Rozdział I
Seledynowa mrówka
- Mamo, co to jest wojna? - zapytał pewnego dnia Franek.
Pani Gabriela Spokojna nigdy wcześniej nie słyszała tego słowa. Bo skąd? Świat, w którym żyła wraz z mężem i synkiem, był bajką, tylko taką prawdziwą. Ludzie już od trzech wieków egzystowali w zgodzie z naturą. Co więcej, od kiedy nauczyli się rozmawiać ze zwierzętami, zniknął podział na świat ludzi i świat zwierząt. Wszyscy stali się jedną wielką rodziną.
Gdyby ktoś powiedział mamie Franka, że kiedyś ludzie jedli mięso, a zwierzęta polowały na siebie nawzajem - na pewno by nie uwierzyła.
- Nie wiem, co to jest wojna, synku. A od kogo usłyszałeś to słowo?
- Od mrówki Mirandy. Odwiedziła mnie wczoraj wieczorem. Była naprawdę fajna.
- A więc spodobała ci się kolejna mrówka. - Mama zachichotała.
Franek był znany z fascynacji tymi pracowitymi owadami. Świetnie znał ich język i zwyczaje. Potrafił godzinami obserwować mrowiska. Zawsze czuł, że te stworzenia skrywają jakąś wielką tajemnicę. Już od dawna umiały się komunikować z ludźmi, ale nigdy nie urządzały sobie z nimi pogawędek. Dlatego Franek tak się zdziwił, gdy poprzedniego dnia zobaczył przed sobą samotną seledynową mrówkę, która chciała z nim porozmawiać.
Pani Gabriela zauważyła, że spotkanie owej "fajnej" mrówki bardzo poruszyło jej syna, dlatego spoważniała i cierpliwie czekała na szczegóły. Nie musiała czekać długo - Franek zaraz wszystko opowiedział.
- Nie chodzi o to, że mi się spodobała, mamo, tylko o to, że mnie zaciekawiła.
- A z jakiego gatunku pochodziła? - zapytała rzeczowo pani Gabriela.
- Sęk w tym, że to musiała być przedstawicielka jakiejś zupełnie nowej grupy.
Mama Franka wiedziała, że nowy gatunek mrówki to dla jej syna kolejne interesujące wyzwanie. Na pewno będzie chciał wszystkiego się o niej dowiedzieć.
- Była zielona, miała ładne, seledynowe ciałko i nosiła kamizelkę zrobioną z grubych liści. A na głowie miała czepek, taki jak do pływania, tylko widać było, że jest dla niej za duży i zbyt sztywny.
- Mrówka w zielonej kamizelce i czepku? Tego jeszcze nie było! - Mimo że pani Gabriela wolała poznawać nowe gatunki ziół i przypraw, rozumiała ekscytację swojego dziecka. - A po co ta mrówka nieznanego gatunku do ciebie przyszła?
- No właśnie przyszła prosić o pomoc dla tej swojej wojny.
Pani Gabriela uznała, że wojna musi być jakąś przyjazną osobą w potrzebie.
- I zgodziłeś się pomóc? - zapytała.
- Pewnie! I to od razu!
- O! To bardzo miłe z twojej strony. Wspieranie innych jest czymś dobrym. Następnym razem, gdy zobaczysz ową fajną mrówkę, koniecznie zapytaj, jak mógłbyś pomóc tej wojnie, aby ją uszczęśliwić.
Chłopiec wypatrywał seledynowego stworzonka przez cały dzień. Już nie mógł się doczekać, aż w końcu będzie mógł zacząć pomagać. Mrówka pojawiła się dopiero po zmroku. Weszła do pokoju Franka bezszelestnie i przycupnęła na biurku. Nie wiadomo dlaczego, mówiła szeptem.
- Śpisz? - zapytała po cichu.
- Nie, czekałem na ciebie. Cieszę się, że znów przyszłaś.
- Wczoraj obiecałeś pomóc. Jesteś gotowy?
- Oczywiście. Moja mama bardzo mnie zachęca, abym pocieszył wojnę. Powiedz mi tylko, co mam zrobić, aby uszczęśliwić twoją przyjaciółkę, a od razu zacznę działać.
Mrówka nie wiedziała, co powiedzieć. Przecież wojna to żadna przyjaciółka - wręcz przeciwnie. Może Frankowi chodziło o inne mrówki z jej gatunku?
- Franku, nie do końca rozumiem, o którą z moich przyjaciółek ci chodzi. Musisz wiedzieć, że jest nas wiele. My, seledynowe mrówki, wykonujemy wspólnie jedno trudne zadanie: chronimy świat.
Tego Franek się nie spodziewał. Nie miał pojęcia, po co się chroni świat. No i przed kim? Skoro jednak mrówka powiedziała, że chroni świat, to znaczy, że chroni i kropka.
- A wojna też chroni świat? - zapytał zaintrygowany chłopiec.
- No jasne, że nie - odparła mrówka.
- To ty i wojna nie jesteście przyjaciółkami?
- Oczywiście, że nie! - zaprzeczył seledynowy owad z całą stanowczością.
Dla Franka wniosek był tylko jeden.
- Mrówko, jeśli wojna nie ma przyjaciół i nie chroni świata, to pewnie siebie też nie umie obronić.
Sześcionożne stworzenie szeroko otworzyło oczy ze zdziwienia, a Franek mówił dalej:
- A to z kolei oznacza, że ta wojna potrzebuje mojej pomocy dużo bardziej, niż myślałem. Chodźmy do niej od razu!
Mrówka osłupiała i tylko obserwowała, jak Franek wyskoczył z łóżka, ubrał się, złapał szkolny plecak, w którym trzymał wszystkie swoje skarby (czyli narzędzia do obserwacji mrowisk), i ruszył w kierunku wyjścia.
- To co, idziemy czy nie? - ponaglił swoją nową koleżankę.
- Najpierw powinniśmy porozmawiać. Chcę, abyś zrozumiał, o co chodzi - rzekła poważnie.
- Wszystko opowiesz mi po drodze - odpowiedział w pośpiechu Franek.
- A nie powiesz swojej mamie, że wybierasz się w podróż?
- No tak, masz rację - przyznał chłopiec. - Zostawię jej karteczkę, a potem wyruszymy.