Jaki romantyzm?
Chopin "był to człowiek swojej epoki - pisał w jednym z esejów Jarosław Iwaszkiewicz - i między jego muzyką a muzyką jemu współczesnych istniał głęboki związek"1. Ta banalna na pierwszy rzut oka konstatacja okaże się jednak bardziej złożona, jeżeli w jej kontekście zadamy z namysłem pytanie o związek kompozytora z dziewiętnastowieczną współczesnością, nie tylko muzyczną, lecz także literacką. Co to wszak dzisiaj znaczy, że macierzystym podglebiem twórczości Chopina, matrycą jego odbioru rzeczywistości i sposobu jej przeżywania zapisywanego na bieżąco w tym szczególnym "archiwum egzystencji", jakim stała się jego korespondencja, był romantyzm? Ta przecież skomplikowana formacja kulturowa, która zrodziła się u progu XIX stulecia, wypełniła jego pierwszą połowę i w kulturze polskiej nadal uchodzi za szczególnie istotną dla formowania naszej tożsamości. Bez wątpienia też, kształtuje ją w dalszym ciągu. Bo chociaż pod względem historycznym została zamknięta, to w innych wymiarach nie przestają jej otwierać wyjątkowo liczne interpretacje i rewizje. Dlatego trudno przecenić znaczenie dla współczesnego rozumienia polskiej tożsamości takich prób, do jakich należy choćby wydana pod koniec milenium książka Romantyzm. Piekło i niebo Polaków2, której autor słusznie konstatuje, że dzieje romantyzmu to wielokrotnie historia interpretacyjnych uproszczeń, wynikających zarówno z anachronicznego, jak i z instrumentalnego postrzegania tego dziedzictwa. Dziedzictwa złożonego, niejednorodnego pod względem ideowym i estetycznym.
Intelektualnemu dorobkowi romantyków z pewnością wyrządziła krzywdę zawężona recepcja, w sposób upraszczający, jednowymiarowy podkreślająca wagę jego aspektów insurekcyjnych. Pomimo wspomnianych rewizji, jakie przynoszą zwłaszcza ostatnie dziesięciolecia, nie tylko w (s)pisanej historii literatury i kultury czy niezapisanych debatach, wciąż nieodparty wydaje się pogląd, że tym, co mobilizowało pisarzy i innych artystów do wyjątkowej aktywności twórczej, były dramatyczne okoliczności historyczne. I że to one w największym stopniu zadecydowały o wielkości romantyzmu polskiego. Zadajmy sobie w związku z tym pytanie: czy gdyby nie działania zaborców, które na sto dwadzieścia trzy lata wykreśliły Polskę z mapy Europy, dokonania Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego w istocie musiałyby być mniejsze?
Czy wielkość romantyzmu nie wynika raczej stąd, że w stosunkowo krótkim czasie, mniej więcej między rokiem 1810 czy 1820 a 1850, wzrosła formacja ludzi wybitnych pod względem intelektualnym i artystycznym, a także osobowościowym, którzy należeli do ówczesnej elity, nie tylko w skali polskiej, lecz także europejskiej? I jeżeli współcześnie ich dokonania nie wydają się przebrzmiałe, to dzieje się tak ze względu na ich ponadczasowy potencjał, na odkrywane w nich przez kolejnych odbiorców związki ze współczesnością każdego z następnych pokoleń interpretatorów. Romantyzm, czytany w oderwaniu od schematycznych kalk interpretacyjnych, jawi się zatem jako projekt wyjątkowo nowoczesny, kodyfikujący w rozmaitych artefaktach ważne także dla nas propozycje egzystencjalne, ideowe, estetyczne. Takimi można zobaczyć i pisma Mickiewicza, i kompozycje Chopina.
Rzadko uświadamiamy sobie to, że romantykom (i ich dziewiętnastowiecznym następcom) zawdzięczamy ugruntowanie nowoczesnej formuły podmiotowości, a także jej przeformułowanie owocujące docenieniem tego, co w człowieku indywidualne, jednostkowe, oryginalne. "Romantyzm - zauważa Maria Janion - stawiając swoją "hipotezę życia duchowego" (Przyboś), odsłaniając nowy horyzont poznawczy, wznosząc nowożytny paradygmat kultury - to znaczy nowożytny obraz świata, uświadomił człowiekowi naszych czasów jego kondycję jako dwuznaczną i rozdwojoną, wymagającą ciągle od nowa wysiłku moralnego i poznawczego [...]"3. Romantyzm polski, co na tle innych literatur narodowych tego okresu stanowi o jego szczególnej wartości, wskazał też w swoich najwybitniejszych dziełach, jak można ocalić podmiotowość i jednostkowość, nie rezygnując z bycia we wspólnocie.
Można zatem powiedzieć, że Chopin współtworzył nurt w kulturze - będąc jego fundatorem, a zarazem spadkobiercą - wyjątkowo złożony. Nie tylko ze względu na doświadczenia historyczne (przesilenia związane z wojnami napoleońskimi, przewrotem we Francji 1789 roku, innymi rewolucjami, jak lipcowa czy belgijska, wreszcie kolejnymi insurekcjami na ziemiach polskich), lecz także ze względu na nabierający w tej epoce coraz większego pędu rozwój nauki i techniki. Kształtował siebie i swoją muzykę w tyglu rozmaitych doświadczeń, z których znaczną część można uznać za emblematyczną dla naszej, szeroko pojętej, nowoczesności. I tak na przykład w korespondencji Chopin odnotowuje wystawę robotów humanoidów, podróże pociągiem czy doświadczenia z eterem, które - podobnie jak Krasiński - uznawał za wyjątkowe w dziejach medycyny. Przemierza hałaśliwe ulice Paryża i patrzy na stojące przy nich wielopiętrowe domy handlowe opisane w latach osiemdziesiątych XIX wieku w słynnej powieści Émile'a Zoli Wszystko dla pań (Au Bonheur des dames, 1883), która ukazywała przemiany dokonujące się wówczas w ekonomii. Chopin, korzystający, podobnie jak Słowacki, z rozmaitych dóbr luksusowych, jawi się tym samym jako typowy przedstawiciel bourgeoisie, przywiązujący wagę do własnego wyglądu czy sposobu urządzenia mieszkania, którego drobiazgowe projekty (obejmujące nawet odcienie tapet!) przesyłał przyjacielowi i zarazem sekretarzowi, Julianowi Fontanie.
W korespondencji Chopin opisywał też, nierzadko z nutą ironii, koncerty Niccola Paganiniego, których organizacja, zaplecze marketingowe, jak byśmy dziś powiedzieli, nie ustępowały w koncepcjach współczesnym nam widowiskom. Podobnie inscenizowane były koncerty Franza Liszta, o którym Heine pisał, że "nikt na świecie nie zna się lepiej na tym, jak zorganizować sobie udany pokaz czy raczej mise en sc?ne"4. Oprawa wystąpień Chopina mocno odbiegała od opisanych wyżej, podobnie - jak zauważa Charles Rosen - jego "koncentracja [...] na uznawanych za banalne gatunkach muzyki salonowej - nokturnach, mazurach, walcach [...]"5. Był to jeden z powodów, dla których nie mógł konkurować o popularność równą czy to włoskiemu skrzypkowi, czy węgierskiemu pianiście, który zresztą w wydanej po śmierci Chopina książce (pisanej w dużej mierze przez Karolinę Sayn-Wittgenstein) podzielał negatywne zdanie wielu krytyków o niektórych aspektach stylu polskiego kompozytora.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki