Gabi. Możesz wszystko! - Magdalena Różczka, Marta Wysocka-Jóźwiak

-
Proszę czekać

I właśnie dlatego muszę uciec z domu - powiedziała poważnie Gabrysia, myjąc ręce w domowej łazience.

Bartek westchnął głęboko i przycupnął pod oknem na dużym parapecie. Opatulił kolana ramionami, ponieważ zawsze tak robił, kiedy dopadało go jakieś zmartwienie.

- Ale masz jakiś plan? - zapytał.

- Dokładnego jeszcze nie mam. Ale jedno jest pewne... Muszę znaleźć jakieś bezpieczne miejsce dla siebie i rodzeństwa. Jest jeszcze trochę czasu. Z tego, co wiem, to kilka miesięcy, więc zacznę się teraz rozglądać i szukać nowego domu.

- Jak ty chcesz to zrobić? - Bartek był coraz bardziej zaniepokojony.

- Zamierzam wymykać się na poszukiwania nocą, kiedy wszyscy będą spać. Pamiętasz te działki po prawej stronie od szpitala?

- No pewnie, że pamiętam.

- Na tych działkach stoją domki. Nie sądzę, żeby zimą ktoś z nich korzystał. Na pewno uda się znaleźć jeden otwarty i wtedy w nim zamieszkamy. Na początek to powinno wystarczyć. Co prawda do szkoły będzie trochę daleko, ale poradzimy sobie.

- No, nie wiem, Gabrysiu. Mnie się to nie podoba - szczerze przyznał chłopiec. - A jakiś plan B?

- Bartek! Nie ma żadnego planu B. Po prostu muszę to zrobić!

W tym momencie Wanda zapukała do łazienki, po czym zajrzała do środka.

- Wychodzicie? Pierniczki już gotowe! Wszystko w kuchni naszykowane! - zawołała zniecierpliwiona.

- Tak, tak! Już idziemy! - szybko razem wykrzyknęli i Wanda zamknęła za sobą drzwi.

- Gabi, czy ty masz zupełną pewność, że twoja mama jest w ciąży? - zapytał Bartek, wracając do ich wcześniejszej rozmowy.

- Tak. Wczoraj wieczorem przez przypadek usłyszałam rozmowę rodziców.

- Ale może nie oznacza to wcale, że musicie się wyprowadzić?

- Jeżeli ktoś nie ma swoich dzieci, to wychowuje cudze, ale jeśli teraz będą mieli swoje dziecko, to po co mieliby się zajmować jeszcze nami?

- No tak. To, co mówisz, wydaje się logiczne. - Bartek się zamyślił. - Ale może porozmawiaj jeszcze z mamą i zapytaj, czy tak musi być?

- Uwierz mi, lepiej będzie, gdy sami znikniemy. - Gabi była zupełnie pewna swojej decyzji. - Przecież jak mama będzie musiała nam to powiedzieć, to z żalu pęknie jej serce! Przecież nas kocha! Uważam, że powinniśmy jej tego oszczędzić.

- Rozumiem - z powagą przytaknął chłopiec.

- Dziś w nocy wyruszam na pierwsze poszukiwania.

- Nigdzie cię samej nie puszczę. Idę z tobą. Możesz na mnie liczyć. Poproszę rodziców, żebym mógł u was nocować, i pójdziemy razem poszukać tego bezpiecznego miejsca.

- Dobrze. Tylko pamiętaj... tajemnica?

- Tajemnica - potwierdził przyjaciel.

- To lecimy teraz na pierniczkowanie! - Gabi radośnie wytarła ręce w ręcznik.

W kuchni panował przedświąteczny gwar. Kuba z Filipem postawili na stole dwa duże pojemniki z pachnącymi piernikami, Helenka z Michałem napełniali miseczki kolorowymi posypkami, a Wanda tworzyła kolorowy lukier, dolewając soku malinowego do cukru pudru.

- Co się stało z tymi pierniczkami? - zapytał zdziwiony Filip. - Wszystkie są dziurawe!

- Tak ma być, skarbie. - Uśmiechnęła się mama, zmywając naczynia. - Przewleczemy przez te dziurki wstążki i ciasteczka zawisną na choince.

- Superpomysł! - stwierdził uradowany.

- To będzie piękna choinka! Najpiękniejsza na świecie! - dodała już mocno podekscytowana Gabrysia.

- I to by się zgadzało! - oznajmił tata, wchodząc do domu z zielonym, świątecznym drzewkiem. - Wybrałem dla nas cudną choinkę. Tradycyjnie w donicy, by później posadzić ją w naszym ogrodzie!

Trudno było stwierdzić, co sprawiało większą przyjemność: ubieranie choinki na święta czy wspólne wkopywanie jej później przy ogrodzeniu. Stało już tam dostojnie zeszłoroczne drzewko. Wszystkie dzieci wraz z Bartkiem zabrały się do pachnącej, kolorowej, lepiącej i bardzo słodkiej pracy twórczej. Pierniki zamieniały się w małe dzieła sztuki, którymi mama była zachwycona!

- A może by tak ich spróbować, tylko po okruszeczku? - zapytał Michał, który najbardziej z całej rodziny uwielbiał słodkości. - Mamo, chcesz jednego?

- Nie, dziękuję. Już i tak ostatnio trochę przytyłam.

Gabi z Bartkiem spojrzeli na siebie porozumiewawczo, lecz szybko wrócili do ozdabiania pierników, aby nikt się nie zorientował, że znają tajemnicę mamy.