrali się rodzice mojej żony, i słuchaliśmy ukraińskich taksówkarzy narzekających, że bolszewicy wymazali "naszą historię". Z tego wszystkiego wyciągnąłem wniosek, że wciąż brakuje wyważonej historii Galicji.
Napisana w tym czasie inna z moich książek - Szlak nadziei - zawierała liczne wzmianki o Galicji. Jej tematem była niezwykła saga Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, które utworzono pod dowództwem generała Andersa w 1941 roku, a następnie odtworzono we Włoszech jako 2 Korpus Polski. Wielu mężczyzn, kobiet i dzieci, których Andersowi udało się uratować ze szponów Stalina - niczym Mojżeszowi wyprowadzającemu swój lud z niewoli egipskiej - pochodziło z dawnej Galicji. Wśród nich znaleźli się jeńcy wojenni, skazańcy z Gułagu i deportowani cywile; obok etnicznych Polaków byli też Ukraińcy oraz Żydzi. Duża część z tych ludzi - zwłaszcza kobiety i dzieci - schroniła się w obozach dla uchodźców w Indiach lub Afryce Wschodniej, a wielu ostatecznie pozostało na wygnaniu w Wielkiej Brytanii bądź innych krajach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów8.
Nie pamiętam dokładnego momentu, w którym podjąłem jasną decyzję o powrocie do projektu galicyjskiego; musiała ona dojrzewać przez dłuższy czas. Jednak podczas naszej ostatniej przedpandemicznej wizyty w Krakowie w 2019 roku mój polski wydawca zapytał mnie, czy poważnie zamierzam napisać "tę książkę o Galicji", a ja potwierdziłem. Wtedy wiedziałem już, że będę chciał uzupełnić opowieść fragmentami różnych wspomnień i biografii. Stwierdziłem, że połączenie chronologicznej narracji z wglądem w życie jednostek stworzy przekonującą mieszankę tego, co ogólne, i tego, co osobiste, która nada całej książce szczególny smak. Aby uzyskać ten rezultat, kluczowy był wybór cytowanych wspomnień i biografii. Chciałem znaleźć równowagę między głosami mężczyzn, kobiet i dzieci; między arystokratami, mieszczanami i chłopami; między tym, co znane i nieznane; oraz na koniec, co ważne, między Polakami, Żydami i Ukraińcami. Wątpię, czy wszystko to da się w pełni wyważyć, uważam jednak, że podjąłem rzetelną próbę. Oprócz opisu panowania każdego z habsburskich monarchów oraz podsumowania zagadnień politycznych, gospodarczych, społecznych, kulturalnych i międzynarodowych czytelnicy poznają też szeroki wachlarz galicyjskich osobistości od ekscentrycznej hrabiny Marii Mierowej czy chłopa Jana Słomki przez obiecującego polityka Ignacego Daszyńskiego i osieroconą w dzieciństwie wiejską nauczycielkę Marię Woźniczko (babkę przyszłego polskiego premiera) po sprawnego biznesmena Wolfa Koflera. Przeczytają także o katolickich duchownych, chasydzkich rebach, ruskich chłopach pańszczyźnianych, polskich spiskowcach i austriackim kanclerzu.
Królestwo Galicji i Lodomerii wraz z całym imperium Habsburgów zniknęło nagle w listopadzie 1918 roku i tu kończy się większość relacji historycznych. Jednak mieszkańcy Galicji, czyli pokolenie urodzone przed 1918 rokiem, żyli dalej jako obywatele II Rzeczpospolitej. Tej społeczności nie zniszczył ani nie rozproszył upadek Austro-Węgier - nastąpiło to ćwierć wieku później wskutek straszliwych wydarzeń II wojny światowej. Dlatego, aby doprowadzić galicyjską historię do jej prawdziwego końca, uzupełniłem opowieść o dwa kolejne rozdziały: pierwszy, zatytułowany Życie po życiu, obejmuje okres międzywojenny, a drugi - Podzwonne - traktuje o tragicznym finale. Czytelnik poznaje przy okazji kolejnych pamiętnikarzy, w tym dwóch Stasiów - Lema i Rusina, studenta sztuki Stanisława Frenkla, lekarza Tadeusza Kielanowskiego, ocalałą z Holokaustu Lili Stern, bojowniczkę podziemia Marię Sawczyn Pyskir i wielu innych.
W czasie, gdy powstawał tekst tej książki, w różnych krajach ukazały się nowe tytuły dotyczące dziejów Galicji. Wiele anglojęzycznych pozycji traktuje o tematyce żydowskiej - są to w szczególności doskonałe A Small Town in Ukraine Bernarda Wassersteina9 z 2022 roku oraz The Rebellion of the Daughters Rachel Manekin10 z 2020 roku. Inne koncentrują się na tematach polskich lub ukraińskich, jak One Hundred Years in Galicia Anastasii i Dennisa Ougrinów11 z 2020 roku czy The Galician Division, 1943-45 Davida McCormacka12 z 2022 roku. Nowe książki w języku polskim oraz ukraińskim są adresowane do innego grona czytelników i mają zazwyczaj bardziej akademicki, specjalistyczny charakter. Dostrzegłem trzy lub cztery takie pozycje, w tym 1919 Andrzeja Chwalby13 z 2019 roku, która zawiera wiele cennych uwag o rzeczywistości, jaka nastała po zniknięciu Galicji, jak też książkę opowiadającą historię rodziny o galicyjskich korzeniach Dziady i dybuki Jarosława Kurskiego14 z 2022 roku. Odwieczny naród Michała Łuczewskiego15 z 2012 roku jest skupioną na pojedynczej galicyjskiej wioseczce pracą z dziedziny socjologii historycznej, a w Akcji "Wisła" '4716 z 2023 roku Grzegorz Motyka ponownie przygląda się jednemu z nieszczęsnych epizodów, które złożyły się na zgubę Galicji. Staram się czytać wszystkie te - coraz liczniejsze - nowości, ale jest to zadanie nie do wykonania. W ostatniej chwili udało mi się włączyć do tekstu cytaty z prac Chwalby, Wassersteina i Kurskiego, lecz z pozostałych publikacji już nie. Mimo to ufam, że moja książka rzetelnie odzwierciedla istniejący stan badań.
W Polsce, gdy mówimy "Galicja", wszyscy od razu myślą o austriackiej prowincji, w której Polacy odgrywali znaczącą rolę. Słuchacze mogą, ale nie muszą wiedzieć, że tę samą nazwę nosi jedna z licznych prowincji Hiszpanii. Nawet jeżeli wiedzą, nie przywiązują do tego większej wagi. Poza Polską sytuacja wygląda jednak inaczej. Słysząc "Galicja", większość ludzi na świecie ma skojarzenia z Półwyspem Iberyjskim. Jeżeli wpiszemy "Galicia" w wyszukiwarce internetowej, ponad 90% z pierwszych stu trafień odnosi się do hiszpańskiej prowincji. Wciąż istniejąca, tętniąca życiem kraina ma wyraźną przewagę nad "zaginionym królestwem" z przeszłości.
Z tym zjawiskiem zetknąłem się już wcześniej. 20 lat temu, zajmując się powstaniem warszawskim, zdałem sobie sprawę, że w pojęciu większości ludzi z całego świata termin ten nie odnosi się wcale do wydarzeń z 1944, lecz z 1943 roku. Przed publikacją mojej książki niemal wszystkie najważniejsze trafienia w wyszukiwarce związane z hasłem "Warsaw Rising" dotyczyły zrywu w getcie. Wkrótce po jej wydaniu zauważyłem jednak pożądaną zmianę. Na zdecydowanej większości stron internetowych przyjęto do wiadomości, że powstanie warszawskie wybuchło w 1944 roku, podczas gdy to z 1943 roku zaczęto określać mianem "powstania w getcie warszawskim". Tak właśnie powinno być i zastanawiam się, czy podobna zmiana nastąpi w przypadku Galicji.
Moją wiedzę o Galicji i determinację pisarską zawdzięczam wielu ludziom, którzy przez długie lata je umacniali. Symbolicznie, wśród wielu innych, pragnę wymienić Adolfa "Dolka" Juzwenkę, filar pogalicyjskiego środowiska we Wrocławiu, ś.p. Konstantego Zelenkę, niezapomnianego przyjaciela z Londynu, i drogich kolegów po fachu: Jerzego Zdradę, Antony'ego Polonsky'ego, Lubomyra Luciuka i Franka Sysyna, oraz tych, którzy pomogli w powstaniu niniejszej książki: redaktora Macieja Gablankowskiego, tłumacza Bartłomieja Pietrzyka i cały zespół wydawnictwa Znak Horyzont z Krakowa.
Tymczasem wojna w Ukrainie trwa. Polska jest wciągana w konflikt coraz głębiej i według doniesień energicznie się zbroi. Stosunki polsko-ukraińskie mają kluczowe znaczenie, a zainteresowanie ich przeszłością w oczywisty sposób rośnie. Jest na szczęście mało prawdopodobne, aby walki rozszerzyły się na zachód Ukrainy, czyli dawną Galicję Wschodnią. Niemniej jednak dzieje Galicji rzucają światło na ewoluującą mentalność narodów regionu i niosą ponadczasową lekcję: beneficjent niezgody między Polakami i Ukraińcami może być tylko jeden. Wygląda zatem, że nadszedł najwyższy czas na historię Galicji.
Norman Davies
Summertown, Oxford
wrzesień 2023 roku
1 N. Davies, Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, tłum. A. Pawelec, Kraków 1998, s. 106-107, 159, 210-223.
2 N. Davies, Boże igrzysko. Historia Polski, tłum. E. Tabakowska, Kraków 2008, s. 633.
3 Tamże, s. 648.
4 N. Davies, Europa. Rozprawa historyka z historią, tłum. E. Tabakowska, Kraków 1998, s. 982-983.
5 N. Davies, Zaginione królestwa, tłum. B. Pietrzyk, J. Rumińska-Pietrzyk, E. Tabakowska, Kraków 2010.
6 N. Davies, Beneath Another Sky: A Global Journey Into History, London 2017, s. 647.
7 P. Sands, Powrót do Lwowa. O genezie ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości, tłum. J. Soszyński, Warszawa 2018.
8 N. Davies, Szlak Nadziei. Armia Andersa. Marsz przez trzy kontynenty, tłum. A. Zych i I. Zych, Warszawa 2015.
9 B. Wasserstein, A Small Town in Ukraine: The place we came from, the place we went back to, London 2022.
10 R. Manekin, The Rebellion of the Daughters: Jewish Women Runaways in Habsburg Galicia, Princeton 2020.
11 A. i D. Ougrin, One Hundred Years in Galicia: Events That Shaped Ukraine and Eastern Europe, Cambridge 2020.
12 D. McCormack, The Galician Division 1943-45: Ukrainian Volunteers and Conscripts in the Waffen SS, Millview 2022.
13 A. Chwalba, 1919. Pierwszy rok wolności, Wołowiec 2019.
14 J. Kurski, Dziady i dybuki. Opowieść dygresyjna, Warszawa 2022.
15 M. Łuczewski, Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej, Toruń 2012.
16 G. Motyka, Akcja "Wisła" '47. Komunistyczna czystka etniczna, Kraków 2023.
Preludium
Przed rokiem 1768 północne krańce imperium Habsburgów przylegały przez całe stulecia do południowych województw Korony Królestwa Polskiego, a przebiegająca grzbietami Beskidów, Tatr oraz środkowych Karpat granica długo pozostawała stabilna i spokojna. Złożone z wysokich szczytów, zielonych pastwisk i głębokich dolin subalpejskie pogranicze zamieszkiwała głównie ludność słowiańska - polscy górale i rusińscy Łemkowie od strony północnej oraz Słowacy od strony południowej. Było ono usiane górskimi wioskami i starymi miasteczkami leżącymi wzdłuż szlaków handlowych, którymi na północne równiny tradycyjnie trafiało węgierskie wino.
Obydwa sąsiadujące kraje były wielonarodowymi, dualnymi państwami. Habsburgowie władali Austrią jako cesarze i cesarzowe Świętego Imperium Rzymskiego oraz Węgrami jako królowie i królowe, polski król szczycił się zaś tytułem wielkiego księcia litewskiego na mocy ugruntowanej unii konstytucyjnej. Pod koniec lat 60. XVIII wieku w Austrii i na Węgrzech cesarzowa-królowa Maria Teresa (1740-1780) rządziła wraz ze swoim synem i współregentem cesarzem-królem Józefem (1765-1790), a w Polsce i na Litwie na tronie zasiadał król-wielki książę Stanisław August Poniatowski (1763-1795).
Jednak długi okres stabilności pogranicza habsbursko-polskiego miał wkrótce dobiec końca. Dwór wiedeński szukał sposobów na zrekompensowanie sobie niedawnej, kosztownej utraty pobliskiego Śląska, a coraz bardziej sparaliżowana wewnętrznymi sporami i ingerencją z zewnątrz Rzeczpospolita Obojga Narodów była niemal bezbronna1. Austriaków szczególnie niepokoił fakt, że Rzeczpospolita stawała się w praktyce protektoratem rosyjskim; prace Sejmu w latach 1767-1768 osobiście nadzorował rosyjski poseł i minister pełnomocny w Warszawie Nikołaj Repnin, a na odbywające się na Zamku Królewskim obrady sejmowe cień rzucała obecność wojsk rosyjskich. Król Stanisław August - były kochanek carycy Katarzyny - był uważany za marionetkę Rosji. Zanosiło się na kłopoty.
Jeden z lokalnych problemów, które dały początek lawinie, miał źródło w dawnym zatargu o "trzynaście miast spiskich". Jako władcy Węgier Habsburgowie odziedziczyli roszczenie sprzed wieków: Polska miała rzekomo nie dotrzymać warunków, na jakich wzięła te miasta w zastaw jako zabezpieczenie zwrotu wysokiej pożyczki. Górzysty, rozciągający się po obydwu stronach Karpat na południowy wschód od Krakowa Spisz (węg. Szepes) pozostawał w polskim władaniu od 1412 roku, kiedy to zawarto pierwotny układ. Większa część krainy, w tym miasta Poprad, Lewocza i Lubowla, leżała na południe od gór, reszta znajdowała się wszakże po północnej, polskiej stronie. Sejm węgierski chciał zwrotu trzynastu miast z jednoczesnym zawarciem nowego układu dotyczącego pożyczki. W pierwszej połowie 1768 roku Polską wstrząsnęły jednak dwa wielkie paroksyzmy przemocy, do których doszło w południowo-wschodnich województwach Korony. Nasiliły one poczucie nieuchronności upadku ustrojowego. Po pierwsze, w lutym w Barze na Podolu ogłoszono zawiązanie konfederacji zbuntowanej szlachty. Bunt ten rozlał się szeroko, dając zarzewie czteroletniej wojnie domowej. Po drugie, w maju wybuchło powstanie chłopskie (tzw. koliszczyzna), którego zwieńczeniem była okrutna rzeź dokonana w mieście Humań w województwie bracławskim. Zarazem na terytorium polskim działania prowadziły wojska rosyjskie wysłane w celu stłumienia zarówno szlacheckiej konfederacji, jak i chłopskiej rewolty.
Konfederacja barska z lat 1768-1772, gromadząca pod swoim sztandarem szlachtę, którą rozwścieczyły uległość króla wobec Rosji oraz rzekome zagrożenie dla rzymskiego katolicyzmu, zbrojnie sprzeciwiła się władzy królewskiej w różnych częściach kraju2. Po stronie monarchy stanęli Rosjanie, podejmując w jego obronie skomplikowane działania wojskowe i polityczne, które stanowiły chaotyczne tło wydarzeń dyplomatycznych. Konfederaci walczyli więc w tym samym czasie z królem i z wojskami rosyjskimi, a nierzadko także między sobą. Oburzała ich zwłaszcza dekadencja i libertynizm dworu królewskiego - znienawidzonym symbolem tych przywar była dworska faworyta Henrietta Lullier, która otwarcie prowadziła ekskluzywny dom publiczny przy Krakowskim Przedmieściu, najelegantszej ulicy Warszawy. Do grona klientów pani Lullier zaliczali się rosyjski poseł, sam monarcha, a także pełniący między innymi funkcję starosty spiskiego i komendanta gwardii konnej koronnej brat króla książę Kazimierz Poniatowski (1721-1800), który podarował jej wspomniany dom.
Szczególny, choć przypadkowy związek ze Spiszem miał też najbardziej chyba znany ze wszystkich konfederatów Maurycy August Beniowski (1746-1786), który zyskał tak wielką sławę, że wkrótce po tym, gdy zmarł, w Londynie opublikowano po angielsku jego pamiętniki. Beniowski, "magnat królestw węgierskiego i polskiego" (jak sam siebie określał), urodził się jako poddany króla Węgier na terytorium dzisiejszej Słowacji w posiadłości Vrbové nieopodal Trnawy. W latach 60. XVIII wieku padł ofiarą rodzinnych waśni - szwagrowie przywłaszczyli sobie rodowe dobra, pozbawiając go spadku. W 1767 roku, a więc dokładnie wtedy, gdy spór o "trzynaście miast" rozgorzał na dobre, Beniowski udał się do Wiednia, by (bezskutecznie) bronić swojej sprawy, stamtąd zaś na Litwę, gdzie odwiedził wuja:
Wyzuty na Węgrzech ze znacznego majątku, tak niesprawiedliwie i bez żadnych widoków na jego odzyskanie, postanowił na zawsze opuścić państwa Domu Austriackiego. Przejeżdżając przez komitat spiski, dostał ataku gwałtownej gorączki, co zmusiło go do przerwania podróży. Podczas pobytu na Spiszu otoczony był staraniami i osobliwszą przyjaźnią w domu pana Heńskiego, dystyngowanego szlachcica; jedna z trzech córek p. Heńskiego oczarowała go i uczynił ją towarzyszką swego życia3.
"Heński" nazywał się tak naprawdę Hönsch i trudnił się fachem rzeźnika. Ślub młodego Beniowskiego z Zuzanną Anną Hönsch nastąpił 24 kwietnia 1768 roku w położonej nieopodal Popradu Spiskiej Sobocie4.
Niewiele później na wschodzie wybuchły podsycane przez popów i moskiewskich agentów płomienie koliszczyzny, której ofiarą padali Polacy, Żydzi oraz unici; po wsiach grasowały bandy chłopów pańszczyźnianych pod wodzą Kozaków, mordując, podpalając, gwałcąc i nabijając na pal. W kościołach oraz synagogach Humania żywcem spłonęło kilka tysięcy polskich katolików i Żydów, łączna liczba ofiar chłopskiego buntu przekroczyła zaś być może 100 tysięcy. W kolejnych latach jego uczestnicy byli wyłapywani przez wojska polskie oraz rosyjskie i okrutnie karani. Doniesienia o aktach przemocy wpisywały się w obraz "polskiej anarchii"5.
W połowie lipca wynikła kolejna komplikacja. W pościgu za polskimi konfederatami na pograniczu imperium osmańskiego rosyjscy kozacy przekroczyli Dniestr i wdali się w potyczkę, w rezultacie której puścili z dymem tureckie miasto Bałta i zmasakrowali jego mieszkańców. Wysoka Porta domagała się gwarancji, że coś takiego się nie powtórzy, lecz Petersburg odmówił i Rosja stanęła znienacka w obliczu pełnowymiarowej wojny z Turcją6. Kiedy w sierpniu współregent Austrii Józef spotkał się z Fryderykiem II w Nysie, usłyszał tam od króla Prus, że "trzeba coś zrobić", by powstrzymać Rosjan. Wkrótce później, obawiając się o swoje bałkańskie interesy, Wiedeń zawarł sojusz z Portą, natomiast zaprzątnięty wojną na Bałkanach Petersburg stał się bardziej niż zwykle podatny na dyplomatyczne sugestie.
Do narastającego kryzysu niewątpliwie przyczyniły się kłopoty Turków. "Imperium Osmańskie - jak pisze pewien turecki uczony - było jedynym może państwem w Europie Wschodniej bezpośrednio zainteresowanym przetrwaniem Rzeczpospolitej"7. Obydwa państwa graniczyły ze sobą, a stosunki polsko-tureckie datowały się jeszcze sprzed zdobycia Konstantynopola w 1453 roku. Nieobecność Wielkiej Porty na scenie dyplomatycznej w krytycznym momencie z pewnością sprzyjała zakusom pozostałych sąsiadów Polski.
Tymczasem konfederaci byli szczególnie aktywni na południu kraju, w województwie małopolskim, gdzie walczyli między innymi o kontrolę nad Zamkiem Królewskim na Wawelu. Do ich przywódców w Małopolsce należeli magnat Jerzy August Wandalin Mniszech (1715-1778), którego pałac w Dukli w Karpatach służył konfederacji za sztab operacyjny, a także marszałek ziemi sanockiej, a później lwowskiej Ignacy Potocki (1734-1794). W początkowym okresie kampanii 1769 roku jedna z partii konfederatów ruszyła z dóbr Potockich w Rymanowie na Kraków, inni zaś pod wodzą awanturnika Józefa Bierzyńskiego (zm. 1778) oblegali zamek w spiskiej Starej Lubowli, którego starostą był książę Poniatowski. Stawiwszy im opór na czele niewielkiego garnizonu, Poniatowski zwrócił się o pomoc zarówno do Rosjan, jak i do Habsburgów. Często uważa się, że to właśnie jego list do austriackiego kanclerza księcia von Kaunitza zadecydował o dalszym biegu wydarzeń. Losy Rzeczpospolitej zawisły na włosku, gdyż Wiedeń czuł pokusę, aby pójść za złym przykładem Rosjan i dokonać interwencji zbrojnej na jej terytorium.
Tymczasem konfederaci założyli obóz w warownym klasztorze tynieckim pod Krakowem, a królewską straż na Wawelu wzmocniły wysłane tam rosyjskie posiłki. Chociaż dowodzący nimi pułkownik zginął już rzekomo w dniu przybycia, Rosjanie pozostali na miejscu, by stawić czoło grupie buntowników, którym udało się ostatecznie zdobyć Wawel, ale nie całe miasto. Garnizon rosyjski skłoniono do wyjazdu dopiero trzy lata później.
W tym właśnie momencie do boju ruszył hrabia Beniowski. Pozostawiwszy na Spiszu młodą żonę, której nie powiedział nic o swoich planach, udał się do Krakowa, by dołączyć do konfederatów. Przybył tego samego dnia, w którym nastąpiło rosyjskie natarcie. Według własnej elokwentnej relacji został z miejsca mianowany pułkownikiem, dowódcą jazdy i generalnym kwatermistrzem, w co nie sposób uwierzyć. Za fakt można natomiast uznać, że spędził kolejne osiemnaście miesięcy jako uczestnik konfederacji i brał udział w działaniach wojennych, które można byłoby też określić mianem zbójeckich. Dowodząc z szablą w ręku oddziałem konnym, Beniowski organizował wypady, przekraczał rzeki, prowadził błyskawiczne nocne przemarsze, zastawiał zasadzki, brał jeńców, pozyskiwał rekrutów, wymuszał kontrybucje na miastach, plądrował obszary wiejskie, a przede wszystkim gromadził łupy. Pierwszym rozkazem, jaki otrzymał, było udać się do Nowego Targu "z zadaniem sprowadzenia stamtąd pułku polskich ułanów; z misji tej wywiązał się chlubnie, przeprowadzając do Krakowa cały pułk złożony z sześciuset ludzi przez sam środek obozu nieprzyjacielskiego rozłożonego pod miastem"8. Na tym etapie nieprzyjacielem była armia polskiego króla i jej rosyjscy sprzymierzeńcy. Następnie Beniowskiemu miano polecić opanowanie twierdzy lanckorońskiej. "[N]ałożył kontrybucję na powiaty biecki, lanckoroński i nowotarski, które dostarczyły mu dwieście i osiemdziesiąt wozów zboża i sześćset wołów"9. Opowieść toczy się dalej:
W Wieliczce, mieście słynnym ze swych salin, natknął się na partię rosyjską, którą zaatakował i pobił, biorąc trzydziestu jeńców i zdobywając dziewięćset osiemdziesiąt tysięcy złotych polskich, stanowiących przeznaczony dla króla dochód z salin. [Wkroczył ponownie do Krakowa] z czterema tysiącami jazdy, z pieniędzmi i z mnóstwem żywności10.
Niewiele z tych szczegółów da się zweryfikować pozytywnie lub negatywnie. Można sobie jednak łatwo wyobrazić wpływ prowadzonych walk na cały region.
Tego lata, wśród narastającego chaosu, wojska Habsburgów bez oporu zajęły większą część Spiszu. W miejsce rządzonych przez Polskę "trzynastu miast spiskich" planowano utworzenie związku szesnastu miast na terenie Królestwa Węgier, a przybyły na miejsce komisarz węgierski József Török zakwestionował ówczesny przebieg granic. Przez krótki okres stosunki między siłami habsburskimi a konfederatami barskimi pozostawały przyjazne. Jeden duży obóz konfederacki znajdował się w leżącej na północy Spiszu Muszynce, a drugi w Barwinku nieopodal Dukli, gdzie zwierzchność objął młody Kazimierz Pułaski. Po zaciekłych sporach barżanie dokonali reorganizacji, tworząc zarówno sieć lokalnych konfederacji w całej Rzeczpospolitej, jak i centralne dowództwo, czyli Generalność, która za zgodą Habsburgów urzędowała w Preszowie na Górnych Węgrzech, w pobliżu Przełęczy Dukielskiej. Zaapelowali też o pomoc do Francji, która zareagowała, wysyłając misję wojskową kierowaną przez generała Charles'a Dumourieza (1739-1824), członka Secret du Roi - tajnego gabinetu Ludwika XV.
W latach 1768-1769 walki prowadzone przez małopolskich konfederatów przesuwały się coraz dalej na wschód - najpierw toczyły się one w okolicach Lublina, Krasnegostawu i Zamościa, a następnie przez Sokal, Mosty i Gródek przeniosły się do województwa ruskiego. W swoim pamiętniku Beniowski opisał ówczesną sytuację, coraz bardziej pogmatwaną przez bliskość granicy osmańskiej i niejednoznaczną postawę Turków:
Hrabia postanowił udać się do Baru [na Podolu]; zamierzał stawić się przed Generalnością konfederacji, zdać jej sprawę ze swoich akcji, i uwolnić się od jeńców. Ale kiedy następnego dnia doszła go wiadomość o wzięciu Baru i o tym, że hrabia Potocki uszedł ku granicy tureckiej, zdecydował się podążyć również w tym samym kierunku. Szlachta województwa lwowskiego przysłała do niego kilku deputatów, prosząc, żeby przybliżył się do jej stolicy i żeby ją poparł, ponieważ pragnie opowiedzieć się po stronie konfederacji; pomaszerował zatem czwartego grudnia ku Lwowu, pobrał kontrybucję od miasta, ale połączyło się tam z nim zaledwie pół setki kawalerzystów. Ze Lwowa wyprawił partię do Brodów dla zdobycia pieniędzy, a sam podążył w kierunku na Dniestr11.
Prowadzone działania nadal ocierały się jednak o rozbój. Opisując wydarzenia kilkadziesiąt lat później, Beniowski nie próbował przemilczeć ich specyficznego charakteru:
Hrabia Pułaski podjął się działań przeciwko generałowi Kreczetnikowowi, hrabia Beniowski zaś przeciwko generałowi Izmajłowowi. Hrabia Beniowski pomaszerował na Skałat; był to zamek w mieście należącym do hrabiego Scypiona, jednego z jego najbliższych przyjaciół, co wszakże nie powstrzymało Hrabiego przed zagarnięciem garnizonu i armat12.
Pod koniec roku - po tym, jak wyjechał z "rezydencji hospodara" w Czerniowcach - jego tabor zagarnęli Turcy, a basza rozkazał mu "opuścić kraje sułtańskie" - w pobliżu wsi Szuka w powiecie tarnopolskim Beniowskiego "zaskoczyła partia Kozaków":
Na domiar złego Hrabia, w największym ogniu walki, odebrawszy już przedtem dwa ciosy szablą, trafiony został z kartacza w tułów. [...] Rosjanie mieli wreszcie tę satysfakcję, że dostali go w swoje ręce13.
Stamtąd nieustraszonego hrabiego zabrano w kajdanach, a jego przybrana ojczyzna legła w ruinach. Po dwunastu miesiącach wylądował jako dożywotni zesłaniec na oddalonym o prawie osiem tysięcy kilometrów półwyspie Kamczatka nad Morzem Ochockim, skąd jednak zbiegł, by szukać dalszych przygód na całym świecie.
W 1770 roku polityką Austrii kierowali współregent Józef II Habsburg i kanclerz von Kaunitz. Z niepokojem przyglądali się oni, jak Rosjanie zdobywają przewagę nad Osmanami, tureccy jeńcy roznoszą dżumę, a konfederaci uroczyście ogłaszają akt detronizacji polskiego króla, odwołując się do religijnej symboliki:
Stawam na placu z Boga ordynansu,Rangę porzucam dla nieba wakansu, Dla wolności ginę,Wiary swej nie minę:Ten jest mój azard14.
Dżuma stanowiła bardzo realne zagrożenie; dotarłszy do Moskwy, zabiła tysiące jej mieszkańców. Austria, podobnie jak Prusy, postanowiła zatem utworzyć wzdłuż granicy z Polską kordon sanitarny. Wykorzystała jednak przy tym panujący chaos i przesunęła jego zasięg 40 kilometrów za dotychczasową granicę, w rezultacie czego pod okupację austriacką trafiły starostwa nowotarskie (w tym Podhale), czorsztyńskie i sądeckie. Impuls do aneksji miała rzekomo dać Austriakom pogłoska, że te trzy starostwa wchodziły niegdyś w skład Węgier. Przenieśli więc zwieńczone cesarskimi orłami słupy graniczne na dalszą stronę wsi Mogilno z jej wzniesionym z modrzewiowych bali kościołem, gdzie do dziś przetrwała pamięć o przynależności do Królestwa Węgier15. W tym samym czasie na Pomorzu Prusacy bez skrupułów zaanektowali dawną ziemię lęborsko-bytowską. Prawne niuanse zignorowano. 10 listopada Maria Teresa oficjalnie potwierdziła aneksję Spiszu wraz z trzema okupowanymi polskimi starostwami. Niedługo po tych drobnych międzynarodowych kradzieżach miał nastąpić wielki rabunek.
Zdobycze terytorialne Habsburgów były całkiem znaczące. Sam Spisz miał spory rozmiar, a ponowne włączenie tej krainy do Królestwa Węgier wzmocniło jego północną granicę. Nowy Targ (odtąd Neumarkt) był cennym miastem targowym u podnóża potężnych Tatr. Wzniesiony w średniowieczu nad lewym brzegiem Dunajca zamek w Czorsztynie pozwalał kontrolować starą drogę łączącą Kraków z Budapesztem. Leżący poniżej zbiegu Dunajca i Popradu Nowy Sącz (odtąd Neu Sandez) otaczały żyzne ziemie rolne i sady; od 500 lat współistniał on z macierzystą osadą Stary Sącz, gdzie mieścił się klasztor Klarysek. Jednak bliźniacze miasta - stare i nowe - znajdowały się w głębokiej zapaści. Zamek królewski doszczętnie spłonął podczas niedawnych zamieszek, a wielu mieszkańców uciekło. W cieniu zamkowych ruin stała niewielka synagoga, wokół której toczyło się życie starej gminy żydowskiej. Starosta Stanisław Małachowski (1736-1809), jeden z czołowych wówczas polskich polityków, rzadko bywał obecny na miejscu, a aktywność handlowa miasta uległa znacznemu zmniejszeniu. Formalnie aneksja tych polskich starostw przez Austrię była "niepotwierdzona".
Tymczasem dalej na wschód toczyły się chaotyczne walki między konfederatami barskimi a Rosjanami, którzy założyli swoją główną bazę we Lwowie - stolicy polskiego województwa ruskiego. Historycy przychylni sprawie konfederackiej pozostawili pochlebne relacje o wyczynach barżan:
Szczęśliwszym dla konfederatów był podjazd pod Lwów wykonany przez dzielnego pułkownika Szyca w nocy z dnia 6 na 7 lipca roku następnego (1770). Postawiwszy 100 ludzi przy Bramie Krakowskiej, tyleż przy Halickiej i tyleż w rezerwie pod katedrą św. Jura, uderzyli konfederaci w 200 koni na dworek w pobliżu klasztoru Brygidek, gdzie był wielki odwach moskiewski. [...] Konfederaci tak niespodziewanie spadli na nieprzyjaciela, że nie mógł ani razu dać ognia. Zginęło 40 ludzi od szabel konfederackich; pięciu oficerów, trzy sztandary, kilka działek, koni kilkadziesiąt i cała kasa wojenna dostały się w ręce zwycięzców. Major rosyjski ratował się ucieczką, oknem przez ogrody, ale żona jego, która przebrana w męski płaszcz i kapuzę zachęcała żołnierzy do boju, zginęła w tem zamieszaniu. Konfederaci, straciwszy tylko 7 zabitych, a kilkunastu mając rannych, cofnęli się o wschodzie słońca ze zdobyczą ku Nawarji. Tutaj odparli jeszcze skutecznie ścigający ich oddział moskiewski [...]16.
W 1771 roku względnie życzliwe nastawienie Austrii wobec spraw polskich stopniowo ulegało zmianie. Wahanie Austriaków wynikało z coraz większych sukcesów Rosjan w wojnie z Turcją, pogarszającej się pozycji konfederatów barskich oraz zabiegów dyplomatycznych podejmowanych przez mocarstwa. Stawkę z pewnością podbiło pojawienie się w Polsce kolejnych rosyjskich posiłków pod dowództwem dynamicznego pułkownika Aleksandra Suworowa. W lutym udało się go odepchnąć spod konfederackiej twierdzy Lanckorona, którą pomogli umocnić Dumouriez i jego francuscy inżynierowie. Charles Dumouriez oraz Aleksandr Suworow byli wówczas wschodzącymi gwiazdami wojskowości17. Jednak w maju rosyjski pułkownik zwyciężył w drugiej bitwie pod Lanckoroną, a kolejny sukces odniósł we wrześniu przeciwko siłom konfederacji na Białorusi. Podjęta w listopadzie przez konfederatów desperacka próba uprowadzenia polskiego monarchy wywołała międzynarodowe oburzenie i zakończyła się wypędzeniem Generalności z Węgier. Pod koniec roku konfederacja szykowała się do ostatniego zrywu, a Rosjanie organizowali obozy internowania dla jeńców, którzy mieli trafić na Syberię. Równolegle toczyły się doniosłe działania dyplomatyczne.
W tym samym czasie wśród Żydów zamieszkujących Rzeczpospolitą Obojga Narodów - jedyny europejski kraj, który w poprzednich wiekach udzielił im stałego schronienia - rysował się trwały rozłam. Wieszczący odrodzenie judaizmu chasydzi pojawili się po raz pierwszy kilkanaście lat wcześniej na położonym na wschodzie Podolu, lecz uczniowie założyciela ruchu Israela ben-Eliezera, inaczej Israela Baal Szem Towa (1698-1760), znanego pod przydomkiem Beszt, szerzyli jego przesłanie bardzo daleko. Wśród pierwszych i najbardziej szanowanych był Elimelech (1717-1787) z Leżajska, miasta położonego o sto kilkadziesiąt kilometrów od Nowego Sącza - jeden z dwóch charyzmatycznych braci, o których opowiadano wiele historii. Rebe Elimelech wypracował zasady działania cadyka, czyli przywódcy duchowego, które miały stać się filarem praktyki chasydzkiej18.
Ortodoksyjni rabini w Rzeczpospolitej Obojga Narodów próbowali jednak powstrzymać wzrost znaczenia chasydów - samozwańczych "bogobojnych". W kwietniu 1771 roku wybitny Gaon z Wilna obłożył ich anatemą, która miała obowiązywać przez 40 lat. Chasydzi szukali często schronienia na terenach wchłanianych przez Austrię; w oczach wielu to właśnie te ziemie miały stać się kolebką chasydyzmu19.
Pod rządami polskimi społeczność żydowska w Rzeczpospolitej cieszyła się sporą autonomią. Stanowiący odrębny, podlegający ochronie królewskiej stan, obok szlachty, mieszczan oraz chłopów, Żydzi pobierali własne podatki i tworzyli własne instytucje; ich Sejm Czterech Ziem zbierał się okresowo w celu uzgodnienia wysokości danin oraz zatwierdzenia wyboru regionalnych rabinów. W ramach tego ustroju Ruś, określana w jidysz jako Reissen, miała własną regionalną radę i regionalnego rabina. Od wieków działaniem tych instytucji zarządzali lwowscy Żydzi, ale w latach 60. XVIII wieku ten stan rzeczy zakłóciły spory frakcyjne. W listopadzie 1771 roku rabinem we Lwowie został, choć wybrano go nie bez sporów, Szlomo ben Mosze, a jego powołanie potwierdził polski wojewoda. Miał on być ostatnim z linii, gdyż wszystko miało się wkrótce zmienić20.
Pod koniec lata 1771 roku odpoczywający nad brzegiem Dunajca, zajadający się śliwkami i jabłkami z pobliskich sadów austriaccy muszkieterzy oraz węgierscy dragoni nie myśleli o sobie jako o najeźdźcach czy okupantach. Rozkazano im po prostu przesunąć się naprzód, by chronić imperium Habsburgów przed zarazą. Byli wprawdzie gośćmi króla Polski, ale pozostawali też w poprawnych stosunkach z jego konfederackimi wrogami. Przede wszystkim nie mieli zaś pojęcia o podchodach dyplomatycznych, które prowadzono wówczas w Berlinie, Petersburgu i Wiedniu.
Plan, który nazwano później (nie do końca trafnie) "pierwszym rozbiorem Polski"21, powstał w kręgach rządzących trzech jej najpotężniejszych sąsiadów w latach 1771-1772. Wszystko to działo się w czasie, gdy Europa Środkowo-Wschodnia dźwigała się po kilkudziesięciu latach zawziętych wojen, między państwami regionu nadal panowała nieufność, a obawy przed ponownym wybuchem konfliktu były bardzo realne. W naznaczonej bezprawiem epoce monarchowie i inni władcy uznawali za oczywiste, że pośród nieustannej pogoni za podatkami i poborowymi łatwym rozwiązaniem jest wyszarpnięcie skrawka mniej potężnego państwa, a zatem jedynym gwarantem międzynarodowego pokoju pozostaje równowaga sił22.
Za tą koncepcją stał niewątpliwie Berlin, lecz aby wyjaśnić źródła polityki Prus, nie wystarczy odwołać się do szczególnej "bezwzględnej ambicji", jaką miał żywić ten kraj. Prawdą jest, że nie było władcy bardziej bezlitosnego i ambitnego od Fryderyka II (wówczas jeszcze nie Wielkiego). Żaden też nie odnosił się bardziej pogardliwie do Polaków - król Prus określał ich między innymi jako "największych brudasów na świecie" i "podłe małpy". Jednocześnie trzeba przyznać, że Prusacy nie dysponowali prostą odpowiedzią na wzrost potęgi Rosji czy zapaść Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Na swojej wschodniej flance od dziesięcioleci borykali się z pośrednim zagrożeniem rosyjskim wynikającym z patronatu Rosji nad Saksonią - bezpośrednim rywalem Prus - a także z tego, że w rękach Sasów pozostawał tron polski. Podczas wojny siedmioletniej zagrożenie to stało się jednak boleśnie bezpośrednie. W sierpniu 1759 roku w niezwykle krwawej bitwie pod Kunowicami nad Odrą Rosjanie zmiażdżyli niezwyciężoną rzekomo armię pruską i wydawało się, że w zasięgu mają bezbronny Berlin. Hohenzollernów uratowało wówczas jedynie wstąpienie na tron carski urodzonego w Niemczech skrajnego prusofila Piotra III, został on wszakże szybko pozbawiony władzy przez swoją niemiecką żonę Katarzynę. W przeciwieństwie do zmarłego (zamordowanego) męża cesarzowa nie przepadała za Prusami, żywiła do nich bowiem urazę za aneksję jej rodzinnego księstwa Anhalt-Zerbst, a na tronie polskim szybko zainstalowała swojego zaufanego. Z perspektywy pruskiej zagrożenie rosyjskie stale rosło i trzeba było mu przeciwdziałać. Sytuację w zdominowanej przez Rosjan Rzeczpospolitej należało zatem jakoś uspokoić. Używając metafory medycznej - pacjent był niewątpliwie chory i pytanie brzmiało, czy najwłaściwszą terapią jest amputacja.
Do interwencji z zewnątrz dochodziło w Rzeczpospolitej już wcześniej. Na przykład w 1732 roku, w okresie poprzedzającym wojnę o sukcesję polską, ambasador rosyjski w Wiedniu hrabia von Loewenwolde doprowadził do zawarcia tajnego układu, na mocy którego Austria, Rosja i Prusy miały się sprzeciwić wyborowi francuskiego kandydata Stanisława Leszczyńskiego na króla Polski podczas nadchodzącej elekcji. Gdy intrygi "trzech czarnych orłów" spaliły na panewce i Leszczyńskiego jednak wybrano, Rosjanie namówili swoich klientów w Polsce do zorganizowania drugiej elekcji oraz wysłali do Warszawy korpus wojsk, zapewniając w ten sposób wyniesienie na tron swojego pierwotnego faworyta Augusta III Sasa.
Sami Prusacy również nie stronili od gangsterskich metod. Odnosząc się do Polski, Fryderyk przytoczył niegdyś łacińską sentencję vita mea, mors tua; innymi słowy, musiała ona umrzeć, aby Prusy mogły żyć. Już w 1731 roku opowiadał się za zagarnięciem polskiej prowincji Prus Królewskich, aby domknąć lukę dzielącą Brandenburgię od Prus Wschodnich, a beznamiętne przejęcie w 1740 roku przez Prusaków austriackiego Śląska uchodziło nawet w tej cynicznej epoce za wyjątkowy przykład bezwstydnej grabieży. Gdy podczas wojny siedmioletniej Fryderykowi zabrakło pieniędzy, zabrał się do fałszowania polskiej monety na wielką skalę. Przejąwszy saską mennicę w Dreźnie, gdzie bito polski pieniądz, zdołał z użyciem barwników wyprodukować monety, które wyglądały wprawdzie dobrze, ale zawierały o dwie trzecie mniej złota od prawdziwych augustdorów. Dzięki temu jego agenci mogli zalać Rzeczpospolitą falsyfikatami, z ogromnym zyskiem wymieniając je na dobre monety23.
Pod rządami kanclerza Kaunitza Austriacy przyjęli zasadę nieangażowania się w sprawy polskie. Nie przepadali za Prusami, do Rosji zaś, której przydatność jako sojusznika podczas wojny siedmioletniej okazała się bardzo niska, podchodzili jak pies do jeża. "Jako przyjaciel Rosja jest niemal bezużyteczna - stwierdził Kaunitz - a jako wróg może nam jeszcze wyrządzić spore szkody"24.
Dwa lata poprzedzające pierwszy rozbiór upłynęły na dyplomatycznej grze wstępnej w postaci obfitej francuskojęzycznej korespondencji. Młodszy brat Fryderyka, książę Henryk Pruski spędził wiele miesięcy w Petersburgu, prawiąc pochlebstwa na tamtejszym dworze, a zarazem przekonując Rosjan do swojego punktu widzenia. Caryca Katarzyna miała już przygotowany plan rozbioru, gdyż na początku swojego panowania rozważała różne scenariusze awaryjne. Trzeba ją było jednak skłonić, by zrezygnowała z objęcia całej Rzeczpospolitej strefą wpływów Rosji; swoje stanowisko w tej kwestii władczyni złagodziła dopiero w połowie lata 1771 roku25. Książę Henryk wskazywał wszakże, że lwią część ziem trzeba koniecznie zaoferować Austrii.
Sama Austria ociągała się nie tylko z powodu skrupułów Marii Teresy związanych z niemoralnością takich poczynań za granicą. Z punktu widzenia leżącego nad Dunajem Wiednia najważniejsza była przyszłość księstw naddunajskich, a rozmaite propozycje co do przyszłości Rzeczpospolitej schodziły na dalszy plan wobec następstw wojny rosyjsko-tureckiej26. Po zwycięstwie pod Chocimiem we wrześniu 1769 roku Rosjanie okupowali zarówno Mołdawię, jak i Wołoszczyznę, a doniesienia sugerowały, że caryca rozważa być może zdobycie Konstantynopola. Rosyjska flota wpłynęła na Morze Śródziemne. Przerażony Kaunitz na ponad dwa lata obrał za priorytet poprawę stosunków z Wielką Portą. 6 lipca 1771 roku, po długich sekretnych negocjacjach, posunął się wręcz do zawarcia sojuszu z Osmanami, co okrzyknięto "najbardziej niezwykłym wydarzeniem w dziejach stosunków między Austrią a Turcją"27. Wykonując ten ruch, podkreślał w swoich wystąpieniach potrzebę zachowania "wolnej Polski"; w tym czasie po raz pierwszy usłyszał, że Berlin i Petersburg osiągnęły już niemal porozumienie w sprawie proponowanego rozbioru. Ponadto w kolejnych miesiącach przyjmował od Osmanów duże sumy w złocie, które miały go skłonić do wypowiedzenia wojny Rosji. W jego ocenie Rzeczpospolita była kwestią drugorzędną. Zgodę na rozpoczęcie rozmów o rozbiorze wyraził dopiero wtedy, gdy Rosjanie dali do zrozumienia, że cesarzowa nie ma ostatecznie zamiaru dokonywać aneksji Mołdawii i Wołoszczyzny, a i wówczas uczynił to nieśpiesznie28. Przy braku jasnych wytycznych od dwójki współwładców przez ponad pół roku nie wykluczał żadnej opcji. Wiedeń czekał zatem do kwietnia 1772 roku, zanim zasygnalizował, że sojusz z Osmanami nie ma perspektyw, a w czerwcu dyskretnie go anulował. Austria nie zadeklarowała definitywnie udziału w zaborze ziem Rzeczpospolitej do chwili, gdy w wojnie rosyjsko-tureckiej nie doszło latem 1772 roku do zawieszenia broni.
Z perspektywy czasu widać, że do rozbioru mogło dojść tylko dzięki zbiegowi kilku mało prawdopodobnych czynników. Trzej główni bohaterowie dramatu byli zmuszeni przezwyciężyć panującą od dekad wzajemną nieufność. Czwarty sąsiad Polski, czyli imperium osmańskie, musiał zostać wyeliminowany z równania; Prusacy musieli pohamować apetyt, zadowolić się najmniejszą częścią, a Rosjanie - porzucić, a przynajmniej zrewidować swoją praktykę polegającą na zarządzaniu Rzeczpospolitą niczym niezadeklarowanym protektoratem. Austriaków zaś trzeba było oczarować i skłonić do połknięcia przynęty. A jednak wszystko to się zdarzyło.
Trójstronne negocjacje, które toczono przez kilka miesięcy od lutego 1772 roku, stanowiły pierwszy z pięciu etapów i miały w pierwotnym zamiarze doprowadzić do osiągnięcia ostatecznego porozumienia w czerwcu. Współcześni rysownicy często przedstawiali je jako scenę, w której trójka chciwych monarchów kroi gigantyczny tort. Wspomniani monarchowie oczywiście nigdy nie spotkali się osobiście, ale karykatura była zasadniczo trafna. Ambasadorowie Rosji oraz Prus przychodzili do wiedeńskiej kancelarii księcia Kaunitza, gdzie ślęczeli nad mapami i atlasami, kreśląc na nich linie. Prusy skromnie poprzestały na Prusach Królewskich i Warmii, co postulował Fryderyk 40 lat wcześniej, wyłączając jedynie miasta Gdańsk oraz Toruń. Rosja zadowoliła się z kolei długim pasem terytorium biegnącym wzdłuż wschodniej granicy Wielkiego Księstwa Litewskiego. W ostatecznym rozrachunku najbardziej pazerni okazali się być może Austriacy. Początkowo utrzymywali oni, że każde z trzech mocarstw powinno wziąć "dokładnie równą" część. Następnie oświadczyli, że przez równość części nie rozumieją ich powierzchni w kilometrach kwadratowych, lecz "żyzność gruntów" i ich "wartość polityczną". Na oku mieli zaś ogromny szmat ziemi rozciągający się w poprzek Korony od rzeki Białej na zachodzie po Zbrucz na wschodzie, niemal trzykrotnie większy od udziału pruskiego i mniej więcej dwudziestokrotnie przekraczający rozmiar już wcześniej zajętych starostw. Aby jasno dać do zrozumienia swoje zamiary, w połowie kwietnia - w tym samym czasie, gdy zdecydowali się wycofać z sojuszu z Osmanami - wysłali na południe Polski 20 tysięcy żołnierzy pod dowództwem generała Hadika, którzy mieli zająć cenne kopalnie soli w Wieliczce i Bochni. Zaskoczyli tym nawet Fryderyka, który zapytał: "Panowie, czy nie złapie was niestrawność?". Co więcej, informacje o toczących się negocjacjach Austriacy przekazali potajemnie konfederatom barskim, którzy znajdowali się już wówczas w beznadziejnej sytuacji. Wydaje się, że Kaunitz i Józef wyprzedzali w tych działaniach Marię Teresę, która wciąż się wahała - od niemal 40 lat utyskiwała na bezprawne zagarnięcie Śląska przez Prusy, a teraz miała wziąć udział w rabunku jeszcze bardziej skandalicznym. Czerwcowy termin minął, a negocjacje nie dobiegły końca. Dopiero w lipcu umowę przypieczętowały drobne ustępstwa ze strony Austrii. Ostatecznie sumienie nie powstrzymało Marii Teresy. Jak skomentował to Fryderyk: "Przed przyjęciem ciała Polski skonsultowała się ze spowiednikiem: płakała, ale brała"29.
Drugim etapem był formalny traktat rozbiorowy, który przybrał postać trzech równoległych konwencji opublikowanych w Petersburgu 5 sierpnia 1772 roku; jego tekst ociekał wręcz hipokryzją:
Au nom de la Tr?s-Sainte Trinité. L'esprit de faction, les troubles et la guerre intestine dont est agité depuis tant d'années le Royaume de Pologne, et l'anarchie qui chaque jour y acquiert de nouvelles forces [...] donnant de justes appréhensions de voir arriver la décomposition totale de l'État. [...] Et en m?me temps, les Puissances voisines de la République ayant á Sa charge des prétentions et des droits aussi ancients que légitimes [...].
(W imię Trójcy Przenajświętszej. Duch stronniczy, podtrzymujący anarchię w Polsce, każe obawiać się zupełnego rozkładu państwa, co by mogło zaszkodzić interesom sąsiadów tej Rzplitej, naruszyć dobre stosunki istniejące między nimi i wzniecić ogólną wojnę; więc Austria, Prusy i Rosja, mające względem Polski pretensje i prawa równie dawne jak słuszne, postanowiły wystąpić z nimi, przywrócić porządek wewnątrz Polski i nadać temu państwu stan polityczny więcej zgodny z interesami jego sąsiadów)30.
Angielski polityk i filozof polityczny Edmund Burke napisał: "Cesarzowa Rosji zjadła śniadanie. Kto wie, gdzie będzie jadła obiad".
Ustaliwszy ramy międzynarodowe, w trzecim etapie wszystkie mocarstwa rozbiorowe pospiesznie objęły w posiadanie nowe terytoria. Mieszkańcy Rzeczpospolitej byli jedynie widzami. Prusacy wkroczyli do Prus Królewskich, Rosjanie zajęli województwo połockie, a armia austriacka pod dowództwem urodzonego w Irlandii generała Richarda d'Altona przekroczyła graniczny strumień w Białej, kierując się na wschód.
W rzeczywistości Austriacy popełnili bezwstydny falstart. D'Alton otrzymał bowiem rozkaz wymarszu w chwili, gdy osiągnięto porozumienie - nie polecono mu czekać na formalne zawarcie traktatu rozbiorowego. Jego wojska dotarły do Tarnowa ostatniego dnia miesiąca (czyli według kalendarza obowiązującego w Petersburgu 20 lipca):
Dnia 31 lipca 1772 po raz pierwszy do Tarnowa wkroczyły wojska austriackie pod dowództwem gen. d'Altona. [...] Miasto zajęli od strony zachodniej, wcześniej zdobywając: Tyniec, Wieliczkę i Bochnię. Długo tu nie zabawiły, skoro 29 sierpnia miasto odprowadzało prowiant do Tuchowa. Początkowo główne siły stacjonowały w Pilźnie, niemniej dowódca na kwaterę wybrał kamienicę przy tarnowskim Rynku 20. W dniu 11 września przy odgłosie trąb ogłoszono uniwersał rozbiorowy cesarzowej Marii Teresy, zawiadomiono mieszczan tarnowskich, iż stali się poddanymi austriackimi31.
W tym czasie walczyły jeszcze niedobitki konfederatów barskich, choć szybko ubywało im sił. Kazimierz Pułaski mężnie bronił Częstochowy. W kwietniu padł Tyniec. W październiku zdobyto zaś ostatnią twierdzę konfederatów - klasztor w Zagórzu pod Sanokiem. Obserwatorzy konfederaccy mogli z niej widzieć na rozciągającej się w dole równinie maszerujące w kierunku Lwowa kolumny austriackie.
W Wiedniu 11 września cesarzowa-królowa Maria Teresa wydała Revindicatio: dekret, w którym wyjaśniała, że jej wojska "odzyskują" ziemie galicyjskie, a co za tym idzie, wszyscy dotychczasowi urzędnicy królewscy na tych ziemiach - wojewodowie, starostowie i kasztelanowie - zostają odwołani. Wieści o rozbiorze zaczęły się rozchodzić.
W samym Lwowie garnizon rosyjski trzeba było przekonać do opuszczenia miasta. Nie doszło jednak do potyczek. Generał Andreas Hadik cierpliwie czekał do 18 września na wycofanie się Rosjan. Austriacy wkroczyli następnego dnia, oświadczając, że objęli w posiadanie nie "Lwów", lecz "Lemberg".
Wkrótce potem generałowi Hadikowi powierzono dowództwo wojskowe nad zaanektowanymi terenami, a 4 października austriacki gubernator hrabia Johann Baptist Anton von Pergen zaprosił miejscowych radnych do udziału w uroczystościach ustanowienia "Królestwa Galicji i Lodomerii". Ci jednak odmówili, powołując się na przysięgę wierności złożoną królowi Polski, ale ugięły się władze kościelne. Podczas mszy pontyfikalnej w lwowskiej katedrze, którą celebrowali biskupi: rzymskokatolicki, greckokatolicki i ormiańskokatolicki, po raz pierwszy publicznie padło imię cesarzowej-królowej Marii Teresy.
Generał Hadik przedstawił teorię, zgodnie z którą rząd cesarski dokonywał jedynie "ponownego włączenia" terytoriów będących od zawsze legalnie w jego posiadaniu. Jeszcze przed końcem roku w Wiedniu ukazała się zaś obszerna rozprawa historyczna, w której utrzymywano, że roszczenia Habsburgów do Galicji Wschodniej wynikają z ich praw jako następców władców średniowiecznego księstwa halickiego, a do Galicji Zachodniej - jako następców władców księstw oświęcimskiego i zatorskiego.
Jak się okazało, każdy z zaborców posługiwał się podobną (i równie zwodniczą) argumentacją. Prusacy twierdzili, że - będąc następcami prawnymi zakonu krzyżackiego - Hohenzollernowie naprawiają jedynie niesprawiedliwość, do jakiej doszło w 1466 roku, kiedy to Polska oderwała Prusy Królewskie od ziem zakonnych. Rosjanie wskazywali z kolei, że Romanowowie zgłaszają jedynie swoje prawa do Połocka, który Włodzimierz Wielki podarował swemu synowi Iziasławowi w 989 roku. To ostatnie twierdzenie wzbudziło pewną konsternację. Opisując negocjacje rozbiorowe, pruski minister Hertzberg ośmielił się zasugerować, że rosyjskim roszczeniom brak uzasadnienia historycznego, czym wzbudził gniew cesarzowej Katarzyny. "Ten dureń Hertzberg - pisała w prywatnej korespondencji - zasługuje na solidne lanie [...] o historii wie nie więcej niż moja papuga. [...] Jego arogancja czyni go ignorantem i prymitywnym głupcem - jest niczym wół z Pomorza"32.
W przeciwieństwie do carycy cesarzowa-królowa odczuwała, przynajmniej prywatnie, wyrzuty sumienia:
Ten niefortunny rozbiór Polski kosztuje mnie dziesięć lat życia. Ile razy odmawiałam na to zgody? Ale spadające na nas kolejne klęski - Turcy, nędza, głód i zarazy w kraju, brak nadziei na pomoc ze strony Francji czy Anglii, a na koniec groźba izolacji i [wystawienia] na wojnę zarówno z Prusami, jak i z Rosją zmusiły mnie w końcu do przystąpienia do tego nieszczęsnego układu, który splami pamięć o całym moim panowaniu. Boże, spraw, abym nie musiała za to odpowiadać na tamtym świecie33.
Czasu nie dało się jednak cofnąć, a zapewniwszy sobie nieuczciwe korzyści, w czwartym etapie mocarstwa postanowiły wymusić na bezbronnej ofierze potwierdzenie, że postępowały zgodnie z prawem. Nowy poseł rosyjski w Warszawie Otto Magnus von Stackelberg wezwał króla polskiego do zwołania sejmu, który formalnie zatwierdziłby rozbiór. Pod groźbą dalszej przemocy nieszczęsnych Polaków zmuszono, aby usankcjonowali okaleczenie ich ojczyzny. Jeden czy dwóch zaprotestowało. Do historii przeszedł gest Tadeusza Reytana, posła z województwa nowogrodzkiego i byłego konfederata barskiego, który rozerwał ubranie na piersi, po czym rzucił się pod nogi króla na progu izby poselskiej, zaklinając na rany boskie, aby takiej zbrodni nie popełniać. Kilka lat później popełnił samobójstwo. Wszystkie protesty poszły jednak na marne. Większość polityków potulnie ugięła się przed żądaniami i 30 września 1773 roku ustawą wpisano rozbiór do prawa polskiego.
Na ostatnim etapie sporządzono osobne traktaty cesyjne między Rzeczpospolitą a każdym z zaborców. Traktat zawarty z cesarzową austriacką liczył czternaście artykułów:
TRAKTAT Między Nayiaśniey: Krolem Imcią y Rzeczpospolitą Polską, y Nayiaśnieyszą Cesarzową Krolową Węgierską y Czeską. W Imie Troycy Swiętey. Niech będzie wiadomo komu należy. [Cesarzowa] osadziwszy woyskiem swoim niektóre Powiaty Krolestwa Polskiego, za umową o tym między Nią, [Cesarzową Rosji] y [Królem Prus], oświadczyć kazała memoryałem w Warszawie w miesiącu Wrześniu roku przeszłego podanym, prawa y przyczyny, które Ią do tego postępku przywiodły.
[Król] idąc za resultatum Senatus Consilii w miesiącu Październiku tegoż samego roku, odpowiedział relative do przyszłego Seymu generalnego przez solenną protestacyą przeciwko temu zagarnieniu. [...] [S]zczęściem duch zgody przemogł [...]
Na ten koniec [Król] y Rzeczpospolita Polska upoważnili y zupełną moc dali [około 100 nazwisk duchownych, senatorów, urzędników i posłów]. A [Cesarzowa] dała zupełną moc Panu Baronowi Karolowi Rewitzkiemu de Rewisnye Chambelanowi swemu aktualnemu [...] Kommissarze y Plenipotencyaryuszowie [...] zgodzili się nakoniec na następujące artykuły:
Artykuł I. Będzie odtąd y na zawsze pokoy niewzruszony, prawdziwa iedność y doskonała przyiaźń między [Królem] a [Cesarzową]
Artykuł II [Król] tak imieniem swoim, iak y swoich Następcow [...] ustępuią ninieyszym traktatem nieodwołanie y wiecznie [Cesarzowej] [...] kraie, Woiewodztwa y Powiaty, które Ona, podług wydanego uniwersału dnia 11 Września roku 1772 obięła [...] y ktore zawieraią się w granicach niżey wyznaczonych [...] ze wszystkiemi wazallami, poddanemi y obywatelami, ktorych uwalniaią od homagium y przysięgi na wierność [...].
Dla wiary temu my Pełnomocnicy przez obydwie Nayiaśnieysze kontraktuiące Strony uroczyście autoryzowani, ten akt osobny własnemi rękami naszemi podpisaliśmy, y pieczęciami herbow naszych utwierdziliśmy.
Dan w Warszawie 16 marca r. 177534.
Między wierszami tego dokumentu pozostawało wiele niedopowiedzeń. Gwarantował on własność prywatną, swobody religijne i dotychczasowe warunki handlu, ale już nie konstytucyjne prawa szlachty (był później nowelizowany).
W chwili, gdy finalizowano rozbiór Polski, dawni konfederaci Kazimierz Pułaski i Maurycy Beniowski byli wygnańcami we Francji. Skazany zaocznie na śmierć Pułaski dotarł tam przez należący do Prus Śląsk i w 1773 roku bezskutecznie starał się o angaż we francuskiej armii. Beniowski zaś, zbiegłszy z Kamczatki na statku, którym popłynął do Japonii i Chin, dostał się nad Sekwanę przez portugalską kolonię Makau. We wrześniu 1773 roku zdołał przekonać ministra spraw zagranicznych Ludwika XV księcia d'Aiguillon do wyasygnowania niezbędnych funduszy i powierzenia mu dowództwa ekspedycji na Madagaskar, gdzie miał później zostać koronowany przez tubylców na "króla", a gdy fortuna się odwróciła - zastrzelony przez francuskich żołnierzy.
Tymczasem w Wiedniu cesarskiemu astronomowi i geodecie, jezuicie Josephowi Liesganigowi (1719-1799) zlecono przeprowadzenie szczegółowych pomiarów Królestwa Galicji i sporządzenie na ich podstawie mapy. Mapa ta, której wykonanie zajęło trzy lata, wykazała, że królestwo ma powierzchnię 83 tysięcy kilometrów kwadratowych i jest zamieszkane przez 2,5 miliona osób. Miało ono kształt podobny do rombu (lub morświna). Biegnąca z zachodu na wschód oś pozioma liczyła około 530 kilometrów i była dwukrotnie dłuższa od biegnącej z północy na południe osi pionowej. Terytorium królestwa zwężało się na obu końcach. Jego granica północna dzieliła się na trzy wyraźne odcinki: na zachodnim krańcu biegła na północny zachód wzdłuż Wisły od Zatora do Tarnobrzega, w środkowej części na wschód od Tarnobrzega do Zamościa, na wschodnim krańcu od Husiatyna do okolic Brodów, a następnie na południe aż do granic Siedmiogrodu i Mołdawii. Granica południowa przez niemal 640 kilometrów trzymała się łuku utworzonego przez grzbiet Beskidów, Tatr i Karpat od Orawy po Czarnohorę. Największe połacie ziemi oderwano od dawnej prowincji małopolskiej, która miała przyjąć nieformalną nazwę Galicji Zachodniej, oraz od dawnego województwa ruskiego - tę część nazywano teraz po ukraińsku Haliczyną lub po polsku Galicją Wschodnią. Ponadto na swoim krańcu północno-wschodnim Królestwo obejmowało skrawek Wołynia, a na krańcu południowo-wschodnim kawałeczek Podola. Co ciekawe, miasto Włodzimierz (po łacinie Lodomeria) wcale nie znalazło się w królestwie, któremu dało nazwę35.
Tak przedstawiał się sztuczny konglomerat, który przypadł Austrii w wyniku pierwszego rozbioru Polski. Miał on przetrwać 145 lat pod panowaniem siódemki kolejnych monarchów z dynastii habsbursko-lotaryńskiej: Marii Teresy (do 1780 roku), Józefa II (1780-1790), Leopolda II (1790-1792), Franciszka II (1792-1835), Ferdynanda I (1835-1848), Franciszka Józefa (1848-1916) i wreszcie Karola I (1916-1918). W tym okresie mieszkańcy królestwa - jedyna w swoim rodzaju mieszanka Polaków, Rusinów, Żydów oraz Niemców - nie zawsze byli zachwyceni swoimi habsburskimi władcami, ale z nielicznymi wyjątkami odczuwali ulgę, że ominęły ich rządy zarówno nieznośnych Prusaków, jak i drapieżnych Rosjan. W ciągu sześciu lub siedmiu pokoleń wykształcili oni wspólną, niewystępującą nigdzie indziej tożsamość oraz charakterystyczną osobowość - nacechowaną pełnym rezygnacji, ironicznym i gorzkim humorem, a zarazem nastawioną na pluralizm i współistnienie.
1 Zob. J. Lukowski, Liberty's Folly: the Polish-Lithuanian Commonwealth in the Eighteenth Century, London 1991.
2 Zob. W. Konopczyński, Konfederacja barska, t. 1-2, Warszawa 1936.
3 M. Beniowski, Pamiętniki. Fragment konfederacki, tłum. L. Kukulski, Warszawa 1967, s. 16.
4 Hannę Zuzannę Hönsch, którą, jak dowiadujemy się z innych źródeł, poślubił w luterańskim zborze we wsi Wielkanoc niedaleko Miechowa, zob.: B. Suchoń-Chmiel, Historia podróży i osobliwszych zdarzeń, czyli paradoksy świadomości politycznej Maurycego Beniowskiego. Prolegomena do badań, w: Słowiańskie diaspory. Studia o literaturze emigracyjnej, red. C. Juda, Kraków 2009, s. 21-33.
5 Zob. W. Serczyk, Koliszczyzna, Kraków 1968; tenże, Hajdamacy, Kraków 1972.
6 Zob. B. Davies, The Russo-Turkish War, 1768-1774, New York 2016; M. Sicker, The Islamic World in Decline, Westport 2001.
7 M. Çelikkaya, Great Powers and Poland: the national and international dynamics behind the First Partition of Poland, praca magisterska na Uniwersytecie Bilkent, Ankara 2014, s. 2.
8 M. Beniowski, dz. cyt., s. 17.
9 Tamże, s. 18.
10 Tamże, s. 18-19.
11 Tamże, s. 25-26.
12 Tamże, s. 28-29.
13 Tamże, s. 38-41.
14 Pieśń konfederatów barskich, na: https://pl.wikisource.org/wiki/Pie%C5%9B%C5%84_Konfederat%C3%B3w_barskich_(ok._1770) (dostęp: 13.09.2023).
15 Mogilno w województwie małopolskim w gminie Korzenna, na: https://pl.wikipedia.org/wiki/Mogilno_(wojew%C3%B3dztwo_ma%C5%82opolskie) (dostęp: 13.09.2023).
16 F. Papée, Historya miasta Lwowa w zarysie, Lwów 1894, s. 153.
17 Charles François Dumouriez (1739-1823) podczas rewolucji francuskiej pełnił przez dwa dni funkcję ministra wojny w rządzie żyrondystów, następnie jako dowódca armii centralnej rozbił w bitwie pod Jemappes wojska austriackie. Po ścięciu króla dopuścił się zdrady i przeszedł na stronę Austrii. Resztę wojen napoleońskich spędził w Anglii. Zob. M. Thompson, Leaders of the French Revolution, London 1929, s. 200-216. Aleksandrer Suworow, hrabia Rymnika, książę Italii (1730-1800), osławiony dokonaniem zbrodni na mieszkańcach Pragi podczas tłumenia insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku, jego błyskotliwa kariera wojskowa trwała cztery dekady, od wojny siedmioletniej do kampanii szwajcarskiej 1799 roku. Zob. P. Longworth, The Art of Victory, London 1965; Wojtek Duch, Obrona i rzeź Pragi (1794). Awanse i medale dla Rosjan za masakrę warszawskich cywilów, na: https://historia.org.pl/2022/04/03/obrona-i-rzez-pragi-1794-awanse-i-medale-dla-rosjan-za-hekatombe-warszawskich-cywilow/ (dostęp: 13.09.2023).
18 B. Twersky, The Life and Teachings of Reb Elimelech of Lizhensk (1717-1787), na: https://www.chabad.org/library/article_cdo/aid/5197165/jewish/The-Life-and-Teachings-of-Reb-Elimelech-of-Lizhensk-1717-1787.htm (dostęp: 13.09.2023).
19 Zob. G. Dynner, Men of Silk: the Hasidic Conquest of Polish Jewish Society, Oxford 2006.
20 N.M. Gelber, History of the Jews of Lwow, tłum. M. Ecker, jewishgen.org/yizkor/Lviv/Lvi021.html (dostęp: 13.09).
21 Państwo, którego rozbioru dokonano w 1772-1773 r., nie było tylko Królestwem Polskim, lecz Rzeczpospolitą Obojga Narodów.
22 Zob. J. Lukowski, The Partitions of Poland: 1772, 1793, 1795, London 1999, rozdziały 3 i 4, s. 52 i nast.; również H.H. Kaplan, The First Partition of Poland, New York 1962.
23 Fałszywki te były znane w Polsce jako "efraimki" od nazwiska faktora dworu pruskiego Veitela Heine Ephraima (1703-1775), zob. M. Gumowski, IZAK i ICEK czyli przyczynek do polityki menniczej Fryderyka II, "Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne" 1909, nr 7, s. 118-121.
24 K.A. Roider, Austria's Eastern Question, 1700-1790, Princeton 1982, rozdział 7 "Allies? 1769-1771", s. 109.
25 O czym świadczy tajna konwencja prusko-rosyjska z 17 lipca 1772 roku (fałszywie antydatowana na 15 stycznia): pl.wikisource.org/wiki/Tajna_konwencja_rosyjsko-pruska_dotycz%C4%85ca_rozbioru_Rzeczpospolitej_(17_lutego_1772) (dostęp: 13.09).
26 Zob. S.K. Padover, Prince Kaunitz and the First Partition of Poland, "Slavonic and East European Review", t. 13 (38), 1935, s. 384-398.
27 K.A. Roider, dz. cyt., s. 120.
28 Tamże, s. 126.
29 "Elle pleurait quand elle prenait, et plus elle pleurait, plus elle prenait" - "Płakała, kiedy brała, a im więcej płakała, tym więcej brała".
30 W. Konopczyński, Fryderyk Wielki a Polska, Poznań 1947, s. 151.
31 Zob. A.S. Dubiel, Miasteczko nad Szwedką. Ze wspomnień i przekazów, Warszawa 1987; Encyclopaedia Britannica wydanie XI (1912), t. 26, s. 429.
32 G. Vernadsky, A Source Book For Russian History, Yale 1972, t. 2, s. 409-410.
33 J.H. Robinson, Readings in European History, rozdział 2, Boston 1902.
34 Traktat polsko-austriacki z 1773 roku, https://pl.wikisource.org/wiki/Traktaty_polsko-austriackie_dotycz%C4%85ce_I_rozbioru (dostęp: 13.09.2023).
35 Stan wiedzy kartograficznej na temat tej części świata został bardzo dobrze przedstawiony na pierwszej mapie Galicji wydanej przez norymberską oficynę Homanna w 1775 roku. Mimo że mapa ta dobrze odwzorowywała granice nowego królestwa, to jednak zawierała szereg oczywistych błędów, jak choćby nazwę królestwa: "LUBOMERIAE ET GALLICIAE REGNUM". Obszar Galicji podzielony został na trzy części: "XIESTWO OSWIEMCIMSKIE", "POLONIA MINOR", oraz "RUSSIA RUBRA", która rozciągała się od Rzeszowa i Krosna aż po Zbrucz. Główne miasto oznaczono jako "Lwow-Leopol-Lemberg", "Czernaucy" poprawnie umieszczono w części określonej jako "MOLDOVIAE PARS", ponieważ w czasie powstawania tej mapy Bukowina nie była jeszcze zaanektowana przez Austrię.