Etat czy firma?
Praca dziś jest towarem. Handlują nim agencje pracy. Człowiek w obecnym systemie staje się uprzedmiotowiony, a wraz z nim to, co robi lub chce robić, aby zarobić na utrzymanie. Pracy brakuje i agencje pracy postanowiły zarabiać na pośrednictwie w jej znalezieniu. To specyficzny towar, który towarem nigdy wcześniej nie był. Dziś nim jest i jak każdy towar bywa wybrakowany. Za obrót takim towarem agencja pobiera wynagrodzenie, w ten sposób generując nowy towar, jakim jest obrót pracą. Dla wielu praca jest też przywilejem, czymś wyjątkowym, bo nie jest łatwo pracę znaleźć (łatwo ją za to utracić).
Największe skupiska tego towaru są w korporacjach. I to one zlecają "na zewnątrz" poszukiwanie ekspertów od human resources, którzy dobierają odpowiedniego kandydata na dane stanowisko. Człowiek w korporacji, czy z korporacji, dostosowuje się do rytmu danej firmy albo, sfrustrowany, z niej odchodzi. Nierzadko rodzaj pracy i sposób jej wykonywania mają wciąż wpływ na życie człowieka, już kiedy teoretycznie tę pracę zakończył. Teoretycznie, bo ta praca praktycznie nie ma przerw. Dominuje życie "po pracy", wdziera się w jego zakamarki i pozbawia niejednokrotnie radości życia. Zmechanizowany system w eleganckich biurach, presja uzyskiwania odpowiednich wyników i osiągania wciąż wyższych rezultatów prowadzą z kolei do wypalenia zawodowego, zmęczenia i niechęci. Brak "towaru", jakim jest praca, sprawia, że ustawiają się do niego kolejki. Zatem ktoś, kto tego wszystkiego nie wytrzymuje psychicznie, ma jeszcze jeden dodatkowy ciężar na barkach - strach. Strach o utratę zatrudnienia, o utratę pracy. Bo chętnych na jego miejsce zazwyczaj nie brakuje, życie wszak nie znosi próżni. Z tego powodu pracy wciąż towarzyszy lęk. Na to nakładają się zobowiązania i chęć realizowania różnych życiowych celów. A strach paraliżuje. Sprawia, że człowiek nie czuje się komfortowo, nie czuje się bezpiecznie.
Biorąc to pod uwagę, pojawia się myśl o tym, aby być niezależnym i samemu decydować o sobie, o swojej pracy, o wynagrodzeniu, o rozwoju. Z różnych stereotypów wynika, że jeśli ktoś jest "na swoim", to jest mu dobrze, bezpiecznie i jest panem samego siebie. Ten rodzaj towaru wydaje się atrakcyjniejszy z wielu względów. Daje niezależność i poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się najlepszym sposobem na życie i czymś zdecydowanie lepszym niż praca na przysłowiowym etacie. Temu zagadnieniu duże kolorowe gazety poświęcają całe kolumny, wydania i strony internetowe, zachwalając ten rodzaj towaru. Lepszy. Pełen wyzwań i nowych celów.
Niewątpliwie "samozatrudnienie", "własny biznes", "działalność gospodarcza" brzmią nieźle i mają jeden zasadniczy przywilej, który z perspektywy czasu wydaje się tym najistotniejszym - we własnej firmie możesz "sam się zwolnić", czyli zamknąć interes. Nikt nie zrobi tego za ciebie. Budząc się rano "we własnej firmie", wiesz, że nikt cię tego towaru nie pozbawi. I to jest największy plus, z którego wynika poczucie bezpieczeństwa o jutro lub dziś i każde "za tydzień". Kuszące jest decydowanie, inwestowanie, samodzielne podejmowanie decyzji, wprowadzanie własnych pomysłów w danej branży. Ale należy pamiętać, że genialnych pomysłów jest dużo, a na rynku ciasno. Wydaje się, że wszystko już wymyślono, o wszystkim powiedziano i że nie ma nowych pomysłów. Wyłączając nowoczesne technologie i przemysł IT, nie ulega wątpliwości, że rynek jest nasycony i odzieżą wszelkiej maści, i butami, i biżuterią, i kanapkami, hamburgerami, frytkami, fryzjerami i kosmetyką. Nie brakuje też suplementów diety, ziół i produktów ekologicznych. W tym zakresie wymyślono niemal wszystko. Choć "wymyślenie" e-papierosów i wprowadzenie ich na rynek to strzał w dziesiątkę. Ci, którzy jako pierwsi podjęli ryzyko zakupu pierwszej i kolejnych partii towarów, odnieśli sukces, rozumiany jako zarobek.
Są jednak ludzie, którzy twierdzą, że można mieć nawet tysiąc pomysłów na biznes, bo jest sprawdzony, a jeśli ktoś upadł, to z własnej winy. Lobbyści i firmy PR-owe przekonują, że franczyza jest takim gwarantem, czymś sprawdzonym, czymś, co minimalizuje ryzyko i co więcej - czymś, co niejako otacza opieką, służy radą, kompetencją, koncepcją i daje metody funkcjonowania, a także wsparcie i pomoc. Wydaje się, że w grupie powinno - i pewnie zdarza się, że tak jest - być łatwiej. Sprawniej, taniej i szybciej. Wymiana doświadczeń na bazie popełnionych błędów może dawać stabilizację i faktyczne poczucie, że w razie czego nie zostanę z problemem sam. Bo są oni, czyli ci, którzy przetestowali na sobie, a teraz dzielą się wiedzą właśnie z tobą.
Tekstów na temat franczyzy jest tyle, ile istniejących i wirtualnych pomysłów na biznes. Opinii i koncepcji być może tyle, ilu ludzi na Ziemi. Kluczowe pytanie - "na swoim" czy pod własnym szyldem - pozostaje otwarte. Koronny argument, że jeśli chcesz prowadzić coś własnego, a nie masz pomysłu i czeka na ciebie tysiąc rozwiązań, jest przekonujący. I wielu przekonał. Warto jednak zastanowić się, czy nie jest przypadkiem tak, że skoro nie masz pomysłu na coś własnego, bo nie wiesz, nie potrafisz, to być może biznes na małą czy dużą skalę nie jest po prostu dla ciebie. Czy systemy franczyzowe są dla ludzi ambitnych, z pasją i pomysłowych?
Temat naszym zdaniem ważny ze społecznego punktu widzenia i perspektyw, tym bardziej że po upływie ćwierć wieku od systemowych i gospodarczych zmian można do pewnych zjawisk wrócić, spróbować je zweryfikować.