??????ż????
?????!
Poniższy tekst jest fikcyjny i nie ma na celu propagowania żadnych szkodliwych zachowań.
Zanim zdecydujesz się kontynuować lekturę, prosimy o zapoznanie się z poniższymi ostrzeżeniami.
Tekst, który zaraz przeczytasz, porusza bardzo trudne tematy i może wywołać silne emocje, szczególnie u osób wrażliwych na kwestie związane z przemocą, samookaleczeniem, samobójstwem oraz emocjonalnymi kryzysami.
Zawiera on opisy cierpienia wewnętrznego bohaterów, ich zmagań z własnymi demonami, a także sytuacji, które mogą być wyzwaniem psychologicznym.
Ważne ostrzeżenie:
1. Sceny samobójstwa i okaleczeń:
W tekście pojawiają się opisy samookaleczeń oraz myśli samobójczych, które są przedstawione w kontekście wewnętrznych zmagań bohaterów. To fikcyjne obrazy, które mają na celu ukazanie skomplikowanej psychologii postaci, ale nie są w żadnym przypadku rekomendacją jakichkolwiek działań. Samobójstwo i samookaleczenie nigdy nie są rozwiązaniem.
Fikcyjność:
2. Przypominamy, że wszystko, co opisane w tej książce, jest wytworem wyobraźni autora. Żadne z przedstawionych zdarzeń nie ma rzeczywistego odzwierciedlenia w życiu ani nie ma na celu gloryfikowania czy normalizowania szkodliwych zachowań. Celem jest jedynie zgłębianie emocji i przeżyć bohaterów, a nie promowanie destrukcyjnych działań.
Bezpieczeństwo emocjonalne:
3. Część z nas może przechodzić przez trudne chwile w życiu, a literatura nie powinna być powodem, by czuć się jeszcze gorzej. Zrozumienie, że fikcja jest tylko wyobrażeniem autora, a nie rzeczywistością, może pomóc w uniknięciu wpływu tej opowieści na nasze własne życie.
Wsparcie:
4. Istnieją liczne organizacje, linie pomocowe oraz terapeuci, którzy oferują wsparcie w takich sytuacjach. Nie bój się szukać pomocy - jesteś ważny, a Twoje zdrowie i bezpieczeństwo są najistotniejsze. Pamiętaj, że nie jesteś sam/a: Nawet jeśli czujesz się osamotniony/a w swoich zmaganiach, ważne jest, by wiedzieć, że są ludzie, którzy cię wspierają. Zrozumienie, że przemoc wobec siebie lub samobójstwo nie są odpowiedzią na problemy, może być pierwszym krokiem w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. Zawsze możesz sięgnąć po pomoc.
Przestroga:
5. Nie wolno powtarzać żadnych przedstawionych w książce czynności! Przemoc, samookaleczenie i myśli samobójcze to poważne problemy, które wymagają profesjonalnej interwencji. W przypadku, gdy masz jakiekolwiek trudności z radzeniem sobie z emocjami przedstawionymi w książce, bardzo ważne jest, by natychmiast poszukać wsparcia. Pamiętaj, że Twoje zdrowie psychiczne ma ogromne znaczenie i masz prawo do poczucia bezpieczeństwa.
Pomoc dostępna dla Ciebie:
W Polsce możesz skontaktować się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży pod numerem 116 111, dostępnym 24 godziny na dobę.
Możesz skontaktować się również z Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym pod numerem 800 70 2222.
W wielu krajach dostępne są różne organizacje i linie wsparcia, w tym także linie anonimowej pomocy kryzysowej. Poszukaj lokalnych numerów telefonów i usług, które są dostępne w Twoim kraju.
???????ł 2
? "??????" ?
"Czasem trzeba się zgubić, żeby naprawdę się odnaleźć."
????
Tydzień później
Zawsze myślałem, że Nowy Jork nigdy nie śpi, ale to nieprawda. To tylko tak się mówi. Nowy Jork nie śpi, ale ci, którzy w nim żyją, tak. Ja, a może bardziej my - ja i chłopaki - przez ostatni rok spaliśmy tylko na kawałku czasu między dwiema kawami i strefą bezdechu między jednym deadline'em a drugim. Jakoś się nie zauważyło, że życie przeszło przez nas jak rozgrzane powietrze. Z jednej strony pościg, z drugiej - nieistniejąca przestrzeń, która zapełniała się tylko pustką.
To nie było tak, że miałem dość miasta. Wcale nie. Miasto daje tyle możliwości, że czasami nie wiadomo, od czego zacząć. Ale byłem zmęczony tym, że zawsze musiałem coś udowadniać. Każdy projekt, każdy kolejny krok w tej chorej grze, gdzie ludzie oceniają cię na podstawie kilku sekund w Internecie, czy piątej kawy w ciągu dnia. Może i byłem w centrum tego wszystkiego, ale czułem, że odchodzę z niego tak naprawdę daleko.
Kiedy powiedziałem chłopakom, że pomyślałem o zakupie dziupli na obrzeżach, patrzyli na mnie, jakbym zaproponował wyprawę na Marsa. Co to w ogóle miało znaczyć?
Zawsze mówiliśmy o tym, że marzymy o czymś własnym, ale nikt nie traktował tego poważnie. Dziupla? To przecież nie było miejsce na "rozwój kariery", czy miejsce, gdzie można błyszczeć. To było miejsce na schowanie się. Na schowanie się od tego, co wszyscy uważali za sukces. A jednak, mimo tej atmosfery "przypadkowego żartu" w ich głosach, każdy z nich wiedział, że mam rację.
Więc zaczęliśmy szukać.
Jakoś na początku nie wiedziałem, czego tak naprawdę szukam. Chciałem coś taniego, coś, co mogłoby się chociaż trochę zbliżyć do "domu". Coś, co daje poczucie przestrzeni. Przestrzeni, której brakowało mi w mieszkaniu na trzecim piętrze w Downtown. Małe, stare domki, opuszczone, z pozarastanymi ogrodami, schowane w cieniu drzew, stawiające się w opozycji do tego całego miejskiego huku - to był początek.
Pamiętam ten pierwszy dom. Stary, drewniany, z jednym oknem, przez które światło o poranku wpadało, jakby ktoś pomieszał je z kurzem z lat minionych. Wyglądał, jakby umierał, a jednak trzymał się z uporem. Jak ja.
Mieliśmy pewne wątpliwości. Pieniądze? Jasne, nie był to majątek, ale i tak każdemu w nas dało to do myślenia. W końcu zrzuciliśmy się, i to wcale nie tak łatwo. Każdy miał swoje wymówki, swoje obawy. Thomas twierdził, że to tylko "więcej problemów" i że nie chce mieszać się w coś, co nie ma przyszłości. Dylan mówił, że lepiej żyć w samym centrum, bo tam są szanse na "coś więcej". Ale po kilku piwach i kilku godzinach krążenia po przedmieściach w końcu doszliśmy do konsensusu.
W końcu stanęliśmy przed nim - naszą dziuplą. To, co na zdjęciach wyglądało jak podniszczony domek, teraz miało być tym, co nada nasze życie jakiejś strukturze. Nie byliśmy pewni, co dokładnie mamy w rękach, ale coś w tym miejscu wydawało się być prawdziwe. Niezależnie od tego, jak bardzo zrujnowane były ściany i jak bardzo szumy miasta zdawały się wkradać w naszą przestrzeń, czułem, że coś się zmienia. Kiedy przekroczyłem próg, poczułem, jakby cała ta siła, którą miasto na mnie wywierało, po prostu spadła z moich ramion.
- To nasza dziupla - powiedziałem, opierając się o drzwi, które skrzypiały, jakby miały zaraz wypuścić nas z powrotem na zewnątrz.
Zaczęliśmy porządki. Może to było głupie, może trochę romantyczne, ale kto by pomyślał, że właśnie tutaj zaczną się nasze największe plany. W dziupli - w tym zabitym deskami domku na obrzeżach miasta, z widokiem na nic, z rosnącą trawą w ogródku, który ledwo pamiętał, jak się nazywa.
I wtedy zrozumiałem - to, co robimy, nie jest tylko kupnem domu. To była decyzja o byciu sobą, o wyjściu poza to, co wszyscy od nas oczekują. O tym, by mieć swoją przestrzeń, swój rytm, swój spokój, w którym nie musisz ścigać się z czasem. Przestrzeń, w której możesz po prostu być.
Bo nawet dziupla, na końcu świata, może stać się czymś więcej niż tylko dachem nad głową.
Chłopaki zjawili się dopiero późnym wieczorem. Byli już po pracy, więc kiedy dojechali, zgarbieni od zmęczenia, prawie nie mogli uwierzyć, że właśnie stoją przed tym miejscem.
Czuć było, że to dla nich duży krok, nawet jeśli udawali, że to tylko kolejna głupia decyzja. I wiesz co? Może to była głupia decyzja, ale właśnie takie wychodzą najlepiej.
Thomas, jak zawsze, miał w sobie to coś, co sprawiało, że wszystko, co mówił, brzmiało jak prawda. Stał tam przed domem, spoglądając na niego, jakby próbował dostrzec coś, czego my nie widzieliśmy.
- Dziupla, co? - powiedział, patrząc na mnie. - Zawsze myślałem, że będziemy mieć coś... większego.
Nie musiałem nic odpowiadać. Thomas wiedział, że to, co teraz robimy, nie jest o wielkich planach. To była decyzja o przetrwaniu. O znalezieniu przestrzeni, która nie wyciska cię jak pomarańczę. Mieliśmy już dość tego miasta, tego pędu. A tu, na obrzeżach, moglibyśmy na chwilę zwolnić. Może nawet na dłużej.
Dylan, z tym swoim wiecznym uśmiechem, który krył więcej, niż chciałbyś wiedzieć, spojrzał na dom i westchnął.
- Jasne, może nie jest piękny, ale coś w nim jest. Czuć w nim historię. Coś, co nie zostało wyczyszczone na błysk. Czegoś brakuje w tych nowych, idealnych miejscówkach, nie sądzicie? - zapytał, jakby to była jego osobista opinia na temat całego miasta.
Oliver, który nigdy nie był za słowami, rzucił tylko krótkie - Zobaczymy, ale w jego oczach było coś, czego nie mogliśmy zignorować - był gotowy na to wyzwanie, gotowy, by dać temu miejscu szansę. Choć nigdy nie mówił za wiele, w chwilach, gdy milczał, widzieliśmy, że ma to, czego my szukamy - w sobie.
I wtedy - jakby znikąd - temat Susan wcisnął się do rozmowy.
- A co z Susan? - zapytał Thomas, patrząc na mnie. Jego wzrok był taki, jakby od razu wiedział, że pytanie nie jest łatwe, ale jakoś musiało paść.
Ostatnio nie rozmawiałem z Susan tak, jak wcześniej. Kiedy tylko ta dziupla stała się naszą opcją, zaczęło być jasne, że życie z nią wcale nie będzie tak proste, jak myślałem. Susan... Zawsze była tą, która trzymała mnie przy życiu. Była moją kotwicą w tej burzy. Ale z każdym dniem czułem, że to, co nas łączy, jest coraz bardziej rozciągnięte.
- Nie wiem, co z nią... - odpowiedziałem po chwili, starając się brzmieć jak najmniej roztrzęsiony. Nie wiem, czy rozumie, dlaczego to robimy. Może chce, żebym został w mieście. Może wcale tego nie rozumie.
Dylan, zawsze na luzie, wzruszył ramionami.
- Ona ma swoje życie, nie? A ty masz swoje. Wiesz, że nie będziesz szczęśliwy, jeśli będziesz wciąż żył według jej planu.
- To nie jest takie proste, Dylan, - odpowiedziałem, czując, jak ciężar tych słów przytłacza mnie. - Susan to nie jest... to nie jest ktoś, kto bierze to na lekko. Ona ma swoją wizję. Może nie rozumie, co się dzieje. Może nie chce tego rozumieć.
Thomas poklepał mnie po plecach, tak jakby wiedział, co to oznacza. Zawsze starał się być tą osobą, która trzyma wszystkich przy ziemi.
- Czasami trzeba po prostu iść własną drogą, stary. Ona się ogarnie. A ty... Ty musisz ogarnąć siebie.
Cholera, Thomas zawsze miał rację, ale to nie sprawiało, że było łatwiej.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Oliver, który od jakiegoś czasu stał w cieniu, podszedł i powiedział:
- Dla niej to może być trudne, ale to nie znaczy, że masz trwać w martwym punkcie. Kiedy sam siebie nie słuchasz, to potem stajesz się tylko kolejnym trybem w cudzym zegarku.
Te słowa olśniły mnie na chwilę.
Może miał rację.
Może nie chodziło o Susan, tylko o mnie. O to, czego ja naprawdę chcę. To nie było tylko wyjście z miasta. To było wyjście ze wszystkiego, co było dla mnie jedynie strefą komfortu.
- Dobra, koniec tego. Pora zacząć porządki - powiedziałem, chcąc zmienić temat, bo wiedziałem, że rozmyślanie o Susan i jej reakcji nie pomoże niczemu.
Czas na działanie.
Czas na budowanie czegoś, co miałoby sens.
W pierwszym tygodniu było więcej pracy, niż myśleliśmy. Kiedy wchodziliśmy do środka, każdy z nas starał się jakoś odciągnąć myśli od wszystkiego, co zostawiliśmy za sobą. Stare meble, kurz, zapach wilgoci. To nie była ta cudowna utopijna rzeczywistość, którą sobie wyobrażaliśmy, ale z każdym dniem coraz bardziej czuliśmy, że to coś, co mamy. Nie musieliśmy pytać o pozwolenie, nie musieliśmy się martwić o rachunki, nie musieliśmy się martwić o nic.
Za to zaczynaliśmy sobie wyobrażać, jak w tej przestrzeni wszystko może wybuchnąć na nowo. W naszej dziupli wszystko miało szansę się zbudować na nowo.
Ale co z Susan? To było pytanie, które nadal pozostawało w powietrzu.
???????ł 4
? "Ś????ł?" ?
"Życie nie pyta, czy jesteśmy gotowi. Po prostu się zaczyna."
????
Zbliżam się do wejścia, czując, jak napięcie rośnie w moich ramionach. To zawsze tak samo - ta krótka chwila przed wejściem do klubu, kiedy dźwięki muzyki przebijają się przez ściany, a światło stroboskopów odbija się od ścian.
Thomas idzie obok mnie, jego postura pewna, jakby był zupełnie w swoim żywiole.
Dylan, zawsze ten nieco bardziej zamknięty, rozgląda się niepewnie, a Oliver... no cóż, Oliver to Oliver - uśmiechnięty, jakby wszystko, co się dzieje, było jednym wielkim żartem.
- Czujesz to? - pyta Thomas, lekko wychylając się do mnie, jego głos tonie w hałasie dobiegającym z klubu.
- Czuję - odpowiadam, nawet nie zastanawiając się, co dokładnie mam na myśli. Jest coś w tej atmosferze, co sprawia, że moje serce bije szybciej. To miejsce, te dźwięki, te światła... to wszystko zawsze działa na wyobraźnię. Oliver rzuca nam szybkie spojrzenie, jakby dostrzegał w nas jakąś niewidzialną presję, która jednak nie zmienia jego nastroju.
- No to co, chłopaki, wchodzimy, czy będziecie się kręcić jak święte krowy na pastwisku? - pyta z ironicznym uśmiechem, który sprawia, że przez moment mam ochotę go odtrącić, ale wiem, że to tylko jego sposób na rozluźnienie atmosfery.
Dylan zaciska usta, jakby nie do końca pewny, czy jest gotowy na to wszystko. Ja sam nie jestem wcale pewny, ale coś mnie pcha do przodu. Chcę poczuć ten dreszczyk, tę chwilę, w której nic nie ma znaczenia poza teraz. I może dlatego ruszam do przodu, krok za krokiem, zanim ktoś znowu zacznie wątpić. Wchodzimy do klubu, a dźwięk basu przetacza się przez moje ciało, odbijając się w każdej komórce.
Oliver przód, jakby wciąż traktował to jako jakąś zabawę, a Thomas za nim, trochę bardziej skupiony. Ja i Dylan zostajemy z tyłu, jednak coś w tym miejscu, w tym tłumie, zmienia coś w moim wnętrzu. Czuję się jakbym miał na wyciągnięcie ręki cały świat, gotowy, by go podbić. To może zabrzmieć głupio, ale to właśnie w takich chwilach przypominam sobie, dlaczego w ogóle tu jestem. Oliver nagle zatrzymuje się przy barze, już zamawiając coś, co w jego ustach brzmi jak rytuał.
- Co pijecie? - pyta, patrząc na nas z rozbawieniem.
- Tylko nie wódka - mówi Dylan, jakby to była zasada, której nie można złamać.
- Spokojnie, na początek coś delikatniejszego - odpowiada Oliver, machając ręką, jakby nie zależało mu na niczym. Wydaje się, że nie zwraca uwagi na nikogo ani na nic. Ale to pewnie tylko jego maska. Patrzę na nich przez chwilę, próbując wyczuć, co tak naprawdę myślą. To dziwne, ale czuję, jakbyśmy wszyscy byli w tym samym, dziwnym miejscu, jednak każdy z nas miał inne powody, by tu być.
- Później zatańczymy? - pyta Thomas, i coś w jego głosie brzmi tak, jakby to było pytanie bez pytania. Oczywiście, że zatańczymy. To tylko kwestia czasu. Dylan wzdycha, ale w końcu kiwa głową.
- Chyba nie mam wyjścia, co?
- Oczywiście, że nie - śmieje się Oliver.
- To nie jest demokracja. To klub. Patrzę na nich wszystkich, czując się jednocześnie częścią tej grupy i jednocześnie trochę na uboczu. I to jest chyba najlepsze w takich chwilach - że wszystko może się zdarzyć, a my nie musimy niczego rozwiązywać, dopóki nie nadejdzie odpowiedni moment. Kiedy otrzymujemy nasze drinki, Oliver podnosi szklankę.
- Za zabawę! - woła, jakby nie miało to znaczenia, co tak naprawdę oznacza. A jednak wiem, że to po prostu jedno z tych haseł, które w takich chwilach wypełniają całą przestrzeń. Pijemy. I w tym momencie, kiedy smak alkoholu miesza się z dźwiękami basu, jestem pewien tylko jednej rzeczy: w tej chwili wszystko jest możliwe.
Zanurzam się w tłumie, czując, jak muzyka dosłownie przenika moje ciało. Bas uderza jak fala, wibruje w klatce piersiowej, a reszta świata staje się tylko tłem. Ciało zaczyna się poruszać, zanim zdążam zareagować. Po prostu daję się ponieść. To dziwne uczucie, jakby klub miał swoją własną siłę przyciągania, jakby wymuszał na tobie, byś się bawił, byś poczuł się swobodnie, choć w głębi duszy masz wrażenie, że to tylko gra.
Oliver już tańczy, nie patrząc na nikogo, jakby był w swoim własnym świecie. Ma ten sposób poruszania się, który sprawia, że chce się go naśladować, choć nie wiem dlaczego. Moje nogi same podążają za rytmem, a ręce unoszą się w górę, jakby nie miały żadnego celu, tylko po prostu podążały za muzyką.
Thomas jest obok, jego wzrok skupiony na jakiejś dziewczynie przy barze. Działa jak magnes, przyciągając spojrzenia, ale on jest za bardzo wciągnięty w swoją własną grę, by zauważyć, że ktoś się na niego patrzy.
- Ta dziewczyna cię gapi - mówi Dylan, prawie krzycząc mi do ucha. Odwracam głowę, ale ona już zniknęła, zniknęła w tłumie. Nie mam pojęcia, o kim mówi, ale nie muszę. W tym miejscu wszystko jest tylko chwilowe, mało ważne. Liczy się tylko teraz.
- Musisz się rozluźnić - mówi Dylan, a ja znowu widzę jego cichy, zdystansowany sposób bycia. Czasami wydaje się, jakby był tu ciałem, ale nie duchem. Może po prostu nie lubi tego miejsca? Może to ja mam z tym problem, ale nigdy nie umiałem zrozumieć, dlaczego on nie wchodzi w to tak, jak reszta. Zawsze miał dystans.
- Chyba nie wiesz, jak to działa - odpowiadam z uśmiechem, starając się nie brzmieć jak jakiś mądrala. Ale sam się w tym gubię. Tak naprawdę nie wiem, co właściwie mam na myśli. Oliver, widząc, że Dylan stoi z boku, podchodzi do niego, chwytając go za rękę.
- Hej, hej, przynajmniej spróbuj. Czego się boisz? - mówi, ale w jego tonie nie ma niczego złośliwego. To po prostu Oliver, który chce, by wszyscy czuli się jak on, lekko, swobodnie, bez ograniczeń. Ale to nigdy nie jest takie łatwe.
- Nie jestem tu po to, żeby robić coś, co nie ma sensu - mówi Dylan, ale w jego głosie słyszę coś, co brzmi jak niechęć do całej tej otoczki. Może ma rację. Może ja też to wszystko traktuję zbyt poważnie. Może to tylko ja jestem ten, który czuje, że musi tu być, jakby ten wieczór miał coś zmienić. Oliver się uśmiecha, nawet nie patrząc na niego.
- No cóż, wtedy zostań przy drinku. Ale nie narzekaj później, że nic się nie wydarzyło. Zanim Dylan zdąży odpowiedzieć, już wracam do tańca, nie chcąc tracić rytmu. Jakoś tak się dzieje, że zaczynam się śmiać. Bez powodu. Może to alkohol, może to po prostu ta atmosfera, która sprawia, że wszystko wydaje się prostsze. Zresztą, kto by się przejmował?Thomas w końcu podchodzi, w ręku trzyma dwa drinki, jedno dla siebie, jedno dla mnie.
- Gdzie się podział Dylan? - pyta, rozglądając się wokół, jakby miał zamiar go zgubić. Jak zwykle, na uboczu - odpowiadam, biorąc drinka.
- Nie wiem, co z nim jest, ale... czasami czuje się jakby był poza tym wszystkim. No cóż, on nigdy nie był fanem takich miejsc.
- Wiesz, że woli spokój - mówi Thomas, ale chyba też nie wierzy w to, co mówi. On sam ma to wszystko w małym palcu. A ja? Może to nie jest moja bajka, ale coś w tej chwili mnie pociąga. Zaczynamy pić, tańczyć, śmiać się. Tłum się rozmywa, a ja czuję się coraz bardziej zanurzony w tym chaosie. Kiedy nie ma nic ważnego, każda minuta staje się cenniejsza. Wiesz, że to nie potrwa długo, ale to jest właśnie piękne - że nie musisz o niczym myśleć.
Liczy się tylko tu i teraz.
Czasem warto zapomnieć o wszystkim, by poczuć, że żyjesz. Kiedy przychodzi moment, by usiąść na chwilę, zauważam, że w powietrzu wciąż coś wisi. To nie jest zwykły wieczór. Cokolwiek się wydarzy, coś się zmienia.
Siadam na barowym stołku, opierając ręce na zimnej ladzie. Powietrze w klubie jest duszne, czuć pot, alkohol i zapach perfum, które mieszają się w nieznośną mieszankę. Thomas zniknął w tłumie, pewnie szuka jakiejś nowej dziewczyny do pogadania, a Oliver dalej tańczy, jakby nie miał końca. Często tak bywa, że on potrafi wtopić się w tłum, a ja nie potrafię się z tego w pełni cieszyć. Czasami mam wrażenie, że jestem tu tylko dla niego, żeby go obserwować, być częścią tej zabawy, którą on tworzy.
Dylan siedzi obok mnie, z nieco ponurą miną. Nie pijemy już dużo, bo coś w jego postawie mówi, że to wszystko go nie rusza, że wolałby być gdzieś indziej. Zawsze tak było - nigdy nie mógł poczuć się naprawdę częścią tej całej euforii. Zbyt duża ilość ludzi, zbyt głośna muzyka, zbyt wiele wszystkiego. Ale to nie jest jego problem. To mój. I w końcu zdaję sobie z tego sprawę.
- Wiesz, że nie musisz tutaj być, jeśli tego nie chcesz - mówię cicho, chociaż wiem, że pewnie już o tym wiedział.
Dylan patrzy na mnie, a w jego oczach pojawia się ta dziwna, niepewna melancholia, jakby wahał się, czy odpowiedzieć, czy po prostu dać mi spokój. W końcu jednak mówi:
- Wiem. Ale czasami chcę sprawdzić, czy coś się zmieni. Może tym razem będzie inaczej.
Jego głos jest cichy, jakby każda jego odpowiedź była decyzją. Decyzją, którą podejmuje tylko w tych chwilach, kiedy czuje, że może. Kiedy nikt go nie ocenia, kiedy może zniknąć w tłumie, ale nie tak jak reszta. Nie rozumiem, co dokładnie chce osiągnąć, ale coś w tym jest. Czasami mam wrażenie, że to nie on jest tutaj, tylko jakaś wersja siebie, którą chce w sobie znaleźć.
- Może nie zmieni się nic. Ale czasami warto próbować. - Mówię to bardziej do siebie niż do niego, zastanawiając się, dlaczego tak długo trwałem w tym samym miejscu. Może to też moja ucieczka, moja chwila zapomnienia. Nie mam pojęcia.
Dylan patrzy na mnie przez chwilę, jakby ważył moje słowa. Po chwili unosi brew.
- To twoje podejście. Tylko wiesz... to nie jest odpowiedź na wszystko. - Odwraca wzrok, jakby sam próbował sobie odpowiedzieć na swoje pytania.
Siadam w milczeniu, wpatrując się w jego twarz. Wiem, że ma rację. Nic się nie zmienia, dopóki nie zrobimy kroku naprzód. Może to, co robimy, to tylko opóźnianie konfrontacji z tym, czego naprawdę się boimy. Może to tylko chwilowe ucieczki, które trwają do momentu, aż wszystko wróci na swoje miejsce.
- W tym samym momencie na stole pojawia się nowy drink - tym razem Oliver przynosi go dla mnie, uśmiechając się szeroko, jakby nie było niczego bardziej naturalnego niż to, co właśnie robi.
- Hej, przyniosłem ci coś mocniejszego - mówi, podając mi szklankę z niebieską cieczą, która wygląda bardziej jak napój chemiczny niż coś, co można by pić.
- Tylko nie za dużo - odpowiadam, patrząc na niego z przymrużonymi oczami. - Nie chcę skończyć jak ty, bez tchu.
Oliver śmieje się głośno, jakby to była najlepsza z możliwych odpowiedzi, ale widać, że cieszy go to, że spędzamy razem czas.
- Spokojnie, na pewno nie umrzemy - mówi, rozsiadając się obok, z pełnym przekonaniem. - Ale jeśli się boisz, to mogę ci pokazać, jak się bawić. Zaufaj mi.
Nie wiem, dlaczego, ale w tej chwili czuję, że mogę z nim pójść dalej. Bez zastanowienia biorę drinka i pociągam łyk. I wtedy wszystko nagle staje się jeszcze jaśniejsze, jakby wszystko wokół było wyraźniejsze, żywsze. Tłum staje się mniejszy, a muzyka nieco cichsza. To nie jest coś, czego się spodziewałem. To nie jest moment, który miałby sens. Ale czuję się żywy, w tej pełnej chaosu chwili.
- Widzisz? - Oliver mówi, patrząc na mnie z lekkim triumfem w oczach. - Czasem warto dać się ponieść.
Patrzę na niego i mam wrażenie, że mimo całej tej zabawy, czegoś w nim brakuje. I wciąż nie wiem, co dokładnie, ale wiem, że to pytanie nie ma odpowiedzi.
Dylan wciąż siedzi obok, teraz już patrzy na nas, ale z zupełnie innym wyrazem twarzy. Nie wiem, co o tym wszystkim myśli, ale może to nie jest najważniejsze. Następnie zmieniamy klub.
Bo w końcu, w tej chwili, liczy się tylko to, co teraz, to, co przeżywamy. Nie myślę o tym, co będzie później.