Moja opowieść o panu Franciszku. Wstęp
Ta opowieść zaczyna się w radiowym studiu. Przy mikrofonie siedzi starszy, nieco przygarbiony pan. Uważnie patrzy mi w oczy. I choć przyszedł, by rozmawiać, w tej chwili oboje milczymy. Ale nie jest to milczenie krępujące. Wiemy, że to właśnie ono powoli zaczyna nas prowadzić. Do bliskości i prawdy, do uśmiechu i łez, którymi dotychczas Franciszek tak oszczędnie dzielił się ze światem.
- Wie pani, ja się śmierci nie boję. Swoje przeżyłem. Już nie mam jakichś aspiracji życiowych, ani osobistych, ani zawodowych. Tylko Boga proszę, żeby odejść spokojnie, bez boleści. No i żeby później spotkać się z małżonką. Tam, na górze. Może już przygotowała dla mnie jakieś przyjęcie?
Do tego przyjęcia pasują piosenki Édith Piaf, o które kilka dni wcześniej prosi mnie Franciszek. Jego ulubione, jeszcze z czasów młodości. Przywodzą na myśl przebojowego chłopaka, tak niepodobnego do dzisiejszego Franciszka.
- Przyszedłem do sekretariatu i mo?wie?: "Chciałem z panem ministrem rozmawiac?". Patrzy na mnie sekretarka jak na wariata. "Czy jest pan umo?wiony?". Ja mo?wie?, z?e nie. "A to które drzwi sa??". A ona pokazuje mi drzwi. Nie czekaja?c dalej, otwieram je i wparowuje? do gabinetu.
Chłopak uzyskuje to, po co przyszedł, czyli zgodę ministra szkolnictwa wyższego na zmianę kierunku studiów. Z dokumentem w dłoni zjawia się w prywatnym mieszkaniu rektora Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, profesora Aleksandra Zelwerowicza. I choć dawno jest po egzaminach, zostaje przyjęty. Dla aktorstwa najpierw sprzeciwia się woli ojca, a potem opuszcza ukochany Śląsk, z którego jednak mentalnie nigdy nie wyjeżdża.
W roku 2015 Muzeum Kinematografii ogłasza plebiscyt. Na pierwszych trzech miejscach listy filmów wszech czasów znajdują się Ziemia obiecana Andrzeja Wajdy, Rękopis znaleziony w Saragossie Wojciecha Jerzego Hasa i Popiół i diament, także Andrzeja Wajdy. Aktor Franciszek Pieczka gra w dwóch z nich.
W całym swoim życiu wciela się w blisko 450 znakomitych, filmowych ról. To zaskakujące, że na festiwalach polskich filmów otrzymuje tylko dwie nagrody.
Ludzie ze środowiska próbują to wytłumaczyć. Wiedzą, że Franciszek nie bywa na branżowych rautach. Nie należy do tak zwanego towarzystwa. Na szczęście świat teatru nagradza Franciszka inaczej.
Jest wielkim aktorem, ale także niezwykłym człowiekiem.
- Właśnie. Talent talentem, zawód zawodem, ale gdzieś tam zawsze ten człowiek zza podszewki wychodzi.
Kiedy kończymy rozmawiać, Franciszek zostawia nam jeszcze przesłanie:
- Pozostań zawsze sobą. Bądź taki, żebyś mógł o każdej porze dnia spojrzeć w lustro i nie musiał się wstydzić. Bądź prawym człowiekiem. Po prostu.
Kiedy radiowa lampka gaśnie, wsiadamy do samochodu.
- Jaki ten świat ładny. - Pan Franciszek obserwuje go z fotela pasażera.
Jedziemy razem do Falenicy, w której kupił dom i odnalazł swoją drugą ojczyznę. Z tej podróży najbardziej zapamiętam jego zachwyt. Jesiennymi liśćmi, które tańczą nad dachem sunącego samochodu, polami, które jeszcze przed chwilą rodziły, a teraz szykują się do zimy. I łąką, pełną niechcianej nawłoci, która ciągnie się aż po horyzont.
- Pani Kasiu, ona biegnie ku wieczności. - W oczach Franciszka widzę zadziwienie.
"On wciąż wszystkiemu się dziwi. Ma w sobie świeżość spojrzenia dziecka" - mówią o Franciszku najbliżsi.
Zawożę go pod dom. Jeszcze nie wiem, że będę tu powracać. Że poznam stuletnią, drobnolistną lipę.
- To jedyna przyjaciółka, która jest starsza ode mnie - będzie żartował Franciszek.
Że zobaczę magnolię, która tak wściekle rozrasta się pod oknem jego sypialni. No i poznam Krakersa.
- Krakers to jest kot rasowy! Ogrodowy kot sportowy - przedstawi Krakersa Franciszek.
Uzna, że jest to tytuł uprawniony, ponieważ kot bez ogona biega szybciej. A Krakers właśnie go stracił w podwórkowej bitwie.
- W obronie falenickiej dzielni - z dumą dopowie człowiek, z którym Krakers każdego poranka jada śniadanie.
Franciszek docenia rzeczy małe i potrafi docenić codzienność. To dom jest jego azylem - i rodzina.
A ta książka powstała właśnie dzięki niej. Po śmierci Franciszka jego syn Piotr otwiera przede mną serce i wszystkie rodzinne albumy. Siedząc w ulubionym fotelu jego ojca, trzymam na kolanach całe życie Franciszka. Uchwycone w fotografiach sprzed lat. Obok leżą jego okulary i otwarty laptop. Jakby Franciszek wybiegł z pokoju na chwilę.
Na biurku macha niewidzialnym ogonem kot Krakers. Rozciąga się po kociemu, jakby własnym ciałem strzegł tajemnicy, którą w komputerze nieopatrznie pozostawił jego pan.
Ta książka nie mogła być inna. Czytając ją, będziecie wędrowali intymnymi śladami Franciszka. Ścieżkami, które zaprowadzą was do hardego synka ze Śląska. Człowieka, który w swoim długim życiu tak niewielu do siebie dopuścił, ale przecież każdego szanował.
To zastanawiające, że Jan Jakub Kolski, o którym Franciszek powiedział "mój reżyser", nigdy nie rozmawiał z nim o życiu prywatnym. Kazimierz Kaczor, który w Teatrze Powszechnym przez pół wieku dzielił z Franciszkiem garderobę, odwiedził kolegę w jego domu zaledwie dwa razy. A grająca z nim przez dziesięć lat na planie Rancza Marta Lipińska bezradnie rozkłada ręce, mówiąc "Ja to właściwie niewiele o Franiu wiem".
Tę książkę oddaję Ci ze wzruszeniem i głębokim przekonaniem, że w czasach kryzysu autorytetów właśnie takich ludzi jak Franciszek najbardziej temu światu potrzeba.
Katarzyna Stoparczyk
Cytaty pochodzą z radiowej, trójkowej audycji Myślidziecka 3/5/7, a także z książki Jak mieć w życiu frajdę. Rozmowy Kasi Stoparczyk