ROZDZIAŁ 1
PAROLE, CZYLI BOLESNA LEKCJA
To, co wydarzyło się na ursynowskim skrzyżowaniu, było konsekwencją tragicznych wydarzeń, do których doszło rok wcześniej, 23 marca 2002 roku - gangsterzy z grupy Mutantów zastrzelili policjanta, podkomisarza Mirosława Żaka, naczelnika Sekcji Kryminalnej Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie. Żak był doświadczonym funkcjonariuszem, rozpoczął służbę pod koniec lat 70., ale pewnie nie podejrzewał, że wyjazd do wsi Parole, gdzie gangsterzy ukryli skradzionego tira, okaże się akcją skrajnie niebezpieczną. O sprawie nieco szerzej pisałem w poprzednim tomie serii "Polscy gangsterzy", więc tu tylko przypomnę, że podczas gdy policjanci ewidencjonowali przejęty ładunek, na miejscu pojawili się ci, którzy uważali się za prawowitych właścicieli tira. Sądząc, że mają do czynienia z inną grupą przestępczą, rozpoczęli ostrzał. Podkomisarz Żak, który nawet nie miał przy sobie broni, zginął, stając się jedyną ofiarą śmiertelną tego zdarzenia. Oczywiście nie udało się wówczas zatrzymać żadnego z napastników, ale po krótkim śledztwie ustalono, kto wchodził w skład ekipy.
Ujęcie zabójców podkomisarza było dla policji kwestią honoru, więc wkrótce została utworzona specjalna grupa pościgowa, która miała za zadanie ujęcie wszystkich gangsterów związanych z grupą Mutantów. Bo grupa ta nie była monolitem - podobnie jak wiele innych przestępczych struktur miała oczywiście swój trzon, czy może raczej coś w rodzaju kierownictwa, ale współpracowali z nią gangsterzy działający także w innych "zespołach", związani z różnymi ośrodkami kryminalnymi. Tak jak choćby bohater niniejszego tomu, czyli Fragles, który został przez media (i nie tylko przez nie, również przez policję) powiązany z grupą Mutantów. Ale dla Krzysztofa Mrozowskiego było to jedno z kilku "miejsc pracy". Inna sprawa, że on sam raczej nie czuł się związany z jakąś konkretną ekipą, był raczej wolnym elektronem, który współpracuje z tymi, z którymi jest mu akurat po drodze. Pod tym względem jego historia jest dość podobna do życiorysu bohatera pierwszego tomu mojej serii, czyli Komandosa.
Tak czy inaczej powstała grupa pościgowa, która z czasem stała się inspiracją dla filmowców - na kanwie prowadzonych przez nią śledztw powstał serial Patryka Vegi Pitbull. Wśród fikcyjnych postaci, wykreowanych na podstawie historii prawdziwych bandytów, znalazł się Gremlins (grany przez Pawła Grochowskiego), odwrócony antyterrorysta, który przeszedł na stronę mafii. Łatwo się domyślić, że jest to filmowe alter ego Fraglesa. Opisana na początku książki akcja zatrzymania Gremlinsa, podczas której zginął gangster, została pokazana w 16. odcinku (drugi sezon) serialu - jak to bywa na ekranie - w nieco bardziej spektakularny sposób, niż miało to miejsce w rzeczywistości. Generalnie Pitbull jest raczej luźną interpretacją tego, co wydarzyło się ponad dwadzieścia lat temu, a o samym Gremlinsie dowiadujemy się niewiele; głównie milczy, choć doskonale posługuje się bronią. W sumie trochę szkoda, bo ci, którzy spędzili lata u boku Krzysztofa Mrozowskiego - czy to jako jego kompani z grupy przestępczej, czy po prostu znajomi - twierdzą, że był, jakkolwiek to zabrzmi, ciekawym człowiekiem.
Podczas strzelaniny z policją Gremlins zasłania się ciałem gangstera, który jechał razem z nim i poniósł śmierć jako pierwszy. W internecie zaroiło się od komentarzy "znawców tematu", utrzymujących, że było na odwrót - że to Gruby zasłaniał się ciałem Fraglesa. Oczywiście to niemożliwe, bo przecież Gruby zginął pierwszy...
Jednak lektura odnoszących się do serialu komentarzy jest interesująca, tym bardziej że niektóre wpisy pochodzą od tych, którzy w taki czy inny sposób przewinęli się przez kryminalne podziemie, a nawet spędzili kilka lat w więzieniu. Jest też dowodem na to, że sprawa Mutantów i rozbijania tej grupy jeszcze długo rozpalała emocje dużej części społeczeństwa.
W serialu za rozbicie grupy odpowiada niewielka ekipa kryminalnych, wśród których jedną z najbardziej wyrazistych postaci jest niejaki Despero, czyli alter ego nieżyjącego już policjanta Sławomira Opali. W rzeczywistości za wojnę z Mutantami odpowiadało o wiele więcej funkcjonariuszy, dla których sprawa ta stanowiła nie kolejne służbowe zadanie, ale wręcz misję życia.
*
Jak wspomniałem, o tym, że Fragles i Gruby będą wracać następnego dnia przez Ursynów, policja dowiedziała się od Marka M., pseudonim Muł. To gangster dość luźno związany z Mutantami, który jednak przez pewien czas był - jeśli można użyć takiego określenia - wysoko notowany w półświatku, a o jego wyczynach mówiło wielu. Tak jak o akcji, w której wystąpił jako... prokurator! A oto w skrócie jej przebieg.
Pewien paser, współpracujący z grupą markowską (kierowaną przez Andrzeja Cz. "Kikira"), został zatrzymany przez policję i trafił do aresztu śledczego. Oznaczało to, że tym samym wyschło źródło pieniędzy, ale gangsterzy uznali, że można wyciągnąć je jeszcze od rodziny zatrzymanego. Do jego bliskich udała się delegacja z półświatka, głosząc dobrą nowinę - mają "swojego" prokuratora, który za drobną (no, może nie aż tak drobną) opłatą wydobędzie nieszczęśnika z opresji. Mówiąc bardziej wprost: doprowadzi do jego zwolnienia. Jak napisał dziennikarz śledczy Rafał Pasztelański w artykule opublikowanym na portalu Wirtualna Polska: "W rolę prokuratora wcielił się Marek K. ps. Muł. Ubrany w elegancki garnitur, ze specjalnie spreparowanymi na tę okazję aktami prokuratorskimi, stawił się na spotkaniu z rodziną. Negocjacje prowadzono w okolicach Rzeszowa. "Prokurator" posługiwał się fachowym prawniczym językiem. W końcu zgodził się załatwić uchylenie aresztu paserowi, ale ze względu na skomplikowany charakter sprawy zażądał... 120 tysięcy złotych łapówki. Rodzina całą sumę zapłaciła - opowiada jeden ze śledczych".
I na tym pewnie sprawa by się skończyła, ale jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gangsterzy, którym tak łatwo przyszło zdobycie niemałej, bądź co bądź, sumy, uznali, że dalej będą drenować majątek rodziny pasera. Tym razem jednak nie działali w "białych rękawiczkach" - napadli na dom pasera i potraktowali swoje ofiary wyjątkowo brutalnie. Udało im się zdobyć dodatkowe prawie 100 tysięcy złotych.
Kiedy Muł trafił za kraty, usłyszał zarzuty dotyczące nie tylko tej sprawy, ale także innych rozbójniczych wymuszeń, których dopuścił się na przestrzeni swojej kariery, czyli od połowy lat 90. Pasztelański zwraca uwagę na fakt, że Muł zasiadł na ławie oskarżonych razem ze swym kompanem, Rafałem R. z gangu markowskiego - R. został aresztowany razem ze sławnym producentem filmowym Lwem Rywinem w sprawie... fałszowania dokumentacji medycznej. Rafałowi R. odpowiednie dokumenty medyczne potrzebne były do uniknięcia, czy raczej skrócenia, odsiadki. Okazuje się, że producent filmowy także poszukiwał kogoś, kto mu wystawi "lewe" medyczne papiery. Przypomnijmy w największym skrócie jego perypetie z prawem. Otóż Lew Rywin został skazany za płatną protekcję (czy raczej ofertę płatnej protekcji), jaką zaproponował latem 2002 roku wydawnictwu Agora, reprezentowanemu przez prezes Wandę Rapaczyńską i redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama Michnika. Chodziło o to, aby w ustawie o radiofonii i telewizji znalazł się zapis umożliwiający Agorze zakup stacji telewizyjnej Polsat - za tę usługę partia rządząca, czyli Sojusz Lewicy Demokratycznej, miałaby dostać ponad 17 milionów dolarów, a producent zostałby szefem stacji. Michnik jednak potajemnie nagrał swoją rozmowę z Rywinem i po jakimś czasie (pojawiły się pytania, dlaczego nie od razu) upublicznił jej zapis. Wymiar sprawiedliwości nie miał innego wyjścia i w 2004 roku skazał producenta na dwa lata więzienia. Ten spędził za kratami nieco ponad rok, ale - przy pomocy syna - szukał dojścia do lekarzy, którzy potwierdziliby kiepski stan jego zdrowia. To jednak wyszło na jaw dopiero po jakimś czasie i w 2017 roku Rywin usłyszał kolejny zarzut: tym razem chodziło o posłużenie się sfałszowaną dokumentacją medyczną. Ponownie trafił do więzienia, przy czym ze stosunkowo łagodnym wyrokiem - ośmiu miesięcy. Po sześciu został zwolniony do domu, gdzie resztę kary odbył w trybie nadzoru elektronicznego. I tak Rywin z ulubieńca salonów, i to na całym świecie, stał się kimś, kogo na salony raczej nie wypada już zapraszać, tym bardziej że mniej więcej w tym okresie wypłynęły na światło dzienne informacje wskazujące na to, że w czasach PRL współpracował z bezpieką. Oczywiście, w niczym to nie umniejsza jego roli w polskim kinie (był producentem między innymi Pianisty Romana Polańskiego, Pana Tadeusza Andrzeja Wajdy czy koproducentem Listy Schindlera Stevena Spielberga), a także nie plasuje go w tej samej kategorii przestępców co bohaterowie niniejszej książki. Po prostu facet dał się wpuścić w trujące maliny, a potem złe zdarzenia posypały się lawinowo. I na pewno nie przygotowywał Muła do roli prokuratora...
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI