Freudowi na ratunek - Andrew Nagorski

Kup ebooka

54.90 zł
42.82 zł (30,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

"UMRZEĆ WOLNYM"

15 MARCA 1938 ROKU, TRZY DNI PO TYM, JAK WOJ­SKA NIE­MIEC­KIE wkro­czyły do Austrii, na bal­ko­nie Hofburga, wie­deń­skiego pałacu cesar­skiego, uka­zał się Adolf Hitler, by wśród wiwa­tów dwu­stu­pięć­dzie­się­cio­ty­sięcz­nego tłumu obwie­sić likwi­da­cję oddziel­nego pań­stwa austriac­kiego. "Naj­star­sza wschod­nia pro­win­cja Nie­miec od dziś staje się naj­młod­szym przed­mu­rzem pań­stwa nie­miec­kiego"2, oznaj­mił. Tak czę­sto dekla­ro­wane marze­nie włą­cze­nia swego kraju uro­dze­nia w gra­nice Trze­ciej Rze­szy, Anschluss, teraz się ziściło, a zebrany tłum sza­lał z zachwytu. Więk­szość Austria­ków reago­wała podob­nymi wybu­chami rado­ści od chwili, gdy tylko pierwsi żoł­nie­rze Hitlera prze­kro­czyli gra­nicę.

Jed­nakże nie wszy­scy się cie­szyli. Nowi przy­by­sze3 roz­po­częli masowe aresz­to­wa­nia osób uzna­nych przez Gestapo za wro­gów nazi­stów i wywo­łali falę anty­se­mic­kiej prze­mocy. Żydów bito, zabi­jano, a ich sklepy rabo­wano. Dzie­siątki z nich popeł­niły samo­bój­stwo. Według prze­by­wa­ją­cego wów­czas w Wied­niu nie­miec­kiego dra­ma­to­pi­sa­rza Carla Zuck­may­era "Mia­sto prze­ro­dziło się w kosz­mar rodem z obra­zów Hie­ro­nima Boscha [...]. To, co roz­pę­tało się w Wied­niu, to nawała zazdro­ści, zawi­ści, roz­go­ry­cze­nia, śle­pej, zło­śli­wej żądzy zemsty [...]. To był praw­dziwy sabat cza­row­nic dla motło­chu. Pogrze­bano wszystko, co składa się na ludzką god­ność"4.

Sig­mund Freud, ukryty w swoim zaj­mo­wa­nym od lat miesz­ka­niu i biu­rze przy Berg­gasse 19, już na początku nazi­stow­skich rzą­dów napi­sał krótko: "Finis Austriae"5 (kres Austrii). Twórca psy­cho­ana­lizy miesz­kał w austriac­kiej sto­licy od czwar­tego roku życia. Teraz, w przeded­niu osiem­dzie­sią­tych dru­gich uro­dzin, zna­lazł się w samym środku gęst­nie­ją­cego kosz­maru. Jako Żyd auto­ma­tycz­nie był nara­żony na nie­bez­pie­czeń­stwo; jako nie­kwe­stio­no­wany kory­fe­usz tego, co więk­szość nazi­stow­skich funk­cjo­na­riu­szy nazy­wała żydow­ską pseu­do­nauką, po nowych panach mógł się spo­dzie­wać wszyst­kiego.

Freud był jed­nym z pierw­szych celów. Jesz­cze tego samego dnia, gdy Hitler wygło­sił mowę na pobli­skim placu, nazi­stow­skie zbiry wdarły się do miesz­ka­nia Freuda i do biura Inter­na­tio­na­ler Psy­cho­ana­ly­ti­scher Ver­lag, domu wydaw­ni­czego dzieł Freuda i jego kole­gów, miesz­czą­cego się przy Berg­gasse pod nume­rem 7. W miesz­ka­niu żona Freuda, Mar­tha, miała dość przy­tom­no­ści umy­słu, by uda­wać uprzejmą panią domu, co "gości" zbiło z tropu. Wycią­gnęła pod­ręczny zapas gotówki i zapy­tała: "Może pano­wie sobie wezmą?"6. Anna, naj­młod­sza córka Freu­dów, zabrała następ­nie "gości" do innego pokoju, gdzie opróż­niła sejf z sze­ściu tysięcy szy­lin­gów, rów­no­war­tość około ośmiu­set czter­dzie­stu dola­rów, które także zaofe­ro­wała przy­by­szom.

Nagle poja­wił się ema­nu­jący powagą Sig­mund Freud i spoj­rzał na intru­zów bez słowa. Wyraź­nie skon­fun­do­wani, zwró­cili się do niego "Herr Pro­fes­sor"7, po czym wyszli z miesz­ka­nia z łupem i obiet­nicą, że przyjdą innym razem. Dowie­dziaw­szy się, ile zgar­nęli, sko­men­to­wał iro­nicz­nie: "W życiu nie wzią­łem tyle za jedną wizytę".

Nic jed­nak nie było zabaw­nego w dra­ma­cie, który roze­grał się w miesz­ka­niu i w sie­dzi­bie Inter­na­tio­na­ler Psy­cho­ana­ly­ti­scher Ver­lag, dokąd udał się Mar­tin, naj­star­szy syn Freu­dów, by znisz­czyć doku­menty, które nazi­ści mogli wyko­rzy­stać prze­ciwko jego ojcu. Gdy do biura wdarło się kil­ku­na­stu, jak potem wspo­mi­nał Mar­tin, "nie­chluj­nie odzia­nych"8 zbi­rów, wci­snęli mu w brzuch lufę kara­binu i wię­zili go przez kilka godzin. Jeden z nich osten­ta­cyj­nie wyjął pisto­let i krzyk­nął: "Może go zastrzelmy i miejmy to z głowy? Powin­ni­śmy zastrze­lić go na miej­scu".

W cha­osie pierw­szego dnia napast­nicy jakby nie do końca wie­dzieli, co mają zro­bić, nie było też jasne, kto wydaje im roz­kazy. Kilka doku­men­tów, które Mar­tin, skar­żąc się na pro­blemy żołąd­kowe, zdo­łał spłu­kać w toa­le­cie, nie wpa­dło w ich ręce. Wie­czo­rem się wynie­śli, zapo­wia­da­jąc, że wkrótce prze­pro­wa­dzą dro­bia­zgowe śledz­two.

Mar­tin wró­cił do rodzi­ców i sio­stry, jed­nak w domu nie czuło się ulgi. Szcze­gól­nie roz­pa­czała Anna. "Czy nie byłoby lepiej, gdy­by­śmy się wszy­scy zabili?"9 - zapy­tała ojca. Jego zde­cy­do­wana odpo­wiedź świad­czyła, że nie myśli o niczym podob­nym. "Dla­czego? Bo oni tego chcą?"

Jed­nak jego sytu­acja - i bar­dzo nie­pewne jej roz­wią­za­nie - rodziły nie­po­ko­jące pyta­nia: Dla­czego Freud pozwo­lił na to, by zna­leźć się w tak skraj­nie nie­bez­piecz­nym poło­że­niu? Dla­czego nie opu­ścił Wied­nia wcze­śniej, gdy było to względ­nie łatwe?

Dla­czego nawet wtedy, gdy intruzi opu­ścili jego miesz­ka­nie, zapo­wia­da­jąc na odchod­nym rychły powrót, na­dal nie chciał dzia­łać? Gdy Mar­tina wypusz­czono z wydaw­nic­twa, natych­miast wró­cił do rodzi­ców. "Mimo tych wszyst­kich przejść nie sądzę, by ojciec w ogóle myślał o opusz­cze­niu Austrii", pisał Mar­tin. Miał nadzieję "prze­cze­kać burzę". Spo­dzie­wał się, że "powróci nor­malny rytm życia, a uczciwi ludzie będą mogli robić swoje bez lęku".

Jak na iro­nię Freud jak nikt inny powi­nien rozu­mieć, jak mroczne są siły, które pchają jego świat ku maso­wym mor­dom i znisz­cze­niu. W sław­nym eseju z 1930 roku Kul­tura jako źró­dło cier­pień pisał o "agre­syw­nym okru­cień­stwie" czło­wieka, które "wyraża się [...] spon­ta­nicz­nie; dema­skuje czło­wieka jako dziką bestię, któ­rej obca jest zasada oszczę­dza­nia wła­snego gatunku"10. Zwra­cał szcze­gólną uwagę na to, jak czę­sto Żydzi "oka­zy­wali się przy­datni", będąc łatwym celem ujścia dla takich niskich impul­sów.

Życie Freuda przy­pa­dło na ostat­nie dekady ist­nie­nia Austro-Węgier, I wojnę świa­tową i lata mię­dzy­wo­jenne, doświad­czył więc poli­tycz­nych nie­po­ko­jów i anty­se­mi­ty­zmu, który był nie tyle tłem, ile codzien­no­ścią w jego oto­cze­niu. Z jed­nej strony wie­dział, że two­rzy to zapalną mie­szankę gro­żącą w każ­dej chwili eks­plo­zją, która mogła znisz­czyć jego i jego rodzinę. Z dru­giej strony jed­nak żył w zaprze­cze­niu. Zma­gał się z nowo­two­rem szczęki - skut­kiem jego wie­lo­let­niego uza­leż­nie­nia od pale­nia cygar - i był doj­mu­jąco świa­dom, iż jego czas dobiega końca. Miał despe­racką nadzieję, że pozo­stałe mu jesz­cze chwile będzie mógł spę­dzić we względ­nym spo­koju, bez całego zamętu zwią­za­nego z osie­dla­niem się gdzie indziej.

Jed­nakże na miej­scu trzy­mało go wię­cej niż tylko zaawan­so­wany wiek i cho­roba. Freud czuł głę­bo­kie przy­wią­za­nie do Wied­nia, który był przez wiele wie­ków jed­nym z ośrod­ków życia kul­tu­ral­nego - rów­nież żydow­skiego - w Euro­pie. Do świet­nie pro­spe­ru­ją­cej spo­łecz­no­ści żydow­skiej mia­sta nale­żeli kom­po­zy­to­rzy, tacy jak Gustav Mah­ler i Arnold Scho­en­berg, pisa­rze Ste­fan Zweig, Franz Werfel i Joseph Roth oraz fizycy, leka­rze i, rzecz jasna, wielu innych czo­ło­wych psy­cho­lo­gów epoki. Freud więk­szość z nich znał lub przy­naj­mniej widy­wał.

Cen­trum jego świata sta­no­wiło miesz­ka­nie przy Berg­gasse 19, gdzie wraz z Mar­thą wycho­wali sze­ścioro dzieci. Tam także przyj­mo­wał swych pacjen­tów, pisał eseje i książki, a w śro­dowe wie­czory spo­ty­kał się z człon­kami Wie­deń­skiego Towa­rzy­stwa Psy­cho­ana­li­tycz­nego. Miał swoje zwy­czaje, jak wie­czorne spa­cery po Ring­strasse i wizyty w słyn­nych wie­deń­skich kawiar­niach, gdzie palił cygaro i czy­tał prasę. Krótko mówiąc, był rewo­lu­cyj­nym myśli­cie­lem przy­wią­za­nym do nie­miec­kiego powie­dze­nia "Ord­nung muss sein" - "porzą­dek musi być". W Trze­ciej Rze­szy słowa te miały nabrać zło­wro­giego zna­cze­nia, jed­nak w przed­wo­jen­nym Wied­niu mogły funk­cjo­no­wać jed­no­cze­śnie z raczej tole­ran­cyj­nymi nor­mami spo­łecz­nymi - oraz nie­zmor­do­wa­nym eks­plo­ro­wa­niem przez Freuda tema­tów nie­gdyś uwa­ża­nych za tabu.

Wie­deń był też miej­scem, gdzie on sam zmie­nił się z - jak sie­bie okre­ślał - out­si­dera, któ­rym czę­sto pogar­dzała lekar­ska elita, w powszech­nie sza­no­wa­nego prak­tyka swo­jej nowej sztuki. Był władcą kró­le­stwa, do któ­rego przy­cią­gał wyznaw­ców i pacjen­tów z całej Europy i Sta­nów Zjed­no­czo­nych. W latach dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych XX wieku był naj­sław­niej­szym miesz­kań­cem Wied­nia i gdzie­kol­wiek się poja­wiał, z miej­sca przy­cią­gał uwagę.

John Gun­ther, kore­spon­dent zagra­niczny "Chi­cago Daily News", autor Inside Europe i wielu innych popu­lar­nych pozy­cji, napi­sał powieść o Wied­niu The Lost City [Zagu­bione mia­sto], w któ­rej luźno oparł się na swych doświad­cze­niach z austriac­kiej sto­licy z początku lat trzy­dzie­stych ubie­głego wieku. Zawarł w niej opis rautu dyplo­ma­tycz­nego wyda­nego przez pol­ską amba­sadę, na który przy­był Freud. Uka­zał w ten spo­sób mityczny już wów­czas sta­tus psy­cho­ana­li­tyka.

Jeden z gości spo­strzega sławę i wykrzy­kuje: "Oto praw­dziwa rzad­kość. Wcho­dzi Freud!".

I rze­czy­wi­ście to dok­tor Sig­mund Freud we wła­snej oso­bie, lśniące nie­bie­skie oczy, równo przy­strzy­żona broda, postawa napięta, wręcz znie­chę­co­nej wyż­szo­ści; oto z powagą zbliża się do gospo­da­rzy. W pomiesz­cze­niu zapa­dła cisza, gdy sunął niczym łódź pośród sito­wia; goście tło­czyli się, by się przy­pa­trzyć, jed­nak odpy­chała ich siła jego powol­nego, maje­sta­tycz­nego kroku. "Freud!" - szep­tano. Zgro­ma­dzeni zamil­kli, pełni podziwu11.

Tego rodzaju sława mogła ozna­czać dla Freuda zgubę lub zba­wie­nie. Po zakoń­cze­niu Anschlussu wła­dze nazi­stow­skie mogły uznać, że będzie świet­nym przy­kła­dem, iż żaden Żyd, nawet naj­bar­dziej sławny, nie może czuć się bez­piecz­nie. Mogli też wykal­ku­lo­wać, że na wcze­snym eta­pie zwy­cięstw Hitlera lepiej byłoby pozwo­lić Freu­dowi wydo­stać się z matni, w któ­rej zna­lazł się w znacz­nej mie­rze z wła­snej winy. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak po prze­ję­ciu wła­dzy nie pod­jęli żad­nej kon­kret­nej decy­zji, co z nim zro­bić. Jego los jesz­cze się nie roz­strzy­gnął. Potrzeba było wspól­nych wysił­ków zebra­nej ad hoc grupy ratun­ko­wej, by zor­ga­ni­zo­wać jego ucieczkę z Wied­nia.

Była to nie­praw­do­po­dobna zbie­ra­nina barw­nych oso­bo­wo­ści pocho­dzą­cych z róż­nych śro­do­wisk i kra­jów. Łączyły ich odda­nie dla Freuda i jego teo­rii oraz, w tym peł­nym napię­cia okre­sie, przede wszyst­kim deter­mi­na­cja w prze­ła­my­wa­niu jego oporu przed opusz­cze­niem Wied­nia. Gdy wresz­cie się ugiął, pod­jęli się prze­ko­na­nia hitle­row­skich władz, by na to zezwo­liły. Gdy żydow­skim emi­gran­tom coraz trud­niej było zna­leźć kraj, który by ich przy­jął, otrzy­mali zada­nie prze­ko­na­nia bry­tyj­skiego rządu, by ugo­ścił Freuda i towa­rzy­szącą mu liczną gro­madkę - łącz­nie szes­na­ście osób, w tym człon­ków rodziny, powi­no­wa­tych i jego leka­rza z rodziną. Była to skom­pli­ko­wana ope­ra­cja, suk­ces zaś był nie­pewny - byłby jed­nak nie­moż­liwy, gdyby owa grupa ratun­kowa nie sta­nęła na wyso­ko­ści zada­nia.

Głów­nymi jej człon­kami byli12:

Ernest Jones, walij­ski lekarz, który poznał Freuda w 1908 roku i nauczył się nie­miec­kiego, by stu­dio­wać jego dzieła. Jones został naj­gor­liw­szym uczniem Freuda w świe­cie anglo­ję­zycz­nym. Był pre­ze­sem Bry­tyj­skiego Towa­rzy­stwa Psy­cho­ana­li­tycz­nego i Mię­dzy­na­ro­do­wego Towa­rzy­stwa Psy­cho­ana­li­tycz­nego, które pro­pa­go­wały idee wie­deń­skiego psy­chia­try. Miał ode­grać główną rolę w prze­ko­na­niu Freuda do opusz­cze­nia Wied­nia, a władz bry­tyj­skich do przy­ję­cia go wraz z towa­rzy­szami.

Anna Freud - choć naj­młod­sza z rodzeń­stwa, miała naj­bliż­sze rela­cje oso­bi­ste i zawo­dowe z ojcem, trosz­czyła się o niego aż do jego śmierci. Przez więk­szość tego czasu była w - jak to okre­śliła - "dro­gim związku" z Doro­thy Tif­fany Bur­lin­gham, wnuczką Char­lesa Tif­fany'ego, zało­ży­ciela Tif­fany & Co. Anna została sławną psy­cho­ana­li­tyczką dzie­cięcą, sto­su­jąc teo­rie ojca w lecze­niu swych małych pacjen­tów.

Wil­liam Bul­litt - amba­sa­dor Sta­nów Zjed­no­czo­nych we Fran­cji, wcze­śniej w Związku Radziec­kim. Bul­litt był pacjen­tem Freuda w roku 1926, gdy roz­pa­dało się jego mał­żeń­stwo, on zaś być może miał myśli samo­bój­cze. Sesje z Freu­dem nie ura­to­wały związku, pomo­gły mu jed­nak w zma­ga­niach z depre­sją i nie­spo­dzie­wa­nie dopro­wa­dziły do współ­pracy przy powsta­niu bio­gra­fii poli­tyka, któ­rego obaj nie zno­sili - pre­zy­denta Woodrow Wil­sona.

Maria Bona­parte - repre­zen­to­wała ary­sto­kra­cję euro­pej­ską. Była pra­pra­bra­ta­nicą Napo­le­ona i żoną Jerzego, księ­cia Gre­cji i Danii. Choć miała wie­lo­letni romans z pre­mie­rem Fran­cji Ari­stide'em Brian­dem, w roku 1925 roz­po­częła sesje psy­cho­ana­li­tyczne z Freu­dem, które miały zara­dzić jej "ozię­bło­ści". Wkrótce sama została psy­cho­ana­li­tyczką. Tak jak Jones i Bul­litt, Maria nie była Żydówką.

Max Schur spe­cja­li­zo­wał się w inter­nie, ale jesz­cze jako stu­dent był zafa­scy­no­wany Freu­dem i sam prze­szedł psy­cho­ana­lizę. Leczył Marię Bona­parte pod­czas jej poby­tów w Wied­niu. Zain­try­go­wana tym "zorien­to­wa­nym w psy­cho­ana­li­zie inter­ni­stą" księżna przed­sta­wiła go Freu­dowi, który w roku 1929 został jego pacjen­tem. Schur, rów­nież Żyd, znacz­nie bar­dziej niż jego sławny pacjent nie­po­koił się rosną­cym zagro­że­niem ze strony nazi­stów. Choć zor­ga­ni­zo­wał dla swej rodziny wyjazd do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, pozo­stał w Austrii, by opie­ko­wać się Freu­dem aż do jego wyjazdu, a następ­nie trosz­czył się o wła­ściwą opiekę dla niego w Lon­dy­nie.

Anton Sau­er­wald zupeł­nie nie paso­wał do grupy ratu­ją­cej Freuda. Nikt się nie spo­dzie­wał, by nazi­stow­ski urzęd­nik, któ­rego zada­niem było nad­zo­ro­wa­nie gra­bie­nia Freuda, ode­gra główną rolę na ostat­nim eta­pie jego wie­deń­skiego życia. Tak się jed­nak wła­śnie stało.

Sza­cowny wie­deń­czyk musiał pole­gać wła­śnie na tych ludziach - i innych, któ­rzy im pomo­gli - by dane było mu spę­dzić ostat­nie pięt­na­ście mie­sięcy życia w Lon­dy­nie i aby speł­niło się jego życze­nie, by "umrzeć wol­nym".

_____

W latach osiem­dzie­sią­tych i dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku byłem sze­fem biura "New­swe­eka" w Moskwie, Rzy­mie, Bonn, Ber­li­nie i War­sza­wie. W tym cza­sie czę­sto bywa­łem w Wied­niu. Po raz pierw­szy odwie­dzi­łem to mia­sto jako nasto­la­tek i z rado­ścią wra­ca­łem do niego raz po raz. Było to miej­sce prze­sy­cone histo­rią, wspa­nia­łymi dzie­łami archi­tek­tury i sztuki, muzyką i lite­ra­turą. Wciąż można tam delek­to­wać się tymi samymi wido­kami i roz­ryw­kami, co w cza­sach Freuda.

Można powtó­rzyć jego regu­larne spa­cery po Ringu, wiel­kim bul­wa­rze w kształ­cie pod­kowy, zbu­do­wa­nym na roz­kaz cesa­rza Fran­ciszka Józefa w dru­giej poło­wie XIX wieku. Wędru­jąc wokół cen­trum mia­sta, możemy podzi­wiać Operę Wie­deń­ską, par­la­ment, ratusz, uni­wer­sy­tet i inne pań­stwowe gma­chy i parki.

Jak Freud, możemy wstą­pić do roz­licz­nych kafe­jek, w tym jego ulu­bio­nej Café Landt­mann tuż koło Burg­the­ater. Tam możemy zasiąść na aksa­mit­nych sofach lub ory­gi­nal­nych krze­słach od Tho­neta z cza­sów cesar­skich, spo­glą­dać w zamon­to­wane w latach mię­dzy­wo­jen­nych lustra i podzi­wiać kunsz­towne intar­sje na drew­nia­nych ścia­nach. Nim w pełni doce­ni­łem ten kli­mat belle époque, odkry­łem, że nie­mal wszyst­kie osoby, z któ­rymi chcia­łem spo­tkać się w Wied­niu - poli­to­lo­dzy, socjo­lo­go­wie, pisa­rze, arty­ści - pro­po­no­wali wła­śnie to miej­sce.

Jed­nak każdy, kto przez jakiś czas mieszka w Wied­niu albo choćby czę­sto odwie­dza to mia­sto, odczuwa nader sprzeczne emo­cje. John Gun­ther opi­sał austriacką sto­licę jako mia­sto "tak uwo­dzi­ciel­skie, tak nie­zno­śne, ale pełne nie­okre­ślo­nego uroku"13.

Po czę­ści urok ten dostrze­gały także ofiary cza­sów nazi­stow­skich. W pierw­szych dniach nie­miec­kiej oku­pa­cji Pol­ski szes­na­sto­let­nia Wero­nika Kowal­ska zna­la­zła się w licz­nej gru­pie dziew­cząt z Czę­sto­chowy, które bru­tal­nie ode­rwano od rodzin i wysłano do pracy przy­mu­so­wej w Wied­niu. Więk­szość czasu spę­dzały w fabryce Erics­sona wytwa­rza­ją­cej tele­fony polowe dla Wehr­machtu i w pry­mi­tyw­nych bara­kach obok. Znacz­nie póź­niej, już jako moja teściowa, nie umniej­szała tru­dów, jakie musiała zno­sić wraz z kole­żan­kami. Zapa­mię­tała jed­nak nie­liczne wizyty w mie­ście, które dla niej było wprost osza­ła­mia­jące.

Tematy, które opi­sy­wa­łem pod­czas moich wizyt w Wied­niu, czę­sto doty­czyły tej samej ponu­rej prze­szło­ści. Odwie­dza­łem sław­nego łowcę nazi­stów Szy­mona Wie­sen­thala, rezy­denta austriac­kiej sto­licy, by opi­sy­wać jego wysiłki na rzecz pocią­gnię­cia zbrod­nia­rzy do odpo­wie­dzial­no­ści. We wcze­snym okre­sie powo­jen­nym wielu Austria­ków z powo­dze­niem przed­sta­wiało sie­bie jako pierw­sze ofiary Trze­ciej Rze­szy w uła­dzo­nej wer­sji wyda­rzeń, którą w zbio­ro­wej wyobraźni umoc­nił ogromny suk­ces filmu Dźwięki muzyki. Na to, że Austriacy nale­żeli do naj­go­ręt­szych zwo­len­ni­ków Hitlera i - jak wie­lo­krot­nie pod­kre­ślał Wie­sen­thal - byli nad­re­pre­zen­to­wani wśród komen­dan­tów i innych funk­cjo­na­riu­szy machiny Zagłady, czę­sto przy­my­kano oczy.

Dopiero gdy w roku 1986 były sekre­tarz gene­ralny ONZ Kurt Wal­dheim wysu­nął się na czoło w wyścigu pre­zy­denc­kim, kraj zaczął bar­dzo spóź­nione roz­li­cze­nie z nie­dawną prze­szło­ścią14. W ofi­cjal­nych bio­gra­fiach Wal­dheim przy­zna­wał się do udziału w wal­kach na początku wojny na fron­cie wschod­nim, "zapo­mniał" jed­nak uwzględ­nić póź­niej­szą służbę na Bał­ka­nach w szta­bie gene­rała Ale­xan­dra Löhra, póź­niej ska­za­nego na śmierć i powie­szo­nego w Jugo­sła­wii za zbrod­nie wojenne. Gdy prze­ocze­nia Wal­dheima zostały ujaw­nione, nie­któ­rzy z moich nie­miec­kich przy­ja­ciół nie potra­fili ukryć scha­den­freude. "Austriacy prze­ko­nali świat, że Beetho­ven był Austria­kiem, a Hitler Niem­cem", żar­to­wali (Hitler uro­dził się w Gór­nej Austrii, Beetho­ven zaś pocho­dził z Bonn).

Gdy rela­cjo­no­wa­łem tę histo­rię, reak­cja Wal­dhe­ima na uwagi o jego wojen­nej prze­szło­ści była dla mnie rów­nie nie­po­ko­jąca jak wszystko, co mógł robić w tym cza­sie jako ofi­cer wywia­dow­czy. Wyko­rzy­stu­jąc fakt, że jedną z naj­gło­śniej oskar­ża­ją­cych go orga­ni­za­cji był Świa­towy Kon­gres Żydów, Wal­dheim uciekł się do słabo zawo­alo­wa­nej reto­ryki anty­se­mic­kiej dla zmo­bi­li­zo­wa­nia zwo­len­ni­ków; zwy­cię­stwo było gorz­kie. Repu­ta­cja Austrii ponow­nie legła w gru­zach, jed­nak kolejne poko­le­nie austriac­kich edu­ka­to­rów wyko­rzy­stało skan­dal do bar­dziej uczci­wego przed­sta­wia­nia prze­szło­ści w pod­ręcz­ni­kach szkol­nych i dys­kur­sie publicz­nym.

Wra­ca­łem więc do Wied­nia tak czę­sto, jak to moż­liwe. Cią­gnęło mnie do tego mia­sta o nie­od­par­tym uroku, nie­za­leż­nie od cieni, jakie wciąż można było w nim zna­leźć. Zapewne z tego powodu dosko­nale rozu­miem przy­wią­za­nie Freuda do niego, choć sam miał coraz bar­dziej ambi­wa­lentne odczu­cia. Wąt­pli­wo­ści tych nie wyzbył się do chwili, gdy zapadł w swój ostatni sen w Lon­dy­nie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ste­fan Zweig, Świat wczo­raj­szy, przeł. Maria Wisłow­ska, Pań­stwowy Insty­tut Wydaw­ni­czy, War­szawa 1958, s. 432. Jeśli nie zazna­czono ina­czej, cytaty w prze­kła­dzie Jana Szku­dliń­skiego (przyp. tłum.). [wróć]

Gor­don Brook-She­pherd, The Austrians: A Tho­usand-Year Odys­sey, s. 328. [wróć]

Peter Gay, Freud: A Life for Our Time, s. 619-622 (dalej cytaty "Gay" odnosi się do tejże bio­gra­fii, a nie pracy The Freud Reader pod jego redak­cją). [wróć]

Eric Kan­del, cyt. z jego prze­mó­wie­nia noblow­skiego w 2000 r. https://www.nobel­prize.org/pri­zes/medi­cine/2000/kan­del/bio­gra­phi­cal/. [wróć]

Michael Mol­nar, red., The Diary of Sig­mund Freud 1929-1939, s. 229. [wróć]

Ernest Jones, The Life and Work of Sig­mund Freud, vol. 3, s. 218-219 (dalej cyt. Jones oraz nr tomu). [wróć]

Mar­tin Freud, Sig­mund Freud: Man and Father, s. 210-211 (dalej cyt. Mar­tin Freud). [wróć]

Ibi­dem, s. 207-208. [wróć]

Gay, s. 622. [wróć]

Sig­mund Freud, Kul­tura jako źró­dło cier­pień, przeł. Jerzy Pro­ko­piuk, Ale­theia, War­szawa 2013, s. 78-79. [wróć]

John Gun­ther, The Lost City, s. 327-328. [wróć]

Źró­dła doty­czące każ­dej z osób, jak i całego cytatu "umrzeć wol­nym" są podane w poniż­szych roz­dzia­łach. [wróć]

Gun­ther, s. 68. [wróć]

O afe­rze Wal­dhe­ima zob. Andrew Nagor­ski, Łowcy nazi­stów, przeł. Jan Szku­dliń­ski, REBIS, Poznań 2016, rozdz. 14. [wróć]