- III -
Pół godziny później
Ragnar z toporem w rękach stał nad niedźwiedzicą położoną na brzuchu, na niewielkim podwyższeniu. Obok niego stanęli Halfdan i Ivar, najstarsi synowie, którzy mieli popłynąć z nim na zachód. Dookoła zgromadzeni byli poddani króla, a jedna z kobiet zaczęła śpiewać pieśń.
- Odynie, wszechojcze, obdarz nas pomyślnością podczas naszej wyprawy. Spraw, abyśmy powrócili stamtąd z łupami lub zginęli w chwale i trafili do Valhalli, aby ucztować z tobą, innymi bogami i wojami, którzy również polegli w boju. Chwała tobie! - Ragnar zaniósł prośbę do głównego z bogów, po czym uniósł ogromny topór ku górze i opuścił go, ucinając niedźwiedzicy głowę. Z jej szyi trysnęła krew i popłynęła gęstym strumieniem. Halfdan podłożył na nią wielką misę. Kiedy się napełniła, położył ją na podwyższeniu i stanął z boku, ustępując miejsca ojcu. Ragnar podszedł do misy i umoczył w niej ręce, po czym otarł nimi twarz. To samo zrobili kolejno Halfdan i Ivar, który bardzo ostrożnie sięgał do misy, aby przypadkiem nie uronić na ziemię choćby kropli krwi, czym mógłby obrazić Odyna. Po chwili cała trójka, czerwona od gęstej mazi, stała przodem do zgromadzonych na placu ludzi. W końcu Ragnar zabrał ponownie głos.
- Do łodzi! Wyruszamy na zachód! - zakrzyknął i wojownicy, którzy mieli płynąć z nim i jego synami po łupy, bez chwili wahania ruszyli w kierunku zatoki, na której czekały przygotowane do rejsu łodzie. Znalazły się w nich solone ryby, wędzone mięso i zapasy wody oraz co najważniejsze dla wikingów - broń. Pod burtami leżały miecze, topory, małe siekiery i skórzane pancerze. Co możniejszych wojów stać było na metalowe zbroje, lecz większość rezygnowała z nich na rzecz lekkich, niekrępujących ruchów. Jedynie hełmy cieszyły się uznaniem prawie każdego, a najbardziej imponujący należał do samego króla. Chroniący całą twarz, z okrągłymi wycięciami na oczy i podłużnymi na usta i nos, ozdobiony był po bokach dwoma namalowanymi, zwróconymi do przodu krukami, symbolami Odyna.
Łodzie wyglądały imponująco. Bardzo zgrabne i elegancko wykończone, zwieńczone na przodzie głowami smoków. Burty obwieszone były drewnianymi, niebieskimi tarczami z dwoma krzyżującymi się białymi pasami. Na środku miały metalowe wykończenia zwane szczytami.
Nadszedł czas rozstań przed wypłynięciem w morze. Wszyscy wojowie żegnali się ze swoimi żonami i dziećmi oraz innymi bliskimi. Ragnar podszedł do swoich.
- Bjorn, jesteś najstarszym z pozostających. Pomóż matce podczas mojej nieobecności. Królestwo jest teraz pod waszą opieką.
- Tak, ojcze, zastąpię cię. - Młody wiking skinął głową, po czym uścisnął się z królem.
- Ubbe, Hvitserk, Sigurd, chodźcie do mnie. Dla was mam specjalne zadanie - powiedział po chwili Ragnar do swoich najmłodszych synów. Ci, podekscytowani, zbliżyli się do ojca. Byli zadowoleni, że ten ma dla nich jakieś polecenie, a oni będą mogli mu zaimponować.
- Widzicie te trzy niedźwiadki? - zapytał, wskazując im ruchem głowy przyprowadzone wcześniej, bawiące się ze sobą zwierzęta.
Synowie zaciekawieni pokiwali głowami.
- Nie będzie mnie teraz przez jakiś czas, a ktoś musi się nimi zająć i myślę, że jest to zadanie w sam raz dla was. Mam wobec tych niedźwiadków ważne plany, więc przyłóżcie się.
- Nie zawiedziemy cię, ojcze - powiedział najbardziej podekscytowany Hvitserk.
- Co jedzą niedźwiedzie? - zapytał najmłodszy Sigurd.
- Dowiedzcie się, liczę na was.
- Będziesz zadowolony, ojcze - obiecał najstarszy Ubbe.
W końcu wszyscy byli na miejscu i trzy wikińskie łodzie odbiły od brzegu. Towarzyszyło im gorące pożegnanie. Ludzie wiwatowali, żegnając wojowników wypływających w nieznane po bogactwa i sławę.
Trzy wikińskie łodzie wypłynęły z zatoki na pełne morze. Wiatr dmuchnął w żagle i niewielka flota przyśpieszyła. Wikingowie wciągnęli na pokład wiosła i płynęli ku celowi podróży.
Ragnar podszedł do Ivara, który stał przy burcie, wpatrując się w dal.
- Słyszałem, co zrobiłeś z ostatnią niewolnicą. Chciałem z tobą o tym porozmawiać, lecz wcześniej nie było kiedy - powiedział do syna. - Z każdą będziesz się tak rozprawiał?
- Mogę robić z nimi, co chcę. Ich życie nie jest nic warte. - Ivar wzruszył ramionami, okazując obojętność wobec niżej postawionych ludzi.
- Coś jest. Zawsze zamiast zabijać, możesz je sprzedać.
- Zabijam tylko te, które na to zasłużyły.
- Czyli każdą, którą zapraszasz do łoża.
- Wszystkie były sobie winne. Nie mam sobie nic do zarzucenia.
- To może powiem inaczej - odezwał się Ragnar, chcąc trafić do syna w inny sposób. - Twój problem, to nie problem, uwierz mi. To nie powód do wstydu, że nie możesz...
- Jestem prawdziwym mężczyzną i nie mam żadnego problemu! - Bezkostny wszedł ojcu w słowo. - To nie moja wina, że... - Podenerwowany wojownik zatrzymał się w pół zdania, jakby zaraz miał powiedzieć coś, czego nie chciał głośno mówić. - To nie moja wina. Jestem normalny, jak każdy, i któraś musi to udowodnić.
- Jak uważasz, synu. Mam tylko nadzieję, że w nowych stronach przeciwników będziesz zabijał równie skutecznie, co te niewolnice - zażartował Ragnar, co wywołało uśmiech na ustach jego rozmówcy.
- O to nie musisz się martwić! - odparł ucieszony Ivar. - W końcu jestem synem samego króla.
- Nie martwię się. Wiem, jak walczysz, niech dowiedzą się jeszcze o tym za morzem.
- Dowiedzą. O to możesz być spokojny.
- A co z gniewem? Nadal cię nie opuszcza?
- Jego mam pod dostatkiem. Kieruje mną podczas walki, dodaje sił. Kiedy jestem zły, nie mam sobie równych.
- Ze mną nie walczyłeś - prychnął Ragnar, prowokując Ivara.
- To wyzwanie?
- Chciałbyś walczyć z własnym ojcem, synu? Ranisz mnie - żartował dalej król, przekomarzając się z Bezkostnym. - Ale tak poważnie. Ten twój ciągły gniew...
- Co z nim?
- Gniew to twoja siła, wykorzystuj go, jak tylko możesz - powiedział poważnym tonem Ragnar, patrząc synowi prosto w oczy.
- Wykorzystuję. Chyba to widać, kiedy mnie ogarnia. Momentami czuję się jak berserk, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.
- Nie może cię ogarniać. - Król pokiwał głową, pouczając Ivara. - To ty musisz nad nim panować. Berserk rzadko kiedy jest w stanie to zrobić i - pomimo swojej siły i szybkości - często ginie w głupi sposób. Kiedy nauczysz się panować nad gniewem, dopiero wtedy będziesz zdolny do rzeczy niemożliwych, do rzeczy, o jakich niektórzy mogą tylko pomarzyć. Masz jakiś cel w życiu, prawda synu? - zapytał Ragnar, widząc, jak Bezkostny kiwa głową, zgadzając się z nim.
- Oczywiście, że mam, ojcze, i dobrze go znasz.
- Więc gwarantuję ci, że jeśli gniew stanie się twoim sprzymierzeńcem, nad którym będziesz miał pełną kontrolę, wszystko to, czego pragniesz, ziści się szybciej, niż przypuszczasz.