Recenzje powieści "Gabriela":
Niesamowicie zaskoczyła mnie ta książka. Zaczynając ją czytać myślałam, że przeczytam na raz kilka stron, ale przygody Rafała i Gabrieli tak mnie wciągnęły, że nie mogłam się oderwać i dosłownie pochłonęłam całą na raz. Bardzo romantyczna i emocjonująca książka. Polecam.
Paula Ciulak @paulaczyta
Przed Wami historia pełna ciepła i miłości. Historia o tym, jak nierówna bywa walka serca z rozumem. Powieść Weroniki Karczewskiej - Kosmatki wywoła zarówno uśmiech na twarzy, jak i łzy wzruszenia. Bohaterowie zaserwują prawdziwy emocjonalny rollercoaster. A Gabrysia to urocza dziewczyna, którą pokochacie!
Gabriela Bejma @blondeside
Historia jak z bajki, którą chce się przeżyć samemu. Obok "Gabrieli" nie da się przejść obojętnie. To ta z książek, która na kilka godzin pochłonie nas i nie będziemy wstanie się ruszyć z miejsca. Ta opowieść to połączenie prostoty z władczością, naturalności z nieugiętością, mieszanina dwóch kompletnie różnych światów, literackie yin i yang. Tu miłość rodzi się od początku i powolutku kiełkuje, dając później wspaniałe plony. Jest to z pewnością książka z którą nie łatwo będzie się wam rozstać, a gdy skończycie będziecie prosić o więcej.
Asia i Sandra Pietreckie @sisters_as_books
Historia Gabrysi i Rafała urzekła mnie od pierwszej strony, zapewniła sporo emocji, nieraz wzruszyła ale nie zabrakło również uśmiechu. Była to otulająca ciepłem, interesująca opowieść, w której dwoje doświadczonych życiowo bohaterów poszukuje swojego szczęścia na ziemi.
W książce nie brakuje intrygującej, wciągającej dobrze skonstruowanej fabuły, jednak szczególnie przypadła mi do gustu kreacja bohaterów.
Aneta Puciłowska @nocne_spotkania_z_ksiazka
Weronika Karczewska-Kosmatka stworzyła cudowną historię, którą jak zaczniesz czytać, nie będziesz w stanie przestać. Historia o Gabrieli i Rafale - dwóch zranionych duszach, które przez przypadek znalazły wspólną drogę. Jest to książka o sile przyjaźni, bólu oraz wielkiej miłości z dozą humoru. Polecam wam z całego serduszka.
Agnieszka Wasylew
@ books_is_all
Tej książki się nie czyta! Przez nią się płynie, zanurzając się w emocjach i doświadczając tylu niezapomnianych wzruszeń i przeżyć. Przepiękna i ciekawa historia Gabrieli i Rafała pochłonęła mnie bez reszty oraz zmieniła moje nastawienie do ludzi. Zaskakująca, pełna realizmu, z niezwykle dynamiczną fabułą powieść, chwyta za serce i zmusza do przemyśleń.
Izabela Hebda @izzi.79
Rozdział 1
Gabrysia siedziała w kuchni, pochylona nad szklanką herbaty. Mimo, że jej nie osłodziła, wciąż mieszała w niej łyżeczką, która co jakiś czas uderzała o brzeg szkła. To babcia - jeszcze w czasach, gdy dziewczyna chodziła do przedszkola - wpoiła jej nawyk picia gorzkiej herbaty.
- Gabrysiu, nie słodź herbatki. Do osłody są czekoladki.
To wspomnienie na nowo obudziło w niej dawne emocje. Myślała, że da radę, ale wystarczyło wspomnienie o słodzeniu herbaty, by wrócić pamięcią do babcinego uścisku, najlepszego ciasta bezowego, pysznych i gorących kotletów, które często królowały na stole w niedzielne obiady.
Te wszystkie wydarzenia były tak odległe, a zarazem tak bliskie, że serce dziewczyny siedzącej w kuchni znów zaczęło boleśnie uderzać w niezrozumiałym, nierytmicznym stukocie.
- Babciu, gdzie jesteś? Potrzebuję cię - szepnęła w przestrzeń, jakby ktoś mógł ją usłyszeć.
Łzy nieprzerwanie płynęły z jej oczu od dwóch dni. Od dwóch, paskudnych dni, które wydawały się okrutnym snem, horrorem. Miała nadzieję, że kiedy nadejdzie poranek, wraz ze słońcem, wstanie również jej babcia; że to wszystko okaże się tylko koszmarem.
Przecież babcia nie chorowała. Nawet nie miała problemów z cukrzycą ani nadwagą - powtarzała w myślach.
Próbowała przeszukać własny umysł, by sprawdzić czy czegoś nie pominęła. Czy czasem nie przeoczyła jakichś symptomów. Jednak nic nie przykuło jej uwagi. Nic nie wskazywało na to, że jej ukochana babcia dostanie gwałtownego i rozległego zawału.
Tamten dzień był jednym z najbardziej deszczowych dni, jakie dziewczyna zapamiętała. W pracy również nie było za wesoło. Pomyliła kilka zamówień w restauracji, a kiedy weszła do domu, chciała się wyżalić babci, lecz.... jej babcia leżała w salonie na podłodze. To była jej ulubiona pora dnia. W telewizji leciał jej ukochany program - Familiada.
Gabi, gdy tylko zobaczyła leżącą na dywanie babcię, szybko ruszyła do akcji. Ostrożnie położyła staruszkę na plecach, sprawdziła tętno, oddech, szybko wybrała numer alarmowy, włączyła tryb głośnomówiący i robiła wszystko, co nakazał jej dyspozytor, jednak... nie udało się. Było za późno.
Babcia Jadzia była zawsze wesoła, gadatliwa, życzliwa i skromna. A kiedy żył dziadek Franek, to chętnie wychodziła z nim na tańce, do kina albo do teatru. Wspólnie robili nalewki, które cudownie pachniały. Po jego śmierci, pięć lat temu, babcia trochę posmutniała. Nie chodziła już na dancingi do klubu seniora, ale wciąż chętnie wychodziła z przyjaciółkami do kina czy teatru. Bardzo kochała Gabrysię, troszczyła się o nią. Była całym jej światem.
A dziś...
Dzisiaj Gabriela Jabłonowska została sama w trzypokojowym mieszkanku na trzecim piętrze bloku na warszawskim Żoliborzu.
- Gabrysiu?
Do mieszkania weszła Blanka Aleksandrowicz, potrząsając swoimi czarnymi, sięgającymi ramion włosami. Jej najlepsza i jedyna przyjaciółka, z którą znała się od gimnazjum. Całe szczęście, że Blanka darzyła ją siostrzaną miłością. Gdyby nie ona, dziewczyna zostałaby całkowicie sama. Matka zmarła przy porodzie lub zaraz po. Gabrysia sama nie wiedziała. Ojca nie znała. Nie znała nawet jego imienia. Nie wiedziała, czy kochał jej matkę, czy był przypadkową chwilą w jej życiu.
Gdyby nie dziadkowie, Gabrysia musiałaby wychowywać się w domu dziecka.
- Powinnaś coś zjeść kochana - podeszła do niej przyjaciółka, próbując ją przytulić.
- Nie chcę - wyszeptała, delikatnie się odsuwając.
- Wiem, kochana, ale musisz. Zaraz ci coś przygotuję - zaczęła wyciągać zakupy z siatki i układać je w lodówce.
Z tego co kupiła, wyszły całkiem smaczne i pożywne kanapki, które podsunęła Gabrysi pod nos wraz ze świeżą, ciepłą herbatą z odrobiną miodu.
Dopiero teraz przyjrzała się dziewczynie: zapuchnięte, czerwone oczy; blada, niemal trupia twarz, która po prostu przerażała. Jej niesforne do tej pory loki, teraz przypominały wielkiego kołtuna, którego ciężko będzie rozplątać. Gabrysia miała na sobie luźne spodnie dresowe oraz koszulkę, która spadała z jej szczupłych ramion. Zawsze była szczuplutką dziewczyną, z niewielkim biustem, z burzą czekoladowych loków i z piwnymi, dzikimi oczami, które łaknęły wiecznej przygody. Ale dziś? Dzisiaj wyglądała tak, jakby dawna Gabrysia zniknęła i nieprędko miała wrócić. Blanka nie potrafiła znaleźć słów, które mogłyby uśmierzyć ból przyjaciółki. Dobrze wiedziała, że Gabrysia musi uporać się z tym sama. Jak na razie mogła jedynie pilnować, by nie zagłodziła się na śmierć, chodziła w czystych ubraniach i żyła. Może nie tak wesoło jak do tej pory, ale cóż... Czas leczy rany.
- Masz już przygotowane ubrania na jutro? - zapytała Blanka.
- Mam. Muszę je wyprasować - odpowiedziała Gabrysia obojętnym głosem.
- Zajmę się tym, a ty zjedz kanapki.
Blanka szybko przytuliła przyjaciółkę i ruszyła do pokoju, by od razu zabrać się za prasowanie ubrań Gabrysi.
***
Pogrzebem i wszystkimi potrzebnymi formalnościami zajęła się Blanka, za co Gabrysia była jej dozgonnie wdzięczna. Nie umiała się uporać ze stratą, a co dopiero zajmować się czymś tak trudnym jak organizacja pogrzebu.
Na mszy Gabriela siedziała w pierwszej ławce, ubrana w czarną sukienkę z długim rękawem. Dobrze pamiętała, jak babcia pomagała jej ją wybrać jeszcze kilka miesięcy temu mówiąc, że ślicznie jej w dopasowanym fasonie. Mówiła, że ma piękną, młodą wnusię.
Do tego Gabi miała czarny płaszczyk i płaskie botki w tym samym kolorze. Wiedziała, że ten kolor przez długi czas będzie gościł w jej życiu.
Po mszy przyjmowała kondolencje, ale nawet nie uśmiechała się do podchodzących do niej ludzi, a było ich wielu. Babcię Jadzię uwielbiali sąsiedzi, dzieci, które uczyła gry na pianinie i dawni uczniowie. Przyszło również wielu nauczycieli, którzy znali ją z czasów, kiedy jeszcze uczyła w szkole polskiego i muzyki. Była wspaniałą kobietą.
Po uroczystości pogrzebowej Gabrysia długo siedziała na cmentarzu, wpatrując się w wielki stos kwiatów, pod którym spoczywała w trumnie jej najcudowniejsza na świecie babcia.
Nie wiedziała, ile czasu spędziła na drewnianej ławce. Dopiero kiedy zrobiło się chłodno i zaczęła trząść się z zimna, poczuła ciepło na swoich ramionach. To Blanka przyniosła jej koc, usiadła obok i mocno się do niej przytuliła, jakby potrzebowała tego bardziej niż jej przyjaciółka.
Gabrysia obiecała sobie, że nie będzie płakać przy ludziach, ale gdy tylko poczuła znajomy zapach perfum przyjaciółki, rozpłakała się jak mała dziewczynka. Bliskości i ciepła drugiej osoby potrzebowała teraz jak plastra na ranę.
- Chodź, pojedziesz z nami. - Blanka pomogła jej wstać z ławki i zaprowadziła Gabrysię do samochodu, gdzie czekali już państwo Aleksandrowicz.
- Do nas? - Pan Roman spojrzał pytająco na córkę.
- Nie... - szepnęła Gabrysia - Znaczy się... Dziękuję państwu i tobie Blanka za wszystko, ale chciałabym się położyć.
Cała trójka skinęła głowami. Odwieźli dziewczynę pod jej blok. Blanka odprowadziła ją do pokoju, zrobiła jej ciepłą herbatę, ucałowała w policzek i wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi na klucz.
Gdy tylko Gabrysia usłyszała zgrzyt przekręcanego klucza w zamku, poczuła się okropnie samotna. Sama w czterech ścianach swojego pokoju. I mimo, że chciała być sama, to jednocześnie czuła, że potrzebuje się w kogoś wtulić.
Ot, taka kobieca logika - pozbyć się przyjaciółki, by po chwili czuć pustkę w sercu.
Z tym tylko, że ona wcale nie chciała współczującego spojrzenia Blanki ani jej rodziców. Nie chciała także jej ciągłego dopytywania: Jak się czujesz? Zjesz coś? Chcesz iść na spacer? Nie chciała. Bardziej jej zależało na tym by zniknąć.
Wślizgnęła się więc do swojego łóżka i przykryła szczelnie kołdrą, zupełnie nie przejmując się, że ma na sobie czarną sukienkę. Zamrugała kilkakrotnie zaczerwienionymi od łez powiekami, a chwilę później ogarnęła ją błoga cisza i ciemność. I to było bardzo przyjemne.
Rozdział 6
- Rafał, przecież te obrączki są takie same! - Gabriela powiedziała głośniej niż zwykle, gdy sprzedawca pokazywał jej trzy pudełka z obrączkami, które wcześniej wybrał jej narzeczony.
- Wcale nie - skomentował Rafał.
- Te są gładkie. - Sprzedawca wskazał na pierwsze pudełeczko. - Te natomiast mają delikatny paseczek pośrodku, natomiast trzecie...
- Dla przeciętnego klienta wyglądają tak samo. Tylko ekspert będzie wiedział, że jedne mają paseczek, a drugie nie. Zresztą, czemu one są takie grube? Zajmują połowę mojego palca. - Gabrysia marudziła wskazując na obrączkę, którą właśnie przymierzała.
- Nie podobają ci się?
- Mamy wiele modeli. Myślę, że jestem wstanie znaleźć dla pani wymarzoną obrączkę. - Zaczął podlizywać się młody sprzedawca, czym wyraźnie wkurzył Rafała. - Rozumiem, że chciałaby pani cieńszy model. Jeszcze jakieś wymagania?
- Jeśli chcesz możemy iść gdzie indziej. - Rafał szepnął Gabrysi na ucho, ta jednak zupełnie zlekceważyła uwagę przyszłego męża i zaczęła przeglądać proponowane przez chłopaka świecidełka.
- Ta mi się podoba oraz ta - wskazała palcem, a sprzedawca szybko wyjął oba pierścionki, mówiąc o ich zaletach, jakby to była panna na wydaniu. - Tobie która przypadła do gustu?
Rafał spojrzał na złote kółeczka, które wybrała przyszła żona. Nie były w jego stylu, ale chciał mieć to z głowy, więc wskazał na drugie pudełko. Sprzedawca dobrał odpowiednie rozmiary i zapakował pierścionki w pudełko w kształcie serca.
- Pani zaręczynowy pierścionek również jest już gotowy. - Sprzedawca podał Gabrysi biżuterię i z wyraźnym zadowoleniem wsunął pierścionek dziewczynie na palec, upewniając się, że idealnie pasuje.
- Dziękuję i do widzenia. - Gabrysia pomachała miłemu sprzedawcy na do widzenia, co zauważył Rafał.
- Musiałaś się do niego tak wdzięczyć? - spytał zaraz po wyjściu ze sklepu.
- Co? Rafał, przesadzasz. Po prostu byłam miła - odpowiedziała mocno zdziwiona.
- Dobra, nieważne. Pokażę ci tylko jeszcze dom, a potem odwiozę z powrotem.
Wszystkie formalności zdążyli pozałatwiać wcześniej. Ustalili termin ślubu, a nawet byli u notariusza, by sporządzić intercyzę. Gabrysia nie znała się na tych prawniczych dokumentach i po prostu potakiwała głową przy każdym pytaniu mężczyzny. Chciała mieć za sobą te wszystkie nudne formalności.
- Jeśli nie chcesz, to nie musisz mi go dzisiaj pokazywać. Mogę zobaczyć twoje włości innym razem - oburzyła się.
- Gabrielo, specjalnie przełożyłem wszystkie spotkania na jutro, więc nie marudź. Wsiadaj do auta i rozkoszuj się przyjemnością z jazdy. - Nic nie odpowiedziała, po prostu wsiadła z lekko naburmuszoną miną jako pasażer. Zapięła pasy i przez całą drogę, wkurzona, wpatrzona przed siebie, siedziała z założonymi rękoma na piersiach. Przedzierali się przez centrum Warszawy, stając co chwilę w korku. Rafał był bardzo opanowany za kierownicą. Gabrysia w podobnych sytuacjach waliłaby w klakson, próbując w ten sposób pospieszyć kierowców.
Światło czerwone, zielone. Jechali w tempie żółwia, a cisza panująca w aucie zaczęła mocno doskwierać dziewczynie. We własnym aucie puszczała muzykę na ful i cieszyła się z jazdy, natomiast Rafał siedział za kierownicą niczym posąg, w ogóle niewzruszony sytuacją na drodze, pogrążony w ciszy. I gdyby nie ryk silnika i zmienianie biegów z jedynki na dwójkę i z dwójki na jedynkę, mogłaby pomyśleć, że po prostu zasnął z nudów.
Przez miasto jechali prawie godzinę. Gdy znaleźli się na obrzeżach, Gabrysia zaczęła zastanawiać się, gdzie ona właściwie jest. Po chwili skręcili w leśną dróżkę, która według niej prowadziła donikąd.
Gdy chciała już zapytać: Gdzie my do cholery jesteśmy?!, samochód gwałtownie się zatrzymał przed posesją.
- To jest twój dom? - spytała, przecierając oczy z wrażenia.
- Tak - odpowiedział oschle.
- To nie dom! To jakiś zamek! - Krzyczała, wychodząc z auta. - Skoro tak wygląda z zewnątrz, to boję się co masz w środku. Klamki ze złota? Blaty z marmurów?
Rafał nie odpowiedział, tylko przeszedł wąską dróżką do drzwi, przekręcił klucz i zaprosił ją do środka.
Gabrysia oniemiała z zachwytu widząc wnętrze. Wchodziła powoli, bojąc się, że za chwilę może paść z wrażenia na podłogę.
Po środku wielkiego, obłożonego błyszczącymi, białymi płytkami przedpokoju znajdowały się drewniane schody. Widok jak w domach z Hollywood. Wszędzie dominowała biel, sprawiając, że pomieszczenia wyglądały na jasne i bardzo czyste.
- Tutaj jest pralnia. - Rafał pociągnął dziewczynę pokazując kolejno wszystkie pomieszczenia znajdujące się na dole. - Pokój gościnny, ale najczęściej pełni rolę mojego gabinetu. - Gabi rozejrzała się po niewielkim pomieszczeniu, w którym znajdowało się pojedyncze łóżko, duże mahoniowe biurko oraz regał, w tym samym kolorze, wypełniony literaturą prawniczą. Ciężkie, szare zasłony sprawiały, że w pokoju było bardzo ciemno, można by rzec - mrocznie.
- Chodź, pokażę ci resztę - niemal wypchnął ją z pomieszczenia, zamykając drzwi za sobą. - Kuchnia, salon, drugi pokój gościnny. Z tym, że ten ma własną łazienkę.
- A gdzie ja miałabym spać? Mieszkać? - Weszła mu w słowo patrząc uważnie na niego. - Albo może nie powinnam? Rafał, ty strasznie daleko mieszkasz od miasta. Codzienny dojazd do pracy zajmie mi z godzinę, jeśli nie trafię na korki. Zresztą po co ten kłopot...
- Twoja sypialnia będzie na górze. Chodź, pokażę ci. -Wskazał na schody, ale dziewczyna nie ruszyła się nawet o milimetr. - No chodź!
- Rafał! Mówiłam coś do ciebie - założyła sobie ręce na biodrach, próbując wzbudzić w nim zainteresowanie. - Chciałabym porozmawiać.
- Słucham więc.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? Zamieszkam tu... - rozłożyła ramiona wskazując na całe to luksusowe pomieszczenie - i co dalej? Czy ty w ogóle mnie lubisz? Będziemy spędzać ze sobą wiele czasu, jeśli tutaj zamieszkam. Może lepiej by było, jeśli po prostu razem będziemy się pojawiać w miejscach publicznych, na imprezach rodzinnych, czy kolacjach służbowych. Przecież nie musisz mnie znosić przez cały rok albo i dłużej.
- A jak ty to sobie wyobrażasz? W weekend wpadną rodzice i zapytają mnie, gdzie jest moja żona, a ja im odpowiem, że mieszka u siebie?
- No to... - Chwilę się zamyśliła. - Mogę nocować tutaj weekendami.
- Nie! - warknął, podchodząc do niej bliżej. - Zgodziłaś się na kontrakt i panujące w nim warunki. Jednym z nich była przeprowadzka tutaj. Zaraz po ślubie, spakujesz swoje rzeczy i zamieszkasz ze mną. Zrozumiałaś?!
- Wydawało mi się, że dla kobiet jesteś bardziej miły. - Tym razem to ona podeszła bliżej, jeżąc się jak kogut gotowy do skoku.
- Ja się pytałem, czy zrozumiałaś?!
- Zrozumiałam - dodała, mierząc się z nim wzrokiem.
- Świetnie - poprawił swoją marynarkę. - Odwiozę cię.
Odszedł jakby przed chwilą nie stoczyli ze sobą pierwszej, narzeczeńskiej kłótni. Jakby nic się nie stało.
- Blanka, w coś ty mnie wpakowała? - powiedziała do siebie tak cicho, jak to było możliwe i grzecznie pomaszerowała do auta.
Rozdział 9
- Tak się cieszę, że przyjechaliście. - Pani Wanda od progu witała się z radością z narzeczonymi. - Wchodźcie, wszystko jest już gotowe.
- Dzień dobry - powiedziała Gabrysia widząc pana Romana na horyzoncie, który uśmiechnął się zapraszająco do młodych.
- Cześć, Gabryśka. - Do salonu wpadła Blanka, która od razu rzuciła się dawno niewidzianej przyjaciółce w objęcia. - Ślicznie wyglądasz. Nowa sukienka?
Gabrysia spojrzała na swoją sukienkę w biało-czarne pasy, którą kupiła kilka dni wcześniej, specjalnie z myślą o tym obiedzie. Chociaż planowała założyć czarną spódnicę widząc tę kreację na wystawie sklepowej, po prostu poczuła, że musi ją mieć. Od śmierci babci minęły już dwa miesiące i choć nadal czuła smutek po stracie ukochanej osoby, chciała powoli zacząć wracać do normalnego życia. I miała nadzieję, że w tej sukience spodoba się Rafałowi. Ten jednak nawet jej nie skomplementował, gdy pojawił się o umówionej godzinie w mieszkaniu dziewczyny.
- Tak, nowa - odpowiedziała przyjaciółce.
- Cudownie razem wyglądacie - skomentowała pani Wanda, nie mogąc oderwać od nich oczu.
Była szczęśliwa, że syn się żeni, że jej synową zostanie nie kto inny jak Gabrysia. Od zawsze lubiła tę dziewczynę i uważała, że pasuje do jej syna idealnie.
- Jednak muszę spytać... - Zaczęła kobieta. - Ten wasz ślub... To dość nagła decyzja. Musicie go brać czy bardzo chcecie?
Gabrysia akurat popijała wodę i zbyt łapczywie wzięła łyk, krztusząc się przy tym. Blanka zareagowała od razu, lekko poklepując przyjaciółkę po plecach.
- Mamo, nie wystarczy ci, że się kochają. Są w sobie zakochani jak dwa gruchające gołąbki. Powinnaś im kibicować.
- Och, Blanka jak będziesz miała własne dzieci...
- Wiem, wiem. A może napijemy się kawy? Porozmawiamy o weselu, dekoracjach i takich tam? - Blanka szybko zmieniła temat.
- Bardzo chętnie. - Wanda od razu się ożywiła.
- Zrobię dla was kawę i wezmę Rafała do ogrodu. Potrzebuję jego pomocy - dodał Roman, oddalając się do kuchni.
- Ale wiesz, że twój syn jest marnym ogrodnikiem? - powiedziała Blanka, ciągnąc przyjaciółkę do salonu.
Kobiety rozsiadły się na sofie, a kiedy została podana kawa wraz z pysznym, domowym ciastem, zajęły się sobą, wesoło rozmawiając o nadchodzącej uroczystości, wcale nie zauważając, że Rafał i pan Roman szybko wymknęli się z domu.