Prolog
Benjamin, stary osioł o spokojnym usposobieniu, powracając do swego boksu w stajni, rozmyślał o tym, co wydarzyło się na Folwarku Dworskim. Wszystko zaczęło się tak dawno... Stary Major, medalowy knur rasy średnia biała angielska, zwołał wszystkie zwierzęta do stodoły, by oznajmić im, że miał wizję, a ta ukazała mu, iż zwierzęta mogą być wolne. Swoją wizję nazwał animalizmem. Po wysłuchaniu jego mowy uczestnicy wiecu odśpiewali hymn "Zwierzęta Anglii", który tak się rozpoczynał:
Zwierzęta Anglii, zwierzęta Irlandii,
Zwierzęta wszystkich czterech świata stron,
Słuchajcie pilnie radosnej nowiny,
Wkrótce wolności będzie bił wam dzwon.
Prędzej czy później jasny dzień nadejdzie,
Obalim ludzi - jawą wrócą sny,
Po odzyskanych, żyznych ziemiach Anglii
Stąpać będziemy w chwale jeno my.
Potem wszystkie zwierzęta poszły spać, myśląc o tym, co się może wydarzyć. Cztery dni później stary Major zmarł. Jego wizją przejęły się szczególnie świnie, znacznie bardziej inteligentne niż pozostałe stworzenia. Jedyny wyjątek pod tym względem stanowił być może Benjamin. Był on najstarszym zwierzęciem na folwarku, a jednocześnie miał najbardziej przekorne usposobienie. Rzadko kiedy się odzywał i nigdy się nie uśmiechał. Był też niezwykle oddany Boxerowi, koniowi pociągowemu, z którym spędzał zwykle niedziele na niewielkim wybiegu tuż za sadem, gdzie bok w bok skubali w milczeniu trawę.
Właścicielami Folwarku Dworskiego byli państwo Jones. Pewnej soboty pan Jones wybrał się jak zwykle do pubu na pijaństwo i powrócił dopiero w niedzielę po południu. Wszyscy jego parobkowie poszli wcześniej polować na dzikie króliki, nie troszcząc się o zadanie karmy inwentarzowi. Gdy Jones powrócił, zwierzęta zebrały się w gromadę - całe lata krzywd i rozgoryczenia znalazły ujście w desperackiej agresji. Zwierzęta wyrzuciły Jonesa z folwarku. Gdy pani Jones, kobieta w średnim wieku i krępej budowy ciała, ujrzała, co się święci, wrzuciła do starej podróżnej torby nieco ubrań i czmychnęła bocznym wyjściem. Biegła, czy też raczej dreptała, ścieżką, trzymając w jednej ręce torbę, a drugą wymachując gwałtownie. Na przemian krzyczała i łkała, wymyślając zwierzętom. Dołączył do niej oswojony kruk Mojżesz. Jakiś czas później pan Jones zmarł w przytułku dla alkoholików.
Zwierzęta nie mogły uwierzyć własnemu szczęściu, że tak łatwo im poszło. Przejęte gospodarstwo nazwały "Folwarkiem Zwierzęcym" i nie minęło dużo czasu, jak ich przywódcami zostały świnie. Nauczyły się czytać i pisać, a niebawem oznajmiły, że zajmą się planowaniem i podejmowaniem decyzji. Pozostałe zwierzęta opanowały umiejętność czytania w rozmaitym stopniu. Biała koza Muriel potrafiła robić to całkiem płynnie i niekiedy odczytywała innym na głos fragmenty artykułów ze starych gazet, które wyjmowała ze śmietnika. Boxer nigdy nie zdołał wyjść poza literę D. Koń był mocarny i wysoki na 180 centymetrów; zwierzęta wiele zawdzięczały jego sile i poświęceniu. Drugim zwierzęciem pociągowym była Clover, okazała klacz o matczynym wyglądzie wchodząca w średni wiek; po urodzeniu czwartego źrebięcia już nigdy nie odzyskała dawnej figury.
Wśród świń było trzech liderów. Napoleon - spory knur rasy Berkshire o dzikim wyglądzie, jedyny tej rasy na folwarku, nie najlepszy mówca, lecz znany z tego, że potrafił postawić na swoim. Snowball był bardziej ruchliwy, bardziej wygadany i bystrzejszy, jednak nie miał, co ogólnie przyznawano, tak silnego charakteru jak tamten. Squealer był niewielkim grubym wieprzkiem o nadzwyczaj okrągłych policzkach, szybkich, zwinnych ruchach i przenikliwym kwiku. Do tego był świetnym mówcą. Świnie sporządziły listę przykazań, które następnie wypisano białymi literami na smołowanej ścianie.
Wszystko, co chodzi na dwóch nogach jest wrogiem. Wszystko, co chodzi na czterech łapach lub ma skrzydła, jest przyjacielem. Żadne zwierzę nie będzie nosić ubrania. Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku. Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu. Żadne zwierzę nie zabije innego. Wszystkie zwierzęta są równe.
Wieprz Minimus, obdarzony szczególnym talentem do układania pieśni i poematów, napisał odę na cześć Napoleona, której pierwsza strofa brzmiała tak:
Sierot dobroczyńco!
Szczęścia krynico!
Panie wiadra z pomyjami! Dusza ma płonie
Miłością do Ciebie.
Nie opuścisz nas w potrzebie,
Tyś jest jak słońce na niebie,
Towarzyszu Napoleonie!
Napoleon pochwalił utwór i nakazał wypisać go na ścianie wielkiej stodoły, gdzie po przeciwległej stronie znajdowało się Siedem Przykazań. Ponad wierszem widniał portret Napoleona z profilu, który Squealer wymalował białą farbą.
I tak zwierzęta zaczęły prowadzić folwark. Choć praca nie stawała się lżejsza, a pożywienia nie przybywało, to jednak gospodarstwo należało do nich. Pod przywództwem świń wykonywały wszystkie prace. Squealer ogłaszał regularnie, że produkcja rośnie, jedzenia jest coraz więcej, a straty zostały zredukowane do minimum.
Opodal Folwarku Zwierzęcego leżał majątek Foxwood. Był to rozległy i zacofany folwark, którego pastwiska zostały wyjałowione. Niestrzyżone żywopłoty rozrastały się dziko. Niektóre z nich były nadzwyczaj wybujałe, podczas gdy inne zostały tak mocno przerzedzone, że nie stanowiły żadnej przeszkody dla zwierząt. Właścicielem tej ruiny był pan Pilkington, niefrasobliwy dżentelmen, któremu całe dnie schodziły na łowieniu ryb lub polowaniu, w zależności od sezonu.
Z drugiej strony do folwarku zwierząt przylegało gospodarstwo zwane Pinchfield. Było mniejsze i lepiej utrzymane niż Foxwood. Jego właściciel, pan Frederick, jegomość sprytny i przebiegły, wiecznie uwikłany w sprawy sądowe, był znany w okolicy z głowy do interesów. Pilkington i Frederick nie cierpieli się wzajemnie do tego stopnia, że w żaden sposób nie mogli dojść do jakiegokolwiek porozumienia, choćby miało to być korzystne dla obu.
W obejściu ustawiono sąg buczyny, która początkowo miała zostać sprzedana Pilkingtonowi, jednak w ostatniej chwili drewno zakupił Frederick. Zwierzęta były zaskoczone nawiązaniem współpracy z osobnikiem uważanym dotąd za nieprzyjaznego sąsiada. Przemówiły im jednak do przekonania słowa Boxera powtarzającego w kółko: "Napoleon ma zawsze rację". Jako że folwark nie dysponował rachunkiem bankowym, pan Whymper, doradca i pośrednik w kontaktach świń ze światem zewnętrznym, zabrał uzyskaną gotówkę do pobliskiego miasteczka Willington. Po powrocie na folwark oznajmił, że banknoty okazały się fałszywe. Wśród zwierząt zaczęła narastać wrogość wobec Fredericka.
Na rozległym pastwisku znajdowało się niewielkie wzniesienie - najwyżej położone miejsce na folwarku. Snowball oznajmił niegdyś, iż jest to najbardziej odpowiedni teren pod budowę wiatraka, który mógłby napędzać prądnicę i w ten sposób zaopatrywać folwark w energię elektryczną. Umożliwiłoby to oświetlenie boksów i stajni oraz ogrzewanie ich zimą. Prąd mógłby również napędzać maszyny. Snowball w przeznaczonej na pracownię szopie, czerpiąc szczegóły z książek należących ongiś do pana Jonesa, ciężko pracował przez trzy tygodnie, przygotowując plany wiatraka. Jednak Napoleon opóźniał jego pracę, głosząc, iż zwierzęta powinny zająć się przede wszystkim gospodarstwem i jego produkcją. W końcu jednak plany były gotowe. Podczas zgromadzenia w wielkiej stodole, na którym projekt miano przedyskutować, na znak dany przez Napoleona okrutne psy, wychowane przezeń i odpowiednio wyszkolone, rzuciły się na Snowballa i wygnały go z folwarku. Knura już nigdy więcej nie widziano. Zwierzęta mniemały, że wiatrak nie będzie budowany, lecz Napoleon ogłosił, że ma plany budowy innego wiatraka i że w rzeczywistości to on był pomysłodawcą jego wzniesienia.
Zatem zwierzęta przystąpiły do budowy. Jako materiału użyły wapienia, obficie pozyskiwanego z zagłębienia na terenie folwarku, tyle tylko, że surowiec ten wydobywały w dużych bryłach. Dlatego z rozpaczliwą powolnością wlokły je na szczyt wzniesienia, skąd spychano je w dół, gdzie rozbijały się na kawałki. Robota ta była nad wyraz ciężka i czasochłonna. Zwierzęta harowały przez wiele miesięcy, by zgromadzić tyle kamienia, żeby wystarczyło go na wzniesienie budowli. Najciężej pracował Boxer, który nawet wstawał pół godziny wcześniej przed innymi zwierzętami, chcąc zacząć wcześniej przewożenie głazów. Wreszcie wiatrak był gotowy. Niestety, pewnej nocy nadeszła gwałtowna wichura, obracając w ruinę owoc ich pracy. Squealer ogłosił, że był to akt sabotażu dokonany przez wygnanego Snowballa.
Zwierzęta nie poddały się i postanowiły zbudować jeszcze większy wiatrak, o znacznie grubszych ścianach. Pracowały w pocie czoła przez wiele miesięcy, aż wreszcie był gotów. Miał ściany dwukrotnie grubsze niż poprzedni, tak że nie zdołałaby ich naruszyć żadna, choćby najsroższa nawałnica. Jednak pewnego dnia Frederick i jego ludzie zaatakowali folwark i zajęli wiatrak. Wszyscy sądzili, że napastnicy nie zdołają go zburzyć, lecz parobcy rozsadzili budowlę dynamitem na tysiąc kawałków. Wprawiło to zwierzęta w tak wielką wściekłość, że ruszyły hurmem na wroga i wypędziły go z folwarku.
Pomimo tych przeciwieństw wiatrak ostatecznie stanął. Nie został jednak wykorzystany, jak początkowo zapowiadano, do wytwarzania prądu i nie zapewnił zwierzętom żadnych wygód. Przeznaczono go do mielenia ziarna dla Folwarku Zwierzęcego oraz innych gospodarstw, co przynosiło pewne dochody.
Przez te wszystkie lata świnie zmieniały treść Siedmiu Przykazań. Wreszcie wszystkie je zamazano, pozostawiając tylko jedno:
WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE NIEKTÓRE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNIEJSZE OD INNYCH.
Napoleon, Squealer oraz pozostałe świnie mieszkały w dawnym domu państwa Jones, spały w łóżkach, nosiły ubrania i piły piwo. Chroniła je oraz wymuszała na zwierzętach wykonywanie ich rozkazów sfora lojalnych, okrutnych psów, ślepo oddanych Napoleonowi. Bestie zabijały wszystkie nieposłuszne mu stworzenia.
Podczas cotygodniowego spotkania zwierząt, tuż po zgromadzeniu, podczas którego dokonano egzekucji na czterech świniach, trzech kurach, gęsi i kilku innych winowajcach, Squealer ogłosił, że rewolta osiągnęła już swój cel. Hymn "Zwierzęta Anglii" został zakazany. Na mocy specjalnego dekretu Napoleona wieprz poeta Minimus skomponował inną pieśń, która zaczynała się od słów:
Folwarku Zwierzęcy, ojczyzno ma słodka,
Nigdy przeze mnie krzywda Cię nie spotka!
I odtąd na Folwarku Zwierzęcym nigdy już nie słyszano hymnu "Zwierzęta Anglii". Niemniej gołębie, które od początku rewolty latały po całej okolicy, docierając na inne folwarki i niosąc tamtejszym zwierzętom przesłanie animalizmu, słyszały jak tamte go śpiewają. Dlatego też słowa i duch tego utworu ze szczętem nie zaginęły. Wreszcie jednak dekretem Napoleona folwark powrócił do poprzedniej nazwy, czyli znów nazywał się "Folwark Dworski".
Pewnego wieczora zwierzęta usłyszały z domu świń głośne hałasy. Podeszły więc cichutko pod ścianę i zajrzały przez okna do pokoju stołowego.
Rozległ się tam tak ogromny aplauz jak chwilę wcześniej i kufle wychylono do samego dna. Jednak zwierzętom wydało się, że oto zachodzi jakaś dziwna przemiana. Cóż takiego zmieniło się w wyglądzie świń? Clover przyglądała się starczymi, przyćmionymi oczami to jednemu ryjowi, to drugiemu. Niektóre miały po pięć podbródków, inne po trzy. Cóż takiego jakby się w nich przeobrażało i rozpływało? Tymczasem wesoły hałas opadł, zebrani znów zasiedli do kart i podjęli przerwaną grę, a zwierzęta wycofały się cichcem.
Nie uszły jednak i dwudziestu metrów, gdy zatrzymały się w pół kroku. Z budynku bowiem znów doleciał je gwar podniesionych głosów. Pospieszyły zatem z powrotem i ponownie zajrzały przez okno. Tak, wewnątrz wybuchła zajadła kłótnia. Wrzeszczano na siebie, walono pięściami w stół, rzucano podejrzliwe spojrzenia, gwałtownie się zapierano. Źródłem nieporozumienia było to, że Napoleon i pan Pilkington równocześnie zagrali asem pik.
Słychać było dwanaście wściekłych głosów, a wszystkie brzmiały jednakowo. Nie było już żadnych wątpliwości, co się zmieniło w ryjach świń. Zwierzęta stojące na zewnątrz patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale już żadne nie mogło się połapać, kto jest kim.
Zwierzęta patrzyły, targane osobliwymi uczuciami. Nie były tak inteligentne jak świnie, dlatego też nie wiedziały, jak mają sobie tłumaczyć to, co widzą. Czuły się zdezorientowane, zagrożone i zdradzone, nie były jednak zdolne wyrazić swoich uczuć słowami. Żadne z nich nie potrafiło już odróżnić świni od człowieka. Napoleon mógłby uchodzić za rodzonego brata pana Pilkingtona. Trwały więc nieruchomo i w milczeniu. Potem, by przerwać ciszę, znużona i spracowana Clover rzekła: - Pamiętajcie, co powtarzał Boxer: "Napoleon ma zawsze rację". - Słysząc to zwierzęta, czy też zwierzęta niższe, jak miały się odtąd nazywać, zaczęły się rozchodzić. Clover, osioł Benjamin, biała koza Muriel, owce i krowy podążyły powoli do obór i na legowiska. Oswojony kruk Mojżesz, który powrócił na folwark, polatywał nad nimi, by w końcu usiąść na swojej żerdce opodal tylnego wyjścia.
Jednak tej nocy żadne ze zwierząt szybko nie zasnęło. Każde usiłowało wykoncypować, co poszło im nie tak, jak powinno. Czy świnie zawsze przypominały wyglądem ludzi? Czy zawsze zachowywały się i postępowały tak jak oni? Zwierzęta przestępowały z kopyta na kopyto i z łapy na łapę, usiłując ułożyć się do snu, lecz żadne nie spało spokojnie. Nazajutrz obudziły się i skonstatowały, że Bogiem a prawdą niewiele się zmieniło. Na Folwarku Dworskim, który przez krótki czas był Folwarkiem Zwierzęcym, sprawy szły mniej więcej tak, jak dotychczas. Wprawdzie świnie wyglądały jak ludzie, poza tym jednak nic a nic się nie zmieniły. Mieszkały w domu pana Jonesa i bardzo rzadko wychodziły na zewnątrz. Zwierzęta nadal więc wykonywały swoje obowiązki. Tymczasem zbliżała się zima, robiło się coraz chłodniej i zaczynało brakować pożywienia i zwierzęta przypominały sobie jak przez mgłę, że warunki życia były niegdyś lepsze - choć właściwie nie były już tego zbyt pewne.