Frigiel i Fluffy. Powrót Smoka Kresu - Frigiel, Nicolas Digard


Reflow text when sidebars are open.
Frigiel i Fluffy Powrót Smoka Kresu
Frigiel, Nicolas Digard Ilustracje: Thomas Frick Tłumaczenie: Magdalena Łachacz
Published in the French language originally under the title: Frigiel et Fluffy: Le retour de l'Ender Dragon - volume 1
? 2016, Slalom, an imprint of Édi8, Paris, France.
"Minecraft" is a Notch Development AB registered trademark.
This book is a work of fiction and not an official Minecraft product, nor an approved by or associated to Mojang. The other names, characters, places and plots are either imagined by the author, either used fictitiously.
? for the Polish edition: Wydawnictwo RM, 2019
All rights reserved.
Wydawnictwo RM 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl; www.rm.com.pl
ISBN 978-83-8151-125-4 ISBN 978-83-8151-262-6 (ePub) ISBN 978-83-8151-263-3 (mobi)
Redaktor prowadząca: Aleksandra Żdan Redakcja: Marta Kruszyńska Korekta: Agata Styczeń Opracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej Jędrzejec Edytor wersji elektronicznej: Tomasz Zajbt Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański Weryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec
Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.
Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.
Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.
W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl
Wioska była w pełni przygotowana do świętowania - wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden mało znaczący incydent. Wejścia do domów przystrojono już latarniami z dyni, herbowe sztandary dobrego króla Lludda Lawa zawieszono zaś na gałęziach świerków, które rozrzucone były po Lanniel równie gęsto, co strażnicy. Wspaniały zapach dyniowej tarty unosił się wśród pni drzew i przyprawiał o zawrót głowy nawet ryby z turkusowego jeziora położonego pośrodku wioski. Nie, poważnie, wszystko byłoby gotowe na uroczystość z okazji osiemdziesiątych urodzin króla, gdyby nie ta drobnostka. Drobnostka ważąca sto pięćdziesiąt kilogramów, z ogromnymi piórami oraz maleńkim mózgiem, zadająca Frigielowi ciosy dziobem, gdy on usiłował zaciągnąć ją z powrotem do zagrody. Chłopak robił, co mógł, by nie skrzywdzić strusia, kiedy drewniany kij spadł na głowę ptaka, zadając mu śmiertelny cios.
- Nie trać czasu - odezwała się do niego stara Hermeline, wskazując kciukiem w kierunku wioski. - To dopiero początek.
Frigiel z niepokojem zerknął na główny plac. Miejsce było wręcz zalewane przez ptactwo, które biegało we wszystkie strony. W powszechnej panice nie wiadomo było już, kto - osadnicy czy strusie - kogo gonił. Ptaki rozbebeszały latarnie z dyni, rozdziobywały tarty. Apokalipsa. Frigiel westchnął:
- I wciąż, jak sądzę, żadnego znaku od mojego dziadka?
- Nie, jeszcze nie wrócił, ale nie przejmuj się, Ernald nigdy nie przegapił urodzin króla! Możesz mu zaufać.
- Zaufać mu? - odburknął Frigiel.
Na tym właśnie polegał problem - na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy jego zaufanie zostało wystawione na próbę. Chłopak już jako dziecko przyzwyczaił się do nieustannych nieobecności dziadka. Tym razem jednak Ernald przekraczał wszelkie granice. Minął już tydzień, odkąd wyjechał, a jego hodowla strusi stała się nie do opanowania. Ptaki miały zamiar zepsuć jedyny naprawdę fajny moment w roku.
Kiedy Frigiel miał już stracić panowanie nad sobą i rzucić najdłuższą wiązankę wszech czasów, niespodziewany widok przeistoczył jego złość w śmiech. Pośrodku całej tej katastrofy znajdował się szczęśliwy osobnik: pies Fluffy, jego jedyny prawdziwy przyjaciel w wiosce, gdzie mieszkało niewiele dzieci w wieku Frigiela. Pies z wywieszonym językiem biegał zygzakiem to w prawo, to w lewo, i radośnie szczekał, wyraźnie ożywiony ptasim rozgardiaszem. Widząc to, Frigiel ponownie zebrał się w sobie, pochwycił swój drewniany miecz, po czym dołączył do polowania na strusie.
Po upływie kilku godzin plac wrócił do stanu przypominającego porządek. Ogromne ptasie udźce smażyły się nad ogniem, a śmiech wznosił się wyżej, niż sięgały drzewa. Zniszczone latarnie z dyni zastąpiono pochodniami. Co więcej, jak co roku Ernald przybył dokładnie w momencie rozpoczęcia uroczystości. Długo tulił w ramionach swego wnuka, a ten, zatroskany, postanowił nie psuć ich ponownego spotkania. Wzięli upieczony udziec ze strusia i usiedli obok siebie nad małym jeziorem, z Fluffym u stóp.
Kiedy przyglądali się, jak lalkarz Ronny rozstawia bloki swojego teatru, Frigiel żałował swojego popołudniowego napadu złości. Ernald dotrzymał słowa. Wrócił i, koniec końców, jego strusie były przepyszne.
Ronny zajął miejsce na molo z desek, które wychodziło w głąb jeziora. Na trzech blokach, które wyznaczały granice jego teatru lalek, umieścił pochodnie. By napisać nową sztukę, zainspirował się, jak to miał w zwyczaju, plotkami, które krążyły po kraju. Wilk skarżył się pewnej wiedźmie na nadzwyczajny i nagły wzrost obecności zombie w lesie Ardan. Utrzymywał, że to sprawka strasznego maga Askara Rauga, który chciał za sprawą zombie zwrócić na siebie uwagę. Wiedźma odpowiadała zaś wilkowi, że chodziło o spisek króla Lludda Lawa mający na celu podwyższenie królewskich podatków. Wszyscy osadnicy wybuchnęli śmiechem. Wszyscy oprócz starej Hermeline, która podniosła się z trudem, czerwona z wściekłości.
- Zabraniam ci obrażać króla! - wykrzyknęła.
Na krótko wśród publiczności wokół Frigiela i Ernalda nastała cisza, która niemal od razu przerodziła się w wybuch śmiechu. Hermeline co roku przerywała spektakl Ronny'ego, a ich kłótnie stanowiły już część święta. Lalkarz zrobił urażoną minę (wszyscy jednak wiedzieli, że pisał sztuki specjalnie po to, by rozdrażnić starą kobietę):
- Ja nikogo nie obrażam, Hermeline. Podkreślam tylko, że Lludd Law i Askar Raug byli braćmi. Nikt by nie pomyślał, że pokłócą się o koronę po tym, jak odnieśli zwycięstwo nad Smokiem Kresu[1]! Byli nierozłączni! Król Lludd nie jest wcale taki święty, jak każą nam wierzyć, jeśli chcesz znać moje zdanie.
- A niby skąd to wiesz?
- Lludd i Askar byli bliźniakami. Nie atakuje się swojego brata bliźniaka bez powodu, prawda?
Słysząc to, kobieta wydała jedno z tych swoich westchnień, które kazały spodziewać się najgorszej repliki.
- Ja to bym wolała przytulić creepera[2], niż zakładać się o coś takiego! Są tacy, co to zdradzają własną rodzinę za o wiele mniej niż koronę! Za garść uśmiechów i obłudną miłość publiczności, jeśli wiesz, co chcę przez to powiedzieć!
Raz jeszcze śmiechy rozległy się w najlepsze. Nie dlatego, że przytulenie creepera było złym pomysłem, ale dlatego, że wszyscy mieszkańcy wiedzieli, iż Hermeline i Ronny byli kiedyś małżeństwem - ich rozstanie przez lata wywoływało poruszenie w wiosce.
- Starucha ma rację! - wykrzyknął jakiś niski głos. - Nie obraża się bezkarnie króla.
Śmiech zamarł natychmiast. Zebranym przeszedł dreszcz po plecach. Wszystkie głowy zwróciły się w stronę żwirowej ścieżki, która przecinała wzgórze i wiodła z lasu Ardan do wioski. Frigiel zauważył czterech nieznajomych mężczyzn, którzy wyłaniali się właśnie spomiędzy domów, jadąc na okazałych czarnych koniach. Fluffy, który leżał obok niego, podniósł się i zaczął warczeć. Chłopak nigdy wcześniej nie słyszał, by jego towarzysz był tak agresywny.
Czterech mężczyzn nie musiało się przedstawiać. Wszyscy doskonale wiedzieli, kim oni byli, nawet jeśli nigdy wcześniej nie zapuścili się aż do Lanniel. Za przedstawienie wystarczyły ich białe płaszcze ozdobione srebrnym płomieniem. Odkąd Lludd Law został królem i uwięził swego brata Askara Rauga w Odległych Lądach[3], wiele o nich słyszano. Lludd zakazał czarów i powołał Gwardzistów Światła, aby pilnowali, czy ludzie przestrzegają prawa. W królestwie sądzono jednak, że srebrny płomień na ich płaszczach (który miał przedstawiać światło księżyca rozpraszające ciemności) przypominał bardziej rybika cukrowego. Ich zachowanie zresztą też. Podobnie bowiem jak ten szarawy owad, który ukrywa się w kamiennych blokach i wyskakuje na was akurat wtedy, kiedy próbujecie zebrać jakiekolwiek materiały do budowy domu, tak Gwardziści Światła z uporem maniaka pojawiają się i rujnują wszystkie te proste chwile w życiu, podczas których zapomina się o kłopotach. Dlatego też w królestwie nazywano ich rybikami.
Frigiel zauważył, jak najwyższy z nich stawia stopę na pierwszych blokach desek, które unosiły się na wodach jeziora. Ruszył w kierunku Ronny'ego krokiem, który nie zapowiadał niczego dobrego. Pozostali trzej ustawili tymczasem konie w taki sposób, by odciąć dojście do mola. Frigiel poczuł ucisk w gardle. Dopadło go to nieprzyjemne uczucie, którego doświadczał często w snach, gdy stawały się one, bez wyraźnego powodu, równie niepokojące, co koszmary. Rzucił okiem na Ernalda, by się uspokoić, ale dziadek wstał, jego zarośnięta białą brodą twarz nie zdradzała zaś żadnych emocji. W obliczu oszołomionego tłumu przywódca rybików położył rękę na ramieniu lalkarza.
- Imię?
- Ronny.
- Ronny, wiesz, że prawo ustanowione przez naszego umiłowanego króla Lludda Lawa zabrania uprawiania magii. My zaś zostaliśmy powiadomieni, że w tej wiosce ma miejsce potajemna działalność magiczna.
Po jeziorze i okolicy przetoczył się pomruk zaskoczenia. Stojący w pobliżu Frigiela osadnicy wymieniali spojrzenia, uśmiechając się szyderczo. Naprawdę trzeba było mieć o jeden bloczek za mało w głowie, żeby sądzić, że ukrywa się wśród nich jakiś czarodziej. Po objęciu tronu Lludd Law wygnał magów, co położyło kres tej dziedzinie wiedzy uznanej za sprzeczną z naturą.
Rybik ciągnął dalej:
- Aresztuję cię za nielegalne uprawianie magii, o czym świadczą twoje słowa, które obrażają Jego Królewską Mość.
Tym razem wioska nie miała nawet czasu dać wyraz swojemu zdziwieniu.
- A niech cię płomyk[4] świśnie! To żaden mag, to lalkarz!
Hermeline ruszyła ku koniom, które były trzy razy większe od niej samej. Spróbowała je odepchnąć swoimi wątłymi rękoma, żeby przyjść z pomocą byłemu mężowi. Jeszcze nigdy Frigiel nie widział, by stara kobieta była do tego stopnia rozjuszona.
- Zostawcie go w spokoju! - wrzeszczała. - Naprawdę nie macie nic lepszego do roboty niż nachodzenie biednych ludzi? Przypominam, że dziś są urodziny waszego króla!
Na to rybik, niski mężczyzna o wytatuowanej twarzy, który stał najbliżej Hermeline, spiął konia w taki sposób, że potrącił on staruchę. Ta zaś, krzycząc wniebogłosy, runęła na kant żwirowego bloku.
Tego, co nastąpiło potem, Frigiel nie mógłby sobie wcześniej wyobrazić.
[1] Spisz testament. Wyobraź sobie swój najgorszy koszmar, pomnóż go razy dziesięć, umieść w Kresie - wyspie unoszącej się w pustce - a następnie dodaj do tego dwa czarne skrzydła, smrodliwy oddech oraz zdolność plucia kulami ognia. W ramach ostatnich poprawek podejmij decyzję, że jego rany będą leczyć się same. Brawo, właśnie stoisz przed Smokiem Kresu. Pogratuluj sobie teraz, że testament spisałeś na samym początku tego akapitu. (Encyklopedia Wiedzy Ogólnej Morgona Erudyty, s. 1087).
[2] Creeper jest przygnębiającym stworem. Jest bardzo brzydki, co więcej - wie o tym. Przypomina szparaga ze smutną twarzą, który porusza się na czterech śmiesznych nogach i nie ma rąk. Creeper zresztą ich nie potrzebuje, ponieważ nigdy nie uściśnie ci ręki. Tak bardzo boi się, że ludzie oceniają go po wyglądzie, że wybucha (ze wstydu?), gdy tylko ktoś się do niego zbliży, "zabierając" ze sobą poszukiwaczy przygód, którzy mają przecież najlepsze intencje. (Encyklopedia Wiedzy Ogólnej Morgona Erudyty, s. 572).
[3] Odległe Lądy to nazwa wymyślona przez jakiegoś leniwego geografa. Wskazuje ona na wszystko, co znajduje się za Północnymi Górami - są to terytoria tak odległe, że nikt ich jeszcze nie zbadał. (Encyklopedia Wiedzy Ogólnej Morgona Erudyty, s. 2702).
[4] Płomyk z wyglądu przypomina pająka, choć jest o wiele grubszy. Co więcej, płomyk zaczyna płonąć, gdy wytrąci się go z równowagi. Pluje także kulami ognia, od których może zająć się twój dom, od piwnicy aż po strych, w czasie krótszym niż ten, który potrzebny jest, by o tym powiedzieć. Ach, jeszcze jedna rzecz - płomyk potrafi latać. Krótko mówiąc, nie ma nic wspólnego z pająkiem. Na szczęście płomyki spotyka się wyłącznie w Netherze (Encyklopedia Wiedzy Ogólnej Morgona Erudyty, s. 8).