1
Chytra sztuczka
TYM, CZEGO NIKT CI NIE MÓWI o przywoływaniu demonów, jest fakt, że
czasami musisz myśleć nieszablonowo.
Powinnam to wiedzieć; od dziecka wzywałam je do swoich kręgów. Matka
nawet mnie do tego zachęcała, uważając za nieco bezpieczniejszą
alternatywę dla znacznie bardziej ryzykownej, rosnącej fascynacji
starymi bóstwami. (Uwaga, jeśli nie chcesz, aby twoja córka
zainteresowała się groźniejszymi chtonicznymi bytami, jeszcze zanim
nauczy się jeździć na rowerze, może nie czytaj jej Lovecrafta na
dobranoc. Wydaje się to dość oczywiste, prawda?).
Księgi rozwodzą się nad tym, że przywoływanie powinno być czynnością
ograniczoną normami i regułami -?i zwykle tak bywa, jeśli wiesz, co dla
ciebie dobre. Prawda jest taka, że jeśli podejmiesz rozsądne środki
ostrożności, nie jest to tak niebezpieczne, jak ludzie myślą. No i ten
przypływ adrenaliny -?demony są piekielnie interesujące (gra słów
zamierzona). Czasami mają ochotę zdradzić pikantne sekrety lub
starożytne zaklęcia, jakich nie znajdziesz nawet w najstarszych,
najbardziej zakurzonych grymuarach. Innym razem są tak olśniewające, że
ich widok łamie ci serce, albo tak przerażające, że nawet szybki rzut
oka, zanim je przepędzisz, wystarczy, by pozostawić cię bez tchu, z sercem tłukącym się w piersi i krwią wrzącą w żyłach, podczas gdy ciarki
przechodzą po całej skórze.
Cholera, nawet jeśli zachowujesz ostrożność, nie ma nic lepszego niż
przywołanie demona, aby poczuć, że żyjesz.
Oczywiście zawsze się zdarza, że nawet taka profesjonalistka jak ja
trochę to spieprzy.
Jak zwykle wyznaczyłam mój krąg przywołania w labiryncie przyziemia The
Bitters, w chłodnym, przepastnym pomieszczeniu, które początkowo było
trzecią piwnicą z winami Eleny -?bo kto dziś radzi sobie tylko z jedną,
z pewnością nie moja matka -?a teraz pełniło także funkcję mojej
demonicznej kryjówki. Żadnych okien, zatęchłe powietrze pachnące
wielowiekowym kamieniem i starym bordeaux, kinkiety o magicznym świetle
rzucające drżące cienie na ściany; idealna atmosfera na takie czary.
Zaklęcie przywołujące już wzbierało we mnie jak burza, a ochronne
amulety jarzyły się na mojej piersi. Wszystko wydawało się takie, jakie
być powinno, wszystkie systemy działały.
Ale gdy tylko Malachus zaczął się wyłaniać, poczułam w brzuchu ukłucie
zła, niepokojącą, instynktowną świadomość, że coś jest nie tak.
Według mojej wiedzy Malachus powinien objawiać się jako muskularny
reptiliański koleś, na maksa bezmyślny macho. Typ przeważnie
nieszkodliwego demona, który szczekał znacznie groźniej, niż gryzł. Od
jakiegoś czasu żadnego nie przywoływałam, więc dzisiejszy wieczór miał
być tylko ćwiczeniem, żeby wrócić do formy po krótkiej przerwie.
Sylwetka formująca się w moim kręgu była jednak bez wątpienia kobieca,
klęcząca i odwrócona do mnie plecami, o absurdalnym stosunku talii do
bioder, który zawstydziłby nawet Cardi B. Pasma włosów, czarnych i lśniących jak woda w blasku księżyca, wiły się wokół jeszcze
czarniejszych skrzydeł zgrabnie złożonych na jej plecach. Widziałam, jak
ich delikatny, postrzępiony zarys, niczym na jednym z moich szkiców,
wypełnia się niewyraźną sugestią piór, po czym wystrzela trójwymiarową
obfitością gęstego czarnego puchu. A zapach, który rozszedł się w piwnicy, okazał się nie zwykłą, obrzydliwą wonią siarki, ale czymś
słodszym, bardziej eleganckim i przenikliwym. Może był to jaśmin z subtelną nutą paczuli. Ten rodzaj zniewalających perfum, który sprawia,
że chcesz za kimś chodzić, zachwycając się wylewnie, dopóki ci nie
powie, czym pachnie.
Kiedy spojrzała na mnie przez ramię wielkimi oczami w kolorze płynnego
złota, zaschło mi w ustach. Nie mogłam być pewna, nigdy wcześniej
żadnego nie widziałam -?nie było ich zbyt wiele -?ale moim zdaniem z pewnością wyglądała jak jeden z byłych serafinów.
Pieprzony upadły anioł wylądował w mojej piwnicy.
-?Och, na zimne cycki Hekate -?wyszeptałam do siebie. Serce zabiło mi
mocniej, a w żołądku narastał dreszcz podniecenia. -?To strasznie
popierdolone.
Czytałam, że upadłe były wybuchowe, niezwykle przebiegłe i bardzo
potężne -?dokładnie ten rodzaj nieprzewidywalnych demonów, z którymi z reguły nie zadzieram. Ale i tak tu była, co oznaczało, że wszystko
kompletnie wymknie się spod kontroli.
Odwróciła się do mnie jednym błyskawicznym ruchem, wciąż klęcząc, z delikatnymi, drobnymi dłońmi złożonymi skromnie na kolanach. Palce miała
zakończone groźnymi czarnymi szponami, a knykcie pokryte opalizującymi
łuskami. Przekrzywiła głowę, przyglądając mi się z chytrą
intensywnością, spomiędzy jej pełnych warg wystawał czubek różowego,
rozwidlonego języka. Potem uśmiechnęła się do mnie, szeroko i dziko,
błyskając długimi onyksowymi kłami i siekaczami.
Muszę powiedzieć, że w czarnych zębach jest coś denerwującego, zwłaszcza
w tak ostrych jak te jej. Zaczynałam podejrzewać, że inaczej niż w przypadku prawdziwego Malachusa -?gdziekolwiek, do cholery, był -
demoniczne ugryzienie tej laski może być o wiele gorsze niż jej
szczekanie.
W mojej piersi wykwitł czysty strach, który spłynął gwałtownie do
czubków palców u rąk i nóg niczym spadająca gwiazda. Niestety goniąca za
dreszczykiem emocji część mojego mózgu, która często w takich chwilach
przejmowała kontrolę, wręcz się tym rozkoszowała. Zatem nie wyciągnę z tej sytuacji żadnej lekcji, pomyślałam sobie. Nic dziwnego, nigdy nie
byłam w tym zbyt dobra.
-?Złe wieści! -?rzekł radośnie demon. Jego głos był skrzyżowaniem
aksamitnego mruczenia i jakiegoś gigantycznego gongu, w który uderzono
dokładnie między moimi uszami. Zaciskając zęby, z trudem zdołałam nie
chwycić się za głowę. Jeśli chodzi o demony, okazanie słabości jest
najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić. -?Komu służysz?
Jej powitalne słowa odrobinę rozładowały napięcie. Demony zawsze
zaczynają od "złych wieści". To coś, co uchodzi u nich za dobre maniery,
część etykiety, której muszą przestrzegać.
Wyprostowałam się, przybierając władczy wyraz twarzy, wzorowany na
mimice mojej matki, i z całych sił starając się nie wyglądać na tak
wstrząśniętą, jak się czułam. Kiedy mamy do czynienia z podejrzanymi
istotami z zaświatów, przywdzianie maski wiedźmy twardzielki to zwykle
co najmniej połowa sukcesu.
-?Służę mojej bogini, moim przodkom, a przede wszystkim sobie -
odparłam. To była tradycyjna odpowiedź przywołujących z rodu Avramovów.
Nie wiem, co mówią wtedy Blackmoore'owie, Thornowie czy Harlowowie -?w bardzo mało prawdopodobnym przypadku, gdyby wiedźma z jednej z pozostałych czarodziejskich rodzin Thistle Grove miała kiedykolwiek
powód drażnić się z demonem -?ale postawiłabym na jakąś tandetną gadkę o służbie najwyższemu dobru, światłu pokonującemu ciemność czy czymkolwiek
innym, co stanowi wzruszający wstęp. Avramovowie nie kupują żadnej z tych uproszczonych binarnych bzdur o opozycji dobra i zła. Jako
najwięksi pragmatycy, to szarość zawsze uznajemy za swoją.
Problem polegał na tym, że teraz nadszedł moment, w którym powinnam
powiązać tę istotę z jej prawdziwym imieniem. Co uznałam za sprytną
sztuczkę, zważywszy na to, że prawie na pewno nie miałam do czynienia z prawdziwym Malachusem.
-?A ty, Malachusie Azaranthinaelu, pojawiasz się na moje życzenie i rozkaz -?dodałam, krzyżując palce za plecami. Hej, warto spróbować; może
wiedza tajemna całkowicie się myliła w sprawie wyglądu Malachusa. -?Co
oznacza, że musisz być posłuszny... i natychmiast zniknąć!
-?Godne podziwu! -?zanucił demon z kolejnym okropnym, mrożącym krew w żyłach uśmiechem. W mgnieniu oka istota podniosła się na nogi, naga i głupio piękna, z zasłoną czarnych, jedwabistych włosów udrapowaną na
wydatnych krągłościach i długich, gładkich kończynach. Jej skóra
jaśniała niczym papierowy lampion, jakby rozświetlona od wewnątrz.
Szkoda, że tak źle zaczęłyśmy znajomość; prawdopodobnie znała kilka
rewelacyjnych wskazówek dotyczących pielęgnacji urody. -?Gdybym
rzeczywiście była Malachusem Azaranthinaelem.
-?Jeśli nim nie jesteś, dlaczego pojawiasz się zamiast niego? -
zapytałam stanowczo, próbując wdrożyć ostatni fragment protokołu, zanim
ten już i tak niekontrolowany pociąg kompletnie się wykolei. Demony nie
powinny być zdolne do naginania zasad w ten sposób; kiedy przywołasz
któregoś jego prawdziwym imieniem, to, co nazwiesz, ma być tym, co
otrzymasz.
-?Ponieważ tak się składa, że żaden Malachus nie istnieje -?powiedziała,
wciąż szczerząc się w przepastnym uśmiechu. W jej złotych oczach
tańczyły najprawdziwsze płomienie. Widok niczym z tuzinkowej kreskówki,
ale z pewnością nie czułam się zwyczajnie, kiedy ta czeluść gapiła mi
się prosto w twarz. Dreszcz przebiegł mnie pod skórą, wpełzając do kolan
-?to był ten rodzaj szarpiących nerwy wrażeń, dla których żyłam, i powód, by w ogóle popełniać takie lekkomyślne błazeństwa jak to. -
Jestem i zawsze byłam tylko ja... A kłamstwa o Malachusie opowiadam, żeby
kusić takich ciemnych, małych mówców śmierci jak ty do wzywania mnie i uwalniania.
Próbowałam nie brać tego, że nazwano mnie ciemniaczką, zbyt osobiście,
ale nie udało mi się -?szczerze mówiąc, miała rację.
Księgi mówią, że demonom łatwiej jest kłamać niż oddychać. Wyglądało na
to, że ta wymyśliła pozornie nieszkodliwego demona jako przynętę,
umieściła jego imię w tradycyjnych przekazach, żeby mogły je znaleźć
takie łatwowierne dupki jak ja, a następnie powiązała jego wezwanie ze
sobą, jak jeden z tych szpetnych diabłów morskich, które wabią niczego
niepodejrzewające ofiary. Wszystko to oznaczało, że kiedy odpowie na
wezwanie Malachusa, zostanie ściągnięta na ziemię.
Cholera, pomyślałam z niechętnym podziwem, dobrze rozegrane. Demony były
oszustami aż do szpiku swoich kruchych, czarnych kości, a ten nabrał
mnie kompletnie i bezdyskusyjnie.
-?Chytra sztuczka -?przyznałam, skłaniając lekko głowę i podejmując
ostatnie ryzyko. Zdziwilibyście się, jak próżne są niektóre z tych
podstępnych skurwieli i jak łatwo dają się nabrać na odpowiednie
pochlebstwo. -?A kiedy mnie zapytają, w czyją sprytną pułapkę wpadłam,
jakie straszne imię wypowiem?
Przewróciła wielkimi oczami, a usta jak pączek róży zacisnęła z pogardliwą irytacją, jakby mówiła: "Nieźle, wiedźmo, ale gdy następnym
razem będziesz próbowała mnie zwieść, może wstań rano trochę wcześniej,
co?".
-?Moje prawdziwe imię znam tylko ja, ale możesz mnie nazywać... -?W mgnieniu oka pojawiła się na samym skraju kręgu, z jedną kościstą stopą
uniesioną, jakby chciała go przekroczyć. -?Davarą Łamaczką Kręgów.
Nieco dosłowne? Być może. Złowrogie jak cholera? Bez wątpienia.
Nie tracąc optymizmu, w ramach eksperymentu podniosłam ręce i rzuciłam
na nią zaklęcie wygnania, szepcząc je pod nosem -?a za nim kolejne i kolejne, całą ich masę. Pozostała niezachwianie cielesna, jej czarny jak
atrament uśmiech tylko się poszerzał, a gładka postać nawet nie drgnęła.
-?Oooch, zgubne zaklęcie wygnania Baby-Jagi, jak uroczo! -?zapiszczała,
otwierając szeroko oczy. -?Nie widziałam tego od wieków!
Naparła na linię graniczną, a powietrze wokół niej falowało jak miraż.
Piwnica zadrżała od samej siły jej ataku, a z kręgu promieniście
rozchodziły się drobne fale uderzeniowe, gdy jej wola atakowała moją
barierę, sprawdzając swoją moc. Pęk ochronnych amuletów zaczął teraz
parzyć mnie w klatkę piersiową, ale nawet moje niezawodne runy okazały
się zdecydowanie za słabe. Nie zdołałyby uchronić mojej duszy przed
pożarciem przez coś jej kalibru, gdyby dała radę się uwolnić.
Potknęłam się, ledwie utrzymując równowagę, serce biło mi dwa razy
szybciej niż zwykle, a w żyłach płynęła czysta adrenalina. Jeśli demon
mnie pokona, stratuje całe Thistle Grove, zanim ktoś inny -
prawdopodobnie, cholera, moja matka -?zdoła zamknąć go i wygnać. Wtedy
nigdy nie przeżyłabym upokorzenia, że nie potrafiłam poradzić sobie z własnymi demonicznymi sprawami, nie mówiąc już o karze, jaką trybunał
uznałby za stosowne na mnie nałożyć.
To znaczy, gdybym żyła na tyle długo, aby się martwić takimi rzeczami.
-?Nie dziś, suko -?mruknęłam pod nosem. Moje myśli wirowały, gdy
podjęłam szybką decyzję, a wszystkie końcówki nerwów płonęły i trzeszczały jak lont. -?Źle trafiłaś.
Ułożyłam palce do innego rodzaju zaklęcia, opary czerni sączyły się z moich opuszek i gromadziły wokół dłoni. Nigdy tak naprawdę nie
przywykniesz do dotyku ektoplazmy, nawet po latach zajmowania się nią.
Jej lepkie zimno przylegało jak obrzydliwa druga skóra. Ale sama magia
we mnie wydawała mi się dzika i wspaniała, jak strumień rtęci płynący w górę po kręgosłupie i wirujący w głowie -?najlepsze uczucie na świecie.
I wtedy, w odpowiedzi na moje wezwanie, pośpiesznie napłynęła fala
duchów.
Demon zamrugał, nagle zdezorientowany, gdy przepychające się zjawy,
które nazywały The Bitters swoim domem, jedna po drugiej zaczęły
materializować się wokół niego. Jeśli wziąć pod uwagę, że nieruchomość
moich przodków liczyła ponad trzysta lat i była przy tym imponująco
nawiedzona, mieszkało ich tu wiele. Mgliste formy w odcieniach szarości,
postrzępione i prawie przezroczyste, ciągnęły za sobą niewyraźne
kończyny i wijące się włosy, napierając na siebie jak tłum tańczący pod
sceną.
Na początku emanowały jedynie zakłopotaną irytacją, ponieważ zostały
brutalnie odciągnięte od spraw, którymi się zajmowały, zanim je
wezwałam. Potem zauważyły Davarę Łamaczkę Kręgów, wciąż stojącą na
skraju mojego kręgu, z drobną zmarszczką niepokoju na gładkim czole.
Ich rozdrażnione buczenie nagle zmieniło się w pomruk niezadowolenia,
który bardzo szybko eskalował, stając się mrożącym krew w żyłach
zawodzeniem, które można opisać jedynie słowem "upiorne".
Kręgi przywoływania są jednokierunkową barierą mającą zatrzymać rzeczy w środku, a nie na zewnątrz. Natomiast duchy niespokojnych zmarłych mają
to do siebie, że są z natury terytorialne, wrogo nastawione do intruzów
na ich terenie. Domyśliłam się, że intruz taki jak Davara, który należał
do tego świata jeszcze mniej niż one, zostałby odebrany jako krańcowa
prowokacja. I pomimo ogromnej różnicy mocy między demonem najwyższego
poziomu a gromadą niezdyscyplinowanych zjaw stawiałam na siłę liczebną,
jak wtedy, gdy rozjuszony rój mrówek może powalić słonia.
Gdy tłum cieni rzucił się na Davarę i ją otoczył, a ze środka kręgu
rozległ się ryk bólu i wściekłości, przekonałam się, że w obu
przypadkach miałam rację.
Potem wrzask nagle ucichł w ogromnym rozbłysku szkarłatnego światła, gdy
demon w końcu uznał tę ziemską wyprawę za zakończoną. Najwyraźniej
perspektywa pożerania duszy wiedźmy i siania spustoszenia w małym
miasteczku nie była warta pokąsania na (nie)śmierć przez rozwścieczoną
widmową hordę.
-?Haaa! -?zakrzyknęłam radośnie, zwycięsko wymachując pięścią, gdy
światło zniknęło, a jego jasne powidoki wciąż pojawiały się w moim polu
widzenia. -?Właśnie tak się to robi, skurwysyny!
Tłum widm zwolnił w szaleńczym wirowaniu i zawisł tuż nad pokrytymi
kurzem kamieniami. Potem zjawy odwróciły się, żeby świecące kratery
swoich oczu utkwić we mnie -?czyli aroganckiej rozrabiaczce, która
ściągnęła je tutaj wbrew ich woli.
-?Ja pierdolę -?jęknęłam, a granat pod moją szyją pulsował, gdy zgięłam
palce. -?No dobra. Idziemy stąd.
2
Za mało serca
NIE MÓWIĘ, że zgadzam się z ciotką Eleną, bo byłoby to nielojalne z mojej strony -?powiedziała Letha, obchodząc bokiem włochatą
animatroniczną tarantulę, która wyskoczyła na nią z sykiem z ciemnego
korytarza prowadzącego do pokoju nastoletniej wiedźmy. -?Ale załóżmy,
tylko hipotetycznie, że dla zabawy zamieniłabyś mój dom w gniazdo
poltergeista. Ja też mogłabym traktować cię trochę ostro przez jakiś
czas.
Moja kuzynka miała na myśli utrzymujące się psychiczne skutki
zaimprowizowanego przeze mnie wygnania. Całą noc zajęło mi poskromienie
mojej milicji duchów, ale nawet wtedy rozwiązanie problemu było tylko
tymczasowe. Ponad dwa tygodnie później w sufit nadal wbijały się noże,
cieniste postacie unosiły się nad nami, gdy spaliśmy, a drzwi otwierały
się i zamykały w synkopowanym rytmie, który miał doprowadzać nas
wszystkich do szaleństwa. Nie wspominając o tym, jak lustra
przekształcały twoje odbicie w maskę z horroru Krzyk, kiedy próbowałaś
nałożyć pieprzony tusz do rzęs. Rodzaj odjechanego cholerstwa, które
naprawdę załazi ci za skórę.
Przestraszyło to śmiertelnie również moje trzy koty, nie wspominając o zeberkach, z powodu których czułam się najbardziej winna. Może to tylko
moja wyobraźnia, ale nawet jeżyca Elphaba wydała mi się trochę nerwowa,
nie do końca wyluzowana i łagodna, jak zwykle była.
Dość powiedzieć, że od tego czasu stosunki między mną a Eleną stały się...
napięte.
-?Fakt, że przedstawiasz to jako hipotezę, nie sprawia, że jest mniej
nielojalne -?poinformowałam kuzynkę, przywołując magiczne światło, aby
zawisło nad moją dłonią, dzięki czemu nie musiałyśmy wymacywać drogi w ciemności. Postaraliśmy się, żeby cała przestrzeń nawiedzonego domu -
zmodernizowanego magazynu przylegającego do Arcane Emporium, ogromnego
supermarketu z artykułami okultystycznymi należącego do naszej rodziny -
była chroniona zaklęciem zapomnienia, które spowijało Thistle Grove.
Każdy normals, gość lub członek obsady naszego show, któremu zdarzyło
się zobaczyć moje czary, zapominał o tym w ciągu kilku minut. -?Poza tym
to nie było dla zabawy. Musiałam jakoś pozbyć się demona, prawda? Nawet
Elena nie jest aż taką agentką chaosu, żeby cieszyć się, że wypuściłam
pradawne, wielkie zło na świat śmiertelników.
-?Wielkie zło, które przywołałaś, Issa -?zauważyła Letha z irytującą
logiką. -?Dla wspomnianej zabawy.
-?Okej, masz rację. I naprawdę żałuję, że Davara nie porozmawiała ze mną
przez chwilę, zanim spróbowała wyrwać się z kręgu -?dodałam ponuro. -
Miałam tyle pilnych pytań. Na przykład o to, czy demony najwyższego
poziomu z natury mają taką gładką skórę, czy może ona ją jakoś nawilża,
łzami potępionych albo czymś? Czy wszystkie pachną dziwnie
fantastycznie, czy tylko ona? Rzeczy, których nie ma w księgach.
Letha posłała mi urażone spojrzenie.
-?Tak, o to wszystko... Jak to możliwe, że mnie nie zaprosiłaś, żebym cię
asekurowała? Davara Łamaczka Kręgów brzmi jak przekąska. I może mogłabym
pomóc, zanim sprawy tak bardzo wymknęły się spod kontroli.
Przepraszająco ścisnęłam ramię Lethy, gdy przeszłyśmy do następnej sali,
a potem odciągnęłam ją na bok, gdy zalana łzami królowa balu w marszczonej sukni z tafty w kolorze fuksji prawie na nas wpadła,
uciekając przed królem balu z piłą mechaniczną w ręce i rozczochranymi,
pierzastymi włosami. Grupa rzeczywistych gości, przystanąwszy przy stole
z rozrzuconymi odciętymi dłońmi, bukiecikami na rękę i misą z rżniętego
szkła, w której bulgotał "zatruty" poncz, krzyknęła z przerażenia, po
czym zaczęła histerycznie chichotać.
Gdy król balu przebiegł obok nas, mamrocząc do siebie, krytycznym okiem
oceniłam jego podarty, bladoniebieski smoking i zakrwawione converse'y.
Stylowo diabelski, oczywiście, ale też trochę nijaki w sposób, którego
nie potrafiłam do końca określić.
-?Wierz mi, była po zbyt nikczemnej stronie diabelskiej seksowności -
zapewniłam Lethę. -?Nawet jak na twoje standardy.
-?Cóż, mogła być skrajnym przypadkiem. A teraz już nigdy się nie
dowiemy, prawda? -?Letha spojrzała na mnie złowrogo kątem oka, co,
biorąc pod uwagę, jak duże i ciemne są jej oczy o ciężkich powiekach,
było wyjątkowo złowrogie. -?Ponieważ nie zostałam zaproszona.
-?Przykro mi, aniołku. Minęła ledwie minuta, od kiedy ją przywołałam i...
nie wiem. Chciałam to zrobić sama, trochę rozładować emocje. Spróbować
odzyskać formę.
Letha niechętnie skinęła głową, a jej chłodny wyraz twarzy nieco
złagodniał. Wiedziała, że ostatnio byłam w niewyraźnym nastroju, chociaż
jeszcze mnie o to nie dopytywała. Moja najlepsza przyjaciółka i kuzynka
nie należała do milutkich stworzeń, ale była solidną jak skała,
niezwykle lojalną osobą, jaką zawsze chciałoby się mieć za sobą.
Rozsądnie byłoby nie psuć sobie z nią relacji, bo ten głaz w prawdziwie
syzyfowy sposób może stoczyć się po zboczu i cię zmiażdżyć. Ale kiedy
zajdzie taka potrzeba, możesz się na niej oprzeć całym ciężarem ciała i mieć pewność, że nie drgnie ani na milimetr.
-?Okej, więc tym razem ci daruję -?oznajmiła. -?Ale jeśli ominie mnie
kolejna demoniczna katastrofa, padną ostre słowa. Możesz być tego pewna.
-?Zrozumiałam. A co o tym myślisz? -?zapytałam, przyglądając się
morderczemu balowi maturalnemu trwającemu wokół nas. Wysoko w górze z odsłoniętych rur powiewały podarte transparenty, ironicznie życząc
klasie rocznika '83 szczęśliwego życia. Podczas gdy król balu gonił
królową, pogrążone w nieświadomości pary, w różnym stopniu pokryte
krwią, kołysały się leniwie w rytm fałszywych dźwięków powolnego,
makabrycznego coveru Sweet Caroline. Scenografia Lethy była jak zawsze
nienaganna, dopracowana w szczegółach i maksymalnie przerażająca; moja
zastępczyni miała doskonałe wyczucie, jeśli chodzi o podnoszenie
efemeryd horroru do rangi sztuki. -?Czy to nadal działa? Po sześciu
miesiącach?
Jako dyrektor artystyczna nawiedzonego domu w Emporium byłam
odpowiedzialna za wszystko, od projektowania kostiumów po zatrudnienie
członków obsady, a ta historia była moim pomysłem. Podstawowym
założeniem było to, że nastoletnia wiedźma, która właśnie zyskiwała
władzę, została odtrącona przez króla balu / rozgrywającego futbolistę /
popularnego kompletnego dupka. Kierowana wściekłością, rzuciła zaklęcie
żądzy krwi na całe miasto, które ją poniżyło, i zmieniła wszystkich w mordercze potwory. Coś w rodzaju Szkoły czarownic w połączeniu z Carrie i z niespodziewanymi zwrotami akcji -?i znacznie mniejszą
ilością krwi menstruacyjnej, bo, fuj, nie, dziękuję.
Pozostałe elementy scenografii obejmowały sypialnię nastoletniej wiedźmy
(wraz z krwawym pentagramem, czarnymi świecami i ofiarą z ludzi -
wszystkimi tandetnymi akcesoriami, których prawdziwa wiedźma nigdy by
nie użyła), salę lekcyjną, w której nauczyciel chemii o morderczych
skłonnościach terroryzował uczniów, przedszkole pełne wpadających w amok
wrednych maluchów i ćwiczenia cheerleaderek, które przebiegły fatalnie.
-?Myślę, że się udało -?odpowiedziała Letha, kiwnąwszy głową, co
poruszyło gładki welon jej różowo-fioletowo-czarnych włosów. Dzięki
swojej japońskiej mamie miała ten rodzaj lśniących, jedwabistych włosów,
które pragnęłam zyskać jako nastolatka, stosując zbyt wiele produktów i wyszukane metody prostowania, zanim po dwudziestce porzuciłam to
marzenie. -?Tematycznie spójne, ale wystarczająco różnorodne, aby
utrzymać ich w napięciu. Żywa paleta barw, interesujący dźwięk, mokra
robota porządna, ale nie przesadzona. Bez wątpienia ogromny postęp w porównaniu z cyrkiem potępionych.
Zmarszczyłam brwi, chwytając zębami knykieć.
-?Nie myślisz, że to wszystko wydaje się tylko trochę... bez polotu?
-?Bez polotu? -?Spojrzała na scenę rozpoczynającą się przy stole z ponczem i na nastoletnią wiedźmę rechoczącą nad cheerleaderką w śmiertelnych drgawkach, bo się nim zatruła. -?No wiesz, to trochę
slapstick, oczywiście, ale jest częścią zabawy. Wygląda na to, że
turyści są zafascynowani.
-?Chyba tak. -?Przygryzłam wnętrze policzka, próbując zrozumieć, jakiego
integralnego elementu mogło mi tu brakować. -?Narracja wydaje mi się
trochę nudna, to wszystko. Jakby było w tym za mało serca.
Letha przechyliła głowę, rzucając mi zdezorientowane spojrzenie.
-?Jeśli nie rozumiesz tego dosłownie -?fakt, w programie nie ma obecnie
żadnych krwawych komór sercowych -?to naprawdę nie nadążam, Iss. Jak
dotąd jest to jedna z naszych najbardziej wyszukanych scen. Recenzje też
to potwierdzają. Niezależnie od tego, co zrobimy później, mądrze byłoby
utrzymać podobny kierunek.
Miała rację. Zauważyliśmy znaczny wzrost sprzedaży biletów w ciągu
ostatnich sześciu miesięcy, z nawiedzonego domu osiągnęliśmy znacznie
większy dochód niż w ciągu ostatnich lat. Częściowo dzięki temu, że
odkąd Emmy Harlow zdobyła Wieniec Zwyciężczyni Turnieju podczas
ostatniego Samhain, magia miasta nie faworyzowała już wyłącznie
Blackmoore'ów -?najbogatszej i najpotężniejszej magicznej rodziny
Thistle Grove, a także naszych głównych konkurentów w dziedzinie
immersyjnej rozrywki. W rezultacie reszta z nas w końcu znów dostała
swój należny kawałek turystycznego tortu. A teraz, gdy nadeszła wiosna,
rozważaliśmy przeprojektowanie przedstawienia z okazji zbliżającego się
Festiwalu Kwiatowego Księżyca, organizowanego w mieście w związku z Beltane, pogańskim świętem, które, oprócz Halloween, zwykle przyciągało
najwięcej turystów.
Powinnam być podekscytowana rozpoczęciem modernizacji. Był czas, kiedy
niczego nie kochałam bardziej niż tworzenia nowego horroru, zwłaszcza
kostiumów dla obsady. Często tygodniami bywałam pochłonięta
projektowaniem. Nawet śniłam o szkicach, ich płynnych liniach i pulsujących kolorach przeplatających się z falami delta mojego mózgu,
gdy podczas snu wszywały się w zwiewne stroje.
Zarządzanie nawiedzonym domem było moją codzienną pracą, ale przez długi
czas również projektowanie tych kostiumów sprawiało mi radość.
Może prawdziwym problemem nie było to, że w Morderczym balu maturalnym
z okrutnych lat osiemdziesiątych brakowało serca; może rzecz polegała
na tym, że ja już tego wszystkiego nie czułam. Teraz miałam wyrzuty
sumienia, że nawet nie zebrałam się na odwagę, żeby zwierzyć się Lecie,
która poza tym wiedziała wszystko, co warto wiedzieć o moim życiu, odkąd
byłyśmy koszmarnymi dzieciakami.
-?Chyba będę musiała omówić to z Eleną -?powiedziałam, powstrzymując
odruchowy grymas. Zaraz po tym przeglądzie miałam z nią zaplanowane
sprawozdanie i planowanie w Emporium. Stwierdzenie, że nie cieszyłam się
na rozmowę z matką, zwłaszcza jako matriarchinią rodu Avramovów, było
głębokim niedopowiedzeniem. -?Ostatecznie to jej decyzja. Może będzie
chciała utrzymać udany show przez kolejny sezon, co ułatwi nam zadanie.
Letha zatrzymała się tak gwałtownie, że zderzyła się z nią jedna z upiornie tańczących par. Posłała im spojrzenie tak intensywne i onieśmielające, że pospiesznie oddalili się chyłkiem, porzucając pomysł
wciągnięcia jej na scenę. Może rozpoznali w niej jedną ze swoich
szefowych, a może była to po prostu potężna energia Koziorożca, którą
emanowała. Pomimo swoich delikatnych rysów i ogólnie
pastelowo-gotyckiego stylu Letha wywierała na ludziach takie wrażenie,
jak jedna z tych wspaniałych tropikalnych żab, które pięknymi kolorami
faktycznie sygnalizują, że są niebezpieczne.
-?Co z tobą, Iss? -?zapytała, odwracając się do mnie. -?Wiem, że
przechodzisz coś... już od jakiegoś czasu. Wiem też, że nie chciałaś o tym
rozmawiać, a ja szanowałam twoją przestrzeń jako wyjątkowa osoba, którą
jestem, z czym chyba możemy się zgodzić. Ale właśnie zbliżamy się do
granic mojej cierpliwości.
-?Letha, daj spokój. To nic aż tak poważnego.
-?Czyżby? Bo od miesięcy łazisz jak jakiś marny klon dawnej siebie.
Serio? Nagle nie czujesz Morderczego balu z lat osiemdziesiątych? Nie
chcesz wymyślać nowych, świetnych sposobów straszenia turystów?
-?A może po prostu jestem zmęczona? -?powiedziałam nieśmiało. -?Może na
coś zachorowałam?
Jej ciemne oczy zwęziły się pod skrzydłami powiek pokrytych metalicznym
cieniem.
-?Isidoro Avramov, zaczynam myśleć, że porwano twoje ciało. Czy mówimy
tu o zdumiewająco kiepskim, demonicznym pasażerze? Bo przyznam, że
przyszło mi do głowy profilaktyczne wygnanie.
Zachichotałam wbrew sobie na myśl, że Letha będzie próbowała po cichu
zorganizować mi egzorcyzm niczym najgorszą na świecie imprezę
niespodziankę.
-?To nadal ja, przysięgam na moją duszę wiedźmy -?zapewniłam Lethę,
biorąc ją pod ramię i ciągnąc do wyjścia. -?Czy gdybym to nie była ja,
wiedziałabym, żeby zaproponować ci na przeprosiny upiorną 'ritę w Shamrock Cauldron dzisiaj wieczorem? Z dodatkowymi marynowanymi
papryczkami jalape?o?
-?Niech będą dwie 'rity i kilka szotów cazadores -?mruknęła, niechętnie
dając się pociągnąć do przodu. -?I lepiej, żeby to wszystko towarzyszyło
szczegółowemu opisowi tego, co się z tobą dzieje.
-?Jeśli nie dziś wieczorem, to wkrótce, obiecuję. -?Pojednawczo
uścisnęłam jej ramię. -?A tak przy okazji, to naprawdę słodkie, że
kochasz mnie na tyle, żeby na moją cześć urządzić niespodziankę w postaci wygnania.
-?Nie pochlebiaj sobie, kuzynko. -?Kącik jej ust drgnął w sugestii
uśmiechu. -?To tylko dlatego, że mogę umrzeć z nudów, jeśli szybko nie
odzyskam dawnej ciebie.
Co za kłamczucha. Pod tą fasadą nonszalancji Letha troszczyła się o swoich bliskich z niezrównaną zaciekłością, nawet jak na osobę z rodu
Avramovów -?a powiedzenie "Krew jest gęstsza od wody" równie dobrze
mogłoby być nieoficjalnym mottem naszej rodziny (oficjalne credo
Avramovów brzmi: "Nie łamiemy się ani nie uginamy"). Wiedziałam, że
naprawdę się o mnie martwi, a może nawet przez to, że nie potrafiłam się
zmusić do otwarcia się przed swoją najlepszą przyjaciółką i kuzynką w kwestii tego, co się naprawdę dzieje, poczułam się jeszcze gorzej.
I na dodatek jeszcze bardziej jak zdrajczyni.
-?Niemniej... -?powiedziałam, pozwoliwszy jej na mnie naskoczyć.
Przynajmniej tyle jej byłam winna, biorąc pod uwagę ogrom wszystkiego,
co ukrywałam. -?Liczy się zamiar. I wiesz, że demoniczna gadka zawsze
była moim językiem miłości.
3
Przytulne jak kaftan bezpieczeństwa
ARCANE EMPORIUM PRZYNAJMNIEJ nadal pachniało domem. Gdy weszłam do
środka, owionęła mnie słodka woń kadzidła i topniejącego wosku.
Kadzidło, mirra, szałwia i drzewo sandałowe płonęły jednocześnie,
tworząc pachnące kłęby dymu, które unosiły się w powietrzu niczym oddech
smoka. W ogromnym showroomie supermarketu, który młodsze pokolenie czule
nazywało wiedźmińskim Walmartem -?wyłącznie między nami, chyba że ktoś
chciał zobaczyć, jak Elena wybucha, rzucając oczami zły urok -
sprzedawano wszystko, od zapasów zaklęć po upiorne dekoracje. W pojemnikach rozmieszczonych wzdłuż centralnego przejścia migotały
kryształy, a po obu jego stronach ciągnęły się alejki regałów i gablot.
Były w nich miotły, laski i różdżki; kadzielnice, pęki ziół do okadzania
i wielokolorowe świece; wahadła, kule do przepowiadania przyszłości,
lustra i talie kart tarota; szaty, sukienki i biżuteria inspirowana
okultyzmem.
W górze wiązki suszących się ziół zwisały z grubo ciosanych krokwi, w stylu "wiejski klimat, ale masywna bryła", o który chodziło Elenie, gdy
prawie trzydzieści lat temu budowano ten sklep. Całą ścianę poświęcono
Aptece Avramovów, a na jej półkach stały zakorkowane słoje z mlecznozielonego szkła. Mieliśmy nawet własną linię kosmetyków
"nasyconych czarami" -?czarodziejskie serum, kule do kąpieli świecące w ciemności i tego rodzaju urocze badziewie.
Większość z tych przedmiotów była wykonana przez Avramovów, więc
mogliśmy twierdzić, że nasze towary są nie tylko rzemieślnicze i lokalne, ale także ręcznie robione przez prawdziwe czarownice.
Oczywiście to wszystko na niewiele zdałoby się klientowi, gdyby nie miał
własnej magii, z którą mógłby pracować, ale przynajmniej odsyłaliśmy
turystów do domu z naprawdę pięknymi przedmiotami kolekcjonerskimi.
Szłam powoli w głąb magazynu między półkami z towarem, zatrzymując się,
by zanurzyć dłoń w jednej z chłodnych stert obsydianu, potrzeć aksamitny
brzeg szaty i próbując przywołać radość, którą kiedyś tak naturalnie
budziło we mnie Emporium. Dawniej bardzo mi się tu podobało, czułam, że
jestem na swoim wiedźmowym terenie. To było moje ukochane miejsce,
zarówno najlepszy magiczny plac zabaw, jak i najważniejsza własność
mojej rodziny. Coś, co należało do każdego z nas -?ale szczególnie do
mnie, drugiej córki matriarchini Avramovów.
Ale teraz nie potrafiłam wskrzesić w sobie nawet marnego cienia tego
uczucia. Jeśli już, to swojskość tego wszystkiego wydawała mi się niemal
klaustrofobiczna, drapiąca i ograniczająca, jak kaftan bezpieczeństwa
zaciskający się na mojej klatce piersiowej.
Ta sama cholerna muzyka, która tu zawsze grała -?mieszanka nieziemskich,
monotonnych śpiewów i odgłosów lasu, jak ścieżka dźwiękowa do spa
czarownic -?prześladowała mnie w drodze przez sklep i stawała się coraz
głośniejsza, gdy zbliżałam się do rzędu zasłoniętych wnęk, które
odwiedzający mogli zarezerwować na stawianie tarota lub sesje wróżenia
ze szklanej kuli. Słyszałam szepty dochodzące z dwóch z nich, a z kolejnej cichy, stłumiony odgłos płaczu. Chociaż większość tego, co
sprzedawaliśmy, to przedmioty o obniżonej zawartości magii, przeznaczone
tylko do zabawy, tutaj wyznaczyliśmy granicę: wróżbita Avramov nigdy nie
kłamał. Jeśli chodzi o przepowiadanie przyszłości, sprzedawaliśmy tylko
nagą prawdę.
Biuro mojej matki znajdowało się za ostatnimi drzwiami po lewej stronie,
tuż przed gigantycznym magazynem na samym końcu. Wahałam się przed nimi
przez minutę, czując ucisk w żołądku, gdy moja pięść zawisła nad
wypolerowanym drewnem.
Och, daj spokój, Isidora, powiedziałam sobie. To tylko twoja matka. Nie
jesteś aż takim cykorem.
Gdy chwyciłam byka za rogi i zapukałam, drzwi same otworzyły się przede
mną ze złowieszczym, skrzypiącym jękiem. Och, miły akcent, mamo, bardzo
subtelny.
Wnętrze sanctum sanctorum mojej matki było udekorowane postarzanym
drewnem i czerwonobrunatną skórą, a witrażowe lampy rzucały delikatne
światło. Sama Elena siedziała w nabijanym ćwiekami fotelu za
podniszczonym dyrektorskim biurkiem. Za jej plecami widniała ściana
mahoniowych półek na książki, rzeźbionych w płaskie liście i harcujące
chochliki, i zapełnionych rzędami grubych segregatorów zawierających ten
rodzaj tajemniczych dokumentów finansowych, o którym zawsze starałam się
nie myśleć. Laptop i drukarka, niedawne ustępstwa na rzecz
nowoczesności, stały na jej biurku pomiędzy zestawem smukłych mosiężnych
kandelabrów. W powietrzu unosił się zapach miętówek Eleny i tytoniu
fajkowego, który od czasu do czasu paliła, a także korzenno-słodkiego
zapachu Dior Poison, którego używała, odkąd pamiętałam.
Wszystkie zapachy, które zwykle oznaczały komfort zamiast obecnego
drążącego mnie niepokoju.
-?Isidoro -?odezwała się Elena, zamykając laptopa z cichym kliknięciem,
gdy ja zamykałam za sobą drzwi. -?Usiądź.
Ruchem głowy wskazała mi drewniany fotel naprzeciwko biurka, chwiejny
mebel, który wyglądał jak coś, na czym siadywała córka młynarza, przędąc
słomę w złoto, zaprojektowany tak, aby każdemu, kto zwróci się do Eleny,
pokazać, gdzie jest jego miejsce. Usiadłam, starając się robić najlepsze
wrażenie układnej pracownicy. Kiedy twoja matka jest jednocześnie twoją
szefową, nie możesz sobie pozwolić na demonstracyjne dąsy w pracy.
-?A zatem zrobiłyście przegląd -?powiedziała szybko, opierając łokcie na
podkładce na biurku i splatając dłonie. -?I co myślicie, ty i Letha?
Czyli to rozmowa o charakterze wyłącznie biznesowym, a nie bardziej
brutalna analiza moich skłonności do chaosu i katastrof, pomyślałam, a napięcie w piersi ciut zelżało. Problem, z którym mogłam sobie poradzić.
Kiedy zaczęłam podsumowanie, poczułam, że odrobinę się odprężam, a drżenie nerwów pod skórą nieco osłabło.
-?Pomyślałam mniej więcej to samo -?oznajmiła Elena, kiedy zakończyłam,
i oparła brodę na złączonych dłoniach -?kiedy wczoraj tamtędy
przechodziłam. Błyskotliwe założenie, sprawne wykonanie... imponująca
robota. Wyrazy uznania dla ciebie i Lethy za to, że wszystko tak
sprawnie funkcjonuje.
-?Ty też zrobiłaś przegląd? -?zapytałam, nie do końca potrafiąc ukryć
ból w głosie i czując ucisk w żołądku pomimo tego komplementu.
-?To nie jest uwaga na temat twojego osądu, Isidoro -?powiedziała ze
znaczącą pauzą, a niewypowiedziane (i niewątpliwie gorzkie) "tym razem"
zawisło w powietrzu między nami. -?Nie byłam tam od otwarcia, a w tym
roku stawka jest dla nas wysoka. Gdy Igraine ustąpi z funkcji nestorki
rodu, a Lyonesse przejmie stery, Blackmoore'owie będą chcieli pokazać na
festiwalu swoją siłę -?co oznacza, że podwoją ofertę dotyczącą Camelotu.
I, jak zawsze, będą mieli przewagę swojej magii. W przeciwieństwie do
nas.
Poruszyłam się na niewygodnym fotelu, rozważając to. Podczas gdy w Emporium używaliśmy zaklęć, wróżąc przyszłość, nekromancja Avramovów nie
była rodzajem magii, którą można uwolnić w nawiedzonym domu, chyba
żebyśmy chcieli, aby dreszczyk emocji stał się trochę zbyt prawdziwy,
żeby można było czuć się bezpiecznie. Dla odmiany Blackmoore'owie
specjalizowali się w zaklęciach transmutacyjnych -?głośnej, pełnej
blasku Fantazji, którą tak wielu ludzi uważa za konwencjonalną "magię" -
co czyniło ich najlepszymi iluzjonistami. Ich wciągające doświadczenie
średniowiecznego zamku obejmowało kilka pokazów scenicznych w każdym
sezonie: połączenie występów cyrkowych, muzycznych i prawdziwej magii,
co zwykle okazywało się irytująco spektakularne.
I logiczne było, że świeżo upieczona nestorka Blackmoore'ów podejmie w tym roku wyjątkowy wysiłek, próbując udowodnić, że jej rodzina nadal
rządzi miastem dzięki własnym zasługom, nawet bez szczęśliwego
talizmanu, jakim jest Wieniec Zwycięzcy.
-?Co oznacza, że musimy być o wiele lepsi -?dokończyłam za Elenę, czując
przebłysk zaciekłego ducha rywalizacji, który nasza rodzina przekazywała
sobie jak schedę i który podtrzymywał naszą rywalizację z Blackmoore'ami
żywą od tylu wieków.
-?Właśnie, moja lisiczko. W końcu odzyskaliśmy od nich trochę terenu i niech mnie diabli, jeśli teraz z tego zrezygnuję -?powiedziała moja
matka, z determinacją zaciskając ostro zarysowane szczęki. -?Więc
zniszczmy ich doszczętnie, dobrze?
Wybuchnęłam śmiechem, a ona w odpowiedzi posłała mi chytre mrugnięcie i okrutny uśmiech. Przez chwilę pozwoliłam sobie rozkoszować się ciepłem
między nami, swobodnym koleżeństwem, którym cieszyłam się w relacji z nią przez tyle lat. Od dziecka nazywała mnie "małą lisiczką", a ja
dorastałam, słysząc, jak bardzo jestem do niej podobna; miałyśmy te same
wysokie kości policzkowe, jadeitowo zielone oczy i kasztanowe włosy,
chociaż moje były ciemniejsze niż jej ognista miedź. Ale chociaż byłam
bardzo ładna, na swój piegowaty, dziwnie zdrowy sposób, moja matka była
zachwycająca jak katastrofa, coś, od czego nie można oderwać wzroku.
Patrząc na nią, czułam się, jakbym patrzyła w lustro w wesołym
miasteczku, na znacznie bardziej imponującą i pewną siebie wersję
własnej osoby.
Nie pomagało to, że byłyśmy podobne pod względem temperamentu -
impulsywne, skłonne do podejmowania ryzyka, niesłychanie uparte,
uczulone na konwenanse. Może nie byłam sukcesorką władzy w rodzinie -
ten zaszczyt przypadł mojej starszej siostrze Talii, następnej w kolejce
do tytułu matriarchini -?ale z czwórki rodzeństwa to ja zawsze
najbardziej przypominałam naszą matkę. I przez bardzo długi czas
chciałam być taka jak ona, kiedy dorosnę. Co więc masz zrobić, gdy coś
tak fundamentalnego przestało być prawdą? Kiedy nagle przestajesz
zgadzać się z kimś, kogo tak bardzo przypominasz?
Być może chandra, którą ostatnio miałam, była bliższa kryzysowi
egzystencjalnemu, niż mi się wydawało.
-?A więc wysłuchajmy twoich pomysłów -?ciągnęła Elena, rozkładając ręce.
Wzięłam głęboki oddech, przestając błądzić myślami i wracając do chwili
obecnej.
-?No cóż, oczywiście nie możemy znów zrobić niczego z lat
osiemdziesiątych. Ale skoro to tak dobrze wyszło, sądzę, że możemy się
skłonić ku estetyce całego tego okresu. Powiedzmy... opowieść o dwojgu
zwaśnionych wampirów, które z kochanków zmieniają się w rywali, coś w tym stylu? Saga o miłości i nienawiści obejmująca kontynenty i stulecia,
na wielką skalę.
Elena przechylała głowę z boku na bok, rozważając to. Wiedziałam, że
takie założenie prawdopodobnie jej się nie spodoba; to było zbyt
zagmatwane jak na jej gust, mniej klasyczny horror, a bardziej HBO. A ponieważ ten pomysł przyszedł mi do głowy zaledwie trzydzieści sekund
wcześniej, nawet ja sama nie byłam do niego do końca przekonana.
Pomyślałam jednak, że przynajmniej różnorodność kostiumów może być dla
mnie ciekawym wyzwaniem. Coś, co mnie trochę pobudzi i przywoła do
porządku mój miotający się umysł.
-?Wydaje się... nietuzinkowe. I trochę skomplikowane, nie sądzisz? -
powiedziała w końcu, stukając się w podbródek szkarłatnym paznokciem.
-?Trochę, na pewno. Ale jestem przekonana, że Letha i ja damy radę to
zrobić.
Pod warunkiem że Letha nie zamorduje mnie gołymi rękami za narzucanie
jej projektu o takiej skali, bez pytania jej przedtem o zdanie.
-?Niemniej -?stwierdziła w zamyśleniu Elena -?może tym razem
potrzebujemy czegoś nietuzinkowego i skomplikowanego. A ty prowadzisz
nawiedzony dom od ilu to już lat, sześciu? Co czyni cię naszą ekspertką
od tego, co działa.
-?To już tak długo? -?Opuściłam wzrok na swoje dłonie, bawiąc się
czubkami palców, a wymuszona swoboda w moim głosie nawet mnie samej nie
oszukała. -?Czasem mam wrażenie, że prowadzę go od początku świata.
-?Zamierzałam cię zapytać, lisiczko -?powiedziała Elena, pochylając się
nad biurkiem ze zmrużonymi lekko oczami, a pomiędzy jej gęstymi
miedzianymi brwiami zarysowały się dwie cienkie linie. Kiedy byłam mała
i stale rywalizowałam o jej czas z Talią, Micahem i Adrianą, niczego nie
kochałam tak bardzo jak tego spojrzenia i poczucia pławienia się w olśniewającym blasku jej uwagi. -?Od paru miesięcy wydajesz się trochę
zagubiona. Zakładałam, że popadłaś w rutynę i potrzebujesz większych
wyzwań w pracy. I uwierz mi, rozumiem, jak tłamszące może być zbyt dużo
rutyny. Czy ten pomysł jest naprawdę tym, co chcesz zrobić, żeby zmienić
sytuację?
Przez sekundę rozważałam, czy nie być z nią całkowicie szczera, tak jak
kiedyś byłabym bez namysłu. Nie, Eleno, powiedziałabym, tak naprawdę nie
to chcę robić. Chcę projektować prawdziwe ubrania, dla prawdziwych
ludzi. Nie kostiumy, nie "podstawowy strój czarownicy" dla pieprzonego
Emporium, ale moją własną linię gotowej odzieży.
A co więcej, wolałabym w ogóle nie być częścią Emporium, bo właśnie tym
chcę się zająć w pełnym wymiarze czasu: otworzeniem własnej firmy
właśnie tu, w Thistle Grove.
Mogłam sobie wyraźnie wyobrazić jej twarz w chwili, gdy to wyznanie
uderza ją jak policzek. Szok przechodzący w konsternację, po której
nastąpiłoby niedowierzanie, zanim jej rysy stwardniałyby w gorzkie linie
poczucia zdrady, gdy zrozumiałaby, jak śmiertelnie jestem poważna. Że
naprawdę chcę odwrócić się od tego, co zbudowała moja rodzina, i skierować swoje życie zawodowe na ścieżkę, która nie ma nic wspólnego z byciem wiedźmą -?lub, co gorsza, jedną z Avramovów.
Tak, stanowczo nie mogę sobie pozwolić na taką szczerość.
-?Omówię szczegóły z Lethą -?powiedziałam, pokonując kłujący ucisk w gardle. -?Możemy to jeszcze trochę dopracować. Ale myślę, że to właściwa
droga.
4
Coś bardzo złego
WIOSNA W THISTLE GROVE zawsze była moją ulubioną porą roku.
Hallows Hill stawało się wtedy orgią purpury, kwiaty ostów wysypywały
się z brzegów Lady's Lake i jak fioletowy pożar rozprzestrzeniały na
zboczach wzgórza. Wiosna przychodziła do nas wcześnie, pierwsze krokusy
przebijały się przez śnieg już pod koniec stycznia. W połowie lutego
słońce działało jak balsam, a drzewa były w pełnym, ekstrawaganckim
rozkwicie. I było Beltane, na które czekaliśmy w maju, miesiącu
Kwiatowego Księżyca -?stąd nazwa organizowanego w mieście festiwalu.
Czarownice z Thistle Grove świętowały cały miesiąc, seria uroczystości
rozpoczynała się na początku kwietnia i trwała do pierwszego maja.
Zdaję sobie sprawę, że święta płodności celebrujące powrót lata nie
powinny być w moim klimacie, "specjalnością" Avramovów znacznie bardziej
jest Samhain. Ale zawsze kochałam kwiaty, a kto może się oprzeć świętu
związanemu z paleniem ognisk, ucztowaniem i tańcami wokół ozdobnego
słupa, z wybornym dodatkiem rozwiązłości? To coś zdecydowanie dla mnie.
Bardziej irytujące było to, że musiałam przyznać, iż wiosną bujne sady
rodziny Thornów wyglądały wyjątkowo zachwycająco.
Zgodnie z tradycją pierwszego kwietnia rodziny zebrały się w Honeycake
Orchards na uroczystej koronacji Beltane -?w zasadzie przesłuchaniu do
roli Majowej Królowej, która wraz z wybranym przez siebie Zielonym
Człowiekiem poprowadzi zarówno nasze prywatne uroczystości, jak i paradę
festiwalową przeznaczoną dla turystów. Zajęłam miejsce obok Talii, na
jednym z wygodnych składanych krzeseł, które Thornowie przygotowali dla
swoich gości. Wokół nas jabłonie i wiśnie były obsypane kwiatami białymi
jak śnieg, niczym utrzymujący się duch minionej pory roku. Każdy nowy
podmuch wiatru sprawiał, że ich płatki opadały spiralnie na przygotowaną
na przesłuchanie scenę zwieńczoną potężnym łukiem z powojów i azalii.
Kwiaty zostały ożywione, by śpiewać wesoły refren, gdy uroczo wiły się
wokół siebie -?dokładnie ten rodzaj nieznośnie pretensjonalnego szajsu,
z którego tworzenia Thornowie byli tak irracjonalnie dumni.
Na platformie nie było obecnie nikogo poza Emmy Harlow, ostatnią
zdobywczynią Wieńca Turnieju i dziewczyną mojej starszej siostry.
Siedziała po prawej stronie i czekała, aby przewodniczyć konkursowi. W połączeniu ze srebrzystym topem o kroju dolman, który włożyła do
szafirowych aksamitnych legginsów i metalicznych espadryli, wieniec
błyszczał na jej lśniących brązowych, sięgających do ramion włosach jak
przemyślany dodatek, szykowny akcent w stylu vintage.
Gdy spojrzałam w jej stronę, pochwyciła mój wzrok i uśmiechnęła się do
mnie i Talii, po czym przybrała pełen godności wyraz twarzy.
-?Siestra, twoja laska wygląda, jakby zaraz miała orzekać w trybunale
do spraw zbrodni wojennych -?wymamrotałam do Talii z ustami pełnymi
koziego sera z dodatkiem lawendy, który zwinęłam ze stołu z przekąskami.
To akurat musiałam Thornom przyznać: naprawdę umieli karmić gości. -
Wiem, że wciąż zdobywa doświadczenie jako arbitrka, ale ma świadomość,
że w zasadzie to tylko okazja dla Thornów, żeby się popisać, a potem
miły piknikowy lunch? Tu nie ma wielkiego ciśnienia.
-?Och, daj jej żyć, Iss -?odparła Talia i pacnęła mnie niezbyt
delikatnie. -?Emmy tylko chce, żeby wszystko było jak należy. Nie
słyszałaś tych pierdół o "ciężarze korony"? Moja dziewczyna podchodzi do
swoich obowiązków z wielką odpowiedzialnością... i z dodatkową porcją
śmiertelnej powagi.
Prychnęłam, przewracając lekko oczami. Przez ostatnie sześć miesięcy
poznałam Emmy całkiem dobrze -?ona i Talia były sobie tak oddane, że
rzadko widywało się jedną bez drugiej -?a poza tym miała zabójczy styl,
ogólnie była bardzo cool. To również typ osoby bardzo ambitnej, która
dołoży wszelkich starań, żeby sprawiedliwie sędziować podczas tych
wyborów, nawet wiedząc, że prawie co roku Majową Królową zostawała
dziewczyna z rodziny Thornów.
Podczas gdy Zielony Człowiek miał głównie stać i ładnie wyglądać, czary,
do których odprawienia wzywano Królową, były specjalnością Thornów -
rodzajem zielonej magii tak niezgodnej z nekromancją, że większość
Avramovów nie zawracała sobie głowy uczestnictwem w ceremonii koronacji,
a tym bardziej w przesłuchaniu. Część rodziny, która się dzisiaj
pojawiła, przybyła głównie ze względu na doskonałą wyżerkę. Nawet Letha
poprosiła, żeby ją zwolnić z obowiązku obecności tutaj. Przekąski i darmowy alkohol to za mało, aby pokonać wszechogarniające poczucie
zagrożenia nadmierną cukierkowatością.
-?Nie patrz teraz -?powiedziała Talia, z uśmieszkiem trącając mnie
łokciem -?zbliża się twój zaprzysięgły wróg.
Podążyłam za jej spojrzeniem do drugiego rzędu od sceny, gdzie Rowan
Thorn posyłał ludziom szerokie, przepraszające uśmiechy, przeciskając
swoje długie nogi między ich kolanami. Chociaż wiedziałam, że tu będzie,
wcisnęłam głowę w ramiona, a dłonie zacisnęły mi się w pięści na udach.
To niesamowite, jak sam widok jego twarzy potrafił podnieść mi
ciśnienie, które skoczyło jak rtęć wypchnięta w górę w staromodnym
termometrze.
-?Można by pomyśleć, że zdąży na imprezę na własnym cholernym terenie -
mruknęłam do niej. -?Ale nieee.... Prawdopodobnie był zbyt zajęty
samodzielnym odbieraniem porodu źrebaków pięcioraczków albo ratowaniem
ślepego kociaka przed śmiertelnym niebezpieczeństwem. Wszystko to w ciągu jednego dnia pracy. Rowan Thorn, Bohater Dzikiej Przyrody.
-?Czekaj, naprawdę? -?zapytała Talia ciszej. -?Ja tylko się wygłupiałam,
ale ty mówisz poważnie. Więc ta cała sprawa z wrogami w miejscu pracy w jakiś sposób wciąż się dzieje?
-?Zaraz, to nie jest moja "mam to za sobą" mina? Ups, mój błąd. -
Wyszczerzyłam zęby w maniackim uśmiechu tak szeroko, że zabolały mnie
policzki. -?A teraz? Lepiej?
Talia pokręciła głową, wydając ciche westchnienie.
-?Iss, wiesz, że potrafię żywić urazę jak nikt... kiedy jest uzasadniona.
Ale z mojego doświadczenia wynika, że Rowan jest jednym z tych dobrych.
Gdyby nie on, Emmy w ogóle by tam nie siedziała.
To prawda, że Rowan brał udział w spisku zainicjowanym przez moją
siostrę -?pakcie zemsty pomiędzy nią, Emmy i siostrą bliźniaczką Rowana,
Linden Thorn, który doprowadził do tego, że Gareth Blackmoore, oszust
pierwszej klasy i kolosalny kretyn, przegrał turniej Thistle Grove z Emmy. Była to pierwsza od wieków prawdziwa porażka Blackmoore'ów. Chyba
rzeczywiście musiałam trochę docenić za to Rowana. Uznać jego zasługi,
najlepiej tak niewielkie, żeby były niewidoczne gołym okiem.
-?To oczywiste, że ty też miałaś z tym coś wspólnego, Tal -
powiedziałam. -?Ściągnęłaś na siebie cały legion duchów, narażając się
na problemy.
Strategia, którą zastosowali moja siostra i Rowan, aby pokonać Garetha w ostatnim wyzwaniu, bezprecedensowe połączenie magii Thornów i Avramovów,
przyniosła odwrotny skutek -?pozostawiła Talię nawiedzoną przez hordę
duchów na całą noc, dopóki cała zebrana rodzina ich nie wypędziła. Dla
nas wszystkich był to ogromny, magiczny wysiłek, a dla niej -
niewyobrażalna tortura.
Wciąż czasami śniły mi się o tym koszmary, a nawet nie byłam nawiedzona.
-?Było warto -?zażartowała Talia w ten sam beztroski sposób, w jaki
zawsze mówiła, jako że przez krótki czas była ludzkim odpowiednikiem
naszej rezydencji The Bitters. -?Nadal miewam dziwne migreny, ale
przeważnie jest tak, jakby to się nigdy nie wydarzyło. Wiesz, co mam na
myśli. Pracowałaś w tym schronisku nie dłużej niż miesiąc. Nie sądzisz,
że teraz, gdy minęło siedemdziesiąt milionów lat, nadszedł czas, żeby
odpuścić?
-?Minęło siedem lat, a nie siedemdziesiąt milionów -?poinformowałam ją,
po czym znów przeniosłam wzrok na Rowana. Jedyne, co mogłam zrobić, to
jak najbardziej zirytować go swoją obecnością i sprawić, że poczuje się
niekomfortowo we własnym rodzinnym majątku. -?I to nie jest uraza, to
arcywróg. Wierz mi, zrozumiesz różnicę, gdy będziesz miała własnego
znienawidzonego arcywroga.
Jakby wyczuł nienawiść w moim spojrzeniu niczym jakiś rodzaj unoszącego
się w powietrzu jadu -?och, Potrójna Bogini, to byłoby cool -?Rowan
zatrzymał się i podniósł wzrok, napotykając moje oczy.
Patrzyliśmy na siebie gniewnie, a odległość między nami zdawała się
zmniejszać i kurczyć, pulsując jak bicie serca, jakby nasza obopólna
niechęć była na tyle silna, że faktycznie zniekształciła strukturę
rzeczywistości. On pierwszy odwrócił wzrok, potrząsając powoli głową,
naburmuszony, jakby mówiąc: "Nie mogę w to uwierzyć", a mięsień drgał w jego pięknie zarysowanej szczęce.
To uczucie przynajmniej było solidnie odwzajemnione, pomyślałam z przypływem zadowolenia podobnego do tego, gdy zatapia się zęby w jakimś
kwaskowatym, pysznym owocu. Nie potrafiłam nawet udawać, że nie cieszy
mnie świadomość, iż mój widok z pewnością zepsuje mu humor.
-?Sądzę, że jeśli już musisz mieć wroga, mogłaś trafić gorzej -
stwierdziła Talia z filuternym błyskiem w oku. -?Jest zdecydowanie mniej
Thanosem, a bardziej Killmongerem.
-?Ech, nie o to chodzi, Talio -?powiedziałam, wzdrygając się. -?To
wszystko nie ma nic do rzeczy.
Ponieważ nie byłam ślepym kociakiem, którego Rowan prawdopodobnie
właśnie uratował przed przedwczesną śmiercią, nie mogę powiedzieć, że
nigdy nie zauważyłam, jak jest atrakcyjny. Kiedy zaczynałam pracować
jako wolontariuszka w schronisku dla zwierząt w Thistle Grove, gdzie
odbywał jedną ze swoich praktyk na studiach weterynaryjnych, więcej niż
zwróciłam uwagę na jego gładką brązową skórę, niesamowitą linię żuchwy i orzechowe oczy o ciężkich powiekach, a wszystko to perfekcyjnie otoczone
długimi do pasa, kręconymi włosami. Miał dwadzieścia dwa lata, a ja
osiemnaście, co oznaczało, że zanim zaczęłam wolontariat, nasze ścieżki
w społeczności czarodziejów i czarownic rzadko się krzyżowały. Pamiętam,
jak pomyślałam, że wygląda jak superbohater, seksowny jak cholera, taki,
o którym marzysz, żeby cię uratował i najlepiej, żeby potem przyparł cię
plecami do najbliższego muru.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki