Fundacja - Donna Leon

Kup ebooka

34.00 zł
27.20 zł (26,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Przed wyj­ściem z pracy Bru­netti wrzu­cił "Il Gaz­zet­tino" do po­jem­nika na ma­ku­la­turę, ale i tak te­mat jed­nego ze wstęp­nia­ków to­wa­rzy­szył mu w dro­dze do domu. Gdy roz­siadł się na ka­na­pie z mo­wami Prze­ciw Wer­re­sowi Cy­ce­rona i za­war­tym w nich po­tę­pie­niem zde­pra­wo­wa­nego na­miest­nika, pod­czas lek­tury my­ślami czę­sto kie­ro­wał się ku ka­ska­dzie pie­nię­dzy uru­cho­mio­nej przez pan­de­mię, która do nie­dawna pu­sto­szyła kraj.

Na­wet śmierć po­nad stu dwu­dzie­stu pię­ciu ty­sięcy lu­dzi nie po­ło­żyła kresu chci­wo­ści - nie żeby Bru­netti cho­ciaż przez chwilę my­ślał, że tak się sta­nie - ani nie osła­biła zdol­no­ści zor­ga­ni­zo­wa­nych grup prze­stęp­czych uzy­ski­wa­nia do­stępu do prak­tycz­nie nie­strze­żo­nego ko­ryta. Forsa spa­dała z nieba i nie­skoń­cze­nie wiele firm za­żą­dało od­szko­do­wa­nia od rzą­do­wych agen­cji, któ­rych za­da­niem było oka­zać szczo­drość prze­ra­żo­nej Eu­ro­pie. Czuł za­że­no­wa­nie na wi­dok na­zwisk pew­nych lu­dzi, o któ­rych czy­tał, za­równo z agen­cji rzą­do­wych nad­zo­ru­ją­cych wy­dat­ko­wa­nie fun­du­szy, jak i z za­rzą­dów czę­ści otrzy­mu­ją­cych je firm. On i jego ko­le­dzy z Gu­ar­dia di Fi­nanza z bie­giem czasu z pew­no­ścią przyj­rzą się tym lu­dziom do­kład­niej.

Wiele firm ura­to­wano i Bru­netti wie­dział, że uczy­niono dużo do­brego i wielu za­gro­żo­nych oca­lono przed ban­kruc­twem. Był jed­nak prze­ko­nany, że spora pula tych pie­nię­dzy znik­nęła w trak­cie prze­ka­zy­wa­nia, miał też pew­ność, że wiele firm utwo­rzono w po­śpie­chu po to tylko, by splaj­to­wały i trzeba było wy­cią­gać je z kło­po­tów.

Ko­mi­sarz nie znał się zbyt do­brze na eko­no­mii, ale za­wsze był wy­czu­lony na spo­soby, ja­kie wy­naj­dy­wano, żeby kraść i oszu­ki­wać, i prze­świad­czony, że spu­sto­sze­nie w fi­nan­sach spo­wo­do­wane przez pan­de­mię za­chęci do ta­kich wła­śnie prze­stępstw. Nie­obce były mu me­tody zło­dziei kie­szon­ko­wych i ra­bu­siów, któ­rzy naj­pierw ro­bili za­mie­sza­nie, ma­jące zde­ner­wo­wać ofiary i od­wró­cić ich uwagę, a po­tem ata­ko­wali w naj­do­god­niej­szym mo­men­cie, by ukraść to, co chcieli. Cho­ciaż sprawcą tego naj­now­szego za­mie­sza­nia była na­tura, przed­się­bior­czy prze­stępcy szybko do­strze­gli spo­sób na wy­cią­gnię­cie ko­rzy­ści z szoku i dez­orien­ta­cji swo­ich ofiar.

"Il Gaz­zet­tino" do­nio­sła o czę­stych obec­nie zmia­nach wła­ści­cieli obiek­tów ko­mer­cyj­nych. W świe­cie zruj­no­wa­nych moż­li­wo­ści biz­ne­so­wych mo­gło to się wy­da­wać oznaką za­chę­ca­jącą, może na­wet świa­dec­twem lo­kal­nej od­nowy go­spo­dar­czej, gdyby nie rów­no­cze­sne do­nie­sie­nia prasy kra­jo­wej o ak­tu­al­nych pro­ble­mach roz­ma­itych grup ma­fij­nych z nad­płyn­no­ścią fi­nan­sową. Gangi nie wie­działy, co zro­bić z całą forsą, która na­pły­wała i którą trzeba było wy­prać, a po­tem wpro­wa­dzić z po­wro­tem do sys­temu ban­ko­wego. Czemu nie pierw­szo­rzędna nie­ru­cho­mość ko­mer­cyjna w We­ne­cji? Wszystko z pew­no­ścią wróci do daw­nej normy, na­wet statki wy­ciecz­kowe znowu się po­ja­wią, cho­ciaż Bru­netti, który uwa­żał je za pły­wa­jące trumny, zdał so­bie sprawę, że używa nie­od­po­wied­niego sfor­mu­ło­wa­nia.

Uwol­nił się od tych my­śli, tłu­ma­cząc so­bie, że na wda­wa­nie się w tego ro­dzaju po­nure spe­ku­la­cje jest zde­cy­do­wa­nie za wcze­śnie. Za­wsze ist­niała szansa, że ta uni­wer­salna mio­tła zwięk­szo­nej śmier­tel­no­ści bę­dzie miała ja­kiś po­zy­tywny wpływ na to, jak lu­dzie pa­trzą na świat lub usta­lają swoje prio­ry­tety.

Ha­łas w holu prze­rwał bieg my­śli Bru­net­tiego i gdy pod­niósł wzrok, uj­rzał, jak Chiara znika w ko­ry­ta­rzu w dro­dze do swo­jego po­koju i her­me­tycz­nego świata me­diów spo­łecz­no­ścio­wych. Ogar­nęło go uczu­cie mi­ło­ści i strach o swoje dzieci, a po nim fala na­dziei na do­brą przy­szłość dla nich, cho­ciaż miały wieść ży­cie w znisz­czo­nym przez pan­de­mię świe­cie.

Nie­za­do­wo­lony ze swo­jego na­stroju, po­szedł do ga­bi­netu Pa­oli, a po­nie­waż drzwi były otwarte, prze­stą­pił jego próg. Sie­działa przy kom­pu­te­rze, z oku­la­rami zsu­nię­tymi do po­łowy nosa, sku­piona na ekra­nie. Nie pod­no­sząc wzroku, po­wie­działa:

- Cie­szę się, że je­steś w domu.

- Dla­czego? -- za­py­tał, pod­cho­dząc do żony, po­ca­ło­wał ją w czu­bek głowy. Nie zwra­cał uwagi na ekran.

Pa­ola na­pi­sała kilka ko­lej­nych słów, zdjęła oku­lary i spoj­rzała na męża. Bru­netti za­uwa­żył, że po­trze­bo­wała paru chwil, by sku­pić spoj­rze­nie na od­le­glej­szym niż ekran punk­cie.

- Dla­tego, że je­steś wy­star­cza­jąco silny, by po­wstrzy­mać mnie przed wej­ściem na ba­lu­stradę i sko­kiem z ta­rasu - od­parła spo­koj­nym gło­sem, ja­kiego używa się, wska­zu­jąc drogę lu­dziom na ulicy.

Bru­netti usiadł na ka­na­pie, zsu­nął buty i uło­żył nogi na sto­liku. Na biurku Pa­oli nie było kar­tek ani ksią­żek, je­dy­nie spodek i pu­sta fi­li­żanka po ka­wie.

- Je­śli to sprawa do­ty­cząca uni­wer­sy­tetu, mogę pójść do sy­pialni po broń.

- Dla mnie?

- By­naj­mniej -- od­parł. - Dla czło­wieka, o któ­rym pi­szesz. - Po czym, za­nim Pa­ola zdą­żyła się ode­zwać i chcąc uwzględ­nić wszyst­kie moż­li­wo­ści, do­dał: - Lub czło­wieka, który jest ad­re­sa­tem two­jego li­stu.

- Tra­fi­łeś za dru­gim ra­zem - po­wie­działa Pa­ola.

- Kto to jest?

- Ten idiota Se­ve­rin.

Z po­czątku to na­zwi­sko nie wzbu­dziło w nim żad­nych sko­ja­rzeń, po­tem jed­nak Bru­netti przy­po­mniał so­bie ko­la­cję, w któ­rej wziął udział pod groźbą Pa­oli mniej wię­cej pięć mie­sięcy temu. Sie­dzieli wów­czas przy jed­nym stole z jej ko­legą z ka­te­dry li­te­ra­tury an­giel­skiej Clau­dio Se­ve­ri­nem oraz jego dość miłą żoną, któ­rej imie­nia nie mógł so­bie przy­po­mnieć.

- Jego żona nie pra­cuje na uni­wer­sy­te­cie, prawda? - za­py­tał, przy­naj­mniej tyle o niej pa­mię­ta­jąc.

- Nie. Jest praw­niczką.

- Faj­nie, gdy lu­dzie mają praw­dziwą pracę - za­uwa­żył Bru­netti i uśmiech­nął się sze­roko do Pa­oli z na­dzieją, że się ro­ze­śmieje.

Nie ro­ze­śmiała się ani nie uśmiech­nęła, co zna­czyło, że sprawa jest na­prawdę po­ważna.

Bru­netti już chciał za­py­tać, czym tak bar­dzo do­ku­czył jej Se­ve­rin, ale po­sta­no­wił nie roz­po­czy­nać roz­mowy w ten spo­sób. Zde­cy­do­wa­nie bar­dziej neu­tral­nie za­brzmiało py­ta­nie:

- Co mu na­pi­szesz?

- Że nie zga­dzam się z jego oceną jed­nej z dok­to­ran­tek.

- Czyli?

- Anny Ma­rii Or­lando. Chyba z Bari. Ładna. Ma bar­dzo do­bre pióro.

Czyżby, za­sta­na­wiał się ko­mi­sarz, cho­dziło o sprawę uprze­dzeń wo­bec ko­biet z po­łu­dnia, które miały czel­ność być in­te­li­gentne?

- No i?

- No i Se­ve­rin stra­cił dla niej głowę. Prze­jęła wszyst­kie jego za­ję­cia, po­pro­siła, żeby był jej pro­mo­to­rem. A te­raz po­wie­dział mi, że re­ko­men­duje wła­dzom uni­wer­sy­tetu, żeby wy­brali ją z grona kan­dy­da­tów na pra­cow­nika na­uko­wego.

- Czy mam wstać i zła­pać się za głowę, bo ni­gdy do­tąd o czymś ta­kim nie sły­sza­łem? - za­py­tał Bru­netti, po czym, my­śląc o ru­inie, do ja­kiej starsi męż­czyźni do­pro­wa­dzają swoje ży­cie z po­wodu młod­szych ko­biet, stra­cił ochotę na ba­ga­te­li­zo­wa­nie słów Pa­oli i do­dał: - A twój e-mail?

- Pi­szę do niego nie­ofi­cjal­nie, nie jako człon­kini ko­mi­sji, która zaj­muje się tymi no­mi­na­cjami, i wy­ja­śniam, że jest mało praw­do­po­dobne, by si­gno­rina Or­lando speł­niła wy­mogi usta­lone przez wy­dział.

- Czyli? - za­py­tał Bru­netti.

- Nad­zwy­czajne wy­niki na za­ję­ciach - wy­ja­śniła Pa­ola, uno­sząc kciuk. Wy­pro­sto­wała pa­lec wska­zu­jący i do­dała: - Po­par­cie i zgoda jej po­przed­nich pro­fe­so­rów. - Środ­kowy pa­lec Pa­oli wy­sko­czył w górę w celu zi­lu­stro­wa­nia ostat­niego wy­mogu re­gu­la­mi­no­wego. - Oraz co naj­mniej dwa ar­ty­kuły opu­bli­ko­wane w cza­so­pi­smach wy­soko ce­nio­nych w dzie­dzi­nie, w któ­rej spe­cja­li­zuje się kan­dy­dat.

- Którą jest...?

- Szkoła Srebr­nego Wi­delca - od­parła Pa­ola po chwili wa­ha­nia.

Jej od­po­wiedź od­cią­gnęła jego uwagę od pal­ców u nóg na tyle, że za­py­tał:

- Szkoła czego?

- Srebr­nego Wi­delca - od­rze­kła Pa­ola i do­dała: - Już ci to tłu­ma­czy­łam.

Bru­netti spoj­rzał na nią skon­ster­no­wany, po czym wy­znał:

- Nie pa­mię­tam. - Po pau­zie, na któ­rej wy­peł­nie­nie wy­ja­śnie­niem Pa­oli na próżno li­czył, za­py­tał: - Co to ta­kiego?

- An­giel­skie po­wie­ści z dzie­więt­na­stego wieku pełne dłu­gich opi­sów tego, jak na­leży bądź nie po­winno się za­cho­wy­wać w sy­tu­acjach to­wa­rzy­skich - wy­tłu­ma­czyła Pa­ola, a gdy Bru­netti nic na to nie od­po­wie­dział, do­dała: - Były bar­dzo po­czytne.

- Czy­ta­łaś je? - zdzi­wił się, nie ma­jąc do końca pew­no­ści, co po­ra­biała w Oks­for­dzie w la­tach stu­dio­wa­nia na tam­tej­szym uni­wer­sy­te­cie.

- Jedną.

- Pa­mię­tasz ty­tuł? - za­py­tał Bru­netti. Jego żona pa­mię­tała wszystko.

Pa­ola za­mknęła po­wieki i przy­wo­łała wspo­mnie­nia. Otwo­rzyw­szy oczy, od­parła:

- Con­ta­rini Fle­ming.

Bru­netti sie­dział w mil­cze­niu, do­póki nie zmu­sił się do wy­po­wie­dze­nia słów:

- Opo­wia­daj.

- To dość skom­pli­ko­wane - za­zna­czyła. - Matka głów­nego bo­ha­tera umiera przy po­ro­dzie, on do­ra­sta w Skan­dy­na­wii, za­ko­chuje się w mę­żatce, która go od­trąca. Zroz­pa­czony wy­jeż­dża do We­ne­cji, gdzie za­ko­chuje się w ku­zynce. Która nie od­trąca go, a po­tem ona rów­nież umiera przy po­ro­dzie.

Pa­ola prze­rwała i spoj­rzała w prze­strzeń z miną, którą Bru­netti na­zy­wał "wy­ra­zem doj­rze­wa­nia", ma­lu­ją­cym się na jej twa­rzy, gdy for­mu­ło­wała ja­kąś teo­rię.

- Czyż to nie fra­pu­jące, że w po­wie­ściach wik­to­riań­skich ko­biety tak czę­sto umie­rały przy po­ro­dzie lub na gruź­licę? - za­py­tała tak, jakby wła­śnie roz­po­czy­nała dys­ku­sję na za­ję­ciach py­ta­niem re­to­rycz­nym.

Nie chcąc być zmu­szo­nym do od­po­wie­dzi, ko­mi­sarz sam za­py­tał:

- I to była po­czytna książka?

- Tak. Bar­dzo.

- A au­tor? Co się z nim stało? - za­py­tał Bru­netti, pe­wien, że sam by źle skoń­czył, prze­czy­taw­szy i na­pi­saw­szy coś ta­kiego.

- Zo­stał pre­mie­rem An­glii.

Za­pa­dła nie­zbyt długa ci­sza za­koń­czona py­ta­niem ko­mi­sa­rza:

- Je­śli mogę wró­cić do pier­wot­nego te­matu na­szej roz­mowy, ile lat ma si­gno­rina Or­lando? - We­dług jego sza­cun­ków Se­ve­rin był grubo po pięć­dzie­siątce.

- Przy­pusz­czam, że dwa­dzie­ścia je­den.

- Ojej, ojej, ojej. Za­nosi się na kło­poty - za­uwa­żył Bru­netti, po czym do­dał, sta­ra­jąc się przy­po­do­bać Pa­oli uży­ciem jed­nego z jej an­glo­ję­zycz­nych okre­śleń: - Te­ars be­fore bed­time.

- Po­dej­rze­wam, że kło­poty po­ja­wiają się i zni­kają, mój drogi - od­parła Pa­ola i po­chy­liła się nad ekra­nem.

Nie znie­chę­cony w naj­mniej­szym stop­niu jej sar­ka­zmem Bru­netti wró­cił do po­cząt­ko­wego te­matu i za­py­tał:

- Co mu na­pi­szesz?

- Prze­ślę mu ko­pię akt si­gno­riny Or­lando i uwagi po­czy­nione przez jej pro­fe­so­rów.

- To do­zwo­lone?

Pa­ola pod­nio­sła wzrok, za­sko­czona.

- Oczy­wi­ście. Są czę­ścią urzę­do­wej do­ku­men­ta­cji, która jest pro­wa­dzona dla stu­den­tów przez ko­lejne lata.

- I pro­fe­so­ro­wie otwar­cie pi­szą, co o nich my­ślą? - zdzi­wił się ko­mi­sarz, na­gle uświa­da­mia­jąc so­bie, jak wspa­niała jest idea wol­no­ści aka­de­mic­kiej. Gdyby tylko...

- Ja­sne, że nie - od­parła Pa­ola, po czym na­gle prze­rwała i od­su­nęła dło­nie od kla­wia­tury. - To zna­czy pi­szą szy­frem, a on jest dla wszyst­kich zro­zu­miały.

- Aha - wes­tchnął Bru­netti, do­wie­dziaw­szy się z za­do­wo­le­niem, że aka­de­micy za­cho­wują się do­kład­nie tak samo jak po­li­cjanci, gdy ich po­pro­sić o ocenę ko­le­gów: pi­szą wszystko, ma­jąc na uwa­dze moż­liwe re­per­ku­sje wszel­kich ne­ga­tyw­nych lub kry­tycz­nych słów. "Pe­łen en­tu­zja­zmu" o "za­pal­czy­wym"; "po­dzi­wiany za po­wagę" o "nud­nym"; "za­in­te­re­so­wany opi­nią ko­le­gów" o "nie­zdol­nym do pod­ję­cia de­cy­zji"; "wy­ka­zu­jący się wielką in­tu­icją" o "naj­wy­raź­niej nie­obe­zna­nym z Ko­dek­sem kar­nym".

Uśmiech­nął się i ski­nął głową, uwol­niony od złu­dze­nia, że gdzieś tam ist­nieje śro­do­wi­sko za­wo­dowe, w któ­rym do­ko­na­nia lu­dzi są oce­niane bez­stron­nie i uczci­wie.

Prze­stał prze­bie­rać pal­cami i rzekł:

- Nie ro­zu­miem, dla­czego w ogóle za­wra­casz so­bie głowę pi­sa­niem do niego.

- Mó­wi­łam ci już, Gu­ido. Gdy za­czy­na­łam uczyć, był dla mnie do­bry. - Pa­ola od­wró­ciła się, by spoj­rzeć na męża, ale na­tych­miast po­pa­trzyła z po­wro­tem na ekran, jakby była za­że­no­wana tym, co wła­śnie po­wie­działa.

Bru­netti, który te­raz to so­bie przy­po­mniał, tylko ski­nął głową. Nie wie­dział, czy po­czu­cie bez­u­stan­nej wdzięcz­no­ści dla wszyst­kich, któ­rzy kie­dy­kol­wiek oka­zali jej życz­li­wość, jest jej za­letą czy sła­bo­ścią. Nie pa­mię­tał też tak na­prawdę, dla­czego uwa­żał je za sła­bość.

- Cóż więc mu na­pi­szesz?

- Że by­łoby roz­sąd­nie przyj­rzeć się do­kład­nie wy­mo­gom do­ty­czą­cym sta­no­wi­ska, na które uni­wer­sy­tet ogło­sił na­bór w sieci, i za­dać so­bie py­ta­nie, czy si­gno­rina Or­lando speł­nia wszyst­kie z nich.

- To ocze­ki­wa­nie wy­daje się dość skromne - stwier­dził Bru­netti.

- Jest skromne - zgo­dziła się Pa­ola, po czym do­dała: - Wspo­mi­nam zwłasz­cza o wy­mogu dwóch pu­bli­ka­cji w re­no­mo­wa­nych cza­so­pi­smach.

Ko­mi­sarz był czło­wie­kiem od­waż­nym i cie­kaw­skim, więc za­py­tał:

- Które cza­so­pi­sma są re­no­mo­wane?

Pa­ola za­mknęła oczy i się­gnęła do pa­mięci, otwo­rzyła je i po­wie­działa:

- "Vic­to­rian Li­te­ra­ture and Cul­ture" oraz "Jo­ur­nal of Vic­to­rian Cul­ture". - Wi­dząc, że jej mąż przy­jął te ty­tuły bez zdzi­wie­nia, do­dała: - Jest ich oczy­wi­ście o wiele wię­cej.

- Przy­wo­dzą na myśl ty­tuły tych cza­so­pism, które różni dziwni bla­dzi lu­dzie pró­bują sprze­dać na uli­cach.

- Je­ste­śmy w We­ne­cji, Gu­ido - przy­po­mniała Pa­ola i wró­ciła do pi­sa­nia.

Po­go­dziw­szy się z po­rażką, Bru­netti wstał i po­szedł do kuchni spraw­dzić, czy znaj­dzie tam coś, czym mógłby się po­krze­pić do czasu ko­la­cji.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Na­kła­dem wy­daw­nic­twa Noir sur Blanc uka­zały sięna­stę­pu­jące po­wie­ści Donny Leon:

ŚMIERĆ W LA FE­NICE

1998

2006 (se­ria kie­szon­kowa)

ŚMIERĆ NA OB­CZYŹ­NIE

1999

STRÓJ NA ŚMIERĆ

1999

ŚMIERĆ I SĄD

1999

ACQUA ALTA

1999

2011 (se­ria kie­szon­kowa)

CI­CHO, WE ŚNIE

2001

2009 (se­ria kie­szon­kowa)

SZLA­CHETNY BLASK

2002

ZGUBNE ŚRODKI

2003

2007 (se­ria kie­szon­kowa)

ZNA­JOMI NA STA­NO­WI­SKACH

2004

2008 (se­ria kie­szon­kowa)

MO­RZE NIE­SZCZĘŚĆ

2005

2007 (se­ria kie­szon­kowa)

PER­FIDNA GRA

2006 (se­ria kie­szon­kowa)

SŁOWO OFI­CERA

2007 (se­ria kie­szon­kowa)

FAŁ­SZYWY DO­WÓD

2008 (se­ria kie­szon­kowa)

KREW Z KA­MIE­NIA

2009 (se­ria kie­szon­kowa)

MĘTNE SZKŁO

2010 (se­ria kie­szon­kowa)

OKROPNA SPRA­WIE­DLI­WOŚĆ

2010 (se­ria kie­szon­kowa)

DZIEW­CZYNA Z JEGO SNÓW

2011 (se­ria kie­szon­kowa)

UKRYTE PIĘKNO

2012 (se­ria kie­szon­kowa)

KWE­STIA WIARY

2013 (se­ria kie­szon­kowa)

PO NITCE DO KŁĘBKA

2014 (se­ria kie­szon­kowa)

DZIKA ZA­CHŁAN­NOŚĆ

2015 (se­ria kie­szon­kowa)

ZŁOTE JAJO

2016 (se­ria kie­szon­kowa)

GRA PO­ZO­RÓW

2017 (se­ria kie­szon­kowa)

WODA WIECZ­NEJ MŁO­DO­ŚCI

2018 (se­ria kie­szon­kowa)

ZA­URO­CZE­NIE

2019 (se­ria kie­szon­kowa)

DO­CZE­SNE SZCZĄTKI

2020 (se­ria kie­szon­kowa)

PO­KUSA PRZE­BA­CZE­NIA

2021 (se­ria kie­szon­kowa)

AD­OP­CJA

2022 (se­ria kie­szon­kowa)

PIER­WIASTKI ŚLA­DOWE

2023 (se­ria kie­szon­kowa)

ULOTNE PRA­GNIE­NIA

2024

ŚMIERĆ W LA FE­NICE

2024

CI­CHO WE ŚNIE

2025