ZEBRAŁEM DANE
Korwetta rozstała się z Robertem na placu pokazowym Akademii Astronautyki. On poszedł pełnić obowiązki Szefa Bezpieczeństwa w budynku zwanym zbrojakiem, ona udała się do gmachu dydaktycznego. Nim weszła do bufetu, poprawiła w łazience makijaż, którego sporą część wtarła w mundurową bluzę Roberta. Przed godziną próbowali w jego samochodzie zniwelować rozpuszczalnikiem te czarne zacieki. Niestety i tak zostały ciemne plamy. Wiceadmirał je ignorował, wracając szybko do pracy. Skupiał uwagę na drodze i na oświadczeniu dla mediów - na tyle pilnym, że nim dotarł na AcAs, już układał je w głowie.
W bufecie było dziś pusto. Korwetta zamówiła musakę w wersji wege. Po trzymiesięcznej diecie glonowej wciąż fascynowały ją bakłażany zapiekane z soczewicą. To był dopiero jej czwarty dzień na Ziemi... Gdy doniosła do stolika parującą misę warzyw, nieoczekiwanie tuż obok pojawił się Adam Neo.
- Miło cię znów widzieć! - rzucił wesoło i zaraz się do niej dosiadł. - Czy dziś jest dobry czas na oglądanie uldryjskiego statku?
Zanurzyła łyżkę w gulaszu z bulgoczącym sosem i posłała mu uśmiech. Jej też miło było go widzieć z tą jego chłopięcą naturalnością.
- Może być - odrzekła, przełykając gorący ratatouille. - Ale Cothley donosi, że oni nie wrócili jeszcze na statek - sprostowała po chwili. - Chcę w międzyczasie poćwiczyć w gymie, bo już mi tego brakuje.
- A gdybym tak poczekał i poćwiczył razem z tobą? - zapytał zaraz. - Mógłbym cię na przykład asekurować - dodał przymilnie.
Korwetta zerknęła spod zmrużonych powiek na tego młodziaka, który miał już całkiem męski wygląd - bardzo atrakcyjny bez dwóch zdań. Pełnokrwisty Adaś Bryniarski, o policzkach zarumienionych wiosennym słońcem, emanował witalnością. Tylko te ciemne oczy miał dziś niewyspane... Na pewno był sprawny fizycznie, a i asekurować mógłby.
- No dobra - odrzekła. - Tylko daj mi zjeść. Choć to może nie najlepszy pomysł przed gymem.
- Ja też coś zjem - podchwycił zaraz.
Podszedł do lady bufetu. Po chwili wrócił stamtąd ze smażoną rybą i surówkami.
- I co, udała się narada z admirałem Holdem? - zapytał, siadając naprzeciw niej.
- Nad wyraz - odparła. - Co nie zmienia faktu, że przed twoim ojcem teraz trudne zadanie. Siedzi pewnie głodny w swojej kwaterze i pisze oświadczenie - przypomniała sobie.
Adam odchrząknął, chcąc podjąć temat, ale ona szybko położyła palec na ustach.
- A czemu ojciec nie przyszedł zjeść tutaj? - zadał pytanie oboczne.
- Pewnie pochłonęło go pisanie - wydedukowała. - Albo nie chce pokazywać plam na mundurze po moim makijażu - przypomniała sobie.
I zaraz ugryzła się w język, ale uznała, że plamy i tak zobaczą domownicy Roberta. Przynajmniej młody będzie znał prawdziwą wersję zdarzeń, pomyślała.
Adam tymczasem przyjrzał się jej z uwagą i zapytał:
- A na której części munduru?
- Nie na tej, co myślisz! - wypaliła. - I co to za sugestie, szczylu jeden!?
Brwi Adama uniosły się wysoko.
- Nie zrobiłem sugestii - odrzekł słodkim tonem. - Zapytałem niewinnie, ale uderz w stół... - Spuścił zaraz oczy pod jej karcącym spojrzeniem. Po chwili podniósł wzrok pełen udawanej pokory, ale kąciki ust drgały mu podejrzanie.
Przypominał jej skarconego spaniela. Widząc jego minę, również nie zachowała powagi.
- To są plamy po incydencie z moimi łzami, jakbyś chciał wiedzieć - skwitowała już lekko. - Jestem znana z tego, że zalewam się nimi, gdy rosną emocje.
- Oczywiście! - Przytaknął trochę zbyt gorliwie. - A o ojca się nie martw. Dostarczą mu coś ze stołówki oficerskiej, jak znam tutejsze układy.
I zmarkotniał nie wiedzieć czemu. Przełknął spory kęs ryby, po czym oznajmił:
- Odrobiłem lekcje. Wiem, kim dla siebie byliście i ile miałaś lat. - Odszukał coś w telefonie i zwrócił ekran w jej stronę.
Korwetta zamarła. Tego się nie spodziewała. Zobaczyła swoją osiemnastoletnią fizys w kwaterze Holda, gdzie ścienny ekran pokazywał mostek kapitański Geysera. Ożyła w niej nagle tamta chwila. Dotarło do niej ze wzbudzonym w tkankach echem, jak młody wówczas Robert mówi: "Za chwilę tego nie wytrzymam, admirale" i zaciska oczy. Hold proponuje nieśmiało: "To może niech pan ją weźmie, przyda się uldryjska konsultacja". Radość podrywa ją z fotela, ale słyszy od Roberta: "Ona ma żyć, admirale". Wtedy traci wiarę. Próbuje jeszcze przekazać wiadomość z Uldri: "Zostawcie kryształ na Ziemi!", ale nikt jej nie słucha. Z resztką nadziei woła do świeżo powołanego dowódcy misji, a zarazem jej partnera, odlatującego w nieznane: "Zabierz mnie! Razem jesteśmy silni! Tylko razem!". W odpowiedzi słyszy kategoryczne, choć ciężkie od hamowanych łez: "Nie ma mowy!". Potem już tylko błaga, szlochając: "Zabierz mnie!", a po jego słowach: "Pamiętaj, że cię kocham" i "Dobrze wykorzystaj dany ci czas" zapada bezwładnie w fotel i popada w letarg.
Teraz zabrakło jej słów. Wbiła w Adama pełen pretensji wzrok.
- Jak to zhakowałeś, młody? To przecież tajne archiwum! - wykrztusiła.
- O to nie pytaj, potrafię - odpowiedział, a w jego oczach odczytała coś na kształt współczucia. - Naprawdę przykro mi - dodał, widząc, że łza wymknęła jej się spod powiek. - Już to zabieram. - Cofnął dłoń z telefonem. - Nie chciałem, kretyn ze mnie. No bo jak ty możesz to oglądać, kiedy mnie nawet rozwala...
Uspokoiła się. Przynajmniej z wierzchu. Ale znów straciła głos. Widziała, jak chłopak się waha, czy położyć dłoń na jej dłoni, i jak w końcu cofa ją z obawą.
- Z rodziną Bryniarskich to ja się chyba odwodnię od ciągłego płaczu - odezwała się w końcu. - Wiesz co, pożartuj lepiej o babci! - Spróbowała się uśmiechnąć.
- Babcię też namierzyłem - odrzekł poważnie. - Wiem, co się stało.
- To pracowitą noc miałeś. Coś jeszcze znalazłeś?
Skinął głową i nabrał powietrza.
- No, trochę materiału sprzed odlotu Geysera, na przykład o samobójstwie tej dziewczyny. Georginy Voit, prawda? - Poczekał, aż ona skinie głową. - Jak broniłaś wtedy ojca... A wcześniej z tego słynnego Zespołu Eksperymentalnego, gdzie wyglądasz jak dzieciak, razem z komandorem Wardynem i Boenim... No i odnalazłem pierwsze oficjalne lądowanie Uldryjczyków! - podkreślił z triumfem. - To mocny materiał, teraz trudno dostępny...
Czekał na jej komentarz, ale się nie doczekał.
- Ciebie pewnie to zdziwi, ale ja nie wiedziałem, co ojciec wtedy zrobił. - Spojrzał jej w oczy. - Od tego zależało, czy Cothley przeżyje, a on to zrobił dla ciebie - zawiesił głos, jakby zawstydzony. - No i widziałem, jak uderzył matkę! - Pokręcił głową. - Jedyny raz!
Korwetta skrzywiła się mimo woli.
- To też się gdzieś zachowało? - Zdziwiła się szczerze. - Przepraszał ją potem publicznie...
Twarz Adama nabrała wyrazu przebiegłości.
- Oficjalnie się nie zachowało, ale jeśli wiesz, gdzie szukać, to znajdziesz - skomentował. - Przejrzałem też późniejsze sesje z Uldryjczykami, które tłumaczyłaś... Sam się sobie dziwię, że się tym wcześniej nie zainteresowałem! To znaczy, wiedziałem, że niejaka Korwetta Burchard, zmodyfikowana genetycznie przez Uldryjczyków, agitowała wraz z nimi za obecnością kryształu w naszej Akademii... No i że przez to rodzice lecieli Geyserem na misję, a skończyli na Granadi. A potem ona odleciała w kosmos na uldryjskim statku. Tak to było przedstawiane w szkole, a później nie lepiej tu na AcAs - przerwał, gdyż dostrzegł wyraz niechęci na jej twarzy. - A ja nie drążyłem tematu, nawet nie wiem czemu - dokończył.
- A od ojca nic o tym nie słyszałeś? - Nie kryła zaskoczenia.
- No właśnie nie - odparł. - I może to milczenie ojca mnie powstrzymywało. Bo czułem, że on nie chce mówić o kontaktach z Uldri, jakby snuła się nad tym jakaś czarna mgła.
Korwetta pokręciła głową z niedowierzaniem.
- No, a co mówi matka, też bohaterka bitwy o Ziemię? - zagadnęła z nutą sarkazmu.
Adam zastanawiał się przez chwilę.
- Matka o samej bitwie mówi bardzo chętnie - zaczął. - Chętnie wspomina też nasz czas na Granadi. Ale przy temacie Uldryjczyków wzdycha z niechęcią, jakby zalatywało od nich jakąś zdradą.
Korwetta nie zdołała teraz ukryć wyrazu pogardy.
- A o tym, że to właśnie Uldryjczycy uratowali dupy załodze Geysera, interweniując przez Federację Galaktyczną, to ci nie mówili? - nie wytrzymała. - Że bez udziału Uldri rodzice albo zginęliby w wybuchu statku, albo wessałby ich dodekaedr Vancruso? O tym naprawdę ci nie wspomnieli? - Pokręciła głową. - I o tym, że Cothley z Traguerim natychmiast porzucili swoje zadania, żeby was przywieźć z Granadi na Ziemię? - Nie chciała już się zatrzymać, choć coś mówiło jej, że powinna być bardziej uważna. - Po tym bezsensownym wywożeniu kryształu stąd?! - zakończyła wzburzona, zdając sobie sprawę, że część z tych danych była tajna.
Adam wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany.
- Federacja Galaktyczna? - powtórzył z niedowierzaniem. - To ona faktycznie istnieje? I bezsensowne wywożenie kryształu? Opowiedz mi o tym!
Korwetta ochłonęła. Skoro Robert utrzymywał tajemnicę przed synem, to ona też chyba powinna.
- Racja, Adamie Neo, Federacja istnieje - odezwała się. - I tę prawdziwą skopiowano wyrywkowo do Star Treka. - dodała. - Ale to nie jest jawne dla Ziemian. Rozumiesz, pierwsza dyrektywa. Tylko sztaby szkół gwiezdnych znają temat. - Uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo, bo energicznie kiwał głową, wdzięczny za dopuszczenie do konspiracji. - A o krysztale opowie ojciec w swoim oświadczeniu. Odłóżmy temat do jutra.
Adam przytaknął ze zrozumieniem. Pozbierał naczynia ze stołu, także te Korwetty, i odniósł je na tacy. Po chwili wrócił z dwiema butelkami wody mineralnej i jedną podał pani porucznik. Gdy wstali od stołu, przyjrzał się jej niebieskiej sukience, która podkreślała figurę.
- Kobieco dziś wyglądasz, nie militarnie - rzucił z uśmiechem.
- Ale jakże niemodnie - odpowiedziała.
- Całe szczęście! - zareagował natychmiast.
Ruszyli razem do gymu.