Ada
2019
Wydawać by się mogło, że jechała tą trasą wiele razy, że zna na wyrywki każdy odcinek ponad stukilometrowej drogi, pamięta każdą dziurę w jezdni i plamę na obiciu fotela w wysłużonym busie. Ale to nieprawda. Wyjechała na studia do Wrocławia kilka lat temu i od tej pory nie wracała do rodzinnej wsi - aż do teraz. Nie miała samochodu, w mieście nie był jej potrzebny. Wskakiwała na hulajnogę elektryczną lub rower i po chwili była w pracy lub na uczelni.
Siedziała w ostatnim rzędzie busa, który kursował z Wrocławia do Opola kilka razy dziennie. W Opolu należało przesiąść się do kolejnego, a resztę drogi pokonać pieszo. Pochodziła z niewielkiej wsi tuż nad Jeziorem Turawskim, która liczyła kilkuset mieszkańców. Ada była pewna, że gdyby nie jezioro i możliwości, jakie dawało, większość z nich już dawno by się stamtąd wyniosła.
W busie zalatywało stęchlizną. Obicia foteli były sztywne, kleiły się do ubrań, mimo że pojazd wydawał się czysty. Panel klimatyzacji nad głową nie działał, robił za to tyle hałasu, że Ada go wyłączyła. Wsunęła do uszu słuchawki bezprzewodowe i puściła playlistę w serwisie Spotify, wpatrując się w szybę i morze reklam rozlane wzdłuż drogi.
Oparła głowę na zagłówku fotela i zmrużyła oczy. Zastanawiała się, czy dobrze robi, wracając do domu i wspomnień, które dawno pogrzebała w pamięci.
Wciąż miała przed oczami rysunek znaleziony w drzwiach mieszkania.
Wysiadła na przystanku, poprawiła torbę i przewiązała koszulę wokół bioder. Słońce rozpychało się między postrzępionymi chmurami, łaskotało skórę twarzy i rąk, niosąc przyjemne uczucie ciepła. W liceum Ada nienawidziła tego miejsca, nie widziała tu dla siebie perspektyw i jak wielu jej rówieśników wyjechała stąd przy pierwszej nadarzającej się okazji. Potrzebowała głębszego oddechu, przestrzeni, nie chciała żyć od wakacji do wakacji i usługiwać letnikom. Marzyła, by stąd uciec.
Nie zastała mamy w domu. Furtka była otwarta, ale nikt nie otwierał drzwi.
Rozejrzała się po stojącej przy drodze, zaniedbanej posesji. Zastanawiała się, czy nie pójść do sąsiadów, zapytać ich, czy wiedzą, gdzie się podziewa Iwona. Uznała jednak, że jej powrót stanie się okazją do mnożenia domysłów i pytań. Nie zamierzała znów stać się głównym tematem plotek.
Zerknęła na zegarek i zmieniła plany. Wiedziała, gdzie może spotkać matkę o tej porze.
Usiadła w ostatniej ławie. W kościele niewiele się zmieniło, mimo że nie była w nim od czasów szkoły średniej. Znów czuła zapachy kadzidła i zbutwiałego drewna, które mieszały się z osiadającym jej w nozdrzach kurzem. Kątem oka widziała, że w pierwszej ławce, obok schodów prowadzących do ołtarza, klęczy zgarbiona kobieta. W świątyni panował półmrok, wiszące pod skośnym sufitem lampy były zgaszone.
Ada nie musiała podchodzić bliżej, by wiedzieć, że tamtą kobietą jest jej matka. Wiele razy znajdowała ją w tym miejscu. Po zaginięciu Igora i śmierci męża Iwona Rezler dzieliła czas między dom i kościół, jakby życie ograniczało się wyłącznie do tych dwóch miejsc, przenikało ich mury i zastygało w środku.
Wewnątrz Ada poczuła przyjemny chłód. Nie spodziewała się wiele po spotkaniu z matką. Odkąd opuściła dom, rozmawiały wyłącznie przez telefon; zwykle były to kilkuminutowe wywody, zimne i wymuszone.
Obie zdawały sobie sprawę, że oddaliły się od siebie, i stało się to, zanim Ada wyniosła się z domu. To przyspieszyło decyzję o wyjeździe. O ucieczce od wspomnień.
Dziwiła się matce, że wciąż wierzy w Boga po tym, co przeżyła. Dramatyczne doświadczenia umocniły w niej wiarę, którą wyniosła z domu. Kościół stał się ostatnią ostoją, spędzała tu długie godziny na modlitwie. Ada dawno przestała się łudzić, że po drugiej stronie znajdzie coś, za czym warto tęsknić.
Iwona Rezler nie chciała żyć tu i teraz, czekała na moment, w którym będzie mogła spotkać się z bliskimi. Ada wyrzucała jej, że zepchnęła ją na dalszy plan. Czuła, że stanowi dla matki bolesne przypomnienie, że życie biegnie dalej, bez względu na to, ile wycierpieliśmy. Obie zapłaciły za to wysoką cenę.
Usłyszała dźwięk skrzypiącego drewna i zobaczyła, że matka idzie w kierunku wyjścia, skulona, przybita i nieobecna. Przeszła obok córki ze wzrokiem wbitym w pustkę. Nie dostrzegała nikogo ani niczego, zmierzała jak po sznurku w otchłań przeszłości. Ada zdążyła chwycić ją za rękę.
- Cześć, mamo.
Iwona zmierzyła ją otępiałym wzrokiem. Jej oblicze przypominało stężałą masę, trudno było odczytać z niego emocje. Wpatrywała się w twarz córki, jakby chciała przeszyć ją na wylot i znaleźć w niej coś, za czym wciąż tęskniła.
Wyrwać jej to z trzewi.
- Przyjechałam z tobą porozmawiać - ciągnęła Ada, wychodząc za kobietą na plac przed kościołem. Dopiero teraz, w świetle dnia, zauważyła, jak bardzo matka się postarzała. Jej skórę znaczyły zmarszczki. Spięte w kok włosy były przerzedzone i widać w nich było grube pasma siwizny. - Wszystko w porządku, mamo?
- Tak - odparła kobieta. Chłodno, oschle, jakby nie zamierzała o tym mówić. - Chodźmy do domu. To nie jest miejsce na taką rozmowę - skarciła Adę.
Całą prawie kilometrową drogę milczały, żadna z nich nie miała odwagi, by pierwsza wyłożyć karty na stół. Czas nie zagoił ran. Postrzępił ledwie ich brzegi.
Ogród przed domem był zapuszczony. Ada pamiętała, że gdy była dzieckiem, matka poświęcała mu każdą wolną chwilę. Za domem rosły truskawki, wokół siatki posadziła krzewy porzeczek i uprawiała warzywa. W niewielkiej szklarni, która przypominała teraz potargane na strzępy straszydło, pięły się wiązki pomidorów. Ogród obecnie zarastały chwasty, ale mamie to nie przeszkadzało. W oknie wisiały pożółkłe firanki, smugi na szybach przypominały stępione kły.
Usiadły w kuchni. W pomieszczeniu wciąż stał ten sam stół, przykryty ceratą w kratę, i meble, które tata zdążył złożyć przed śmiercią. Wysłużona kuchenka miała dwa urwane pokrętła. Ze zlewu zalatywało resztkami jedzenia, które zatykało rury. Ada miała wrażenie, że dom skurczył się, odkąd była tu ostatnio, jakby wypiła magiczny eliksir i trafiła do domku z Alicji w Krainie Czarów. Wyjeżdżając ze wsi, zastanawiała się, czy dobrze robi, ale siedząc tu teraz, wiedziała już, że to była właściwa decyzja. Nie należała do tego miejsca. Czuła się w nim jak intruz, nieproszony gość, który wchodzi z butami i burzy spokój mieszkańców.
Nawet wówczas, kiedy ci mieszkańcy istnieją wyłącznie w wyobraźni jej matki.
- Co cię sprowadza, dziecko? - usłyszała jej zachrypnięty głos. Domyślała się, że Iwona wciąż chętnie sięga po alkohol; śledziła, jak drżą jej ręce, zauważyła czerwoną skórę wokół nosa. Uciekała wzrokiem, jakby wstydziła się swoich spostrzeżeń.
Ada nie łudziła się ani przez sekundę, że matka uwierzy w to, że przyjechała do domu bez powodu. Oddaliły się od siebie. Córka czuła się winna tego, co stało się lata temu w lesie, a Iwona nigdy nie pozwoliła jej pomyśleć, że jest w błędzie.
- Nie wiem - odparła bezradnie; tylko to przychodziło jej do głowy. Po przekroczeniu progu poczuła, że cała podróż jest pozbawiona sensu. Ale skoro zrobiła pierwszy krok, musiała iść za ciosem. - Chcę cię o coś zapytać. Nie daje mi to spokoju.
- Zjesz coś? Mam trochę fasolki w słoiku, odgrzeję ci - zadeklarowała kobieta. Nie patrzyła na córkę. Stała przy zlewie i nalewała wodę do czajnika. - Gdybym wiedziała, że przyjedziesz, ugotowałabym coś lepszego.
Ada zdawała sobie sprawę, że to unik, a matka brnie w kłamstwo i ucieka przed konfrontacją. Tak wyglądała jej sprawdzona strategia. Ada uczyła się ją rozpoznawać całe życie.
- Nie trzeba, nie jestem głodna. Martwię się o ciebie, nie wyglądasz najlepiej.
- Nie masz powodów, żeby się o mnie niepokoić - odparła stanowczo kobieta.
- Mam, wciąż jestem twoją córką.
Bez względu na to, jak bardzo chciałabyś to zmienić, dopowiedziała w myślach Ada.
Spojrzenie, którym uraczyła ją matka, było mieszanką wściekłości i bezradności. Kobieta zacisnęła szczęki i starając się zachować spokój, wycedziła przez zęby:
- A ja twoją matką. I nie podoba mi się to, co robisz ze swoim życiem. - Wycelowała w nią palec. Pierwszy raz, odkąd znalazły się w domu, powodowana złością, patrzyła córce w oczy. - Spójrz tylko na siebie. Jesteś kobietą, a ubierasz się jak... - długo szukała odpowiedniego słowa, wskazując na czarne, dziurawe jeansy, trampki i flanelową koszulę zawiązaną wokół bioder Ady - ...brudas. Do tego ten kolczyk w nosie i napisy wokół nadgarstków. Pogubiłaś się, moje dziecko.
Ada powstrzymała się od pójścia na wymianę razów. Wiedziała, że jeśli da się sprowokować, wróci do siebie z niczym. Przemilczała tę uwagę.
- Masz jeszcze te pudła, do których chowałam swoje rzeczy, rysunki i zabawki z dzieciństwa? - zmieniła wątek, próbując trzymać emocje na wodzy.
Dawno pogodziła się z tym, że dla matki liczył się tylko Igor, który zaginął przez nią. Nigdy nie powiedziała jej tego prosto w twarz, jednak Ada potrafiła wyczytać to z jej łez, oziębłości i apatii, która na lata pozbawiła mamę ochoty do życia.
Ada nie pamiętała szczegółów związanych z zaginięciem brata, ani tym bardziej emocji, które towarzyszyły jej bliskim. Cień Igora przez całe dzieciństwo unosił się jednak nad domem, wił przytulne gniazdo w jego zimnych murach. Niemal czuła jego fizyczną obecność. To wszystko spowodowało, że nie chciała wracać do miejsca, które kojarzyło jej się z winą i osamotnieniem.
Nagła zmiana frontu zaskoczyła matkę. Spodziewała się konfrontacji.
- Nie wiem, wszystko jest na górze - zdołała wydusić.
Ada widziała, że w pierwszym odruchu zamierzała spytać, po co jej te graty, ale w porę ugryzła się w język. Gdy zniknęła na schodach prowadzących na poddasze, usłyszała, jak matka sięga po kieliszek i nalewa do niego wina.
A jednak coś się zmieniło, pomyślała dziewczyna. Wcześniej rzadko z niego korzystała, racząc się tańszymi trunkami, które akurat miała pod ręką.
Na górze znajdowało się użytkowe poddasze, ojciec miał je wykończyć i stworzyć tam pokoje dla dzieci. Po zaginięciu Igora ambitne plany przykryła gruba warstwa kurzu i pajęczyn. Ada mieszkała kilkanaście lat w tym surowym wnętrzu, reszta pokoi wciąż przypominała plac budowy, przechowywali tam rupiecie i nie wchodzili do środka.
Przeciskała się teraz między starymi meblami, słyszała skrzypienie zbutwiałych desek. Nikt nie zaglądał na górę od lat. Oprócz niekompletnych mebli i zużytych sprzętów znajdowały się tu kartonowe pudła, narzędzia i puszki z zaschniętą farbą. Matka niczego nie wyrzucała, jakby wymazała to miejsce z pamięci.
Zbierała tu wszystko, co przestało jej służyć, bała się przerwać wątłą nić łączącą ją ze światem, który dawno przeminął. Ada miała wrażenie, że sama także przestała do niego pasować, o ile kiedykolwiek była jego istotną częścią.
Rozglądała się wokół, szukając pudeł oklejonych wycinkami z gazet. Trzymała w nich pamiątki z dzieciństwa, a kiedy wyjechała na studia, zostawiła te kartony na górze. Stały w rogu jednego z pomieszczeń i wyglądały na nienaruszone. Obok nich zobaczyła piętrzący się stos podręczników.
Odsunęła książki na bok i wyciągnęła zawartość na podłogę. Najpierw zabawki, kilka opakowań po puzzlach i klocki Lego. Odnalazła swój pamiętnik z podstawówki, kolorowe karteczki, którymi wymieniała się z koleżankami, i pocztówki, które przez lata zbierała. Teczka z rysunkami z przedszkola leżała na spodzie, przykryta pracami z podstawówki i dyplomami z zawodów.
Pamiętała rysunek, który znalazła na progu mieszkania. W przedszkolu wracała do trudnych przeżyć, podświadomie, jak twierdził psycholog, do którego uczęszczała po zniknięciu brata. Narysowała go w poczekalni, słysząc płacz mamy za drzwiami gabinetu. Iwona potrzebowała wsparcia dużo bardziej niż ona, choć przez całe życie wstydziła się do tego przyznać. Najbardziej przed samą sobą.
Oprócz naiwnych dziecięcych prac Ada znalazła w teczce sporo rysunków, na których rozciągał się gęsty las. Zaciskał się wokół niewyraźnych, przeciągniętych kredką postaci czarną klamrą. Jego mroczne oblicze osiadło jak szadź w jej pamięci i spływało z niej lękiem.
Większość prac została wykonana podobnie. Wszędzie dominował mrok. Oglądała je, szukając tej właściwej, ale nie zdołała znaleźć jej w pudełku. To był jej rysunek, nie mogła się pomylić.
Zrezygnowana odłożyła teczkę.
W kącie pod oknem znalazła coś jeszcze. Zieloną czapkę z wyszytym szerszeniem. Sądziła, że znajdzie ją w jednym z pudeł. Ktoś grzebał w jej rzeczach - była pewna, że schowała ją na dnie. Ściskała ją teraz w rękach, usiłując zrozumieć, dlaczego pamiątka po Igorze wciąż tyle dla niej znaczy. Był taki czas, że Ada się z nią nie rozstawała.
Wzięła głęboki wdech.
Zwróciła uwagę na wypłowiałe plamy na materiale. Ślady po zaschniętej krwi.