Fu#k up - Paulina Świst
34.30 zł
27.44 zł
(19,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
GLIWICE
Ksenia
- Werner, czy ciebie Bóg opuścił? - Patryk uniósł wysoko brwi.
- Ani trochę. Przemyślałam tę kwestię dogłębnie i to nie jest przypadek. Nie będę już nigdy sypiać z żadnym facetem, który nie ma w imieniu literek "a" i "r". To gwarantuje najlepszy seks - oznajmiłam z arcypoważną miną.
Czasem zastanawiałam się, co by było gdyby jakiś mądry psychiatra posłuchał tego, co opowiadam w momentach, gdy się stresuję. Myślę, że dwa tygodnie urlopu w kaftaniku miałabym zapewnione od ręki. I otwartą opcję długoterminowego przedłużenia pobytu.
- Popraw mnie jeśli się mylę, ale zakładam, że nie będziesz już nigdy sypiać z żadnym innym facetem - powiedział Cwibel spokojnie.
Za spokojnie. Niemal widziałam wybuchające mu w głowie korki.
Kochany, zaborczy nerwus.
- To akurat jest oczywiste. - Pocałowałam go w policzek. - Ale... oparte na założeniu, że tego nie spierdolisz. Jednakowoż należy również brać pod uwagę, że może ci coś odwalić. A wtedy przecież nie spędzę reszty życia w celibacie, wijąc się po łóżku i wołając z płaczem: Why, P-A-t-R-yk, why?! - Wczułam się w rolę i teatralnym gestem odrzuciłam włosy na plecy.
- W sensie, że miałoby mi odwalić bardziej niż wtedy, kiedy zdecydowałem się na związek z tobą? - Uśmiechnął się szeroko.
- Oj nie udawaj. Zanudziłbyś się na śmierć beze mnie. Przecież ty nawet nie znasz innych kobiet, z którymi da się pogadać dłużej niż kwadrans o czymś innym niż medycyna estetyczna. - Usiadłam obok niego, na murku przed wejściem do prokuratury i wyjęłam elektronika.
- Nie no, masz rację. "Wpływ występowania liter "a" i "r" w imieniu na umiejętności łóżkowe samców w Europie Środkowo-Wschodniej w XXI wieku" to zdecydowanie lepszy temat - stwierdził głosem wykładowcy akademickiego.
- Zajebisty tytuł na doktorat - stwierdziłam poważnie. - Myślisz, że powinnam się tym zająć? No nie wiem... Przeprowadzić jakieś dalsze badania? - Uniosłam brwi.
- Jak ja ci przeprowadzę badania, to przez miesiąc nie usiądziesz na dupie. - Uśmiechnął się do mnie słodko.
- A co jeśli nagle, po czterdziestce coś ci odwali i uznasz, że wolisz ode mnie jakąś małoletnią tępą dzidę? I nie mów mi proszę, że idiotki cię nie kręcą, bo ci przypomnę swoją poprzedniczkę, a potem zabiję cię śmiechem.
- Zostawisz kiedyś w spokoju tę biedną Samanthę? - zaciekawił się uprzejmie.
- Jak tylko ją wychowam. - Zaciągnęłam się. - Chyba mam w sobie ukryty talent pedagogiczny. Idzie mi wybornie. Porównaj sobie jej Instagram z czasów, zanim zaczęłam wyśmiewać te idiotyzmy, które dodaje, z jej wpisami teraz. W sumie jestem dobrym człowiekiem, jeszcze trochę i Sami wyjdzie dzięki mnie na ludzi... - Zamyśliłam się.
- Bardzo dobrym. - Jego głos ociekał ironią. - I dlatego jak ostatnio dodała fotę z restauracji, to wrzuciłaś na profil Poli Werner rolkę z pytaniem: "Kto chce zobaczyć w relacji na insta, co dziś jadłaś?" i Alicię Keys śpiewającą: "No one".
Wybuchnęłam śmiechem. Udała mi się ta rolka, nie przeczę.
- Tego wrzucania żarcia też ją oduczę, choć to akurat przebiega opornie - przyznałam. - Mam wrażenie, że całe życie jadła kartofle z kiszką za pomocą drewnianej łyżki i dlatego teraz, na widok normalnych dań i sztućców, dostaje małpiego rozumu połączonego z kociokwikiem: Kiedy tylko jest w knajpie TO MUSI się tym faktem podzielić z całym światem.
- Kartofle z czym? - Popatrzył na mnie z uśmiechem.
- Kartofle ze zsiadłym mlekiem. To bardzo pospolite, szybkie i tanie danie - wyjaśniłam.
Uwielbiam nasze regionalizmy i byłam dumna jak wiele z nich już udało mu się przyswoić.
- Wracając do twojej chorej teorii, Werner... - Temat najwyraźniej nie dawał mu spokoju. - To jest kompletnie bezsensowna. I dyskryminująca!
- Czemu się tak pieklisz, P-A-t-R-yku? - Uśmiechnęłam się szeroko. - Masz i "r" i "a". Niech się martwią ci, co nie mają.
- Bo to jest nie fair - oburzył się. - Jaki facet ma wpływ na to, jak ma na imię?
Uwielbiałam ten jego racjonalizm. Zwłaszcza, kiedy mogłam robić sobie z niego jaja.
- Konsultowałam to z koleżankami. Przyznały mi rację! Zwłaszcza Iga...
- Bo Ragnar ma na imię K-R-ysti-A-n - wszedł mi w słowo.
Za błyskotliwy umysł lubiłam go prawie tak bardzo jak za mięśnie.
- Zresztą to moja teoria, nikomu nie każę jej powielać. Moja gra, moje zasady. Sprawdzona na własnym przykładzie. Mój były nie miał "r" i "a", ty masz. Proste? Proste!
Nie wiem jak udawało mi się zachować powagę.
- Mimo, że to był komplement, to nic nie zmienia. - Za upór też go kochałam, ale mniej niż za resztę. - Ta teoria jest durna jak kilo gwoździ - podsumował.
- No nie wiem, mnie tam się podoba - usłyszałam głęboki, męski głos za plecami.
Odwróciliśmy się z Patrykiem równocześnie i spojrzeliśmy na przystojnego bruneta z blizną pod okiem i kpiącym uśmieszkiem na ustach.
- R-A-dek Wyrwa - wyraźnie zaakcentował pierwsze dwie literki, śmiejąc się pod nosem. - CBŚP.
- Patryk Cebulski. - Cwibel zmierzył go wzrokiem.
Oho! Unoszący się w powietrzu testosteron prawie zaczął szczypać mnie w oczy... Fighter versus cebeeś. Nie wróżyło to spokoju. Wręcz przeciwnie. Zwiastowało wielki, epicki, pełen fajerwerków rozpierdol.
- Wiem, kim pan jest. Przyznaję, że jestem pana fanem, ostatnia walka to był majstersztyk. Choć jak ktoś w przerwie poszedł do kibla, to mógł wrócić już po sprawie. Trzydzieści sekund - rzucił brunet, gasząc papierosa. - Poza tym, jest pan jednym z ostatnich fighterów, za których mój brat ręczy, że mają zasady...
Cwibel zamrugał i uniósł oczy w górę. Jak zawsze kiedy starał sobie coś przypomnieć.
- Zaraz... Wyrwa? - Wyluzował się lekko. Chyba awantura była chwilowo zażegnana. - Jest pan bratem Siwego? Daniela Wyrwy?
- Niestety. - Brunet wykrzywił się zabawnie. - Kazał pana pozdrowić. Jeśli się nie mylę, wybieramy się na to samo spotkanie. Audiencja u miłościwie nam panującego lorda Zimnego?
Miałam wrażenie, że go polubię. Uwielbiałam ludzi, którzy tak jak ja darli łacha ze wszystkiego wokół. Wyraz jego oczu wskazywał, że raczej nie będziemy się z nim nudzić.
- Tak, do prokuratora Zimnickiego - wtrąciłam, bo miałam wrażenie, że cała rozmowa toczy się nad moją głową. A z pewnością nie dam się "wykolegować" z tematu VeroMaxu, tylko dlatego, że jako jedyna w tym towarzystwie... nie mam fiuta.
- Zapraszam więc na salony. - Wskazał ręką szklane drzwi. - Aaa i pani Kseniu...
Drgnęłam zaskoczona. Nie przedstawiłam się przecież. Najwyraźniej nie tylko my zrobiliśmy przed tym spotkaniem dobre rozpoznanie.
Uśmiechnął się szeroko, widząc moją zdumioną minę.
- Zimny ma na imię Łukasz. - Puścił do mnie oko. - Nie wychylałbym się przy nim z tym pani doktoratem.
GLIWICE
Patryk
- Czuję się na tym twoim Śląsku jak u cioci na imieninach. Czy tu wszyscy się znają? - rzuciłem do ucha Kseni, kiedy czekaliśmy aż Wyrwa ogarnie nam wejście do prokuratury.
- W zasadzie, w pewnych środowiskach... tak - przyznała. - Skąd znasz jego brata?
- Walczyłem z nim ponad dziesięć lat temu, potem trochę z nim sparowałem... - Wróciłem pamięcią do czasów, kiedy MMA w Polsce dopiero raczkowało.
- Wygrałeś? - popatrzyła na mnie spod opuszczonych rzęs.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Czasami się zastanawiałem, skąd u tak inteligentnej laski takie zamiłowanie do... zabijaków. To pewnie jakiś atawizm, regresja ewolucyjna. Jakaś jej prababcia w czasach jaskiniowców, musiała ciężko odpokutować wybór nieodpowiedniego faceta, bo Ksenia była w kwestii gustu do mężczyzn nieugięta. Byłem absolutnie pewien jednego: imponowałem jej tym, że umiem się bić, prawie tak samo jak tym, że mam na dodatek nieco mózgu. Trzecie miejsce zajmowało to, że zdecydowanie umiałem pociągnąć ją za włosy. W odpowiednich momentach i sprzyjających temu okolicznościach.
- Pytasz, a wiesz. - Uśmiechnąłem się szeroko. - Wygrałem, ale przyznaję szczerze, że łatwo nie było. Był bardzo, bardzo dobry. Polskie stracone pokolenie, zaprzepaszczony talent...
- Co się stało?
Po błysku w oku widziałem, że obudziła się w niej pisarska ciekawość. Siła nie do zatrzymania.
- Albo zawodowy sport, albo dragi i nieodpowiednie towarzystwo - wytłumaczyłem krótko. - Wybrał źle. Nigdy bym nie podejrzewał, że ma brata policjanta, słyszałem, że popłynął w stronę gangsterki...
- Popłynął, odpłynął, potem znów popłynął. U Daniela zawsze był prąd - rzucił Radek, który nagle zjawił się tuż obok nas. - Ale od kilku lat, odpukać, jest grzeczny i ustatkowany.
- Spasł się? - zapytałem z ciekawością.
Wyrwa parsknął śmiechem i ruszył w stronę schodów.
- Nie, nie przeżyje dnia bez treningu. Chociaż może ta siłownia to wymówka... Ma w domu pyskatą siedmiolatkę i rocznego syna... Powiedział mi ostatnio, że więcej sypiał w Iraku niż teraz.
- Walczy coś? - podtrzymałem rozmowę.
- Czasem, na miejscowych galach, ale raczej rekreacyjnie. - Weszliśmy na drugie piętro i stanęliśmy przed wejściem do wydziału śledczego prokuratury okręgowej. - Stan Tomka Zimnickiego jest już stabilny, ale i tak nie liczyłbym, że Zimny będzie oazą spokoju - uprzedził nas Wyrwa i pchnął drzwi.
Podeszliśmy pod drzwi gabinetu znajdującego się na końcu korytarza. Były uchylone, ale Wyrwa zamiast wejść przystanął przy nich i bezczelnie zaczął podsłuchiwać. Najwyraźniej, tak jak ja, lubił najpierw rozeznać sytuację.
- Wiesz, jakie jest moje największe marzenie? - dobiegł nas zdecydowany męski głos zza drzwi. - Chciałbym kurwa mieć taką rakietę, do której mogę raz w roku zapakować pięć osób i... wypierdolić je na księżyc. Bez konsekwencji. Czekałbym na ten dzień bardziej niż na gwiazdkę. Wybrałabym jakiś termin oddalony od świąt, końcówka zimy, początek wiosny... - rozmarzył się facet, a ja ledwie powstrzymałem śmiech.
- Oprócz mojego pseudobrata, który ma pole position, kogo byś zapakował? - usłyszałem zaciekawiony, kobiecy głos.
- Putina - rzucił facet.
Wyrwa chyba uznał, że atmosfera jest odpowiednia, bo popchnął drzwi i zamiast przywitania, zapytał:
- Moja była żona wejdzie?
GLIWICE
Ksenia
- Dzień dobry. Przepraszam, że przełożyłem nasze spotkanie o prawie dwa tygodnie, ale chciałem najpierw mieć absolutną pewność, że z moim bratem wszystko będzie w porządku. - Wysoki brunet wstał z fotela i podszedł do nas. Na żywo, jeszcze bardziej niż na fotkach przypominał Marcina Dorocińskiego.
- To zrozumiałe. - Cwibel podał mu rękę. - Patryk Cebulski.
- Łukasz Zimnicki - przedstawił się. - A to Kinga Błońska. - Wskazał na siedzącą przy stole atrakcyjną brunetkę. - A pani to musi być... Ksenia Wernerowska. - Zimnicki popatrzył na mnie... jakoś dziwnie.
Coś tu było nie tak.
- Może to moje skłonności do obsesji i paranoja... - Zmierzyłam wzrokiem całe towarzystwo. - Ale mam wrażenie, że państwo mnie znają, a ja was nie?
- Skłonności do obsesji i paranoja to podobno cechy dobrych pisarzy. - Wyrwa puścił do mnie oko.
Ożeż kurwa!
- I wszelkiej maści psychopatów. - Zachowałam kamienną twarz.
Najwyraźniej dobrze odrobili zadanie domowe. Tylko jakim cudem?
- Niech się pani nimi nie przejmuje. - Błońska uśmiechnęła się do mnie. - Od niedawna mają nową obsesję... Książki Poli Werner, które zresztą wyciągnęli z mojej biblioteki. Jestem ogromną fanką!
- A skąd takie nagłe zainteresowanie? - Cwibel usiadł przy stole.
- Kiedy Łukasz powiedział mi o VeroMaxie skojarzyło mi się to z firmą MaxoVer, o której ostatnio czytałam bardzo intrygującą powieść... - rzuciła Błońska - Główny bohater był zawodnikiem MMA i miał ciekawe tatuaże. - Wskazała ręką na przedramię mojego faceta. - Na przykład taki.
Bałam się, że podciągnie mu do góry koszulkę i sprawdzi, czy naprawdę ma na brzuchu wytatuowaną kartę tarota. A była zbyt atrakcyjna, bym mogła na to pozwolić, więc pewnie skończyłoby się wytarganiem jej za te czarne, kręcone loki.
- Niebywałe, co też pani mówi?! - Cwibel zdziwił się teatralnie, a potem obnażył w uśmiechu wszystkie zęby i spojrzał na mnie.
Bardzo dobrze go znałam, więc natychmiast rozszyfrowałam to spojrzenie... Znaczyło mniej więcej: "Mówiłem ci niunia, że jedziesz po bandzie, teraz wypij piwo, którego nawarzyłaś".
- I co? Fajne te książki? Nigdy nie czytałam, podobno to takie podwórkowe porno... - Postanowiłam jak zawsze w sytuacjach podbramkowych przypajacować.
Zresztą ryzyko fuckupu było niewielkie. To poważni ludzie, nie wyglądali jakby mieli zamiar lecieć z tym tematem do Pudelca.
- Podobały mi się - wyznał Zimnicki. - Choć mam zasadniczo odmienne zdanie od autorki w temacie "sześćdziesiątek".
- A ja nie - wtrącił się Cwibel.
- Słyszałem, na jaką minę pana wjebali z tym rzekomym zabójstwem. - Zimny spoważniał i usiadł przy stole. - Brak weryfikacji i myślenia, plus walenie sobie konia pod zatrzymanie sławnej osoby generują czasem błędy u moich kolegów po fachu - przyznał.
- Gdybym musiał przez to przesiedzieć w areszcie kilka miesięcy, to niespecjalnie by mnie pan pocieszył - powiedział Cwibel.
- Ale nie przesiedział pan. Przygotowałem się przez te dwa tygodnie i wiem, że jednym z obrońców, który wyciągnął pana z dołka, była moja kuzynka Iga Mianowska. Za dużo mamy tu przypadków i powiązań, więc proponuję pomóc sobie nawzajem i zagrać w otwarte karty - zaproponował Zimnicki.
GLIWICE
Patryk
Znałem się na ludziach, poza tym zrobiłem dobry wywiad. Wiedziałem, że mogę mu zaufać.
- Jak pan sobie życzy. To może zacznę od pytania, czy mówi panu coś nazwisko Marcel Szymkowski? - zacząłem z grubej rury.
- Sprzedajne ścierwo, niegodne blachy[1] - wtrącił Wyrwa, odpalając papierosa w otwartym oknie. - Pracowałem z nim w KMP Gliwice, potem przenieśli go do Wojewódzkiej. Zawsze podejrzewałem, że lata na dwa fronty, ale nie miałem dowodów. Jakimś cudem prześlizgał się do emerytury... Obiłem mu kiedyś mordę - przyznał z łobuzerskim uśmiechem.
Ksenia uśmiechnęła się do niego tak promiennie, że pod stołem lekko kopnąłem ją w kostkę.
- Teraz podobno jest poszukiwany do sprawy zabójstwa pani dziadka i usiłowania pani zabójstwa? - Zimnicki spojrzał na Werner.
Musiał wrzucić ją na bęben i dotrzeć do początku tej historii.
- Tak - rzuciła krótko, momentalnie poważniejąc.
- Jaki on ma związek z moim bratem? - Zimnicki popatrzył na nas z napięciem.
- Brat panu nie powiedział? - zdziwiłem się.
Wyrwa i Zimny wymienili spojrzenia, ale nie powiedzieli ani słowa.
- Tomek nie mówi nam niczego - powiedziała w końcu Błońska. - Nie pomagają prośby, groźby, modlitwy ani wróżby. Zamknął się w sobie.
Dziwna historia, ale nie zamierzałem wtrącać się w ich rodzinne relacje. Zwłaszcza, że sam przeżyłem poważny wpierdol, który nieomal zniszczył mi karierę i życie, i pamiętałem, jak się wtedy czułem. Też nie byłem najlepszym partnerem do rozmów, a powrót do psychicznej równowagi zajął mi ponad dwa lata. Trudno oczekiwać, by brat Zimnickiego dwa tygodnie po porąbaniu maczetami miał ochotę na ckliwe rozmowy.
- No więc my państwu powiemy - wtrąciła się Ksenia. - Marcel Szymkowski to mój dawny kolega. Jeśli czytaliście akta sprawy mojego dziadka, to wiecie, że raczej nie z tych "od serca". Natomiast facet, który pomówił Patryka o zabójstwo to Artur Adamski, jego syn.
Cała trójka naszych rozmówców wyglądała jakbyśmy im właśnie oznajmili, że chcemy wyciąć, usmażyć i zjeść ich nerki. Czyli byli dość zszokowani.
- Były facet mojej kuzynki Igi, kolega mojego brata Tomka? Ten Artur Adamski? - Zimnicki pierwszy oprzytomniał.
- We własnej osobie - potwierdziłem. - To on ma swoje udziały w firmie VeroMin, która właśnie przejmuje kluby pańskiego brata... To spółka córka VeroMax. Po nazwie widać, że się jebańcy z tym specjalnie nie kryją.
- Gdzie jest Adamski? - Wyrwa wyglądał jakby aż palił się do roboty. - Pogadałbym z nim.
- Iga ustaliła, że w Areszcie Śledczym na Białołęce - rzuciła Ksenia.
- To ułatwia nam robotę, ściągnę go tu sobie do jakichś czynności. - Zimny zapisał coś na kartce. - A Szymkowski? Wiecie coś, o czym my nie wiemy?
- Wiem, gdzie on jest. - Zakołysałem się na krześle. - Ale póki co, mówimy tylko my, więc chciałbym wiedzieć, czy może mi pan dać coś w zamian? Kto stoi za VeroMaxem? Czemu chcieli mnie wrobić w zabójstwo?
- Nie mam pojęcia, czemu chcieli pana wrobić - powiedział od razu Zimnicki. - Nie wiem, jaki to ma związek... O pobicie mojego brata podejrzewałem ludzi Szarego.
- Szarego? - Ksenia aż uniosła się na krześle. - Jego historia była kanwą jednej z moich książek!
- Mówiłam ci! - wykrzyknęła Błońska do Zimnego. - Mówiłam ci, że historia przedstawiona w debiucie Poli Werner, jest oparta o Szarego, to mi nie wierzyłeś! Bo ty prowadziłeś jego postępowanie i nie udostępniałeś nikomu akt! - odwróciła się do Kseni. - A pani zmieniła tam bardzo wiele, ale zawarła pani takie szczegóły, których nie było w gazetach. Skąd je pani znała?
- O kurwa. - Ksenia zbladła. - Znałam je od... Marcela Szymkowskiego! Pomagał mi przy tej książce jako konsultant!
Czułem, jak puzzle, jeden po drugim, wskakują na swoje miejsce.
- Popatrz Zimny - Wyrwa zrobił uduchowioną minę - zaiste wiele dowiaduje się człowiek, który nie pyta. Chyba nareszcie, po siedmiu latach, wiemy, kto był kretem Szarego w KMP Gliwice, kiedy poznaliśmy Kingę.
- Szymkowski nie pracował z nami przy sprawie Szarego - zaprotestował Zimny.
- I pewnie właśnie dlatego go nie typowaliście - uzupełniła sensownie Błońska.
- Gdzie on jest? - Zimny odwrócił się w moją stronę.
- Za granicą. - Uśmiechnąłem się leniwie. - Ale jeśli nie będzie się pan jakoś namiętnie interesował tym, w jaki sposób się przemieścił, to mogę spowodować, że znajdzie się niebawem na zielonej granicy z Polską.
- Za paskiem[2], po naszej stronie? - dopytała Błońska.
Skinąłem głową.
- Dam znać gdzie, ale ktoś musi go aresztować... - podsunąłem.
- Mogę ja? Mogę ja? - Wyrwa sparodiował głos pięciolatka, który zgłasza się do roli Gwiazdy Betlejemskiej w przedszkolnym teatrzyku.
Byli bardziej stuknięci, niż ja i Vini... Nie powstrzymałem szerokiego uśmiechu.
- Możesz - zgodził się Zimnicki. - Jak go tu ściągnę, to ustalimy dalsze działania.
- Ma pan pomysł na to, jak dobrać się do dupy VeroMin? - dopytałem.
- Mam kilka - powiedział powoli Zimny. - Zobaczymy, co z nich wyjdzie.
* * *
koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji