1
"UMRZEĆ WOLNYM"
15 MARCA 1938 ROKU, TRZY DNI PO TYM, JAK WOJSKA NIEMIECKIE wkroczyły do
Austrii, na balkonie Hofburga, wiedeńskiego pałacu cesarskiego, ukazał
się Adolf Hitler, by wśród wiwatów dwustupięćdziesięciotysięcznego tłumu
obwiesić likwidację oddzielnego państwa austriackiego. "Najstarsza
wschodnia prowincja Niemiec od dziś staje się najmłodszym przedmurzem
państwa niemieckiego"2, oznajmił. Tak często deklarowane
marzenie włączenia swego kraju urodzenia w granice Trzeciej Rzeszy,
Anschluss, teraz się ziściło, a zebrany tłum szalał z zachwytu.
Większość Austriaków reagowała podobnymi wybuchami radości od chwili,
gdy tylko pierwsi żołnierze Hitlera przekroczyli granicę.
Jednakże nie wszyscy się cieszyli. Nowi przybysze3 rozpoczęli
masowe aresztowania osób uznanych przez Gestapo za wrogów nazistów i wywołali falę antysemickiej przemocy. Żydów bito, zabijano, a ich sklepy
rabowano. Dziesiątki z nich popełniły samobójstwo. Według przebywającego
wówczas w Wiedniu niemieckiego dramatopisarza Carla Zuckmayera "Miasto
przerodziło się w koszmar rodem z obrazów Hieronima Boscha [...]. To, co
rozpętało się w Wiedniu, to nawała zazdrości, zawiści, rozgoryczenia,
ślepej, złośliwej żądzy zemsty [...]. To był prawdziwy sabat czarownic dla
motłochu. Pogrzebano wszystko, co składa się na ludzką
godność"4.
Sigmund Freud, ukryty w swoim zajmowanym od lat mieszkaniu i biurze przy
Berggasse 19, już na początku nazistowskich rządów napisał krótko:
"Finis Austriae"5 (kres Austrii). Twórca psychoanalizy
mieszkał w austriackiej stolicy od czwartego roku życia. Teraz, w przededniu osiemdziesiątych drugich urodzin, znalazł się w samym środku
gęstniejącego koszmaru. Jako Żyd automatycznie był narażony na
niebezpieczeństwo; jako niekwestionowany koryfeusz tego, co większość
nazistowskich funkcjonariuszy nazywała żydowską pseudonauką, po nowych
panach mógł się spodziewać wszystkiego.
Freud był jednym z pierwszych celów. Jeszcze tego samego dnia, gdy
Hitler wygłosił mowę na pobliskim placu, nazistowskie zbiry wdarły się
do mieszkania Freuda i do biura Internationaler Psychoanalytischer
Verlag, domu wydawniczego dzieł Freuda i jego kolegów, mieszczącego się
przy Berggasse pod numerem 7. W mieszkaniu żona Freuda, Martha, miała
dość przytomności umysłu, by udawać uprzejmą panią domu, co "gości"
zbiło z tropu. Wyciągnęła podręczny zapas gotówki i zapytała: "Może
panowie sobie wezmą?"6. Anna, najmłodsza córka Freudów, zabrała
następnie "gości" do innego pokoju, gdzie opróżniła sejf z sześciu
tysięcy szylingów, równowartość około ośmiuset czterdziestu dolarów,
które także zaoferowała przybyszom.
Nagle pojawił się emanujący powagą Sigmund Freud i spojrzał na intruzów
bez słowa. Wyraźnie skonfundowani, zwrócili się do niego "Herr
Professor"7, po czym wyszli z mieszkania z łupem i obietnicą,
że przyjdą innym razem. Dowiedziawszy się, ile zgarnęli, skomentował
ironicznie: "W życiu nie wziąłem tyle za jedną wizytę".
Nic jednak nie było zabawnego w dramacie, który rozegrał się w mieszkaniu i w siedzibie Internationaler Psychoanalytischer Verlag,
dokąd udał się Martin, najstarszy syn Freudów, by zniszczyć dokumenty,
które naziści mogli wykorzystać przeciwko jego ojcu. Gdy do biura wdarło
się kilkunastu, jak potem wspominał Martin, "niechlujnie
odzianych"8 zbirów, wcisnęli mu w brzuch lufę karabinu i więzili go przez kilka godzin. Jeden z nich ostentacyjnie wyjął pistolet
i krzyknął: "Może go zastrzelmy i miejmy to z głowy? Powinniśmy
zastrzelić go na miejscu".
W chaosie pierwszego dnia napastnicy jakby nie do końca wiedzieli, co
mają zrobić, nie było też jasne, kto wydaje im rozkazy. Kilka
dokumentów, które Martin, skarżąc się na problemy żołądkowe, zdołał
spłukać w toalecie, nie wpadło w ich ręce. Wieczorem się wynieśli,
zapowiadając, że wkrótce przeprowadzą drobiazgowe śledztwo.
Martin wrócił do rodziców i siostry, jednak w domu nie czuło się ulgi.
Szczególnie rozpaczała Anna. "Czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy się
wszyscy zabili?"9 - zapytała ojca. Jego zdecydowana odpowiedź
świadczyła, że nie myśli o niczym podobnym. "Dlaczego? Bo oni tego
chcą?"
Jednak jego sytuacja - i bardzo niepewne jej rozwiązanie - rodziły
niepokojące pytania: Dlaczego Freud pozwolił na to, by znaleźć się w tak
skrajnie niebezpiecznym położeniu? Dlaczego nie opuścił Wiednia
wcześniej, gdy było to względnie łatwe?
Dlaczego nawet wtedy, gdy intruzi opuścili jego mieszkanie, zapowiadając
na odchodnym rychły powrót, nadal nie chciał działać? Gdy Martina
wypuszczono z wydawnictwa, natychmiast wrócił do rodziców. "Mimo tych
wszystkich przejść nie sądzę, by ojciec w ogóle myślał o opuszczeniu
Austrii", pisał Martin. Miał nadzieję "przeczekać burzę". Spodziewał
się, że "powróci normalny rytm życia, a uczciwi ludzie będą mogli robić
swoje bez lęku".
Jak na ironię Freud jak nikt inny powinien rozumieć, jak mroczne są
siły, które pchają jego świat ku masowym mordom i zniszczeniu. W sławnym
eseju z 1930 roku Kultura jako źródło cierpień pisał o "agresywnym
okrucieństwie" człowieka, które "wyraża się [...] spontanicznie; demaskuje
człowieka jako dziką bestię, której obca jest zasada oszczędzania
własnego gatunku"10. Zwracał szczególną uwagę na to, jak często
Żydzi "okazywali się przydatni", będąc łatwym celem ujścia dla takich
niskich impulsów.
Życie Freuda przypadło na ostatnie dekady istnienia Austro-Węgier, I wojnę światową i lata międzywojenne, doświadczył więc politycznych
niepokojów i antysemityzmu, który był nie tyle tłem, ile codziennością w jego otoczeniu. Z jednej strony wiedział, że tworzy to zapalną mieszankę
grożącą w każdej chwili eksplozją, która mogła zniszczyć jego i jego
rodzinę. Z drugiej strony jednak żył w zaprzeczeniu. Zmagał się z nowotworem szczęki - skutkiem jego wieloletniego uzależnienia od palenia
cygar - i był dojmująco świadom, iż jego czas dobiega końca. Miał
desperacką nadzieję, że pozostałe mu jeszcze chwile będzie mógł spędzić
we względnym spokoju, bez całego zamętu związanego z osiedlaniem się
gdzie indziej.
Jednakże na miejscu trzymało go więcej niż tylko zaawansowany wiek i choroba. Freud czuł głębokie przywiązanie do Wiednia, który był przez
wiele wieków jednym z ośrodków życia kulturalnego - również żydowskiego
- w Europie. Do świetnie prosperującej społeczności żydowskiej miasta
należeli kompozytorzy, tacy jak Gustav Mahler i Arnold Schoenberg,
pisarze Stefan Zweig, Franz Werfel i Joseph Roth oraz fizycy, lekarze i,
rzecz jasna, wielu innych czołowych psychologów epoki. Freud większość z nich znał lub przynajmniej widywał.
Centrum jego świata stanowiło mieszkanie przy Berggasse 19, gdzie wraz z Marthą wychowali sześcioro dzieci. Tam także przyjmował swych pacjentów,
pisał eseje i książki, a w środowe wieczory spotykał się z członkami
Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Miał swoje zwyczaje, jak
wieczorne spacery po Ringstrasse i wizyty w słynnych wiedeńskich
kawiarniach, gdzie palił cygaro i czytał prasę. Krótko mówiąc, był
rewolucyjnym myślicielem przywiązanym do niemieckiego powiedzenia
"Ordnung muss sein" - "porządek musi być". W Trzeciej Rzeszy słowa te
miały nabrać złowrogiego znaczenia, jednak w przedwojennym Wiedniu mogły
funkcjonować jednocześnie z raczej tolerancyjnymi normami społecznymi -
oraz niezmordowanym eksplorowaniem przez Freuda tematów niegdyś
uważanych za tabu.
Wiedeń był też miejscem, gdzie on sam zmienił się z - jak siebie
określał - outsidera, którym często pogardzała lekarska elita, w powszechnie szanowanego praktyka swojej nowej sztuki. Był władcą
królestwa, do którego przyciągał wyznawców i pacjentów z całej Europy i Stanów Zjednoczonych. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku był
najsławniejszym mieszkańcem Wiednia i gdziekolwiek się pojawiał, z miejsca przyciągał uwagę.
John Gunther, korespondent zagraniczny "Chicago Daily News", autor
Inside Europe i wielu innych popularnych pozycji, napisał powieść o Wiedniu The Lost City [Zagubione miasto], w której luźno oparł się na
swych doświadczeniach z austriackiej stolicy z początku lat
trzydziestych ubiegłego wieku. Zawarł w niej opis rautu dyplomatycznego
wydanego przez polską ambasadę, na który przybył Freud. Ukazał w ten
sposób mityczny już wówczas status psychoanalityka.
Jeden z gości spostrzega sławę i wykrzykuje: "Oto prawdziwa rzadkość.
Wchodzi Freud!".
I rzeczywiście to doktor Sigmund Freud we własnej osobie, lśniące
niebieskie oczy, równo przystrzyżona broda, postawa napięta, wręcz
zniechęconej wyższości; oto z powagą zbliża się do gospodarzy. W pomieszczeniu zapadła cisza, gdy sunął niczym łódź pośród sitowia;
goście tłoczyli się, by się przypatrzyć, jednak odpychała ich siła jego
powolnego, majestatycznego kroku. "Freud!" - szeptano. Zgromadzeni
zamilkli, pełni podziwu11.
Tego rodzaju sława mogła oznaczać dla Freuda zgubę lub zbawienie. Po
zakończeniu Anschlussu władze nazistowskie mogły uznać, że będzie
świetnym przykładem, iż żaden Żyd, nawet najbardziej sławny, nie może
czuć się bezpiecznie. Mogli też wykalkulować, że na wczesnym etapie
zwycięstw Hitlera lepiej byłoby pozwolić Freudowi wydostać się z matni,
w której znalazł się w znacznej mierze z własnej winy. W rzeczywistości
jednak po przejęciu władzy nie podjęli żadnej konkretnej decyzji, co z nim zrobić. Jego los jeszcze się nie rozstrzygnął. Potrzeba było
wspólnych wysiłków zebranej ad hoc grupy ratunkowej, by zorganizować
jego ucieczkę z Wiednia.
Była to nieprawdopodobna zbieranina barwnych osobowości pochodzących z różnych środowisk i krajów. Łączyły ich oddanie dla Freuda i jego teorii
oraz, w tym pełnym napięcia okresie, przede wszystkim determinacja w przełamywaniu jego oporu przed opuszczeniem Wiednia. Gdy wreszcie się
ugiął, podjęli się przekonania hitlerowskich władz, by na to zezwoliły.
Gdy żydowskim emigrantom coraz trudniej było znaleźć kraj, który by ich
przyjął, otrzymali zadanie przekonania brytyjskiego rządu, by ugościł
Freuda i towarzyszącą mu liczną gromadkę - łącznie szesnaście osób, w tym członków rodziny, powinowatych i jego lekarza z rodziną. Była to
skomplikowana operacja, sukces zaś był niepewny - byłby jednak
niemożliwy, gdyby owa grupa ratunkowa nie stanęła na wysokości zadania.
Głównymi jej członkami byli12:
Ernest Jones, walijski lekarz, który poznał Freuda w 1908 roku i nauczył się niemieckiego, by studiować jego dzieła. Jones został
najgorliwszym uczniem Freuda w świecie anglojęzycznym. Był prezesem
Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego i Międzynarodowego
Towarzystwa Psychoanalitycznego, które propagowały idee wiedeńskiego
psychiatry. Miał odegrać główną rolę w przekonaniu Freuda do opuszczenia
Wiednia, a władz brytyjskich do przyjęcia go wraz z towarzyszami.
Anna Freud - choć najmłodsza z rodzeństwa, miała najbliższe relacje
osobiste i zawodowe z ojcem, troszczyła się o niego aż do jego śmierci.
Przez większość tego czasu była w - jak to określiła - "drogim związku"
z Dorothy Tiffany Burlingham, wnuczką Charlesa Tiffany'ego, założyciela
Tiffany & Co. Anna została sławną psychoanalityczką dziecięcą,
stosując teorie ojca w leczeniu swych małych pacjentów.
William Bullitt - ambasador Stanów Zjednoczonych we Francji,
wcześniej w Związku Radzieckim. Bullitt był pacjentem Freuda w roku
1926, gdy rozpadało się jego małżeństwo, on zaś być może miał myśli
samobójcze. Sesje z Freudem nie uratowały związku, pomogły mu jednak w zmaganiach z depresją i niespodziewanie doprowadziły do współpracy przy
powstaniu biografii polityka, którego obaj nie znosili - prezydenta
Woodrow Wilsona.
Maria Bonaparte - reprezentowała arystokrację europejską. Była
praprabratanicą Napoleona i żoną Jerzego, księcia Grecji i Danii. Choć
miała wieloletni romans z premierem Francji Aristide'em Briandem, w roku
1925 rozpoczęła sesje psychoanalityczne z Freudem, które miały zaradzić
jej "oziębłości". Wkrótce sama została psychoanalityczką. Tak jak Jones
i Bullitt, Maria nie była Żydówką.
Max Schur specjalizował się w internie, ale jeszcze jako student był
zafascynowany Freudem i sam przeszedł psychoanalizę. Leczył Marię
Bonaparte podczas jej pobytów w Wiedniu. Zaintrygowana tym
"zorientowanym w psychoanalizie internistą" księżna przedstawiła go
Freudowi, który w roku 1929 został jego pacjentem. Schur, również Żyd,
znacznie bardziej niż jego sławny pacjent niepokoił się rosnącym
zagrożeniem ze strony nazistów. Choć zorganizował dla swej rodziny
wyjazd do Stanów Zjednoczonych, pozostał w Austrii, by opiekować się
Freudem aż do jego wyjazdu, a następnie troszczył się o właściwą opiekę
dla niego w Londynie.
Anton Sauerwald zupełnie nie pasował do grupy ratującej Freuda. Nikt
się nie spodziewał, by nazistowski urzędnik, którego zadaniem było
nadzorowanie grabienia Freuda, odegra główną rolę na ostatnim etapie
jego wiedeńskiego życia. Tak się jednak właśnie stało.
Szacowny wiedeńczyk musiał polegać właśnie na tych ludziach - i innych,
którzy im pomogli - by dane było mu spędzić ostatnie piętnaście miesięcy
życia w Londynie i aby spełniło się jego życzenie, by "umrzeć wolnym".
_____
W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku byłem szefem
biura "Newsweeka" w Moskwie, Rzymie, Bonn, Berlinie i Warszawie. W tym
czasie często bywałem w Wiedniu. Po raz pierwszy odwiedziłem to miasto
jako nastolatek i z radością wracałem do niego raz po raz. Było to
miejsce przesycone historią, wspaniałymi dziełami architektury i sztuki,
muzyką i literaturą. Wciąż można tam delektować się tymi samymi widokami
i rozrywkami, co w czasach Freuda.
Można powtórzyć jego regularne spacery po Ringu, wielkim bulwarze w kształcie podkowy, zbudowanym na rozkaz cesarza Franciszka Józefa w drugiej połowie XIX wieku. Wędrując wokół centrum miasta, możemy
podziwiać Operę Wiedeńską, parlament, ratusz, uniwersytet i inne
państwowe gmachy i parki.
Jak Freud, możemy wstąpić do rozlicznych kafejek, w tym jego ulubionej
Café Landtmann tuż koło Burgtheater. Tam możemy zasiąść na aksamitnych
sofach lub oryginalnych krzesłach od Thoneta z czasów cesarskich,
spoglądać w zamontowane w latach międzywojennych lustra i podziwiać
kunsztowne intarsje na drewnianych ścianach. Nim w pełni doceniłem ten
klimat belle époque, odkryłem, że niemal wszystkie osoby, z którymi
chciałem spotkać się w Wiedniu - politolodzy, socjologowie, pisarze,
artyści - proponowali właśnie to miejsce.
Jednak każdy, kto przez jakiś czas mieszka w Wiedniu albo choćby często
odwiedza to miasto, odczuwa nader sprzeczne emocje. John Gunther opisał
austriacką stolicę jako miasto "tak uwodzicielskie, tak nieznośne, ale
pełne nieokreślonego uroku"13.
Po części urok ten dostrzegały także ofiary czasów nazistowskich. W pierwszych dniach niemieckiej okupacji Polski szesnastoletnia Weronika
Kowalska znalazła się w licznej grupie dziewcząt z Częstochowy, które
brutalnie oderwano od rodzin i wysłano do pracy przymusowej w Wiedniu.
Większość czasu spędzały w fabryce Ericssona wytwarzającej telefony
polowe dla Wehrmachtu i w prymitywnych barakach obok. Znacznie później,
już jako moja teściowa, nie umniejszała trudów, jakie musiała znosić
wraz z koleżankami. Zapamiętała jednak nieliczne wizyty w mieście, które
dla niej było wprost oszałamiające.
Tematy, które opisywałem podczas moich wizyt w Wiedniu, często dotyczyły
tej samej ponurej przeszłości. Odwiedzałem sławnego łowcę nazistów
Szymona Wiesenthala, rezydenta austriackiej stolicy, by opisywać jego
wysiłki na rzecz pociągnięcia zbrodniarzy do odpowiedzialności. We
wczesnym okresie powojennym wielu Austriaków z powodzeniem przedstawiało
siebie jako pierwsze ofiary Trzeciej Rzeszy w uładzonej wersji wydarzeń,
którą w zbiorowej wyobraźni umocnił ogromny sukces filmu Dźwięki
muzyki. Na to, że Austriacy należeli do najgorętszych zwolenników
Hitlera i - jak wielokrotnie podkreślał Wiesenthal - byli
nadreprezentowani wśród komendantów i innych funkcjonariuszy machiny
Zagłady, często przymykano oczy.
Dopiero gdy w roku 1986 były sekretarz generalny ONZ Kurt Waldheim
wysunął się na czoło w wyścigu prezydenckim, kraj zaczął bardzo
spóźnione rozliczenie z niedawną przeszłością14. W oficjalnych biografiach Waldheim przyznawał się do udziału w walkach na
początku wojny na froncie wschodnim, "zapomniał" jednak uwzględnić
późniejszą służbę na Bałkanach w sztabie generała Alexandra Löhra,
później skazanego na śmierć i powieszonego w Jugosławii za zbrodnie
wojenne. Gdy przeoczenia Waldheima zostały ujawnione, niektórzy z moich
niemieckich przyjaciół nie potrafili ukryć schadenfreude. "Austriacy
przekonali świat, że Beethoven był Austriakiem, a Hitler Niemcem",
żartowali (Hitler urodził się w Górnej Austrii, Beethoven zaś pochodził
z Bonn).
Gdy relacjonowałem tę historię, reakcja Waldheima na uwagi o jego
wojennej przeszłości była dla mnie równie niepokojąca jak wszystko, co
mógł robić w tym czasie jako oficer wywiadowczy. Wykorzystując fakt, że
jedną z najgłośniej oskarżających go organizacji był Światowy Kongres
Żydów, Waldheim uciekł się do słabo zawoalowanej retoryki antysemickiej
dla zmobilizowania zwolenników; zwycięstwo było gorzkie. Reputacja
Austrii ponownie legła w gruzach, jednak kolejne pokolenie austriackich
edukatorów wykorzystało skandal do bardziej uczciwego przedstawiania
przeszłości w podręcznikach szkolnych i dyskursie publicznym.
Wracałem więc do Wiednia tak często, jak to możliwe. Ciągnęło mnie do
tego miasta o nieodpartym uroku, niezależnie od cieni, jakie wciąż można
było w nim znaleźć. Zapewne z tego powodu doskonale rozumiem
przywiązanie Freuda do niego, choć sam miał coraz bardziej ambiwalentne
odczucia. Wątpliwości tych nie wyzbył się do chwili, gdy zapadł w swój
ostatni sen w Londynie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki